„Próby
naprawy i zabawy”
Neczański
obóz stały, generał Rudy zasiada w swoim gabinecie i pije kawę.
Nadal ma dużo na głowie, ale zdecydowanie mniej niż podczas
ostatniego ataku wroga. Nagle pojawiło się mu video połączenie
przychodzące z pałacu sojuszu. Rudy przewrócił oczami, po czym
odebrał mówiąc:
- Generał Rudy BiRyu słucham.
W tym
momencie oczom generała ukazał się Ambasador Ankara w swojej
masce, który odpowiedział:
-
Generale, chciałbym aby konkretny oddział ruszył w pościg za
Nyxaną, mianowicie ChiZ02.
-
Za pozwoleniem dlaczego akurat Oni?
-
Szanowny Generale pomijając fakt, że są oddziałem do zadań
specjalnych, a to ewidentnie jest zadanie specjalne, którego ich
renoma jest godna, a wyjątkowe umiejętności będą niezwykle
przydatne. To uważam, że najlepiej nadadzą się do tej misji
ponieważ pewna wspaniała dama miała z nią kontakt i nadal żyję.
Reszta ludzi czy oddziałów nie może się tym szczycić, a
dodatkowo posiadają coś co Nyxana, chciałaby zdobyć dla siebie.
-
Ignisa, księcia płomieni. - odpowiedział Rudy.
-
Dokładnie generale, nie wysyłając ich narażamy obóz na kolejny
bestialski atak z zaskoczenia, kiedy tylko Nasi szanowni przeciwnicy
wyliżą rany. A nie dając im tego zrobić sprawimy, że będziemy
jeden ruch przed nimi. Dzięki temu my będziemy grali w szachy kiedy
Nasi przeciwnicy grają w warcaby.
-
Wyruszą jak najszybciej będą wstanie. - odpowiedział Generał.
-
Świetnie.
- odpowiedział Ankara, a następnie rozłączył się.
Generał
zamknął swojego laptopa, a następnie wyjął telefon, wybrał
numer i zadzwonił.
-
No, co chcesz?
-
Miło słyszeć Twój głos… Macie łączność?
-
Nie przetrwała spotkania z Nyxaną. -
odpowiedział chłodno Kurai.
- Dobra, a kiedy będziecie?
-
Dzisiaj prawdopodobnie wieczorem.
-
Wolałbym abyście wrócili wcześniej. Mam dla Was ważną misję,
jutro z samego rana ruszacie.
-
Nie będę zajeżdżał smoka. Wrócimy tak szybko jak się da.
-
Hmm… A ile smoki odpoczywają po walkach w turnieju?
-
Serio teraz musisz to wiedzieć?
-
Tak, teraz to ważne, odpowiadaj.
-
Odpoczywają różnie, zwykle kilka dni… ale po każdej swojej
walce dany smok spędza czas w komorze leczącej, aby być w pełni
sił na kolejną walkę. My takowej nie mamy, więc Kronos nie jest
do końca wypoczęty. Lecimy i jak będziemy to będziemy, a rano na
misję i tak pójdziemy.
-
Dobra, jak wrócicie chce Cię w swoim gabinecie to ogarniemy
odprawę. - odpowiedział Rudy.
-
Tak jest. -
odpowiedział Kurai.
Następnie generał zakończył połączenie,
westchnął i wysłał SMS
************
Wysoko
na błękitnym niebie leci wielki czarny smok, który na grzbiecie ma
dwójkę neczan. Z przodu z podkulonymi nogami siedzi dziewczyna, z
torbą przerzuconą przez ramię, i położoną przed sobą, a za nią
siedzi chłopak z plecakiem na plecach. Neczanin mimo że zasiada z
tyłu to On kieruje smokiem.
- Czemu nie powiedziałeś Rudemu,
że mamy misję na boku? - spytała Rina.
- Nie musi tego
wiedzieć. Otrzymał zgodne z prawdą informacje i tyle mu starczy.
- odpowiedział chłodno Kurai.
- Niby tak, ale w sumie jest
naszym przełożonym….
- Owszem, ale ma te dużo innych rzeczy
na głowie i w tej chwili interesuje go tylko abyśmy dotarli na
czas, bo ma dla Nas nową misję… Nie ma potrzeby informować go o
każdym naszym kroku.
- W sumie … coś w tym jest… na grupie
napisałam, że wracamy i tyle…
- To dobrze.
- Zrobimy
sobie zdjęcie lecąc?
- Tak, ale nie poprawiaj prawego
ramienia.
- Oki. - odpowiedziała Rina, po czym wyciągnęła z
torby zarówno maskotkę jak i selfiesticka.
Neczanka ma
odsłonięte prawe remie gdyż i bluza i koszula zsunęły się z
niego. To dodawało jej uroku. Wkrótce dziewczyna zrobiła zdjęcie,
a kiedy chowała swoje rzeczy to dostała przyjemnego delikatnego
całusa w odsłoniętą szyję, a po chwili kolejnego.
-
Kurai…
- Hmm?
- Lubię jak tak robisz …
- Yhym…
Następnie elektryczny neczanin przyssał się między szyją,
a łopatką dziewczyny i szybko i sprawnie pozostawił jej tam
malinkę, która jest delikatnie z tyłu Jej ciała.
- Tak to
znaczy jak? - spytał nagle w tym samym czasie Kronos.
- Nie
musisz wiedzieć. - odpowiedział twardo Kurai, prostując się.
-
Heh … Róbcie co chcecie ale nie na moim grzbiecie! - powiedział
Kronos.
- A co zrzucisz Nas? - spytał Kurai.
- Ciebie może
jeszcze, ale Jej bym nie chciał. Ponawiam co tam robicie? -
odpowiedział Kronos.
- Heh … Nie robimy nic wartego uwagi…
- odpowiedział Kurai.
- Tak, tak jak zawsze… - powiedział
Kronos.
- Hmmm… Mogę mieć pytanie trochę z innej beczki? -
wtrąciła Rina.
- Jasne, pytaj… - odpowiedział Kurai.
-
Em …. Myślisz, że Volaure sypia z Sumi?
- Nie wiem. Nigdy
ich nie przyłapałem, ani pytałem o to… - odpowiedział Kurai, a
następnie dodał: - Co prawda Jego texty na to wskazują, że tak
jest, ale z Jej strony brzmi to jakby Jej tak dogryzał. Zapytaj go
przy okazji. Kto jak kto ale Ty akurat możesz zadać mu najbardziej
intymne pytanie, a i tak odpowie.
- W sumie masz racje … -
powiedziała Rina, po chwili namysłu.
- Osobiście uważam, że
Sumi jest aseksualna, tylko pozwala na sprośne żarty, jak i lubi
dręczyć innych i patrzeć jak daleko się posuną nawet w takich
kwestiach. – wtrącił Kronos.
- Taa… możesz mieć rację.
- odpowiedział Kurai.
- Prędzej zmusiła by Volaure albo
Kurai’a do czegoś co by przekroczy ich granice, niż sama dać się
„wykorzystać” w każdym aspekcie. - dodał Kronos.
- To
akurat potwierdzam. - powiedział Kurai.
- Rozumiem … czyli to
skomplikowane …. - odpowiedziała Rina, a następnie spytała: -
Hmm… Ciekawe, że Sumi nie zaczęła jednego tematu…
-
Skupiła się na swoich wróżbach, i pewnie zrobiła by to później,
ale wyszliśmy. - odpowiedział Kurai.
- A to dlatego chodziła
zła jak osa, śmieliście wyjść za nim skończyła. - wtrącił
się Kronos.
- Taaa … - odpowiedział Kurai.
- Myślisz,
że będzie do Was wydzwaniać? - spytała wodna neczanka.
- Na
moje oko tak o, nie odezwie się wcale. Przez lata milczała i raczej
wymaga abyśmy to my odzywali się do Niej. A że obaj mamy to gdzieś
to jest jak jest… Jak już może odezwie się jak dowie się
czegoś o Tobie, bo ją zaintrygowałaś. Ewentualnie odezwie się do
Volaure, bo on prędzej odbierze niż ja, aby dowiedzieć się czegoś
więcej o Tobie i Twoim rodzeństwie. - powiedział elektryczny
neczanin.
- Rozumiem …. czyli raczej będziemy mieli od niej
spokój? - spytała neczanka.
- Tak, raczej tak. No chyba, że
ktoś znowu postanowi Nas tam zabrać…
- Wal się, gdyby nie
to już dawno byłbyś martwy. - odpowiedział Kronos.
- Hmm…
a tak swoją drogą jak sądzisz długo zejdzie nam ta misja na boku?
- zmieniła temat Rina.
- Mam nadzieje, że nie. - stwierdził
Kurai.
************
Hachi
i Otachi właśnie ogarniają sprzątanie obozu, więc chodzą z
workami na śmieci i zbierają każdego ewentualnego śmiecia jakiego
znajdą. Ich worki nie są już puste, ale jeszcze sporo obozu do
przejścia przed nimi. Kiedy bracia znajdują jakiś papierek po
batonie to Otachi używając swojej mocy wiatru podnosi go, a Hachi
otwiera worek i łapie go w powietrzy. Natomiast kiedy znajdują coś
cięższego, to role odwracają się i ziemny neczanin przy pomocy
swojej mocy podbija takiego śmiecia a Otachi otwiera worek aby w
niego trafić. Więc obaj dobrze się przy tym bawią.
- Dawaj
Bro! - Krzyknął Otachi otwierając worek.
- Pa na to! -
odpowiedział Hachi, podbijając szklaną butelkę mocą, a następnie
kopnięciem z półobrotu strzelił butelką prosto do worka.
Następnie obaj bracia krzyknęli radośnie:
- GOOOOOOL!
-
Hachi idziesz ze mną. - powiedział nagle Moyoshi, który przyglądał
się przez jakiś czas zabawę chłopaków.
- Serio? Serio Ziom?
Przeszkadza Ci, że wykonujemy swoje obowiązki na luzie i musisz się
przywalić? - odpowiedział Hachi.
- Zostaw worek i chodź ze
mną, Otachi sam się tym zajmie, TO ROZKAZ! - kontynuował
Moyoshi.
- Tak jest… - odpowiedział niechętnie Hachi,
oddając worek bratu.
Następnie Hachi zaplótł swoje ręce na
karku i spokojnie podążał za kapitanem. Chociaż ewidentnie mu się
to nie podobało. W totalnej ciszy, przeszli przez kręte uliczki
obozu, a następnie na dach budynku oficerskiego.
- Ooo tym
razem nie do podziemi, a tam tak fajnie było. Czyżby zwiedzanie
nowych regionów i dostanę trofkę za nowy biom? - powiedział
Hachi, stając na dachu.
- Co Ty do mnie mówisz? - Spytał
Moyoshi, a potem prawie od razu dodał: - Mniejsza…
Następnie
kapitan zza klatki schodowej wyciągnął dwa zamknięte piwa i jedno
wręczył Hachiemu mówiąc:
- Musimy pogadać.
- To jakiś
podstęp? Zaraz wpadną porucznicy i dostanę kolejną karę za picie
piwa na służbie?
- To zerówki. Serio chce pogadać, ale coraz
bardziej nie widzę w tym sensu.
- No dobra o czym? - spytał
Hachi otwierając swoje piwo, przez odkręcenie kapsla.
- O
Diunie… O daniu po mordach … - odpowiedział Moyoshi również
odkręcając swoje piwo.
- Oho rozmowa dla dorosłych… Tylko
chyba się nie...
- Nie kończ, wolałabym za chwile znowu
czegoś nie dowalić i jeszcze bardziej nie zjebać.
- Luz Ziom,
kontynuuj…
************
Do
przestronnej sali treningowej wszedł wysoki, dobrze zbudowany
mężczyzna, o rudych włosach, pomarańczowych, powalających oczach
i lekko opalonej cerze. Ubrany jest on w zwykłe granatowe jeansy i
żółtego T-shirt. Dodatkowo jego szyję zdobi wisiorek z symbolem w
kształcie niepełnego
otwartego od dołu okręgu z zawijającymi się na zewnątrz końcami.
Generał
stanął na środku i coś zaczął robić w telefonie. Po dłuższej
chwili do pomieszczenia wpadła Kiazu ubrana w krótkie czerwone
spodenki oraz czarny top od munduru. Dodatkowo włosy ma spięte w
wysokiego kucyka, a jej złoty wisiorek serca jest na czarnej
aksamitnej obroży.
- Sorry! - powiedziała Kiazu zaraz na
wejściu.
- Spokojnie, jesteś o czasie, to ja przyszedłem
wcześniej. - odpowiedział Rudy.
- Hmm… dobrze pamiętam, że
to tak zwana "głowa smoka"? - Powiedziała Kiazu
podchodząc do przełożonego i biorąc Jego symbol do ręki, dodała:
- Strasznie go lubię.
- Tak dobrze pamiętasz to „głowa
smoka” czy też Księżycowy Węzeł Północny - odpowiedział
Rudy, a następnie spytał: - To co gotowa i jedziemy z tym koksem?
-
TAAAK! Chociaż szkoda, że nie będzie fotek ze starcia.
-
Przeżyjesz. Teraz mam chwilę. Później nie wiadomo co będzie.
-
Patrząc po ostatnich wydarzeniach do może być sajgon…
- Ano
… Walka na gołe pięści i moce?
- Hmm… spodziewałam się
broni żywiołu, ale w sumie to może być fajna odmiana.
- I
przednia zabawa – dodał Generał.
- O TAK! - odpowiedziała
Kiazu cała się podpalając.
Tymczasem Rudy, schował telefon,
stanął stosunkowo prosto i delikatnie zadziornym uśmiechem, gestem
ręki pokazał „no chodź”. W tym momencie Kiazu z impetem
ruszyła do ataku.
************
Kronos
leci nad rozległą zieloną polaną, gdzie znajduje się samotnie
stojąca ruina budynku, który swoim wyglądem przypomina jakąś
pradawną świątynie czy klasztor. Nawet z powietrza widać, że
cześć murów jest strzelista i zdecydowanie kiedyś miała budzić
respekt. Doskonale też widać spękania, ubytki, nieregularne
krawędzie, jak i to że jest obrośnięta jakimś bluszczem, który
w tym momencie jest doskonałą częścią całości. Nieopodal niej
znajdują szpiczaste góry, które swym pasmem tworzą półksiężyc,
obejmujący zarówno polanę jak i ruiny. W okolicy unosi się też
delikatna mgła. Wkrótce Kronos wylądował pod najwyższymi
szczytami, a jednocześnie stosunkowo nie daleko od ruin.
- Nie
podoba mi się to miejsce. - powiedział Kronos.
- Mi też nie.
- odpowiedział Kurai, a następnie, zsiadając ze smoka powiedział:
- Zostańcie tutaj.
- Dobrze. - odpowiedziała Rina.
Następnie
Neczanin zdjął plecak, wyjął z niego swoją czarna bluzę z
kapturem i napisem „ nie dotykać urządzenie elektryczne” i
trupią czaszką z piszczelami, następnie zostawił plecak tuż obok
Kronosa i z rękami w kangurowej kieszeni, spokojnie ruszył w
kierunku ruin.
- Czemu nie podoba Ci się to miejsce? - spytała
Rina wyjmując aparat.
-
Ma dziwną energię, nie umiem powiedzieć co mi w niej nie pasuje
ale jest ona niepokojąca i taka ciężka. - odpowiedział Kronos.
-
Hmmm… jest tu na pewno znacznie chłodniej niż u Sumi, czy w
powietrzu.
- Tak, to też. - odpowiedział Kronos, a po chwili
dodał: - Rina, nie chce abyś się oddalała. Co prawda masz bluzę
Volaure, ale postaraj się być blisko.
- Dobrze. -
odpowiedziała neczanka robią zdjęcie.
************
Hachi
i Moyoshi dalej rozmawiają na dachu, kiedy nagle wszedł tam Otachi,
to usłyszałam nawet śmiechy i dobre żarty.
- O Siemasz Bro.
- powiedział nagle Hachi.
- Yo … Moyoshi, Amis Cię szuka. -
powiedział Otachi.
- Dobra, robota wzywa. - odpowiedział
Moyoshi, a następnie dopił piwo ze swojej butelki i powiedział:
Tam macie jeszcze dwa. I jak coś nic nie widziałem.
- Luz
Ziom. - odpowiedział Hachi.
Następnie oficer podał prawą
dłoń obu braciom i następnie zszedł z dachu.
- I jak Bro? -
spytał Otachi.
- Na luzaku. - odpowiedział Hachi, a następnie
biorąc ostanie dwie butelki powiedział: - O Moyoshi zostawił Nam
dwa niskoprocentowe browce.
- Noisu. - odpowiedział Otachi,
przejmując jedną butelkę, po czym spytał: - Widzę że relacje
naprawione?
- A no, klasyczne danie sobie po mordach, a potem
pójście na browca, co prawda do tej pory to były zerówki, ale
liczy się.
- I zajebiście Bro, Nasz numer aktualny?
- A
jak. - opowiedział Hachi z uśmiechem godnym chochlika.
-
Zgoda, zgodą a zabawa zabawą.
- O to to to Bro.
Następnie
Neczańscy Bracia stuknęli się butelkami i wzięli po łyku
zdobyczy.
************
Sparing
między Kiazu a Rudym dalej trwa, a oboje są już całkiem nieźle
spoceni, co sugeruje, że ich starcie należy do tych intensywnych.
Nagle Kiazu otoczyła się płomieniami. Z jej rozpostartych dłoni
wylewały się płomienie, wijąc się w powietrzu niczym żywe
skrzydła, rozpalone do barwy złota i krwi. Każdy ruch jej rąk
zdawał się rozkazywać żywiołowi, który posłusznie tańczył
wedle jej woli, a jednocześnie biło od niego nieprzewidywalnością
i chaosem. Dodatkowo stoi ona stabilnie, przepełniona pewnością
siebie. Patrząc na nią było widać jak cale zmęczenie odeszło w
cień i była gotowa, na kolejny długi bój.
- Miało być bez
mocy, ale skoro tak ładnie prosisz to wchodzę w to! - powiedział z
determinacją w głosie Rudy, uważnie obserwując pokaz mocy
przeciwniczki. Następnie sam otoczył się płomieniami, ale
zupełnie inaczej niż Kiazu. Płomienie generała otoczyły go w
taki sposób, że utworzyły ognistą zbroję na jego ciele, która
przypomina swym wyglądem średniowieczną rycerską zbroję.
Dodatkowo ma pieści otoczone ogniem, prawie jakby miał rękawice
bokserskie na sobie.
- Wow, chyba pierwszy raz widzę jak
używasz mocy do walki. - powiedziała z podziwem Kiazu, fascynując
się tym jak przeciwnik wykorzystuje płomienie.
-
Nie mam okazji zbyt często walczyć mocą, ale to co widzisz
idealnie pasuje i współgra do tego, że lubię siłownie, gdzie
trenuje tak a nie inaczej. - odpowiedział Rudy.
- Czyli mocne
ciosy i raczej na bliski dystans… - powiedziała Kiazu.
- No
brawo, ale to jeszcze nie znaczy ze sobie poradzisz.
- Nie, ale
na pewno spróbuję. - odpowiedziała ognista neczanka, a następnie
wystrzeliła ognistą kulę prosto w przeciwnika.
Na ten atak
Rudy bez trudu zablokował, prawym przed ramieniem, po czym
delikatnie się przesunął i wyprowadził potężny lewy sierpowy.
Kiazu dosłownie w ostatniej chwili odskoczyła w górę, unikając
tym samym ataku, dzięki temu potny cios uderzył w podłogę.
Płomienie po ataku rozniosły się po całym pomieszczeniu, a w
miejscu uderzenia powstała paląca się dziura.
- Jakiś
wniosek, po ataku? - spytał Rudy prostując się.
- Twój ogień
chyba zostawia efekt płonięcia, jakbyś mnie tym trafił ten ogień
sprawił by, że przez chwile był płonęła… - odpowiedziała
Kiazu , lądując w bezpiecznym miejscu.
- Tak, a dokładniej
przez jakiś czas zadawałby Ci dodatkowe obrażenia, warto nauczyć
się „zostawiać ogień” na przeciwniku.
- Sprytne, nie
próbowałam jeszcze tego. Pewnie te zwiększa to podatność na
obrażenia?
- Tak, są sytuacje, że tak, ale póki przeciwnik
ma jedno takie „podpalenie” na sobie, to nie możesz nałożyć
drugiego, a w każdym razie ja nie odkryłem jak to zrobić
skutecznie aby też to zadawało obrażenia.
- Brzmi jak
wyzwanie. Pewnie też krócej jesteś wstanie palić wodę, a dłużej
roślinność?
- Mniej więcej bo na to ma wpływ więcej
czynników, jak to czy przeciwnik Ci się nagle nie ugasi.
-
Noisu! - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, po czym wyprowadziła
kolejny ognisty atak z daleka. Płomienne kule leciały jedna za
drugą, jednak nieduża tarcza energii wytworzona na prawym
przedramieniu skutecznie dawała radę. Nagle w podczas deszczu
ognistych kul, Kiazu podbiegła do przeciwnika i uderzyła go szybkim
kopniakiem z pół obrotu prosto w lewe ramie dowódcy. Ten tylko
nieznacznie się przesunął w bok, tymczasem neczanka zauważyła,
że jej prawa noga jest otoczona płomieniami, ale nie są to jej
płomienie.
- Przyjemne ciepełko, ale widzę, że defensywnie
też mona się od Ciebie podpalić. - powiedziała Kiazu, obserwując
swoją nogę.
- Dokładnie tak, i mam jeszcze parę sporych
haków w zanadrzu. - odpowiedział Rudy z wrednym uśmiechem.
-
Uuu… ja też mam swoje sztuczki. - odpowiedziała Kiazu, a
następnie podpaliła się jak wcześniej, ale sam atak zmienił się,
tym razem przesunęła pionowo prawą ręką od lewego ramienia. W
tym momencie pojawiło się kilka osobnych płomieni, które swym
wyglądem przypominają ostre i nie bezpieczne, krótkie sztylety.
Nowa broń z dużą szybkością poleciała w kierunku przeciwnika i
zmusiła go do energicznego unikania ciosów. Wkrótce postawił
ognistą ścianę, ale ostrza bez trudu przez nią przechodzą. Atak
neczanki szybko się skończył więc generał postawił na
bezpośredni atak i z dużą szybkością wyprowadził kolejny cios
pięścią. Kiazu uniknęła tego ataku, ale niejednoczenie otarła
się o zbroje przeciwnika, przez co bardziej się podpaliła nie
swoimi płomieniami.
- Irytująca umiejętność. - powiedziała
Kiazu.
- Ja tam się świetnie z nią bawię. - Odpowiedział
Rudy, a następnie dodał: - Sztylety też fajne, chociaż niektóre
gubią ostrość ale jakbyś się nauczyła „podpalać” to by
było jeszcze bardziej niebezpieczne.
- Rozważam to. -
odpowiedziała Kiazu z ogromną determinacją w głosie.
Po czym
generał ruszył z impetem do kolejnego kontaktowego ataku.
************
Samotna
strzelista ruina budynku, który swoim wyglądem przypomina jakąś
pradawny klasztor. Zdecydowanie budzi respekt, a kiedy wydać z niej
jaskrawe, świetliste, elektryczne wylądowania, to wygląda bardzo
mrocznie. Spowijająca otoczenie mgła tylko podbija ten efekt.
Pioruny mienią się kolorami od biało żółtych po różowo-białe
i wspaniale rozchodzą się zarówno po ruinach jak ich najbliższej
okolicy. Z bezpiecznej odległości, cały ten pokaz obserwuje Rina
siedząca obok czarnego smoka, jak i sama bestia.
- Wygląda to
niesamowicie… - powiedziała nagle Rina, robiąc ruinom w oddali
kilka zdjęć, a po chwili dodała: - Chociaż nie wiem czy
chciałabym być blisko tego…
- Pewnie zadbałby aby Ci nic
nie zrobić, chociaż aparat pewnie by nie przetrwał. - powiedział
Kronos, a następnie szybko dopowiedział: - Mógłby już skończyć.
Wodna neczanka nic mu nie odpowiedziała, jedyne co przytuliła
się do potężnego ciała smoka. Po dłuższej chwili wyładowania
skończyły się. Wszędzie rozniósł się przyjemny, kojący i
intensywny zapach burzy, który wzbogacony mgłą nadał temu miejscu
mocno mistycznego klimatu.
- Lubię ten zapach… - powiedziała
Rina delikatnie się rumieniąc i głęboko oddychając.
- Wiem
nawet czemu. - odpowiedział chłodno smok, delikatnie przyjaźnie
warcząc pod nosem.
Nagle Kronos podniósł wysoko swoją głowę
i nawet delikatnie podniósł tyłów. Jednocześnie potężna bestia
zapatrzyła się na ruiny.
- Wraca. - powiedział nagle Kronos,
czujnie wpatrując się w przestrzeń, a po chwili dodał: - I nie
idzie sam.
- Wiesz może z kim idzie? - spytała Rina.
-
Pewnie, ze zleceniodawcą, ale nie znam tego zapachu i jest dla mnie
dziwnie sterylny.
- Sterylny? Co przez to rozumiesz?
- Hmm…
Nie jest przesiąknięty ani krwią ani w sumie niczym. Zwykle istoty
pachną otoczeniem, potem, innymi, czynnościami, ubraniami …
istoty przechodzą zapachami i potrafią mieć na sobie jednocześnie
setki zapachów … jakby Ci to powiedzieć … zapach tej istoty
jest wręcz zamknięty. Jakby świat nie miał prawa się do niej
przykleić, a ta istota tak jakby nie chłonie rzeczywistości…
tylko przez nią przechodzi… nie jestem wstanie totalnie nic
powiedzieć o tej istocie … ten ktoś pachnie jedynie „sobą”
i totalnie niczym innym, co jest bardzo hmm… niespotykane.
-
Brzmi niepokojąco …
- Nie ma co się bać... Hmm… często
kiedy istota nie znajduje się w pełni w naszej rzeczywistości
fizycznej, Jej powierzchnia nie wchodzi w reakcje chemiczne z materią
świata. W praktyce to może być swego rodzaju hologram,
podróżowanie duszą, telepatia czy po prostu duch, czy uj wie jaka
inna istota, która ma po prostu taką specyfikę gatunkową.
-
Mówisz dość specyficznie … ale chyba rozumiem …
-
Dodatkowo, myślę, że nie przyprowadził by tutaj kogoś, gdyby ta
istota miała Ci zrobić krzywdę czy miałoby coś Ci grozić. A to
że dla mnie ta istota jest dziwna w zapachu, na te chwilę nie
oznacza niczego złego… Jedyne co mnie mocno zastanawia, co to za
istota.
- Skoro tak mówisz …
- Nie bój się, najwyżej
odgryzę głowę tej istocie… - odpowiedział smok delikatnie
przyjaźnie warcząc.
Rina na te słowa jedynie uśmiechnęła
się oraz wtuliła się w pomarańczową bluzę.
- Zaraz się
przekonamy, o co chodzi z tą istotą … - powiedział Kronos,
wpatrując się w dal.
************
Ognista
neczanka oraz neczański generał dalej przyjacielsko walczą ze
sobą. Zdecydowanie widać po nich, że ich starcie było do tej pory
bardo intensywne. Coś co jeszcze rzuca się w oczy to, to, że Rudy
kondycyjnie znacznie lepiej wychodzi z tego starcia. Przeciwnicy,
dusząc stoją naprzeciwko siebie, w pozycjach sugerujących, że są
gotowi zarówno do ataku jak i obrony. Nagle na sale treningową
wparował jakiś pułkownik, mówiąc szybko:
- Panie Generale,
Panie Generale.
- Co chcesz? - spytał stanowczo Rudy prostując
się i skupiając się na przybyszu.
- Królowa Sansha na
linii, twierdzi, ze to bardzo pilne. - odpowiedział porucznik.
Na
te słowa generał przewrócił oczami, a następnie twardo
powiedział:
- Zaraz przyjdę możesz już iść.
Na te
słowa oficer zasalutował, po czym wyszedł z pomieszczenia.
-
Ej, serio to koniec? - wtrąciła Kiazu, trochę dysząc.
-
Obowiązki wzywają, a Ty pamiętaj się teraz dobrze nawodnić. -
odpowiedział Rudy idąc do wyjścia.
- Heh …. Nie miała
kiedy …. - powiedziała Kiazu z rozczarowaniem.
- I Tak jak na
moje pokłady wolnego czasu to udało się sporo powalczyć. W kuchni
są przygotowane dla Ciebie elektrolity, możesz wziąć kilka.
Wiedzą, że mają Ci dać. - odpowiedział Rudy, a następnie
wyszedł z pomieszczenia. W tym momencie mocno zmęczona Kiazu padła
na ziemię i bardzo ciężko oddychając.
- To było zajebiste.
- powiedziała z entuzjazmem po dłuższej chwili ognista neczanka,
która jest wyraźnie zadowolona, a następnie z delikatnym trudem
podniosła się z ziemi i wyszła pomieszczenia. Neczanka jest
zmęczona, spocona ale jednocześnie jest prze szczęśliwa i
uśmiechnięta od ucha do ucha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz