czwartek, 2 lipca 2026

EPIZOD 292

 

Kula Losu”

Sumi i Rina dalej są samie na tarasie. Obecnie obie Panie nie rozmawiają już ze sobą. Neczanka dalej jest trochę przerażona tym co powiedziała Jej gospodyni, jednak po dłuższej chwili zrobiła sobie zdjęcie w bluzie i z pluszakiem. Po chwili przeskoczyło przez barierkę i przyszło do neczanki dziwne stworzenie. Jest ono psowate, trójkątną paszczą która po otwarci ma trzy płaty pokryte zębami, a jego język przypomina macki jakieś ośmiornicy. Bestia jest wielkości średniego psa, nie ma ogona, za to ma małe szpiczaste uszy, zdaje się niemieć oczu, i jest ciemno szara.
- Cześć maluszku… - powiedziała przyjaźnie Rina, dając się obwąchać przybyszowi.
Zwierzak przednimi łapami wszedł Jej na kolano, więc neczanka zrobiła sobie z nim zdjęcie, a kapłanka chaosu w końcu się odezwała:
- Już nie masz co fotografować? Są tu zacznie lepsze rzeczy i istoty.
- Tobie, też mogę robić jeśli chcesz…
- Powinnaś od tego zacząć, a nie marnować miejsce w telefonie na siebie…. Chociaż dziwne, że FanRayiem, do Ciebie od tak podszedł. To dość płochliwe zwierzę, które jak już podchodzi to wywołuje najgorsze i najstraszliwsze koszmary, a nie daje się drapać za uchem.
- Uroczy słodziak… - odpowiedziała Rina, jedną ręką drapiąc przybysza za uchem, który wydaje przyjemne zadowolone mroczne dźwięki, a drugą ręką robiąc zdjęcie gospodyni.
- O Aniołek, ma nowego kumpla. - powiedział Volaure stojący na barierce tarasu.
- Jakoś mnie to nie dziwi. - odpowiedział Kurai, stojący koło brata, który po chwili zeskoczył z barierki.
Nagle zwierze odsunęło się od neczanki i zaczęło fuczeć i syczeć na przybyszy, a następnie z przerażeniem i w popłochu, uderzając nawet o szybę barierki, uciekło z tarasu, a Sumi powiedziała:
- Zwierzę od koszmarów, boi się tych dwóch, to mówi samo za siebie. - a następnie spojrzała na chłopaków i powiedziała: - Długo Wam się zeszło, następnym razem ma być szybciej bo nie dostaniecie śniadania.
- Tak, tak … „bo stać Nas na więcej” - odpowiedział Volaure.
- W rzeczy samej! - odpowiedziała dumnie Sumi.
- Nic Ci nie robiła? - spytał Kurai, podchodząc do neczanki.
- Nie…- odpowiedziała pokornie Rina,
- Tylko rozmawiałyśmy. - wtrąciła Sumi.
- Widzę. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Mamushka co z tym śniadaniem? - wtrącił Volaure.
- Możemy na nie iść. Wiecie gdzie.- odpowiedziała Sumi.
- Tak, tak tylko ojej nie przejdziesz przez Nasze pokoje. - odpowiedział Volaure.
To nie problem, i macie zaraz tam być. Aha i ona jak będzie w piżamie to nie wpuszczę Jej na śniadanie…. - odpowiedziała pogardliwie Sumi, a następnie zniknęła.
- I jak było? - Zapytał Volaure.
- Była tak samo miła jak od wczoraj jest… i ewidentnie mnie nie lubi … - odpowiedziała cichutko Rina, ze spuszczoną głową.
- Nie musi i nie przejmuj się tym, bo cokolwiek Ci nie powiedziała to się myli. - odpowiedział Kurai, przytulając neczankę.
- Teraz bardziej skupi się na Nas. - dodał Volure.
- Swoją drogą … wykorzystując ze ma mnie za głupią i nie douczoną … spytałam o tą fiolkę z rytuału… - odpowiedziała Rina.
- Sprytna dziewczynka. - pochwalił Volaure z uśmiechem.
- Czego się dowiedziałaś? - spytał Kurai.
- Ta… ta energia chaosu była od Sumi… i dała ją ponieważ …. „ nudna ta wojna, a tak będzie ciekawiej” – odpowiedziała pokornie Rina z nutą przerażenia w głosie.
- To zdecydowanie brzmi jak Mamushka. - odpowiedział Volaure.
- Już wiadomo skąd mieli mroczną energię chaosu. - powiedział Kurai.
- I wychodzi na to, że zielone zabarwienie fiolki wynika z dobrej energii chaosu. - dodał Volaure.
- Tak … - odpowiedziała Rina.
- Proponuję ominąć ten temat przy śniadaniu. - powiedział Volaure.
- Chyba, że sama go zacznie… - dodał Kurai.
- Tak, póki sama nie zacznie tematu, to nie rozmawiamy o tym, bo jeśli złe to rozegramy to wpadnie w furie, a to nie jest Nam do niczego potrzebne. - dopowiedział Volaure.


************


Generał Rudy siedzi w swoim gabinecie, ma ogrom raportów, ale jest dużo spokojniejszy niż poprzedniego dnia. Bardzo sporadyczne walki na terenie rowu jeszcze trwają, ale nie wymagają już az tyle Jego uwagi. Razem z nim w gabinecie zasiadają jego dwaj kapitanowie.
- Przeciwnik wycofuje się praktycznie ze wszystkich stanowisk i oddziały rozpraszają się w małych grupkach po terenie. - powiedział Amis.
- Na te chwilę jesteśmy bezpieczni. - powiedział Moyoshi.
- Nie wiem na ile to nadal pewne ale karawana Chifuina i Nyxany nie dotarła jeszcze do lawowego pałacu. I o ile raporty są trafne, to Ona nadal odczuwa skutki ataku. - dodał Amis.
- Notabene to dobre wieści. - odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Dobra Panowie wracajcie do swoich zajęć.
- Tak jest! - odpowiedzieli oficerowie i wstali do wyjścia.
- Moyoshi, Ty zostajesz.
- Em… dobra … - odpowiedział Moyoshi siadając.
W tym samym czasie Amis wyszedł i zamknął za sobą drzwi.
- To co chciałeś? - spytał Moyoshi.
- Dziwnie się zachowujesz.
- Nie, wydaje Ci się…
- Tak, tak i wrzucasz kogoś do karceru bez mojej wiedzy…
- Już zdążył się poskarżyć?
- Nie musiał. Naprawdę myślałeś, że nikt się nie zorientuje, że GO nie ma?
Moyoshi nic na to nie odpowiedział, jedynie co widać po nim zmieszanie.
- Dobra o co poszło? - kontynuował Rudy.
- Bezpodstawnie mnie zaatakował to dostał karę.
- Jasne, nie bajeruj mi tu i nie wkurwiaj mnie bardziej.
- Zerwałem z Diuną i o to poszło, bo niby przywaliłem się do czegoś co sam niby robiłem…
- A nie robiłeś?
- Nie na Jej oczach …
- Ale robiłeś?
- Nie tak jak Ona…
- Dobra…. - odpowiedział Rudy, pocierając oczy ręką, a następnie dodał: - Posłuchaj jak poszło między innymi o to, że przeleciałeś kilka panienek będąc jednocześnie z Diuną, to jako Jej brat miał prawo się wkurwić.
- Wielkie mi co …
- A Ona co zrobiła, że z Nią zerwałeś?
- Całowała się z Stevenen…
- Oho ktoś tu jest hipokrytą na najwyższym poziomie, i coraz mniej się dziwie, że Hachi Ci przywalił… Jak na moje to i tak masz szczęście, że obaj bracia Cię nie dopadli i całkiem nieźle wyglądasz.
- Byłem u medyków i uleczyli mnie. Przez tego melepetę wyglądałem gorzej….
- I bardzo dobrze, co by nie mówić zasłużyłeś. I słuchaj skoro nie jesteście sobie pisani to trudno, znajdź sobie inną dziewczynę którą będzie tolerować jednostronne zdrady, albo weź przykład z Amisa i miej otwarty związek gdzie OBIE strony mają prawo do zabaw innymi, a nie tylko jedna. Weź to na chłodno i wyjdziesz na tym dużo lepiej.
- Może masz racje…
- A i byłbym rad aby oddział nie obrywał, przez to ze zerwaliście.
- Postaram się…
- Nie postaram się, a tak ma być. Pogadajcie, daliście sobie po mordach to teraz czas na piwo.
- No w sumie, tak jakoś powinno być.
- I tak masz pozwolenie, możesz zabrać z zapasów piwo, nawet to procentowe na tą rozmowę… - powiedział stanowczo Rudy, a po chwili dodał: - Kurde, Moyoshi jesteś dorosły facet weź ogarnij dupę, to nie przedszkole. Macie tam swoje sprawy, spoko, ale macie to ogarnąć tak aby był spokój, bez niepotrzebnych spięć. Nie mowie, że masz wracać do niej, dla Was zdecydowanie będzie lepiej jak będziecie osobno, i nie musicie się teraz lubić ale ma być spokój!
- Tak jest… - odpowiedział mocno zmieszany Moyoshi z nutką strachu w głosie, a po chwili spytał:- A z nim już gadałeś?
- Nie, z nim będę rozmawiał jak Kurai wróci.
- Przy nim?
- No tak, a co? Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć?
- Nie, nie … nic takiego…
- Na pewno?
- Em … możliwe, że mnie poniosło …
- Iiii? Stary do brzegu…
- Możliwe, że spoliczkowałem Rinę …
- Ja pierdole… Moyoshi … Ty masz w ogóle jakiś instynkt samozachowawczy?
- No poniosło mnie, a nie chciałem krzywdzić Diuny, a byłem wkurwiony…
Na te słowa Rudy zrobił klasycznego face palma, a następnie powiedział: - Kurde Stary odwalasz takie rzeczy i dziwisz się, że nagle spokojny Hachi dał Ci po mordzie?
- Jak mówisz to na głos to jednak nie brzmi to dziwnie ….
- Dobra, tym bardziej nie wiem jak to zrobisz, ale macie się pogodzić! Ta wojna dostatecznie już Nas wykańcza, nie potrzebujemy takich jazd w obozie i napięć między swoimi ludźmi, rozumiemy się!?
- Dobra … ale błagam pomóż mi …
- Zobaczę co się da zrobić, ale nic nie obiecuje… i masz ogarnąć tą sprawę tak aby był spokój! Ma nie być wojny między Wami.
- Naprawię to…
- No ja myślę…


************


Śniadanie u kapłanki Chaosu dobiegło już końca. Wszyscy jej goście zasiadają w sali kominkowej, gdzie dopijają jeszcze herbatę, czy soki owocowe. Sumi klasycznie jest na swojej chmurce i siedzi w niej jak na bardzo wygodnym fotelu, a na kanapie siedzi Kurai, ubrany w jeansy i czarny T-shirt. Obok niego siedzi Rina ubrana w neczański mundur oraz pomarańczowej bluzie, a obok niej siedzi Volaure.
- To jak to się stało, że zostałeś księciem? - spytała nagle Sumi.
- Dossakowi zmarło się, na chorobę zwaną sztyletem. - odpowiedział spokojnie Volaure, szczerząc kły.
- Zagranie z wyższej półki. Musiał mieć świetną minę kiedy ginął z Twojej ręki jeszcze po tym wszystkim. Długo już rządzisz na Zekeren? - kontynuowała Sumi.
- Z 6-7 lat może trochę dłużej. - odpowiedział książę.
- Pewnie Brata zrobiłeś jakimś oficerem swoich wojsk? - dopytywała dalej Sumi.
- Otóż nie, ale i tak jest kapitanem - odpowiedział Volaure.
- Jestem kapitanem neczańskich oddziałów. - wtrącił chłodno Kurai.
- Królowa by na to nie pozwoliła. - odpowiedziała Sumi.
- Za to Rudy i Ankara już tak. - dodał Volaure.
- Ah to w ten sposób i jakieś machlojki za plecami, no tak czego można by było się po Was spodziewać. Mało kiedy robicie coś otwarcie. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała: - Swoją drogą pamiętasz moją przepowiednie przy pewnych okolicznościach?
- Masz dużo przepowiedni, doprecyzuj. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Taką z kulą losu… wtedy co …
- Pamiętam i co z tą przepowiednia? - odpowiedział Kurai, przerywając wypowiedz kapłanki chaosu.
- Znowu jakieś czary mary… kula losu? - zainteresował się Volaure.
- Takie powiedzmy metalowe ustrojstwo… - odpowiedział Kurai.
- „Gdy kula losu spocznie w ustach, oddech stanie się próbą, a czas... szeptem. Tylko prawdziwa miłość rozpozna jej ciężar i odwagę, by sięgnąć tam, gdzie strach każe odwrócić wzrok. K
ula pozostanie, a los dopełni wyroku i zapanuje chaos. Jeśli chcesz zmienić los to musisz podjąć wyzwanie.” - powiedziała Sumi, z delikatnie pustymi oczami.
- Że też Mamushka pamięta wszystkie te swoje wróżby. - powiedział Volaure, a następnie dodał: - I niby chcesz to zrobić Aniołkowi?
- Już to zrobiłam, była w jej piciu które właśnie wypiła do cna. - odpowiedziała dumnie Sumi.
W tym momencie wszyscy spojrzeli na Rinę, która właśnie odkładała pustą szklankę. Nagle w buzi pojawiła się jej spora metalowa kulka, której nie mogła ani wypluć ani połknąć. Jednocześnie łzy zaczęły spływać Jej po policzkach, i nie mogła wydusić z siebie nawet słowa.
- Kurde już wiem o jaką kulę chodzi…. Mamushka pogrzało Cię!? - powiedział Volaure podnosząc się z kanapy.
- Kurai, Ty wiesz co masz zrobić, a Ty się nie wtrącaj. - odpowiedziała Sumi.

- A co boisz się, że pokona Cię ktoś równy Tobie!? - spytał Volaure z wrednym uśmiechem.
- Nie schlebiaj sobie…
- Dobra Mamushka teraz jej to wyjmij i zakończmy tą zabawę.
- Niech no pomyślę…. NIE i szykuj się dla Ciebie też mam test.
- Jakby Ci to powiedzieć, NIE.
- Jesteś wredny!
- Ja? Skądże znowu… jestem do rany przyłóż… - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Mamushka może Tobie wsadzimy taka kulkę losu do buzi, będzie zabawnie.
- A co chcesz mi ją wyjąć? Myślisz ze robisz to az tak dobrze?
- Oho, stepująca Mamushka się obudziła.
- Chciałbyś.
- Jakbyś jeszcze dotrzymywała mi kroku...
W międzyczasie Kurai, przewrócił oczami, wziął ukochana za rękę i wstał. Chwilę za Nim Rina, memląca buzią, też wstała i dała się prowadzić. Chociaż drugą ręką próbowała wyjąc kulę lecz bez skutecznie. Neczanin zaprowadził ją pod ścianę, oparł ukochaną o nią, następnie złapał ją za ręce, wziął je do góry i sam się oparł lewą ręką, nad głową dziewczyny, jednocześnie unieruchamiając jej ręce. Swoją prawą dłoń zaś położył jej na szyi, tak aby unieść jej głowę do góry a jednocześnie unieruchomić ją.
- Wiem, że to trudne ale spokojnie… unormuj oddech ...- powiedział chłodno Kurai.
Neczanka pokiwała głową i próbowała to robić najlepiej jak potrafiła. Neczanin odczekał chwilę, a następnie głęboko i namiętnie pocałował Rinę w prosto w niespokojne usta. Dziewczyna czuje jak kulka i nie tylko ona przemieszcza się w jej buzi, pieszcząc jej podniebienie. Całe ciało dziewczyny drży, sam uścisk jej partnera jest wystarczająco mocny by ani nie zabrała głowy, ani nie wsadzała rąk do buzi, a jednocześnie na tyle delikatny aby nie zrobić jej krzywdy. Po dłuższej chwili ich usta rozdzieliły się, ręce dziewczyny zostały puszczone. Neczanka zakryła ręką swoje usta, z wielkimi niedowierzającymi oczami. Stało się jasne, że neczanin tym pocałunkiem i swoim językiem wyjął jej kulkę z buzi. Po chwili Kurai wypluł ją i spytał:
- W porządku?
- Tak … - odpowiedziała Rina, a po chwili rumieniąc się dodała: - W pewnym momencie … To … to było całkiem przyjemne …
Kurai nic jej nie odpowiedział, jedynie rzucił obślinioną kulką losu w Sumi. Kapłanka Chaosu mimo że zagadana, bez trudu ja złapała, i oglądając swoje narzędzie powiedziała:
- O i po krzyku, jak widać się dało.
W tym momencie ociekająca śliną kulka roztopiła się, pozostawiając po sobie jedynie mokrą i dość obrzydliwą, gęstą, ciekła plamę.
- Brat, jak Ty to? - spytał Volaure, odwracając się do neczanina.
- Kwestia wprawy… - odpowiedział chłodno Kurai.
- Wiedziałem, że robisz to zajebiście, ale że aż tak… No no … Zaintrygowałeś mnie. - powiedział Volaure z zadziornym uśmiechem.
Kurai na to nic nie odpowiedział jedynie podszedł do Sumi, a następnie twardo i stanowczo powiedział: - Nigdy więcej nie odwalaj takich akcji, zwłaszcza z NIĄ!
- E tam poradziłeś sobie i to znacznie lepiej niż myślałam. Zakładałam, że zginie w męczarniach, no może z nutą przyjemności. A tu zaskoczenie udało Ci się ją wydostać… - odpowiedziała Sumi pełna pogardy, a po chwili, jak zauważyła, że wszyscy wychodzą powiedziała: - A wy dokąd? Jeszcze z Wami nie skończyłam.
- Skończyłaś. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Chyba żartujecie! - krzyknęła Sumi.
- Mamushka każdego z Nas już w wzywają obowiązki, oraz lepiej abyśmy nie przedłużali tych wspaniałych chwil, bo jak tak dalej pójdzie to zapas szlugów bardzo szybko się skończy i przestanie być przyjemnie. - odpowiedział Volaure z delikatnie zadziornym i wrednym uśmiechem. Następnie wszyscy wyszli. Wkrótce wszyscy byli już na tarasie przed pokojami chłopaków. Rina poszła się pakować, a panowie stoją na tarasie. Po chwili Volaure wyjął papierosy i spytał:
- Mogę zapalić?
- Taaa …. - odpowiedział Kurai.
- Chcesz?
- Nie dzięki.
- Przyznaję Brat, że aż mnie skręca i mam ochotę abyś ze mną zrobił to samo. - powiedział Volaure, stając na wprost neczanina patrząc mu w oczy.
- To niech skręca Cię dalej. - powiedział twardo Kurai.
- Innej odpowiedzi się nie spodziewałem. - odpowiedział książę, a następnie oparł się tyłem o barierkę, zapalił papierosa i zaciągnął się nim, po czym wręczył swojego papierosa przyjacielowi mówiąc: - Masz, jeden buch Ci się przyda.
Kurai bez słowa, przyjął ten gest, po czym dość głęboko zaciągnął się, a następnie powoli wypuszczając dym oddał papierosa. W tym momencie do panów podeszła Rina.
- Co tam Aniołku? - spytał Volaure.
- Przyszłam oddać Ci bluzę… - odpowiedziała Rina.
- Lepiej Aniołku póki co ją zatrzymaj, jeszcze spędzicie tu czas przed wylotem na Kronosie. Oddasz mi na następnym naszym spotkaniu. - odpowiedział Voltaire mrugając okiem.
- O oki ... - powiedziała dziewczyna.
Książę podszedł do wodnej neczanki, tak aby dym z papierosa nie leciał na nią, i wyjął z
prawej kieszeni pomarańczowej bluzy, paczkę papierosów mówiąc:
- Tak myślałem, że się przydadzą. Potrzebujesz ich jeszcze?
- Nie, możesz je zabrać. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Świadomie je zostawiłeś? - spytała Rina.
- Owszem. Mamushka ma swoje wnerwiające momenty, podbite swoją mocą, które wkurzają nawet opanowanych… - odpowiedział Volaure, szczerząc radośnie kły, a następnie spoglądając na zegarek dodał: - Dobra dzieciaki, muszę wracać na Zekeren, a Wy też powinniście opuścić to miejsce. Mamushka raczej zaraz zacznie nakręcać się coraz bardziej.
- Taaa … zabierzemy rzeczy, idziemy po Kronosa i też spadamy. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Myślę, że Rudy nie powinien Wam robić problemów, ale w razie problemów w obozie, czy nawet z królową to dzwon. Ogarnę. - poinformował Książę.
- Spoko. - odpowiedział Kurai.
- I macie dać znać, jak dotrzecie do obozu. - powiedział Volaure.
- Dobrze. - odpowiedziała Rina z uśmiechem, a po chwili spytała: - Zrobimy sobie wspólne zdjęcie?

Na te słowa Panowie bez słowa stanęli koło niej, także dziewczyna była pośrodku nich. Następnie książę wziął od neczanki telefon i zrobił selfie całej obejmującej się trójce, w taki sposób aby nie było widać jego papierosa.
- Proszę. - powiedział Volaure.
- Dzięki. - odpowiedziała Rina.
Po chwili władca, zaciągnął się po raz ostatni, wypuścił spokojnie dym, zgasił papierosa, i radośnie przytulił neczankę, dał jej buziaka w policzek i powiedział:
- Jesteś bardziej niesamowita niż myślisz.
Po czym książę pożegnał się z przyjacielem powitaniem z Zekeren i zniknął.
A telefon elektrycznego neczanina zaczął dzwonić. Ten odebrał telefon mówiąc:
- Co potrzebujesz?
Słychać tylko to co mówi neczanin…
- Gdzie to jest? …. Za jakieś 3 godziny…..
A następnie po dłuższej chwili bez słowa, zakończył rozmowę.
- Coś się stało? - spytała Rina.
- Nie, ale po drodze zajrzymy w jedno miejsce. - odpowiedział Kurai.
- Spoczko… jakaś misja na boku?
- Można tak powiedzieć, mam rzucić okiem jedną rzecz, a dokładniej przeładować ją swoją energią.
- Może być fajnie.