„Kula
Losu”
Sumi
i Rina dalej są samie na tarasie. Obecnie obie Panie nie rozmawiają
już ze sobą. Neczanka dalej jest trochę przerażona tym co
powiedziała Jej gospodyni, jednak po dłuższej chwili zrobiła
sobie zdjęcie w bluzie i z pluszakiem. Po chwili przeskoczyło przez
barierkę i przyszło do neczanki dziwne stworzenie. Jest ono
psowate, trójkątną paszczą która po otwarci ma trzy płaty
pokryte zębami, a jego język przypomina macki jakieś ośmiornicy.
Bestia jest wielkości średniego psa, nie ma ogona, za to ma małe
szpiczaste uszy, zdaje się niemieć oczu, i jest ciemno szara.
-
Cześć maluszku… - powiedziała przyjaźnie Rina, dając się
obwąchać przybyszowi.
Zwierzak przednimi łapami wszedł Jej
na kolano, więc neczanka zrobiła sobie z nim zdjęcie, a kapłanka
chaosu w końcu się odezwała:
- Już nie masz co fotografować?
Są tu zacznie lepsze rzeczy i istoty.
- Tobie, też mogę robić
jeśli chcesz…
- Powinnaś od tego zacząć, a nie marnować
miejsce w telefonie na siebie…. Chociaż dziwne, że FanRayiem, do
Ciebie od tak podszedł. To dość płochliwe zwierzę, które jak już
podchodzi to wywołuje najgorsze i najstraszliwsze koszmary, a nie
daje się drapać za uchem.
- Uroczy słodziak… -
odpowiedziała Rina, jedną ręką drapiąc przybysza za uchem, który
wydaje przyjemne zadowolone mroczne dźwięki, a drugą ręką robiąc
zdjęcie gospodyni.
- O Aniołek, ma nowego kumpla. - powiedział
Volaure stojący na barierce tarasu.
- Jakoś mnie to nie
dziwi. - odpowiedział Kurai, stojący koło brata, który po chwili
zeskoczył z barierki.
Nagle zwierze odsunęło się od neczanki
i zaczęło fuczeć i syczeć na przybyszy, a następnie z
przerażeniem i w popłochu, uderzając nawet o szybę barierki,
uciekło z tarasu, a Sumi powiedziała:
- Zwierzę od koszmarów,
boi się tych dwóch, to mówi samo za siebie. - a następnie
spojrzała na chłopaków i powiedziała: - Długo Wam się zeszło,
następnym razem ma być szybciej bo nie dostaniecie śniadania.
-
Tak, tak … „bo stać Nas na więcej” - odpowiedział
Volaure.
- W rzeczy samej! - odpowiedziała dumnie Sumi.
-
Nic Ci nie robiła? - spytał Kurai, podchodząc do neczanki.
-
Nie…- odpowiedziała pokornie Rina,
- Tylko rozmawiałyśmy.
- wtrąciła Sumi.
- Widzę. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Mamushka co z tym śniadaniem? - wtrącił Volaure.
- Możemy na
nie iść. Wiecie gdzie.- odpowiedziała Sumi.
- Tak, tak tylko
ojej nie przejdziesz przez Nasze pokoje. - odpowiedział Volaure.
To
nie problem, i macie zaraz tam być. Aha i ona jak będzie w piżamie
to nie wpuszczę Jej na śniadanie…. - odpowiedziała pogardliwie
Sumi, a następnie zniknęła.
- I jak było? - Zapytał
Volaure.
- Była tak samo miła jak od wczoraj jest… i
ewidentnie mnie nie lubi … - odpowiedziała cichutko Rina, ze
spuszczoną głową.
- Nie musi i nie przejmuj się tym, bo
cokolwiek Ci nie powiedziała to się myli. - odpowiedział Kurai,
przytulając neczankę.
- Teraz bardziej skupi się na Nas. -
dodał Volure.
- Swoją drogą … wykorzystując ze ma mnie za
głupią i nie douczoną … spytałam o tą fiolkę z rytuału… -
odpowiedziała Rina.
- Sprytna dziewczynka. - pochwalił Volaure
z uśmiechem.
- Czego się dowiedziałaś? - spytał Kurai.
-
Ta… ta energia chaosu była od Sumi… i dała ją ponieważ …. „
nudna ta wojna, a tak będzie ciekawiej” – odpowiedziała
pokornie Rina z nutą przerażenia w głosie.
- To zdecydowanie
brzmi jak Mamushka. - odpowiedział Volaure.
- Już wiadomo skąd
mieli mroczną energię chaosu. - powiedział Kurai.
- I
wychodzi na to, że zielone zabarwienie fiolki wynika z dobrej
energii chaosu. - dodał Volaure.
- Tak … - odpowiedziała
Rina.
- Proponuję ominąć ten temat przy śniadaniu. -
powiedział Volaure.
- Chyba, że sama go zacznie… - dodał
Kurai.
- Tak, póki sama nie zacznie tematu, to nie rozmawiamy o
tym, bo jeśli złe to rozegramy to wpadnie w furie, a to nie jest
Nam do niczego potrzebne. - dopowiedział Volaure.
************
Generał
Rudy siedzi w swoim gabinecie, ma ogrom raportów, ale jest dużo
spokojniejszy niż poprzedniego dnia. Bardzo sporadyczne walki na
terenie rowu jeszcze trwają, ale nie wymagają już az tyle Jego
uwagi. Razem z nim w gabinecie zasiadają jego dwaj kapitanowie.
-
Przeciwnik wycofuje się praktycznie ze wszystkich stanowisk i
oddziały rozpraszają się w małych grupkach po terenie. -
powiedział Amis.
- Na te chwilę jesteśmy bezpieczni. -
powiedział Moyoshi.
- Nie wiem na ile to nadal pewne ale
karawana Chifuina i Nyxany nie dotarła jeszcze do lawowego pałacu.
I o ile raporty są trafne, to Ona nadal odczuwa skutki ataku. -
dodał Amis.
- Notabene to dobre wieści. - odpowiedział Rudy,
a następnie dodał: - Dobra Panowie wracajcie do swoich zajęć.
-
Tak jest! - odpowiedzieli oficerowie i wstali do wyjścia.
-
Moyoshi, Ty zostajesz.
- Em… dobra … - odpowiedział Moyoshi
siadając.
W tym samym czasie Amis wyszedł i zamknął za sobą
drzwi.
- To co chciałeś? - spytał Moyoshi.
- Dziwnie się
zachowujesz.
- Nie, wydaje Ci się…
- Tak, tak i wrzucasz
kogoś do karceru bez mojej wiedzy…
- Już zdążył się
poskarżyć?
- Nie musiał. Naprawdę myślałeś, że nikt się
nie zorientuje, że GO nie ma?
Moyoshi nic na to nie
odpowiedział, jedynie co widać po nim zmieszanie.
- Dobra o co
poszło? - kontynuował Rudy.
- Bezpodstawnie mnie zaatakował
to dostał karę.
- Jasne, nie bajeruj mi tu i nie wkurwiaj mnie
bardziej.
- Zerwałem z Diuną i o to poszło, bo niby
przywaliłem się do czegoś co sam niby robiłem…
- A nie
robiłeś?
- Nie na Jej oczach …
- Ale robiłeś?
-
Nie tak jak Ona…
- Dobra…. - odpowiedział Rudy, pocierając
oczy ręką, a następnie dodał: - Posłuchaj jak poszło między
innymi o to, że przeleciałeś kilka panienek będąc jednocześnie
z Diuną, to jako Jej brat miał prawo się wkurwić.
- Wielkie
mi co …
- A Ona co zrobiła, że z Nią zerwałeś?
-
Całowała się z Stevenen…
- Oho ktoś tu jest hipokrytą na
najwyższym poziomie, i coraz mniej się dziwie, że Hachi Ci
przywalił… Jak na moje to i tak masz szczęście, że obaj bracia
Cię nie dopadli i całkiem nieźle wyglądasz.
- Byłem u
medyków i uleczyli mnie. Przez tego melepetę wyglądałem
gorzej….
- I bardzo dobrze, co by nie mówić zasłużyłeś.
I słuchaj skoro nie jesteście sobie pisani to trudno, znajdź sobie
inną dziewczynę którą będzie tolerować jednostronne zdrady,
albo weź przykład z Amisa i miej otwarty związek gdzie OBIE strony
mają prawo do zabaw innymi, a nie tylko jedna. Weź to na chłodno
i wyjdziesz na tym dużo lepiej.
- Może masz racje…
- A
i byłbym rad aby oddział nie obrywał, przez to ze zerwaliście.
-
Postaram się…
- Nie postaram się, a tak ma być. Pogadajcie,
daliście sobie po mordach to teraz czas na piwo.
- No w sumie,
tak jakoś powinno być.
- I tak masz pozwolenie, możesz zabrać
z zapasów piwo, nawet to procentowe na tą rozmowę… - powiedział
stanowczo Rudy, a po chwili dodał: - Kurde, Moyoshi jesteś dorosły
facet weź ogarnij dupę, to nie przedszkole. Macie tam swoje sprawy,
spoko, ale macie to ogarnąć tak aby był spokój, bez
niepotrzebnych spięć. Nie mowie, że masz wracać do niej, dla Was
zdecydowanie będzie lepiej jak będziecie osobno, i nie musicie się
teraz lubić ale ma być spokój!
- Tak jest… - odpowiedział
mocno zmieszany Moyoshi z nutką strachu w głosie, a po chwili
spytał:- A z nim już gadałeś?
- Nie, z nim będę rozmawiał
jak Kurai wróci.
- Przy nim?
- No tak, a co? Coś jeszcze
chcesz mi powiedzieć?
- Nie, nie … nic takiego…
- Na
pewno?
- Em … możliwe, że mnie poniosło …
- Iiii?
Stary do brzegu…
- Możliwe, że spoliczkowałem Rinę …
-
Ja pierdole… Moyoshi … Ty masz w ogóle jakiś instynkt
samozachowawczy?
- No poniosło mnie, a nie chciałem krzywdzić
Diuny, a byłem wkurwiony…
Na te słowa Rudy zrobił
klasycznego face palma, a następnie powiedział: - Kurde Stary
odwalasz takie rzeczy i dziwisz się, że nagle spokojny Hachi dał
Ci po mordzie?
- Jak mówisz to na głos to jednak nie brzmi to
dziwnie ….
- Dobra, tym bardziej nie wiem jak to zrobisz, ale
macie się pogodzić! Ta wojna dostatecznie już Nas wykańcza, nie
potrzebujemy takich jazd w obozie i napięć między swoimi ludźmi,
rozumiemy się!?
- Dobra … ale błagam pomóż mi …
-
Zobaczę co się da zrobić, ale nic nie obiecuje… i masz ogarnąć
tą sprawę tak aby był spokój! Ma nie być wojny między Wami.
-
Naprawię to…
- No ja myślę…
************
Śniadanie
u kapłanki Chaosu dobiegło już końca. Wszyscy jej goście
zasiadają w sali kominkowej, gdzie dopijają jeszcze herbatę, czy
soki owocowe. Sumi klasycznie jest na swojej chmurce i siedzi w niej
jak na bardzo wygodnym fotelu, a na kanapie siedzi Kurai, ubrany w
jeansy i czarny T-shirt. Obok niego siedzi Rina ubrana w neczański
mundur oraz pomarańczowej bluzie, a obok niej siedzi Volaure.
-
To jak to się stało, że zostałeś księciem? - spytała nagle
Sumi.
- Dossakowi zmarło się, na chorobę zwaną sztyletem. -
odpowiedział spokojnie Volaure, szczerząc kły.
- Zagranie z
wyższej półki. Musiał mieć świetną minę kiedy ginął z
Twojej ręki jeszcze po tym wszystkim. Długo już rządzisz na
Zekeren? - kontynuowała Sumi.
- Z 6-7 lat może trochę dłużej.
- odpowiedział książę.
- Pewnie Brata zrobiłeś jakimś
oficerem swoich wojsk? - dopytywała dalej Sumi.
- Otóż nie,
ale i tak jest kapitanem - odpowiedział Volaure.
- Jestem
kapitanem neczańskich oddziałów. - wtrącił chłodno Kurai.
-
Królowa by na to nie pozwoliła. - odpowiedziała Sumi.
- Za to
Rudy i Ankara już tak. - dodał Volaure.
- Ah to w ten sposób
i jakieś machlojki za plecami, no tak czego można by było się po
Was spodziewać. Mało kiedy robicie coś otwarcie. - odpowiedziała
Sumi, a następnie dodała: - Swoją drogą pamiętasz moją
przepowiednie przy pewnych okolicznościach?
- Masz dużo
przepowiedni, doprecyzuj. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Taką
z kulą losu… wtedy co …
- Pamiętam i co z tą
przepowiednia? - odpowiedział Kurai, przerywając wypowiedz kapłanki
chaosu.
- Znowu jakieś czary mary… kula losu? - zainteresował
się Volaure.
- Takie powiedzmy metalowe ustrojstwo… -
odpowiedział Kurai.
- „Gdy kula losu spocznie w ustach,
oddech stanie się próbą, a czas... szeptem. Tylko prawdziwa miłość
rozpozna jej ciężar i odwagę, by sięgnąć tam, gdzie strach każe
odwrócić wzrok. Kula
pozostanie, a los dopełni wyroku i zapanuje chaos. Jeśli chcesz
zmienić los to musisz podjąć wyzwanie.” - powiedziała Sumi, z
delikatnie pustymi oczami.
- Że też Mamushka pamięta
wszystkie te swoje wróżby. - powiedział Volaure, a następnie
dodał: - I niby chcesz to zrobić Aniołkowi?
- Już to
zrobiłam, była w jej piciu które właśnie wypiła do cna. -
odpowiedziała dumnie Sumi.
W tym momencie wszyscy spojrzeli na
Rinę, która właśnie odkładała pustą szklankę. Nagle w buzi
pojawiła się jej spora metalowa kulka, której nie mogła ani
wypluć ani połknąć. Jednocześnie łzy zaczęły spływać Jej po
policzkach, i nie mogła wydusić z siebie nawet słowa.
- Kurde
już wiem o jaką kulę chodzi…. Mamushka pogrzało Cię!? -
powiedział Volaure podnosząc się z kanapy.
- Kurai, Ty wiesz
co masz zrobić, a Ty się nie wtrącaj. - odpowiedziała Sumi.
-
A co boisz się, że pokona Cię ktoś równy Tobie!? - spytał
Volaure z wrednym uśmiechem.
- Nie schlebiaj sobie…
-
Dobra Mamushka teraz jej to wyjmij i zakończmy tą zabawę.
-
Niech no pomyślę…. NIE i szykuj się dla Ciebie też mam test.
-
Jakby Ci to powiedzieć, NIE.
- Jesteś wredny!
- Ja?
Skądże znowu… jestem do rany przyłóż… - odpowiedział
Volaure, a następnie dodał: - Mamushka może Tobie wsadzimy taka
kulkę losu do buzi, będzie zabawnie.
- A co chcesz mi ją
wyjąć? Myślisz ze robisz to az tak dobrze?
- Oho, stepująca
Mamushka się obudziła.
- Chciałbyś.
- Jakbyś jeszcze
dotrzymywała mi kroku...
W międzyczasie Kurai, przewrócił
oczami, wziął ukochana za rękę i wstał. Chwilę za Nim Rina,
memląca buzią, też wstała i dała się prowadzić. Chociaż drugą
ręką próbowała wyjąc kulę lecz bez skutecznie. Neczanin
zaprowadził ją pod ścianę, oparł ukochaną o nią, następnie
złapał ją za ręce, wziął je do góry i sam się oparł lewą
ręką, nad głową dziewczyny, jednocześnie unieruchamiając jej
ręce. Swoją prawą dłoń zaś położył jej na szyi, tak aby
unieść jej głowę do góry a jednocześnie unieruchomić ją.
-
Wiem, że to trudne ale spokojnie… unormuj oddech ...- powiedział
chłodno Kurai.
Neczanka pokiwała głową i próbowała to
robić najlepiej jak potrafiła. Neczanin odczekał chwilę, a
następnie głęboko i namiętnie pocałował Rinę w prosto w
niespokojne usta. Dziewczyna czuje jak kulka i nie tylko ona
przemieszcza się w jej buzi, pieszcząc jej podniebienie. Całe
ciało dziewczyny drży, sam uścisk jej partnera jest wystarczająco
mocny by ani nie zabrała głowy, ani nie wsadzała rąk do buzi, a
jednocześnie na tyle delikatny aby nie zrobić jej krzywdy. Po
dłuższej chwili ich usta rozdzieliły się, ręce dziewczyny
zostały puszczone. Neczanka zakryła ręką swoje usta, z wielkimi
niedowierzającymi oczami. Stało się jasne, że neczanin tym
pocałunkiem i swoim językiem wyjął jej kulkę z buzi. Po chwili
Kurai wypluł ją i spytał:
- W porządku?
- Tak … -
odpowiedziała Rina, a po chwili rumieniąc się dodała: - W pewnym
momencie … To … to było całkiem przyjemne …
Kurai nic
jej nie odpowiedział, jedynie rzucił obślinioną kulką losu w
Sumi. Kapłanka Chaosu mimo że zagadana, bez trudu ja złapała, i
oglądając swoje narzędzie powiedziała:
- O i po krzyku, jak
widać się dało.
W tym momencie ociekająca śliną kulka
roztopiła się, pozostawiając po sobie jedynie mokrą i dość
obrzydliwą, gęstą, ciekła plamę.
- Brat, jak Ty to? -
spytał Volaure, odwracając się do neczanina.
- Kwestia
wprawy… - odpowiedział chłodno Kurai.
- Wiedziałem, że
robisz to zajebiście, ale że aż tak… No no … Zaintrygowałeś
mnie. - powiedział Volaure z zadziornym uśmiechem.
Kurai na to
nic nie odpowiedział jedynie podszedł do Sumi, a następnie twardo
i stanowczo powiedział: - Nigdy więcej nie odwalaj takich akcji,
zwłaszcza z NIĄ!
- E tam poradziłeś sobie i to znacznie
lepiej niż myślałam. Zakładałam, że zginie w męczarniach, no
może z nutą przyjemności. A tu zaskoczenie udało Ci się ją
wydostać… - odpowiedziała Sumi pełna pogardy, a po chwili, jak
zauważyła, że wszyscy wychodzą powiedziała: - A wy dokąd?
Jeszcze z Wami nie skończyłam.
- Skończyłaś. - odpowiedział
chłodno Kurai.
- Chyba żartujecie! - krzyknęła Sumi.
-
Mamushka każdego z Nas już w wzywają obowiązki, oraz lepiej
abyśmy nie przedłużali tych wspaniałych chwil, bo jak tak dalej
pójdzie to zapas szlugów bardzo szybko się skończy i przestanie
być przyjemnie. - odpowiedział Volaure z delikatnie zadziornym i
wrednym uśmiechem. Następnie wszyscy wyszli. Wkrótce wszyscy byli
już na tarasie przed pokojami chłopaków. Rina poszła się
pakować, a panowie stoją na tarasie. Po chwili Volaure wyjął
papierosy i spytał:
- Mogę zapalić?
- Taaa …. -
odpowiedział Kurai.
- Chcesz?
- Nie dzięki.
-
Przyznaję Brat, że aż mnie skręca i mam ochotę abyś ze mną
zrobił to samo. - powiedział Volaure, stając na wprost neczanina
patrząc mu w oczy.
- To niech skręca Cię dalej. - powiedział
twardo Kurai.
- Innej odpowiedzi się nie spodziewałem. -
odpowiedział książę, a następnie oparł się tyłem o barierkę,
zapalił papierosa i zaciągnął się nim, po czym wręczył swojego
papierosa przyjacielowi mówiąc: - Masz, jeden buch Ci się
przyda.
Kurai bez słowa, przyjął ten gest, po czym dość
głęboko zaciągnął się, a następnie powoli wypuszczając dym
oddał papierosa. W tym momencie do panów podeszła Rina.
- Co
tam Aniołku? - spytał Volaure.
- Przyszłam oddać Ci bluzę…
- odpowiedziała Rina.
- Lepiej Aniołku póki co ją zatrzymaj,
jeszcze spędzicie tu czas przed wylotem na Kronosie. Oddasz mi na
następnym naszym spotkaniu. - odpowiedział Voltaire mrugając
okiem.
- O oki ... - powiedziała dziewczyna.
Książę
podszedł do wodnej neczanki, tak aby dym z papierosa nie leciał na
nią, i wyjął z prawej
kieszeni pomarańczowej bluzy, paczkę papierosów mówiąc:
-
Tak myślałem, że się przydadzą. Potrzebujesz ich jeszcze?
-
Nie, możesz je zabrać. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Świadomie je zostawiłeś? - spytała Rina.
- Owszem. Mamushka
ma swoje wnerwiające momenty, podbite swoją mocą, które wkurzają
nawet opanowanych… - odpowiedział Volaure, szczerząc radośnie
kły, a następnie spoglądając na zegarek dodał: - Dobra
dzieciaki, muszę wracać na Zekeren, a Wy też powinniście opuścić
to miejsce. Mamushka raczej zaraz zacznie nakręcać się coraz
bardziej.
- Taaa … zabierzemy rzeczy, idziemy po Kronosa i też
spadamy. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Myślę, że Rudy nie
powinien Wam robić problemów, ale w razie problemów w obozie, czy
nawet z królową to dzwon. Ogarnę. - poinformował Książę.
-
Spoko. - odpowiedział Kurai.
- I macie dać znać, jak
dotrzecie do obozu. - powiedział Volaure.
- Dobrze. -
odpowiedziała Rina z uśmiechem, a po chwili spytała: - Zrobimy
sobie wspólne zdjęcie?
Na
te słowa Panowie bez słowa stanęli koło niej, także dziewczyna
była pośrodku nich. Następnie książę wziął od neczanki
telefon i zrobił selfie całej obejmującej się trójce, w taki
sposób aby nie było widać jego papierosa.
- Proszę. -
powiedział Volaure.
- Dzięki. - odpowiedziała Rina.
Po
chwili władca, zaciągnął się po raz ostatni, wypuścił
spokojnie dym, zgasił papierosa, i radośnie przytulił neczankę,
dał jej buziaka w policzek i powiedział:
- Jesteś bardziej
niesamowita niż myślisz.
Po czym książę pożegnał się z
przyjacielem powitaniem z Zekeren i zniknął. A
telefon elektrycznego neczanina zaczął dzwonić. Ten odebrał
telefon mówiąc:
- Co potrzebujesz?
Słychać tylko to co
mówi neczanin…
- Gdzie to jest? …. Za jakieś 3 godziny…..
A następnie po dłuższej chwili bez słowa, zakończył
rozmowę.
- Coś się stało? - spytała Rina.
- Nie, ale
po drodze zajrzymy w jedno miejsce. - odpowiedział Kurai.
-
Spoczko… jakaś misja na boku?
- Można tak powiedzieć, mam
rzucić okiem jedną rzecz, a dokładniej przeładować ją swoją
energią.
- Może być fajnie.