niedziela, 2 sierpnia 2026

EPIZOD 293

 

Próby naprawy i zabawy”

Neczański obóz stały, generał Rudy zasiada w swoim gabinecie i pije kawę. Nadal ma dużo na głowie, ale zdecydowanie mniej niż podczas ostatniego ataku wroga. Nagle pojawiło się mu video połączenie przychodzące z pałacu sojuszu. Rudy przewrócił oczami, po czym odebrał mówiąc:
- Generał Rudy BiRyu słucham.
W tym momencie oczom generała ukazał się Ambasador Ankara w swojej masce, który odpowiedział:
- Generale, chciałbym aby konkretny oddział ruszył w pościg za Nyxaną, mianowicie ChiZ02.
- Za pozwoleniem dlaczego akurat Oni?
- Szanowny Generale pomijając fakt, że są oddziałem do zadań specjalnych, a to ewidentnie jest zadanie specjalne, którego ich renoma jest godna, a wyjątkowe umiejętności będą niezwykle przydatne. To uważam, że najlepiej nadadzą się do tej misji ponieważ pewna wspaniała dama miała z nią kontakt i nadal żyję. Reszta ludzi czy oddziałów nie może się tym szczycić, a dodatkowo posiadają coś co Nyxana, chciałaby zdobyć dla siebie.
- Ignisa, księcia płomieni. - odpowiedział Rudy.
- Dokładnie generale, nie wysyłając ich narażamy obóz na kolejny bestialski atak z zaskoczenia, kiedy tylko Nasi szanowni przeciwnicy wyliżą rany. A nie dając im tego zrobić sprawimy, że będziemy jeden ruch przed nimi. Dzięki temu my będziemy grali w szachy kiedy Nasi przeciwnicy grają w warcaby.
- Wyruszą jak najszybciej będą wstanie. - odpowiedział Generał.
- Świetnie. - odpowiedział Ankara, a następnie rozłączył się.
Generał zamknął swojego laptopa, a następnie wyjął telefon, wybrał numer i zadzwonił.
- No, co chcesz?
- Miło słyszeć Twój głos… Macie łączność?
- Nie przetrwała spotkania z Nyxaną. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Dobra, a kiedy będziecie?
- Dzisiaj prawdopodobnie wieczorem.
- Wolałbym abyście wrócili wcześniej. Mam dla Was ważną misję, jutro z samego rana ruszacie.
- Nie będę zajeżdżał smoka. Wrócimy tak szybko jak się da.
- Hmm… A ile smoki odpoczywają po walkach w turnieju?
- Serio teraz musisz to wiedzieć?
- Tak, teraz to ważne, odpowiadaj.
- Odpoczywają różnie, zwykle kilka dni… ale po każdej swojej walce dany smok spędza czas w komorze leczącej, aby być w pełni sił na kolejną walkę. My takowej nie mamy, więc Kronos nie jest do końca wypoczęty. Lecimy i jak będziemy to będziemy, a rano na misję i tak pójdziemy.
- Dobra, jak wrócicie chce Cię w swoim gabinecie to ogarniemy odprawę. - odpowiedział Rudy.
- Tak jest. - odpowiedział Kurai.
Następnie generał zakończył połączenie, westchnął i wysłał SMS


************


Wysoko na błękitnym niebie leci wielki czarny smok, który na grzbiecie ma dwójkę neczan. Z przodu z podkulonymi nogami siedzi dziewczyna, z torbą przerzuconą przez ramię, i położoną przed sobą, a za nią siedzi chłopak z plecakiem na plecach. Neczanin mimo że zasiada z tyłu to On kieruje smokiem.
- Czemu nie powiedziałeś Rudemu, że mamy misję na boku? - spytała Rina.
- Nie musi tego wiedzieć. Otrzymał zgodne z prawdą informacje i tyle mu starczy. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Niby tak, ale w sumie jest naszym przełożonym….
- Owszem, ale ma te dużo innych rzeczy na głowie i w tej chwili interesuje go tylko abyśmy dotarli na czas, bo ma dla Nas nową misję… Nie ma potrzeby informować go o każdym naszym kroku.
- W sumie … coś w tym jest… na grupie napisałam, że wracamy i tyle…
- To dobrze.
- Zrobimy sobie zdjęcie lecąc?
- Tak, ale nie poprawiaj prawego ramienia.
- Oki. - odpowiedziała Rina, po czym wyciągnęła z torby zarówno maskotkę jak i selfiesticka.
Neczanka ma odsłonięte prawe remie gdyż i bluza i koszula zsunęły się z niego. To dodawało jej uroku. Wkrótce dziewczyna zrobiła zdjęcie, a kiedy chowała swoje rzeczy to dostała przyjemnego delikatnego całusa w odsłoniętą szyję, a po chwili kolejnego.
- Kurai…
- Hmm?
- Lubię jak tak robisz …
- Yhym…
Następnie elektryczny neczanin przyssał się między szyją, a łopatką dziewczyny i szybko i sprawnie pozostawił jej tam malinkę, która jest delikatnie z tyłu Jej ciała.
- Tak to znaczy jak? - spytał nagle w tym samym czasie Kronos.
- Nie musisz wiedzieć. - odpowiedział twardo Kurai, prostując się.
- Heh … Róbcie co chcecie ale nie na moim grzbiecie! - powiedział Kronos.
- A co zrzucisz Nas? - spytał Kurai.
- Ciebie może jeszcze, ale Jej bym nie chciał. Ponawiam co tam robicie? - odpowiedział Kronos.
- Heh … Nie robimy nic wartego uwagi… - odpowiedział Kurai.
- Tak, tak jak zawsze… - powiedział Kronos.
- Hmmm… Mogę mieć pytanie trochę z innej beczki? - wtrąciła Rina.
- Jasne, pytaj… - odpowiedział Kurai.
- Em …. Myślisz, że Volaure sypia z Sumi?
- Nie wiem. Nigdy ich nie przyłapałem, ani pytałem o to… - odpowiedział Kurai, a następnie dodał: - Co prawda Jego texty na to wskazują, że tak jest, ale z Jej strony brzmi to jakby Jej tak dogryzał. Zapytaj go przy okazji. Kto jak kto ale Ty akurat możesz zadać mu najbardziej intymne pytanie, a i tak odpowie.
- W sumie masz racje … - powiedziała Rina, po chwili namysłu.
- Osobiście uważam, że Sumi jest aseksualna, tylko pozwala na sprośne żarty, jak i lubi dręczyć innych i patrzeć jak daleko się posuną nawet w takich kwestiach. – wtrącił Kronos.
- Taa… możesz mieć rację. - odpowiedział Kurai.
- Prędzej zmusiła by Volaure albo Kurai’a do czegoś co by przekroczy ich granice, niż sama dać się „wykorzystać” w każdym aspekcie. - dodał Kronos.
- To akurat potwierdzam. - powiedział Kurai.
- Rozumiem … czyli to skomplikowane …. - odpowiedziała Rina, a następnie spytała: - Hmm… Ciekawe, że Sumi nie zaczęła jednego tematu…
- Skupiła się na swoich wróżbach, i pewnie zrobiła by to później, ale wyszliśmy. - odpowiedział Kurai.
- A to dlatego chodziła zła jak osa, śmieliście wyjść za nim skończyła. - wtrącił się Kronos.
- Taaa … - odpowiedział Kurai.
- Myślisz, że będzie do Was wydzwaniać? - spytała wodna neczanka.
- Na moje oko tak o, nie odezwie się wcale. Przez lata milczała i raczej wymaga abyśmy to my odzywali się do Niej. A że obaj mamy to gdzieś to jest jak jest… Jak już może odezwie się jak dowie się czegoś o Tobie, bo ją zaintrygowałaś. Ewentualnie odezwie się do Volaure, bo on prędzej odbierze niż ja, aby dowiedzieć się czegoś więcej o Tobie i Twoim rodzeństwie. - powiedział elektryczny neczanin.
- Rozumiem …. czyli raczej będziemy mieli od niej spokój? - spytała neczanka.
- Tak, raczej tak. No chyba, że ktoś znowu postanowi Nas tam zabrać…
- Wal się, gdyby nie to już dawno byłbyś martwy. - odpowiedział Kronos.
- Hmm… a tak swoją drogą jak sądzisz długo zejdzie nam ta misja na boku? - zmieniła temat Rina.
- Mam nadzieje, że nie. - stwierdził Kurai.


************


Hachi i Otachi właśnie ogarniają sprzątanie obozu, więc chodzą z workami na śmieci i zbierają każdego ewentualnego śmiecia jakiego znajdą. Ich worki nie są już puste, ale jeszcze sporo obozu do przejścia przed nimi. Kiedy bracia znajdują jakiś papierek po batonie to Otachi używając swojej mocy wiatru podnosi go, a Hachi otwiera worek i łapie go w powietrzy. Natomiast kiedy znajdują coś cięższego, to role odwracają się i ziemny neczanin przy pomocy swojej mocy podbija takiego śmiecia a Otachi otwiera worek aby w niego trafić. Więc obaj dobrze się przy tym bawią.
- Dawaj Bro! - Krzyknął Otachi otwierając worek.
- Pa na to! - odpowiedział Hachi, podbijając szklaną butelkę mocą, a następnie kopnięciem z półobrotu strzelił butelką prosto do worka. Następnie obaj bracia krzyknęli radośnie:
- GOOOOOOL!
- Hachi idziesz ze mną. - powiedział nagle Moyoshi, który przyglądał się przez jakiś czas zabawę chłopaków.
- Serio? Serio Ziom? Przeszkadza Ci, że wykonujemy swoje obowiązki na luzie i musisz się przywalić? - odpowiedział Hachi.
- Zostaw worek i chodź ze mną, Otachi sam się tym zajmie, TO ROZKAZ! - kontynuował Moyoshi.
- Tak jest… - odpowiedział niechętnie Hachi, oddając worek bratu.
Następnie Hachi zaplótł swoje ręce na karku i spokojnie podążał za kapitanem. Chociaż ewidentnie mu się to nie podobało. W totalnej ciszy, przeszli przez kręte uliczki obozu, a następnie na dach budynku oficerskiego.
- Ooo tym razem nie do podziemi, a tam tak fajnie było. Czyżby zwiedzanie nowych regionów i dostanę trofkę za nowy biom? - powiedział Hachi, stając na dachu.
- Co Ty do mnie mówisz? - Spytał Moyoshi, a potem prawie od razu dodał: - Mniejsza…
Następnie kapitan zza klatki schodowej wyciągnął dwa zamknięte piwa i jedno wręczył Hachiemu mówiąc:
- Musimy pogadać.
- To jakiś podstęp? Zaraz wpadną porucznicy i dostanę kolejną karę za picie piwa na służbie?
- To zerówki. Serio chce pogadać, ale coraz bardziej nie widzę w tym sensu.
- No dobra o czym? - spytał Hachi otwierając swoje piwo, przez odkręcenie kapsla.
- O Diunie… O daniu po mordach … - odpowiedział Moyoshi również odkręcając swoje piwo.
- Oho rozmowa dla dorosłych… Tylko chyba się nie...
- Nie kończ, wolałabym za chwile znowu czegoś nie dowalić i jeszcze bardziej nie zjebać.
- Luz Ziom, kontynuuj…


************


Do przestronnej sali treningowej wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, o rudych włosach, pomarańczowych, powalających oczach i lekko opalonej cerze. Ubrany jest on w zwykłe granatowe jeansy i żółtego T-shirt. Dodatkowo jego szyję zdobi wisiorek z symbolem w kształcie niepełnego otwartego od dołu okręgu z zawijającymi się na zewnątrz końcami. Generał stanął na środku i coś zaczął robić w telefonie. Po dłuższej chwili do pomieszczenia wpadła Kiazu ubrana w krótkie czerwone spodenki oraz czarny top od munduru. Dodatkowo włosy ma spięte w wysokiego kucyka, a jej złoty wisiorek serca jest na czarnej aksamitnej obroży.
- Sorry! - powiedziała Kiazu zaraz na wejściu.
- Spokojnie, jesteś o czasie, to ja przyszedłem wcześniej. - odpowiedział Rudy.
- Hmm… dobrze pamiętam, że to tak zwana "głowa smoka"? - Powiedziała Kiazu podchodząc do przełożonego i biorąc Jego symbol do ręki, dodała: - Strasznie go lubię.
- Tak dobrze pamiętasz to „głowa smoka” czy też Księżycowy Węzeł Północny - odpowiedział Rudy, a następnie spytał: - To co gotowa i jedziemy z tym koksem?
- TAAAK! Chociaż szkoda, że nie będzie fotek ze starcia.
- Przeżyjesz. Teraz mam chwilę. Później nie wiadomo co będzie.
- Patrząc po ostatnich wydarzeniach do może być sajgon…
- Ano … Walka na gołe pięści i moce?
- Hmm… spodziewałam się broni żywiołu, ale w sumie to może być fajna odmiana.
- I przednia zabawa – dodał Generał.
- O TAK! - odpowiedziała Kiazu cała się podpalając.
Tymczasem Rudy, schował telefon, stanął stosunkowo prosto i delikatnie zadziornym uśmiechem, gestem ręki pokazał „no chodź”. W tym momencie Kiazu z impetem ruszyła do ataku.

************


Kronos leci nad rozległą zieloną polaną, gdzie znajduje się samotnie stojąca ruina budynku, który swoim wyglądem przypomina jakąś pradawną świątynie czy klasztor. Nawet z powietrza widać, że cześć murów jest strzelista i zdecydowanie kiedyś miała budzić respekt. Doskonale też widać spękania, ubytki, nieregularne krawędzie, jak i to że jest obrośnięta jakimś bluszczem, który w tym momencie jest doskonałą częścią całości. Nieopodal niej znajdują szpiczaste góry, które swym pasmem tworzą półksiężyc, obejmujący zarówno polanę jak i ruiny. W okolicy unosi się też delikatna mgła. Wkrótce Kronos wylądował pod najwyższymi szczytami, a jednocześnie stosunkowo nie daleko od ruin.
- Nie podoba mi się to miejsce. - powiedział Kronos.
- Mi też nie. - odpowiedział Kurai, a następnie, zsiadając ze smoka powiedział: - Zostańcie tutaj.
- Dobrze. - odpowiedziała Rina.
Następnie Neczanin zdjął plecak, wyjął z niego swoją czarna bluzę z kapturem i napisem „ nie dotykać urządzenie elektryczne” i trupią czaszką z piszczelami, następnie zostawił plecak tuż obok Kronosa i z rękami w kangurowej kieszeni, spokojnie ruszył w kierunku ruin.
- Czemu nie podoba Ci się to miejsce? - spytała Rina wyjmując aparat.

- Ma dziwną energię, nie umiem powiedzieć co mi w niej nie pasuje ale jest ona niepokojąca i taka ciężka. - odpowiedział Kronos.
- Hmmm… jest tu na pewno znacznie chłodniej niż u Sumi, czy w powietrzu.
- Tak, to też. - odpowiedział Kronos, a po chwili dodał: - Rina, nie chce abyś się oddalała. Co prawda masz bluzę Volaure, ale postaraj się być blisko.
- Dobrze. - odpowiedziała neczanka robią zdjęcie.

************


Hachi i Moyoshi dalej rozmawiają na dachu, kiedy nagle wszedł tam Otachi, to usłyszałam nawet śmiechy i dobre żarty.
- O Siemasz Bro. - powiedział nagle Hachi.
- Yo … Moyoshi, Amis Cię szuka. - powiedział Otachi.
- Dobra, robota wzywa. - odpowiedział Moyoshi, a następnie dopił piwo ze swojej butelki i powiedział: Tam macie jeszcze dwa. I jak coś nic nie widziałem.
- Luz Ziom. - odpowiedział Hachi.
Następnie oficer podał prawą dłoń obu braciom i następnie zszedł z dachu.
- I jak Bro? - spytał Otachi.
- Na luzaku. - odpowiedział Hachi, a następnie biorąc ostanie dwie butelki powiedział: - O Moyoshi zostawił Nam dwa niskoprocentowe browce.
- Noisu. - odpowiedział Otachi, przejmując jedną butelkę, po czym spytał: - Widzę że relacje naprawione?
- A no, klasyczne danie sobie po mordach, a potem pójście na browca, co prawda do tej pory to były zerówki, ale liczy się.
- I zajebiście Bro, Nasz numer aktualny?
- A jak. - opowiedział Hachi z uśmiechem godnym chochlika.
- Zgoda, zgodą a zabawa zabawą.
- O to to to Bro.
Następnie Neczańscy Bracia stuknęli się butelkami i wzięli po łyku zdobyczy.

************


Sparing między Kiazu a Rudym dalej trwa, a oboje są już całkiem nieźle spoceni, co sugeruje, że ich starcie należy do tych intensywnych. Nagle Kiazu otoczyła się płomieniami. Z jej rozpostartych dłoni wylewały się płomienie, wijąc się w powietrzu niczym żywe skrzydła, rozpalone do barwy złota i krwi. Każdy ruch jej rąk zdawał się rozkazywać żywiołowi, który posłusznie tańczył wedle jej woli, a jednocześnie biło od niego nieprzewidywalnością i chaosem. Dodatkowo stoi ona stabilnie, przepełniona pewnością siebie. Patrząc na nią było widać jak cale zmęczenie odeszło w cień i była gotowa, na kolejny długi bój.
- Miało być bez mocy, ale skoro tak ładnie prosisz to wchodzę w to! - powiedział z determinacją w głosie Rudy, uważnie obserwując pokaz mocy przeciwniczki. Następnie sam otoczył się płomieniami, ale zupełnie inaczej niż Kiazu. Płomienie generała otoczyły go w taki sposób, że utworzyły ognistą zbroję na jego ciele, która przypomina swym wyglądem średniowieczną rycerską zbroję. Dodatkowo ma pieści otoczone ogniem, prawie jakby miał rękawice bokserskie na sobie.
- Wow, chyba pierwszy raz widzę jak używasz mocy do walki. - powiedziała z podziwem Kiazu, fascynując się tym jak przeciwnik wykorzystuje płomienie.

- Nie mam okazji zbyt często walczyć mocą, ale to co widzisz idealnie pasuje i współgra do tego, że lubię siłownie, gdzie trenuje tak a nie inaczej. - odpowiedział Rudy.
- Czyli mocne ciosy i raczej na bliski dystans… - powiedziała Kiazu.
- No brawo, ale to jeszcze nie znaczy ze sobie poradzisz.
- Nie, ale na pewno spróbuję. - odpowiedziała ognista neczanka, a następnie wystrzeliła ognistą kulę prosto w przeciwnika.
Na ten atak Rudy bez trudu zablokował, prawym przed ramieniem, po czym delikatnie się przesunął i wyprowadził potężny lewy sierpowy. Kiazu dosłownie w ostatniej chwili odskoczyła w górę, unikając tym samym ataku, dzięki temu potny cios uderzył w podłogę. Płomienie po ataku rozniosły się po całym pomieszczeniu, a w miejscu uderzenia powstała paląca się dziura.
- Jakiś wniosek, po ataku? - spytał Rudy prostując się.
- Twój ogień chyba zostawia efekt płonięcia, jakbyś mnie tym trafił ten ogień sprawił by, że przez chwile był płonęła… - odpowiedziała Kiazu , lądując w bezpiecznym miejscu.
- Tak, a dokładniej przez jakiś czas zadawałby Ci dodatkowe obrażenia, warto nauczyć się „zostawiać ogień” na przeciwniku.
- Sprytne, nie próbowałam jeszcze tego. Pewnie te zwiększa to podatność na obrażenia?
- Tak, są sytuacje, że tak, ale póki przeciwnik ma jedno takie „podpalenie” na sobie, to nie możesz nałożyć drugiego, a w każdym razie ja nie odkryłem jak to zrobić skutecznie aby też to zadawało obrażenia.
- Brzmi jak wyzwanie. Pewnie też krócej jesteś wstanie palić wodę, a dłużej roślinność?
- Mniej więcej bo na to ma wpływ więcej czynników, jak to czy przeciwnik Ci się nagle nie ugasi.
- Noisu! - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, po czym wyprowadziła kolejny ognisty atak z daleka. Płomienne kule leciały jedna za drugą, jednak nieduża tarcza energii wytworzona na prawym przedramieniu skutecznie dawała radę. Nagle w podczas deszczu ognistych kul, Kiazu podbiegła do przeciwnika i uderzyła go szybkim kopniakiem z pół obrotu prosto w lewe ramie dowódcy. Ten tylko nieznacznie się przesunął w bok, tymczasem neczanka zauważyła, że jej prawa noga jest otoczona płomieniami, ale nie są to jej płomienie.
- Przyjemne ciepełko, ale widzę, że defensywnie też mona się od Ciebie podpalić. - powiedziała Kiazu, obserwując swoją nogę.
- Dokładnie tak, i mam jeszcze parę sporych haków w zanadrzu. - odpowiedział Rudy z wrednym uśmiechem.
- Uuu… ja też mam swoje sztuczki. - odpowiedziała Kiazu, a następnie podpaliła się jak wcześniej, ale sam atak zmienił się, tym razem przesunęła pionowo prawą ręką od lewego ramienia. W tym momencie pojawiło się kilka osobnych płomieni, które swym wyglądem przypominają ostre i nie bezpieczne, krótkie sztylety. Nowa broń z dużą szybkością poleciała w kierunku przeciwnika i zmusiła go do energicznego unikania ciosów. Wkrótce postawił ognistą ścianę, ale ostrza bez trudu przez nią przechodzą. Atak neczanki szybko się skończył więc generał postawił na bezpośredni atak i z dużą szybkością wyprowadził kolejny cios pięścią. Kiazu uniknęła tego ataku, ale niejednoczenie otarła się o zbroje przeciwnika, przez co bardziej się podpaliła nie swoimi płomieniami.
- Irytująca umiejętność. - powiedziała Kiazu.
- Ja tam się świetnie z nią bawię. - Odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Sztylety też fajne, chociaż niektóre gubią ostrość ale jakbyś się nauczyła „podpalać” to by było jeszcze bardziej niebezpieczne.
- Rozważam to. - odpowiedziała Kiazu z ogromną determinacją w głosie.
Po czym generał ruszył z impetem do kolejnego kontaktowego ataku.

************


Samotna strzelista ruina budynku, który swoim wyglądem przypomina jakąś pradawny klasztor. Zdecydowanie budzi respekt, a kiedy wydać z niej jaskrawe, świetliste, elektryczne wylądowania, to wygląda bardzo mrocznie. Spowijająca otoczenie mgła tylko podbija ten efekt. Pioruny mienią się kolorami od biało żółtych po różowo-białe i wspaniale rozchodzą się zarówno po ruinach jak ich najbliższej okolicy. Z bezpiecznej odległości, cały ten pokaz obserwuje Rina siedząca obok czarnego smoka, jak i sama bestia.
- Wygląda to niesamowicie… - powiedziała nagle Rina, robiąc ruinom w oddali kilka zdjęć, a po chwili dodała: - Chociaż nie wiem czy chciałabym być blisko tego…
- Pewnie zadbałby aby Ci nic nie zrobić, chociaż aparat pewnie by nie przetrwał. - powiedział Kronos, a następnie szybko dopowiedział: - Mógłby już skończyć.
Wodna neczanka nic mu nie odpowiedziała, jedyne co przytuliła się do potężnego ciała smoka. Po dłuższej chwili wyładowania skończyły się. Wszędzie rozniósł się przyjemny, kojący i intensywny zapach burzy, który wzbogacony mgłą nadał temu miejscu mocno mistycznego klimatu.
- Lubię ten zapach… - powiedziała Rina delikatnie się rumieniąc i głęboko oddychając.
- Wiem nawet czemu. - odpowiedział chłodno smok, delikatnie przyjaźnie warcząc pod nosem.
Nagle Kronos podniósł wysoko swoją głowę i nawet delikatnie podniósł tyłów. Jednocześnie potężna bestia zapatrzyła się na ruiny.
- Wraca. - powiedział nagle Kronos, czujnie wpatrując się w przestrzeń, a po chwili dodał: - I nie idzie sam.
- Wiesz może z kim idzie? - spytała Rina.
- Pewnie, ze zleceniodawcą, ale nie znam tego zapachu i jest dla mnie dziwnie sterylny.
- Sterylny? Co przez to rozumiesz?
- Hmm… Nie jest przesiąknięty ani krwią ani w sumie niczym. Zwykle istoty pachną otoczeniem, potem, innymi, czynnościami, ubraniami … istoty przechodzą zapachami i potrafią mieć na sobie jednocześnie setki zapachów … jakby Ci to powiedzieć … zapach tej istoty jest wręcz zamknięty. Jakby świat nie miał prawa się do niej przykleić, a ta istota tak jakby nie chłonie rzeczywistości… tylko przez nią przechodzi… nie jestem wstanie totalnie nic powiedzieć o tej istocie … ten ktoś pachnie jedynie „sobą” i totalnie niczym innym, co jest bardzo hmm… niespotykane.
- Brzmi niepokojąco …
- Nie ma co się bać... Hmm… często kiedy istota nie znajduje się w pełni w naszej rzeczywistości fizycznej, Jej powierzchnia nie wchodzi w reakcje chemiczne z materią świata. W praktyce to może być swego rodzaju hologram, podróżowanie duszą, telepatia czy po prostu duch, czy uj wie jaka inna istota, która ma po prostu taką specyfikę gatunkową.
- Mówisz dość specyficznie … ale chyba rozumiem …
- Dodatkowo, myślę, że nie przyprowadził by tutaj kogoś, gdyby ta istota miała Ci zrobić krzywdę czy miałoby coś Ci grozić. A to że dla mnie ta istota jest dziwna w zapachu, na te chwilę nie oznacza niczego złego… Jedyne co mnie mocno zastanawia, co to za istota.
- Skoro tak mówisz …
- Nie bój się, najwyżej odgryzę głowę tej istocie… - odpowiedział smok delikatnie przyjaźnie warcząc.
Rina na te słowa jedynie uśmiechnęła się oraz wtuliła się w pomarańczową bluzę.
- Zaraz się przekonamy, o co chodzi z tą istotą … - powiedział Kronos, wpatrując się w dal.

************


Ognista neczanka oraz neczański generał dalej przyjacielsko walczą ze sobą. Zdecydowanie widać po nich, że ich starcie było do tej pory bardo intensywne. Coś co jeszcze rzuca się w oczy to, to, że Rudy kondycyjnie znacznie lepiej wychodzi z tego starcia. Przeciwnicy, dusząc stoją naprzeciwko siebie, w pozycjach sugerujących, że są gotowi zarówno do ataku jak i obrony. Nagle na sale treningową wparował jakiś pułkownik, mówiąc szybko:
- Panie Generale, Panie Generale.
- Co chcesz? - spytał stanowczo Rudy prostując się i skupiając się na przybyszu.
- Królowa Sansha na linii, twierdzi, ze to bardzo pilne. - odpowiedział porucznik.
Na te słowa generał przewrócił oczami, a następnie twardo powiedział:
- Zaraz przyjdę możesz już iść.
Na te słowa oficer zasalutował, po czym wyszedł z pomieszczenia.
- Ej, serio to koniec? - wtrąciła Kiazu, trochę dysząc.
- Obowiązki wzywają, a Ty pamiętaj się teraz dobrze nawodnić. - odpowiedział Rudy idąc do wyjścia.
- Heh …. Nie miała kiedy …. - powiedziała Kiazu z rozczarowaniem.
- I Tak jak na moje pokłady wolnego czasu to udało się sporo powalczyć. W kuchni są przygotowane dla Ciebie elektrolity, możesz wziąć kilka. Wiedzą, że mają Ci dać. - odpowiedział Rudy, a następnie wyszedł z pomieszczenia. W tym momencie mocno zmęczona Kiazu padła na ziemię i bardzo ciężko oddychając.
- To było zajebiste. - powiedziała z entuzjazmem po dłuższej chwili ognista neczanka, która jest wyraźnie zadowolona, a następnie z delikatnym trudem podniosła się z ziemi i wyszła pomieszczenia. Neczanka jest zmęczona, spocona ale jednocześnie jest prze szczęśliwa i uśmiechnięta od ucha do ucha.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz