wtorek, 1 września 2026

EPIZOD 294

 

Ostatnie chwile swobody przed ...

Pokój dziewczyn w neczańskim obozie stałym. Diuna, leży na swoim łóżku i bawi się swoją psychiczną kostką. Hachi siedzi na łóżku Riny, a natomiast Otachi siedzi na krześle, w taki sposób, że swoim przodem opiera się o oparcie krzesła.
- Dziwne, że Rudy w tym chaosie znalazł czas na ten obiecany sparing z Kiazu. - stwierdził Hachi.
- Podejrzewam, że tak w sumie to miał do wyboru albo to albo, że Kiazu ucieknie za Nyxaną aby się z nią zmierzyć … - odpowiedziała Diuna, nie odrywając wzroku od kostki.
- W sumie racja… jestem przekonany, że Panie mimo odległości zmierzyły się wzrokiem, i obie raczej się poznały … - powiedział Otachi.
- Dobra w takim wypadku to prawdopodobne, że chciałaby skopać jej dupę.- dodał Hachi.
- Taa, a póki Kurai nie wróci, to możemy zapomnieć aby wyjść z obozu na jakąś misje, a dla mnie to akurat dobrze. - dopowiedziała Diuna.
- Kurai i Rina. - poprawił Otachi.
- Niby tak, ale bez niej możemy chodzić na misje, a bez niego nie bardzo… - odparła Diuna.
- W sumie bez Niego, to Rudy nawet nie bardzo chce Nas wysłać do walki. - dodał Hachi.
- Słyszałam, że walki w obrębie rowu w sumie skończyły się, teraz obie strony bawią się w „lizanie ran”, a sami wrogowie się wycofali trochę w głąb na swój teren. - powiedziała Diuna.
- Ma to swoje plusy, ale widziałem ilość rannych i zabitych po obu stronach. - dodał Otachi.
W tym momencie do pokoju weszła Kiazu ubrana w krótkie czerwone spodenki oraz czarny top od munduru. Dodatkowo włosy ma spięte w wysokiego kucyka, a jej złoty wisiorek serca jest na czarnej aksamitnej obroży, a sama ognista neczanka pije jakieś elektrolity z butelki.
- Yo Sis. - powiedzieli zgodnie Bracia,
- O siema! - powiedziała radośnie Kiazu.
- Jak sparing? - spytał Otachi.
- Mega! Kurcze Rudy nie pierdzieli się w tańcu, twardy przeciwnik ALE podpatrzyłam to i owo i czeka mnie nauka. - odpowiedziała radośnie Kiazu, a po chwili dodała: - A no i skubaniec ma mega kondyche. Jestem pod wrażeniem, nie dość, że dotrzymał mi kroku to jeszcze na koniec wydawał się dużo mniej zmęczony niż ja.
- Wiem, że przynajmniej 3x w tygodniu można go zobaczyć na obozowej siłowni. - wtrącił Hachi.
- I daje tam nie źle czadu. - dodał Otachi.
- Skoro jest generałem, to zapewne jest dużo silniejszy od Nas. - wtrąciła Diuna.
- Idąc tym tokiem rozumowania to taka Sansha czy Ankara to powinny wymiatać i być ostatecznymi bossami nie do pobicia. - odpowiedział Hachi.
- W sumie Nyxana taka jest. - powiedziała Diuna.
- Ona to zdecydowanie inny level. - zauważył Otachi.
- Chwiałabym pokonać Nyxanę. - powiedziała z determinacją Kiazu. Jednocześnie w Jej oczach pojawiły się płomienie.
- Sis tylko pokoju nie podpal. - stwierdził Hachi z uśmiechem godnym chochlika, obserwując siostrę.
- Jestem za, nie mamy kiełbasek… - dodał Otachi.
- Ani popcornu … - dopowiedziała Diuna.
- Zastanowię się. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.


************


Na głównym placu, należącym do neczanskiego obozu stałego, wylądował właśnie spory czarny smok. Bestia przeszła kawałek, a następnie się położyła. W tym momencie z jego grzbietu siadł Kurai ubrany w swoja czarną bluzę.
- Generał chce Cie widzieć. - powiedział nagle Moyoshi podchodząc.
- Zaraz do niego pójdę. - odpowiedział chłodno Kurai, jednocześnie wyciągając prawą dłoń do swojej towarzyszki, ubranej dalej w pomarańczową bluzę, aby pomoc jej zejść z grzbietu smoka.
- Dobra … - powiedział Moyoshi, a następnie pod nosem dodał: - Mogliście chociaż ubrać mundury...
- A Ty mógłbyś się nie czepiać … - odpowiedział twardo Kurai, patrząc lodowym spojrzeniem prosto w oczy kapitana.
Moyoshi z trudem przełknął ślinę, a następnie wydukał:
- Nie … nie sądziłem, że usłyszysz …
- Zawsze zakładaj, że usłyszę i się nie przywalaj się tylko dlatego, że masz kaprys. - odpowiedział Kurai.
- Taaaa … nie idziesz do Generała? - spytał nagle zaskoczony Moyoshi, kiedy zobaczył, że Rina i Kurai idą w inną stronę. A po chwili kontynuował: - Miałem Cię przyprowadzić!
- Idę… poczekaj tutaj skoro musisz… - odpowiedział Kurai.
- Chcesz mnie zostawić z tym potworem?
Na te słowa Moyoshiego, czarne smoczysko groźnie zawarczało. To spowodowało, że kapitan jeszcze bardziej się wystraszył.
- Nic Ci nie zrobi, chyba, że go wkurzysz … - odpowiedział chłodno Kurai odchodząc.
- To ja poczekam w bezpiecznej odległości. - powiedział Moyoshi delikatni odchodząc od smoka.
Kiedy odeszli kawałek to Rina spokojnie spytała:
- Rudy nie będzie zły, że nie idziesz od razu do niego?
- Jeśli nawet, to napojenie i nakarmienie Kronosa, jest w tej chwili ważniejsze, a że po drodze do kuchni mam Twój pokój, to już inna sprawa. - odpowiedział Kurai.
- Rozumiem … - odpowiedziała Rina z delikatnym uśmiechem, a po chwili powiedziała: - Zapewne da Nam jakieś kary…
- Jakby miał NAS ukarać, to kazałby przyprowadzić Nas oboje do siebie, a skoro chce tylko mnie to podejrzewam ze ma jakieś ważne spawy wojskowe.
- Oki … hmm… pomoc Ci z opieką nad Kronosem?
- Lepiej nie, Kronos może być nie w sosie po obcowaniu z Moyoshim, przez co może być „mało przyjazny”
- Ma to sens … to chyba lepiej pobędę z siostrami.
- To dobry pomysł.
- Też masz wrażenie, że ostatnio Moyoshiemu odbija?
- Taaa … dziwnie się zachowuje, może wojna jak i to co się dzieje go przerasta…
- Być może masz racje …
- Zobaczymy … i tak z Nim ewidentnie jest coś nie tak.



************


Gabinet Neczańskiego generała. Dowódca siedzi za swoim biurkiem i robi jakieś rzeczy na swoim laptopie i jednocześnie momentami spogląda na zegar umiejscowiony nad drzwiami wejściowymi. Po dłuższej chwili rozległo się dość głośne pukanie do drzwi.
- Wejść. - powiedział twardo Rudy.
Na te słowa do pokoju wszedł Moyoshi a tuż za nim Kurai.
- No nareszcie. - powiedział Generał.
- Kurai się ociągał, ja chciałem szybko. - odpowiedział Moyoshi.
- Dzięki, Moyoshi, a teraz wyjdź, a Ty siadaj - powiedział Rudy.
Kapitan wyszedł marudząc coś pod nosem, a elektryczny neczanin usiadł bez słowa. Kiedy drzwi tylko się zamknęły to dowódca powiedział:
- Od centralnego placu do mnie jest maks 15 minut spacerkiem i zatrzymując się na każdym rogu, a Wy ponoć przylecieliście 40 minut temu… Co tak długo?
- Trzeba było zająć się smokiem, napoić go i dać mu jedzenie i tak dalej. To był priorytet, zwłaszcza, że nikt inny by tego za mnie nie zrobił. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Ma to sens, gdzie teraz jest smok?
- Odpoczywa na głównym placu, później pewnie przeniesie się do lasu. Rano odleci do obozu smoków.
- Niech i tak będzie, skoro to konieczne aby tu spędził noc, to się zgadzam. - odpowiedział rudy, a następnie zamykając laptopa spytał: - Ile wiesz o obecnej sytuacji?
- Od mojego „starcia” z Nyxaną nie wiem nic.
- No dobra, to tak… Twoje jak to określiłeś „starcie” z Nyxaną, doprowadziło do tego, że po pierwsze wszyscy żyjemy, po drugie po tym ataku Nyxana opadła z sił i Damu znosił ją na rękach. Następnie wszystkie wrogie wojska wycofały się z okolic rowu, a Ambasador Chifuin i Nyxana są w drodze do ich pałacu, chyba podróżują na smoku, albo na smoczej karecie. Obie strony mają sporo strat.
- Wszystko dokładnie zaplanowali i ładnie odwrócili uwagę od otworzenia portalu.
- A dodatkowo, im wyszło więc teraz mamy bardzo potężnego przeciwnika. ALE jak mówiłem Nyxana jest bardzo słaba i tu rodzi się zadanie dla Was.
- Mamy dostać się do pałacu i zlikwidować Nyxanę?
- Z założenia tak i jak Wam się uda to będziemy mieli przewagę.
- Słowo klucz „jak Nam się uda”
- Posłuchaj, byliście już w pałacu więc dostaniecie się tam drugi raz. Dodatkowo Kiazu ma z nią jakiś dziwny „zatarg”, którego nie rozumiem. Dodatkowo jesteście oddziałem do zadań specjalnych, realnie macie bardzo duże szanse dokonać tego, zwłaszcza ze Nyxana jest mocno osłabiona i raczej szybko nie wróci do pełni sił. Oraz nawet jak nie uda Wam się jej pokonać to dostając się tam zrobicie mi zajebisty rekonesans. - odpowiedział Rudy a następnie twardo dodał: - Czy tak czy siak to jest warte zachodu i to rozkaz. Nie przyjmuję odmowy.
- O której ruszamy?
- Jak macie realnie dojść tak aby cokolwiek wskórać to nad ranem i Tytanami pokonać dużą część drogi, a potem je odesłać.
- Na zasadzie maksymalna jazda minimalne przerwy i spanie w pojazdach?
- Tak, zakładam że takim trybem jadąc z dużą szybkością w maks 3 dni może 4 i będziecie w dobrym miejscu na obóz i udanie się pod pałac. AHA, chce abyście na pusto tam poszli do pałacu, a najbardziej bez telefonów, aparatów i tym podobnego sprzętów. Wszystko zostawiacie albo tu w obozie albo w Tytanach. Po dotarciu na miejsce czy tak czy siak programujecie aby w trybie maskowania wróciły do obozu.
- A jak wrócimy?
- Zobaczymy. W pobliżu będę miał kilka oddziałów, które pomogą Wam wrócić.
- Mówisz, że prawdopodobnie wracają na smokach?
- Tak, a co masz jakiś plan? - zainteresował się Rudy.
- To może ruszymy rano i nasze torby i plecaki z wszystkim zostawiamy u Ciebie w gabinecie, a Nas na miejcie przeniesie Zekereński teleport, a oddziały w pobliżu ewentualnie zaoferują nam „nocleg czy coś”, za nim wrócimy teleportem.
- Dobry pomysł, ale Książę Volaure potrzebuje dobrego argumentu na takie zabawy, s
tara się nie przyciągać uwagi nagłym pojawieniem się oddziałów. Jeśli to jakimś cudem załatwisz i dogadasz się z Księciem to się zgadzam. Zwłaszcza, że wtedy dorwiecie ją jeszcze słabą.
- Napiszę mu sms, i jak odpisze czy tam oddzwoni to dam znać.
- Niech będzie, ale bardziej obstawiam dla Was drogę w Tytanach.
Kurai nic na to nie odpowiedział, jedynie skończył pisać wiadomość i położył swój telefon na biurku. Natomiast Generał kontynuował: - Gdzie byliście jak uciekliście z pola bitwy?
- Nie nazwałbym tego ucieczką… a byliśmy w miejscu gdzie mogłem dość do siebie.
- Dużo mi to powiedziało… Jak poważne obrażenia miałeś?
- Można powiedzieć, że umarłem ale „resuscytacja” mnie uratowała.
- Ja pierdziele, SERIO? Kurde, wszystko ok z Wami?
- Taaa, teraz już tak… wszystko jest pod kontrolą.
- To dobrze, a jak Księże Was odnalazł?
- Ma swoje sposoby. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie spytał: - To za co Hachi trafił do karceru?
- Za bójkę z Moyoshim… Zerwał z Diuną, palną o zdanie za dużo, Hachi poszedł z nim „pogadać” a Moyoshi w nerwach go tam wrzucił. Lecz z tego co mi wiadomo to Panowie już się ze sobą dogadali i wszystko jest ogarnięte. Nie ma co do tego wracać.
- Rozumiem.
W tym momencie telefon elektrycznego neczanina zawibrował. Elektryczny neczanin wziął telefon do ręki i odczytał wiadomość. Zanim to zrobił to zadzwonił telefon generała. Ten zobaczył, kto dzwoni, delikatnie się zdziwił, spojrzał na swojego towarzysza i odebrał telefon mówiąc:
- Generał Rudy BiRyu, słucham Wasza Wysokość czym mogę służyć?
-
Jak oficjalnie i z honorami … dobra sprawa wygląda tak, bez problemu mogę teleportować oddział jak najbliżej się da ALE dopiero po 11:00 oraz i tak będą mieli jakieś 50 – 70 km do przejścia i to najdokładniejsza informacja jaką można mieć. W razie potrzeby mogę prze-teleportować ich z powrotem, jednak muszą dotrzeć miej więcej w miejsce wylądowania. Bliższe okolice pałacu są chronione jakąś barierą, która uniemożliwia teleport nawet przez Nas system. Jednocześnie to jest dość niebezpieczna okolica. - odpowiedział spokojnie Volaure.
-
Rozumiem, myślę, że taki układ jest do spełnienia. I mają sporą szanse, bo chyba przeciwny jeszcze nie wiedzą, że Zekeren jednak nie zostało zniszczone.
- Tego nie byłbym taki pewien, chociaż jest na to szansa. Aha i chce mieć dostęp do ich łączności podczas akcji. Jak i numer seryjny ich łączności do śledzenia.
- Jak najbardziej Wasza Wysokość, jestem wstanie to wykonać. To jak robimy z ranem?
- Odezwę się do Ciebie jak będę wolny, tylko oddział musi być gotowy do akcji.
- Dobrze.
-
Dobra wracam do zajęć. - odpowiedział Volaure, a następnie rozłączając się.
- No to nie muszę czytać odpowiedzi. - powiedział chłodno Kurai chowając swoją komórkę.
- Tak, książę sam postanowił zadzwonić. Musisz mieć chody u Księcia, albo trafiłeś na dobry moment. W każdym razie jutro jakoś po 10:00 ruszacie, już przed 10 macie być gotowi i wcześniej zostawiacie plecaki z całą elektroniką u mnie. - odpowiedział generał.
- Tak jest.
- A tak … Dodatkowo bierzecie tylko jeden nowy plecak z magazynu gdzie wkładacie tylko prowiant oraz śpiwory. Jedyna komunikacja to łączność.
- Też świeża bez pamięci rozmów?
- Dokładnie, Wasza klasyczna zostaje w plecakach, które zostawiacie, a i unikacie stwierdzeń teleport i Zekeren, jak i innych tego pokroju sugerujących ze Zekeren nie zostało zniszczone. Jak i jak najmniej prywatnych informacji. Ogólnie dobrze by było aby było na niej jak najmniej informacji. Dostaniecie nawet nowy osobny kanał radiowy. Tak na wszelki wypadek.
- Tak jest. - odpowiedział twardo Kurai, a po chwili dodał: - Albo masz „związane ręce” i za tą naszą misją stoi coś więcej albo bardzo chcesz udowodnić, że jako oddział do zadań specjalnych poradzimy sobie że wysyłasz na tą misję…. Albo oba na raz
- I tak Was nie utrzymam w obozie, Kiazu tak bardzo nakręciła się na to starcie, że prędzej czy później i tak by uciekła a Jej rodzeństwo wraz z nią. A tak mam psełdo kontrolę nad Waszymi działaniami. Plus nie spodziewają się nikogo w pałacu tak wcześnie. Według ich wiedzy, to Zekeren wybuchło, więc nie mamy teleportów, smoki byłyby widoczne z daleka, a Tytany potrzebują czasu aby dotrzeć. Dodatkowo będziemy odwracać ich uwagę. Wyślę 2 tytany zgodnie z planem, tylko będą jechać na pusto. Jak i dzięki innym obozom będziemy odwracać ich uwagę na innych frontach. Teraz to my chcemy ich przycisnąć - odpowiedział Generał, a następnie dodał: - ALE o tym, że to odwracanie uwagi, poza mną i Tobą wie dosłownie parę osób … plus Wasza misja jest tajna więc nie rozpowiadajcie o niej. Im mniej osób wie tym lepiej.
- Widzę, że masz kolejny ważny cel w naszej misji.
- Powiem wprost, jeśli będą się Was spodziewać to znaczy, że mamy gdzieś mamy kreta innej możliwości nie ma. A taka informacja będzie dla Nas bardzo istotna.
- Masz na myśli kogoś konkretnego?
- Powiem tylko, że Ty i Twój oddział na te chwile nie jesteście na mojej liście, ale od jakiegoś czasu kilu oficerów dowodzących różnymi obozami, ma wrażenie, że gdzieś jakieś informacje przeciekają. Póki co dość „drobne” ale jednak.
- Sami zapewne mamy szpiegów po ich stronie, więc nie byłoby dziwne jakby i oni kogoś mieli u Nas, kwestia tego, kto wykryje ich jako pierwszy i się ich pozbędzie albo wykorzysta na swoją korzyść.
- Dokładnie, co nie zmienia faktu, że macie uważać i dążyć do wykonania misji i w razie coś uciekać.
- Tak jest.
- O czym myślisz?
- To mój smok może posłużyć nam jako przykrywka na wyjście z obozu.
- W sumie to bardzo dobry plan, niech będzie to Wasza oficjalna misja.
- Tak jest.
- A Kurai, jak coś nie widziałem, żadnej dezercji tylko zaplanowany desant na smokach. I tego trzymamy się w raportach i nikomu oczu nie otwieramy.
- Tak jest.



************


W jednym z budynków totalnie na uboczu obozu, w miejscu gdzie mało kto zagląda chyba, że ma jakąś konkretną sprawę. Docelowo panuje tam półmrok, ale w razie potrzeby można tam zapalić światło. Doskonałe miejsce na „kary” i liczenie magazynu i inne rzeczy.
Pół naga Kiazu siedzi okrakiem na jednej ze skrzyń. Miedzy jej nogami znajduje się stojący kapitan, o długich fioletowych włosach. Kochankowie obejmują się i pieszczę w chwilach uniesienia. Nagle telefon neczanki dał sygnał dźwiękowy, dający do zrozumienia, że przyszła wiadomość. Następnie kolejna i kolejna. Kiazu sięgnęła po telefon i położyła się na plecach, a jej partner kontynuował to co robił, jednocześnie zaczął bawić się jej dużym i ponętnym biustem. Neczanka przeczytała wiadomości, odłożyła telefon i wróciła do zajmowania się swoim partnerem. Jego ruchy zrobiły się szybsze, intensywniejsze i zdecydowanie mocniejsze. Wkrótce oboje doszli ale pozostali dalej w uścisku.
- Było zajebiście. - wyszeptała w końcu Kiazu, a następnie odsuwając od siebie partnera powiedziała: - Niestety muszę już iść.
- Od kiedy Ty taka grzeczna dziewczynka?
- Proszę Cię, grzeczne dziewczynki nie przychodzą w takie miejsca.
- Ostatnio jakoś grzecznie wykonujesz rozkazy.
- Taaa… ale mnie aż nosi i chociaż mam profity to nie do końca mi to leży ...
- Cala Ty w sumie … no dobra to co odrywa Cię od rundy drugiej?
- Kurai napisał na wspólnej konwersacji, że mamy przyjść do smoka. Pewnie mamy jakieś zadanie, czy coś. Reszta rodzeństwa też tam już odpisała… - odpowiedziała Kiazu, zakładając swój czarny top i zakrywając tym samym swój wspaniały i kuszący biust.
- A więc to tak, wolisz innego kapitana i wymieniasz mnie na innego.
- Amis, pysiu nie bierz mnie pod włos. Z reszta sam masz zaraz wartę, no chyba, że mi ściemniałeś dlaczego chcesz szybko.
- No tak, zapomniałem o niej. - odpowiedział Amis, poprawiając się, a następnie dodał: - Mam, mam i to na szczęście tutaj więc się wyrobie.
- Masz liczyć magazyn, czy sprzątać tutaj?
- Mam pilnować jak trzech typów sprząta ten budynek.
- Nie za dobrze Ci?
- Ej ja też ciężko pracowałem. - powiedział Amis dając swojej ukochanej namiętnego całusa prosto w usta.
- Yhy … bardzo ciężko … - dodała Kiazu, wkręcając się jeszcze bardziej w pocałunek.
- Ależ mnie kręcisz… - powiedział Amis.
- Nie tylko Ciebie, ale fakt schlebia mi to….
Doszło do kolejnego, długiego i namiętnego pocałunku. Nagle Amis przerwał i powiedział:
- Dobra leć, bo zaraz oboje będziemy musieli się tłumaczyć.
- Wybronisz mnie…
- Przed gniewem Rudego to nic Nas nie wybroni.
- Fakt, punkt dla Ciebie. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.


************


Na głównym dziedzińcu stałego neczańskiego obozu, pośród masy przeróżnych betonowych budynków, leży czarny smok. W tle palą się latarnie i mimo panującego półmroku, to wszyscy omijają bestie szerokim łukiem. Jedynymi, którzy odważyli się przy niej stać, jest Kurai, oraz neczańskie rodzeństwo, które jeszcze nie jest w komplecie. Elektryczny neczanin opiera się o smoka, a reszta mniej lub bardziej luźno stoi.
- To j
a się musiałam wywlec, a JEJ jeszcze nie ma… - marudziła Diuna.
- Pewnie musi się wywlec bardziej niż Ty. - odpow
iedział Hachi.
- Już jestem! - krzy
knęła nagle Kiazu z daleka, a następnie podbiegła.
- Fajnie było? - Spytał Hachi.
- Jak zawsze. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- Oho, tym razem przeszkadzamy Tobie? - wtrąciła Diuna.
- Nie wiem o czym mówisz. - odpowiedziała Kiazu.
- Jasne … - odpowiedziała Diuna.

- Dobra koniec tego. - powiedział twardo Kurai, a następnie idąc w kierunku wyjścia z obozu powiedział: - Idziemy.
Na te słowa wszyscy ł
ącznie ze smokiem ruszyli za nim.
- Ziom, dokąd idziemy? - spytał Otachi.
- Przejść się z Kronosem. - odpowiedział chłodno Kurai.
- I po to przerywałam serial? - spytała Diuna.
- Nie marudź, będzie fajnie. - odpowiedział Hachi.
- Widzę, że Rinka ma aparat to mi więcej do szczęścia nie tr
zeba. - wtrąciła Kiazu.
- Łatwa jesteś. - odpowiedziała Diuna.
- Trudniejsza niż myślisz. - odpowiedziała Kiazu.
Rodzeństwo dalej ze sobą rozmawiało, aż po dłuższej chwili kiedy odeszli od obozu i znaleźli się na rozległej polanie, gdzie Kronos mógł porządnie rozprostować skrzydła jak i rozruszać się.
- Ziom, spacer z Kronosem to tylko wymówka, nie? - spytał w końcu Otachi z dłońmi zaplecionymi na swoim karku.
- Taaa … mamy misje, o której mamy nie rozpowiadać. Jak coś oficjalnie idziemy odstawić Kronosa. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Oho … masz moją uwagę. - odpowiedziała Kiazu.
- Twoją uwagę to będę miał za chwilę. Mamy dopa
ść Nyxanę w lawowym pałacu. - powiedział Kurai.
- OOOO! Zajebiście! - krzyknęła z ekscytacją Kiazu, a następnie dodała: - Powiedz, że ruszam
y jeszcze dzisiaj!?
- Ruszamy jutro ALE mamy trochę wytycznych, jak zmiana łączności, zostawienie wszystkich rzezy, łącznie z telefonami, aparatami itd. - odpowiedział elektryczny ne
czanin.
- Brzmi mocno zapobiegawczo. - powiedział Otachi.
- I ryzykownie, ale w sumie idziemy na Nyxane. - dodał Hachi.
- Jak się idzie na takiego bosa to zawsze wszystko co najcenniejsze a nie potrzebne do walki to zostawia się w skrzyni. - dopowiedział Otachi.
- Dla mnie to bezsens, ale mniej dźwigania dla mnie to zawsze na plus. - odpowiedziała Diuna wzruszając ramionami.
- Nie mogę się doczekać! - powiedziała entuzjastycznie i radośnie Kiazu, z płomieniami w oczach.
- Ta to się napaliła, że spać nie będzie mogła. - powiedziała Diuna.
- O której ruszamy? - spytał Ota
chi.
- Jakoś 10, po 10, ale musimy być gotowi wcześniej. Aha i od momentu przejścia na nową łączność nie rozmawiamy, o Zekeren, teleportach i wszystkim co zdradza za dużo. - odpowiedział Kurai.
- Luz Ziom. - odpowiedzieli zgodnie bracia, a następnie Otachi dodał: - Nic nie odwalimy.
- Mów za siebie. - powiedziała Kiazu, a po chwili ciszy wzruszając ramionami dodała: - Tak, tak w rozmowach nic nie odwalimy, ale no znasz Nas jesteśmy nieprzewidywalni.
- Taaa …. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Czej Ziom, tylko rzeczy zostawiamy w pokoju? Bierzemy puste plecaki? - spytał Otachi.
- Wszystkie rzezy bez wyjątków zostawiamy w Naszych plecakach i torbach, a one trafiają do gabinetu Rudego. Z nami idzie jeden plecak wzięty na świeżo z magazynu, w którym będą tylko rzeczy „wojskowe” i świeża łączność bez pamięci. - odpowiedział Kurai.
- Jak się dostajemy na miejsce? - pytał Otachi.
- Teleportacją najbliżej jak się da a potem „skradaniem” – odpowiedział dowódca.
- Brzmi jak dobry plan. - dodał Hachi.
- Równie dobrze możemy iść w okrojonym składzie i i tak będzie git. - wtrąciła
Diuna.
- Aż tak odzywa się lenistwo? - spytał Hachi.
- To co możemy poszaleć i porobić sobie fotki? - spytała nagle Kiazu.
- Tak możecie. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Yaaay! - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo i rozbiegło się po okolicy.
- Coś mało przejęli się misją. - powiedział nagle Kronos.
- Dla nich misja to misja, wiedzą jak jest reszta wyjdzie w praniu - odpowiedział Kurai.
- Zabawa pomoże w poważnej misji, że nie wracamy? - dopytał Kronos.
- W ich przypadku zdecydowanie tak. - odpowiedział Kurai, a po chwili dodał: - Nie wracamy aby wyglądało bardziej naturalnie, że to był czas wolny a nie obgadywanie misji, a im się to i tak zdecydowanie przyda.
- Rozumiem… chcesz się przelecieć w okolicy?
- W sumie, można… - odpowiedział elektryczny neczanin, po czym dosiadł smoka.


************


Kiazu, Diuna i Rina otoczone świetlikami są na polanie wśród białych dużych kwiatów i mają mini sesje zdjęciową, która okraszona jest rozmowami. Ognista neczanka pozuje, a wodna neczanka robi jej urocze i bardzo klimatyczne zdjęcia.
- Mi też zrobisz jakieś fajne zdjęcia? Chciałabym coś wysłać Stevenen. - powiedziała Diuna.
- Jasne nie ma problemu. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- Jemu to chyba jakieś pikantne. - dodała Kiazu.
- Neee, może kiedyś jak zasłuży. - odpowiedziała Diuna.
- Hehehe… spoko, tak og
ólnie dobra gra świateł, Rinka za aparatem i cyk masz zajebiste zdjęcia. Z mojej perspektywy polecam. - odpowiedziała Kiazu a następnie zapozwała do kolejnej fotki.
- Mówisz z autopsji
czy się domyślasz? - spytała Diuna.
- Z autopsji, miałam mega sesje podczas
obozowego grilla. - odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała: - I to nagą, pikantną sesje, a nie w pikantna sesje w sexy ciuszkach.
- A to dlatego zniknęłyście na tak długo. - odpowiedziała Diuna, po chwili dodała: - W sumie jakąś pikantną sesje w fajnych ciuszkach bym przygarnęła.
- Spoczko, możemy się umówić któregoś dnia. - odpowiedziała Rina.
- Tez się pisze, nawet jak będę tylko stylistką a nie modelką. - dodała entuzjastycznie Kiazu.
- Jak dla mnie super. - powiedziała Diuna, a następnie zmieniła temat: - A ten gdzie le
ci?
- Pewnie przelecieć się po okoli
cy. - odpowiedziała Kiazu.
- Napisał, że będą latać w okolicy i jak coś by się działo to mamy pisać… i że niedługo wrócą… - odpowiedziała Rina, zaglądając do telefonu.
- Tyle latał i jeszcze chce… - powiedziała Diuna.
- Kurai ogólnie lubi latać na smokach… - dodała Rina.
- A może Tob
ie zrobimy taką sesje? - zaproponowała Diuna.
- Nie, raczej nie. - odpowiedziała Rina delikatnie się rumieniąc.
- Diunka, skarbie,a kto by jej zrobił tak dobre fotki? - spytała Kiazu.
- Myślę, że dałybyśmy radę. - odpowiedziała Diuna.
- Ja zdecydowanie wolę stać po innej stronie aparatu. - dodała Kiazu mrugając okiem.
- Ale przyznaj, że to by było ciekawe. - powiedziała Diuna.
- A byłoby, było … ba to byłby zajebisty prezent dla pewnego Pana. - dodała Kiazu, wymownie patrząc na siostrę.
Rina zarumieniła się i nic nie odpowiedziała. Za to Diuna przewróciła oczami i powiedziała:
- Aż dziwne, że ma faceta.
- I to nie byle jakiego, zdecydowanie trafiła znacznie lepiej niż jej siostra. - odpowiedziała Kiazu, z delikatnie złośliwym uśmieszkiem.
- Ten przytyk był niepotrzebny. - powiedziała Diuna.
- Hmm… zupełnie tak samo jak Twój. - powiedziała Kiazu, mrugając okiem.
- HA ha HA … niech będzie … - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - Dobra, teraz ja chce fotki, takie aby mu szczęka opadła.
- Hmm…. Myśląc o nim przejdź się swobodnie wśród kwiatów, tak jakby Nas tu nie było. - powiedziała Rina.
- To akurat nie będzie trudne. - odpowiedziała Diuna, a następnie zaczęła swoją przechadzkę, wśród białych kiatów, które delikatnie muskała jak i kręciła się oraz bardzo spokojnie spacerowała.
- Kiazu, zrobisz proszę klimat świetlikami? - spytała Rina.
- Pewnie. - odpowiedziała entuzjastycznie ognista neczanka, a następnie przywołała parę dodatkowych świetlików, które podróżowały, za jej siostrą, która odeszła kawałek dalej. Diuna jest już we własnym świecie i totalnie nie zwraca uwagi na nic.
- Myślisz, że jest coś … hmm… co szczególnie lubi? - spytała trochę nieporadnie Rina.
- Ciężko powiedzieć, w wieży nic nie zauważyłam u chłopaków aby coś szczególnie lubili… czy coś szczególnie ich kręciło… - odpowiedziała Kiazu, zastanawiając się.
- To postawię, na klasyczne urocze i takie aby wydobyć to jak śliczna jest. - powiedziała Rina.
- Dobry pomysł. - pochwaliła Kiazu, a następnie dodała: - U mojego sprawa jest prosta, lubi cycki i mógłby dostawać tylko to i byłby szczęśliwy.
- rozumiem … hmm… to w sumie pomysł na Twoją fotkę w tych kwiatach … tylko no … musiałabyś się rozebrać … - powiedziała Rina.
- Nie musisz mi mówić nic więcej … Zrób cudne fotki Diunie i możemy to zrobić nawet dzisiaj. - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, a po chwili dodała: - OOO! Tu wyszła super.
- A no, jest równie fotogeniczna co Ty, tylko nie ma wprawy nad pozowaniem …. więc gdy postawi się na naturalność to zrobienie Jej fajnych fotek też jet wykonalne, bez jakieś „męczarni” z ustawianiem …
- Fakt … i wychodzi mega uroczo.


niedziela, 2 sierpnia 2026

EPIZOD 293

 

Próby naprawy i zabawy”

Neczański obóz stały, generał Rudy zasiada w swoim gabinecie i pije kawę. Nadal ma dużo na głowie, ale zdecydowanie mniej niż podczas ostatniego ataku wroga. Nagle pojawiło się mu video połączenie przychodzące z pałacu sojuszu. Rudy przewrócił oczami, po czym odebrał mówiąc:
- Generał Rudy BiRyu słucham.
W tym momencie oczom generała ukazał się Ambasador Ankara w swojej masce, który odpowiedział:
- Generale, chciałbym aby konkretny oddział ruszył w pościg za Nyxaną, mianowicie ChiZ02.
- Za pozwoleniem dlaczego akurat Oni?
- Szanowny Generale pomijając fakt, że są oddziałem do zadań specjalnych, a to ewidentnie jest zadanie specjalne, którego ich renoma jest godna, a wyjątkowe umiejętności będą niezwykle przydatne. To uważam, że najlepiej nadadzą się do tej misji ponieważ pewna wspaniała dama miała z nią kontakt i nadal żyję. Reszta ludzi czy oddziałów nie może się tym szczycić, a dodatkowo posiadają coś co Nyxana, chciałaby zdobyć dla siebie.
- Ignisa, księcia płomieni. - odpowiedział Rudy.
- Dokładnie generale, nie wysyłając ich narażamy obóz na kolejny bestialski atak z zaskoczenia, kiedy tylko Nasi szanowni przeciwnicy wyliżą rany. A nie dając im tego zrobić sprawimy, że będziemy jeden ruch przed nimi. Dzięki temu my będziemy grali w szachy kiedy Nasi przeciwnicy grają w warcaby.
- Wyruszą jak najszybciej będą wstanie. - odpowiedział Generał.
- Świetnie. - odpowiedział Ankara, a następnie rozłączył się.
Generał zamknął swojego laptopa, a następnie wyjął telefon, wybrał numer i zadzwonił.
- No, co chcesz?
- Miło słyszeć Twój głos… Macie łączność?
- Nie przetrwała spotkania z Nyxaną. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Dobra, a kiedy będziecie?
- Dzisiaj prawdopodobnie wieczorem.
- Wolałbym abyście wrócili wcześniej. Mam dla Was ważną misję, jutro z samego rana ruszacie.
- Nie będę zajeżdżał smoka. Wrócimy tak szybko jak się da.
- Hmm… A ile smoki odpoczywają po walkach w turnieju?
- Serio teraz musisz to wiedzieć?
- Tak, teraz to ważne, odpowiadaj.
- Odpoczywają różnie, zwykle kilka dni… ale po każdej swojej walce dany smok spędza czas w komorze leczącej, aby być w pełni sił na kolejną walkę. My takowej nie mamy, więc Kronos nie jest do końca wypoczęty. Lecimy i jak będziemy to będziemy, a rano na misję i tak pójdziemy.
- Dobra, jak wrócicie chce Cię w swoim gabinecie to ogarniemy odprawę. - odpowiedział Rudy.
- Tak jest. - odpowiedział Kurai.
Następnie generał zakończył połączenie, westchnął i wysłał SMS


************


Wysoko na błękitnym niebie leci wielki czarny smok, który na grzbiecie ma dwójkę neczan. Z przodu z podkulonymi nogami siedzi dziewczyna, z torbą przerzuconą przez ramię, i położoną przed sobą, a za nią siedzi chłopak z plecakiem na plecach. Neczanin mimo że zasiada z tyłu to On kieruje smokiem.
- Czemu nie powiedziałeś Rudemu, że mamy misję na boku? - spytała Rina.
- Nie musi tego wiedzieć. Otrzymał zgodne z prawdą informacje i tyle mu starczy. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Niby tak, ale w sumie jest naszym przełożonym….
- Owszem, ale ma te dużo innych rzeczy na głowie i w tej chwili interesuje go tylko abyśmy dotarli na czas, bo ma dla Nas nową misję… Nie ma potrzeby informować go o każdym naszym kroku.
- W sumie … coś w tym jest… na grupie napisałam, że wracamy i tyle…
- To dobrze.
- Zrobimy sobie zdjęcie lecąc?
- Tak, ale nie poprawiaj prawego ramienia.
- Oki. - odpowiedziała Rina, po czym wyciągnęła z torby zarówno maskotkę jak i selfiesticka.
Neczanka ma odsłonięte prawe remie gdyż i bluza i koszula zsunęły się z niego. To dodawało jej uroku. Wkrótce dziewczyna zrobiła zdjęcie, a kiedy chowała swoje rzeczy to dostała przyjemnego delikatnego całusa w odsłoniętą szyję, a po chwili kolejnego.
- Kurai…
- Hmm?
- Lubię jak tak robisz …
- Yhym…
Następnie elektryczny neczanin przyssał się między szyją, a łopatką dziewczyny i szybko i sprawnie pozostawił jej tam malinkę, która jest delikatnie z tyłu Jej ciała.
- Tak to znaczy jak? - spytał nagle w tym samym czasie Kronos.
- Nie musisz wiedzieć. - odpowiedział twardo Kurai, prostując się.
- Heh … Róbcie co chcecie ale nie na moim grzbiecie! - powiedział Kronos.
- A co zrzucisz Nas? - spytał Kurai.
- Ciebie może jeszcze, ale Jej bym nie chciał. Ponawiam co tam robicie? - odpowiedział Kronos.
- Heh … Nie robimy nic wartego uwagi… - odpowiedział Kurai.
- Tak, tak jak zawsze… - powiedział Kronos.
- Hmmm… Mogę mieć pytanie trochę z innej beczki? - wtrąciła Rina.
- Jasne, pytaj… - odpowiedział Kurai.
- Em …. Myślisz, że Volaure sypia z Sumi?
- Nie wiem. Nigdy ich nie przyłapałem, ani pytałem o to… - odpowiedział Kurai, a następnie dodał: - Co prawda Jego texty na to wskazują, że tak jest, ale z Jej strony brzmi to jakby Jej tak dogryzał. Zapytaj go przy okazji. Kto jak kto ale Ty akurat możesz zadać mu najbardziej intymne pytanie, a i tak odpowie.
- W sumie masz racje … - powiedziała Rina, po chwili namysłu.
- Osobiście uważam, że Sumi jest aseksualna, tylko pozwala na sprośne żarty, jak i lubi dręczyć innych i patrzeć jak daleko się posuną nawet w takich kwestiach. – wtrącił Kronos.
- Taa… możesz mieć rację. - odpowiedział Kurai.
- Prędzej zmusiła by Volaure albo Kurai’a do czegoś co by przekroczy ich granice, niż sama dać się „wykorzystać” w każdym aspekcie. - dodał Kronos.
- To akurat potwierdzam. - powiedział Kurai.
- Rozumiem … czyli to skomplikowane …. - odpowiedziała Rina, a następnie spytała: - Hmm… Ciekawe, że Sumi nie zaczęła jednego tematu…
- Skupiła się na swoich wróżbach, i pewnie zrobiła by to później, ale wyszliśmy. - odpowiedział Kurai.
- A to dlatego chodziła zła jak osa, śmieliście wyjść za nim skończyła. - wtrącił się Kronos.
- Taaa … - odpowiedział Kurai.
- Myślisz, że będzie do Was wydzwaniać? - spytała wodna neczanka.
- Na moje oko tak o, nie odezwie się wcale. Przez lata milczała i raczej wymaga abyśmy to my odzywali się do Niej. A że obaj mamy to gdzieś to jest jak jest… Jak już może odezwie się jak dowie się czegoś o Tobie, bo ją zaintrygowałaś. Ewentualnie odezwie się do Volaure, bo on prędzej odbierze niż ja, aby dowiedzieć się czegoś więcej o Tobie i Twoim rodzeństwie. - powiedział elektryczny neczanin.
- Rozumiem …. czyli raczej będziemy mieli od niej spokój? - spytała neczanka.
- Tak, raczej tak. No chyba, że ktoś znowu postanowi Nas tam zabrać…
- Wal się, gdyby nie to już dawno byłbyś martwy. - odpowiedział Kronos.
- Hmm… a tak swoją drogą jak sądzisz długo zejdzie nam ta misja na boku? - zmieniła temat Rina.
- Mam nadzieje, że nie. - stwierdził Kurai.


************


Hachi i Otachi właśnie ogarniają sprzątanie obozu, więc chodzą z workami na śmieci i zbierają każdego ewentualnego śmiecia jakiego znajdą. Ich worki nie są już puste, ale jeszcze sporo obozu do przejścia przed nimi. Kiedy bracia znajdują jakiś papierek po batonie to Otachi używając swojej mocy wiatru podnosi go, a Hachi otwiera worek i łapie go w powietrzy. Natomiast kiedy znajdują coś cięższego, to role odwracają się i ziemny neczanin przy pomocy swojej mocy podbija takiego śmiecia a Otachi otwiera worek aby w niego trafić. Więc obaj dobrze się przy tym bawią.
- Dawaj Bro! - Krzyknął Otachi otwierając worek.
- Pa na to! - odpowiedział Hachi, podbijając szklaną butelkę mocą, a następnie kopnięciem z półobrotu strzelił butelką prosto do worka. Następnie obaj bracia krzyknęli radośnie:
- GOOOOOOL!
- Hachi idziesz ze mną. - powiedział nagle Moyoshi, który przyglądał się przez jakiś czas zabawę chłopaków.
- Serio? Serio Ziom? Przeszkadza Ci, że wykonujemy swoje obowiązki na luzie i musisz się przywalić? - odpowiedział Hachi.
- Zostaw worek i chodź ze mną, Otachi sam się tym zajmie, TO ROZKAZ! - kontynuował Moyoshi.
- Tak jest… - odpowiedział niechętnie Hachi, oddając worek bratu.
Następnie Hachi zaplótł swoje ręce na karku i spokojnie podążał za kapitanem. Chociaż ewidentnie mu się to nie podobało. W totalnej ciszy, przeszli przez kręte uliczki obozu, a następnie na dach budynku oficerskiego.
- Ooo tym razem nie do podziemi, a tam tak fajnie było. Czyżby zwiedzanie nowych regionów i dostanę trofkę za nowy biom? - powiedział Hachi, stając na dachu.
- Co Ty do mnie mówisz? - Spytał Moyoshi, a potem prawie od razu dodał: - Mniejsza…
Następnie kapitan zza klatki schodowej wyciągnął dwa zamknięte piwa i jedno wręczył Hachiemu mówiąc:
- Musimy pogadać.
- To jakiś podstęp? Zaraz wpadną porucznicy i dostanę kolejną karę za picie piwa na służbie?
- To zerówki. Serio chce pogadać, ale coraz bardziej nie widzę w tym sensu.
- No dobra o czym? - spytał Hachi otwierając swoje piwo, przez odkręcenie kapsla.
- O Diunie… O daniu po mordach … - odpowiedział Moyoshi również odkręcając swoje piwo.
- Oho rozmowa dla dorosłych… Tylko chyba się nie...
- Nie kończ, wolałabym za chwile znowu czegoś nie dowalić i jeszcze bardziej nie zjebać.
- Luz Ziom, kontynuuj…


************


Do przestronnej sali treningowej wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, o rudych włosach, pomarańczowych, powalających oczach i lekko opalonej cerze. Ubrany jest on w zwykłe granatowe jeansy i żółtego T-shirt. Dodatkowo jego szyję zdobi wisiorek z symbolem w kształcie niepełnego otwartego od dołu okręgu z zawijającymi się na zewnątrz końcami. Generał stanął na środku i coś zaczął robić w telefonie. Po dłuższej chwili do pomieszczenia wpadła Kiazu ubrana w krótkie czerwone spodenki oraz czarny top od munduru. Dodatkowo włosy ma spięte w wysokiego kucyka, a jej złoty wisiorek serca jest na czarnej aksamitnej obroży.
- Sorry! - powiedziała Kiazu zaraz na wejściu.
- Spokojnie, jesteś o czasie, to ja przyszedłem wcześniej. - odpowiedział Rudy.
- Hmm… dobrze pamiętam, że to tak zwana "głowa smoka"? - Powiedziała Kiazu podchodząc do przełożonego i biorąc Jego symbol do ręki, dodała: - Strasznie go lubię.
- Tak dobrze pamiętasz to „głowa smoka” czy też Księżycowy Węzeł Północny - odpowiedział Rudy, a następnie spytał: - To co gotowa i jedziemy z tym koksem?
- TAAAK! Chociaż szkoda, że nie będzie fotek ze starcia.
- Przeżyjesz. Teraz mam chwilę. Później nie wiadomo co będzie.
- Patrząc po ostatnich wydarzeniach do może być sajgon…
- Ano … Walka na gołe pięści i moce?
- Hmm… spodziewałam się broni żywiołu, ale w sumie to może być fajna odmiana.
- I przednia zabawa – dodał Generał.
- O TAK! - odpowiedziała Kiazu cała się podpalając.
Tymczasem Rudy, schował telefon, stanął stosunkowo prosto i delikatnie zadziornym uśmiechem, gestem ręki pokazał „no chodź”. W tym momencie Kiazu z impetem ruszyła do ataku.

************


Kronos leci nad rozległą zieloną polaną, gdzie znajduje się samotnie stojąca ruina budynku, który swoim wyglądem przypomina jakąś pradawną świątynie czy klasztor. Nawet z powietrza widać, że cześć murów jest strzelista i zdecydowanie kiedyś miała budzić respekt. Doskonale też widać spękania, ubytki, nieregularne krawędzie, jak i to że jest obrośnięta jakimś bluszczem, który w tym momencie jest doskonałą częścią całości. Nieopodal niej znajdują szpiczaste góry, które swym pasmem tworzą półksiężyc, obejmujący zarówno polanę jak i ruiny. W okolicy unosi się też delikatna mgła. Wkrótce Kronos wylądował pod najwyższymi szczytami, a jednocześnie stosunkowo nie daleko od ruin.
- Nie podoba mi się to miejsce. - powiedział Kronos.
- Mi też nie. - odpowiedział Kurai, a następnie, zsiadając ze smoka powiedział: - Zostańcie tutaj.
- Dobrze. - odpowiedziała Rina.
Następnie Neczanin zdjął plecak, wyjął z niego swoją czarna bluzę z kapturem i napisem „ nie dotykać urządzenie elektryczne” i trupią czaszką z piszczelami, następnie zostawił plecak tuż obok Kronosa i z rękami w kangurowej kieszeni, spokojnie ruszył w kierunku ruin.
- Czemu nie podoba Ci się to miejsce? - spytała Rina wyjmując aparat.

- Ma dziwną energię, nie umiem powiedzieć co mi w niej nie pasuje ale jest ona niepokojąca i taka ciężka. - odpowiedział Kronos.
- Hmmm… jest tu na pewno znacznie chłodniej niż u Sumi, czy w powietrzu.
- Tak, to też. - odpowiedział Kronos, a po chwili dodał: - Rina, nie chce abyś się oddalała. Co prawda masz bluzę Volaure, ale postaraj się być blisko.
- Dobrze. - odpowiedziała neczanka robią zdjęcie.

************


Hachi i Moyoshi dalej rozmawiają na dachu, kiedy nagle wszedł tam Otachi, to usłyszałam nawet śmiechy i dobre żarty.
- O Siemasz Bro. - powiedział nagle Hachi.
- Yo … Moyoshi, Amis Cię szuka. - powiedział Otachi.
- Dobra, robota wzywa. - odpowiedział Moyoshi, a następnie dopił piwo ze swojej butelki i powiedział: Tam macie jeszcze dwa. I jak coś nic nie widziałem.
- Luz Ziom. - odpowiedział Hachi.
Następnie oficer podał prawą dłoń obu braciom i następnie zszedł z dachu.
- I jak Bro? - spytał Otachi.
- Na luzaku. - odpowiedział Hachi, a następnie biorąc ostanie dwie butelki powiedział: - O Moyoshi zostawił Nam dwa niskoprocentowe browce.
- Noisu. - odpowiedział Otachi, przejmując jedną butelkę, po czym spytał: - Widzę że relacje naprawione?
- A no, klasyczne danie sobie po mordach, a potem pójście na browca, co prawda do tej pory to były zerówki, ale liczy się.
- I zajebiście Bro, Nasz numer aktualny?
- A jak. - opowiedział Hachi z uśmiechem godnym chochlika.
- Zgoda, zgodą a zabawa zabawą.
- O to to to Bro.
Następnie Neczańscy Bracia stuknęli się butelkami i wzięli po łyku zdobyczy.

************


Sparing między Kiazu a Rudym dalej trwa, a oboje są już całkiem nieźle spoceni, co sugeruje, że ich starcie należy do tych intensywnych. Nagle Kiazu otoczyła się płomieniami. Z jej rozpostartych dłoni wylewały się płomienie, wijąc się w powietrzu niczym żywe skrzydła, rozpalone do barwy złota i krwi. Każdy ruch jej rąk zdawał się rozkazywać żywiołowi, który posłusznie tańczył wedle jej woli, a jednocześnie biło od niego nieprzewidywalnością i chaosem. Dodatkowo stoi ona stabilnie, przepełniona pewnością siebie. Patrząc na nią było widać jak cale zmęczenie odeszło w cień i była gotowa, na kolejny długi bój.
- Miało być bez mocy, ale skoro tak ładnie prosisz to wchodzę w to! - powiedział z determinacją w głosie Rudy, uważnie obserwując pokaz mocy przeciwniczki. Następnie sam otoczył się płomieniami, ale zupełnie inaczej niż Kiazu. Płomienie generała otoczyły go w taki sposób, że utworzyły ognistą zbroję na jego ciele, która przypomina swym wyglądem średniowieczną rycerską zbroję. Dodatkowo ma pieści otoczone ogniem, prawie jakby miał rękawice bokserskie na sobie.
- Wow, chyba pierwszy raz widzę jak używasz mocy do walki. - powiedziała z podziwem Kiazu, fascynując się tym jak przeciwnik wykorzystuje płomienie.

- Nie mam okazji zbyt często walczyć mocą, ale to co widzisz idealnie pasuje i współgra do tego, że lubię siłownie, gdzie trenuje tak a nie inaczej. - odpowiedział Rudy.
- Czyli mocne ciosy i raczej na bliski dystans… - powiedziała Kiazu.
- No brawo, ale to jeszcze nie znaczy ze sobie poradzisz.
- Nie, ale na pewno spróbuję. - odpowiedziała ognista neczanka, a następnie wystrzeliła ognistą kulę prosto w przeciwnika.
Na ten atak Rudy bez trudu zablokował, prawym przed ramieniem, po czym delikatnie się przesunął i wyprowadził potężny lewy sierpowy. Kiazu dosłownie w ostatniej chwili odskoczyła w górę, unikając tym samym ataku, dzięki temu potny cios uderzył w podłogę. Płomienie po ataku rozniosły się po całym pomieszczeniu, a w miejscu uderzenia powstała paląca się dziura.
- Jakiś wniosek, po ataku? - spytał Rudy prostując się.
- Twój ogień chyba zostawia efekt płonięcia, jakbyś mnie tym trafił ten ogień sprawił by, że przez chwile był płonęła… - odpowiedziała Kiazu , lądując w bezpiecznym miejscu.
- Tak, a dokładniej przez jakiś czas zadawałby Ci dodatkowe obrażenia, warto nauczyć się „zostawiać ogień” na przeciwniku.
- Sprytne, nie próbowałam jeszcze tego. Pewnie te zwiększa to podatność na obrażenia?
- Tak, są sytuacje, że tak, ale póki przeciwnik ma jedno takie „podpalenie” na sobie, to nie możesz nałożyć drugiego, a w każdym razie ja nie odkryłem jak to zrobić skutecznie aby też to zadawało obrażenia.
- Brzmi jak wyzwanie. Pewnie też krócej jesteś wstanie palić wodę, a dłużej roślinność?
- Mniej więcej bo na to ma wpływ więcej czynników, jak to czy przeciwnik Ci się nagle nie ugasi.
- Noisu! - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, po czym wyprowadziła kolejny ognisty atak z daleka. Płomienne kule leciały jedna za drugą, jednak nieduża tarcza energii wytworzona na prawym przedramieniu skutecznie dawała radę. Nagle w podczas deszczu ognistych kul, Kiazu podbiegła do przeciwnika i uderzyła go szybkim kopniakiem z pół obrotu prosto w lewe ramie dowódcy. Ten tylko nieznacznie się przesunął w bok, tymczasem neczanka zauważyła, że jej prawa noga jest otoczona płomieniami, ale nie są to jej płomienie.
- Przyjemne ciepełko, ale widzę, że defensywnie też mona się od Ciebie podpalić. - powiedziała Kiazu, obserwując swoją nogę.
- Dokładnie tak, i mam jeszcze parę sporych haków w zanadrzu. - odpowiedział Rudy z wrednym uśmiechem.
- Uuu… ja też mam swoje sztuczki. - odpowiedziała Kiazu, a następnie podpaliła się jak wcześniej, ale sam atak zmienił się, tym razem przesunęła pionowo prawą ręką od lewego ramienia. W tym momencie pojawiło się kilka osobnych płomieni, które swym wyglądem przypominają ostre i nie bezpieczne, krótkie sztylety. Nowa broń z dużą szybkością poleciała w kierunku przeciwnika i zmusiła go do energicznego unikania ciosów. Wkrótce postawił ognistą ścianę, ale ostrza bez trudu przez nią przechodzą. Atak neczanki szybko się skończył więc generał postawił na bezpośredni atak i z dużą szybkością wyprowadził kolejny cios pięścią. Kiazu uniknęła tego ataku, ale niejednoczenie otarła się o zbroje przeciwnika, przez co bardziej się podpaliła nie swoimi płomieniami.
- Irytująca umiejętność. - powiedziała Kiazu.
- Ja tam się świetnie z nią bawię. - Odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Sztylety też fajne, chociaż niektóre gubią ostrość ale jakbyś się nauczyła „podpalać” to by było jeszcze bardziej niebezpieczne.
- Rozważam to. - odpowiedziała Kiazu z ogromną determinacją w głosie.
Po czym generał ruszył z impetem do kolejnego kontaktowego ataku.

************


Samotna strzelista ruina budynku, który swoim wyglądem przypomina jakąś pradawny klasztor. Zdecydowanie budzi respekt, a kiedy wydać z niej jaskrawe, świetliste, elektryczne wylądowania, to wygląda bardzo mrocznie. Spowijająca otoczenie mgła tylko podbija ten efekt. Pioruny mienią się kolorami od biało żółtych po różowo-białe i wspaniale rozchodzą się zarówno po ruinach jak ich najbliższej okolicy. Z bezpiecznej odległości, cały ten pokaz obserwuje Rina siedząca obok czarnego smoka, jak i sama bestia.
- Wygląda to niesamowicie… - powiedziała nagle Rina, robiąc ruinom w oddali kilka zdjęć, a po chwili dodała: - Chociaż nie wiem czy chciałabym być blisko tego…
- Pewnie zadbałby aby Ci nic nie zrobić, chociaż aparat pewnie by nie przetrwał. - powiedział Kronos, a następnie szybko dopowiedział: - Mógłby już skończyć.
Wodna neczanka nic mu nie odpowiedziała, jedyne co przytuliła się do potężnego ciała smoka. Po dłuższej chwili wyładowania skończyły się. Wszędzie rozniósł się przyjemny, kojący i intensywny zapach burzy, który wzbogacony mgłą nadał temu miejscu mocno mistycznego klimatu.
- Lubię ten zapach… - powiedziała Rina delikatnie się rumieniąc i głęboko oddychając.
- Wiem nawet czemu. - odpowiedział chłodno smok, delikatnie przyjaźnie warcząc pod nosem.
Nagle Kronos podniósł wysoko swoją głowę i nawet delikatnie podniósł tyłów. Jednocześnie potężna bestia zapatrzyła się na ruiny.
- Wraca. - powiedział nagle Kronos, czujnie wpatrując się w przestrzeń, a po chwili dodał: - I nie idzie sam.
- Wiesz może z kim idzie? - spytała Rina.
- Pewnie, ze zleceniodawcą, ale nie znam tego zapachu i jest dla mnie dziwnie sterylny.
- Sterylny? Co przez to rozumiesz?
- Hmm… Nie jest przesiąknięty ani krwią ani w sumie niczym. Zwykle istoty pachną otoczeniem, potem, innymi, czynnościami, ubraniami … istoty przechodzą zapachami i potrafią mieć na sobie jednocześnie setki zapachów … jakby Ci to powiedzieć … zapach tej istoty jest wręcz zamknięty. Jakby świat nie miał prawa się do niej przykleić, a ta istota tak jakby nie chłonie rzeczywistości… tylko przez nią przechodzi… nie jestem wstanie totalnie nic powiedzieć o tej istocie … ten ktoś pachnie jedynie „sobą” i totalnie niczym innym, co jest bardzo hmm… niespotykane.
- Brzmi niepokojąco …
- Nie ma co się bać... Hmm… często kiedy istota nie znajduje się w pełni w naszej rzeczywistości fizycznej, Jej powierzchnia nie wchodzi w reakcje chemiczne z materią świata. W praktyce to może być swego rodzaju hologram, podróżowanie duszą, telepatia czy po prostu duch, czy uj wie jaka inna istota, która ma po prostu taką specyfikę gatunkową.
- Mówisz dość specyficznie … ale chyba rozumiem …
- Dodatkowo, myślę, że nie przyprowadził by tutaj kogoś, gdyby ta istota miała Ci zrobić krzywdę czy miałoby coś Ci grozić. A to że dla mnie ta istota jest dziwna w zapachu, na te chwilę nie oznacza niczego złego… Jedyne co mnie mocno zastanawia, co to za istota.
- Skoro tak mówisz …
- Nie bój się, najwyżej odgryzę głowę tej istocie… - odpowiedział smok delikatnie przyjaźnie warcząc.
Rina na te słowa jedynie uśmiechnęła się oraz wtuliła się w pomarańczową bluzę.
- Zaraz się przekonamy, o co chodzi z tą istotą … - powiedział Kronos, wpatrując się w dal.

************


Ognista neczanka oraz neczański generał dalej przyjacielsko walczą ze sobą. Zdecydowanie widać po nich, że ich starcie było do tej pory bardo intensywne. Coś co jeszcze rzuca się w oczy to, to, że Rudy kondycyjnie znacznie lepiej wychodzi z tego starcia. Przeciwnicy, dusząc stoją naprzeciwko siebie, w pozycjach sugerujących, że są gotowi zarówno do ataku jak i obrony. Nagle na sale treningową wparował jakiś pułkownik, mówiąc szybko:
- Panie Generale, Panie Generale.
- Co chcesz? - spytał stanowczo Rudy prostując się i skupiając się na przybyszu.
- Królowa Sansha na linii, twierdzi, ze to bardzo pilne. - odpowiedział porucznik.
Na te słowa generał przewrócił oczami, a następnie twardo powiedział:
- Zaraz przyjdę możesz już iść.
Na te słowa oficer zasalutował, po czym wyszedł z pomieszczenia.
- Ej, serio to koniec? - wtrąciła Kiazu, trochę dysząc.
- Obowiązki wzywają, a Ty pamiętaj się teraz dobrze nawodnić. - odpowiedział Rudy idąc do wyjścia.
- Heh …. Nie miała kiedy …. - powiedziała Kiazu z rozczarowaniem.
- I Tak jak na moje pokłady wolnego czasu to udało się sporo powalczyć. W kuchni są przygotowane dla Ciebie elektrolity, możesz wziąć kilka. Wiedzą, że mają Ci dać. - odpowiedział Rudy, a następnie wyszedł z pomieszczenia. W tym momencie mocno zmęczona Kiazu padła na ziemię i bardzo ciężko oddychając.
- To było zajebiste. - powiedziała z entuzjazmem po dłuższej chwili ognista neczanka, która jest wyraźnie zadowolona, a następnie z delikatnym trudem podniosła się z ziemi i wyszła pomieszczenia. Neczanka jest zmęczona, spocona ale jednocześnie jest prze szczęśliwa i uśmiechnięta od ucha do ucha.



czwartek, 2 lipca 2026

EPIZOD 292

 

Kula Losu”

Sumi i Rina dalej są samie na tarasie. Obecnie obie Panie nie rozmawiają już ze sobą. Neczanka dalej jest trochę przerażona tym co powiedziała Jej gospodyni, jednak po dłuższej chwili zrobiła sobie zdjęcie w bluzie i z pluszakiem. Po chwili przeskoczyło przez barierkę i przyszło do neczanki dziwne stworzenie. Jest ono psowate, trójkątną paszczą która po otwarci ma trzy płaty pokryte zębami, a jego język przypomina macki jakieś ośmiornicy. Bestia jest wielkości średniego psa, nie ma ogona, za to ma małe szpiczaste uszy, zdaje się niemieć oczu, i jest ciemno szara.
- Cześć maluszku… - powiedziała przyjaźnie Rina, dając się obwąchać przybyszowi.
Zwierzak przednimi łapami wszedł Jej na kolano, więc neczanka zrobiła sobie z nim zdjęcie, a kapłanka chaosu w końcu się odezwała:
- Już nie masz co fotografować? Są tu zacznie lepsze rzeczy i istoty.
- Tobie, też mogę robić jeśli chcesz…
- Powinnaś od tego zacząć, a nie marnować miejsce w telefonie na siebie…. Chociaż dziwne, że FanRayiem, do Ciebie od tak podszedł. To dość płochliwe zwierzę, które jak już podchodzi to wywołuje najgorsze i najstraszliwsze koszmary, a nie daje się drapać za uchem.
- Uroczy słodziak… - odpowiedziała Rina, jedną ręką drapiąc przybysza za uchem, który wydaje przyjemne zadowolone mroczne dźwięki, a drugą ręką robiąc zdjęcie gospodyni.
- O Aniołek, ma nowego kumpla. - powiedział Volaure stojący na barierce tarasu.
- Jakoś mnie to nie dziwi. - odpowiedział Kurai, stojący koło brata, który po chwili zeskoczył z barierki.
Nagle zwierze odsunęło się od neczanki i zaczęło fuczeć i syczeć na przybyszy, a następnie z przerażeniem i w popłochu, uderzając nawet o szybę barierki, uciekło z tarasu, a Sumi powiedziała:
- Zwierzę od koszmarów, boi się tych dwóch, to mówi samo za siebie. - a następnie spojrzała na chłopaków i powiedziała: - Długo Wam się zeszło, następnym razem ma być szybciej bo nie dostaniecie śniadania.
- Tak, tak … „bo stać Nas na więcej” - odpowiedział Volaure.
- W rzeczy samej! - odpowiedziała dumnie Sumi.
- Nic Ci nie robiła? - spytał Kurai, podchodząc do neczanki.
- Nie…- odpowiedziała pokornie Rina,
- Tylko rozmawiałyśmy. - wtrąciła Sumi.
- Widzę. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Mamushka co z tym śniadaniem? - wtrącił Volaure.
- Możemy na nie iść. Wiecie gdzie.- odpowiedziała Sumi.
- Tak, tak tylko ojej nie przejdziesz przez Nasze pokoje. - odpowiedział Volaure.
To nie problem, i macie zaraz tam być. Aha i ona jak będzie w piżamie to nie wpuszczę Jej na śniadanie…. - odpowiedziała pogardliwie Sumi, a następnie zniknęła.
- I jak było? - Zapytał Volaure.
- Była tak samo miła jak od wczoraj jest… i ewidentnie mnie nie lubi … - odpowiedziała cichutko Rina, ze spuszczoną głową.
- Nie musi i nie przejmuj się tym, bo cokolwiek Ci nie powiedziała to się myli. - odpowiedział Kurai, przytulając neczankę.
- Teraz bardziej skupi się na Nas. - dodał Volure.
- Swoją drogą … wykorzystując ze ma mnie za głupią i nie douczoną … spytałam o tą fiolkę z rytuału… - odpowiedziała Rina.
- Sprytna dziewczynka. - pochwalił Volaure z uśmiechem.
- Czego się dowiedziałaś? - spytał Kurai.
- Ta… ta energia chaosu była od Sumi… i dała ją ponieważ …. „ nudna ta wojna, a tak będzie ciekawiej” – odpowiedziała pokornie Rina z nutą przerażenia w głosie.
- To zdecydowanie brzmi jak Mamushka. - odpowiedział Volaure.
- Już wiadomo skąd mieli mroczną energię chaosu. - powiedział Kurai.
- I wychodzi na to, że zielone zabarwienie fiolki wynika z dobrej energii chaosu. - dodał Volaure.
- Tak … - odpowiedziała Rina.
- Proponuję ominąć ten temat przy śniadaniu. - powiedział Volaure.
- Chyba, że sama go zacznie… - dodał Kurai.
- Tak, póki sama nie zacznie tematu, to nie rozmawiamy o tym, bo jeśli złe to rozegramy to wpadnie w furie, a to nie jest Nam do niczego potrzebne. - dopowiedział Volaure.


************


Generał Rudy siedzi w swoim gabinecie, ma ogrom raportów, ale jest dużo spokojniejszy niż poprzedniego dnia. Bardzo sporadyczne walki na terenie rowu jeszcze trwają, ale nie wymagają już az tyle Jego uwagi. Razem z nim w gabinecie zasiadają jego dwaj kapitanowie.
- Przeciwnik wycofuje się praktycznie ze wszystkich stanowisk i oddziały rozpraszają się w małych grupkach po terenie. - powiedział Amis.
- Na te chwilę jesteśmy bezpieczni. - powiedział Moyoshi.
- Nie wiem na ile to nadal pewne ale karawana Chifuina i Nyxany nie dotarła jeszcze do lawowego pałacu. I o ile raporty są trafne, to Ona nadal odczuwa skutki ataku. - dodał Amis.
- Notabene to dobre wieści. - odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Dobra Panowie wracajcie do swoich zajęć.
- Tak jest! - odpowiedzieli oficerowie i wstali do wyjścia.
- Moyoshi, Ty zostajesz.
- Em… dobra … - odpowiedział Moyoshi siadając.
W tym samym czasie Amis wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
- To co chciałeś? - spytał Moyoshi.
- Dziwnie się zachowujesz.
- Nie, wydaje Ci się…
- Tak, tak i wrzucasz kogoś do karceru bez mojej wiedzy…
- Już zdążył się poskarżyć?
- Nie musiał. Naprawdę myślałeś, że nikt się nie zorientuje, że GO nie ma?
Moyoshi nic na to nie odpowiedział, jedynie co widać po nim zmieszanie.
- Dobra o co poszło? - kontynuował Rudy.
- Bezpodstawnie mnie zaatakował to dostał karę.
- Jasne, nie bajeruj mi tu i nie wkurwiaj mnie bardziej.
- Zerwałem z Diuną i o to poszło, bo niby przywaliłem się do czegoś co sam niby robiłem…
- A nie robiłeś?
- Nie na Jej oczach …
- Ale robiłeś?
- Nie tak jak Ona…
- Dobra…. - odpowiedział Rudy, pocierając oczy ręką, a następnie dodał: - Posłuchaj jak poszło między innymi o to, że przeleciałeś kilka panienek będąc jednocześnie z Diuną, to jako Jej brat miał prawo się wkurwić.
- Wielkie mi co …
- A Ona co zrobiła, że z Nią zerwałeś?
- Całowała się z Stevenen…
- Oho ktoś tu jest hipokrytą na najwyższym poziomie, i coraz mniej się dziwie, że Hachi Ci przywalił… Jak na moje to i tak masz szczęście, że obaj bracia Cię nie dopadli i całkiem nieźle wyglądasz.
- Byłem u medyków i uleczyli mnie. Przez tego melepetę wyglądałem gorzej….
- I bardzo dobrze, co by nie mówić zasłużyłeś. I słuchaj skoro nie jesteście sobie pisani to trudno, znajdź sobie inną dziewczynę którą będzie tolerować jednostronne zdrady, albo weź przykład z Amisa i miej otwarty związek gdzie OBIE strony mają prawo do zabaw innymi, a nie tylko jedna. Weź to na chłodno i wyjdziesz na tym dużo lepiej.
- Może masz racje…
- A i byłbym rad aby oddział nie obrywał, przez to ze zerwaliście.
- Postaram się…
- Nie postaram się, a tak ma być. Pogadajcie, daliście sobie po mordach to teraz czas na piwo.
- No w sumie, tak jakoś powinno być.
- I tak masz pozwolenie, możesz zabrać z zapasów piwo, nawet to procentowe na tą rozmowę… - powiedział stanowczo Rudy, a po chwili dodał: - Kurde, Moyoshi jesteś dorosły facet weź ogarnij dupę, to nie przedszkole. Macie tam swoje sprawy, spoko, ale macie to ogarnąć tak aby był spokój, bez niepotrzebnych spięć. Nie mowie, że masz wracać do niej, dla Was zdecydowanie będzie lepiej jak będziecie osobno, i nie musicie się teraz lubić ale ma być spokój!
- Tak jest… - odpowiedział mocno zmieszany Moyoshi z nutką strachu w głosie, a po chwili spytał:- A z nim już gadałeś?
- Nie, z nim będę rozmawiał jak Kurai wróci.
- Przy nim?
- No tak, a co? Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć?
- Nie, nie … nic takiego…
- Na pewno?
- Em … możliwe, że mnie poniosło …
- Iiii? Stary do brzegu…
- Możliwe, że spoliczkowałem Rinę …
- Ja pierdole… Moyoshi … Ty masz w ogóle jakiś instynkt samozachowawczy?
- No poniosło mnie, a nie chciałem krzywdzić Diuny, a byłem wkurwiony…
Na te słowa Rudy zrobił klasycznego face palma, a następnie powiedział: - Kurde Stary odwalasz takie rzeczy i dziwisz się, że nagle spokojny Hachi dał Ci po mordzie?
- Jak mówisz to na głos to jednak nie brzmi to dziwnie ….
- Dobra, tym bardziej nie wiem jak to zrobisz, ale macie się pogodzić! Ta wojna dostatecznie już Nas wykańcza, nie potrzebujemy takich jazd w obozie i napięć między swoimi ludźmi, rozumiemy się!?
- Dobra … ale błagam pomóż mi …
- Zobaczę co się da zrobić, ale nic nie obiecuje… i masz ogarnąć tą sprawę tak aby był spokój! Ma nie być wojny między Wami.
- Naprawię to…
- No ja myślę…


************


Śniadanie u kapłanki Chaosu dobiegło już końca. Wszyscy jej goście zasiadają w sali kominkowej, gdzie dopijają jeszcze herbatę, czy soki owocowe. Sumi klasycznie jest na swojej chmurce i siedzi w niej jak na bardzo wygodnym fotelu, a na kanapie siedzi Kurai, ubrany w jeansy i czarny T-shirt. Obok niego siedzi Rina ubrana w neczański mundur oraz pomarańczowej bluzie, a obok niej siedzi Volaure.
- To jak to się stało, że zostałeś księciem? - spytała nagle Sumi.
- Dossakowi zmarło się, na chorobę zwaną sztyletem. - odpowiedział spokojnie Volaure, szczerząc kły.
- Zagranie z wyższej półki. Musiał mieć świetną minę kiedy ginął z Twojej ręki jeszcze po tym wszystkim. Długo już rządzisz na Zekeren? - kontynuowała Sumi.
- Z 6-7 lat może trochę dłużej. - odpowiedział książę.
- Pewnie Brata zrobiłeś jakimś oficerem swoich wojsk? - dopytywała dalej Sumi.
- Otóż nie, ale i tak jest kapitanem - odpowiedział Volaure.
- Jestem kapitanem neczańskich oddziałów. - wtrącił chłodno Kurai.
- Królowa by na to nie pozwoliła. - odpowiedziała Sumi.
- Za to Rudy i Ankara już tak. - dodał Volaure.
- Ah to w ten sposób i jakieś machlojki za plecami, no tak czego można by było się po Was spodziewać. Mało kiedy robicie coś otwarcie. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała: - Swoją drogą pamiętasz moją przepowiednie przy pewnych okolicznościach?
- Masz dużo przepowiedni, doprecyzuj. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Taką z kulą losu… wtedy co …
- Pamiętam i co z tą przepowiednia? - odpowiedział Kurai, przerywając wypowiedz kapłanki chaosu.
- Znowu jakieś czary mary… kula losu? - zainteresował się Volaure.
- Takie powiedzmy metalowe ustrojstwo… - odpowiedział Kurai.
- „Gdy kula losu spocznie w ustach, oddech stanie się próbą, a czas... szeptem. Tylko prawdziwa miłość rozpozna jej ciężar i odwagę, by sięgnąć tam, gdzie strach każe odwrócić wzrok. K
ula pozostanie, a los dopełni wyroku i zapanuje chaos. Jeśli chcesz zmienić los to musisz podjąć wyzwanie.” - powiedziała Sumi, z delikatnie pustymi oczami.
- Że też Mamushka pamięta wszystkie te swoje wróżby. - powiedział Volaure, a następnie dodał: - I niby chcesz to zrobić Aniołkowi?
- Już to zrobiłam, była w jej piciu które właśnie wypiła do cna. - odpowiedziała dumnie Sumi.
W tym momencie wszyscy spojrzeli na Rinę, która właśnie odkładała pustą szklankę. Nagle w buzi pojawiła się jej spora metalowa kulka, której nie mogła ani wypluć ani połknąć. Jednocześnie łzy zaczęły spływać Jej po policzkach, i nie mogła wydusić z siebie nawet słowa.
- Kurde już wiem o jaką kulę chodzi…. Mamushka pogrzało Cię!? - powiedział Volaure podnosząc się z kanapy.
- Kurai, Ty wiesz co masz zrobić, a Ty się nie wtrącaj. - odpowiedziała Sumi.

- A co boisz się, że pokona Cię ktoś równy Tobie!? - spytał Volaure z wrednym uśmiechem.
- Nie schlebiaj sobie…
- Dobra Mamushka teraz jej to wyjmij i zakończmy tą zabawę.
- Niech no pomyślę…. NIE i szykuj się dla Ciebie też mam test.
- Jakby Ci to powiedzieć, NIE.
- Jesteś wredny!
- Ja? Skądże znowu… jestem do rany przyłóż… - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Mamushka może Tobie wsadzimy taka kulkę losu do buzi, będzie zabawnie.
- A co chcesz mi ją wyjąć? Myślisz ze robisz to az tak dobrze?
- Oho, stepująca Mamushka się obudziła.
- Chciałbyś.
- Jakbyś jeszcze dotrzymywała mi kroku...
W międzyczasie Kurai, przewrócił oczami, wziął ukochana za rękę i wstał. Chwilę za Nim Rina, memląca buzią, też wstała i dała się prowadzić. Chociaż drugą ręką próbowała wyjąc kulę lecz bez skutecznie. Neczanin zaprowadził ją pod ścianę, oparł ukochaną o nią, następnie złapał ją za ręce, wziął je do góry i sam się oparł lewą ręką, nad głową dziewczyny, jednocześnie unieruchamiając jej ręce. Swoją prawą dłoń zaś położył jej na szyi, tak aby unieść jej głowę do góry a jednocześnie unieruchomić ją.
- Wiem, że to trudne ale spokojnie… unormuj oddech ...- powiedział chłodno Kurai.
Neczanka pokiwała głową i próbowała to robić najlepiej jak potrafiła. Neczanin odczekał chwilę, a następnie głęboko i namiętnie pocałował Rinę w prosto w niespokojne usta. Dziewczyna czuje jak kulka i nie tylko ona przemieszcza się w jej buzi, pieszcząc jej podniebienie. Całe ciało dziewczyny drży, sam uścisk jej partnera jest wystarczająco mocny by ani nie zabrała głowy, ani nie wsadzała rąk do buzi, a jednocześnie na tyle delikatny aby nie zrobić jej krzywdy. Po dłuższej chwili ich usta rozdzieliły się, ręce dziewczyny zostały puszczone. Neczanka zakryła ręką swoje usta, z wielkimi niedowierzającymi oczami. Stało się jasne, że neczanin tym pocałunkiem i swoim językiem wyjął jej kulkę z buzi. Po chwili Kurai wypluł ją i spytał:
- W porządku?
- Tak … - odpowiedziała Rina, a po chwili rumieniąc się dodała: - W pewnym momencie … To … to było całkiem przyjemne …
Kurai nic jej nie odpowiedział, jedynie rzucił obślinioną kulką losu w Sumi. Kapłanka Chaosu mimo że zagadana, bez trudu ja złapała, i oglądając swoje narzędzie powiedziała:
- O i po krzyku, jak widać się dało.
W tym momencie ociekająca śliną kulka roztopiła się, pozostawiając po sobie jedynie mokrą i dość obrzydliwą, gęstą, ciekła plamę.
- Brat, jak Ty to? - spytał Volaure, odwracając się do neczanina.
- Kwestia wprawy… - odpowiedział chłodno Kurai.
- Wiedziałem, że robisz to zajebiście, ale że aż tak… No no … Zaintrygowałeś mnie. - powiedział Volaure z zadziornym uśmiechem.
Kurai na to nic nie odpowiedział jedynie podszedł do Sumi, a następnie twardo i stanowczo powiedział: - Nigdy więcej nie odwalaj takich akcji, zwłaszcza z NIĄ!
- E tam poradziłeś sobie i to znacznie lepiej niż myślałam. Zakładałam, że zginie w męczarniach, no może z nutą przyjemności. A tu zaskoczenie udało Ci się ją wydostać… - odpowiedziała Sumi pełna pogardy, a po chwili, jak zauważyła, że wszyscy wychodzą powiedziała: - A wy dokąd? Jeszcze z Wami nie skończyłam.
- Skończyłaś. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Chyba żartujecie! - krzyknęła Sumi.
- Mamushka każdego z Nas już w wzywają obowiązki, oraz lepiej abyśmy nie przedłużali tych wspaniałych chwil, bo jak tak dalej pójdzie to zapas szlugów bardzo szybko się skończy i przestanie być przyjemnie. - odpowiedział Volaure z delikatnie zadziornym i wrednym uśmiechem. Następnie wszyscy wyszli. Wkrótce wszyscy byli już na tarasie przed pokojami chłopaków. Rina poszła się pakować, a panowie stoją na tarasie. Po chwili Volaure wyjął papierosy i spytał:
- Mogę zapalić?
- Taaa …. - odpowiedział Kurai.
- Chcesz?
- Nie dzięki.
- Przyznaję Brat, że aż mnie skręca i mam ochotę abyś ze mną zrobił to samo. - powiedział Volaure, stając na wprost neczanina patrząc mu w oczy.
- To niech skręca Cię dalej. - powiedział twardo Kurai.
- Innej odpowiedzi się nie spodziewałem. - odpowiedział książę, a następnie oparł się tyłem o barierkę, zapalił papierosa i zaciągnął się nim, po czym wręczył swojego papierosa przyjacielowi mówiąc: - Masz, jeden buch Ci się przyda.
Kurai bez słowa, przyjął ten gest, po czym dość głęboko zaciągnął się, a następnie powoli wypuszczając dym oddał papierosa. W tym momencie do panów podeszła Rina.
- Co tam Aniołku? - spytał Volaure.
- Przyszłam oddać Ci bluzę… - odpowiedziała Rina.
- Lepiej Aniołku póki co ją zatrzymaj, jeszcze spędzicie tu czas przed wylotem na Kronosie. Oddasz mi na następnym naszym spotkaniu. - odpowiedział Voltaire mrugając okiem.
- O oki ... - powiedziała dziewczyna.
Książę podszedł do wodnej neczanki, tak aby dym z papierosa nie leciał na nią, i wyjął z
prawej kieszeni pomarańczowej bluzy, paczkę papierosów mówiąc:
- Tak myślałem, że się przydadzą. Potrzebujesz ich jeszcze?
- Nie, możesz je zabrać. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Świadomie je zostawiłeś? - spytała Rina.
- Owszem. Mamushka ma swoje wnerwiające momenty, podbite swoją mocą, które wkurzają nawet opanowanych… - odpowiedział Volaure, szczerząc radośnie kły, a następnie spoglądając na zegarek dodał: - Dobra dzieciaki, muszę wracać na Zekeren, a Wy też powinniście opuścić to miejsce. Mamushka raczej zaraz zacznie nakręcać się coraz bardziej.
- Taaa … zabierzemy rzeczy, idziemy po Kronosa i też spadamy. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Myślę, że Rudy nie powinien Wam robić problemów, ale w razie problemów w obozie, czy nawet z królową to dzwon. Ogarnę. - poinformował Książę.
- Spoko. - odpowiedział Kurai.
- I macie dać znać, jak dotrzecie do obozu. - powiedział Volaure.
- Dobrze. - odpowiedziała Rina z uśmiechem, a po chwili spytała: - Zrobimy sobie wspólne zdjęcie?

Na te słowa Panowie bez słowa stanęli koło niej, także dziewczyna była pośrodku nich. Następnie książę wziął od neczanki telefon i zrobił selfie całej obejmującej się trójce, w taki sposób aby nie było widać jego papierosa.
- Proszę. - powiedział Volaure.
- Dzięki. - odpowiedziała Rina.
Po chwili władca, zaciągnął się po raz ostatni, wypuścił spokojnie dym, zgasił papierosa, i radośnie przytulił neczankę, dał jej buziaka w policzek i powiedział:
- Jesteś bardziej niesamowita niż myślisz.
Po czym książę pożegnał się z przyjacielem powitaniem z Zekeren i zniknął.
A telefon elektrycznego neczanina zaczął dzwonić. Ten odebrał telefon mówiąc:
- Co potrzebujesz?
Słychać tylko to co mówi neczanin…
- Gdzie to jest? …. Za jakieś 3 godziny…..
A następnie po dłuższej chwili bez słowa, zakończył rozmowę.
- Coś się stało? - spytała Rina.
- Nie, ale po drodze zajrzymy w jedno miejsce. - odpowiedział Kurai.
- Spoczko… jakaś misja na boku?
- Można tak powiedzieć, mam rzucić okiem jedną rzecz, a dokładniej przeładować ją swoją energią.
- Może być fajnie.