„Dramatyzowanie
bez powodu?”
Słońce
wzeszło już jakiś czas temu, więc jest już dość wysoko na
niebie, chociaż jeszcze jest bardzo wczesny ranek. Wiele chłodny
wiatr, zapowiada się przyjemny
dzień. Neczańskie rodzeństwo siedzi razem pod obozem na trzepaku.
Diuna i Rina siedzą pod trzepakiem, tak aby nie przeszkadzać
pozostałym, którzy robią różne akrobacje na trzepaku. W
międzyczasie wodna neczanka robi im zdjęcia, jak i rodzeństwo
rozmawia ze sobą.
- Podwójnego obrotu na górze to pewnie nie
zrobisz? - powiedziała Diuna.
- Jak nie, jak tak. Ktoś tu mnie
nie docenia. - odpowiedział Hachi, a następnie bez trudu zdobił
podwójny obrót na górnej części trzepaka, po czym efektownie
zeskoczył.
- Niezłe Bro. - pochwalił Otachi.
- Ciekawe
czy jak byliśmy mali to też się bawiliśmy na trzepaku? -
zaciekawiła się Rina.
- Patrząc jak te dwie małpy tam
szaleją to na pewno. - odpowiedziała Diuna.
Na te słowa Hachi
i Otachi ugięli kolana i rozluźnili ręce, i udając małpy zaczęli
skakać po trzepaku wydając jednocześnie radosne odgłosy małp. A
po chwili Hachi z uśmiechem godnym chochlika, powiedział:
-
Nie wiem o jakich małpach mówisz.
- Coś musiało Ci się sis
przewidzieć. - dodał Otachi, szczerząc kły.
- Taa … na
pewno nie dowidzę … - odpowiedziała Diuna.
- Dobra patrzcie
na to! - krzyknęła Kiazu, a następnie z delikatnego rozbiegu
skoczyła na trzepak, robiąc przy tym kilka efektownych obrotów. Na
koniec zeskoczyła robiąc spektakularne salto.
- No brawo
Płomyczku, jesteś w formie. - odezwał się nagle znajomy głos.
-
Taakat! - krzyknęło zgodnie rodzeństwo.
W tym momencie
okazało się Porucznik wraz ze swoim odziałem właśnie do nich
podszedł.
- Ale za to czujność na minusie. - powiedział
Taakat.
- Ziom, dobrze rzuciłeś na ukrycie i tyle. - wtrącił
Otachi.
- Was nie musimy się obawiać Ziom. - dodał Hachi.
-
Idziecie na misje? - spytała Kiazu.
- Tak, musimy sprawdzić
jedno miejsce. - odpowiedział porucznik, a następnie dodał: -
Pewnie chcielibyście iść z Nami?
- TAK! - krzyknęli Hachi,
Otachi i Kiazu.
- Generał Nas nie puści. - powiedziała
Diuna.
- Kapitan pewnie nie długo wróci i też ruszycie. Doba
dzieciaki musimy już iść. - powiedział Taakat.
- Do
zobaczenia! Będę grzała sale treningową!- powiedziała Kiazu.
-
Chętnie skorzystam. - odpowiedział Taakat.
- Tylko nie schłodź
temperatury. - dodała Kiazu.
- Płomyczku, ja ją tylko
podnoszę. - odpowiedział porucznik mrugając okiem.
- I mówi
to woda…. - wtrącił Key'leanem, przewracając oczami.
-
Woda, która jest bardziej gorąca od Ciebie. - odpowiedział Taakat,
szczerząc kły. A następnie dodał: - Rina podejdź do mnie.
-
Ja? - zdziwiła się wodna neczanka, a następnie lekko speszona
podeszła do porucznika. Ten od razu szybko i stanowczo złapał ją
za biodra, uniósł i posadził na trzepaku. Po czym przytulił i
jednocześnie powiedział:
- Tak będzie wygodniej, zarówno mi
jak i Tobie. I możesz czasem mnie przytulić.
- Dobrze…
Powodzenia na misji. - powiedziała Rina odwzajemniając uścisk.
-
Taakat. - wtrąciła Diuna.
- No co chcesz? - spytał porucznik,
kończąc uścisk.
- Twoje nazwisko nie brzmi na neczańsie…
skąd ono? - powiedziała Diuna.
- Serio, teraz o to pytasz? -
wtrącił Key’leanem.
- No co, interesowało mnie to od dawna,
ale jakoś nie było dobrej okazji. - odpowiedziała Diuna wzruszając
ramionami.
- Mój pra, pra, pra dziadek od strony ojca był
ziemianinem, a ja jestem kolejnym facetem w męskiej linii rodu.
Dlatego moje nazwisko nie brzmi neczańsko. - odpowiedział dość
twardo Taakat, a następnie dodał: - Dobra oddział zdecydowanie już
czas na Nas.
Na te słowa oddział w dużej mierze bez słowa
oddalił się. Z rodzeństwem został tylko Stevenen, który po
chwili zawahania podszedł do siedzącej na ziemi Diuny, ukucnął, a
następnie pocałował w usta. Szybko, przyjemnie i głęboko.
-
Stevenen rusz się nie mamy czasu! - Krzyknął nagle Taakat.
-
Tak jest! - odkrzyknął Stevenen, a następnie mrugnął okiem i
podbiegł do swojego oddziału.
- Fiu, fiu siora ładne rzeczy.
- powiedział Otachi, opierający się o trzepak.
- Normalne. -
odpowiedziała Diuna.
- No na pewno, ładnie odwaliłaś. -
dodał Hachi, stojący obok brata.
- Tobie akurat nic do tego …
- odpowiedziała Diuna.
- Mi może nie, ale jemu już tak. -
powiedział Hachi, a następnie pokazał głową Moyoshiego,
stojącego nieopodal z wielkimi oczami.
- Myślicie, że coś
widział? - spytała Rina.
- Na pewno … - odpowiedział
Hachi.
W tym momencie kapitan, jakby się ocknął i stanowczym
krokiem podszedł do rodzeństwa i powiedział: - Generał chce Was
widzieć. TERAZ.
- No to czas na Nas. - powiedział Otachi.
Po
tych słowach neczańskie rodzeństwo zebrało się i ruszyło w
kierunku obozu.
- Diuna, Ty zostajesz. - powiedział Moyoshi.
-
Po co? Przecież sam mówiłeś że teraz mamy iść do Rudego. -
odpowiedziała Diuna.
- Generał sobie poradzi z pozostałymi, a
Ty masz zostać.
Kapitan mówił nerwowym, ale stanowczym
tonem. Psychiczna neczanka nie chętnie w końcu została, a reszta
rodzeństwa bez słowa poszła w kierunku do obozu.
- CO TY
ODWALASZ!? - Krzyknął w końcu Moyoshi.
- Nic, dramatyzujesz
bez powodu. - odpowiedziała spokojnie Diuna.
- JAK BEZ POWODU!?
Właśnie całowałaś się z innym typem i to na moich oczach!
-
Tak, tak a jak Ty przelizałes się z moja siostra to było wszystko
w porządku?
- To było co innego, to była gra w butelkę i
byliśmy podpici …
- A to był zakład, i możesz podziękować
Kiazu, że go przegrałam.
- Założyłaś się o siarczystego
całusa?
- Nie ważne o co, to taka sama sytuacja. W tedy też
mi powiedziałeś ze dramatyzuje i nic się nie stało. Ogarnij
się.
- Nie Diuna, to co innego!
- To dokładnie to samo i
już wiesz hipokryto jak się wtedy czułam.
- Przypominam, że
to TY zaproponowałaś granie i MÓWIŁAŚ, że tak tak ok! I jeszcze
cisnęłaś nam po ambicji, że tego nie zrobimy!
- No i? Teraz
mi się odwidziało… Sam widzisz jakie to przyjemne.
- Nie mów
mi, że wymyśliłaś to tylko po to aby się zemścić?
-
Inteligentny jesteś, domyśl się sam. - odpowiedziała Diuna,
odchodząc.
- CZEKAJ! NIE SKOŃCZYŁEM! - Krzyknął Moyoshi.
-
ALE JA TAK! - odkrzyknęła Diuna, pośpiesznie odchodząc.
Kapitan
pobiegł za Diuną i szybko złapał ją za ramie odwrócił do
siebie i kontynuował:
- Co to miało być!?
- ZOSTAW MNIE!
- krzyknęła neczanka wyrywając się.
- Ziom zostaw ją. -
wtrącił nagle znajomy głos.
Samo to wystarczyło, że kapitan
zwolnił uścisk, neczanka mogła się wyrwać i pośpiesznie uciec.
- Nie wtrącaj się! - powiedział Moyoshi odwracając się
-
Ziom, zluzuj majty i weź wrzuć na luz. - odpowiedział Hachi
stojący między drzewami.
- Zaraz nie miałeś iść do obozu?
Co tu w ogóle robisz?
- Miałem, ale zgubiłem drogę… -
odpowiedział Hachi szczerząc kły.
- Co za ściema...
-
Stary, chciałem zadbać o swoja siostrę. Nie widzisz tego?
-
Dziwnie to brzmi z Twoich ust … sami się żrecie ile wlezie…
mniejsza … ZADBAĆ O SIOSTRĘ!? To ja tu jestem skrzywdzony, sam
widziałeś co odwaliła.
- Macie sporo do przegadania Ziom.
-
Nie mam czasu na pierdolenie z Tobą, muszą ją dogonić.
-
Dobra Stary, Zagrajmy w grę … powiedz mi jak w padniesz za nią w
tym stanie do obozu, a Ona będzie krzyczeć „zostaw mnie” to co
się stanie?
a) Będzie wrzeszczał b) latryny in
coming
c) wkurwi się d) wszystko na raz
-
Co to za durna gra? … Rudego nie znasz? W skrócie no Rudy się
wkurwi i to zajebiście się wkurwi… a to co wymieniłeś nawet w
połowie się nie ma do tego co się stanie …
- No na mnie
czas, muszę iść do Generała. - odpowiedział Hachi, a następnie
dodał: - Aha, żeby było jasne nie myśl sobie, że pozwolę Ci ot
tak zrobić jej krzywdę. Polecam pokojowe rozwiązania Ziom.
Ewentualnie zerwanie.
- Zerwanie też ją skrzywdzi.
-
Obstawiam, że nie, jakby miało ją to obejść to stary nie
mielibyśmy popisu z rana … Ziom, wyrażę się jaśniej... nie
pozwolę Ci wyładować złości, agresji i frustracji na niej, a ni
na żadnej innej mojej siostrze, mam nadzieje, że to jasne Ziom? A
do tego co widziałeś Stary, potrzeba było dwojga, a nie Tylko niej
... - odpowiedział spokojnie Hachi odchodząc.
Roztrzęsiony
kapitan, wyjął z kieszeni fajki od razu zapalił papierosa, którego
bardzo szybko wypalił i praktycznie od razu zapalił drugiego,
którego również szybko wypalił i w sumie zapalił też trzeciego,
ale wypalił go do połowy, po czym rzucił na ziemię i
przydeptał.
- Ja pierdole!
Następnie nerwowym krokiem i
ewidentnie dalej zły udał się w kierunku obozu.
************
Gabinet
neczanskiego generała,
do którego wparowało neczańskie rodzeństwo.
- Puka się …
- powiedział Rudy, a następnie zaskoczony spytał: - Zaraz Co tu
wszyscy robicie i to jeszcze przed 8:00?
- Moyoshi kazał nam
przyjść. - powiedziała Kiazu.
- I podobnież chciałeś Nas
wszystkich widzieć „teraz”… - dodała lekko speszona Rina.
-
Że też udało mu się Was obudzić. - powiedział Rudy.
-
Okupowaliśmy trzepak pod obozem. - powiedział Otachi.
- To
wiele tłumaczy, chociaż i tam dziwne jak na Was … - powiedział
generał.
- Sami nie wiemy co Nas do tego skłoniło. -
odpowiedziała Kiazu.
- Wy wiecie, że dzisiaj jest najdłuższy
dzień? - Spytał Rudy.
- Yyyy nie… - odpowiedziało zgodnie
rodzeństwo.
- To już wiecie, dzisiejszy dzień według
obliczeń ma mieć aż 17 godzin. - powiedział generał.
- O
nie to będzie długi dzień do pracy … - wtrąciła Diuna.
-
No nic … W sumie chciałem tylko chłopaków, bo potrzebuje ich
przy budowie nowego hangaru. - odpowiedział Rudy, a po chwili dodał:
- No ale skoro jesteście wszyscy to możecie tam iść. Znajdzie się
roboty dla każdego.
-
Nie dzięki. - odpowiedziała Diuna.
- Podziękujesz jak
zapracujecie, a teraz sio na budowę. - odpowiedział Rudy.
W
tym momencie do pomieszczenia wparował Hachi.
- O jest Pan
spóźnialski Widziałem, że jednej osoby brakuje. - stwierdził
Rudy.
- Sorry Ziom, myślałem, że nie zauważysz … dwójka
przycisnęła i prawie było grubo … zdecydowanie leciało jak nie
wiem... - odpowiedział Hachi.
- Haaaaachi …. - powiedziały
lekko załamane siostry z nutą obrzydzenia w głosie.
- Nie
musiałem tego wiedzieć. - dodał Rudy, robiąc klasycznego face
palma, a następnie dodał: - Dobra idźcie do Amisa, i powiedziecie,
że Was przysyłam do pomocy na budowie.
- Tak, jest. -
odpowiedziało rodzeństwo.
************
Smoczy
obóz, w którym w jednym z gabinetów oficerskich trwa właśnie
zebranie. Biorą w nim udział Bosman Smoczysław, Głównodowodzący
cywil oraz neczański kapitan i książę Zekeren. Wszyscy poza
księciem siedzą w jednym pomieszczeniu na krzesłach, zza biurkami.
A władca siedzi na swojej kanapie i jest widoczny podczas wideo
rozmowy. Jak Volaure, jak i Kurai siedzą dość swobodnie tak Bosman
widać, że jest zestresowany. A sam Fanto niby siedzi otwarcie ale,
też widać, że nie jest to komfortowe dla niego.
- Z całym
szacunkiem Książę, takie wypuszczanie smoków to tylko dodatkowa
papierologia dla Nas i raczej nic więcej. - powiedział w końcu
bosman.
- Za pozwoleniem… -wtrącił Fanto, a następnie
dopowiedział: - Jeśli smoki nie będą uciekać i nie będą
agresywne to w sumie jestem wstanie widzieć znaczne plusy.
- To
nie będzie tylko dodatkowa papierologia. Sytuacja ze swobodą ma
ogrom plusów, od lepszego posłuszeństwa poprzez lepszą kondycję
i lepsze przyswajanie mikroelementów z jedzenia aż po bardzo mocno
zredukowany poziom agresji. - odpowiedział Volaure.
- Myślę,
że agresja do opiekunów powinna zniknąć wręcz całkowicie, kiedy
smoki się wyszaleją, plus mamy wiele młodych osobników, które
dzięki temu też będą się dodatkowo bardzo dobrze rozwijać. -
wtrącił chłodno Kurai.
- Z minusów, to dodatkowa
papierologia, zaufanie tym potężnym istotom, zmiana rutyny …. -
wyliczał Smoczysław.
- Jak dla mnie nie ma minusów. Na
przykład podczas gdy smoki będą szalały, to wtedy spokojnie można
sprzątać w ich boksach, to duża oszczędność czasu. - powiedział
Książę.
- W sumie masz racje książę. - powiedział bosman,
a następnie dodał: - Wprowadzimy to…
- Zdecydowanie na to
liczę, jak i na to, że jak najszybciej zapewnicie im rozrywkę. -
odpowiedział Volaure, a po chwili spytał: - Kto pilnuje zamówień
witamin i innych suplementów? Jak to właściwe u Was wygląda?
-
Wychodzi na to, że ja Książę. Weterynarz wystawia recepty, a ja
potem zamawiam odpowiednie zamówienia. - odpowiedział Bosman.
-
Widzę rozjazd między recepta jaką mam w systemie, a tym co
widnieje na zamówieniu. - odpowiedział Volaure, po czym szybko
dodał: - Smoki mają przepisane Complex 224A, a na zamówieniu widzę
Complex 2244.
- Księże, o ile mi wiadomo te dwa kompleksy są
bardzo podobne jak nie identyczne i można je stosować wymiennie. -
wtrącił Fanto.
- Owszem, jednak życzyłbym sobie pilnowania
takich „szczegółów”, skoro przepisane są te to macie zamawiać
właśnie te. - powiedział dość twardo Volaure.
- Tak jest
Książę. Zapisałem już sobie poprawną nazwę aby więcej nie
pomylić. - powiedział Smoczysław.
- Świetnie. - pochwalił
władca z uśmiechem.
- Panie, a pro po weterynarza, nasz
miejscowy, mówi że do szczepionek prosił by aby przysłać mu
pomoc, na okres szczepień. - powiedział Bosman.
- W takim
układzie prawdopodobnie odwiedzi Was Aluf Hetto
Afero, o ile warunki na froncie na to pozwolą. - odpowiedział
Volaure.
- Weterynarz, z leczniczy Ambasadora Ankary, mocne
wsparcie. - dodał Fanto.
- Dokładnie, i ma odpowiednie
doświadczenie, jak i prosił aby brać go pod uwagę w pierwszej
kolejności przy takich wypadkach, jak i wielu innych. - odpowiedział
Książę.
- Tak jest, przyjmiemy godnie Pana Aluf’a. -
powiedział Bosman.
-
Doskonale. - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Aha,
zaktualizowałem uprawnienia Kapitana. Ma zdecydowanie większą
swobodę. Dokumenty powinieneś już dostać. A dzięki Tytanowi, na
wisiorek też już zostały wgrane i obowiązują od teraz.
-
Tak jest. Zaraz zapoznam się z dokumentacją. - odpowiedział
bosman.
- Nie wątpię w to. - odpowiedział Volaure.
-
Książę za pozwoleniem. - wtrącił Fanto, a następnie dodał: -
Kim jest Kapitan Młodzik? Bo wie Książę, ostatnio mieliśmy
wizytację, a to byli to szanowani zawodnicy a i tak nie mieli takich
uprawnień, zwłaszcza do czarnego smoka. To przez stopień
wojskowy?
- Widzę, że ktoś tu nie odrobił pracy domowej. -
opowiedział Volaure, z delikatnie wrednym uśmiechem.
- Jestem
zawodnikiem turnieju walk smoków, a Kronos jest moim smokiem. -
wtrącił dość chłodno Kurai.
- W rzeczy samej, i od siebie
dodam, że jest zawodnikiem z czołówki, z ogromnym doświadczeniem
i wiedzą. - dodał Władca.
- To wiele tłumaczy Panie, i
faktycznie kojarzę jednego zawodnika który startował z czarnym
smokiem, ale nie sądziłem, że to aż taki Młodzik. - odpowiedział
Fanto.
- Cóż, nie wiek świadczy o dobrym zawodniku, tak samo
nie wiek świadczy o dobrym władcy. Młodzik też może się
sprawdzać zarówno w jednym jak i drugim. Chociaż łatwo ocenić
kogoś tylko przez liczbę lat a nie przez umiejętności. -
odpowiedział Volaure, a po chwili dodał: - Miałem już okazję nie
raz sprawdzić wiedzę Kapitana, jak i widziałem jak sobie z nimi
radzi. Zresztą, już podczas tej krótkiej wizyty udowodnił, że
wie co robi i co mówi, oraz sami widzieliście, że jest odpowiednim
człowiekiem, na odpowiednim miejscu.
- Jak najbardziej Książę.
- odpowiedział bosman.
- Tak, sam byłem pod wrażeniem jak
sobie radzi. - dodał Fanto z podziwem.
- Nie przysłałbym
kogoś niesprawdzonego czy nie odpowiedniego. - powiedział
Volaure.
- Księże jest profesjonalny i ogarnia
profesjonalistów. - dodał Smoczysław.
- W rzeczy samej. -
dodał Fanto, a następnie dodał: - Książę, a co robimy z pustym
boxem po smoku, który uciekł? Sprowadzamy kolejnego?
- Na
razie nie, na te chwilę niech zostanie pusty i przygotowany na
ewentualne sprowadzenie nowego smoka. - odpowiedział twardo
Książę.
- Tak jest. Dopilnuje tego.- odpowiedział
Smoczysław.
- Dobrze, to tam jeszcze zostało? - odpowiedział
Władca przeglądając dokumenty, oraz coś na bocznym monitorze.
-
Książę, zostały „drobne sprawy administracyjno-biurowe, jak i
organizacyjne. - odpowiedział Smoczysław.
- Do rzeczy. -
odpowiedział twardo Volaure.
- A więc tak …
************
Hachi
i Otachi pomagają przy budowie nowego hangaru. Bracia taczkami wożą
duże cegły, Kiazu wraz jeszcze innym wojskowym wypalają cegły w
dużym piecu. Neczanka, zdecydowanie podnosi tam temperaturę i to
nie tylko promieni.
- Bro wiesz może gdzie jest Diuna? - spytał
nagle Hachi, wysypując kolejną dostawę cegieł.
- Ta…
Urwała się jakiś czas temu, więc pewnie leni się w pokoju
dziewczyn … - odpowiedział Otachi idąc z taczką koło Brata, a
po chwili dodał: - O idzie Rina z wodą.
Rzeczywiście wodna
neczanka przyszła do Braci z koszem pełnym butelek wody. Jest miła
jak zawsze, uśmiecha się, ale jednocześnie chowa trochę twarz.
-
Dzięki Sis. - powiedział Otachi biorąc wodę.
- Dzięx
Rincia. - powiedział Hachi, kiedy dostał wodę.
Po tym
neczanka dość szybko próbowała odejść jak najdalej, jednak
ziemny neczanin, złapał ją za rękę i dość stanowczo
powiedział:
- Sis, pokaż mi twarz.
Wodna neczanka bardzo
niechętnie spojrzała w oczy brata. W tym momencie wystraszone,
szkliste, lśniące oczy neczanki, samym swoim byciem opowiadały
historię. Dodatkowo okazało się, że jej prawy policzek jest mocno
zaczerwieniony, o delikatnym fioletowo-różowym zabarwieniu. Po mimo
tego jak wygląda Jej policzek to neczanka ma delikatny przyjazny
uśmiech, który często jej towazyszy. Głównie oczy neczanki
zdradzały, że coś się wydrzyło.
- Siostra, nie widziałaś
się w lutrze? - spytał Hachi.
- Nie, nie miałam okazji … -
odpowiedziała Rina.
- O ja pierdzielę. Sis w porządku?-
wtrącił Otachi, ukratkiem robiąc zdjęcie siostrze.
- A to …
To nic takiego … zaraz się uleczę … - odpowiedziała Rina
dotykając dłonią policzka.
- Dobra Sis szczerze co się
stało? Bajki, że „spadłaś ze schodów” możesz od razu sobie
darować i nie traćmy na nie czasu. - kontynuował Hachi.
- Mo…
Moyoshi to zrobił … -
wyszeptała neczanka.
- SŁUCHAM!? - krzyknęli jednocześnie
Bracia.
- Dobrze słyszałem, kto to zrobił? - spytał Hachi.
-
Yhy… - odpowiedziała Rina
- Oho, chyba trzeba kogoś
utemperować. - stwierdził Otachi.
W międzyczasie Hachi z
hukiem odstawił swoją pustą taczkę na ziemie i bez słowa
odszedł.
- Bro gdzie leziesz!? - spytał Otachi.
- Do
kibla … dwójka się upomina o uwagę. - odpowiedział Hachi.
-
SERIO!? - krzyknął Otachi.
Jego ziemny brat jednak nic mu już
nie odpowiedział tylko przyśpieszył kroku.
- Dobra, mniejsza
z nim. - powiedział Otachi.
- Co knujecie? - spytała nagle
Kiazu podchodząc.
- Kiazu, pójdziesz proszę, ze mną do
pokoju? - spytała Rina
- Jasne, a co potrzeba? - odpowiedziała
Kiazu.
- Pogadać z Diunką. - odpowiedziała Rina.
- O to
ja też chce iść. - wtrącił entuzjastycznie Otachi.
- Na
babskie pogaduchy? Wybieranie cieni albo koloru pazurków będzie
fascynujące.- powiedziała kokieteryjnie Kiazu.
- No pewnie!
Dużo magicznych fiolek o niewiadomym działaniu brzmi niezłe. -
zażartował Otachi.
- O tak na pewno. Tylko najpierw musisz u
kogoś poznać podstawy alchemii! - Odpowiedziała Kiazu.
-
Dobra! O to czas wyruszyć na nowego Questa! - powiedział wieczny
neczanin śmiejąc się.
- Otachi, Ty nie miałeś cegieł
nosić? - Odezwał się głos jakiegoś porucznika w oddali.
-
Tak, jest! - odpowiedział Otachi, a następnie dodał: - Dobra
dziewczyny, ja lecę.
- My też. - odpowiedziała Rina z
uśmiechem.
- W razie co jesteśmy na przerwie. - dodała Kiazu,
mrugając okiem.
- Luz! - odpowiedział Otachi, który wrócił
do pracy.
************
Pod
jednym z budynków mieszkalnych stoi neczański kapitan o blond
włosach i pali papierosa. Jednocześnie trochę chodzi i coś tam
przeklina pod nosem.
- Te, ZIOM… - odezwał się znajomy
głos.
W tym momencie oczom oficera ukazał się Hachi, ubrany w
pełną wersję munduru szeregowca, który z zaciśniętymi pięściami
podchodził do kapitana.
- Nie ZIOM tylko Kapitan. Twoich
„ziomów” tu nie widzę. - odpowiedział Moyoshi.
- Ta, ta …
gadaj se dalej. - odpowiedział Hachi a następnie zasadził
kapitanowy potężny cios pięścią w jego prawy policzek. Uderzenie
było tak mocne, że oficer aż się przewrócił, i wypluł jednego
zęba, a z kącika jego ust poleciała struga krwi,
- Tym razem
Ziom zrozumiałeś zasady gry, czy chcesz bawić się dalej? - spytał
twardo Hachi.
- Ty gnoju! - krzyknął Moyoshi, po czym w jego
dłoni pojawił się lodowy kolec którym zaatakował ziemnego
neczanina.
Nagle Moyoshi przejechał Hachiemu lodowym sztyletem
tuż koło lewego oka, zostawiając tym samym zakrwawioną, dość
głęboką szramę. Jednocześnie ziemny neczanin z impetem uderzył
przeciwnika po żebrach co spowodowało, że ten znowu upadł na
ziemie.
- Za głupie zerwanie tak odwalasz!? - spytał
Moyoshi.
- Nie, tylko o to co zrobiłeś Diunie i potem Rinie
przy okazji. - odpowiedział Hachi, a następnie z mocnym zdziwieniem
spytał:- Czej... Zerwanie? Zaraz to Wy zerwaliście?
- Tak, z
20 minut temu. - odpowiedział Moyoshi, podnosząc się.
- I
musiałeś Ziom, zemścić się na innej siostrze!?
- Z dwojga
złego wolałem ją niż Diunę. Zwłaszcza, że nadal mi na niej
zależy, chociaż jestem wściekły.
- Ta zależy Ziom, z tym
wszystkim co wyprawiałeś?
- Będę robił co mi się żywnie
podoba, jak „kocha” to powinna tolerować każde moje zachowanie.
A że Twoje siostry nie potrafią się bronić to ich problem. Co
prawda powiedziałeś, że Diunę będziesz bronić, więc jej dam
spokój, a każda inna pozna moją zemstę.
W tym momencie Hachi
zacisnął pieści i rzucił się na oficera. Kolejny silny cios i
kapitan znów leżał na ziemi. Ziemny neczanin zaczął tłuc go po
twarzy a to z lewej a to z prawej.
- MÓWIŁEM O WSZYSTKICH
SIOSTRACH! - krzyknął Hachi, nie przestając atakować.
Moyoshi
próbował zamrozić siebie jak i przeciwnika, ale bez skutecznie.
-
A ZA DIUNĘ PRZEDE WSZYSTKIM CI SIĘ NALEŻY! - Krzyknął
Hachi.
Ziemny neczanin z dużą siłą jeszcze kilkukrotnie
pięścią uderzył kapitana w twarz. Z każdym kolejnym uderzeniem
na twarzy Moyoshiego pojawiało się coraz więcej krwi. Nagle Oficer
zaczął unikać ciosów przeciwnika przesuwając głowę, a
następnie zaczął się szarpać z podwładnym. Wkrótce ziemny
neczanin został odepchnięty. Kiedy obaj znów stali na nogach to
doszło do kolejnej intensywnej wymiany ciosów. Szkarłatna krew
jest nie tylko na ich ciałach, ale tez na mundurach i ziemi. Nagle
między walczącymi pojawiły się niebieskie płomienie, które bez
trudu rozdzieliły walczących.
- KURWA CO JEST!? - krzyknął
nagle znajomy głos.
- Nic Ziom, rozmawialiśmy i właśnie
skończyliśmy. - odpowiedział Hachi.
- Właśnie widzę. -
odpowiedział Amis, uważnie obserwując obu. Ziemny neczanin ma
rozciętą i zakrwawioną sporą część zza okiem i lecącą krew z
kącika ust. Natomiast lodowy neczanin ma bardzo napuchnięty prawy
policzek, jest on fioletowy i pokryty pęcherzykami, co sugeruje, że
uderzenie było bardzo mocne. Dodatkowo ma On krew również w kąciku
ust, jak i ma wielkie limo na lewym oku oraz spore rozcięcie na
stroni. Kiedy drugi neczańśki kapitan wraz z trzema porucznikami,
podeszli do walczących to Moyoshi twardo powiedział:
- Tak,
skończyliśmy, a teraz zabierzcie go do karceru, za napaść na
oficera.
- Ziom no serio!? - odpowiedział rozczarowany
Hachi.
Porucznicy bez mrugnięcia okiem wykonali rozkaz i
podeszli do Hachiego, skrępowali mu ręce i zabrali go ze sobą.
Początkowo ziemny neczanin się wyrywał, ale po chwili uspokoił
się, i dał się prowadzić. Tymczasem Amis spytał:
- Karcer,
ładnie. Nie lepiej zwykła cela?
- Nie, zasłużył na
karcer.
- Na długo ten karcer?
- Na ile mi się zechce. -
odpowiedział Moyoshi.
- Ta, ta albo dopóki Rudy się nie
dowie. - powiedział Amis,
- Zaatakował oficera, więc
zasłużenie tam trafił.
- Luzacki Hachi, który dużo zlewa i
woli „mścić się na zimno” robiąc różne numery i żarty,
nagle dał Ci po mordzie, no na bank totalnie nic go nie
sprowokowało. I bankowo Rudy też nie będzie widział w tym
absolutnie nic dziwnego. - Odpowiedział nerwowo Amis, a po chwili
dodał: - Serio nie umiałeś sobie poradzić z szeregowcem? Kapitan
dał się od tak pobić szeregowcowi!? Może to HACHI powien być
kapitanem a nie Ty?
- Zejdź ze mnie. Na dzisiaj mam już dość.
- odpowiedział Moyoshi.
- To ogarnij dupę, jesteś kapitanem,
a nie popierdółką! Jak w ogóle mogłeś na to pozwolić!?
Przepiękny numer odwaliliście, no zajebisty. BITKA PO ŚRODKU
OBOZU! Jeszcze wyglądasz jak po spotkaniu z czołgiem! A na dokładkę
cały mundur splamiony krwią! I jeszcze POKAZAŁEŚ JAK BARDZO SŁABY
JESTEŚ!
- Już mówiłem, zejdź ze mnie. - odpowiedział
Moyoshi przypalając papierosa.
- Heh … chociaż to mordobicie
pomogło? - spytał Amis również przypalając papierosa.
- W
sumie wyładowało mnie, więc tak.
- Spoko, to idź doprowadź
się do porządku. Lepiej aby Rudy nie widział Cię w tym stanie. -
powiedział Amis.
- Dobry pomysł. - odpowiedział Moyoshi.
-
Módl się do bóstw, aby Rudy był w dobrym humorze.
- To Hachi
powinien się o to modlić, to on odpierdolił numer a nie ja, a mi
wystarczy aby Rudy był wkurwiony na kogoś innego to mi się
upiecze.
- Jak będziesz miał bardzo dużo szczęścia to tak.
************
Diuna
wraz z siostrami, znajduje się w swoim pokoju. Rina oraz psychiczna
neczanka siedzą na łóżku najdalej od okna. Natomiast Kiazu chodzi
po pokoju.
- I tak o nie jesteśmy już razem, to nic
wielkiego. - powiedziała Diuna, zajadając loda.
- Na dobrą
sprawę, Wasz związek się już dawno skończył. - stwierdziła
Kiazu.
- Tak, tak … w momencie jak się z nim przelizałaś. -
odpowiedziała Diuna.
- Nie… już wcześniej się psuło,
skoro sama dałaś takie wyzwanie. - powiedziała Kiazu, a po chwili
dodała: - Zresztą, sama się zabawiłaś z innym.
- Taak, ale
Moyoshi o tym nie wie. - powiedziała Diuna.
- Taaa, ale za to o
całusku już tak. - dodała Kiazu.
- Mniejsza, było warto. -
powiedziała Diuna, a następnie dodała: - Zresztą mam wrażenie,
że z Stevenem mam lepsze wibracje niż z Moyoshim i to od samego
początku.
- Hmm… To znaczy, że teraz jesteś z Stevenen? -
spytała Rina.
- W sumie chyba tak, chociaż nie nazwałabym
tego czymś oficjalnym. - odpowiedziała Diuna.
- Lepiej tak niż
masz się męczyć w nieudanym związku, ALE nie prowokuj Moyoshiego,
jego ego może się na Nas bardzo źle odbić, przez to że jest
kapitanem. - powiedziała Kiazu.
- I mówi to ta, która nie ma
problemu aby napyskować oficerowi. - stwierdziła Diuna.
-
Owszem, nie mam z tym problemu, lecz ewentualne konsekwencje są
„moje” a nie drużynowe, a w tym wypadku to być odpowiedzialność
drużynowa, nie zdziwię się jak będzie chciał dopiec Nam
wszystkim. - kontynuowała Kiazu.
- No dobra w sumie racja,
niech będzie „postaram się” nie naciskać mu na odcisk. -
powiedziała Diuna przewracając oczami.
- No mam nadzieje. -
powiedziała Kiazu.
- W sumie to On chyba bardziej przeżywa niż
Ty… - wtrąciła Rina.
- Bo u Niej to umarło już dawno, a On
się wkurwia bo coś stracił i dopiero teraz zaczyna rozumieć jak
bardzo coś cennego stracił. - dodała Kiazu.
- Taaaa, w sumie
umarło, jak poznaliśmy Volaure i się z nim pocałowałam i
zobaczyłam, że może być fajniej i jakoś wtedy zrozumiałam, że
moje zauroczenie Moyoshim to była „wakacyjna przygoda” i
zauroczenie… wiecie przystojny blondyn, oficer… wydawało mi się,
że to ideał… - powiedziała Diuna, a następnie dodała: - On
odwalał różne akcje, nie od dzisiaj, bawił się równie dobrze
jak Amis, ale w drugą stronę już do nie działało. On cichnąłby
być w pół otwartym związku, jednocześnie okrywając przede mną
wszystkie swoje podboje. A mi w końcu… jakby to powiedzieć …
stało się to obojętne co wyprawania, ale jednoczesnie chciałam
przeżyć przygodę … potem z czasem pojawił się Stevenen i
resztę już znacie.
- Heh … oby Stevenen nie okazał się
tylko zemstą. - dodała Kiazu.
- Myślę, że nie … jakby
miał nią być to w sumie już w wieży byśmy się przespali i na
tym przygoda by się skończyła. Zresztą zobaczymy, jeśli nawet to
było warto. - powiedziała Diuna.
- Wiesz, że o części tego
mogłaś powiedzieć braciom albo mi? Porozmawialibyśmy sobie z nim
i to dosadnie … - powiedziała Kiazu.
- Taaaa… na pewno
Hachi by mu coś zrobił ha! No na bank ... Co najwyżej Hachi i
Otachi wywinęli by mu jakiś wredny numer. - powiedziała Diuna, w
ruszając ramionami.
- Ja mam ochotę dać mu po mordzie…. -
powiedziała Kiazu.
- No dobra fakt… mogłam coś powiedzieć
wcześniej, chociaż mimo wszystko dobrze się z Nim bawiłam i było
fajnie, jak na pierwszą miłość było spoko. Co by nie mówić to
był słodki związek na odległość i był ciekawa przygodą. I w
sumie, jakby nie przyłapał to tez związek trwał by dalej co też
by było dobre … - powiedziała Diuna.
- To jest idealne pod
status związku „to skomplikowane” na socjalach. - powiedziała
Kiazu, a po chwili dodała: - Zerwanie jest lepsze niż podwójny
związek, a jemu i tak się należy jakiś numer od chłopaków.
-
Taak, i później ich o to poproszę. - dodała Diuna.
************
Otachi
siedzi na ulubionym dachu rodzeństwa i napawa się przyjemnym
wiatrem. Widać, że bardzo to lubi i daje mu to ogrom pozytywnej
energii. Jego brązowe włosy, targane przez wiatr, dają wręcz
poczucie wolności.
- A tak miałem zadzwonić. - przypomniał
sobie nagle wietrzny neczanin, po czym wyjął z kieszeni telefon,
wybrał numer i przyłożył aparat do ucha.
-
No, co chcesz?
- odezwał się chłodny głos w słuchawce.
- Ziom… według
przepisów… na ile oficer może kogoś zamknąć w karcerze? -
spytał Otachi.
- Zależy, za co…
- Hmm… za „bójkę
z oficerem”…
- W
teorii od 24h do 7 dni. W praktyce, zależy jak bardzo duma oficera,
została urażona. -
odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał: -
Niech zgadnę, Kiazu napyskowała, któremuś porucznikowi?
-
Chciałbym, ale nie ….
-
Dobra, to co odwaliliście?
-
Jakby to powiedzieć Ziom … W bardzo dużym skrócie Hachi wkurzył
się i obił twarz Moyoshiego i ten wrzucił go do karceru nie mówiąc
na ile …
- Jak wrócę, to zobaczę o co poszło i pogadam z
Rudym i Moyoshim, o ile Hachi dalej tam będzie.
- Luz Ziom.
W
tym momencie na terenie całego obozu rozległa się głośna syrena
alarmowa. Jej dźwięk przeszywał i wręcz zagłuszał totalnie
wszystko. Nagle to ona została wręcz zagłuszona przez dwa wybuchy
w gdzieś w oddali, co nie wróży niczego dobrego.
- MUSZĘ
LECIEĆ ZIOM. - Krzyknął Otachi, nie wiedząc nawet czy rozmówca
usłyszał to co mówił. Następnie szybko zakończył połączenie,
zeskoczył z murka i pobiegł do klatki schodowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz