wtorek, 3 marca 2026

EPIZOD 287

 

Smoki na stanowiskach

Kurai wraz ze swoim plecakiem wchodzi właśnie do zaparkowanego Tytana, przed budynkiem oficerskim w obozie smoków. Neczanin rzucił swój plecak na tylne siedzenie w pojeździe i w tym momencie zadzwonił Jego telefon.
- No co się dzieje? - spytał elektryczny neczanin odbierając telefon.
- Nie ma czasu na tłumaczenia, jesteśmy atakowani i potrzebuje Ciebie oraz Tytana w obozie i to jak najszybciej. - odpowiedział stanowczo Rudy, przez słuchawkę.
- Właśnie do niego wsiadłem i jak coś jestem pod łącznością.
- Świetnie, to gnaj tylko się nie zabij po drodze. Takiego chaosu nigdy nie widziałem.
- Hmm… Mam pomysł. Nie wrócę do obozu w Tytanie.
- COOOO!? Słuchaj nie mam czasu na gierki, serio takiego ataku jeszcze nie było, potrzebuje Was i rusz dupę i wracaj do obozu.
- Wyśle Tytana do obozu…
- Kurai kurwa nie odwalaj teraz tylko wykonuj rozkazy!
Generał się mocno nakręcił i zaczął bardzo szybko mówić, że ciężko było go zrozumieć. Nie było to nerwowe, bardziej chciał przekazać bardzo dużo rzeczy naraz a jednocześnie ganił, za nie wykonywanie rozkazów. Gdzieś w tle słychać też delikatnie przytłumione odgłosy bitwy.
- RUDY! Zamknij się i daj mi skończyć! - odpowiedział twardo i chłodno Kurai.
- Masz 30 sekund i obyś miał coś dobrego do powiedzenia, inaczej poznasz mój gniew i ciesz się, że obyło się bez gwizdnięcia. - Powiedział stanowczo Rudy, mocno niezadowolonym tonem
- Tytan wraca sam, a ja wezmę smoki i przylecimy z odsieczą. - powiedział Kurai.
- Masz moją uwagę. Jakie są plusy?
- W ten sposób ja wrócę znacznie szybciej do obozu oraz zamiast mnie i Tytana, będziesz miał jeszcze oddział smoków.
- Myślisz, że są gotowe na taką akcję? Nie trenowaliśmy tego
- Istnieje tylko jeden sposób, aby się przekonać.
- Jakim cudem chcesz ogarnąć tyle smoków?
- Mam swoje sposoby i wezmę koło 30. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Heh … W sumie … umiesz w smoki … No dobra niech będzie, powiedzmy, że to brzmi dobrze…. ale powiadamiasz o tym Zekeren oraz ustaw Tytana na obronny tryb bojowy, nie wiadomo na co natrafi po drodze. - powiedział twardo Rudy.
- Tak, jest! - odpowiedział Kurai, następnie rozłączył się i rzucił telefon na siedzenie pasażera.
Po czym neczanin szybko zaprogramował maszynę bojową, wygrzebał swoje rękawiczki (oraz paski, które zawsze pod nie zakłada) z plecaka oraz szybko je założył w typowy dla siebie sposób. Chwilę później pośpiesznie wyszedł i trzasnął drzwiami od pojazdu. W tym momencie Tytan odpalił i odjechał. Jednocześnie pojazd włączył maskowanie i stał się niewidoczny, a Kurai, podbiegł w kierunku legowisk smoków.



************


W stałym neczańskim obozie panuje istny chaos. Co prawda alarm już nie wyje, ale okazuje się, że duża część rowu i obozów blisko rowów są atakowane. Wojska sojuszu bronią się, a wojska Chifuina znajdują się nie tylko po drugiej stronie rowu jak w samym nim i atakują. Wszędzie są wybuchy, walki jak starcia na broń. Toczy się wiele walk jednocześnie, najwięcej jest między skałami i kamieniami wielkiego kanionu, jak i na jego granicach. To szerokie pustkowie, które wygląda jak głęboka szrama pozostawiona na grzbiecie ogromnego smoka. Głośne, różne kolorowe eksplozje są praktycznie wszędzie w okolicy. Neczańśki generał siedzi przed swoim laptopem majac wkoło siebie jeszcze dwa holograficzne ekrany które wiszą nad nim. Panuje tam swego rodzaju chaos i duży ruch. W ten rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! - powiedział stanowczo Rudy, a po chwili złapał łyka zimnej już kawy.
Kiedy drzwi się otworzyły dało się usłyszeć pokorne i nieśmiałe:
- Wzywałeś Nas?
- Tak, tak wchodźcie. - powiedział Rudy.
- Z kim idziemy walczyć!? - Wtrąciła nagle entujastycznie Kiazu wpadając do gabinetu.
W tym momencie tuż a nią weszła Diuna, Rina, oraz Otachi, który przepuścił siostry przodem.
- A gdzie Hachi? - spytał Rudy, a zanim ktokolwiek zdarzł odpowiedzieć szybko dodał: - Dobra mniejsza nie mam na to czasu, mam dla Was robotę.
- Świetnie! Będzie bitka! - dodała Kiazu.
- Zgaszę Twój entuzjazm, na te chwilę mam dla Was inne zadanie. - odpowiedział Generał, a po chwili dodał: - Potrzebuje abyście wspierali inne oddziały, ALE MACIE NIE WALCZYĆ! Chce abyście rozejrzeli się po okolicy i dali mi bezpośrednio znać co się dzieje.
- No weź! Tam się leją a nam nie dajesz! - powiedziała Kiazu.
- Po pierwsze, nie macie dowódcy aby brać udział w walkach, po drugie nie mam sam czasu aby ruszyć się z Wami, po trzecie sprawa wygląda tak, spodziewaliśmy się tego ataku, od jakiegoś czasu mieliśmy informacje, żę coś się wydarzy ale nie wiedzieliśmy co. Jednak mam przeczucie, że coś jeszcze jebnie, i to co widzimy to dopiero preludium.
- Myślisz Ziom, że taktycznie chcą Nas zająć? - spytał Otachi.
- Coś w ten deseń, moje doświadczenie wojskowe mi podpowiada, że Oni coś jeszcze knują poza otwartym zmasowanym atakiem. - odpowiedział Rudy.
- I tu wchodzimy my, cali na biało... - powiedziała Diuna.
- Tak, chce abyście zachowali siły w razie co na później, w końcu jesteście oddziałem do zadań specjalnych. A teraz bardzo mocno potrzebuje abyście przemykając po polu bitwy rozejrzeli się i skupili się na obserwacji. Może coś zobaczycie, na pewno prędzej coś zobaczycie niż walczący.
- No niech będzie. - powiedziała niezadowolona Kiazu.
- A Kurai kiedy wraca? - spytała pokornie Rina.
- To Ty nie wiesz takich rzeczy? - spytała Diuna.
- Nie odpisuje … - odpowiedziała pokornie Rina.
- Też nie odbiera. W sumie nie miałem z Nim kontaktu odkąd dostał rozkaz że ma wracać. Może telefon mu padł czy coś bo na łączności widzę, że jest aktywny. W wolnej chwili Go wywołam przez łączność. - odpowiedział Rudy.
- Poproszę. - wtrąciła Rina.
- To Ty wiesz takie rzeczy!? - Spytała nagle Diuna.
- Dobry dowódca wie wszystko. A co do łączności to widzę tylko jak ktoś jest na możliwości wywołania. Tyle Ci wystarczy. - odpowiedział Rudy, a po chwili dodał: - I jak coś to Kurai prawdopodobnie jest już w drodze, i jak wróci to zobaczę jakie będę miał dla Was rozkazy, i jaka będzie sytuacja na froncie, a póki Go nie ma to robicie dla mnie rozeznanie. - odpowiedział Rudy.
- Brzmi jak plan. - dodał Otachi.
- Rudy no weź, ja mam walkę we krwi. - wtrąciła Kiazu.
- Później, bądź moją tajną bronią. - odpowiedział Rudy.
- Ok, to bardziej do mnie przemawia! - odpowiedziała Kiazu.
- Świetnie! To teraz sprawcie łączność i informujcie mnie na bieżąco. - powiedział Generał a po chwili dodał:- Aha Rina weź swoją torbę, może trzeba będzie kogoś opatrzeć.
- Tak jest. - powiedziała Rina.
- A i trzymajcie się w miarę możliwości razem, a jak ktoś się przywali, to odsyłacie do mnie jako bezpośredniemu dowódcy. - powiedział twardo Rudy.
- Tak jest! - powiedzieli mniej lub bardziej zgodnie neczanie.
- Świetnie to do roboty! - powiedział Rudy, pokazując gestem, że mają wyjść z gabinetu.



************


Słoneczny dzień mieni się ogromem różnych kolorów, a cały wąwóz dzielący grzbiet Sekai Dagaal przeładowany jest energią, jak i kurzem oraz dymem. Wygląda jak wielka krwawiąca i jątrząca się rana na ciele ogromnego smoka. Tylu potężnych walk, w tym samym casie ten świat jeszcze nie widział. Bardzo szybko zrobiła się tam gęsta atmosfera i intensywna atmosfera. A wszystko to doskonale widać z samego Zekeren, gdzie książę siedząc przy samym oknie i jednocześnie obserwując różne ekrany wiszące przed nim, jak i to co dzieje się za oknem. Jednocześnie próbuje się gdzieś dodzwonić.
-
Kurde czemu nie odbierasz? - zamyślił się książę po raz kolejny odkładając telefon.
-
Dlaczego Volaure nie jest tutaj z Nami? - spytała nagle Sansha, to zwróciło całą uwagę księcia na monitor, ma którym obecnie trwa zebranie rady.
- Aż tak stęskniłaś się za moimi szlugami? - odpowiedział Volaure.
- Nigdy! Masz tu być bez nich. - powiedziała stanowczo Królowa.
- Hmmm… to ja wole zacisze Zekeren. - odpowiedział Książę, mrugając okiem.
-
Szanowna Królowo, ktoś musi obserwować pole bitwy z bezpiecznej odległości. Dzięki temu jeśli cokolwiek zagrozi Nam to możemy teleportować się na Zekeren. - dodał spokojnie Ankara.
-
Niech będzie, ale to ON ZA TYM STOI! - uniosła się Królowa.
- No to znowu zaczynamy… - odpowiedział Volaure przewracając oczami, jednocześnie dopiero teraz zobaczył że ma wiadomość na messku, od Ambasador Kana.

*
Tygrysku do kogo próbujesz się dodzwonić?
*
Do pewnej Fujary, która nie odbiera. - odpisał szybko Książę.
*
Spodziewałam się odpowiedzi, że do „Aniołka”. Odwołujesz zabawę, a może domawiasz kolejnych przyjemniaczków?
*
Nie, nie to takich Fujar nie dzwonił bym podczas zebrania, to zupełnie inna sprawa.
* Sansha, jak zauważy to będzie się drzeć, że dzwonisz po asasyna aby ją zabić.
* I dostała by odpowiedź taką jakby chciała.
* Może powinnam zacząć jej wierzyć?
* Kana, w tych bajkach szybko byś się zgubiła.

W międzyczasie neczańska Królowa, bardzo mocno upierała się, że to co się dzieje w wąwozie to wina Volaure, jednak sam książę totalnie się tym nie przejmował i jednym uchem wpuszczał, a drugim wypuszczał, słowa władczyni.
-
Książę zaplanował wszystko, to strategia jak Nas wykończyć i sprawić aby tamci wygrali! To na pewno ON!
- Tak, a o co chodzi? - odpowiedział Volaure z wrednym uśmiechem.
To spowodowało, że neczańska królowa, została zbita z tropu i wręcz nabrała wody w usta.
-
To co Królowa Nam mówi to jakieś bzdury, nie tylko książę to przewidywał, ale my również. To My również jesteśmy zdrajcami?- W trącił się w końcu Ashga.
- Nic takiego nie powiedziałam, że jesteś zdrajcą Ashga. - odpowiedziała Sansha.
- My widzimy w tym wojskową wiedzę a nie zdradę, a Twoje ataki na księcia świadczą jedynie o tym, że czepiasz się go jako najmłodszego w radzie. My widzimy, że już nie raz udowodnił, że jest po naszej stronie. - odpowiedział Ashga.
- I jest ogarnięty i zaradny, jak na swój wiek. - dodała Ambasador Kana.
-
Jesteście ślepi, jeszcze zobaczycie, że zdradzi! - odpowiedziała Sansha.
-
Moi drodzy, wracając do głównego tematu naszych rozmów. - wtrącił Ankara, a następnie dodał: - Zostaliśmy zaatakowani w walce bezpośredniej. Na szczęście dowódcy, nie dali się zaskoczyć i duża cześć oddziałów była w obozach. Tu muszę pochwalić neczańśkiego generała Rudego BiRyu. Bardzo profesjonalnie podszedł do nadchodzących wydarzeń.
-
Tak, słyszeliśmy od Naszego Bosmana, że tam mocno się wykazał. My to pochwalamy i dzięki Jego inicjatywie każdy obóz ma ukryte jednostki tak w razie co. - dodał Ashga.
- Jak i parę sztuczek w zanadrzu. - dodał Volaure.
- Tylko co Oni mogą chcieć? - spytała Sansha.
- Myślę zacna królowo, że to może być związane z tym, że dzisiaj jest najdłuższy dzień. - odpowiedział Ankara.
- Moim zdaniem to będzie cos grubego. Słyszałem, że Generał Damu tez jest na polu walki. I podejrzewam, że sam Chifuin też tam jest. - powiedział Volaure.
- Nie wykluczone, że tak właśnie może być. - powiedział Ankara.
- To tylko otwarty atak i nic więcej. - upierała się Sansha.
- Myślimy że w przeciągu paru najbliższych godzin czy dni to zostanie Nam wyjaśnione. - odpowiedział Ashga.
- Tak, dowiecie się, że za wszystkim stoi Volaure! - dodała Sansha.



************


W sporej wielkości namiocie, z grubego beżowo-białego materiału, znajduje się czarny piec typu „koza” , potężne łoże z czerwoną pościelą z złotymi zdobieniami, oraz ozdobny tron utrzymany w bieli, czerwieni i złocie. Ma on wysoką obudowę i jest na piedestale. Samo siedzisko jest złote i bardzo niskie, a jednocześnie wygląda na wygodne. Na tym krześle tronowym zasiada delikatnie przygarbiony starszy mężczyzna, którego twarz zdobi wspaniała i zadbana, biała szpiczasta broda i cienkie, długie wąsy, które sięgają, aż do jego klatki piersiowej i idealnie pasuje do jego klasycznego, a zarazem dostojnego, intensywnie czerwonego kimona. Dodatkowo ma on poważne, bladoniebieskie oczy, które przepełnione są chłodem i doświadczeniem, i wydają się być bardzo stanowcze i surowe. Całości dopełnia jego wysokie, pomarszczone czoło i dostojny, biały kok. Ten dystyngowany starzec, powoli pije gorącą herbatę z wysokiego kubka. Przed nim na stoliku stoi ozdobna fiolka, mieniąca się na czarno, fioletowo i złoto, która iskrzy, delikatnie sporadycznie błyszczy na zielono i sprawia wrażenie, że to co się niej znajduje jest „żywe”.
-
Cząstka Chaosu jaką dostałem, pozwoli zrealizować mi mój wspaniały plan. Nie sądziłem, że tak łatwo go odda, chociaż przy nieskończonej energii chaosu to co dostałem, to zaledwie szczypta. Ale to wystarczy aby przechylić szale zwycięstwa na moją korzyść. - zamyślił się Chifuin.
Po chwili do pomieszczenia wszedł wysoki młody, poważny, dobrze zbudowany, mężczyzna. Ma on krótkie, zadbane ciemnofioletowe włosy i poważne żółte oczy. Ubrany jest w dopasowaną, purpurową marynarkę, na długi rękaw, z wysokim kołnierzem i zapinaną z boku, o złotych zdobieniach i guzikach oraz czarne jeansowe spodnie. Całości jego ubioru dopełniają czarne, wysokie wojskowe byty, czerwony pas oraz złote grube paski wieńczące rękawy. Dodatkowo mężczyzna ma założoną purpurową wojskową rogatywkę, w taki sposób, że widać mu zarówno cześć włosów jak i jej daszek nie zasłania mu twarzy.
- Wzywałeś Panie. - powiedział oficer.
- Damu, dobrze, że jesteś. Sprowadzili już smoka?
- Nie Panie, jest jeszcze w drodze, lecz wkrótce dotrze do Nas wedle wytycznych.
- Niech będzie… Wszystko inne już gotowe?
- Tak Panie.
- To już czas, abyś to Ty miał to przy sobie, możesz ją zabrać i wiesz co robić. - odpowiedział Chifuin.
- Tak jest Panie. - odpowiedział generał, po czym wziął tajemniczą fiolkę i schował ją do kieszeni, a następnie pośpiesznie wyszedł.
- To ja rozdaje tu karty, wygrana będzie moja. - rozmyślał Chifuin.



************


Neczańskie rodzeństwo przemyka po terytorium walk. Starają się poruszać po kamienistych obrzeżach kanionu. Starają się nie rzucać w oczy. Kiazu raz i drugi musiała postawić swoją ognistą tarczę, aby ochronić siebie i rodzeństwo. Ognistą neczankę bardzo kusi aby stanąć do walki, ale na te chwilę póki co zaciska pięści i nie angażuje się w walki. Po chwili pod samą ścianą kanionu natrafili na bardzo mocno poobijanego żołnierza należącego do wojsk Króla Ashga. Jest bladoniebieski i z trudem oddycha. Kiedy rodzeństwo do niego podbiegło, okazało się, że bardzo mocno krwawi z kilku miejsc. Rina bez zawahania podbiegła do niego.
- Spokojnie zaraz poczujesz się lepiej. - powiedziała Rina, po czym uklękła i zaczęła sprawdzać jak się czuje.
Wojskowy jednak patrzył jedynie pustym, bladym spojrzeniem, to sugeruje ze stracił naprawdę dużo krwi i jest bardzo mocno osłabiony.
- Wygląda jakby uszło z niego życie. - powiedziała Diuna.
- Bo … Bo uszło … - powiedziała smutno Rina, a potem dodała: - On nie oddycha, nie jestem wstanie już mu pomóc.
- Tu w okolicy była sroga bitka… - powiedziała Kiazu uważnie oglądając okolice spowitą ogromem szkarłatnej krwi i martwymi ciałami należącymi do obu walczących stron.
- Będzie takich więcej… Nadal chcesz walczyć? - spytała Diuna.
- Oczywiście, że tak! - odpowiedziała Kiazu bez zawahania,a po chwili dodała: -Teram mam ochotę pomścić każdego z nich!
- Jesteś szalona. - odpowiedziała Diuna przewracając oczami.
W tym momencie w rodzeństwo uderzył bardzo silny podmuch wiatru. Był aż tak silny, że musieli zasłonić oczy.
- Otachi! Co Ty wyprawiasz!? - oburzyła się Diuna.
- To nie ja, to one! - odpowiedział Otachi patrząc na ziemie.
Tam zauważył ogromne cienie, które pokazał siostrom.
- To smoki … - powiedziała nie pewnie Rina, rozpoznając ich cienie.
Oczy neczan wzniosły się ku niebu, gdzie majestatyczne stworzenia w rożnych kolorach przyleciały nad wąwóz. Na ich czele leciał spory czarny smok, na jego grzbiecie znajomy jeździec.
- TO KURAI! - krzyknęło radośnie rodzeństwo.
Smoki, rozproszyły się po terenie, i tam gdzie potrzeba atakowały swoimi mocami, chroniąc żołnierzy sojuszu. Część s nich po prostu latała wysoko na niebie wydając ryczące dźwięki, typowe dla smoków. W tym samym czasie czarna bestia zaczęła delikatnie krążyć nad sporym obszarem, między neczańskim rodzeństwem, a kawałkiem za stały oboz neczan.
-
Hej. - odpowiedział Kurai, który przestawił swoją łącność na kanał swojego oddziału.
- O Stary! Dobrze, że jesteś. - ucieszył się Otachi.
- Wreszcie zaczniemy działać dodała entuzjastycznie Kiazu.
W między czasie elektryczny neczanin rozejrzał się po okolicy i spytał:
- Hachi jest tam gdzie myślę, ze jest?
- Tak, nadal w karcerze Ziom, ma w tym trochę szczęścia. - odpowiedział Otachi.
- Rozumiem, ogarnę to. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał: - Co tu robicie bez dowódcy?
- Ziom, jesteśmy pod dowództwem Rudego, i w skrócie póki co mamy obserwować i „pomagać” – odpowiedział Otachi.
- I nie pozwolił nam póki co walczyć. - powiedziała naburmuszona Kiazu.
- Kurai,Volaure, próbował się do Ciebie dodzwonić. - wtrąciła pokornie Rina.
Na te słowa elektryczny neczanin siedzący na smoku, sprawdził kieszenie, a po chwili przypomniało mu się co zrobił, ze swoim telefonem i powiedział:
- Zostawiłem telefon w Tytanie, przyjedzie wraz z nim. Teraz jestem już na łączność naszego oddziału, gotowy do wywołania, tak będzie łatwiej się ze mną skontaktować. Przekaż to proszę Volaure, jak się odezwie.
- Dobrze. - odpowiedziała Rina.
- Świetnie, dobra mamy chaos do ogarnięcia. - powiedział chłodno Kurai.
Po chwili Kronos w majestatyczny sposób, zrobił wielkie koło wysoko nad całym terenem, a następnie poleciał do stałego neczańskiego obozu.
- Hachi ma jakaś karę, że sprząta karcery? - spytała Diuna.
- Nie Sis, On jest W karcerze. - odpowiedział Otachi.
- Zatrzasnął się tam? - spytała Diuna.
W tym momencie potężna eksplozja energii eksplodowała całkiem blisko neczańskiego rodzeństwa. A następnie kolejna. Co spowodowało, że cały teren spowił się kurzem.
- Chyba czas albo na walkę albo aby zmienić naszą lokalizację. - powiedziała Kiazu.
- Możesz mieć racje. - odpowiedział Otachi.
- No to zmieniamy miejsce. - dodała Diuna, a następnie wszyscy korzystając z zamieszania, pośpiesznie wdrapali się wyżej, na sam szczyt skarpy, gdzie ukryli się na obrzeżu lasu.



************


Gabinet Neczańskiego Generała, w którym panuje półmrok, z niebieskimi i zielonymi poświatami. Okna są zasłonięte, grubymi roletami. Rudy stoi za swoim biurkiem na którym rozpościera się hologram rowu. Bez jakiś szczegółów, jedynie jest tam masa kolorowych kropek, które oznaczają oddziały zarówno ze strony sojuszu jak i przeciwników. Gdzieś tam z boku stoi też otwarty laptop jak i kubek z kawą. Generał jest gotowy odezwać się do dowolnego oddziału, ale obecnie nikogo nie ma na stałym nasłuchu. Ma też odpalony ekran, gotowy do połączenia z władcami. Rudy zdążył wziąć kubek z kawą do ręki i rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść. - powiedział stanowczo Rudy, po czym wziął łyka kawy.
W ten drzwi otworzyły się.
- O Kurai, już jesteś. - powiedział Generał, a następnie dodał: - Szybko jakoś.
- 3h, smoki są szybkie. - odpowiedział chłodno Kurai.
- No Tytan jeszcze nie dotarł, z tego co widzę będzie późnym wieczorem. - odpowiedział Rudy.
- Chciałbym swój oddział w komplecie. - powiedział stanowczo Kurai.
- Jeszcze nie. Zależy mi abyście były zdolni do walki trochę później. Nazwij to głupotą ale intuicja mi mówi, że coś jest nie tak z tym atakiem. General Ambasadora Chifuina, Damu, nie jest głupi i przeprowadził by od tak otwartego szturmu na przeciwnika, tylko po to polała się krew. - odpowiedział spokojnie Rudy, a po chwili dodał: - Twój oddział póki co robi mi za obserwatorów, i mają za zadanie zwracać uwagę na wszystko, nawet jak uznają to za pierdołę, a Ty możesz zając się szturmem z powietrza i smokami, aby odwracać uwagę.
- Ok, jednak mój oddział jest nie kompletny.
- Zaraz, że co proszę!?
- Nie ma z nimi Hachiego, który siedzi w karcerze.
- Ty chyba żartujesz? Za co?
- Może Ty mi to powiesz?
- Dziwne…nie mam żadnego raportu z karceru… no dobra sprawdzimy to. Idziemy teraz do karceru, ale jeśli to jakiś głupi żart czy próba odwrócenia mojej uwagi to pożałujesz tego, zarówno Ty jak i Twój oddział!- odpowiedział twardo i stanowczo Rudy, a następnie obaj oficerowie pośpiesznie wyszli z gabinetu.



************


Kamienno-ziemna grota, a w jej środku metalowe masywne drzwi, które z odgłosem ciężkości zostały otworzone. Za nimi znajduje się długi dość szeroki, i całkiem wysoki tunel, który jest oświetlony tylko paroma lampami w równych odległościach. Chłodny korytarz doskonale wytłumiał dźwięki z zewnątrz, ale było słychać jedynie ciche kroki oraz nieidentyfikowane dźwięki z jego wnętrza, które z każdą chwilą stawały się głośniejsze. Wkrótce po prawej stronie dało się zobaczyć wysokie metalowe kraty, a na wprost nich, na przeciwnej ścianie, kolejną lampę. Nagle zza krat wyleciał okrągły kawałek ziemi. A po chwili drugi. W tym momencie okazało się, że za kratami na kamiennej podłodze, bokiem do krat, siedzi Hachi, w rękach trzyma ziemnego pada od konsoli, a przed nim znajduje się spory kamienny telewizor a w nim dwie ziemne figurki walczą ze sobą. Na pierwszy rzut oka to klasyczna gra bijatyka wraz z lekko przytłumionymi dźwiękami walki.
- Hachi, co Ty wyprawiasz? - spytał nagle znajomy głos.
- Gram w grę Ziom… - odpowiedział Hachi, wykonując na kamiennym padzie sekwencję jakiegoś kombosa, i dopiero po chwili spojrzał w kierunki krat i powiedział:
- O cześć Rudy.
Następnie ziemny neczanin wrócił do gry. Nagle jednak spojrzał znów na kraty i w panice zniwelował swoją moc, i cała gra, telewizor jak i pad rozsypały się na drobne kawałki. Po czym z zakłopotaną miną, szczerząc kły i udając, że nic się nie stało powiedział:
- O Rudy i Kurai …. Co tam?
- Czy Ty właśnie grałeś na konsoli w karcerze? - spytał Rudy.
- Yyyy… być może. - odpowiedział Hachi z głupawym uśmieszkiem.
- Mniejsza, lepiej mi powiedz co tu robisz!? -spytał stanowczo Rudy.
- To długa historia. - odpowiedział Hachi.
- To ją streść. - wtrącił chłodno Kurai.
- Hachi, na powierzchni jest chaos, nie mam czasu na pierdu pierdu. - powiedział Rudy.
- Co tam się dzieje? - spytał Hachi podchodząc do krat.
- Jesteśmy atakowani, więc się streszczaj. - odpowiedział Rudy.
- No to ten Ziom … Nic wielkiego … Pobiłem się z Moyoshim … i trafiłem tutaj … - odpowiedział zakłopotany Hachi.
- Ja pierdole nie wieże. Co za typ … - odpowiedział Rudy, robiąc klasycznego facepalma, a po chwili otwierając karcer powiedział: - Dobra nie zrobiłbyś tego bez powodu … idziesz z Nami i wracasz do oddziału. Potrzebuję Cię na górze a nie tutaj. Aha wyjaśnimy tą sprawę później.
- Tak jest! - powiedział radośnie Hachi.
- Kurai, Ty wracasz na niebo i ogarniasz swoją robotę. - kontynuował twardo generał, a potem szybkim krokiem ruszył do wyjścia, chwilowo zostawiając pozostałych samych.
- Ziom… - zaczął Hachi.
- Zasłużył? - spytał chłodno Kurai.
- Jasne, że tak.
- Tyle na tą chwilę mi wystarczy. - odpowiedział Kurai, a po chwili dodał: - Idziemy, jest chaos do ogarnięcia.
- Spoko Ziom. - odpowiedział Hachi.


czwartek, 5 lutego 2026

EPIZOD 286

 

Dramatyzowanie bez powodu?

Słońce wzeszło już jakiś czas temu, więc jest już dość wysoko na niebie, chociaż jeszcze jest bardzo wczesny ranek. Wiele chłodny wiatr, zapowiada się przyjemny dzień. Neczańskie rodzeństwo siedzi razem pod obozem na trzepaku. Diuna i Rina siedzą pod trzepakiem, tak aby nie przeszkadzać pozostałym, którzy robią różne akrobacje na trzepaku. W międzyczasie wodna neczanka robi im zdjęcia, jak i rodzeństwo rozmawia ze sobą.
- Podwójnego obrotu na górze to pewnie nie zrobisz? - powiedziała Diuna.
- Jak nie, jak tak. Ktoś tu mnie nie docenia. - odpowiedział Hachi, a następnie bez trudu zdobił podwójny obrót na górnej części trzepaka, po czym efektownie zeskoczył.
- Niezłe Bro. - pochwalił Otachi.
- Ciekawe czy jak byliśmy mali to też się bawiliśmy na trzepaku? - zaciekawiła się Rina.
- Patrząc jak te dwie małpy tam szaleją to na pewno. - odpowiedziała Diuna.
Na te słowa Hachi i Otachi ugięli kolana i rozluźnili ręce, i udając małpy zaczęli skakać po trzepaku wydając jednocześnie radosne odgłosy małp. A po chwili Hachi z uśmiechem godnym chochlika, powiedział:
- Nie wiem o jakich małpach mówisz.
- Coś musiało Ci się sis przewidzieć. - dodał Otachi, szczerząc kły.
- Taa … na pewno nie dowidzę … - odpowiedziała Diuna.
- Dobra patrzcie na to! - krzyknęła Kiazu, a następnie z delikatnego rozbiegu skoczyła na trzepak, robiąc przy tym kilka efektownych obrotów. Na koniec zeskoczyła robiąc spektakularne salto.
- No brawo Płomyczku, jesteś w formie. - odezwał się nagle znajomy głos.
- Taakat! - krzyknęło zgodnie rodzeństwo.
W tym momencie okazało się Porucznik wraz ze swoim odziałem właśnie do nich podszedł.
- Ale za to czujność na minusie. - powiedział Taakat.
- Ziom, dobrze rzuciłeś na ukrycie i tyle. - wtrącił Otachi.
- Was nie musimy się obawiać Ziom. - dodał Hachi.
- Idziecie na misje? - spytała Kiazu.
- Tak, musimy sprawdzić jedno miejsce. - odpowiedział porucznik, a następnie dodał: - Pewnie chcielibyście iść z Nami?
- TAK! - krzyknęli Hachi, Otachi i Kiazu.
- Generał Nas nie puści. - powiedziała Diuna.
- Kapitan pewnie nie długo wróci i też ruszycie. Doba dzieciaki musimy już iść. - powiedział Taakat.
- Do zobaczenia! Będę grzała sale treningową!- powiedziała Kiazu.
- Chętnie skorzystam. - odpowiedział Taakat.
- Tylko nie schłodź temperatury. - dodała Kiazu.
- Płomyczku, ja ją tylko podnoszę. - odpowiedział porucznik mrugając okiem.
- I mówi to woda…. - wtrącił Key'leanem, przewracając oczami.
- Woda, która jest bardziej gorąca od Ciebie. - odpowiedział Taakat, szczerząc kły. A następnie dodał: - Rina podejdź do mnie.
- Ja? - zdziwiła się wodna neczanka, a następnie lekko speszona podeszła do porucznika. Ten od razu szybko i stanowczo złapał ją za biodra, uniósł i posadził na trzepaku. Po czym przytulił i jednocześnie powiedział:
- Tak będzie wygodniej, zarówno mi jak i Tobie. I możesz czasem mnie przytulić.
- Dobrze… Powodzenia na misji. - powiedziała Rina odwzajemniając uścisk.
- Taakat. - wtrąciła Diuna.
- No co chcesz? - spytał porucznik, kończąc uścisk.
- Twoje nazwisko nie brzmi na neczańsie… skąd ono? - powiedziała Diuna.
- Serio, teraz o to pytasz? - wtrącił Key’leanem.
- No co, interesowało mnie to od dawna, ale jakoś nie było dobrej okazji. - odpowiedziała Diuna wzruszając ramionami.
- Mój pra, pra, pra dziadek od strony ojca był ziemianinem, a ja jestem kolejnym facetem w męskiej linii rodu. Dlatego moje nazwisko nie brzmi neczańsko. - odpowiedział dość twardo Taakat, a następnie dodał: - Dobra oddział zdecydowanie już czas na Nas.
Na te słowa oddział w dużej mierze bez słowa oddalił się. Z rodzeństwem został tylko Stevenen, który po chwili zawahania podszedł do siedzącej na ziemi Diuny, ukucnął, a następnie pocałował w usta. Szybko, przyjemnie i głęboko.
- Stevenen rusz się nie mamy czasu! - Krzyknął nagle Taakat.
- Tak jest! - odkrzyknął Stevenen, a następnie mrugnął okiem i podbiegł do swojego oddziału.
- Fiu, fiu siora ładne rzeczy. - powiedział Otachi, opierający się o trzepak.
- Normalne. - odpowiedziała Diuna.
- No na pewno, ładnie odwaliłaś. - dodał Hachi, stojący obok brata.
- Tobie akurat nic do tego … - odpowiedziała Diuna.
- Mi może nie, ale jemu już tak. - powiedział Hachi, a następnie pokazał głową Moyoshiego, stojącego nieopodal z wielkimi oczami.
- Myślicie, że coś widział? - spytała Rina.
- Na pewno … - odpowiedział Hachi.
W tym momencie kapitan, jakby się ocknął i stanowczym krokiem podszedł do rodzeństwa i powiedział: - Generał chce Was widzieć. TERAZ.
- No to czas na Nas. - powiedział Otachi.
Po tych słowach neczańskie rodzeństwo zebrało się i ruszyło w kierunku obozu.
- Diuna, Ty zostajesz. - powiedział Moyoshi.
- Po co? Przecież sam mówiłeś że teraz mamy iść do Rudego. - odpowiedziała Diuna.
- Generał sobie poradzi z pozostałymi, a Ty masz zostać.
Kapitan mówił nerwowym, ale stanowczym tonem. Psychiczna neczanka nie chętnie w końcu została, a reszta rodzeństwa bez słowa poszła w kierunku do obozu.
- CO TY ODWALASZ!? - Krzyknął w końcu Moyoshi.
- Nic, dramatyzujesz bez powodu. - odpowiedziała spokojnie Diuna.
- JAK BEZ POWODU!? Właśnie całowałaś się z innym typem i to na moich oczach!
- Tak, tak a jak Ty przelizałes się z moja siostra to było wszystko w porządku?
- To było co innego, to była gra w butelkę i byliśmy podpici …
- A to był zakład, i możesz podziękować Kiazu, że go przegrałam.
- Założyłaś się o siarczystego całusa?
- Nie ważne o co, to taka sama sytuacja. W tedy też mi powiedziałeś ze dramatyzuje i nic się nie stało. Ogarnij się.
- Nie Diuna, to co innego!
- To dokładnie to samo i już wiesz hipokryto jak się wtedy czułam.
- Przypominam, że to TY zaproponowałaś granie i MÓWIŁAŚ, że tak tak ok! I jeszcze cisnęłaś nam po ambicji, że tego nie zrobimy!
- No i? Teraz mi się odwidziało… Sam widzisz jakie to przyjemne.
- Nie mów mi, że wymyśliłaś to tylko po to aby się zemścić?
- Inteligentny jesteś, domyśl się sam. - odpowiedziała Diuna, odchodząc.
- CZEKAJ! NIE SKOŃCZYŁEM! - Krzyknął Moyoshi.
- ALE JA TAK! - odkrzyknęła Diuna, pośpiesznie odchodząc.
Kapitan pobiegł za Diuną i szybko złapał ją za ramie odwrócił do siebie i kontynuował:
- Co to miało być!?
- ZOSTAW MNIE! - krzyknęła neczanka wyrywając się.
- Ziom zostaw ją. - wtrącił nagle znajomy głos.
Samo to wystarczyło, że kapitan zwolnił uścisk, neczanka mogła się wyrwać i pośpiesznie uciec.
- Nie wtrącaj się! - powiedział Moyoshi odwracając się
- Ziom, zluzuj majty i weź wrzuć na luz. - odpowiedział Hachi stojący między drzewami.
- Zaraz nie miałeś iść do obozu? Co tu w ogóle robisz?
- Miałem, ale zgubiłem drogę… - odpowiedział Hachi szczerząc kły.
- Co za ściema...
- Stary, chciałem zadbać o swoja siostrę. Nie widzisz tego?
- Dziwnie to brzmi z Twoich ust … sami się żrecie ile wlezie… mniejsza … ZADBAĆ O SIOSTRĘ!? To ja tu jestem skrzywdzony, sam widziałeś co odwaliła.
- Macie sporo do przegadania Ziom.
- Nie mam czasu na pierdolenie z Tobą, muszą ją dogonić.
- Dobra Stary, Zagrajmy w grę … powiedz mi jak w padniesz za nią w tym stanie do obozu, a Ona będzie krzyczeć „zostaw mnie” to co się stanie?
a) Będzie wrzeszczał b) latryny in coming
c) wkurwi się d) wszystko na raz
- Co to za durna gra? … Rudego nie znasz? W skrócie no Rudy się wkurwi i to zajebiście się wkurwi… a to co wymieniłeś nawet w połowie się nie ma do tego co się stanie …
- No na mnie czas, muszę iść do Generała. - odpowiedział Hachi, a następnie dodał: - Aha, żeby było jasne nie myśl sobie, że pozwolę Ci ot tak zrobić jej krzywdę. Polecam pokojowe rozwiązania Ziom. Ewentualnie zerwanie.
- Zerwanie też ją skrzywdzi.
- Obstawiam, że nie, jakby miało ją to obejść to stary nie mielibyśmy popisu z rana … Ziom, wyrażę się jaśniej... nie pozwolę Ci wyładować złości, agresji i frustracji na niej, a ni na żadnej innej mojej siostrze, mam nadzieje, że to jasne Ziom? A do tego co widziałeś Stary, potrzeba było dwojga, a nie Tylko niej ... - odpowiedział spokojnie Hachi odchodząc.
Roztrzęsiony kapitan, wyjął z kieszeni fajki od razu zapalił papierosa, którego bardzo szybko wypalił i praktycznie od razu zapalił drugiego, którego również szybko wypalił i w sumie zapalił też trzeciego, ale wypalił go do połowy, po czym rzucił na ziemię i przydeptał.
- Ja pierdole!
Następnie nerwowym krokiem i ewidentnie dalej zły udał się w kierunku obozu.


************


Gabinet neczanskiego generała, do którego wparowało neczańskie rodzeństwo.
- Puka się … - powiedział Rudy, a następnie zaskoczony spytał: - Zaraz Co tu wszyscy robicie i to jeszcze przed 8:00?
- Moyoshi kazał nam przyjść. - powiedziała Kiazu.
- I podobnież chciałeś Nas wszystkich widzieć „teraz”… - dodała lekko speszona Rina.
- Że też udało mu się Was obudzić. - powiedział Rudy.
- Okupowaliśmy trzepak pod obozem. - powiedział Otachi.
- To wiele tłumaczy, chociaż i tam dziwne jak na Was … - powiedział generał.
- Sami nie wiemy co Nas do tego skłoniło. - odpowiedziała Kiazu.
- Wy wiecie, że dzisiaj jest najdłuższy dzień? - Spytał Rudy.
- Yyyy nie… - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo.
- To już wiecie, dzisiejszy dzień według obliczeń ma mieć aż 17 godzin. - powiedział generał.
- O nie to będzie długi dzień do pracy … - wtrąciła Diuna.
- No nic … W sumie chciałem tylko chłopaków, bo potrzebuje ich przy budowie nowego hangaru. - odpowiedział Rudy, a po chwili dodał: - No ale skoro jesteście wszyscy to możecie tam iść. Znajdzie się roboty dla każ
dego.
- Nie dzięki. - odpowiedziała Diuna.
- Podziękujesz jak zapracujecie, a teraz sio na budowę. - odpowiedział Rudy.
W tym momencie do pomieszczenia wparował Hachi.
- O jest Pan spóźnialski Widziałem, że jednej osoby brakuje. - stwierdził Rudy.
- Sorry Ziom, myślałem, że nie zauważysz … dwójka przycisnęła i prawie było grubo … zdecydowanie leciało jak nie wiem... - odpowiedział Hachi.
- Haaaaachi …. - powiedziały lekko załamane siostry z nutą obrzydzenia w głosie.
- Nie musiałem tego wiedzieć. - dodał Rudy, robiąc klasycznego face palma, a następnie dodał: - Dobra idźcie do Amisa, i powiedziecie, że Was przysyłam do pomocy na budowie.
- Tak, jest. - odpowiedziało rodzeństwo.



************


Smoczy obóz, w którym w jednym z gabinetów oficerskich trwa właśnie zebranie. Biorą w nim udział Bosman Smoczysław, Głównodowodzący cywil oraz neczański kapitan i książę Zekeren. Wszyscy poza księciem siedzą w jednym pomieszczeniu na krzesłach, zza biurkami. A władca siedzi na swojej kanapie i jest widoczny podczas wideo rozmowy. Jak Volaure, jak i Kurai siedzą dość swobodnie tak Bosman widać, że jest zestresowany. A sam Fanto niby siedzi otwarcie ale, też widać, że nie jest to komfortowe dla niego.
- Z całym szacunkiem Książę, takie wypuszczanie smoków to tylko dodatkowa papierologia dla Nas i raczej nic więcej. - powiedział w końcu bosman.
- Za pozwoleniem… -wtrącił Fanto, a następnie dopowiedział: - Jeśli smoki nie będą uciekać i nie będą agresywne to w sumie jestem wstanie widzieć znaczne plusy.
- To nie będzie tylko dodatkowa papierologia. Sytuacja ze swobodą ma ogrom plusów, od lepszego posłuszeństwa poprzez lepszą kondycję i lepsze przyswajanie mikroelementów z jedzenia aż po bardzo mocno zredukowany poziom agresji. - odpowiedział Volaure.
- Myślę, że agresja do opiekunów powinna zniknąć wręcz całkowicie, kiedy smoki się wyszaleją, plus mamy wiele młodych osobników, które dzięki temu też będą się dodatkowo bardzo dobrze rozwijać. - wtrącił chłodno Kurai.
- Z minusów, to dodatkowa papierologia, zaufanie tym potężnym istotom, zmiana rutyny …. - wyliczał Smoczysław.
- Jak dla mnie nie ma minusów. Na przykład podczas gdy smoki będą szalały, to wtedy spokojnie można sprzątać w ich boksach, to duża oszczędność czasu. - powiedział Książę.
- W sumie masz racje książę. - powiedział bosman, a następnie dodał: - Wprowadzimy to…
- Zdecydowanie na to liczę, jak i na to, że jak najszybciej zapewnicie im rozrywkę. - odpowiedział Volaure, a po chwili spytał: - Kto pilnuje zamówień witamin i innych suplementów? Jak to właściwe u Was wygląda?
- Wychodzi na to, że ja Książę. Weterynarz wystawia recepty, a ja potem zamawiam odpowiednie zamówienia. - odpowiedział Bosman.
- Widzę rozjazd między recepta jaką mam w systemie, a tym co widnieje na zamówieniu. - odpowiedział Volaure, po czym szybko dodał: - Smoki mają przepisane Complex 224A, a na zamówieniu widzę Complex 2244.
- Księże, o ile mi wiadomo te dwa kompleksy są bardzo podobne jak nie identyczne i można je stosować wymiennie. - wtrącił Fanto.
- Owszem, jednak życzyłbym sobie pilnowania takich „szczegółów”, skoro przepisane są te to macie zamawiać właśnie te. - powiedział dość twardo Volaure.
- Tak jest Książę. Zapisałem już sobie poprawną nazwę aby więcej nie pomylić. - powiedział Smoczysław.
- Świetnie. - pochwalił władca z uśmiechem.
- Panie, a pro po weterynarza, nasz miejscowy, mówi że do szczepionek prosił by aby przysłać mu pomoc, na okres szczepień. - powiedział Bosman.
- W takim układzie prawdopodobnie odwiedzi Was Aluf
Hetto Afero, o ile warunki na froncie na to pozwolą. - odpowiedział Volaure.
- Weterynarz, z leczniczy Ambasadora Ankary, mocne wsparcie. - dodał Fanto.
- Dokładnie, i ma odpowiednie doświadczenie, jak i prosił aby brać go pod uwagę w pierwszej kolejności przy takich wypadkach, jak i wielu innych. - odpowiedział Książę.
- Tak jest, przyjmiemy godnie Pana Aluf’a. - powiedział Bosman.

- Doskonale. - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Aha, zaktualizowałem uprawnienia Kapitana. Ma zdecydowanie większą swobodę. Dokumenty powinieneś już dostać. A dzięki Tytanowi, na wisiorek też już zostały wgrane i obowiązują od teraz.
- Tak jest. Zaraz zapoznam się z dokumentacją. - odpowiedział bosman.
- Nie wątpię w to. - odpowiedział Volaure.
- Książę za pozwoleniem. - wtrącił Fanto, a następnie dodał: - Kim jest Kapitan Młodzik? Bo wie Książę, ostatnio mieliśmy wizytację, a to byli to szanowani zawodnicy a i tak nie mieli takich uprawnień, zwłaszcza do czarnego smoka. To przez stopień wojskowy?
- Widzę, że ktoś tu nie odrobił pracy domowej. - opowiedział Volaure, z delikatnie wrednym uśmiechem.
- Jestem zawodnikiem turnieju walk smoków, a Kronos jest moim smokiem. - wtrącił dość chłodno Kurai.
- W rzeczy samej, i od siebie dodam, że jest zawodnikiem z czołówki, z ogromnym doświadczeniem i wiedzą. - dodał Władca.
- To wiele tłumaczy Panie, i faktycznie kojarzę jednego zawodnika który startował z czarnym smokiem, ale nie sądziłem, że to aż taki Młodzik. - odpowiedział Fanto.
- Cóż, nie wiek świadczy o dobrym zawodniku, tak samo nie wiek świadczy o dobrym władcy. Młodzik też może się sprawdzać zarówno w jednym jak i drugim. Chociaż łatwo ocenić kogoś tylko przez liczbę lat a nie przez umiejętności. - odpowiedział Volaure, a po chwili dodał: - Miałem już okazję nie raz sprawdzić wiedzę Kapitana, jak i widziałem jak sobie z nimi radzi. Zresztą, już podczas tej krótkiej wizyty udowodnił, że wie co robi i co mówi, oraz sami widzieliście, że jest odpowiednim człowiekiem, na odpowiednim miejscu.
- Jak najbardziej Książę. - odpowiedział bosman.
- Tak, sam byłem pod wrażeniem jak sobie radzi. - dodał Fanto z podziwem.
- Nie przysłałbym kogoś niesprawdzonego czy nie odpowiedniego. - powiedział Volaure.
- Księże jest profesjonalny i ogarnia profesjonalistów. - dodał Smoczysław.
- W rzeczy samej. - dodał Fanto, a następnie dodał: - Książę, a co robimy z pustym boxem po smoku, który uciekł? Sprowadzamy kolejnego?
- Na razie nie, na te chwilę niech zostanie pusty i przygotowany na ewentualne sprowadzenie nowego smoka. - odpowiedział twardo Książę.
- Tak jest. Dopilnuje tego.- odpowiedział Smoczysław.
- Dobrze, to tam jeszcze zostało? - odpowiedział Władca przeglądając dokumenty, oraz coś na bocznym monitorze.
- Książę, zostały „drobne sprawy administracyjno-biurowe, jak i organizacyjne. - odpowiedział Smoczysław.
- Do rzeczy. - odpowiedział twardo Volaure.
- A więc tak …


************


Hachi i Otachi pomagają przy budowie nowego hangaru. Bracia taczkami wożą duże cegły, Kiazu wraz jeszcze innym wojskowym wypalają cegły w dużym piecu. Neczanka, zdecydowanie podnosi tam temperaturę i to nie tylko promieni.
- Bro wiesz może gdzie jest Diuna? - spytał nagle Hachi, wysypując kolejną dostawę cegieł.
- Ta… Urwała się jakiś czas temu, więc pewnie leni się w pokoju dziewczyn … - odpowiedział Otachi idąc z taczką koło Brata, a po chwili dodał: - O idzie Rina z wodą.
Rzeczywiście wodna neczanka przyszła do Braci z koszem pełnym butelek wody. Jest miła jak zawsze, uśmiecha się, ale jednocześnie chowa trochę twarz.
- Dzięki Sis. - powiedział Otachi biorąc wodę.
- Dzięx Rincia. - powiedział Hachi, kiedy dostał wodę.
Po tym neczanka dość szybko próbowała odejść jak najdalej, jednak ziemny neczanin, złapał ją za rękę i dość stanowczo powiedział:
- Sis, pokaż mi twarz.
Wodna neczanka bardzo niechętnie spojrzała w oczy brata. W tym momencie wystraszone, szkliste, lśniące oczy neczanki, samym swoim byciem opowiadały historię. Dodatkowo okazało się, że jej prawy policzek jest mocno zaczerwieniony, o delikatnym fioletowo-różowym zabarwieniu. Po mimo tego jak wygląda Jej policzek to neczanka ma delikatny przyjazny uśmiech, który często jej towazyszy. Głównie oczy neczanki zdradzały, że coś się wydrzyło.
- Siostra, nie widziałaś się w lutrze? - spytał Hachi.
- Nie, nie miałam okazji … - odpowiedziała Rina.
- O ja pierdzielę. Sis w porządku?- wtrącił Otachi, ukratkiem robiąc zdjęcie siostrze.
- A to … To nic takiego … zaraz się uleczę … - odpowiedziała Rina dotykając dłonią policzka.
- Dobra Sis szczerze co się stało? Bajki, że „spadłaś ze schodów” możesz od razu sobie darować i nie traćmy na nie czasu. - kontynuował Hachi.
-
Mo… Moyoshi to zrobił … - wyszeptała neczanka.
- SŁUCHAM!? - krzyknęli jednocześnie Bracia.
- Dobrze słyszałem, kto to zrobił? - spytał Hachi.
- Yhy… - odpowiedziała Rina
- Oho, chyba trzeba kogoś utemperować. - stwierdził Otachi.
W międzyczasie Hachi z hukiem odstawił swoją pustą taczkę na ziemie i bez słowa odszedł.
- Bro gdzie leziesz!? - spytał Otachi.
- Do kibla … dwójka się upomina o uwagę. - odpowiedział Hachi.
- SERIO!? - krzyknął Otachi.
Jego ziemny brat jednak nic mu już nie odpowiedział tylko przyśpieszył kroku.
- Dobra, mniejsza z nim. - powiedział Otachi.
- Co knujecie? - spytała nagle Kiazu podchodząc.
- Kiazu, pójdziesz proszę, ze mną do pokoju? - spytała Rina
- Jasne, a co potrzeba? - odpowiedziała Kiazu.
- Pogadać z Diunką. - odpowiedziała Rina.
- O to ja też chce iść. - wtrącił entuzjastycznie Otachi.
- Na babskie pogaduchy? Wybieranie cieni albo koloru pazurków będzie fascynujące.- powiedziała kokieteryjnie Kiazu.
- No pewnie! Dużo magicznych fiolek o niewiadomym działaniu brzmi niezłe. - zażartował Otachi.
- O tak na pewno. Tylko najpierw musisz u kogoś poznać podstawy alchemii! - Odpowiedziała Kiazu.
- Dobra! O to czas wyruszyć na nowego Questa! - powiedział wieczny neczanin śmiejąc się.
- Otachi, Ty nie miałeś cegieł nosić? - Odezwał się głos jakiegoś porucznika w oddali.
- Tak, jest! - odpowiedział Otachi, a następnie dodał: - Dobra dziewczyny, ja lecę.
- My też. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- W razie co jesteśmy na przerwie. - dodała Kiazu, mrugając okiem.
- Luz! - odpowiedział Otachi, który wrócił do pracy.



************


Pod jednym z budynków mieszkalnych stoi neczański kapitan o blond włosach i pali papierosa. Jednocześnie trochę chodzi i coś tam przeklina pod nosem.
- Te, ZIOM… - odezwał się znajomy głos.
W tym momencie oczom oficera ukazał się Hachi, ubrany w pełną wersję munduru szeregowca, który z zaciśniętymi pięściami podchodził do kapitana.
- Nie ZIOM tylko Kapitan. Twoich „ziomów” tu nie widzę. - odpowiedział Moyoshi.
- Ta, ta … gadaj se dalej. - odpowiedział Hachi a następnie zasadził kapitanowy potężny cios pięścią w jego prawy policzek. Uderzenie było tak mocne, że oficer aż się przewrócił, i wypluł jednego zęba, a z kącika jego ust poleciała struga krwi,
- Tym razem Ziom zrozumiałeś zasady gry, czy chcesz bawić się dalej? - spytał twardo Hachi.
- Ty gnoju! - krzyknął Moyoshi, po czym w jego dłoni pojawił się lodowy kolec którym zaatakował ziemnego neczanina.
Nagle Moyoshi przejechał Hachiemu lodowym sztyletem tuż koło lewego oka, zostawiając tym samym zakrwawioną, dość głęboką szramę. Jednocześnie ziemny neczanin z impetem uderzył przeciwnika po żebrach co spowodowało, że ten znowu upadł na ziemie.
- Za głupie zerwanie tak odwalasz!? - spytał Moyoshi.
- Nie, tylko o to co zrobiłeś Diunie i potem Rinie przy okazji. - odpowiedział Hachi, a następnie z mocnym zdziwieniem spytał:- Czej... Zerwanie? Zaraz to Wy zerwaliście?
- Tak, z 20 minut temu. - odpowiedział Moyoshi, podnosząc się.
- I musiałeś Ziom, zemścić się na innej siostrze!?
- Z dwojga złego wolałem ją niż Diunę. Zwłaszcza, że nadal mi na niej zależy, chociaż jestem wściekły.
- Ta zależy Ziom, z tym wszystkim co wyprawiałeś?
- Będę robił co mi się żywnie podoba, jak „kocha” to powinna tolerować każde moje zachowanie. A że Twoje siostry nie potrafią się bronić to ich problem. Co prawda powiedziałeś, że Diunę będziesz bronić, więc jej dam spokój, a każda inna pozna moją zemstę.
W tym momencie Hachi zacisnął pieści i rzucił się na oficera. Kolejny silny cios i kapitan znów leżał na ziemi. Ziemny neczanin zaczął tłuc go po twarzy a to z lewej a to z prawej.
- MÓWIŁEM O WSZYSTKICH SIOSTRACH! - krzyknął Hachi, nie przestając atakować.
Moyoshi próbował zamrozić siebie jak i przeciwnika, ale bez skutecznie.
- A ZA DIUNĘ PRZEDE WSZYSTKIM CI SIĘ NALEŻY! - Krzyknął Hachi.
Ziemny neczanin z dużą siłą jeszcze kilkukrotnie pięścią uderzył kapitana w twarz. Z każdym kolejnym uderzeniem na twarzy Moyoshiego pojawiało się coraz więcej krwi. Nagle Oficer zaczął unikać ciosów przeciwnika przesuwając głowę, a następnie zaczął się szarpać z podwładnym. Wkrótce ziemny neczanin został odepchnięty. Kiedy obaj znów stali na nogach to doszło do kolejnej intensywnej wymiany ciosów. Szkarłatna krew jest nie tylko na ich ciałach, ale tez na mundurach i ziemi. Nagle między walczącymi pojawiły się niebieskie płomienie, które bez trudu rozdzieliły walczących.
- KURWA CO JEST!? - krzyknął nagle znajomy głos.
- Nic Ziom, rozmawialiśmy i właśnie skończyliśmy. - odpowiedział Hachi.
- Właśnie widzę. - odpowiedział Amis, uważnie obserwując obu. Ziemny neczanin ma rozciętą i zakrwawioną sporą część zza okiem i lecącą krew z kącika ust. Natomiast lodowy neczanin ma bardzo napuchnięty prawy policzek, jest on fioletowy i pokryty pęcherzykami, co sugeruje, że uderzenie było bardzo mocne. Dodatkowo ma On krew również w kąciku ust, jak i ma wielkie limo na lewym oku oraz spore rozcięcie na stroni. Kiedy drugi neczańśki kapitan wraz z trzema porucznikami, podeszli do walczących to Moyoshi twardo powiedział:
- Tak, skończyliśmy, a teraz zabierzcie go do karceru, za napaść na oficera.
- Ziom no serio!? - odpowiedział rozczarowany Hachi.
Porucznicy bez mrugnięcia okiem wykonali rozkaz i podeszli do Hachiego, skrępowali mu ręce i zabrali go ze sobą. Początkowo ziemny neczanin się wyrywał, ale po chwili uspokoił się, i dał się prowadzić. Tymczasem Amis spytał:
- Karcer, ładnie. Nie lepiej zwykła cela?
- Nie, zasłużył na karcer.
- Na długo ten karcer?
- Na ile mi się zechce. - odpowiedział Moyoshi.
- Ta, ta albo dopóki Rudy się nie dowie. - powiedział Amis,
- Zaatakował oficera, więc zasłużenie tam trafił.
- Luzacki Hachi, który dużo zlewa i woli „mścić się na zimno” robiąc różne numery i żarty, nagle dał Ci po mordzie, no na bank totalnie nic go nie sprowokowało. I bankowo Rudy też nie będzie widział w tym absolutnie nic dziwnego. - Odpowiedział nerwowo Amis, a po chwili dodał: - Serio nie umiałeś sobie poradzić z szeregowcem? Kapitan dał się od tak pobić szeregowcowi!? Może to HACHI powien być kapitanem a nie Ty?
- Zejdź ze mnie. Na dzisiaj mam już dość. - odpowiedział Moyoshi.
- To ogarnij dupę, jesteś kapitanem, a nie popierdółką! Jak w ogóle mogłeś na to pozwolić!? Przepiękny numer odwaliliście, no zajebisty. BITKA PO ŚRODKU OBOZU! Jeszcze wyglądasz jak po spotkaniu z czołgiem! A na dokładkę cały mundur splamiony krwią! I jeszcze POKAZAŁEŚ JAK BARDZO SŁABY JESTEŚ!
- Już mówiłem, zejdź ze mnie. - odpowiedział Moyoshi przypalając papierosa.
- Heh … chociaż to mordobicie pomogło? - spytał Amis również przypalając papierosa.
- W sumie wyładowało mnie, więc tak.
- Spoko, to idź doprowadź się do porządku. Lepiej aby Rudy nie widział Cię w tym stanie. - powiedział Amis.
- Dobry pomysł. - odpowiedział Moyoshi.
- Módl się do bóstw, aby Rudy był w dobrym humorze.
- To Hachi powinien się o to modlić, to on odpierdolił numer a nie ja, a mi wystarczy aby Rudy był wkurwiony na kogoś innego to mi się upiecze.
- Jak będziesz miał bardzo dużo szczęścia to tak.


************


Diuna wraz z siostrami, znajduje się w swoim pokoju. Rina oraz psychiczna neczanka siedzą na łóżku najdalej od okna. Natomiast Kiazu chodzi po pokoju.
- I tak o nie jesteśmy już razem, to nic wielkiego. - powiedziała Diuna, zajadając loda.
- Na dobrą sprawę, Wasz związek się już dawno skończył. - stwierdziła Kiazu.
- Tak, tak … w momencie jak się z nim przelizałaś. - odpowiedziała Diuna.
- Nie… już wcześniej się psuło, skoro sama dałaś takie wyzwanie. - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Zresztą, sama się zabawiłaś z innym.
- Taak, ale Moyoshi o tym nie wie. - powiedziała Diuna.
- Taaa, ale za to o całusku już tak. - dodała Kiazu.
- Mniejsza, było warto. - powiedziała Diuna, a następnie dodała: - Zresztą mam wrażenie, że z Stevenem mam lepsze wibracje niż z Moyoshim i to od samego początku.
- Hmm… To znaczy, że teraz jesteś z Stevenen? - spytała Rina.
- W sumie chyba tak, chociaż nie nazwałabym tego czymś oficjalnym. - odpowiedziała Diuna.
- Lepiej tak niż masz się męczyć w nieudanym związku, ALE nie prowokuj Moyoshiego, jego ego może się na Nas bardzo źle odbić, przez to że jest kapitanem. - powiedziała Kiazu.
- I mówi to ta, która nie ma problemu aby napyskować oficerowi. - stwierdziła Diuna.
- Owszem, nie mam z tym problemu, lecz ewentualne konsekwencje są „moje” a nie drużynowe, a w tym wypadku to być odpowiedzialność drużynowa, nie zdziwię się jak będzie chciał dopiec Nam wszystkim. - kontynuowała Kiazu.
- No dobra w sumie racja, niech będzie „postaram się” nie naciskać mu na odcisk. - powiedziała Diuna przewracając oczami.
- No mam nadzieje. - powiedziała Kiazu.
- W sumie to On chyba bardziej przeżywa niż Ty… - wtrąciła Rina.
- Bo u Niej to umarło już dawno, a On się wkurwia bo coś stracił i dopiero teraz zaczyna rozumieć jak bardzo coś cennego stracił. - dodała Kiazu.
- Taaaa, w sumie umarło, jak poznaliśmy Volaure i się z nim pocałowałam i zobaczyłam, że może być fajniej i jakoś wtedy zrozumiałam, że moje zauroczenie Moyoshim to była „wakacyjna przygoda” i zauroczenie… wiecie przystojny blondyn, oficer… wydawało mi się, że to ideał… - powiedziała Diuna, a następnie dodała: - On odwalał różne akcje, nie od dzisiaj, bawił się równie dobrze jak Amis, ale w drugą stronę już do nie działało. On cichnąłby być w pół otwartym związku, jednocześnie okrywając przede mną wszystkie swoje podboje. A mi w końcu… jakby to powiedzieć … stało się to obojętne co wyprawania, ale jednoczesnie chciałam przeżyć przygodę … potem z czasem pojawił się Stevenen i resztę już znacie.
- Heh … oby Stevenen nie okazał się tylko zemstą. - dodała Kiazu.
- Myślę, że nie … jakby miał nią być to w sumie już w wieży byśmy się przespali i na tym przygoda by się skończyła. Zresztą zobaczymy, jeśli nawet to było warto. - powiedziała Diuna.
- Wiesz, że o części tego mogłaś powiedzieć braciom albo mi? Porozmawialibyśmy sobie z nim i to dosadnie … - powiedziała Kiazu.
- Taaaa… na pewno Hachi by mu coś zrobił ha! No na bank ... Co najwyżej Hachi i Otachi wywinęli by mu jakiś wredny numer. - powiedziała Diuna, w ruszając ramionami.
- Ja mam ochotę dać mu po mordzie…. - powiedziała Kiazu.
- No dobra fakt… mogłam coś powiedzieć wcześniej, chociaż mimo wszystko dobrze się z Nim bawiłam i było fajnie, jak na pierwszą miłość było spoko. Co by nie mówić to był słodki związek na odległość i był ciekawa przygodą. I w sumie, jakby nie przyłapał to tez związek trwał by dalej co też by było dobre … - powiedziała Diuna.
- To jest idealne pod status związku „to skomplikowane” na socjalach. - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Zerwanie jest lepsze niż podwójny związek, a jemu i tak się należy jakiś numer od chłopaków.
- Taak, i później ich o to poproszę. - dodała Diuna.



************


Otachi siedzi na ulubionym dachu rodzeństwa i napawa się przyjemnym wiatrem. Widać, że bardzo to lubi i daje mu to ogrom pozytywnej energii. Jego brązowe włosy, targane przez wiatr, dają wręcz poczucie wolności.
- A tak miałem zadzwonić. - przypomniał sobie nagle wietrzny neczanin, po czym wyjął z kieszeni telefon, wybrał numer i przyłożył aparat do ucha.
- No, co chcesz? - odezwał się chłodny głos w słuchawce.
- Ziom… według przepisów… na ile oficer może kogoś zamknąć w karcerze? - spytał Otachi.
- Zależy, za co…
- Hmm… za „bójkę z oficerem”…
-
W teorii od 24h do 7 dni. W praktyce, zależy jak bardzo duma oficera, została urażona. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał: - Niech zgadnę, Kiazu napyskowała, któremuś porucznikowi?
- Chciałbym, ale nie ….
- Dobra, to co odwaliliście?
- Jakby to powiedzieć Ziom … W bardzo dużym skrócie Hachi wkurzył się i obił twarz Moyoshiego i ten wrzucił go do karceru nie mówiąc na ile …
- Jak wrócę, to zobaczę o co poszło i pogadam z Rudym i Moyoshim, o ile Hachi dalej tam będzie.
- Luz Ziom.
W tym momencie na terenie całego obozu rozległa się głośna syrena alarmowa. Jej dźwięk przeszywał i wręcz zagłuszał totalnie wszystko. Nagle to ona została wręcz zagłuszona przez dwa wybuchy w gdzieś w oddali, co nie wróży niczego dobrego.
- MUSZĘ LECIEĆ ZIOM. - Krzyknął Otachi, nie wiedząc nawet czy rozmówca usłyszał to co mówił. Następnie szybko zakończył połączenie, zeskoczył z murka i pobiegł do klatki schodowej.