piątek, 1 maja 2026

EPIZOD 289

 

Zrodzona z Chaosu”

Oszołomiona i przerażona wodna neczanka, przestała nagrywać, wrzuciła telefon do torby i zaczęła biec. Wzdłuż rowu i w kierunku krwawej platformy. Nieruchome ciało jej ukochanego, bezwolnie spadało na ziemie prosto w sam środek rowu. Tymczasem pozostałe istoty coś krzyczały, jednak do spanikowanej i zapłakanej neczanki, absolutnie nic nie docierało. Nagle, po chwili biegu neczanka usłyszała znajomy i bardzo przenikliwy głos.
- Wsiadaj!
W tym momencie, wodna neczanka spojrzała w lewą stronę. Jej oczom ukazał się czarny smok lecący tuż obok niej. Rina bez zawahania i ufnie wskoczyła mu na grzbiet i usiadła tuż za jego skrzydłami z podkulonymi nogami. Następnie Kronos znacznie przyśpieszył lot i tuż przed upadnięciem elektrycznego neczanina do jeziora krwi, złapali go jeszcze w locie. Rina obejmując ukochanego, ze wszystkich sił, dopiero zobaczyła ogrom Jego obrażeń i to w jak tragicznym jest stanie. Przerażone serce dziewczyny bije jak oszalałe, a ona sama drży z niepewności.

- Trzymaj go mocno. - powiedział Kronos.
Następnie smok manewrując przeleciał jeszcze pod platformą, poleciał dalej prosto, po czym wzbijać się naprawdę wysoko zawrócił i z dużą prędkością poleciał gdzieś w głąb lądu, jednocześnie przelatując nad neczańskim obozem stałym.


************


W tym samym czasie kiedy Kurai, bezwładnie spadał na ziemie, Nyxana, mocno dysząc upadła na kolana. Ten atak kosztował ją bardzo dużo energii jak i sił. Otaczająca ją czarna energia i macki zaczęła znikać. W końcu nieprzytomna kobieta upadła na zakrwawioną platformę. Podbiegł do niej Damu, wziął ją na ręce i zniósł z po krwawych schodach na ziemie. Tuż za nimi platforma jak i schody zaczęły się rozpadać, a zalewająca rów krew roztapiała każdego, kto akurat się napatoczył. Ciecz nie wchłonęła się w suchy kamienny kanion, stała się sporym, wręcz kwasowym jeziorem o szkarłatnej barwie mieniącej się w blasku słońca.
- Z drogi łamagi. - powiedział Twardo Damu z kobietą na rękach, a po chwili dodał. Zbieramy się.
- Tak jest! - odpowiedziało kilku oficerów.




************


Władcy sojuszu dalej ze sobą rozmawiają nad obecna sytuacją. Długi stół gdzie zasiadają władcy, zawalony jest raportami. Na jednym z szczytów stołu widać ekran z księciem Zekeren, który nagle zrobił wielkie oczy a jego sierść chwilowo się zjeżyła, a przez jego ciało przeszły nieprzyjemne ciarki. Po chwili zawirował jego telefon, więc książę spojrzał na ekran i zdecydowanie coś zaczął oglądać w tle i jego mina nie wskazuje na nic dobrego.
- O Kurwa … - przeklął nagle Volaure.
- Coś się stało drogi książę? - spytał nagle Ankara siedzący na wprost Niego.
- Nic wielkiego, robię się już głodny – odpowiedział Książę, jak gdyby nigdy nic.
- To zamów sobie jedzenie. - powiedziała Sansha
- Nawet chętnie Królowo, jednak, jak ja nie mam z tym problemu aby zabawiać się publicznie, to nie wiem co na to reszta rady oby oglądać pornola podczas zebrania… - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Wiesz, a jak chcesz oglądać moje ciało albo je dogłębnie poczuć w sobie, wystarczy powiedzieć mogę przyjechać.
- Tak się nie robi … - odpowiedziała Królowa.
- Ojej zgorszyłem Cię och jak mi przykro..
- Książę, ta rozmowa była nie na miejscu… - upomniał Ankara.
W tym momencie zanim książę zdążył odpowiedzieć, od różnych oficerów, zaczęły napływać nagrania. Na części z nich widać jak skąpana we krwi strzała przebija fiolkę, mieniącą się na czarno, fioletowo i złoto. A na kilku widać jak Nyxana przeprowadza atak i zostaje potrzymana. Jak i jeden czy dwa pokazują jak Nyxana zostaje zabrana z platformy. Nagrań które dostali władcy od oficerów jest bardzo dużo i z różnych perspektyw.
- Ktoś nam się włamał!? - spytała Królowa Sansha.

- Nie, My widzimy, że to z pola walki. - odpowiedział Ashga.
- Ale jakim cudem uwolnił Nyxane!? - dodała Kana.
- Smocza krew, zaćmienie słońca, anomalie świata i jak dobrze widzę energia chaosu. - powiedział nagle Ankra, przybliżając filmik pokazujący fiolkę, a następnie dodał: - Mrocz
na wersja energii chaosu.
- To bez sensu! Chyba, że mają kogoś z demoniczną wersją chaosu. - powiedziała Sansha.
- Mamy Dae Cheetah, tą ma
łą z ziemi… i najbardziej znaną Kapłankę Sumi. - odpowiedziała Kana.
- Nie przypominam sobie aby któreś z nich władało demoniczną formą chaosu. - dodała Sansha.
- Co ważniejsze mamy na głowie Nyxane, która raczej żyje. - dodała Namara.
- Jeśli żyje
to nadchodzą mroczne czasy. - dodał Ankara.
- A co z wojskami? - zapytał Ashga.
- Z tego co widzę to po odzyskaniu Nyxany wycofują się, ale cześć walk jeszcze trwa.- odpowiedziała Kana.
- Trzeba ich gonić i zatłuc sukę! - powiedziała Sansha.
- Mamy zrodzoną z chaosu Nyxanę i wojska po ciężkich starciach, Nie jesteśmy wstanie teraz jej dogonić.- dodała Kana.
- Zresztą ma obstawę i teraz to się nikt do niej nie przebije. - dodała Namara.
- Jestem za tym aby dzisiaj ogarnąć sytuacje w obozach, a jutro wysłać tam oddziały do zadań specjalnych. Dzisiaj będą strzegli Jej jak oka w głowie i nie sądzę aby komukolwiek udało się do niej dostać a tym bardziej aby ją zabić. - powiedział Ankara.
- My uważamy podobnie, co prawda widzimy, że jest osłabiona, ale dostanie się do Niej w tej chwili pochłonie więcej naszych cennych zasobów. - dodał Ashga.
- Mnie zastanawia skąd mieli nieznaną nam energię chaosu!? - dopytywała Namara.
- Tak, Szanowna Królowo, to jest jedna z spraw które musimy teraz rozwią
zać. - odpowiedział Ankara.



************


Bezpośrednia łączność w okolicach eksplozji padła. Część wojskowych po obu stronach nie wróciła do walki po ucieczce z rowu, a część widać jak przeciwnicy po zniknięciu krwawej platformy zaczęli uciekać odpuścili gonienia ich i atakowania. Ten kilku godzinny atak i tak pochłonął setki istnień po obu walczących stronach. Neczańskie rodzeństwo zdążyło wparować do obozu gdzie przy maszynach bojowych stał Rudy, który nerwowo pali papierosa.
- Widziałeś to!? - krzyknęła Kiazu.
- Tak widziałem i kurwa mamy przejebane.- odpowiedział Rudy
-
Daj spokój … wiadomości od wszelakich oficerów, się urywają … - wtrącił się Amis, który właśnie przyszedł.
- Cholera.... - odparł Rudy uderzając pięścią w jedną z maszyn bojowych, a następnie dodał: - Ktoś wie gdzie poleciała Rina z Kurai’em?
- Niestety nie Ziom. - odpowiedział Otachi.
- Zajebiste! Kurai właśnie Nas uratował, dzięki niemu możemy dalej walczyć ... - odparł Hachi.
- No i szybko nie zdobędą się na taki potężny atak. - dodała Diuna.
- Tak, takiego ataku już nie będzie, nie ma szans. Walki z tego co widziałem i słyszałem się kończą. One były im potrzebne tylko po to aby nikt się nie mieszał. - odpowiedział Rudy.
- TRZEBA BYŁO POZWOLIĆ MI WALCZYĆ! - powiedziała stanowczo Kiazu, z dużym wyrzutem,
- Kiazu, jakby Twój KAPITAN się nie poświecił, albo Nyxana dalej byłaby wstanie walczyć, to właśnie byś z nią walczyła! - odpowiedział Generał.
- No dobra … punkt dla Ciebie … ale i tak mogłam walczyć. - powiedziała Kiazu, z lekkim naburmuszeniem.
- Nie mogłaś! … Zdecydowanie wolałem mieć w Tobie broń specjalną i nie tracić całego oddziału do zadań specjalnych już na wstępnie. - powiedział stanowczo Rudy, a po chwili zaniepokojony dodał: - Tak nawiasem to uważam, że Rina w takiej chwili nie powinna sama.…
- Jest z Kronosem i Kurai'em będzie dobrze. - powiedziała pełna nadziei Diuna.
- Obawiam się, że Kurai raczej nie żyje ... Od momentu eksplozji nie czuję jego energii ... - wtrącił Amis.
- Nie żartuj sobie! - stwierdził stanowczo Otachi.
- Kurai dobrze maskuje energie. - dodał Hachi.
- Tak, masz racje, ale ten atak był tak potężny, że wątpię aby to przeżył. - odpowiedział Rudy.
- Ziom jak możesz być tak bezduszny? - spytał Otachi.
- Jestem realistą, wkurwionym realistą, który stracił ogrom dobrych ludzi… i w tej chwili jesteśmy na przegranej pozycji! - odpowiedział Generał.
- Na szczęście smoki zostały i pomagają przy ewakuacji. - dodał Amis.
- Nie przebierają w środkach i zasobach ludzkich… a to niczego dobrego nie wróży. - powiedział Rudy.
W tym monnecie poddenerwowana Kiazu zamyśliła się. A po chwili jej rozbiegane oczy rozbłysły, a dziewczynie wpadł do głowy pewien pomysł. W związku z tym odeszła na bok, wyjęła telefon z kieszeni i zaczęła gdzieś dzwonić, a zdenerwowana Diuna powiedziała:
- I to ponoć ja olewam ... Kiazu przestań umawiać się na randki!
- Swoją droga Rina nie może go uleczyć? - spytał nagle Otachi.
- Właśnie Rina przecież bardzo dobrze opanowała magie leczenia... - dodał Hachi.
- Jest bez szans ... zakładając, że jego serce nadal bije ... w co niestety wątpię ... to podejrzewam że jego rany są zbyt rozlegle, aby od tak uleczyć... - odparł spokojnie Rudy, a następnie dodał: - Obawiam się, że Jemu w tej chwili może pomóc jedynie magia wskrzeszania ...oczywiście zakładając, że nie jest już za późno ... a ja niestety nie znam nikogo kto potrafił by wskrzesić drugą osobę …



************


Volaure, delikatnie zaniepokojonym wzrokiem patrzy na jeden z ekranów bocznych i zdaje się nie słuchać tego co aktualnie mówi rada. Jest wyciszony i momentami przeklina pod nosem. Nagle Jego telefon zaczął wibrować. Książę, po którym wibrowaniu telefonu, wyszedł z pola widzenia Rady i w końcu odebrał.
- Halo? No nareszcie czemu nie odbierasz? - spytała zdenerwowana i delikatnie roztrzęsiona Kiazu.

- Płomyczku, mam masę spraw na głowie dobrze o tym wiesz … - odpowiedział książę.

- Volaure, słuchaj gdzie Kronos mógłby zabrać Rinę i Kurai’a?

- Aniołka i Brata? Czekaj to Kronos gdzieś ich zabrał?- odparł zaniepokojony książę.

- No ta … zabrał Rinę a potem złapali Kurai’a zanim wpadł do jeziora krwi i potem gdzieś polecieli… nie mamy z nią kontaktu … - ... odparła zdołowana i roztrzęsiona Kiazu.
- Sprawdzę coś i odezwę się jak będę coś wiedział. - odpowiedział nagle Volaure.

- Dobra ...

W tym momencie Kiazu odłożyła słuchawkę.

- I co? - spytał dociekliwie Otachi.

- Póki co nic ... odezwie się jak będzie coś wiedział ... - odparła Kiazu.




************


Gęsty las z którego wynurza się biały, okrągły, wysoki budynek. Zdeterminowana czarna bestia szybkim tempem zmierzała w kierunku nieznanej budowli. W ten w kierunku Kronosa zaczęły lecieć ostre strzały. Deszcz ciemnych strzał skutecznie przysłonił niebo.

- Trzymaj się bardzo mocno. - powiedział stanowczo Kronos po czym zaczął manewrować wśród strzał. Po chwili wystrzelił z pyska wielką ognistą kulę, która bez problemu spaliła wszelkie lecące pociski. Następnie przeleciał przez sam środek palących się strzał i wylądował na czymś w rodzaju lądowiska. Białe kamienie, na podłodze bardzo szybko zrobiły się czerwono-purpurowe od spływającej, między innymi po ciele smoka, ledwo ciepłej krwi. Czarna bestia położyła się na ziemi, także roztrzęsiona Rina była wstanie w miarę swobodnie zsiąść. Właściwie to zsunęła się ze smoka, tuląc w roztrzęsionych ramionach nieprzytomne ciało ukochanego. Brunatna krew była wszędzie, a przede wszystkim na całym ciele Kurai'a oraz na neczańskim mundurze i ciele Riny. Widać, że elektryczny neczanin został już opatrzony po drodze. Tym samym ma zabandażowane oczy, szyję tors, lewe rawie, prawe przedramię i znacznie więcej. I białe bandaże nie są już białe, tylko splamione szkarłatna krwią, która przez nie przecieka. Jego krwawienie jest jednak mniejsze niż jakby był bez nich. Zapłakana dziewczyna klęczała trzymając ukochanego w ramionach. Po dłuższej chwili na lądowisku pojawiła się jakaś postać. Jest to furra kota o zielonym futrze w różowe paski jak u tygrysa. Ma ciemno fioletowe, długie włosy i bystre niebieskie oczy. Ubrana jest w luźna kremową suknie do ziemi. Widać iż z pewnością jest ona dojrzałą kobietą. Zasiada ona wygodnie na puchatej chmurze unoszącej się nad ziemią. Przybyszka zmierzyła chłodnym spojrzeniem neczankę, jak i smoka, po czym spytała niezadowolonym głosem:

- Czego tu?

- Jestem Rina Ryu, a to Kurai …. Pomóż mu proszę ... - odparła zapłakana Rina.

- Wiesz kim jestem? - odpowiedziała pogardliwie przybyszka.

- Nie wiem proszę Pani .... ale błagam Pani jeśli jesteś wstanie... to proszę o pomoc ...

- Jesteś aż tak głupia czy naprawdę nie wiesz? …
- Daj spokój … skończ te swoje gierki i jej pomóż! - wtrącił stanowczo Kronos.

- Błagam pomóż mu ... on się zaraz wykrwawi i umrze … - kontynuowała roztrzęsiona Rina.

W tym momencie tajemnicza postać bardzo szybko podleciała do wodnej neczanki, a następnie złapała ją za gardło i podniosła do góry, a potem powiedziała jeszcze bardziej groźnie:

- Phi ... Niby na jakiej podstawie miałabym to zrobić?

- Proszę Cię ... pomóż nam ... zrobię wszystko co zechcesz ...

- Sumi, nie przesadzaj ... - wtrącił Kronos, nieznacznie warcząc i wytrącając pyskiem wodną neczankę z uścisku furry. Sumi spojrzała na niego z ukosa po czym odsunęła się od wystraszonej dziewczyny, która z trudem łapie oddech.
- To … To Ty jesteś Sumi … - powiedziała roztrzęsiona Rina z potężnym niedowierzaniem.
- Przecież to było jasne od samego początku. - odpowiedziała pogardliwie furra, a następnie dodała: - Weź go i chodź za mną.
Na te słowa Rina wchodząc pod prawe ramie ukochanego, na swoich barkach uniosła go do góry, i zaczęła bardzo powoli iść. Nieprzytomne ciało elektrycznego neczanina, ciągnęło się po ziemi, pozostawiając za sobą krwawy ślad. Po chwili Kronos wsadził swoją paszczę pod drugie ramie przyjaciela i pomógł go transportować.
- Heh ... jednak byłeś tak głupi aby to zrobić ... a teraz musisz walczyć o życie ... o ile jeszcze żyjesz ... czarno to widzę ... Jeśli dzisiaj umarłeś ...to obiecuję Ci, że zaopiekuję się nią ... i obiecuję Ci, że jak kiedyś spotkamy się w piekle to popamiętasz mnie ... a Twoje życie po za grobowe w piekle będzie przyjemnymi wakacjami ode mnie i mojego piekła jakie Ci urządzę... - mroczne myśli kłębiły się w umyśle czarnego smoka.
- Kronos, TY idziesz do leża. Dobrze wiesz, że w dalszą część Cię nie wpuszczę. Nie wolno CI się szwendać po swoim domu. - odpowiedziała twardo gospodyni.
- Wiem… - odpowiedział po warkliwie smok.



************


- Następnym razem gdy zobaczysz mrok będzie on tlił się w świetle dnia Tobie nie dane jest poradzić sobie z tym. Łucznicy zawiodą Cię, czarna noc przemknie się i tylko woda wskrzesi mrok... Następnym razem gdy zobaczysz mrok .... Tobie nie dane jest poradzić sobie z tym .... Póki co wszystko się sprawdziło ... Głupia cholernica ... jemu nie da się pomóc ... jestem pewna, że on już nie żyje ...


************


Wkrótce Rina z ukochanym na barkach oraz Sumi dotarły do dosyć sporawej i lekko oświetlona jaskini. Po środku której znajduje się wielkie jezioro. Wydaje się być głębokie, gdyż w jego ciemnej tafli widać jedynie światło z pochodni.

- To tutaj, to jest lecznicze jezioro. Jak ono mu nie pomorze to nic mu nie pomorze. - warknęła nagle Sumi. Po czym dodała - Musi być cały zanurzony aby zadziało, jak tego dokonasz to już Twoja sprawa.

- Ale ...

- Powiedziałam, że to Twój problem a nie mój. Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, i tak powinnaś być wdzięczna, że w ogóle tu jesteś. - odwarknęła Sumi.

- Pani przepraszam, że przeszkadzam, ale pilny telefon. - wtrąciła jedna z łuczniczek.

Po tych słowach Sumi i jej służąca wyszły. Kocia fura na odchodne zmierzyła zapłakaną Rinę lodowatym i przenikliwym spojrzeniem. I tak neczanka położyła swoją torbę z boku, i została sama ze swoim ukochanym leżącym na ziemi.. Białe bandaże, które są przesiąknięte magią leczenia neczanki, nie dają rady i są już bardzo mocno nasiąknięte purpurową, chłodną i gęstą krwią.


************


- No, no Volaure ... co się stało, że postanowiłeś do mnie zadzwonić? .... ba i to wideokonferencją... mam się czuć wielce zaszczycona? ... - stwierdziła pogardliwie i groźnie Sumi, siedząca na swojej białej puszystej chmurze.

- Kochana jak zawsze... słuchaj jest u Ciebie mój Brat? - odparł zaniepokojony książę.

- Jeśli nawet ... to i co z tego, i tak nie żyje, albo jak ma szczęście to prawie nie żyje... jednak dla mnie on już jest martwy ...

- JAK TO!?

- Normalnie, nie obchodzi mnie to, moja przepowiednia się wypełnia ... i tyle

- Była z nim jakaś dziewczyna?

- Tiaa ... jakaś zapłakana raszpla go tu przywiozła... mam jej dość ... płacze z byle czego ...

- Gdzie oni są? Daj mi ja do telefonu ...

- Hmmm... nie ... jest w wodnej jaskimi ... głupia zdzira próbuje go jeszcze uratować ... -stwierdziła pogardliwie Sumi, a następnie zaśmiała się i powiedziała: - He he jest bez szans.

- Wodnej jaskini? Mamushka nie odwalaj … Przecież doskonale wiesz, że ta jaskinia nigdy nie działała na Brata, teraz też nie zadziała!

- To jej problem nie mój ... moja przepowiednia mówi, że to woda go uratuje, więc jeśli nie ta woda to tu nie ma innej która mogła by to zrobić ...

W tym momencie zapadła cisza, a powietrze zrobiło się gęste, intensywne i bardzo głębokie. Zrobiło się tak mocno energetycznie, że ta energia wręcz się wylewała się do komnaty księcia. Mimo potężnej odległości Volaure doskonale był wstanie ją czuć. Po paru chwilach kocia furra, bez słowa gdzieś szybko poleciała na swojej chmurze.

- Mamushka, co to za energia? ... SUMI! - krzyczał za nią Volaure, ale ona już tego nie słyszała. Po chwili książę dodał głośno - Cholera …

Po czym, bez słowa dla rady i bez wyłączania zebrania poza ich spojrzeniami,nerwowo zabrał swoją pomarańczową bluzę władcy z oparcia krzesła i bardzo pośpiesznie wyszedł.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz