wtorek, 1 września 2026

EPIZOD 294

 

Ostatnie chwile swobody przed ...

Pokój dziewczyn w neczańskim obozie stałym. Diuna, leży na swoim łóżku i bawi się swoją psychiczną kostką. Hachi siedzi na łóżku Riny, a natomiast Otachi siedzi na krześle, w taki sposób, że swoim przodem opiera się o oparcie krzesła.
- Dziwne, że Rudy w tym chaosie znalazł czas na ten obiecany sparing z Kiazu. - stwierdził Hachi.
- Podejrzewam, że tak w sumie to miał do wyboru albo to albo, że Kiazu ucieknie za Nyxaną aby się z nią zmierzyć … - odpowiedziała Diuna, nie odrywając wzroku od kostki.
- W sumie racja… jestem przekonany, że Panie mimo odległości zmierzyły się wzrokiem, i obie raczej się poznały … - powiedział Otachi.
- Dobra w takim wypadku to prawdopodobne, że chciałaby skopać jej dupę.- dodał Hachi.
- Taa, a póki Kurai nie wróci, to możemy zapomnieć aby wyjść z obozu na jakąś misje, a dla mnie to akurat dobrze. - dopowiedziała Diuna.
- Kurai i Rina. - poprawił Otachi.
- Niby tak, ale bez niej możemy chodzić na misje, a bez niego nie bardzo… - odparła Diuna.
- W sumie bez Niego, to Rudy nawet nie bardzo chce Nas wysłać do walki. - dodał Hachi.
- Słyszałam, że walki w obrębie rowu w sumie skończyły się, teraz obie strony bawią się w „lizanie ran”, a sami wrogowie się wycofali trochę w głąb na swój teren. - powiedziała Diuna.
- Ma to swoje plusy, ale widziałem ilość rannych i zabitych po obu stronach. - dodał Otachi.
W tym momencie do pokoju weszła Kiazu ubrana w krótkie czerwone spodenki oraz czarny top od munduru. Dodatkowo włosy ma spięte w wysokiego kucyka, a jej złoty wisiorek serca jest na czarnej aksamitnej obroży, a sama ognista neczanka pije jakieś elektrolity z butelki.
- Yo Sis. - powiedzieli zgodnie Bracia,
- O siema! - powiedziała radośnie Kiazu.
- Jak sparing? - spytał Otachi.
- Mega! Kurcze Rudy nie pierdzieli się w tańcu, twardy przeciwnik ALE podpatrzyłam to i owo i czeka mnie nauka. - odpowiedziała radośnie Kiazu, a po chwili dodała: - A no i skubaniec ma mega kondyche. Jestem pod wrażeniem, nie dość, że dotrzymał mi kroku to jeszcze na koniec wydawał się dużo mniej zmęczony niż ja.
- Wiem, że przynajmniej 3x w tygodniu można go zobaczyć na obozowej siłowni. - wtrącił Hachi.
- I daje tam nie źle czadu. - dodał Otachi.
- Skoro jest generałem, to zapewne jest dużo silniejszy od Nas. - wtrąciła Diuna.
- Idąc tym tokiem rozumowania to taka Sansha czy Ankara to powinny wymiatać i być ostatecznymi bossami nie do pobicia. - odpowiedział Hachi.
- W sumie Nyxana taka jest. - powiedziała Diuna.
- Ona to zdecydowanie inny level. - zauważył Otachi.
- Chwiałabym pokonać Nyxanę. - powiedziała z determinacją Kiazu. Jednocześnie w Jej oczach pojawiły się płomienie.
- Sis tylko pokoju nie podpal. - stwierdził Hachi z uśmiechem godnym chochlika, obserwując siostrę.
- Jestem za, nie mamy kiełbasek… - dodał Otachi.
- Ani popcornu … - dopowiedziała Diuna.
- Zastanowię się. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.


************


Na głównym placu, należącym do neczanskiego obozu stałego, wylądował właśnie spory czarny smok. Bestia przeszła kawałek, a następnie się położyła. W tym momencie z jego grzbietu siadł Kurai ubrany w swoja czarną bluzę.
- Generał chce Cie widzieć. - powiedział nagle Moyoshi podchodząc.
- Zaraz do niego pójdę. - odpowiedział chłodno Kurai, jednocześnie wyciągając prawą dłoń do swojej towarzyszki, ubranej dalej w pomarańczową bluzę, aby pomoc jej zejść z grzbietu smoka.
- Dobra … - powiedział Moyoshi, a następnie pod nosem dodał: - Mogliście chociaż ubrać mundury...
- A Ty mógłbyś się nie czepiać … - odpowiedział twardo Kurai, patrząc lodowym spojrzeniem prosto w oczy kapitana.
Moyoshi z trudem przełknął ślinę, a następnie wydukał:
- Nie … nie sądziłem, że usłyszysz …
- Zawsze zakładaj, że usłyszę i się nie przywalaj się tylko dlatego, że masz kaprys. - odpowiedział Kurai.
- Taaaa … nie idziesz do Generała? - spytał nagle zaskoczony Moyoshi, kiedy zobaczył, że Rina i Kurai idą w inną stronę. A po chwili kontynuował: - Miałem Cię przyprowadzić!
- Idę… poczekaj tutaj skoro musisz… - odpowiedział Kurai.
- Chcesz mnie zostawić z tym potworem?
Na te słowa Moyoshiego, czarne smoczysko groźnie zawarczało. To spowodowało, że kapitan jeszcze bardziej się wystraszył.
- Nic Ci nie zrobi, chyba, że go wkurzysz … - odpowiedział chłodno Kurai odchodząc.
- To ja poczekam w bezpiecznej odległości. - powiedział Moyoshi delikatni odchodząc od smoka.
Kiedy odeszli kawałek to Rina spokojnie spytała:
- Rudy nie będzie zły, że nie idziesz od razu do niego?
- Jeśli nawet, to napojenie i nakarmienie Kronosa, jest w tej chwili ważniejsze, a że po drodze do kuchni mam Twój pokój, to już inna sprawa. - odpowiedział Kurai.
- Rozumiem … - odpowiedziała Rina z delikatnym uśmiechem, a po chwili powiedziała: - Zapewne da Nam jakieś kary…
- Jakby miał NAS ukarać, to kazałby przyprowadzić Nas oboje do siebie, a skoro chce tylko mnie to podejrzewam ze ma jakieś ważne spawy wojskowe.
- Oki … hmm… pomoc Ci z opieką nad Kronosem?
- Lepiej nie, Kronos może być nie w sosie po obcowaniu z Moyoshim, przez co może być „mało przyjazny”
- Ma to sens … to chyba lepiej pobędę z siostrami.
- To dobry pomysł.
- Też masz wrażenie, że ostatnio Moyoshiemu odbija?
- Taaa … dziwnie się zachowuje, może wojna jak i to co się dzieje go przerasta…
- Być może masz racje …
- Zobaczymy … i tak z Nim ewidentnie jest coś nie tak.



************


Gabinet Neczańskiego generała. Dowódca siedzi za swoim biurkiem i robi jakieś rzeczy na swoim laptopie i jednocześnie momentami spogląda na zegar umiejscowiony nad drzwiami wejściowymi. Po dłuższej chwili rozległo się dość głośne pukanie do drzwi.
- Wejść. - powiedział twardo Rudy.
Na te słowa do pokoju wszedł Moyoshi a tuż za nim Kurai.
- No nareszcie. - powiedział Generał.
- Kurai się ociągał, ja chciałem szybko. - odpowiedział Moyoshi.
- Dzięki, Moyoshi, a teraz wyjdź, a Ty siadaj - powiedział Rudy.
Kapitan wyszedł marudząc coś pod nosem, a elektryczny neczanin usiadł bez słowa. Kiedy drzwi tylko się zamknęły to dowódca powiedział:
- Od centralnego placu do mnie jest maks 15 minut spacerkiem i zatrzymując się na każdym rogu, a Wy ponoć przylecieliście 40 minut temu… Co tak długo?
- Trzeba było zająć się smokiem, napoić go i dać mu jedzenie i tak dalej. To był priorytet, zwłaszcza, że nikt inny by tego za mnie nie zrobił. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Ma to sens, gdzie teraz jest smok?
- Odpoczywa na głównym placu, później pewnie przeniesie się do lasu. Rano odleci do obozu smoków.
- Niech i tak będzie, skoro to konieczne aby tu spędził noc, to się zgadzam. - odpowiedział rudy, a następnie zamykając laptopa spytał: - Ile wiesz o obecnej sytuacji?
- Od mojego „starcia” z Nyxaną nie wiem nic.
- No dobra, to tak… Twoje jak to określiłeś „starcie” z Nyxaną, doprowadziło do tego, że po pierwsze wszyscy żyjemy, po drugie po tym ataku Nyxana opadła z sił i Damu znosił ją na rękach. Następnie wszystkie wrogie wojska wycofały się z okolic rowu, a Ambasador Chifuin i Nyxana są w drodze do ich pałacu, chyba podróżują na smoku, albo na smoczej karecie. Obie strony mają sporo strat.
- Wszystko dokładnie zaplanowali i ładnie odwrócili uwagę od otworzenia portalu.
- A dodatkowo, im wyszło więc teraz mamy bardzo potężnego przeciwnika. ALE jak mówiłem Nyxana jest bardzo słaba i tu rodzi się zadanie dla Was.
- Mamy dostać się do pałacu i zlikwidować Nyxanę?
- Z założenia tak i jak Wam się uda to będziemy mieli przewagę.
- Słowo klucz „jak Nam się uda”
- Posłuchaj, byliście już w pałacu więc dostaniecie się tam drugi raz. Dodatkowo Kiazu ma z nią jakiś dziwny „zatarg”, którego nie rozumiem. Dodatkowo jesteście oddziałem do zadań specjalnych, realnie macie bardzo duże szanse dokonać tego, zwłaszcza ze Nyxana jest mocno osłabiona i raczej szybko nie wróci do pełni sił. Oraz nawet jak nie uda Wam się jej pokonać to dostając się tam zrobicie mi zajebisty rekonesans. - odpowiedział Rudy a następnie twardo dodał: - Czy tak czy siak to jest warte zachodu i to rozkaz. Nie przyjmuję odmowy.
- O której ruszamy?
- Jak macie realnie dojść tak aby cokolwiek wskórać to nad ranem i Tytanami pokonać dużą część drogi, a potem je odesłać.
- Na zasadzie maksymalna jazda minimalne przerwy i spanie w pojazdach?
- Tak, zakładam że takim trybem jadąc z dużą szybkością w maks 3 dni może 4 i będziecie w dobrym miejscu na obóz i udanie się pod pałac. AHA, chce abyście na pusto tam poszli do pałacu, a najbardziej bez telefonów, aparatów i tym podobnego sprzętów. Wszystko zostawiacie albo tu w obozie albo w Tytanach. Po dotarciu na miejsce czy tak czy siak programujecie aby w trybie maskowania wróciły do obozu.
- A jak wrócimy?
- Zobaczymy. W pobliżu będę miał kilka oddziałów, które pomogą Wam wrócić.
- Mówisz, że prawdopodobnie wracają na smokach?
- Tak, a co masz jakiś plan? - zainteresował się Rudy.
- To może ruszymy rano i nasze torby i plecaki z wszystkim zostawiamy u Ciebie w gabinecie, a Nas na miejcie przeniesie Zekereński teleport, a oddziały w pobliżu ewentualnie zaoferują nam „nocleg czy coś”, za nim wrócimy teleportem.
- Dobry pomysł, ale Książę Volaure potrzebuje dobrego argumentu na takie zabawy, s
tara się nie przyciągać uwagi nagłym pojawieniem się oddziałów. Jeśli to jakimś cudem załatwisz i dogadasz się z Księciem to się zgadzam. Zwłaszcza, że wtedy dorwiecie ją jeszcze słabą.
- Napiszę mu sms, i jak odpisze czy tam oddzwoni to dam znać.
- Niech będzie, ale bardziej obstawiam dla Was drogę w Tytanach.
Kurai nic na to nie odpowiedział, jedynie skończył pisać wiadomość i położył swój telefon na biurku. Natomiast Generał kontynuował: - Gdzie byliście jak uciekliście z pola bitwy?
- Nie nazwałbym tego ucieczką… a byliśmy w miejscu gdzie mogłem dość do siebie.
- Dużo mi to powiedziało… Jak poważne obrażenia miałeś?
- Można powiedzieć, że umarłem ale „resuscytacja” mnie uratowała.
- Ja pierdziele, SERIO? Kurde, wszystko ok z Wami?
- Taaa, teraz już tak… wszystko jest pod kontrolą.
- To dobrze, a jak Księże Was odnalazł?
- Ma swoje sposoby. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie spytał: - To za co Hachi trafił do karceru?
- Za bójkę z Moyoshim… Zerwał z Diuną, palną o zdanie za dużo, Hachi poszedł z nim „pogadać” a Moyoshi w nerwach go tam wrzucił. Lecz z tego co mi wiadomo to Panowie już się ze sobą dogadali i wszystko jest ogarnięte. Nie ma co do tego wracać.
- Rozumiem.
W tym momencie telefon elektrycznego neczanina zawibrował. Elektryczny neczanin wziął telefon do ręki i odczytał wiadomość. Zanim to zrobił to zadzwonił telefon generała. Ten zobaczył, kto dzwoni, delikatnie się zdziwił, spojrzał na swojego towarzysza i odebrał telefon mówiąc:
- Generał Rudy BiRyu, słucham Wasza Wysokość czym mogę służyć?
-
Jak oficjalnie i z honorami … dobra sprawa wygląda tak, bez problemu mogę teleportować oddział jak najbliżej się da ALE dopiero po 11:00 oraz i tak będą mieli jakieś 50 – 70 km do przejścia i to najdokładniejsza informacja jaką można mieć. W razie potrzeby mogę prze-teleportować ich z powrotem, jednak muszą dotrzeć miej więcej w miejsce wylądowania. Bliższe okolice pałacu są chronione jakąś barierą, która uniemożliwia teleport nawet przez Nas system. Jednocześnie to jest dość niebezpieczna okolica. - odpowiedział spokojnie Volaure.
-
Rozumiem, myślę, że taki układ jest do spełnienia. I mają sporą szanse, bo chyba przeciwny jeszcze nie wiedzą, że Zekeren jednak nie zostało zniszczone.
- Tego nie byłbym taki pewien, chociaż jest na to szansa. Aha i chce mieć dostęp do ich łączności podczas akcji. Jak i numer seryjny ich łączności do śledzenia.
- Jak najbardziej Wasza Wysokość, jestem wstanie to wykonać. To jak robimy z ranem?
- Odezwę się do Ciebie jak będę wolny, tylko oddział musi być gotowy do akcji.
- Dobrze.
-
Dobra wracam do zajęć. - odpowiedział Volaure, a następnie rozłączając się.
- No to nie muszę czytać odpowiedzi. - powiedział chłodno Kurai chowając swoją komórkę.
- Tak, książę sam postanowił zadzwonić. Musisz mieć chody u Księcia, albo trafiłeś na dobry moment. W każdym razie jutro jakoś po 10:00 ruszacie, już przed 10 macie być gotowi i wcześniej zostawiacie plecaki z całą elektroniką u mnie. - odpowiedział generał.
- Tak jest.
- A tak … Dodatkowo bierzecie tylko jeden nowy plecak z magazynu gdzie wkładacie tylko prowiant oraz śpiwory. Jedyna komunikacja to łączność.
- Też świeża bez pamięci rozmów?
- Dokładnie, Wasza klasyczna zostaje w plecakach, które zostawiacie, a i unikacie stwierdzeń teleport i Zekeren, jak i innych tego pokroju sugerujących ze Zekeren nie zostało zniszczone. Jak i jak najmniej prywatnych informacji. Ogólnie dobrze by było aby było na niej jak najmniej informacji. Dostaniecie nawet nowy osobny kanał radiowy. Tak na wszelki wypadek.
- Tak jest. - odpowiedział twardo Kurai, a po chwili dodał: - Albo masz „związane ręce” i za tą naszą misją stoi coś więcej albo bardzo chcesz udowodnić, że jako oddział do zadań specjalnych poradzimy sobie że wysyłasz na tą misję…. Albo oba na raz
- I tak Was nie utrzymam w obozie, Kiazu tak bardzo nakręciła się na to starcie, że prędzej czy później i tak by uciekła a Jej rodzeństwo wraz z nią. A tak mam psełdo kontrolę nad Waszymi działaniami. Plus nie spodziewają się nikogo w pałacu tak wcześnie. Według ich wiedzy, to Zekeren wybuchło, więc nie mamy teleportów, smoki byłyby widoczne z daleka, a Tytany potrzebują czasu aby dotrzeć. Dodatkowo będziemy odwracać ich uwagę. Wyślę 2 tytany zgodnie z planem, tylko będą jechać na pusto. Jak i dzięki innym obozom będziemy odwracać ich uwagę na innych frontach. Teraz to my chcemy ich przycisnąć - odpowiedział Generał, a następnie dodał: - ALE o tym, że to odwracanie uwagi, poza mną i Tobą wie dosłownie parę osób … plus Wasza misja jest tajna więc nie rozpowiadajcie o niej. Im mniej osób wie tym lepiej.
- Widzę, że masz kolejny ważny cel w naszej misji.
- Powiem wprost, jeśli będą się Was spodziewać to znaczy, że mamy gdzieś mamy kreta innej możliwości nie ma. A taka informacja będzie dla Nas bardzo istotna.
- Masz na myśli kogoś konkretnego?
- Powiem tylko, że Ty i Twój oddział na te chwile nie jesteście na mojej liście, ale od jakiegoś czasu kilu oficerów dowodzących różnymi obozami, ma wrażenie, że gdzieś jakieś informacje przeciekają. Póki co dość „drobne” ale jednak.
- Sami zapewne mamy szpiegów po ich stronie, więc nie byłoby dziwne jakby i oni kogoś mieli u Nas, kwestia tego, kto wykryje ich jako pierwszy i się ich pozbędzie albo wykorzysta na swoją korzyść.
- Dokładnie, co nie zmienia faktu, że macie uważać i dążyć do wykonania misji i w razie coś uciekać.
- Tak jest.
- O czym myślisz?
- To mój smok może posłużyć nam jako przykrywka na wyjście z obozu.
- W sumie to bardzo dobry plan, niech będzie to Wasza oficjalna misja.
- Tak jest.
- A Kurai, jak coś nie widziałem, żadnej dezercji tylko zaplanowany desant na smokach. I tego trzymamy się w raportach i nikomu oczu nie otwieramy.
- Tak jest.



************


W jednym z budynków totalnie na uboczu obozu, w miejscu gdzie mało kto zagląda chyba, że ma jakąś konkretną sprawę. Docelowo panuje tam półmrok, ale w razie potrzeby można tam zapalić światło. Doskonałe miejsce na „kary” i liczenie magazynu i inne rzeczy.
Pół naga Kiazu siedzi okrakiem na jednej ze skrzyń. Miedzy jej nogami znajduje się stojący kapitan, o długich fioletowych włosach. Kochankowie obejmują się i pieszczę w chwilach uniesienia. Nagle telefon neczanki dał sygnał dźwiękowy, dający do zrozumienia, że przyszła wiadomość. Następnie kolejna i kolejna. Kiazu sięgnęła po telefon i położyła się na plecach, a jej partner kontynuował to co robił, jednocześnie zaczął bawić się jej dużym i ponętnym biustem. Neczanka przeczytała wiadomości, odłożyła telefon i wróciła do zajmowania się swoim partnerem. Jego ruchy zrobiły się szybsze, intensywniejsze i zdecydowanie mocniejsze. Wkrótce oboje doszli ale pozostali dalej w uścisku.
- Było zajebiście. - wyszeptała w końcu Kiazu, a następnie odsuwając od siebie partnera powiedziała: - Niestety muszę już iść.
- Od kiedy Ty taka grzeczna dziewczynka?
- Proszę Cię, grzeczne dziewczynki nie przychodzą w takie miejsca.
- Ostatnio jakoś grzecznie wykonujesz rozkazy.
- Taaa… ale mnie aż nosi i chociaż mam profity to nie do końca mi to leży ...
- Cala Ty w sumie … no dobra to co odrywa Cię od rundy drugiej?
- Kurai napisał na wspólnej konwersacji, że mamy przyjść do smoka. Pewnie mamy jakieś zadanie, czy coś. Reszta rodzeństwa też tam już odpisała… - odpowiedziała Kiazu, zakładając swój czarny top i zakrywając tym samym swój wspaniały i kuszący biust.
- A więc to tak, wolisz innego kapitana i wymieniasz mnie na innego.
- Amis, pysiu nie bierz mnie pod włos. Z reszta sam masz zaraz wartę, no chyba, że mi ściemniałeś dlaczego chcesz szybko.
- No tak, zapomniałem o niej. - odpowiedział Amis, poprawiając się, a następnie dodał: - Mam, mam i to na szczęście tutaj więc się wyrobie.
- Masz liczyć magazyn, czy sprzątać tutaj?
- Mam pilnować jak trzech typów sprząta ten budynek.
- Nie za dobrze Ci?
- Ej ja też ciężko pracowałem. - powiedział Amis dając swojej ukochanej namiętnego całusa prosto w usta.
- Yhy … bardzo ciężko … - dodała Kiazu, wkręcając się jeszcze bardziej w pocałunek.
- Ależ mnie kręcisz… - powiedział Amis.
- Nie tylko Ciebie, ale fakt schlebia mi to….
Doszło do kolejnego, długiego i namiętnego pocałunku. Nagle Amis przerwał i powiedział:
- Dobra leć, bo zaraz oboje będziemy musieli się tłumaczyć.
- Wybronisz mnie…
- Przed gniewem Rudego to nic Nas nie wybroni.
- Fakt, punkt dla Ciebie. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.


************


Na głównym dziedzińcu stałego neczańskiego obozu, pośród masy przeróżnych betonowych budynków, leży czarny smok. W tle palą się latarnie i mimo panującego półmroku, to wszyscy omijają bestie szerokim łukiem. Jedynymi, którzy odważyli się przy niej stać, jest Kurai, oraz neczańskie rodzeństwo, które jeszcze nie jest w komplecie. Elektryczny neczanin opiera się o smoka, a reszta mniej lub bardziej luźno stoi.
- To j
a się musiałam wywlec, a JEJ jeszcze nie ma… - marudziła Diuna.
- Pewnie musi się wywlec bardziej niż Ty. - odpow
iedział Hachi.
- Już jestem! - krzy
knęła nagle Kiazu z daleka, a następnie podbiegła.
- Fajnie było? - Spytał Hachi.
- Jak zawsze. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- Oho, tym razem przeszkadzamy Tobie? - wtrąciła Diuna.
- Nie wiem o czym mówisz. - odpowiedziała Kiazu.
- Jasne … - odpowiedziała Diuna.

- Dobra koniec tego. - powiedział twardo Kurai, a następnie idąc w kierunku wyjścia z obozu powiedział: - Idziemy.
Na te słowa wszyscy ł
ącznie ze smokiem ruszyli za nim.
- Ziom, dokąd idziemy? - spytał Otachi.
- Przejść się z Kronosem. - odpowiedział chłodno Kurai.
- I po to przerywałam serial? - spytała Diuna.
- Nie marudź, będzie fajnie. - odpowiedział Hachi.
- Widzę, że Rinka ma aparat to mi więcej do szczęścia nie tr
zeba. - wtrąciła Kiazu.
- Łatwa jesteś. - odpowiedziała Diuna.
- Trudniejsza niż myślisz. - odpowiedziała Kiazu.
Rodzeństwo dalej ze sobą rozmawiało, aż po dłuższej chwili kiedy odeszli od obozu i znaleźli się na rozległej polanie, gdzie Kronos mógł porządnie rozprostować skrzydła jak i rozruszać się.
- Ziom, spacer z Kronosem to tylko wymówka, nie? - spytał w końcu Otachi z dłońmi zaplecionymi na swoim karku.
- Taaa … mamy misje, o której mamy nie rozpowiadać. Jak coś oficjalnie idziemy odstawić Kronosa. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Oho … masz moją uwagę. - odpowiedziała Kiazu.
- Twoją uwagę to będę miał za chwilę. Mamy dopa
ść Nyxanę w lawowym pałacu. - powiedział Kurai.
- OOOO! Zajebiście! - krzyknęła z ekscytacją Kiazu, a następnie dodała: - Powiedz, że ruszam
y jeszcze dzisiaj!?
- Ruszamy jutro ALE mamy trochę wytycznych, jak zmiana łączności, zostawienie wszystkich rzezy, łącznie z telefonami, aparatami itd. - odpowiedział elektryczny ne
czanin.
- Brzmi mocno zapobiegawczo. - powiedział Otachi.
- I ryzykownie, ale w sumie idziemy na Nyxane. - dodał Hachi.
- Jak się idzie na takiego bosa to zawsze wszystko co najcenniejsze a nie potrzebne do walki to zostawia się w skrzyni. - dopowiedział Otachi.
- Dla mnie to bezsens, ale mniej dźwigania dla mnie to zawsze na plus. - odpowiedziała Diuna wzruszając ramionami.
- Nie mogę się doczekać! - powiedziała entuzjastycznie i radośnie Kiazu, z płomieniami w oczach.
- Ta to się napaliła, że spać nie będzie mogła. - powiedziała Diuna.
- O której ruszamy? - spytał Ota
chi.
- Jakoś 10, po 10, ale musimy być gotowi wcześniej. Aha i od momentu przejścia na nową łączność nie rozmawiamy, o Zekeren, teleportach i wszystkim co zdradza za dużo. - odpowiedział Kurai.
- Luz Ziom. - odpowiedzieli zgodnie bracia, a następnie Otachi dodał: - Nic nie odwalimy.
- Mów za siebie. - powiedziała Kiazu, a po chwili ciszy wzruszając ramionami dodała: - Tak, tak w rozmowach nic nie odwalimy, ale no znasz Nas jesteśmy nieprzewidywalni.
- Taaa …. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Czej Ziom, tylko rzeczy zostawiamy w pokoju? Bierzemy puste plecaki? - spytał Otachi.
- Wszystkie rzezy bez wyjątków zostawiamy w Naszych plecakach i torbach, a one trafiają do gabinetu Rudego. Z nami idzie jeden plecak wzięty na świeżo z magazynu, w którym będą tylko rzeczy „wojskowe” i świeża łączność bez pamięci. - odpowiedział Kurai.
- Jak się dostajemy na miejsce? - pytał Otachi.
- Teleportacją najbliżej jak się da a potem „skradaniem” – odpowiedział dowódca.
- Brzmi jak dobry plan. - dodał Hachi.
- Równie dobrze możemy iść w okrojonym składzie i i tak będzie git. - wtrąciła
Diuna.
- Aż tak odzywa się lenistwo? - spytał Hachi.
- To co możemy poszaleć i porobić sobie fotki? - spytała nagle Kiazu.
- Tak możecie. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Yaaay! - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo i rozbiegło się po okolicy.
- Coś mało przejęli się misją. - powiedział nagle Kronos.
- Dla nich misja to misja, wiedzą jak jest reszta wyjdzie w praniu - odpowiedział Kurai.
- Zabawa pomoże w poważnej misji, że nie wracamy? - dopytał Kronos.
- W ich przypadku zdecydowanie tak. - odpowiedział Kurai, a po chwili dodał: - Nie wracamy aby wyglądało bardziej naturalnie, że to był czas wolny a nie obgadywanie misji, a im się to i tak zdecydowanie przyda.
- Rozumiem… chcesz się przelecieć w okolicy?
- W sumie, można… - odpowiedział elektryczny neczanin, po czym dosiadł smoka.


************


Kiazu, Diuna i Rina otoczone świetlikami są na polanie wśród białych dużych kwiatów i mają mini sesje zdjęciową, która okraszona jest rozmowami. Ognista neczanka pozuje, a wodna neczanka robi jej urocze i bardzo klimatyczne zdjęcia.
- Mi też zrobisz jakieś fajne zdjęcia? Chciałabym coś wysłać Stevenen. - powiedziała Diuna.
- Jasne nie ma problemu. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- Jemu to chyba jakieś pikantne. - dodała Kiazu.
- Neee, może kiedyś jak zasłuży. - odpowiedziała Diuna.
- Hehehe… spoko, tak og
ólnie dobra gra świateł, Rinka za aparatem i cyk masz zajebiste zdjęcia. Z mojej perspektywy polecam. - odpowiedziała Kiazu a następnie zapozwała do kolejnej fotki.
- Mówisz z autopsji
czy się domyślasz? - spytała Diuna.
- Z autopsji, miałam mega sesje podczas
obozowego grilla. - odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała: - I to nagą, pikantną sesje, a nie w pikantna sesje w sexy ciuszkach.
- A to dlatego zniknęłyście na tak długo. - odpowiedziała Diuna, po chwili dodała: - W sumie jakąś pikantną sesje w fajnych ciuszkach bym przygarnęła.
- Spoczko, możemy się umówić któregoś dnia. - odpowiedziała Rina.
- Tez się pisze, nawet jak będę tylko stylistką a nie modelką. - dodała entuzjastycznie Kiazu.
- Jak dla mnie super. - powiedziała Diuna, a następnie zmieniła temat: - A ten gdzie le
ci?
- Pewnie przelecieć się po okoli
cy. - odpowiedziała Kiazu.
- Napisał, że będą latać w okolicy i jak coś by się działo to mamy pisać… i że niedługo wrócą… - odpowiedziała Rina, zaglądając do telefonu.
- Tyle latał i jeszcze chce… - powiedziała Diuna.
- Kurai ogólnie lubi latać na smokach… - dodała Rina.
- A może Tob
ie zrobimy taką sesje? - zaproponowała Diuna.
- Nie, raczej nie. - odpowiedziała Rina delikatnie się rumieniąc.
- Diunka, skarbie,a kto by jej zrobił tak dobre fotki? - spytała Kiazu.
- Myślę, że dałybyśmy radę. - odpowiedziała Diuna.
- Ja zdecydowanie wolę stać po innej stronie aparatu. - dodała Kiazu mrugając okiem.
- Ale przyznaj, że to by było ciekawe. - powiedziała Diuna.
- A byłoby, było … ba to byłby zajebisty prezent dla pewnego Pana. - dodała Kiazu, wymownie patrząc na siostrę.
Rina zarumieniła się i nic nie odpowiedziała. Za to Diuna przewróciła oczami i powiedziała:
- Aż dziwne, że ma faceta.
- I to nie byle jakiego, zdecydowanie trafiła znacznie lepiej niż jej siostra. - odpowiedziała Kiazu, z delikatnie złośliwym uśmieszkiem.
- Ten przytyk był niepotrzebny. - powiedziała Diuna.
- Hmm… zupełnie tak samo jak Twój. - powiedziała Kiazu, mrugając okiem.
- HA ha HA … niech będzie … - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - Dobra, teraz ja chce fotki, takie aby mu szczęka opadła.
- Hmm…. Myśląc o nim przejdź się swobodnie wśród kwiatów, tak jakby Nas tu nie było. - powiedziała Rina.
- To akurat nie będzie trudne. - odpowiedziała Diuna, a następnie zaczęła swoją przechadzkę, wśród białych kiatów, które delikatnie muskała jak i kręciła się oraz bardzo spokojnie spacerowała.
- Kiazu, zrobisz proszę klimat świetlikami? - spytała Rina.
- Pewnie. - odpowiedziała entuzjastycznie ognista neczanka, a następnie przywołała parę dodatkowych świetlików, które podróżowały, za jej siostrą, która odeszła kawałek dalej. Diuna jest już we własnym świecie i totalnie nie zwraca uwagi na nic.
- Myślisz, że jest coś … hmm… co szczególnie lubi? - spytała trochę nieporadnie Rina.
- Ciężko powiedzieć, w wieży nic nie zauważyłam u chłopaków aby coś szczególnie lubili… czy coś szczególnie ich kręciło… - odpowiedziała Kiazu, zastanawiając się.
- To postawię, na klasyczne urocze i takie aby wydobyć to jak śliczna jest. - powiedziała Rina.
- Dobry pomysł. - pochwaliła Kiazu, a następnie dodała: - U mojego sprawa jest prosta, lubi cycki i mógłby dostawać tylko to i byłby szczęśliwy.
- rozumiem … hmm… to w sumie pomysł na Twoją fotkę w tych kwiatach … tylko no … musiałabyś się rozebrać … - powiedziała Rina.
- Nie musisz mi mówić nic więcej … Zrób cudne fotki Diunie i możemy to zrobić nawet dzisiaj. - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, a po chwili dodała: - OOO! Tu wyszła super.
- A no, jest równie fotogeniczna co Ty, tylko nie ma wprawy nad pozowaniem …. więc gdy postawi się na naturalność to zrobienie Jej fajnych fotek też jet wykonalne, bez jakieś „męczarni” z ustawianiem …
- Fakt … i wychodzi mega uroczo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz