czwartek, 2 lipca 2026

EPIZOD 292

 

Kula Losu”

Sumi i Rina dalej są samie na tarasie. Obecnie obie Panie nie rozmawiają już ze sobą. Neczanka dalej jest trochę przerażona tym co powiedziała Jej gospodyni, jednak po dłuższej chwili zrobiła sobie zdjęcie w bluzie i z pluszakiem. Po chwili przeskoczyło przez barierkę i przyszło do neczanki dziwne stworzenie. Jest ono psowate, trójkątną paszczą która po otwarci ma trzy płaty pokryte zębami, a jego język przypomina macki jakieś ośmiornicy. Bestia jest wielkości średniego psa, nie ma ogona, za to ma małe szpiczaste uszy, zdaje się niemieć oczu, i jest ciemno szara.
- Cześć maluszku… - powiedziała przyjaźnie Rina, dając się obwąchać przybyszowi.
Zwierzak przednimi łapami wszedł Jej na kolano, więc neczanka zrobiła sobie z nim zdjęcie, a kapłanka chaosu w końcu się odezwała:
- Już nie masz co fotografować? Są tu zacznie lepsze rzeczy i istoty.
- Tobie, też mogę robić jeśli chcesz…
- Powinnaś od tego zacząć, a nie marnować miejsce w telefonie na siebie…. Chociaż dziwne, że FanRayiem, do Ciebie od tak podszedł. To dość płochliwe zwierzę, które jak już podchodzi to wywołuje najgorsze i najstraszliwsze koszmary, a nie daje się drapać za uchem.
- Uroczy słodziak… - odpowiedziała Rina, jedną ręką drapiąc przybysza za uchem, który wydaje przyjemne zadowolone mroczne dźwięki, a drugą ręką robiąc zdjęcie gospodyni.
- O Aniołek, ma nowego kumpla. - powiedział Volaure stojący na barierce tarasu.
- Jakoś mnie to nie dziwi. - odpowiedział Kurai, stojący koło brata, który po chwili zeskoczył z barierki.
Nagle zwierze odsunęło się od neczanki i zaczęło fuczeć i syczeć na przybyszy, a następnie z przerażeniem i w popłochu, uderzając nawet o szybę barierki, uciekło z tarasu, a Sumi powiedziała:
- Zwierzę od koszmarów, boi się tych dwóch, to mówi samo za siebie. - a następnie spojrzała na chłopaków i powiedziała: - Długo Wam się zeszło, następnym razem ma być szybciej bo nie dostaniecie śniadania.
- Tak, tak … „bo stać Nas na więcej” - odpowiedział Volaure.
- W rzeczy samej! - odpowiedziała dumnie Sumi.
- Nic Ci nie robiła? - spytał Kurai, podchodząc do neczanki.
- Nie…- odpowiedziała pokornie Rina,
- Tylko rozmawiałyśmy. - wtrąciła Sumi.
- Widzę. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Mamushka co z tym śniadaniem? - wtrącił Volaure.
- Możemy na nie iść. Wiecie gdzie.- odpowiedziała Sumi.
- Tak, tak tylko ojej nie przejdziesz przez Nasze pokoje. - odpowiedział Volaure.
To nie problem, i macie zaraz tam być. Aha i ona jak będzie w piżamie to nie wpuszczę Jej na śniadanie…. - odpowiedziała pogardliwie Sumi, a następnie zniknęła.
- I jak było? - Zapytał Volaure.
- Była tak samo miła jak od wczoraj jest… i ewidentnie mnie nie lubi … - odpowiedziała cichutko Rina, ze spuszczoną głową.
- Nie musi i nie przejmuj się tym, bo cokolwiek Ci nie powiedziała to się myli. - odpowiedział Kurai, przytulając neczankę.
- Teraz bardziej skupi się na Nas. - dodał Volure.
- Swoją drogą … wykorzystując ze ma mnie za głupią i nie douczoną … spytałam o tą fiolkę z rytuału… - odpowiedziała Rina.
- Sprytna dziewczynka. - pochwalił Volaure z uśmiechem.
- Czego się dowiedziałaś? - spytał Kurai.
- Ta… ta energia chaosu była od Sumi… i dała ją ponieważ …. „ nudna ta wojna, a tak będzie ciekawiej” – odpowiedziała pokornie Rina z nutą przerażenia w głosie.
- To zdecydowanie brzmi jak Mamushka. - odpowiedział Volaure.
- Już wiadomo skąd mieli mroczną energię chaosu. - powiedział Kurai.
- I wychodzi na to, że zielone zabarwienie fiolki wynika z dobrej energii chaosu. - dodał Volaure.
- Tak … - odpowiedziała Rina.
- Proponuję ominąć ten temat przy śniadaniu. - powiedział Volaure.
- Chyba, że sama go zacznie… - dodał Kurai.
- Tak, póki sama nie zacznie tematu, to nie rozmawiamy o tym, bo jeśli złe to rozegramy to wpadnie w furie, a to nie jest Nam do niczego potrzebne. - dopowiedział Volaure.


************


Generał Rudy siedzi w swoim gabinecie, ma ogrom raportów, ale jest dużo spokojniejszy niż poprzedniego dnia. Bardzo sporadyczne walki na terenie rowu jeszcze trwają, ale nie wymagają już az tyle Jego uwagi. Razem z nim w gabinecie zasiadają jego dwaj kapitanowie.
- Przeciwnik wycofuje się praktycznie ze wszystkich stanowisk i oddziały rozpraszają się w małych grupkach po terenie. - powiedział Amis.
- Na te chwilę jesteśmy bezpieczni. - powiedział Moyoshi.
- Nie wiem na ile to nadal pewne ale karawana Chifuina i Nyxany nie dotarła jeszcze do lawowego pałacu. I o ile raporty są trafne, to Ona nadal odczuwa skutki ataku. - dodał Amis.
- Notabene to dobre wieści. - odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Dobra Panowie wracajcie do swoich zajęć.
- Tak jest! - odpowiedzieli oficerowie i wstali do wyjścia.
- Moyoshi, Ty zostajesz.
- Em… dobra … - odpowiedział Moyoshi siadając.
W tym samym czasie Amis wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
- To co chciałeś? - spytał Moyoshi.
- Dziwnie się zachowujesz.
- Nie, wydaje Ci się…
- Tak, tak i wrzucasz kogoś do karceru bez mojej wiedzy…
- Już zdążył się poskarżyć?
- Nie musiał. Naprawdę myślałeś, że nikt się nie zorientuje, że GO nie ma?
Moyoshi nic na to nie odpowiedział, jedynie co widać po nim zmieszanie.
- Dobra o co poszło? - kontynuował Rudy.
- Bezpodstawnie mnie zaatakował to dostał karę.
- Jasne, nie bajeruj mi tu i nie wkurwiaj mnie bardziej.
- Zerwałem z Diuną i o to poszło, bo niby przywaliłem się do czegoś co sam niby robiłem…
- A nie robiłeś?
- Nie na Jej oczach …
- Ale robiłeś?
- Nie tak jak Ona…
- Dobra…. - odpowiedział Rudy, pocierając oczy ręką, a następnie dodał: - Posłuchaj jak poszło między innymi o to, że przeleciałeś kilka panienek będąc jednocześnie z Diuną, to jako Jej brat miał prawo się wkurwić.
- Wielkie mi co …
- A Ona co zrobiła, że z Nią zerwałeś?
- Całowała się z Stevenen…
- Oho ktoś tu jest hipokrytą na najwyższym poziomie, i coraz mniej się dziwie, że Hachi Ci przywalił… Jak na moje to i tak masz szczęście, że obaj bracia Cię nie dopadli i całkiem nieźle wyglądasz.
- Byłem u medyków i uleczyli mnie. Przez tego melepetę wyglądałem gorzej….
- I bardzo dobrze, co by nie mówić zasłużyłeś. I słuchaj skoro nie jesteście sobie pisani to trudno, znajdź sobie inną dziewczynę którą będzie tolerować jednostronne zdrady, albo weź przykład z Amisa i miej otwarty związek gdzie OBIE strony mają prawo do zabaw innymi, a nie tylko jedna. Weź to na chłodno i wyjdziesz na tym dużo lepiej.
- Może masz racje…
- A i byłbym rad aby oddział nie obrywał, przez to ze zerwaliście.
- Postaram się…
- Nie postaram się, a tak ma być. Pogadajcie, daliście sobie po mordach to teraz czas na piwo.
- No w sumie, tak jakoś powinno być.
- I tak masz pozwolenie, możesz zabrać z zapasów piwo, nawet to procentowe na tą rozmowę… - powiedział stanowczo Rudy, a po chwili dodał: - Kurde, Moyoshi jesteś dorosły facet weź ogarnij dupę, to nie przedszkole. Macie tam swoje sprawy, spoko, ale macie to ogarnąć tak aby był spokój, bez niepotrzebnych spięć. Nie mowie, że masz wracać do niej, dla Was zdecydowanie będzie lepiej jak będziecie osobno, i nie musicie się teraz lubić ale ma być spokój!
- Tak jest… - odpowiedział mocno zmieszany Moyoshi z nutką strachu w głosie, a po chwili spytał:- A z nim już gadałeś?
- Nie, z nim będę rozmawiał jak Kurai wróci.
- Przy nim?
- No tak, a co? Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć?
- Nie, nie … nic takiego…
- Na pewno?
- Em … możliwe, że mnie poniosło …
- Iiii? Stary do brzegu…
- Możliwe, że spoliczkowałem Rinę …
- Ja pierdole… Moyoshi … Ty masz w ogóle jakiś instynkt samozachowawczy?
- No poniosło mnie, a nie chciałem krzywdzić Diuny, a byłem wkurwiony…
Na te słowa Rudy zrobił klasycznego face palma, a następnie powiedział: - Kurde Stary odwalasz takie rzeczy i dziwisz się, że nagle spokojny Hachi dał Ci po mordzie?
- Jak mówisz to na głos to jednak nie brzmi to dziwnie ….
- Dobra, tym bardziej nie wiem jak to zrobisz, ale macie się pogodzić! Ta wojna dostatecznie już Nas wykańcza, nie potrzebujemy takich jazd w obozie i napięć między swoimi ludźmi, rozumiemy się!?
- Dobra … ale błagam pomóż mi …
- Zobaczę co się da zrobić, ale nic nie obiecuje… i masz ogarnąć tą sprawę tak aby był spokój! Ma nie być wojny między Wami.
- Naprawię to…
- No ja myślę…


************


Śniadanie u kapłanki Chaosu dobiegło już końca. Wszyscy jej goście zasiadają w sali kominkowej, gdzie dopijają jeszcze herbatę, czy soki owocowe. Sumi klasycznie jest na swojej chmurce i siedzi w niej jak na bardzo wygodnym fotelu, a na kanapie siedzi Kurai, ubrany w jeansy i czarny T-shirt. Obok niego siedzi Rina ubrana w neczański mundur oraz pomarańczowej bluzie, a obok niej siedzi Volaure.
- To jak to się stało, że zostałeś księciem? - spytała nagle Sumi.
- Dossakowi zmarło się, na chorobę zwaną sztyletem. - odpowiedział spokojnie Volaure, szczerząc kły.
- Zagranie z wyższej półki. Musiał mieć świetną minę kiedy ginął z Twojej ręki jeszcze po tym wszystkim. Długo już rządzisz na Zekeren? - kontynuowała Sumi.
- Z 6-7 lat może trochę dłużej. - odpowiedział książę.
- Pewnie Brata zrobiłeś jakimś oficerem swoich wojsk? - dopytywała dalej Sumi.
- Otóż nie, ale i tak jest kapitanem - odpowiedział Volaure.
- Jestem kapitanem neczańskich oddziałów. - wtrącił chłodno Kurai.
- Królowa by na to nie pozwoliła. - odpowiedziała Sumi.
- Za to Rudy i Ankara już tak. - dodał Volaure.
- Ah to w ten sposób i jakieś machlojki za plecami, no tak czego można by było się po Was spodziewać. Mało kiedy robicie coś otwarcie. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała: - Swoją drogą pamiętasz moją przepowiednie przy pewnych okolicznościach?
- Masz dużo przepowiedni, doprecyzuj. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Taką z kulą losu… wtedy co …
- Pamiętam i co z tą przepowiednia? - odpowiedział Kurai, przerywając wypowiedz kapłanki chaosu.
- Znowu jakieś czary mary… kula losu? - zainteresował się Volaure.
- Takie powiedzmy metalowe ustrojstwo… - odpowiedział Kurai.
- „Gdy kula losu spocznie w ustach, oddech stanie się próbą, a czas... szeptem. Tylko prawdziwa miłość rozpozna jej ciężar i odwagę, by sięgnąć tam, gdzie strach każe odwrócić wzrok. K
ula pozostanie, a los dopełni wyroku i zapanuje chaos. Jeśli chcesz zmienić los to musisz podjąć wyzwanie.” - powiedziała Sumi, z delikatnie pustymi oczami.
- Że też Mamushka pamięta wszystkie te swoje wróżby. - powiedział Volaure, a następnie dodał: - I niby chcesz to zrobić Aniołkowi?
- Już to zrobiłam, była w jej piciu które właśnie wypiła do cna. - odpowiedziała dumnie Sumi.
W tym momencie wszyscy spojrzeli na Rinę, która właśnie odkładała pustą szklankę. Nagle w buzi pojawiła się jej spora metalowa kulka, której nie mogła ani wypluć ani połknąć. Jednocześnie łzy zaczęły spływać Jej po policzkach, i nie mogła wydusić z siebie nawet słowa.
- Kurde już wiem o jaką kulę chodzi…. Mamushka pogrzało Cię!? - powiedział Volaure podnosząc się z kanapy.
- Kurai, Ty wiesz co masz zrobić, a Ty się nie wtrącaj. - odpowiedziała Sumi.

- A co boisz się, że pokona Cię ktoś równy Tobie!? - spytał Volaure z wrednym uśmiechem.
- Nie schlebiaj sobie…
- Dobra Mamushka teraz jej to wyjmij i zakończmy tą zabawę.
- Niech no pomyślę…. NIE i szykuj się dla Ciebie też mam test.
- Jakby Ci to powiedzieć, NIE.
- Jesteś wredny!
- Ja? Skądże znowu… jestem do rany przyłóż… - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Mamushka może Tobie wsadzimy taka kulkę losu do buzi, będzie zabawnie.
- A co chcesz mi ją wyjąć? Myślisz ze robisz to az tak dobrze?
- Oho, stepująca Mamushka się obudziła.
- Chciałbyś.
- Jakbyś jeszcze dotrzymywała mi kroku...
W międzyczasie Kurai, przewrócił oczami, wziął ukochana za rękę i wstał. Chwilę za Nim Rina, memląca buzią, też wstała i dała się prowadzić. Chociaż drugą ręką próbowała wyjąc kulę lecz bez skutecznie. Neczanin zaprowadził ją pod ścianę, oparł ukochaną o nią, następnie złapał ją za ręce, wziął je do góry i sam się oparł lewą ręką, nad głową dziewczyny, jednocześnie unieruchamiając jej ręce. Swoją prawą dłoń zaś położył jej na szyi, tak aby unieść jej głowę do góry a jednocześnie unieruchomić ją.
- Wiem, że to trudne ale spokojnie… unormuj oddech ...- powiedział chłodno Kurai.
Neczanka pokiwała głową i próbowała to robić najlepiej jak potrafiła. Neczanin odczekał chwilę, a następnie głęboko i namiętnie pocałował Rinę w prosto w niespokojne usta. Dziewczyna czuje jak kulka i nie tylko ona przemieszcza się w jej buzi, pieszcząc jej podniebienie. Całe ciało dziewczyny drży, sam uścisk jej partnera jest wystarczająco mocny by ani nie zabrała głowy, ani nie wsadzała rąk do buzi, a jednocześnie na tyle delikatny aby nie zrobić jej krzywdy. Po dłuższej chwili ich usta rozdzieliły się, ręce dziewczyny zostały puszczone. Neczanka zakryła ręką swoje usta, z wielkimi niedowierzającymi oczami. Stało się jasne, że neczanin tym pocałunkiem i swoim językiem wyjął jej kulkę z buzi. Po chwili Kurai wypluł ją i spytał:
- W porządku?
- Tak … - odpowiedziała Rina, a po chwili rumieniąc się dodała: - W pewnym momencie … To … to było całkiem przyjemne …
Kurai nic jej nie odpowiedział, jedynie rzucił obślinioną kulką losu w Sumi. Kapłanka Chaosu mimo że zagadana, bez trudu ja złapała, i oglądając swoje narzędzie powiedziała:
- O i po krzyku, jak widać się dało.
W tym momencie ociekająca śliną kulka roztopiła się, pozostawiając po sobie jedynie mokrą i dość obrzydliwą, gęstą, ciekła plamę.
- Brat, jak Ty to? - spytał Volaure, odwracając się do neczanina.
- Kwestia wprawy… - odpowiedział chłodno Kurai.
- Wiedziałem, że robisz to zajebiście, ale że aż tak… No no … Zaintrygowałeś mnie. - powiedział Volaure z zadziornym uśmiechem.
Kurai na to nic nie odpowiedział jedynie podszedł do Sumi, a następnie twardo i stanowczo powiedział: - Nigdy więcej nie odwalaj takich akcji, zwłaszcza z NIĄ!
- E tam poradziłeś sobie i to znacznie lepiej niż myślałam. Zakładałam, że zginie w męczarniach, no może z nutą przyjemności. A tu zaskoczenie udało Ci się ją wydostać… - odpowiedziała Sumi pełna pogardy, a po chwili, jak zauważyła, że wszyscy wychodzą powiedziała: - A wy dokąd? Jeszcze z Wami nie skończyłam.
- Skończyłaś. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Chyba żartujecie! - krzyknęła Sumi.
- Mamushka każdego z Nas już w wzywają obowiązki, oraz lepiej abyśmy nie przedłużali tych wspaniałych chwil, bo jak tak dalej pójdzie to zapas szlugów bardzo szybko się skończy i przestanie być przyjemnie. - odpowiedział Volaure z delikatnie zadziornym i wrednym uśmiechem. Następnie wszyscy wyszli. Wkrótce wszyscy byli już na tarasie przed pokojami chłopaków. Rina poszła się pakować, a panowie stoją na tarasie. Po chwili Volaure wyjął papierosy i spytał:
- Mogę zapalić?
- Taaa …. - odpowiedział Kurai.
- Chcesz?
- Nie dzięki.
- Przyznaję Brat, że aż mnie skręca i mam ochotę abyś ze mną zrobił to samo. - powiedział Volaure, stając na wprost neczanina patrząc mu w oczy.
- To niech skręca Cię dalej. - powiedział twardo Kurai.
- Innej odpowiedzi się nie spodziewałem. - odpowiedział książę, a następnie oparł się tyłem o barierkę, zapalił papierosa i zaciągnął się nim, po czym wręczył swojego papierosa przyjacielowi mówiąc: - Masz, jeden buch Ci się przyda.
Kurai bez słowa, przyjął ten gest, po czym dość głęboko zaciągnął się, a następnie powoli wypuszczając dym oddał papierosa. W tym momencie do panów podeszła Rina.
- Co tam Aniołku? - spytał Volaure.
- Przyszłam oddać Ci bluzę… - odpowiedziała Rina.
- Lepiej Aniołku póki co ją zatrzymaj, jeszcze spędzicie tu czas przed wylotem na Kronosie. Oddasz mi na następnym naszym spotkaniu. - odpowiedział Voltaire mrugając okiem.
- O oki ... - powiedziała dziewczyna.
Książę podszedł do wodnej neczanki, tak aby dym z papierosa nie leciał na nią, i wyjął z
prawej kieszeni pomarańczowej bluzy, paczkę papierosów mówiąc:
- Tak myślałem, że się przydadzą. Potrzebujesz ich jeszcze?
- Nie, możesz je zabrać. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Świadomie je zostawiłeś? - spytała Rina.
- Owszem. Mamushka ma swoje wnerwiające momenty, podbite swoją mocą, które wkurzają nawet opanowanych… - odpowiedział Volaure, szczerząc radośnie kły, a następnie spoglądając na zegarek dodał: - Dobra dzieciaki, muszę wracać na Zekeren, a Wy też powinniście opuścić to miejsce. Mamushka raczej zaraz zacznie nakręcać się coraz bardziej.
- Taaa … zabierzemy rzeczy, idziemy po Kronosa i też spadamy. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Myślę, że Rudy nie powinien Wam robić problemów, ale w razie problemów w obozie, czy nawet z królową to dzwon. Ogarnę. - poinformował Książę.
- Spoko. - odpowiedział Kurai.
- I macie dać znać, jak dotrzecie do obozu. - powiedział Volaure.
- Dobrze. - odpowiedziała Rina z uśmiechem, a po chwili spytała: - Zrobimy sobie wspólne zdjęcie?

Na te słowa Panowie bez słowa stanęli koło niej, także dziewczyna była pośrodku nich. Następnie książę wziął od neczanki telefon i zrobił selfie całej obejmującej się trójce, w taki sposób aby nie było widać jego papierosa.
- Proszę. - powiedział Volaure.
- Dzięki. - odpowiedziała Rina.
Po chwili władca, zaciągnął się po raz ostatni, wypuścił spokojnie dym, zgasił papierosa, i radośnie przytulił neczankę, dał jej buziaka w policzek i powiedział:
- Jesteś bardziej niesamowita niż myślisz.
Po czym książę pożegnał się z przyjacielem powitaniem z Zekeren i zniknął.
A telefon elektrycznego neczanina zaczął dzwonić. Ten odebrał telefon mówiąc:
- Co potrzebujesz?
Słychać tylko to co mówi neczanin…
- Gdzie to jest? …. Za jakieś 3 godziny…..
A następnie po dłuższej chwili bez słowa, zakończył rozmowę.
- Coś się stało? - spytała Rina.
- Nie, ale po drodze zajrzymy w jedno miejsce. - odpowiedział Kurai.
- Spoczko… jakaś misja na boku?
- Można tak powiedzieć, mam rzucić okiem jedną rzecz, a dokładniej przeładować ją swoją energią.
- Może być fajnie.


niedziela, 14 czerwca 2026

EPIZOD 291

 

Prawda o Chaosie”


Pole bitwy, które z każdą chwilą coraz bardziej pustoszeje, chociaż trafią się jeszcze pojedyncze ataki. Na jednej ze skarp stoi sobie palący Volaure, który uważnie obserwuje ostanie starcia, jak cały kanion. W tym jezioro powstałe po wydostaniu się Nyxany. Po dłuższej chwili podszedł do niego wysoki i dobrze zbudowany, ubrany w oficerski mundur, rudowłosy mężczyzna, mówiąc:

- Książę z całym szacunkiem, ale to nie jest najlepsze miejsce dla Ciebie.

- Zaraz stąd pójdę, chciałem z Tobą o czymś porozmawiać. - odparł książę zaciągając się.

- Ze mną? Chyba wiem nawet o czym ... nie doniosłem o tym zajściu, i zacna Królowa nie wie, że nie ma ich na polu bitwy, więc nie grozi im żaden sąd wojskowy, tylko muszą szybko wrócić.

- Jak dobrze pójdzie to jutro powinni tu dotrzeć. Neczańskiej królowej nie spodobało by się takie zachowanie. Hmm… Chce abyś wiedział, że bez względu na wynik wojny, jeśli któregoś dnia Królowa Sansha wyrzuci Cie z armii, zdegraduje lub cokolwiek co jej tam strzeli do głowy ... to ja oferuje Ci posadę Generała na Zekeren, bo naprawdę doceniam Cię za równo jako człowieka jak i jako wojskowego. Obserwuje Cię od kąt Cie poznałem, jesteś bardzo dobrym dowodzącym i posiadanie kogoś takiego w swojej armii to nie lada zaszczyt.

- Dziękuję Panie ... miło to słyszeć...

- Dobra kiedy trzeba oddawać honory to trzeba, mów mi Volaure. - stwierdził książę wyciągając do przybysza prawą rękę.

- Rudy - odparł generał uściskawszy dłoń księcia.
- Właśnie, tytan z telefonem Kurai’a już dotarł?
- Tak.
- Możesz dać mi Jego plecak i telefon? Przekażę mu je z rana.
- Jak najbardziej. - powiedział Rudy, a następnie przez łączność powiedział: - Amis, weź mi przynieś na skarpę rzeczy Kurai’a z Tytana.
- Tak jest! - odpowiedział głos w słuchawce.
- Zaraz go przyniosą.
- Świetnie, a jak poszły walki?
- Straciliśmy wielu ludzi po obu stronach, nie podoba mi się to jak bardzo przeciwnicy nie szanują życia.
- Doskonale rozumiem.
- Swoją drogą … Volaure, słyszałem od żony, że jeden ze Twój adiutant, pomaga jej przy naszym dziecku.
- Tak, Skauti tam Jej czasem pomaga, coś nie tak?
- Nie, nie skądże. Moja królowa bardziej dba o to aby Ona była na każde jej skinienie a nie aby Jej pomóc, a „obcy” władca dba o moją rodzinę. To ma jakiś związek z Kurai’em?
- Ujmę to tak … że dbam o swoich.
- Ru … Generale o to plecak i telefon kapitana. - wtrącił nagle Amis.
- Dzięki, możesz odejść. - odpowiedział twardo Rudy przejmując rzeczy, a następnie powiedział: - Proszę Książę, o to One.
- Dzięki.

Nagle oczy Volaure rozbłysły i pojawiła się wielka tarcza ochronna, która doskonale otoczyła zarówno władcę jak i generała. Po niedługiej chwili rozbiły się o nią kule energii, wystrzelone przez ostanie bazuki na energie znajdujące się w pobliżu.

- No chyba najwyższa pora na mnie - stwierdził książę z uśmiechem.

************


Kolacja w rezydencji Sumi, była bardzo sztywna i odbyła się praktycznie bez słowa. Obecnie neczanie i gospodyni zasiadają w prostym salonie, gdzie jest jedna narożnikowa biała kanapa i palący się kominek. Sumi jest na swojej chmurce i siedzi w niej jak na fotelu, a na kanapie siedzi Kurai, ubrany w jeansy i niebieski T-shirt, oraz Rina w suchych czarnych leginsach i pomarańczowej bluzie, należącej do księcia.
- Chcę informacji. Daj zajrzę w Jej oczy. - powiedziała nagle Sumi.
- Nie…. Aby je zdobyć możesz pytać, ewentualnie sprawdzić na wisiorku. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Rasz…. Rina, tak? Skąd pochodzisz? - spytała nagle Sumi.
- Nie wiem, ale ogólnie z rodzeństwem mieszkamy na ziemi. - odpowiedział poko
rnie Rina.
- Ta, ta na pewno nie wiesz, dawaj tej wisiorek. - odpowiedziała twardo Sumi, a następnie podleciała do wodnej neczanki i wyjęła jej wisiorek i zaczęła spisywać niego informacje.
- Rina Ryu, neczanka wody… lat 19scie prawie 20scia … bla ...bla… bla … piątka rodzeństwa, w tym jedna siostra przyszywana … strasznie dużo informacji starasz się zataić … a przecież nie jesteś psychiczną neczanka… Jak zablokowałaś dane na wisiorku?
- Ona i Jej rodzeństwo nie pamiętają nic z czasów zanim naleźli się na ziemi… Ktoś wymazał im pamięć zarówno z głowy jak i z wisiorków… - wtrącił Kurai.
- Nie, one nie są wymazane, tylko zablokowane. Jak odnajdziecie tego kto to zrobił to idzie odblokować i wspomnienia i informacje z wisiorka. Myślałam, że wiesz takie rzeczy. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała: - Skąd znasz zaawansowaną magie leczenia?
- Nie wiem… - odpowiedziała pokornie speszona Rina.
- Rany jak Ty mnie wkurwiasz… - powiedziała Sumi, a następnie spytała: - Co łączy Ją z Wami?
- Jest moją kobietą, a z Volaure się przyjaźni. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Prędzej dziewczyną niż kobietą, i prędzej uwierzę, że to jakaś nowa zabawka Volaure niż, że Ciebie łączy coś z nią. - odpowiedziała Sumi.
- Może chcesz poczytać w oczach? - spytał Kurai.
- W jej bardzo chętnie, w Twoich nie ma mowy, nie chce mieć koszmarów. - odpowiedziała Sumi, a następnie spytała: - Serio związałeś się z kimś takim?
- Tak, a co masz z tym jakiś problem? - odpowiedział chłodno Kurai.
- Powiedzmy, że nie ALE chce przeczytać w jej oczach czy to prawda, bo na moje oko to prędzej zastraszona zabawka i nic więcej… i nie dam Wam spokoju dopóki mi na to nie pozwolisz! - powiedziała stanowczo Sumi.
- I tak zapewne nie dasz … - powiedział Kurai.
- Dam w tej kwestii, zresztą mogę to rozwiązać siła jeśli chcesz. - powiedziała stanowczo Sumi.
- Powiedziałem nie. Możesz czytać sobie w moich oczach ale nie w Jej. - odpowiedział twardo Kurai.
- Chce wiedzieć kim jest, a oczy pamiętają więcej i one nie potrafią kłamać. Zresztą jak tu przyleciała powiedziała, że zrobi co zechce jak Ci pomogę. Ja pomogłam, dzięki mnie i mojemu jezioru żyjesz, to teraz niech Ona dotrzyma słowa. - powiedziała twardo Sumi.
- Tak było … - wtrąciła pokornie Rina.
- Heh … Rina zdejmij proszę bluzę i spójrz w Jej w oczy… - odpowiedział Kurai, jednocześnie wstając z kanapy i stając za nią.
Wodna neczanka posłusznie wykonała polecenie, jednak jej piękne żółte i wystraszone oczy bardzo się tego obawiały. Po chwili Sumi spojrzała w jej głębokie jak dwa jeziora, hipnotyzujące żółte oczy.
- Wspaniałe … - powiedziała nagle Sumi.
Nagle Kurai prawą dłonią zasłonił oczy wodnej neczanki, mówiąc:
- Dobra starczy tego i więcej nie dostaniesz.
- Jesteś wredny… heh … ma tak zajebiste oczy, że czytanie z nich to sama przyjemność.-powiedziała gospodyni.
- Która się skończyła i nie wróci więcej. - Odpowiedział elektryczny neczanin, zakładając ukochanej pomarańczową bluze na ramiona.
- Głębokie, pociągające i idzie w nich utonąć… Twoje rodzeństwo też ma takie oczy? - spytała kocica.
- Tak, zwłaszcza siostry…. Sama Kiazu, jedna z moich sióstr, jednak mówi, że Jej oczy są takie tylko podczas walki … - odpowiedziała Rina.
-Hmm… te oczy, kurde …. Chce wiedzieć kim jesteś. - powiedziała Sumi.
- To to sama odkryj… - wtrącił Kurai.
- Taki mam zamiar … hmmm…. to mówiłeś, że ile jesteście razem? - spytała kocia furra.
- Nie mówiłem, około 4 lat. - odpowiedział Kurai.
- A to ciekawe…
- Na Nas już pora. - powiedział Kurai, jednocześnie podając dłoń ukochanej, pomagając jej tym samym wstać. A następnie oboje udali się do wyjścia.

************


Neczanie prawie weszli do pokoju Kurai’a, kiedy w korytarzu łączącym dwa pokoje pojawiła się nagle Sumi mówiąc bardzo stanowczo i z zaciekawieniem:
- Chce informacji.
- A my chcemy odpocząć. - odpowiedział chłodno Kurai, jednocześnie wpuszczając ukochaną do swojego pokoju.
- EJ! Jak mam się dowiedzieć KIM ONA jest potrzebuje kilku odpowiedzi na pytania … - krzyknęła Sumi, a następnie dodała: - Albo Ty mi ich udzielisz albo wyciągnę to z niej siłą.
- Nie tkniesz jej. - odpowiedział twardo Kurai z elektryzującymi się pięściami.
- Być może… - odpowiedziała Sumi, uważnie obserwując neczanina, a następnie dodała: - Daj mi odpowiedzi na kilka pytań! Daj mi jakieś punkty zaczepienia!
- Poczekaj tu. - powiedział chłodno Kurai, po czym wszedł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Kurai…
- Nie martw się … poradzę sobie … - odpowiedział neczanin, a po chwili otwierając dwie niskie szafki, dodał: - Jak nie chcesz używać ręczników i piżamy z torby, to tutaj są ręczniki, a tutaj są jakieś moje koszulki, możesz sobie wziąć co co chcesz.
- Dzięki…
- Jak masz ochotę to idź się wykąpać, a ja z nią w tym czasie pogadam.
- Spoczko…
Po tych słowach Kurai wyszedł z pokoju, zamknął drzwi i zaczął rozmawiać z gospodynią.
- Streszczaj się. - powiedział Twardo Kurai.
- Ona nie kocha Cię od 4 lat… -powiedziała Sumi.
- Dobra to nie ma sensu.
- Czekaj, Jej dusza i oczy kochają Cię znacznie dłużej niż 4 lata… Zakochała się w Tobie od pierwszego spojrzenia w oczy, ale nie 4 lata temu tylko z 8 …
- Pamiętał bym to …
- Ma tak wyjątkowe oczy … że trudno je zapomnieć … Ale nawet przy zwykłych oczach spojrzenie trwające 30s starczy, równie dobrze mogłeś ją widzieć przelotem, równie dobrze mogłeś zobaczyć ja w tłumie, a równie dobrze mogłeś świadomie w nie spojrzeć.
- Taaa…
- No chyba, że przeleciałeś nie letnia? To by miało sens, trzy lata różnicy tak? Przeleciałeś ją jako dziecko i dlatego teraz z Nią jesteś?
- Nie pierdol głupot, wtedy nie sypiałem z tyle młodszymi, a dodatkowo to był okres kiedy miałem, ważniejsze sprawy na głowie niż zaliczanie panienek...
- Tak mówisz …To co niby było ważniejsze? Gdzie byłeś kiedy miałeś 15-16 lat?
- Różne rzeczy…. A bywałem w różnych miejscach od Zekeren przez Nekorii po Artyduteles.
- Artyduteles? Ta planeta speluna gdzie chce się zniknąć, a prawo nie istnieje? To umacnia moja teorie, zachlany przeleciałeś nieletnia!
- Słuchaj, upadłem nisko, byłem nawet na dnie dna, ale nigdy nie upadłem aż tak nisko, aby odwalać takie rzeczy. Z reszta w pijanych, naćpanych czy odurzonych oczach nie da się zakochać, i to działa w obie strony...
- Masz racje, no proszę jednak coś pamiętasz.
- Pamiętam więcej niż myślisz… Po za tym uważasz, że Ona mogłaby mieszkać w tej spelunie?
- Fakt, za ładna na tą spelunę i za głu … Jak ją oficjalnie poznaliście?
- Volaure poznał Ją na Turnieju Walk Smoków, a ja Ją i Jej rodzeństwo poznałem podczas misji doprowadzenia ich przez oblicze królowej.
- A ten durny układ, że niby Cię ułaskawi w zamian za doprowadzenie kogoś tam, to byli Oni?
- Taaa …
- Zawsze mogłeś tutaj mieszkać i nie miałaby mocy aby zrobić wyrok, nie musiałeś w chodzić z nią w głupie układy. Trzeba było się słuchać mnie i moich zasad. Zresztą aż dziwne, że zakochała się w TOBIE od pierwszego wejrzenia, przecież w te oczy nie da się patrzeć. I jeszcze jest strasznie potulna, równie dobrze mógłbyś jej kazać być ze sobą i by to zrobiła. A może to tylko swego rodzaju trofeum?
- Nie kreci mnie coś takiego. Śmiało, zajrzyj mi w oczy.
- O nie nie! Koszmary nie są tego warte, chociaż Ona „była w Twojej głowie” a przynajmniej tak uważa, że była…
- Co masz na myśli?
- Widziałam u niej wspomnienie, KTÓRE BRUTALNIE MI PRZERWAŁEŚ, że była w Twoim umyśle i tam Cię szukała. Jednak przewija się też tam ta menda Miryoku, jak i w tym wspomnieniu czuć nadal jej energię, więc zapewne była w jej wyrafinowanej wizji, która przedstawiała Twój konflikt z siostrami. Gdyby naprawdę była w Twoim umyśle, nie przeżyłaby tego.
- Coś kojarzę, że kiedyś obudziłem się i w pokoju była Miryoku, Rina i jej rodzeństwo. A wtedy miałem sen jak kłócę się z siostrami.
- To tym bardziej mam rację. Nie widziałam wszystkiego, ale to co widziałam idealnie pokazuje to jak Miryoku umie manipulować faktami. - odpowiedziała Sumi, a po chwili dodała: - Nie zdziwię się, jak wmówiła im, że tak mogą Cię uratować czy inne bzdety i wpuściła ją do jakieś psełdowizji Twojego umysłu, tylko po to aby zobaczyć jak się zachowają i zebrać jakieś informacje dla Królowej. Ot słabe punkty...
- Fakt, królowa potem dużo o nich wiedziała.
- Menda Miryoku, za tym stoi, ale co by nie mówić jako manipulantka i szpieg się spisuje, chociaż czasem odwala różne dodatkowe akcje aby „jej ufano”. To zawsze można zrobić dużo lepiej i bardziej złośliwie.
- Taaaa… w Twoim stylu..
- A i OWSZEM! Dużo przyjemniej i zabawniej.

************


Jest już wieczór, gwiazdy święcą wysoko na niebie. W oddali widać wiele obozowisk, jak i unoszą się jeszcze krzyki i zapach krwi, oraz rozkładających się ciał poległych. To był długi dzień pełen śmierci i tak naprawdę nowego początku. Hachi i Otachi zasiadają na swoim ulubionym dachu popijając jakieś ciepłe napitki.
- Bro zdecydowanie uwielbiasz to miejsce. - powiedział Hachi.
- Taaaa… tutaj zawsze fantastycznie wiele i uwielbiam to uczucie. -
odpowiedział Otachi z uśmiechem, a następnie spytał: - Ostatnio dziwnie się zachowujesz Bro … W sumie odkąd pożegnaliśmy Taakat i Jego oddział... Co odwaliłeś, że trafiłeś do karceru?
- Heh … Pobiłem się z Moyoshim i Jego ego tego nie wytrzymało…
- Grubo…
- Noo… ale na szczęście Rudy nie miał czasu na pogaduszki, a Kurai’a interesowało tylko czy dostał zasłużenie.
- I tak myślę, że jeszcze będą chcieli to wyjaśnić… o ile będą pamiętać po powrocie Kurai’a…
- Bro, będą pamiętać … Obaj są turbo pamiętliwi i przyznam, że boje się tej rozmowy…
- Myślisz, że staną po stronie Moyoshiego?
- Taaa… w końcu to oficer i jakby nie patrzeć kumpel Rudego….
- Niby ta, ale Bro nasz kapitan, też nie da Cię udupić bez podstaw…
- I tak będzie to zajebiście ciężka rozmowa…
- W to nie wątpię Ziom, a co blondaś odwalił?
- Od czego by tu zacząć, Bro nawrzeszczał i groził Diune, spoliczkował Rinę i zerwał z Diuna niby z Jej winy …. A zaczęło się od tego, że On pierwszy zdradził Diuną i to nie raz czy dwa tylko notorycznie, już nie mówiąc że przylizał się z Kiazu, ale no odwalał srogie numery za plecami Diuny, a kiedy Ona zrobiła podobnie to już rzucił się na nią i zaczął jej grozić…
- O Kiazu to wiem, sławienia gra w butelkę dla zabawy, a skąd wiesz o reszcie Bro?
- Widziałem, słyszałem rozmowy… Moyoshi ma sporo za uszami, a mi Bro w końcu się ulało, rozmowa nie pomogła to dostał raz i drugi… iii… w odwecie wylądowałem w karcerze…
- Aha, to tłumaczy te Twoje „kiblowe wizyty” i to Bro ze teraz możesz mieć przesrane…
- Dobrze powiedziane Bro, ale było warto obronić siostry. Nawet jak wyjdzie na Jego… to i tak się już nie odważy … - odpowiedział Hachi szczerząc kły.
- A to zdecydowanie… chociaż chyba Diuna nie zdaje sobie z tego sprawy
- I nie musi, to popsuło by mi wizerunek starszego brata, co tylko dogryza i się czepia… i sam jeszcze dowala - odpowiedział Hachi uśmiechem, a następnie dodał: - S
koro już tym mowa, mam nadzieje, że Kiazu nie pójdzie pierwsza pod prysznic.
- Bro załatwione, że Diuna dzisiaj tam sama jest. - odpowiedział Otachi uśmiechem, a następnie dodał: - Ten numer jak wypali to będzie złoto.
- Oj tak…
- Moyoshiemu tez co wytniemy, i mam już nawet pomysł co!
- Oho, słucham uważnie Bro.

************


Kurai wszedł do swojego pokoju, przeszedł przez niego, zabrał papierosy leżące na stoliku, wyjął z paczki papierosa i zapalniczkę. Następnie udał się pod wyjście na balkon, gdzie przypalił papierosa, schował ponownie zapalniczkę do paczki i rzucił ją na stół. Tym razem stoi oparty tyłem o barierkę tarasu i spokojnie pali papierosa. Neczanin stoi skryty w mroku, za granicą światła padającego z pokoju, a jednocześnie obserwuje swój pokój. Po dłuższej chwili z łazienki do pokoju weszła Rina, ma na sobie jedynie jakiś lekko rozciągnięty czarny t-shirt, przez to widać Jej prawie ramie. Zaraz po wyjściu dziewczyna założyła na siebie pomarańczową bluzę, która sięga jej prawie do kolan. Neczanka rozejrzała się i za oknem zobaczyła delikatny czerwony punkt i zaczęła iść w Jego stronę. Nagle czerwony punkt spadł na ziemie i zgasł.
- Wszystko ok? - spytała niepewnie Rina, stojąca w progu pokoju.
- Teraz już tak… - odpowiedział chłodno Kurai podchodząc do ukochanej a następnie przesuwając ją do środka i zamykając szklane drzwi za sobą.
Następnie neczanin zasłonił okna. W tym samym czasie Rina podeszła do wysokiej zabudowy pod schodami i spytała:
- Kurai … co to jest to czarne tam wysoko?
- Które? - spytał neczanin podchodząc bliżej.
- O to tam. - powiedziała neczanka pokazując palcem.
Kurai, praktycznie bez trudu dostał do wskazanej rzeczy i zdjął ją. Jest to czarny kot o trzech ogonach, pięciu oczach, w tym czterech, symetrycznie po dwa po obu stronach nosa, które są różowo fioletowo niebieskie i jednym pośrodku głowy, które jest złote. Dodatkowo ta maskotka ma czarne skrzydła.
- To pluszak Fakateevolo, mistycznego stworzenie z Desdemos. - powiedział Kurai, wręczając kota ukochanej.
- Jest uroczy… i ma Twoje oczy… - zauważyła Rina, oglądając maskotkę z bliska.
- Tak, ma… To stworzenie według legend, ma taką zdolność że przejmują kolor oczu „pierwszej żywej istoty którą zobaczą”. Na Desdemos zadbali aby maskotki miały identyczną zdolność.
- Na swój sposób to uroczę i pozwala się bardziej przywiązać…
- Taaa, jak chcesz to możesz go wziąć.
- Naprawdę? - spytała zaskoczona Rina z nutką uradowania i błyszczącymi oczami.
- Tak, nie jestem do niego przywiązany, a skoro Ci się podoba to możesz go zabrać.
- Dziękuję. - odpowiedziała dziewczyna, mocno przytulając ukochanego.
Kurai nic jej nie odpowiedział jedynie delikatnie naelektryzował maskotkę. Kiedy szybkie wyładowanie zniknęło to Rina wtuliła się w nią i zaskoczona powiedziała:
- Teraz pachnie burzą.
- Tak, będzie bardziej „jak ja”. - odpowiedział Kurai.
- Awww… dziękuje. - odpowiedziała Rina z promiennym uśmiechem, a następnie spytała: - Hmm… Mówiłeś, że nie masz mocy
- Nie mam, obecnie mogę robić niewielkie wyładowania, które nie są wstanie nikogo skrzywdzić… takie „straszaki”, ale tyle potrafi wystarczyć aby czasem odpuściła...
- Rozumiem… a tak z innej beczki to zastanawia mnie ta dziwna fiolka, której użyli do przywołania Nyxany – odpowiedziała spokojnie Rina, wtulając się w pluszaka, a po chwili dodała: - Wiesz może co to za fiolka była, co przeszywali ją strzałą?
- To była fiolka z mroczną energią chaosu.
- Myślisz … myślisz, że mieli ją od Volaure? - spytała z nutą przerażenia w głosie Rina.
- Wątpię, tam ta strona raczej nie wie ze Zekeren jeszcze istnieje, no chyba, że Volaure zrobił coś głupiego… w sumie nawet jeśli wiedzą o Zekeren to prędzej mają inne źródło tej mocy
- O ok … pewnie masz racje
- Zresztą coś mi nie pasowało w tej fiolce…
- Co takiego?
- Jak dobrze pamiętam czysta mroczna energia chaosu jest czarno-fioletowo-złota i ma fioletową poświatę, a jestem przekonany, że ta fiolka miała zielony blask.
- Hmm… co to może oznaczać?
- Niestety nie wiem, nie widziałem takiej jeszcze.
- Hmm…. To w sumie mamy zagadkę… nagrałam to...może nagranie powie nam więcej?
Następnie neczanka poszła do swojej torby i wyjęła z niej telefon, w tym momencie okazało się, że jest rozładowany.
- Dziwne, powinien mieć jeszcze baterie … - powiedziała Rina próbując go włączyć, jednak telefon nie reagował.
- W chwili ataku Nyxany miałaś go w ręku czy w torbie?
- Hmm… w ręku, kończyłam nagranie i zostawiłam na wysyłaniu i wróciłam go do torby.
W tym momencie Kurai przejął Jej telefon do ręki i wywołał delikatne wylądowanie, które spowodowało, że telefon załapał i okazało się, że działa i ma dużo baterii.
- Wybuch sprawił, że się zaciął. Mogę odpalić nagranie?
- Tak, tak śmiało...
Nagle zaczęło przychodzić masę powiadomień. Jednak neczanin je z ignorował tylko odpalił nagranie, które potwierdziło, że fiolka z mroczną energią chaosu miewała zieloną poświatę, której tam nie powinno być.
-Zobacz… to zła energia chaosu, z zieloną poświatą której nie powinno tam być przy mrocznej energii tego typu. - powiedział Kurai przybliżając ujęcie na fiolkę.
- Hmm… może jest czymś zanieczyszczona?
- To możliwe. Raczej jakby mieli czysto po swojej stronie kogoś z mroczną energią chaosu, raczej już byśmy o tym wiedzieli. Ale co by nie mówić, ktoś ewidentnie chciał aby Nyxana powróciła.
- A to nie wróży niczego dobrego… dodatkowo obawiam się, że rada stwierdzi, że to Volaure….
- Nie sądzę aby wiedzieli jaką mocą włada, nie chwali się tym i raczej nie używał mocy przy nich. Jednocześnie nie zdziwię się, jak Sansha próbuje go w to wrobić, nie wiedząc jaką mocą włada, tylko dla tego, że pochodzi z Zekeren...

************


Nad lasem noc rozlewa czarną toń, jedynie jasny srebrzysty księżyc w pełni, próbuje oświetlić okolicę pokazując drogę. Wkrótce pod starym, wysokim i masywnym drzewem zapaliło się iskrzące ognisko. Pośród tańczących płomieni, w jego popiołach widać jakieś dziwne twarze. Jednocześnie wiat zaczął delikatnie wiać, ale zamiast szumu i szelestu liści słychać bardziej ciche szepty. Przed ogniskiem stoi nie wysoka furra kota o zielonym futrze w różowe paski jak u tygrysa. Ubrana jest w luźna kremową suknie do ziemi i bose stopy. Jej ciemno fioletowe, długie włosy delikatnie unoszą się n wietrze, natomiast jej bystre niebieskie oczy świecą jaskrawym blaskiem, jednocześnie widać w nich mrok. Te oczy wyglądają tak jakby wiedziały wszystko co dobre i co złe. Kobieta również coś szepcze, ma się wrażenie, że wręcz rozmawia z szeptami z mroku. Jednocześnie pod wielkim dębem zaczęły krążyć czarne duże ptaszyska. Szepty chociaż nadal są nie wyraźne to stają się coraz głośniejsze. Głosy są tak intensywne i melodyjne jakby śpiewały jakaś pradawną pieśń,a cienie na ognisku coraz intensywniej tańczą. W koło pojawiła się niespotykana delikatnie fioletowa mgła, o świetlistych punktach które momentami migoczą jak miony gwiazd. Nagle jednocześnie zgasło ognisko i ucichły wszelkie szepty. Po chwili kobieta podeszła do resztek paleniska i wyjęła z niego metalową kulkę, uśmiechnęła się zadziornie i odeszła, pozostawiając za sobą wyraźny ślad płowego dymu, o bladym fioletowym zabarwieniu.

************


Nastał już ranek, który widać nawet przez okna na Zekeren. Mimo tak wczesnej pory książę, znajdujący się w swojej komnacie nad areną walk, kończy się już ubierać. Ma już założone granatowe jeansy, i właśnie zakłada czarną koszulkę z jakimś zespołem heavy metalowym.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! - odpowiedział Książę.
W tym momencie do pomieszczania wszedł Skauti, który wchodząc powiedział:
- No hej…
- Siema, siema wbijaj...
- Ooooo a to nowość … Zwykle jak przychodzę to jesteś jeszcze w łóżku o tej porze… - powiedział mile zaskoczony Skauti stojący nieopodal wejścia do pokoju, z podkładką na której są różne dokumenty, a po chwili dodał: - Jakieś niespodziewane zebranie rady, że ogarniasz się tak wcześnie?
- Nie nie, i jak coś przez najbliższe parę godzin nie jestem dostępny dla rady ani dla nikogo.
- A jak będą dopytywać?
- Możesz im powiedzieć, że mam bardzo ważne sprawy do załatwienia, a potem sam będę się tłumaczył.
- Jak sobie życzysz, a gdzie idziesz w takim układzie?
- Zostałem zaproszony, przez „Mamushkę” na śniadanie.
- Mamushkę? W sensie przez starszą kochankę czy Matkę? W sumie to nie wiedziałem, że masz rodziców.
- Nie mam rodziców, ich zresztą praktycznie mało co znałem, a to moja „przyszywana matka”. Ona opiekowała się sporadycznie mną i moim Bratem i mowie do Niej „Mamushka” …
- Rozumiem, mogę ją poznać i iść z Tobą?
- To nie jest dobry pomysł aby Cię poznawała ani innych moich znajomych, to nie jest osoba, którą bezpiecznie poznać.
- Co masz na myśli?
- Hmmm… Słyszałeś o Sumi?
- Taak, o Niej to chyba każdy słyszał. To niebezpieczna i kapryśna kapłanka chaosu… nikt o zdrowych zmysłach do niej nie chodzi, słyszałem, że nawet jak bardzo potrzebują jej pomocy to i tak to ostateczność. Chyba na każdej planecie jest jakaś pogłoska jak bardzo niebezpieczna jest i jak się kończy obcowanie z nią.
- Taa … cała Mamushka
- ZARAZ! - ożywił się Skauti, a następnie z przerażeniem dodał: - Chcesz mi powiedzieć, że Twoją przyszywaną matką jest Sumi!?
- Tak, a o co chodzi?
Na te słowa Skauti pobladł i aż usiadł z wrażenia i widać że zrobiło mu się gorąco, z przerażenia i ciężko mu się oddychało.
- No to już wiesz czemu nie chce Cię zabrać. - powiedział spokojnie książę, wręczając towarzyszowi szklankę zimnej wody.
- Yhy … - odpowiedział Skauti, a następnie duszkiem wypił zimną wodę i powiedział: - I już nie chce jechać… Nie boisz się Jej?
- Nie, i nie masz się co martwić o mnie. Tylko nie mów radzie, o tym ani o tym gdzie wybywam.
- Tak jest…. I … i jestem w szoku, że tak jest… w sensie, że to Twoja „Matka”
- Jak widać, tylko Ona była wstanie mnie wychować. - odpowiedział Volaure mrugając okiem.
- Nie jesteś aż taki zły …. - powiedział cicho Skauti, a po chwili na głos dodał: - Volaure dawno się z Nią widziałeś po raz ostatni?
- Nie licząc wczoraj to będzie kolo 8-9 lat? W każdym razie dawno … Dobra Skauti, ja lecę. Jak będzie coś bardzo ważnego to dzwoń. - powiedział Volaure, zabierając wojskowy plecak i idąc do wyjścia z pokoju.
- Tak jest … - odpowiedział pokornie Skauti



************


Złociste słońce oświetla duży prostokątny taras. Są na nim drążki, dwa drewniane leżaki. Teraz widać też piękne białe kafelki jak i szklane barierki z drewnianą poręczą. Na tym tarasie znajdują się Volaure, który pali i jest przodem do barierki oraz Kurai, stojący od strony swojego pokoju i stoi oparty tyłem o barierkę. Między nimi leży również wojskowy plecak.
- Trzymaj telefon, bo jego brak jest wkurwiający. - powiedział Volaure.
- Taaa ... - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie spytał: - Widziałeś nagrania z wczoraj?
- Tak, oglądałem na bieżąco, a przed jednym przeszły mnie ciarki i to moje „przeczucie” za nim je w ogóle dostałem. - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Ciekawe, że naraziłeś ją na taki widok…
- Sądziłem, że smok da radę…
- Była wzmocniona, plus jako w połowie „czarny” anioł nie do końca panujesz nad przemianą w smoka… Zresztą na moje oko, a mam dobre oko do wojowników, to bez tej przemiany jesteś dużo silniejszy i stanowisz znacznie większe wyzwanie dla przeciwników. - odpowiedział książę, a następnie po dosłownie chwili namysłu z minął jak by go olśniło, dodał: - Chodziło o zasięg i szybkość, smok znacznie szybciej mógł postawić tarczę, a przez rozmiar ta tarcza była grubsza i przede wszystkim zdecydowanie większa. Dzięki temu mogłeś ochronić całą swoją drużynę, a nie wypierać stronę którą będziesz bronić...
- Rozgryzłeś mnie – odpowiedział spokojnie Kurai, a następnie spytał: - Co do wzmocnienia to ta mroczna i zła energia chaosu ładnie Ją wzmocniła … Ta energia była Twoja?
- Nie, nie moja … ale rozumiem dlaczego zadałeś to pytanie. Sam przez chwilę zastanawiałem się skąd mogli by mieć moją energię, ale jak się przyjrzałem to już byłem pewny, że to nie moja energia... Hmm… Widziałeś tą zieloną aurę?
- Taaa … i nie mam pojęcia co to…
- Przyznaję, że ja też nie mam pojęcia. Chociaż mam wrażenie jakby ta energie była jednocześnie znajoma i obca… Mam wrażenie, że ją znam a jednocześnie jej tajemniczy blask nic mi nie mówi…
- Rada wie jaką mocą władasz?
- Na moje szczęście nie wiedzą, tam w radzie jest już wystarczający sajgon i to bez tego.
W tym momencie z pokoju wyszła zaspana Rina, tuląca czarnego pluszaka.
- Siemasz Aniołku . - powiedział radośnie Volaure gasząc papierosa i podchodząc do neczanki, którą przytulił na powitanie, a kiedy ta poszła przytulić się do ukochanego, to władca z uśmiechem powiedział: - Widzę, że komuś spodobał się Fakateevolo.
- Tak – odpowiedziała nieśmiało Rina.
Nagle na tarasie pojawiła się również Sumi na swojej chmurce, w którą wtula się jak w wygodny fotel.
- Wreszcie ile można na Was czekać. - powiedziała Sumi.
- Oj tam Mamushka jest jeszcze czas, może nawet Brat da się wyciągnąć na „spacer przed śniadaniem” – odpowiedział Volaure mrugając okiem.
- O tej godzinie już dawno powinniście być trasie, a nie dopiero ją zaczynać - odpowiedziała Sumi.
- E tam, wyrobimy się… - powiedział Volaure tyłem wskakując na barierkę, a następnie przechylił się do tyłu tak aby spaść do lasu znajdującego się pod tarasem. Spadając krzyknął: - Brat no chodź!
Na te słowa Kurai, założył kaptur od bluzy Rinie na głowę i spokojnie powiedział:
- Postaraj się nie brać jej słów do siebie ….
A następnie neczenanin odbił się od drążka, na którym siedział poprzedniego wieczora, i po odbiciu wskoczył na barierkę, odwrócił się przodem do tarasu, po czym bez zawahania, również tyłem skoczył za księciem Zekeren. W tym momencie panie zostały same. Rina opatulona bluzą usiadła na ziemi opierając się o drążek, z którego wybijał się elektryczny neczanin. Mając jednocześnie pluszaka na kolanach i ogarnia telefon.
- Nie masz kiedy bawić się telefonem? - Spytała z pogardą w głosie Sumi.
- Przepraszam, odpisuje rodzeństwu. - odpowiedziała pokornie Rina a następnie po odpisaniu schowała telefon do kieszeni, a po chwili spytała: - Gdzie poszli na spacer?
- Tak pieszczotliwie nazywają tor szkoleniowy, z tego co „widzę” to szybko powinni wrócić. Ty za to nie przetrwałą byś tam nawet sekundy, a koszmary żyjące tam rozsadziły by Ci mózg. Muszę przyznać, że to mógłby być ciekawy widok.
- No nie wiem...
- Ale ja wiem, eksplozja mózgu jest ciekawym widokiem i chętnie rozwaliłabym Twój mózg. Tak nawiasem sama zabrałaś tego Fakateevolo, czy sam Ci dał? -spytała Sumi patrząc z ukosa.
- Dostałam go …
- Heh…. Nie dość, że bluza to jeszcze to … powariowali…
- Przepraszam, nie rozumiem …
- Ty akurat dużo nie wiesz i nie rozumiesz i nie pojmuję jak mogą zadawać się z kimś takim … - odpowiedziała pogardliwie Sumi, a następnie dodała: - Bluza i ten pluszak zrobione są jeequmsastier i pewnie tego też nie wiesz, ale to jedyny materiał na świecie który broni przed energią chaosu i zapewnia ochronę.
- Czyli dbają o mnie ...
- Nie, raczej robią mi na złość bo nie chcą abym się zabawiła … Ci dwaj skrywają w sobie więcej mroku niż myślisz. - powiedziała Sumi, unosząc się nieopodal neczanki, ale wystarczająco daleko aby nic Jej nie zrobić.

- Zdaję sobie z tego sprawę, że obaj są mroczni… - odpowiedziała pokornie Rina.
- Oh naprawdę? A widziałaś Volaure który nie używa aury podczas walki, a mocy która włada?
- No niee…
- A wiesz czemu jest tak mało istot które władają elektrycznością?
- Niestety nie wiem ...
- To nic nie wiesz o mroku w ich duszach i tym jak dużo zła w nich mieszka.
- Za przeproszeniem … co ma do mroku ma elektryczna moc?
- A co ja Twoja encyklopedia? Rany nie sądziłam że zwiąże się z kimś tak niedouczonym... Eh ... moc elektryczna jest swego rodzaju pochodna mocy chaosu, trzeba mieć naprawdę mroczna duszę aby urodzić się z taka mocą, mroczniejsza jest tylko czysta energia chaosu. Co prawda można ja "odziedziczyć po rodzicu" ale bez mrocznej duszy dziecko nie przeżyje rodząc się czy z elektryczną mocą czy z mocą chaosu. A dusze tych dwóch są tak mroczne jak to tylko możliwe, a nawet bardziej, a koszmary jakie się w nich kryją nie jednego by już dawno złamały.
- Rozumiem... to dlatego nie chcesz im czytać z oczu…
- Jeszcze mnie nie popierdoliło aby odczytywać ich dusze... Sama mam mroczną duszę, ale nie chce mieć do czynienia z tym co skrywają ich dusze… Jednak dalej mnie dziwi, że Twoja dusza zakochała się w jednym z nich... A wręcz nie wierzę że ich dusze coś czują do Ciebie, mimo ze widzę jak Cie traktują. Dlatego za nim wyjedziecie zrobię wam test.
- Jaki test?
- Dowiesz się w swoim czasie, tak jak i tego, ze nie masz czego szukać w ich sercach, są zimne jak lód i nie sądzę abyś naprawdę była dla nich ważna.
- Skoro tak mówisz … - odpowiedziała pokornie Rina, a następnie spytała: - Jesteś eksperta od chaosu prawda? Czy mogę mieć pytanie?
- Pytaj, Twój poziom niedoinformowania i nie wiedzy już i tak jest bardzo nisko…
- Em … bo widziałam fiolkę z energią chaosu i zastanawiam się jaka to była energia? Ona...
- Nie mogę czytać w Twoich oczach, musisz mi powiedzieć jak wyglądała. - wtrąciła Sumi, nie dając skończyć wcześniejszej wypowiedzi.
- Tak, przepraszam od tego powinnam zacząć … Energia w fiolce we wspaniały sposób mieniła się na czarno fioletowo i złoto, iskrzyła i patrząc na nią miałam wrażenie, że jest żywa, dodatkowo błyszczała zielonym blaskiem i była niespowicie piękna…

- To proste, to była mroczna energia chaosu, a jak mam być konkretna to mroczna energia chaosu o zabawieniu dobrej energii. Takie poświaty powstają kiedy ktoś jest „dwu mocowy” bo nie da się rozdzielić tych energii tak samo tutaj nie da się rozdzielić dobrej i złej czy tam mrocznej energii chaosu.
- Rozumiem, dziękuję za to to uczące… - powiedziała spokojnie i pokornie Rina.
- Zdaje się, że wiem o jakiej fiolce mówisz. Tej na polu bitwy przy rowie? Na pewno o Niej mówisz. To była moja energia chaosu, tylko potrzebowali tej mrocznej, z premedytacją dałam swoją cząstkę mrocznego chaosu aby Chifuin mógł otworzyć portal z jak jej tam było? A z Nyxaną.
- Dla… dlaczego?
- Bo nudna ta wojna, a tak będzie ciekawiej. - odpowiedziała dumnie Sumi, a następnie dodała: - A energia chaosu zwłaszcza ta mroczna, plus niestabilny świat pełen anomalii to idealny plac zabaw dla rytuałów, które normalnie nic by nie dały i potrafią urozmaicić losy istot.






poniedziałek, 1 czerwca 2026

EPIZOD 290

 

Sumi”

Furra kota o zielonym futrze w różowe paski jak u tygrysa i o ciemno fioletowych, długich włosach oraz bystrych niebieskich oczach, na białej puchatej chmurce, wparowała jak oparzona do jaskini gdzie zostawiła przybyszów. Tuż po wejściu tam uderzyła w nią wielka energia. W pomieszczeniu było, aż duszno od unoszącej się tam energii. Woda w jeziorze była bardzo niespokojna, a nad nim unoszą się przemoczeni neczanie, są oni w przezroczystej bańce. Dziewczyna ze łzami w oczach przytula się od tyłu do ukochanego. Nagle bańka przedzieliła się na pół i oderwała tym samym Rinę od Kurai'a. W tym momencie gęste powietrze było przeszywane przez liczne wyładowania elektryczne, a neczanka zaczęła przenikliwie krzyczeć i delikatnie się trząść.

- To ... to ... - próbowała coś wydukać z przerażeniem Sumi.

- To rytuał "Dusza Wody" ... - wtrącił Volaure który się właśnie tam pojawił.

- Ale jak? To nie możliwe...

Wszystko iskrzyło, a wyładowania stawały się coraz mocniejsze. Im bardziej one rosły w siłę tym bardziej zapłakana i roztrzęsiona neczanka słabła. Po dłuższej chwili bańka z Kurai'em uniosła się nad brzeg i delikatnie odłożyła go na ziemi. W momencie kiedy ta bańka pękła to pękła również i druga. Tym samym bezwładne ale przytomne ciało wodnej neczanki runęło do głębokiej, zimnej i ciemnej wody.

- ANIOŁKU! - wykrzyknął Volaure, który rzucił swoja bluzę, na torbę neczanki, a następnie bez zawahania skoczył do wody.

************


Zimna, a wręcz lodowata woda. Światło i powierzchnia się oddalają. Rina bezwładnie opada coraz głębiej i głębiej. Dziewczyna póki co ma jeszcze ostatki powietrza, ale nie szans aby wypłynąć o własnych siłach. Teraz to Ona bezwładnie opada, bez szansy na ratunek.

- Już po wszystkim ... nie mam siły nawet ruszyć palcami .... nie dam rady wypłynąć ...

Nagły plusk rozbił tafle wody, a oczom przerażonej i jednocześnie spokojnej neczanki ukazała się rozmazana ciemna sylwetka, która w bardzo szybkim tępię zbliżała się do niej. Z każdą sekundą robiła się coraz bardziej widoczna i klarowna.

- Kurai? ... nie to nie Kurai ... to Volaure ...

Jedna chwila i Rina została złapana za rękę przez księcia a następnie z każdą chwilą będzie już tylko lepiej ... Ucieszona neczanka pomyślała z ulgą:

- Uratowana ...



************


W tym momencie Kurai się ocknął i siadając jednym szybkim ruchem ściągnął zakrwawiony bandaż z oczu. Jego serce mocno bije, a ciało zachowuje się jakby jednocześnie chciało uciekać i zostać.

- O Matko moje jezioro wreszcie na Ciebie zadziałało. - stwierdziła z niedowierzaniem Sumi, która zdawała się w ogóle nie przejmować Riną.
- Skąd się tu wziąłem? - spytał Kurai.
- Nie ważne skąd! Moja moc i moje jezioro uratowały Ci życie!
Kurai nic jej nie odpowiedział, jedynie uważnie rozjarzał się po jaskini. Delikatnie przeszkadzała mu boląca głowa. Nagle z jeziora wyłonił się Volaure z Rina na rękach, mówiąc:

- Wszystko w porządku, nie ma tylko sił .... uwierz mi, że Ty wyglądasz gorzej...

W tym momencie srebrno-biało włosy neczańczyk podniósł się i podszedł do księcia.

- Ku ... Kurai ... żyjesz ... - wydukała zmarznięta Rina z ulgą.

- Ciiiii ... już wszystko dobrze ... - odparł Kurai wtulając się w Rinę.
- No nie wierzę własnym oczom. - wtrąciła Sumi, a następnie wepchnęła się między Kurai’a a resztę i kontynuowała: - Naprawdę zajmujesz się tą lafiryndą, a nie mną? To ja teraz z Tobą rozmawiam!
- Priorytety… - odpowiedział chłodno Kurai.
- Że co!? - napuszyła się Sumi.
W międzyczasie Volaure zaniósł wodną neczankę w pobliże Jej torby. Następnie posadził ją na ziemi i opatulił swoją pomarańczową bluzą, w taki sposób że jednocześnie zasłaniał pozostałą dwójkę.
- Oni tylko rozmawiają … - powiedział Volaure, a następni dodał: - Aniołku posłuchaj, to bardzo ważne póki tu jesteście noś moją bluzę… zwłaszcza jakby się zdarzyło, że będziesz sama… i w razie co schowaj się w niej, dobrze?
- Dobrze…

- Spokojnie, nic mu nie będzie. - powiedział Volaure z uśmiechem i mrugając okiem.
- No nie wiem … - odpowiedziała Rina.
Na te słowa książę wstał i podszedł do głośno rozmawiających, a wręcz kłócących się pozostałych, a następnie powiedział: - Mamushka weź odpuść…
- Ty, to też nie jesteś święty! Nie łaska było się odzywać!? - prychnęła Sumi.
- A co stepująca mamuśka się za mną stęskniła? - odpowiedział Volaure.
- Już prawie zapomniałam jaki jesteś upierdliwy! - odpowiedziała Sumi.
- Gdzież tam … ja jestem do rany przyłóż. - odpowiedział książę, z delikatnie zadziornym uśmiechem.
- A Ty dokąd!? Masz natychmiast założyć koszulkę, nie pozwolę tak Ci chodzić po moim domu! - powiedziała nagle Sumi, jednocześnie rzucając w elektrycznego neczanina czarną koszulkę.
Kurai bez słowa ją założył. Tymczasem kocia fura podleciała do Riny i stanowczo powiedziała:
- Raszplo, teraz wypad z mojego domu!
- Ona tu zostaje. - wtrącił stanowczo Kurai.
- Ty tak zostajesz i nie ma nawet mowy, że nie, ale ta nimfetka robi stąd wypad. - odpowiedziała równie twardo Sumi.
- Jak ją wyrzucasz do mnie i Jego również... - odpowiedział Kurai.
- Dobra proponuje tak… Albo właśnie sprawiasz, że nigdy więcej Nas nie zobaczysz, albo Aniołek i Brat zostają, a ja rano będę na śniadaniu i po nim chwilę pogadamy. - wtrącił Volaure.
- Ciekawa propozycja, niech będzie. - odpowiedziała Sumi, a potem twardo dodała: - Kurai TY idziesz zająć się swoim smokiem, a ta Cholernica zostaje ze mną.
- Ona idzie ze mną. - powiedział twardo Kurai, a następnie przeszedł koło brata, wziął wodną reczankę, która ma zarzuconą swoją torbę przez ramię, za rękę i oboje pośpiesznie wyszli z jaskini.
- Musiałeś dać jej bluzę? Dżentelmen się znalazł. - marudziła Sumi.
- Tak, musiałem. - odpowiedział Volaure z zadziornym uśmiechem.
- Skąd ją znacie? - spytała twardo Sumi.
- Dowiesz się w swoim czasie i nie wkurwiaj mi Brata co? - odpowiedział Volaure.
- Będę robić co będę chciała. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała:- Zostajesz?
- Nie, rano przyjadę. Teraz mam inne sprawy na głowie.
- No tak, wielki kapitan teraz na wojnie ma dużo do roboty i nie ma czasu dla mnie…
- Nie doinformowana już jesteś … Książę, Mamushka, już książę … lecę, będę rano. Bajo… - odpowiedział Volaure, a następnie znikł.

************


Neczańskie rodzeństwo pomaga naprawić szkody wyrządzone przez starcia z rana. Co i rusz przez obóz przewijają się ciała żołnierzy jak i masa rannych. Nie wygląda to za dobrze i pokazuje jak bardzo brutalna potrafi być wojna. Nagle zadzwonił telefon Kiazu, neczanka od razu go odebrała, mówiąc:

- No i co?
- Słuchaj wiem gdzie są. - odpowiedział Volaure.

- Naprawdę!? Gdzie?

- Nieważne ... wszystko z nimi w porządku... obiecuję, że wrócą najszybciej jak się da...

-Ale ...

- Wybacz Płomyczku musi Wam wystarczyć, że oboje mają się powiedzmy dobrze dobrze i, że wrócą.

- No niech będzie ... dbaj o nich … CZEJ! To Kurai żyje!?
- Tak, może nie jest w najlepszej formie ale żyje.
- To świetne wieści!
Następnie oboje się rozłączyli, a Kiazu z tymi wieściami pobiegła do generała, gdzie bez pukania wparowała do
Jego gabinetu.
- Mam nadzieje, że to Ważne bo sobie grabisz … - powiedział twardo Rudy, podnosząc wzrok znad papierów.
- KURAI ŻYJE! - krzyknęła radośnie Kiazu.
- Żartujesz!? Skąd wiesz? - odpowiedział Rudy.
- Z bardzo pewnego i zaufanego źródła.
- To świetne wieści.

************


Smocze leże, poddenerwowany Kronos leży na sianie i nerwowo delikatnie macha ogonem. Po dłuższej chwili do pomieszczenia wszedł Kurai. W ten smok podniósł się i zaszarżował na elektrycznego neczanina, następnie zatrzymał się tuż przed nim i groźnie ryknął mu prosto w twarz. Elektryczny neczanin bez ruchu stał z rękami w kieszeni, a smok uderzył Kurai'a, swoją wielką głową w jego klatkę piersiową i tym samym przewrócił go.

- Też się ciesze, że Cię widzę... - stwierdził spokojnie Kurai podnosząc się.

- Następnym razem odgryzę Ci głowę... - odparł stanowczo Kronos.

- Smacznego ... - odpowiedział Kurai.

Na te słowa czarna bestia kłapnęła swoją wielką szczęką tuż przed twarzą neczanina, a następnie smok od niechcenia splunął płomieniem i stanowczo powiedział:

- Jesteś szalony ... nie rób tego więcej...

- Postaram się ... aha ... na przyszłość chociaż Ty jej nie strasz... - odparł spokojnie Kurai.

W tym momencie czarna bestia spostrzegła przerażoną, zdezorientowaną i wystraszoną Rinę, która widziała wszystko co się tu stało.

- Spokojnie ... on tak mi powiedział, że mu na mnie zależy... - stwierdził Kurai.

- Mniej więcej ... - warknął Kronos, a następnie dodał: - Nie lubię być w TWOJEJ KRWI!
- Taaaa, zaraz ją z Ciebie zmyję. - odpowiedział Kurai, jednocześnie szykując wiadro z wodą.
- Pomóc Ci? - spytała niepewnie Rina.
- Możesz. - odpowiedział Kurai, wręczając jej jedną szczotkę.
- Nasza gospodyni jest szczęśliwa, że Cię widzi? - spytał Kronos.
- Powiedzmy… jest w formie… - powiedział chłodno Kurai.
- To będzie długa noc … - odpowiedział Kronos.


************


- Generale widzę że dostałeś pisma ode mnie. To są nowe rozkazy dotyczące, ataków. - stwierdziła Królowa Sansha, po czym stanowczo dodała - W obozowisku ma pozostać maksymalnie dwójka ludzi, reszta ma ruszać na czoło frontu i gonić za Nyxaną. Aha mam nadzieje, że nie spoufalasz się z żołnierzami, oni są tutaj od walczenia a nie od przyjaźni. Jak giną to ich wina i mówi się trudno. Masz mnie informować o wszystkim rozumiesz?! Każde nie posłuszeństwo trafi pod sąd wojskowy. A właśnie kilka machin bojowych może obstawiać z powodzeniem jedna osoba, więc reszta niech walczy wręcz....

- Przepraszam Pani ..... trzyt ... ale coś strasznie przerywała i .... trzyt .... tracimy połączenie.... trzyt .. - wtrącił Rudy nieznacznie kopiąc w stół, sprawiając tym samym, że monitor się trząsł a wkrótce wyłączył się i tym samym przerwał video konferencje.

Następnie pokręcił przecząco głową, wstał z fotela, wyrzucił rozkazy do kosza, podpalił je swoją mocą i wyszedł z swojego gabinetu.


************


Minęło trochę czasu, zadbanym korytarzem idzie Kurai, wraz z Riną. Nagle przed nimi pojawiła się Sumi na swojej chmurze i stanowczo spytała:
- A WY dokąd!?
- Do mojego pokoju. - odpowiedział chłodno Kurai.
- To TY idź, a ja z nią pogadam!. - powiedziała Sumi, jednocześnie wpychając się między neczan, a następnie naskoczyła na Rinę.
- Dobra Raszplo, kim jesteś?
- Rina Ryu … - odpowiedziała pokornie Rina.
- Ta, Ta …. Jakim cudem wykonałaś rytuał „dusza wody”!?
- Nie … nie wiem …
- MAŁA NIE WKURZAJ MNIE! ... SKĄD WIESZ GDZIE MIESZKAM!? .... NIMFETKO JESTEŚ TAK DURNA CZY UDAJESZ!? …
- Dosyć tego… - powiedział twardo Kurai, a następnie stanął między dziewczynami i stanowczo powiedział: - Jeszcze raz ją obrazisz, powiesz do Niej Raszplo, Nimfetko czy jakkolwiek inaczej obraźliwie czy wystraszysz Ją to JA zamienię Twoje życie w koszmar!
- Nie ośmielisz się.
- Dobrze wiesz, że jestem wstanie to zrobić.
Gospodyni nic im nie odpowiedziała, tylko zeszła im z drogi. Po dłuższej chwili neczanie doszli do białych drzwi, które elektryczny neczanin otworzył i przepuścił Rinę przodem. Tam był krótki prostokątny korytarz i para drzwi na wprost wejścia. Neczanin otworzył drzwi po prawo, a następnie pozamykał za sobą wszystkie drzwi. Zaraz po wejściu tam zapaliło się światło. Oczom neczan ukazał się nie duży pokoik. Po prawo od wejścia znajduje się szafa dalej spora kanapa. Na wprost nich znajduje się zabudowa gdzie są szafki, póki jakieś biurko jak i schody na górę. Tam jest antresola i łóżko. Dalej na dole w tym pokoju jest stolik, przy nim dwa krzesła i szklane wyjście na taras, oraz drewniane drzwi nieopodal schodów. Panuje tutaj porządek.
- To bluza Volaure? - spytał nagle Kurai.
- Tak… - odpowiedziała Rina, odkładając swoją torbę na ziemie.
W tym momencie elektryczny neczanin zajrzał do prawej kieszeni bluzy i wyjął z niej paczkę papierosów. Następnie otworzył balkon, w progu przypalił papierosa i rzucił paczkę na stolik, a następnie wyszedł. Po chwili Rina podeszła do wyjścia na balkon, tam zobaczyła, że mamy już delikatną szarówkę, oraz swojego ukochanego palącego papierosa i siedzącego na metalowym drążku. Wodna neczanka podeszłą do niego i okazuje się, że siedzi On tak że wodna neczanka jest trochę wyższa od Niego. Po chwili palenia Rina trochę roztrzęsiona, stanęła na wprost niego spuściła delikatnie głowę i zaczęła go przepraszać:
- Kurai … ja przepraszam …to prze ze mnie … nie powinno Nas tu …
W tym momencie Kurai wypuścił dym tak aby nie poleciał na neczankę, a następnie wyprostował się, delikatnie uniósł się, jednocześnie nie wstając, pocałował ukochaną prosto w usta, przerywając Jej wypowiedz. Jednocześnie trzymał papierosa tak aby dym na nią nie leciał. Po chwili kiedy usta kochanków rozdzieliły się to powiedział:
- Porozmawiamy jak wypalę, ok?
- Dobrze… - odpowiedziała Rina, delikatnie przytakując głową.
Po czym wodna neczanka wróciła do pokoju, a Kurai wstał i opierając się już o barierkę tarasową, palił dalej tak jakby delektował się papierosem i płynącym z nim spokojem.

************


- Jak śmiał ściągnąć tutaj tę paskudna dziewuchę!? Muszę się więcej o Niej dowiedzieć … Ryu… to prawie jakby nie miała nazwiska! Raszpla jedna pogrywa ze mną. I dlaczego Volaure i Kurai’owi tak na Niej zależy!? Volaure to jeszcze, może widzi potencjał do zabawy, ale Kurai, to nie możliwe, aby była mu po coś potrzebna. I jeszcze MOJE JEZIORO go uratowało, a chcą mi w mówić, że ta nieudacznica potrafi zrobił rytuał Dusza Wody. Skąd ta Nimfetka się w ogóle urwała!? - rozmyślała Sumi, będąca sama ze sobą.

************


- To był ciężki dzień. - powiedziała Diuna padając na swoje łóżko.
- Tak naprawdę jeszcze się nie skończył… - dodała Kiazu, rozciągając się.
- Nawet mnie nie dobijaj … my tu odwalamy masę roboty, a Rina i Kurai się lenią.
- Jeśli go leczy, to to jest ciężka praca, a On nie był w dobrym stanie …
- Może, ale i tak to obijanie się.
- Mniejsza … mnie bardziej boli ze Rudy nie dał mi walczyć, a jak już mogłam to nie dobiegłam na czas…
- Może dzięki temu właśnie żyjesz … w sumie nie chciałabym Cię widzieć w takim stanie jakim był Kurai. Nie widziałam go z bliska ale nawet daleka wyglądał okropnie.
- Jeśli to pozwoliło uratować Was to nie miałabym nic przeciwko.
- Oboje jesteście równie walnięci ….
- Taaa… chociaż przyznaję, że myślałam, że to głównie moja domena …
- A tu niespodzianka …
- W sumie zaimponował mi, to było mocne …
- Hmm… coś w tym jest… Rina się odzywała?
- Nie … też nie odpisuje, ale ewidetnie jest zajeta, albo telefon jej padł…

************


Jest już delikatny wieczór. Kurai i Rina siedzą na jednym z drewnianym leżaków na tarasie, między dwoma wyjściami. Elektryczny neczanin oparty jest o oparcie leżaka i siedzi okrakiem, a wodna neczanka siedzi na tym samym leżaku tylko na jego skraju.
- Ja… przepraszam…
- Za co? Za to, że to KRONOS Nas tu ściągnął?
- Nie przepadasz za tym miejscem…
- Owszem, ale Kronos podjął dobrą decyzję. Miał do wyboru albo to miejsce, albo szukanie Volaure … w zaistniałej sytuacji obie te opcje były ryzykowne, a ta okazała się mniej ryzykowna… I tak nie lubię tu być, ale nie jestem zły na Ciebie...
- Rozumiem … - odpowiedziała Rina, a następnie dodała: - Kurai Twoja Mat… Pani Sumi …
- Sumi wystarczy.
- Em … Sumi, mnie przeraża i boje się Jej …
- Póki Ja tu jestem i nosisz bluzę Volaure oraz nie będziesz patrzeć Jej w oczy to nic Ci nie grozi..
- Czemu ma mi nie patrzeć w oczy?
- Ona potrafi czytać z oczu i dokopać się w nich do wszystkiego co chce się dowiedzieć, dzięki temu jest wstanie wiedzieć o Tobie wszystko i znać całą prawdę o Tobie, ale jednocześnie jak Jej na to pozwolić bez kontroli i bez powiedzenia dość, to potrafi się w tym zatracić i tym samym zaczyna zmieniać i blokować wspomnienia… tak aby pasowały do jej wizji… Chodzą słuchy, że jej spojrzenie czyni szalonym, i dawno temu to była jedna z bardziej bolesnych i wyrafinowanych kar dla skazańców…
- Nie brzmi to dobrze …
- Taaa … Ta bluza sprawi, że nie może tego zrobić…
- To dobrze …. hmmm…. To może Ona sprawiła, że nie mamy wspomnień?
- Niee...jakby to Ona zrobiła to by Cię pamiętała… i raczej by się tym chwaliła co to nie Ona … Już byśmy wiedzieli, że to Jej sprawka… a jednocześnie śmiałaby się, że wpadliśmy w Jej intrygę i daliśmy się złapać na tak prosty numer.
- Rozumiem...
Po chwili Kurai zaczął obandażowywać rękę.
- Hmm… przesiąknięty Twoją magią leczenia…
- Taak … Mogę ja?
Ukochany nic jej nie odpowiedział, ale jednocześnie wręczył jej swoją rękę i pozwolił na obandażowanie niej. Ten gest spowodował, że Rina usiadła bliżej niego, uklękła na kolanach między jego nogami i zaczęła zdejmować mu bandaże.
- Możemy nie spędzać tutaj nocy? - spytała niepewnie Rina.
- Chciałbym, ale to nie możliwe. Kronos jest zmęczony lotem, po rytuale „dusza wody” ani Ty Ani ja nie nadajemy się do teleportacji, a jakbyśmy wyszli na piechotę, to nie będę wstanie Nas obronić. Fizycznie jestem zregenerowany, ale nie mam mocy, zresztą Ty również…
- Czyli utknęliśmy tu do rana …
- Taaa….
- Nie chciałabym spać sama … boję się, że wejdzie do pokoju i zrobi mi krzywdę…
- Kiedy byliśmy młodsi, Volaure przy pomocy swojej mocy chaosu zabezpieczył Nasze pokoje i Sumi nie może tam wejść. Więc dopóki nie zaprosisz Jej do środka to Ona nie może wejść do mojego pokoju i tam jesteś bezpieczna… - odpowiedział Kurai jednocześnie ściągając z siebie koszulkę, aby był dostęp do wszystkich bandaży.
- Przyjemne rozwiązanie … ale i tak nie chce spać sama …
- Nie będziesz …
- Hmm… to dlatego Nas tutaj nie zabierałeś?
- Taaa … nie bez powodu „nikt normalny tutaj się nie zbliża”
- Coś w tym jest … hmm… zawsze taka była?
- Dzisiaj można nawet powiedzieć, że „ma dobry dzień”, bywały i gorsze …
- Jak to jest dobry, to aż boje się „gorszego” … mam wrażenie, że mnie nienawidzi tylko dlatego, że istnieje …
- Ona taka jest, i raczej praktycznie nikogo nie lubi…. Tutaj albo jesteś bardziej stanowczy niż Ona albo Ona Cię zniszczy … a że zobaczyła, że jesteś uległa to ciśnie ile wlezie i zapewne dziwi się, że ktoś Cię broni… Wiesz nie odpowiadasz Jej wizji osób …
- Przepraszam …
- Nie masz za co, to Jej wizja świata, nie moja czy Twoja … Nie przejmuj się tym, nie pozwolę Cię skrzywdzić…
- Dziękuję … swoją … swoją drogą to jezioro odprawiło ten cały rytuał?
- Nie jezioro, a właśnie Ty…
- Jak ja?
- Nawet jak Ona mówi inaczej to Twoja zasługa…
- Ale … ja nie znam tego rytuału….
- Posłuchaj, jezioro Sumi na mnie nie działa. Nigdy mnie nie uleczyło. Podejrzewam, że Twoje bandaże przesiąknięte mocą leczenia plus, to że podświadomie wiedziałaś co robić, odpaliło rytuał, który mnie wskrzesił … Obstawiam, że kiedyś ktoś musiał Cię jego uczyć i w tym przypadku zadziałała „pamięć mięśniowa” i chociaż nie myślałaś nad tym co robisz, i nie pamiętasz tego rytuału to przeprowadziłaś go w poprawny sposób, nawet o tym nie wiedząc.
- Rozumiem … czekaj jak to wskrzesił?
- Rytuał „dusza wody” jest rytuałem wskrzeszającym, jakoś od śmierci osobnika ma się koło 8 minut na wskrzeszenie osoby. Ty jak widać zdążyłaś inaczej ten rytuał by mnie ani nie uleczył, ani tym bardziej nie ożywił…
- Nie… nie sądziłam, że mam tak dużą moc leczenia … i że jestem zdolna do czegoś takiego …
- Potrafisz zaskoczyć …
Jako ostatni bandaż Rina zaczęła odwijać bandaż znajdujący się wkoło szyi ukochanego. Kiedy zaczęła odwijać ostatnią warstwę powiedziała:
- Kurai …
Kiedy On podniósł głowę i spojrzał jej głęboko w oczy, to wodna neczanka opierając się o Jego ramiona pocałowała go prosto w usta. Następnie kiedy ich usta rozdzieliły się, drżącym głosem powiedziała:
- Ciesze się, że żyjesz.
Po czym przytula go. Nagle odezwała się Sumi, z u kąśliwą uwaga:
- Nie sądziłam, że Kurai da się zdominować przez kogoś tak płochliwego...
Speszona Rina odsunęła się od ukochanego i siadając tyłem do przybyszki prawie uciekła. W ostatniej chwili elektryczny neczanin złapał ją za rękę i zatrzymał, jednocześnie chłodno mówiąc:
- Jeśli tylko tego chciałaś to możesz już iść..
- Za chwilę kolacja. Macie 5 minut, aby się ogarnąć bo w takim stanie nie wpuszczę Was do jadalni i to tyczy się obojga. - odpowiedziała Sumi.
- Tak, tak … - odpowiedział chłodno Kurai, przechodząc za rękę z ukochaną, obok gospodyni na chmurce.
- Bluza też ma zniknąć. - odpowiedziała Sumi.
- Akurat Ona zostaje… - odpowiedział chłodno Kurai, wchodząc do swojego pokoju i zamykając za sobą balkon.