„Ostatnie
chwile swobody przed
...”
Pokój
dziewczyn w neczańskim obozie stałym. Diuna, leży na swoim łóżku
i bawi się swoją psychiczną kostką. Hachi siedzi na łóżku
Riny, a natomiast Otachi siedzi na krześle, w taki sposób, że
swoim przodem opiera się o oparcie krzesła.
- Dziwne, że
Rudy w tym chaosie znalazł czas na ten obiecany sparing z Kiazu. -
stwierdził Hachi.
- Podejrzewam, że tak w sumie to miał do
wyboru albo to albo, że Kiazu ucieknie za Nyxaną aby się z nią
zmierzyć … - odpowiedziała Diuna, nie odrywając wzroku od
kostki.
- W sumie racja… jestem przekonany, że Panie mimo
odległości zmierzyły się wzrokiem, i obie raczej się poznały …
- powiedział Otachi.
- Dobra w takim wypadku to prawdopodobne,
że chciałaby skopać jej dupę.- dodał Hachi.
- Taa, a póki
Kurai nie wróci, to możemy zapomnieć aby wyjść z obozu na jakąś
misje, a dla mnie to akurat dobrze. - dopowiedziała Diuna.
-
Kurai i Rina. - poprawił Otachi.
- Niby tak, ale bez niej
możemy chodzić na misje, a bez niego nie bardzo… - odparła
Diuna.
- W sumie bez Niego, to Rudy nawet nie bardzo chce Nas
wysłać do walki. - dodał Hachi.
- Słyszałam, że walki w
obrębie rowu w sumie skończyły się, teraz obie strony bawią się
w „lizanie ran”, a sami wrogowie się wycofali trochę w głąb
na swój teren. - powiedziała Diuna.
- Ma to swoje plusy, ale
widziałem ilość rannych i zabitych po obu stronach. - dodał
Otachi.
W tym momencie do pokoju weszła Kiazu ubrana w krótkie
czerwone spodenki oraz czarny top od munduru. Dodatkowo włosy ma
spięte w wysokiego kucyka, a jej złoty wisiorek serca jest na
czarnej aksamitnej obroży, a sama ognista neczanka pije jakieś
elektrolity z butelki.
- Yo Sis. - powiedzieli zgodnie Bracia,
-
O siema! - powiedziała radośnie Kiazu.
- Jak sparing? - spytał
Otachi.
- Mega! Kurcze Rudy nie pierdzieli się w tańcu, twardy
przeciwnik ALE podpatrzyłam to i owo i czeka mnie nauka. -
odpowiedziała radośnie Kiazu, a po chwili dodała: - A no i
skubaniec ma mega kondyche. Jestem pod wrażeniem, nie dość, że
dotrzymał mi kroku to jeszcze na koniec wydawał się dużo mniej
zmęczony niż ja.
- Wiem, że przynajmniej 3x w tygodniu można
go zobaczyć na obozowej siłowni. - wtrącił Hachi.
- I daje
tam nie źle czadu. - dodał Otachi.
- Skoro jest generałem, to
zapewne jest dużo silniejszy od Nas. - wtrąciła Diuna.
- Idąc
tym tokiem rozumowania to taka Sansha czy Ankara to powinny wymiatać
i być ostatecznymi bossami nie do pobicia. - odpowiedział Hachi.
-
W sumie Nyxana taka jest. - powiedziała Diuna.
- Ona to
zdecydowanie inny level. - zauważył Otachi.
- Chwiałabym
pokonać Nyxanę. - powiedziała z determinacją Kiazu. Jednocześnie
w Jej oczach pojawiły się płomienie.
- Sis tylko pokoju nie
podpal. - stwierdził Hachi z uśmiechem godnym chochlika, obserwując
siostrę.
- Jestem za, nie mamy kiełbasek… - dodał Otachi.
-
Ani popcornu … - dopowiedziała Diuna.
- Zastanowię się. -
odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
************
Na
głównym placu, należącym do neczanskiego obozu stałego,
wylądował właśnie spory czarny smok. Bestia przeszła kawałek, a
następnie się położyła. W tym momencie z jego grzbietu siadł
Kurai ubrany w swoja czarną bluzę.
- Generał chce Cie
widzieć. - powiedział nagle Moyoshi podchodząc.
- Zaraz do
niego pójdę. - odpowiedział chłodno Kurai, jednocześnie
wyciągając prawą dłoń do swojej towarzyszki, ubranej dalej w
pomarańczową bluzę, aby pomoc jej zejść z grzbietu smoka.
-
Dobra … - powiedział Moyoshi, a następnie pod nosem dodał: -
Mogliście chociaż ubrać mundury...
- A Ty mógłbyś się nie
czepiać … - odpowiedział twardo Kurai, patrząc lodowym
spojrzeniem prosto w oczy kapitana.
Moyoshi z trudem przełknął
ślinę, a następnie wydukał:
- Nie … nie sądziłem, że
usłyszysz …
- Zawsze zakładaj, że usłyszę i się nie
przywalaj się tylko dlatego, że masz kaprys. - odpowiedział
Kurai.
- Taaaa … nie idziesz do Generała? - spytał nagle
zaskoczony Moyoshi, kiedy zobaczył, że Rina i Kurai idą w inną
stronę. A po chwili kontynuował: - Miałem Cię przyprowadzić!
-
Idę… poczekaj tutaj skoro musisz… - odpowiedział Kurai.
-
Chcesz mnie zostawić z tym potworem?
Na te słowa Moyoshiego,
czarne smoczysko groźnie zawarczało. To spowodowało, że kapitan
jeszcze bardziej się wystraszył.
- Nic Ci nie zrobi, chyba, że
go wkurzysz … - odpowiedział chłodno Kurai odchodząc.
- To
ja poczekam w bezpiecznej odległości. - powiedział Moyoshi
delikatni odchodząc od smoka.
Kiedy odeszli kawałek to Rina
spokojnie spytała:
- Rudy nie będzie zły, że nie idziesz od
razu do niego?
- Jeśli nawet, to napojenie i nakarmienie
Kronosa, jest w tej chwili ważniejsze, a że po drodze do kuchni mam
Twój pokój, to już inna sprawa. - odpowiedział Kurai.
-
Rozumiem … - odpowiedziała Rina z delikatnym uśmiechem, a po
chwili powiedziała: - Zapewne da Nam jakieś kary…
- Jakby
miał NAS ukarać, to kazałby przyprowadzić Nas oboje do siebie, a
skoro chce tylko mnie to podejrzewam ze ma jakieś ważne spawy
wojskowe.
- Oki … hmm… pomoc Ci z opieką nad Kronosem?
-
Lepiej nie, Kronos może być nie w sosie po obcowaniu z Moyoshim,
przez co może być „mało przyjazny”
- Ma to sens … to
chyba lepiej pobędę z siostrami.
- To dobry pomysł.
-
Też masz wrażenie, że ostatnio Moyoshiemu odbija?
- Taaa …
dziwnie się zachowuje, może wojna jak i to co się dzieje go
przerasta…
- Być może masz racje …
- Zobaczymy …
i tak z Nim ewidentnie jest coś nie tak.
************
Gabinet
Neczańskiego generała. Dowódca siedzi za swoim biurkiem i robi
jakieś rzeczy na swoim laptopie i jednocześnie momentami spogląda
na zegar umiejscowiony nad drzwiami wejściowymi. Po dłuższej
chwili rozległo się dość głośne pukanie do drzwi.
- Wejść.
- powiedział twardo Rudy.
Na te słowa do pokoju wszedł
Moyoshi a tuż za nim Kurai.
- No nareszcie. - powiedział
Generał.
- Kurai się ociągał, ja chciałem szybko. -
odpowiedział Moyoshi.
- Dzięki, Moyoshi, a teraz wyjdź, a Ty
siadaj - powiedział Rudy.
Kapitan wyszedł marudząc coś pod
nosem, a elektryczny neczanin usiadł bez słowa. Kiedy drzwi tylko
się zamknęły to dowódca powiedział:
- Od centralnego placu
do mnie jest maks 15 minut spacerkiem i zatrzymując się na każdym
rogu, a Wy ponoć przylecieliście 40 minut temu… Co tak długo?
-
Trzeba było zająć się smokiem, napoić go i dać mu jedzenie i
tak dalej. To był priorytet, zwłaszcza, że nikt inny by tego za
mnie nie zrobił. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Ma to sens,
gdzie teraz jest smok?
- Odpoczywa na głównym placu, później
pewnie przeniesie się do lasu. Rano odleci do obozu smoków.
-
Niech i tak będzie, skoro to konieczne aby tu spędził noc, to się
zgadzam. - odpowiedział rudy, a następnie zamykając laptopa
spytał: - Ile wiesz o obecnej sytuacji?
- Od mojego „starcia”
z Nyxaną nie wiem nic.
- No dobra, to tak… Twoje jak to
określiłeś „starcie” z Nyxaną, doprowadziło do tego, że po
pierwsze wszyscy żyjemy, po drugie po tym ataku Nyxana opadła z sił
i Damu znosił ją na rękach. Następnie wszystkie wrogie wojska
wycofały się z okolic rowu, a Ambasador Chifuin i Nyxana są w
drodze do ich pałacu, chyba podróżują na smoku, albo na smoczej
karecie. Obie strony mają sporo strat.
- Wszystko dokładnie
zaplanowali i ładnie odwrócili uwagę od otworzenia portalu.
-
A dodatkowo, im wyszło więc teraz mamy bardzo potężnego
przeciwnika. ALE jak mówiłem Nyxana jest bardzo słaba i tu rodzi
się zadanie dla Was.
- Mamy dostać się do pałacu i
zlikwidować Nyxanę?
- Z założenia tak i jak Wam się uda to
będziemy mieli przewagę.
- Słowo klucz „jak Nam się uda”
-
Posłuchaj, byliście już w pałacu więc dostaniecie się tam drugi
raz. Dodatkowo Kiazu ma z nią jakiś dziwny „zatarg”, którego
nie rozumiem. Dodatkowo jesteście oddziałem do zadań specjalnych,
realnie macie bardzo duże szanse dokonać tego, zwłaszcza ze Nyxana
jest mocno osłabiona i raczej szybko nie wróci do pełni sił. Oraz
nawet jak nie uda Wam się jej pokonać to dostając się tam
zrobicie mi zajebisty rekonesans. - odpowiedział Rudy a następnie
twardo dodał: - Czy tak czy siak to jest warte zachodu i to rozkaz.
Nie przyjmuję odmowy.
- O której ruszamy?
- Jak macie
realnie dojść tak aby cokolwiek wskórać to nad ranem i Tytanami
pokonać dużą część drogi, a potem je odesłać.
- Na
zasadzie maksymalna jazda minimalne przerwy i spanie w pojazdach?
-
Tak, zakładam że takim trybem jadąc z dużą szybkością w maks 3
dni może 4 i będziecie w dobrym miejscu na obóz i udanie się pod
pałac. AHA, chce abyście na pusto tam poszli do pałacu, a
najbardziej bez telefonów, aparatów i tym podobnego sprzętów.
Wszystko zostawiacie albo tu w obozie albo w Tytanach. Po dotarciu na
miejsce czy tak czy siak programujecie aby w trybie maskowania
wróciły do obozu.
- A jak wrócimy?
- Zobaczymy. W
pobliżu będę miał kilka oddziałów, które pomogą Wam wrócić.
-
Mówisz, że prawdopodobnie wracają na smokach?
- Tak, a co
masz jakiś plan? - zainteresował się Rudy.
- To może ruszymy
rano i nasze torby i plecaki z wszystkim zostawiamy u Ciebie w
gabinecie, a Nas na miejcie przeniesie Zekereński teleport, a
oddziały w pobliżu ewentualnie zaoferują nam „nocleg czy coś”,
za nim wrócimy teleportem.
- Dobry pomysł, ale Książę
Volaure potrzebuje dobrego argumentu na takie zabawy, stara
się nie przyciągać uwagi nagłym pojawieniem się oddziałów.
Jeśli to jakimś cudem załatwisz i dogadasz się z Księciem to się
zgadzam. Zwłaszcza, że wtedy dorwiecie ją jeszcze słabą.
-
Napiszę mu sms, i jak odpisze czy tam oddzwoni to dam znać.
-
Niech będzie, ale bardziej obstawiam dla Was drogę w
Tytanach.
Kurai nic na to nie odpowiedział, jedynie skończył
pisać wiadomość i położył swój telefon na biurku. Natomiast
Generał kontynuował: - Gdzie byliście jak uciekliście z pola
bitwy?
- Nie nazwałbym tego ucieczką… a byliśmy w miejscu
gdzie mogłem dość do siebie.
- Dużo mi to powiedziało…
Jak poważne obrażenia miałeś?
- Można powiedzieć, że
umarłem ale „resuscytacja” mnie uratowała.
- Ja
pierdziele, SERIO? Kurde, wszystko ok z Wami?
- Taaa, teraz już
tak… wszystko jest pod kontrolą.
- To dobrze, a jak Księże
Was odnalazł?
- Ma swoje sposoby. - odpowiedział chłodno
Kurai, a następnie spytał: - To za co Hachi trafił do karceru?
-
Za bójkę z Moyoshim… Zerwał z Diuną, palną o zdanie za dużo,
Hachi poszedł z nim „pogadać” a Moyoshi w nerwach go tam
wrzucił. Lecz z tego co mi wiadomo to Panowie już się ze sobą
dogadali i wszystko jest ogarnięte. Nie ma co do tego wracać.
-
Rozumiem.
W tym momencie telefon elektrycznego neczanina
zawibrował. Elektryczny neczanin wziął telefon do ręki i odczytał
wiadomość. Zanim to zrobił to zadzwonił telefon generała. Ten
zobaczył, kto dzwoni, delikatnie się zdziwił, spojrzał na swojego
towarzysza i odebrał telefon mówiąc:
- Generał Rudy BiRyu,
słucham Wasza Wysokość czym mogę służyć?
-
Jak oficjalnie i z honorami
… dobra
sprawa
wygląda tak, bez problemu mogę teleportować oddział jak najbliżej
się da ALE dopiero po 11:00 oraz i tak będą mieli jakieś 50 –
70 km do przejścia i to najdokładniejsza informacja jaką można
mieć. W razie potrzeby mogę prze-teleportować ich z powrotem,
jednak muszą dotrzeć miej więcej w miejsce wylądowania. Bliższe
okolice pałacu są chronione jakąś barierą, która uniemożliwia
teleport nawet przez Nas system. Jednocześnie to jest dość
niebezpieczna okolica. -
odpowiedział spokojnie Volaure.
-
Rozumiem,
myślę, że taki układ jest do spełnienia. I mają sporą szanse,
bo chyba przeciwny jeszcze nie wiedzą, że Zekeren jednak nie
zostało zniszczone.
-
Tego nie byłbym taki pewien, chociaż jest na to szansa. Aha i chce
mieć dostęp do ich łączności podczas akcji. Jak i numer seryjny
ich łączności do śledzenia.
-
Jak najbardziej Wasza Wysokość, jestem wstanie to wykonać. To jak
robimy z ranem?
-
Odezwę się do Ciebie jak będę wolny, tylko oddział musi być
gotowy do akcji.
-
Dobrze.
-
Dobra wracam do zajęć.
- odpowiedział Volaure, a następnie rozłączając się.
- No
to nie muszę czytać odpowiedzi. - powiedział chłodno Kurai
chowając swoją komórkę.
- Tak, książę sam postanowił
zadzwonić. Musisz mieć chody u Księcia, albo trafiłeś na dobry
moment. W każdym razie jutro jakoś po 10:00 ruszacie, już przed 10
macie być gotowi i wcześniej zostawiacie plecaki z całą
elektroniką u mnie. - odpowiedział generał.
- Tak jest.
-
A tak … Dodatkowo bierzecie tylko jeden nowy plecak z magazynu
gdzie wkładacie tylko prowiant oraz śpiwory. Jedyna komunikacja to
łączność.
- Też świeża bez pamięci rozmów?
-
Dokładnie, Wasza klasyczna zostaje w plecakach, które zostawiacie,
a i unikacie stwierdzeń teleport i Zekeren, jak i innych tego
pokroju sugerujących ze Zekeren nie zostało zniszczone. Jak i jak
najmniej prywatnych informacji. Ogólnie dobrze by było aby było na
niej jak najmniej informacji. Dostaniecie nawet nowy osobny kanał
radiowy. Tak na wszelki wypadek.
- Tak jest. - odpowiedział
twardo Kurai, a po chwili dodał: - Albo masz „związane ręce” i
za tą naszą misją stoi coś więcej albo bardzo chcesz udowodnić,
że jako oddział do zadań specjalnych poradzimy sobie że wysyłasz
na tą misję…. Albo oba na raz
- I tak Was nie utrzymam w
obozie, Kiazu tak bardzo nakręciła się na to starcie, że prędzej
czy później i tak by uciekła a Jej rodzeństwo wraz z nią. A tak
mam psełdo kontrolę nad Waszymi działaniami. Plus nie spodziewają
się nikogo w pałacu tak wcześnie. Według ich wiedzy, to Zekeren
wybuchło, więc nie mamy teleportów, smoki byłyby widoczne z
daleka, a Tytany potrzebują czasu aby dotrzeć. Dodatkowo będziemy
odwracać ich uwagę. Wyślę 2 tytany zgodnie z planem, tylko będą
jechać na pusto. Jak i dzięki innym obozom będziemy odwracać ich
uwagę na innych frontach. Teraz to my chcemy ich przycisnąć -
odpowiedział Generał, a następnie dodał: - ALE o tym, że to
odwracanie uwagi, poza mną i Tobą wie dosłownie parę osób …
plus Wasza misja jest tajna więc nie rozpowiadajcie o niej. Im mniej
osób wie tym lepiej.
- Widzę, że masz kolejny ważny cel w
naszej misji.
- Powiem wprost, jeśli będą się Was spodziewać
to znaczy, że mamy gdzieś mamy kreta innej możliwości nie ma. A
taka informacja będzie dla Nas bardzo istotna.
- Masz na myśli
kogoś konkretnego?
- Powiem tylko, że Ty i Twój oddział na
te chwile nie jesteście na mojej liście, ale od jakiegoś czasu
kilu oficerów dowodzących różnymi obozami, ma wrażenie, że
gdzieś jakieś informacje przeciekają. Póki co dość „drobne”
ale jednak.
- Sami zapewne mamy szpiegów po ich stronie, więc
nie byłoby dziwne jakby i oni kogoś mieli u Nas, kwestia tego, kto
wykryje ich jako pierwszy i się ich pozbędzie albo wykorzysta na
swoją korzyść.
- Dokładnie, co nie zmienia faktu, że macie
uważać i dążyć do wykonania misji i w razie coś uciekać.
-
Tak jest.
- O czym myślisz?
- To mój smok może posłużyć
nam jako przykrywka na wyjście z obozu.
- W sumie to bardzo
dobry plan, niech będzie to Wasza oficjalna misja.
- Tak
jest.
- A Kurai, jak coś nie widziałem, żadnej dezercji tylko
zaplanowany desant na smokach. I tego trzymamy się w raportach i
nikomu oczu nie otwieramy.
- Tak jest.
************
W
jednym z budynków totalnie na uboczu obozu, w miejscu gdzie mało
kto zagląda chyba, że ma jakąś konkretną sprawę. Docelowo
panuje tam półmrok, ale w razie potrzeby można tam zapalić
światło. Doskonałe miejsce na „kary” i liczenie magazynu i
inne rzeczy.
Pół naga Kiazu siedzi okrakiem na jednej ze
skrzyń. Miedzy jej nogami znajduje się stojący kapitan, o długich
fioletowych włosach. Kochankowie obejmują się i pieszczę w
chwilach uniesienia. Nagle telefon neczanki dał sygnał dźwiękowy,
dający do zrozumienia, że przyszła wiadomość. Następnie kolejna
i kolejna. Kiazu sięgnęła po telefon i położyła się na
plecach, a jej partner kontynuował to co robił, jednocześnie
zaczął bawić się jej dużym i ponętnym biustem. Neczanka
przeczytała wiadomości, odłożyła telefon i wróciła do
zajmowania się swoim partnerem. Jego ruchy zrobiły się szybsze,
intensywniejsze i zdecydowanie mocniejsze. Wkrótce oboje doszli ale
pozostali dalej w uścisku.
- Było zajebiście. - wyszeptała
w końcu Kiazu, a następnie odsuwając od siebie partnera
powiedziała: - Niestety muszę już iść.
- Od kiedy Ty taka
grzeczna dziewczynka?
- Proszę Cię, grzeczne dziewczynki nie
przychodzą w takie miejsca.
- Ostatnio jakoś grzecznie
wykonujesz rozkazy.
- Taaa… ale mnie aż nosi i chociaż mam
profity to nie do końca mi to leży ...
- Cala Ty w sumie …
no dobra to co odrywa Cię od rundy drugiej?
- Kurai napisał
na wspólnej konwersacji, że mamy przyjść do smoka. Pewnie mamy
jakieś zadanie, czy coś. Reszta rodzeństwa też tam już odpisała…
- odpowiedziała Kiazu, zakładając swój czarny top i zakrywając
tym samym swój wspaniały i kuszący biust.
- A więc to tak,
wolisz innego kapitana i wymieniasz mnie na innego.
- Amis,
pysiu nie bierz mnie pod włos. Z reszta sam masz zaraz wartę, no
chyba, że mi ściemniałeś dlaczego chcesz szybko.
- No tak,
zapomniałem o niej. - odpowiedział Amis, poprawiając się, a
następnie dodał: - Mam, mam i to na szczęście tutaj więc się
wyrobie.
- Masz liczyć magazyn, czy sprzątać tutaj?
-
Mam pilnować jak trzech typów sprząta ten budynek.
- Nie za
dobrze Ci?
- Ej ja też ciężko pracowałem. - powiedział Amis
dając swojej ukochanej namiętnego całusa prosto w usta.
- Yhy
… bardzo ciężko … - dodała Kiazu, wkręcając się jeszcze
bardziej w pocałunek.
- Ależ mnie kręcisz… - powiedział
Amis.
- Nie tylko Ciebie, ale fakt schlebia mi to….
Doszło
do kolejnego, długiego i namiętnego pocałunku. Nagle Amis przerwał
i powiedział:
- Dobra leć, bo zaraz oboje będziemy musieli
się tłumaczyć.
- Wybronisz mnie…
- Przed gniewem
Rudego to nic Nas nie wybroni.
- Fakt, punkt dla Ciebie. -
odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
************
Na
głównym dziedzińcu stałego neczańskiego obozu, pośród masy
przeróżnych betonowych budynków, leży czarny smok. W tle palą
się latarnie i mimo panującego półmroku, to wszyscy omijają
bestie szerokim łukiem. Jedynymi, którzy odważyli się przy niej
stać, jest Kurai, oraz neczańskie rodzeństwo, które jeszcze nie
jest w komplecie. Elektryczny neczanin opiera się o smoka, a reszta
mniej lub
bardziej luźno stoi.
- To ja
się musiałam wywlec, a JEJ jeszcze
nie ma… - marudziła Diuna.
- Pewnie musi się wywlec bardziej
niż Ty. - odpowiedział
Hachi.
- Już jestem! - krzyknęła
nagle Kiazu z daleka, a następnie podbiegła.
- Fajnie było? -
Spytał Hachi.
- Jak zawsze. - odpowiedziała Kiazu mrugając
okiem.
- Oho, tym razem przeszkadzamy Tobie? - wtrąciła
Diuna.
- Nie wiem o czym mówisz. - odpowiedziała Kiazu.
-
Jasne … - odpowiedziała Diuna.
-
Dobra koniec tego. - powiedział twardo Kurai, a następnie idąc w
kierunku
wyjścia z obozu powiedział: - Idziemy.
Na te słowa wszyscy
łącznie
ze smokiem ruszyli za nim.
- Ziom, dokąd idziemy? - spytał
Otachi.
- Przejść się z Kronosem. - odpowiedział chłodno
Kurai.
- I po to przerywałam serial? - spytała Diuna.
-
Nie marudź, będzie fajnie. - odpowiedział Hachi.
- Widzę, że
Rinka ma aparat to mi więcej do szczęścia nie trzeba.
- wtrąciła Kiazu.
- Łatwa jesteś. - odpowiedziała Diuna.
-
Trudniejsza niż myślisz. - odpowiedziała Kiazu.
Rodzeństwo
dalej ze sobą rozmawiało, aż po dłuższej chwili kiedy odeszli od
obozu i znaleźli się na rozległej polanie, gdzie Kronos mógł
porządnie rozprostować skrzydła jak i rozruszać się.
-
Ziom, spacer z Kronosem to tylko wymówka, nie? - spytał w końcu
Otachi z dłońmi zaplecionymi na swoim karku.
- Taaa … mamy
misje, o której mamy nie rozpowiadać. Jak coś oficjalnie idziemy
odstawić Kronosa. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Oho …
masz moją uwagę. - odpowiedziała Kiazu.
- Twoją uwagę to
będę miał za chwilę. Mamy dopaść
Nyxanę w lawowym pałacu. - powiedział Kurai.
- OOOO!
Zajebiście! - krzyknęła z ekscytacją Kiazu, a następnie dodała:
- Powiedz, że ruszamy
jeszcze dzisiaj!?
- Ruszamy jutro ALE mamy trochę wytycznych,
jak zmiana łączności, zostawienie wszystkich rzezy, łącznie z
telefonami, aparatami itd. - odpowiedział elektryczny neczanin.
-
Brzmi mocno zapobiegawczo. - powiedział Otachi.
- I ryzykownie,
ale w sumie idziemy na Nyxane. - dodał Hachi.
- Jak się idzie
na takiego bosa to zawsze wszystko co najcenniejsze a nie potrzebne
do walki to zostawia się w skrzyni. - dopowiedział Otachi.
-
Dla mnie to bezsens, ale mniej dźwigania dla mnie to zawsze na plus.
- odpowiedziała Diuna wzruszając ramionami.
- Nie mogę się
doczekać! - powiedziała entuzjastycznie i radośnie Kiazu, z
płomieniami w oczach.
- Ta to się napaliła, że spać nie
będzie mogła. - powiedziała Diuna.
- O której ruszamy? -
spytał Otachi.
-
Jakoś 10, po 10, ale musimy być gotowi wcześniej. Aha i od momentu
przejścia na nową łączność nie rozmawiamy, o Zekeren,
teleportach i wszystkim co zdradza za dużo. - odpowiedział Kurai.
-
Luz Ziom. - odpowiedzieli zgodnie bracia, a następnie Otachi dodał:
- Nic nie odwalimy.
- Mów za siebie. - powiedziała Kiazu, a po
chwili ciszy wzruszając ramionami dodała: - Tak, tak w rozmowach
nic nie odwalimy, ale no znasz Nas jesteśmy nieprzewidywalni.
-
Taaa …. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Czej Ziom, tylko
rzeczy zostawiamy w pokoju? Bierzemy puste plecaki? - spytał
Otachi.
- Wszystkie rzezy bez wyjątków zostawiamy w Naszych
plecakach i torbach, a one trafiają do gabinetu Rudego. Z nami idzie
jeden plecak wzięty na świeżo z magazynu, w którym będą tylko
rzeczy „wojskowe” i świeża łączność bez pamięci. -
odpowiedział Kurai.
- Jak się dostajemy na miejsce? - pytał
Otachi.
- Teleportacją najbliżej jak się da a potem
„skradaniem” – odpowiedział dowódca.
- Brzmi jak dobry
plan. - dodał Hachi.
- Równie dobrze możemy iść w okrojonym
składzie i i tak będzie git. - wtrąciła Diuna.
-
Aż tak odzywa się lenistwo? - spytał Hachi.
- To co możemy
poszaleć i porobić sobie fotki? - spytała nagle Kiazu.
- Tak
możecie. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Yaaay! -
odpowiedziało zgodnie rodzeństwo i rozbiegło się po okolicy.
-
Coś mało przejęli się misją. - powiedział nagle Kronos.
-
Dla nich misja to misja, wiedzą jak jest reszta wyjdzie w praniu -
odpowiedział Kurai.
- Zabawa pomoże w poważnej misji, że nie
wracamy? - dopytał Kronos.
- W ich przypadku zdecydowanie tak.
- odpowiedział Kurai, a po chwili dodał: - Nie wracamy aby
wyglądało bardziej naturalnie, że to był czas wolny a nie
obgadywanie misji, a im się to i tak zdecydowanie przyda.
-
Rozumiem… chcesz się przelecieć w okolicy?
- W sumie,
można… - odpowiedział elektryczny neczanin, po czym dosiadł
smoka.
************
Kiazu,
Diuna i Rina otoczone świetlikami są na polanie wśród białych
dużych kwiatów i mają mini sesje
zdjęciową, która okraszona jest rozmowami. Ognista neczanka
pozuje, a wodna neczanka robi jej urocze i bardzo klimatyczne
zdjęcia.
- Mi też zrobisz jakieś fajne zdjęcia? Chciałabym
coś wysłać Stevenen. - powiedziała Diuna.
- Jasne nie ma
problemu. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- Jemu to chyba
jakieś pikantne. - dodała Kiazu.
- Neee, może kiedyś jak
zasłuży. - odpowiedziała Diuna.
- Hehehe… spoko, tak
ogólnie
dobra gra świateł, Rinka za aparatem i cyk masz zajebiste zdjęcia.
Z mojej perspektywy polecam. - odpowiedziała Kiazu a następnie
zapozwała do kolejnej fotki.
- Mówisz z autopsji czy
się domyślasz? - spytała
Diuna.
-
Z autopsji, miałam mega sesje podczas obozowego
grilla. - odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała: - I to nagą,
pikantną sesje, a nie w pikantna sesje w sexy ciuszkach.
- A to
dlatego zniknęłyście na tak długo. - odpowiedziała Diuna, po
chwili dodała: - W sumie jakąś pikantną sesje w fajnych ciuszkach
bym przygarnęła.
- Spoczko, możemy się umówić któregoś
dnia. - odpowiedziała Rina.
- Tez się pisze, nawet jak będę
tylko stylistką a nie modelką. - dodała entuzjastycznie Kiazu.
-
Jak dla mnie super. - powiedziała Diuna, a następnie zmieniła
temat: - A ten gdzie leci?
-
Pewnie przelecieć się po okolicy.
- odpowiedziała Kiazu.
-
Napisał, że będą latać w okolicy i jak coś by się działo to
mamy pisać… i że niedługo wrócą… - odpowiedziała Rina,
zaglądając do telefonu.
- Tyle latał i jeszcze chce… -
powiedziała Diuna.
- Kurai ogólnie lubi latać na smokach… -
dodała Rina.
- A może Tobie
zrobimy taką sesje? - zaproponowała Diuna.
- Nie, raczej nie.
- odpowiedziała Rina delikatnie się rumieniąc.
- Diunka,
skarbie,a kto by jej zrobił tak dobre fotki? - spytała Kiazu.
-
Myślę, że dałybyśmy radę. - odpowiedziała Diuna.
- Ja
zdecydowanie wolę stać po innej stronie aparatu. - dodała Kiazu
mrugając okiem.
- Ale przyznaj, że to by było ciekawe. -
powiedziała Diuna.
- A byłoby, było … ba to byłby
zajebisty prezent dla pewnego Pana. - dodała Kiazu, wymownie patrząc
na siostrę.
Rina zarumieniła się i nic nie odpowiedziała. Za
to Diuna przewróciła oczami i powiedziała:
- Aż dziwne, że
ma faceta.
- I to nie byle jakiego, zdecydowanie trafiła
znacznie lepiej niż jej siostra. - odpowiedziała Kiazu, z
delikatnie złośliwym uśmieszkiem.
- Ten przytyk był
niepotrzebny. - powiedziała Diuna.
- Hmm… zupełnie tak samo
jak Twój. - powiedziała Kiazu, mrugając okiem.
- HA ha HA …
niech będzie … - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: -
Dobra, teraz ja chce fotki, takie aby mu szczęka opadła.
-
Hmm…. Myśląc o nim przejdź się swobodnie wśród kwiatów, tak
jakby Nas tu nie było. - powiedziała Rina.
- To akurat nie
będzie trudne. - odpowiedziała Diuna, a następnie zaczęła swoją
przechadzkę, wśród białych kiatów, które delikatnie muskała
jak i kręciła się oraz bardzo spokojnie spacerowała.
-
Kiazu, zrobisz proszę klimat świetlikami? - spytała Rina.
-
Pewnie. - odpowiedziała entuzjastycznie ognista neczanka, a
następnie przywołała parę dodatkowych świetlików, które
podróżowały, za jej siostrą, która odeszła kawałek dalej.
Diuna jest już we własnym świecie i totalnie nie zwraca uwagi na
nic.
- Myślisz, że jest coś … hmm… co szczególnie lubi?
- spytała trochę nieporadnie Rina.
- Ciężko powiedzieć, w
wieży nic nie zauważyłam u chłopaków aby coś szczególnie
lubili… czy coś szczególnie ich kręciło… - odpowiedziała
Kiazu, zastanawiając się.
- To postawię, na klasyczne urocze
i takie aby wydobyć to jak śliczna jest. - powiedziała Rina.
-
Dobry pomysł. - pochwaliła Kiazu, a następnie dodała: - U mojego
sprawa jest prosta, lubi cycki i mógłby dostawać tylko to i byłby
szczęśliwy.
- rozumiem … hmm… to w sumie pomysł na Twoją
fotkę w tych kwiatach … tylko no … musiałabyś się rozebrać …
- powiedziała Rina.
- Nie musisz mi mówić nic więcej …
Zrób cudne fotki Diunie i możemy to zrobić nawet dzisiaj. -
odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, a po chwili dodała: - OOO! Tu
wyszła super.
- A no, jest równie fotogeniczna co Ty, tylko
nie ma wprawy nad pozowaniem …. więc gdy postawi się na
naturalność to zrobienie Jej fajnych fotek też jet wykonalne, bez
jakieś „męczarni” z ustawianiem …
- Fakt … i wychodzi
mega uroczo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz