czwartek, 5 lutego 2026

EPIZOD 286

 

Dramatyzowanie bez powodu?

Słońce wzeszło już jakiś czas temu, więc jest już dość wysoko na niebie, chociaż jeszcze jest bardzo wczesny ranek. Wiele chłodny wiatr, zapowiada się przyjemny dzień. Neczańskie rodzeństwo siedzi razem pod obozem na trzepaku. Diuna i Rina siedzą pod trzepakiem, tak aby nie przeszkadzać pozostałym, którzy robią różne akrobacje na trzepaku. W międzyczasie wodna neczanka robi im zdjęcia, jak i rodzeństwo rozmawia ze sobą.
- Podwójnego obrotu na górze to pewnie nie zrobisz? - powiedziała Diuna.
- Jak nie, jak tak. Ktoś tu mnie nie docenia. - odpowiedział Hachi, a następnie bez trudu zdobił podwójny obrót na górnej części trzepaka, po czym efektownie zeskoczył.
- Niezłe Bro. - pochwalił Otachi.
- Ciekawe czy jak byliśmy mali to też się bawiliśmy na trzepaku? - zaciekawiła się Rina.
- Patrząc jak te dwie małpy tam szaleją to na pewno. - odpowiedziała Diuna.
Na te słowa Hachi i Otachi ugięli kolana i rozluźnili ręce, i udając małpy zaczęli skakać po trzepaku wydając jednocześnie radosne odgłosy małp. A po chwili Hachi z uśmiechem godnym chochlika, powiedział:
- Nie wiem o jakich małpach mówisz.
- Coś musiało Ci się sis przewidzieć. - dodał Otachi, szczerząc kły.
- Taa … na pewno nie dowidzę … - odpowiedziała Diuna.
- Dobra patrzcie na to! - krzyknęła Kiazu, a następnie z delikatnego rozbiegu skoczyła na trzepak, robiąc przy tym kilka efektownych obrotów. Na koniec zeskoczyła robiąc spektakularne salto.
- No brawo Płomyczku, jesteś w formie. - odezwał się nagle znajomy głos.
- Taakat! - krzyknęło zgodnie rodzeństwo.
W tym momencie okazało się Porucznik wraz ze swoim odziałem właśnie do nich podszedł.
- Ale za to czujność na minusie. - powiedział Taakat.
- Ziom, dobrze rzuciłeś na ukrycie i tyle. - wtrącił Otachi.
- Was nie musimy się obawiać Ziom. - dodał Hachi.
- Idziecie na misje? - spytała Kiazu.
- Tak, musimy sprawdzić jedno miejsce. - odpowiedział porucznik, a następnie dodał: - Pewnie chcielibyście iść z Nami?
- TAK! - krzyknęli Hachi, Otachi i Kiazu.
- Generał Nas nie puści. - powiedziała Diuna.
- Kapitan pewnie nie długo wróci i też ruszycie. Doba dzieciaki musimy już iść. - powiedział Taakat.
- Do zobaczenia! Będę grzała sale treningową!- powiedziała Kiazu.
- Chętnie skorzystam. - odpowiedział Taakat.
- Tylko nie schłodź temperatury. - dodała Kiazu.
- Płomyczku, ja ją tylko podnoszę. - odpowiedział porucznik mrugając okiem.
- I mówi to woda…. - wtrącił Key'leanem, przewracając oczami.
- Woda, która jest bardziej gorąca od Ciebie. - odpowiedział Taakat, szczerząc kły. A następnie dodał: - Rina podejdź do mnie.
- Ja? - zdziwiła się wodna neczanka, a następnie lekko speszona podeszła do porucznika. Ten od razu szybko i stanowczo złapał ją za biodra, uniósł i posadził na trzepaku. Po czym przytulił i jednocześnie powiedział:
- Tak będzie wygodniej, zarówno mi jak i Tobie. I możesz czasem mnie przytulić.
- Dobrze… Powodzenia na misji. - powiedziała Rina odwzajemniając uścisk.
- Taakat. - wtrąciła Diuna.
- No co chcesz? - spytał porucznik, kończąc uścisk.
- Twoje nazwisko nie brzmi na neczańsie… skąd ono? - powiedziała Diuna.
- Serio, teraz o to pytasz? - wtrącił Key’leanem.
- No co, interesowało mnie to od dawna, ale jakoś nie było dobrej okazji. - odpowiedziała Diuna wzruszając ramionami.
- Mój pra, pra, pra dziadek od strony ojca był ziemianinem, a ja jestem kolejnym facetem w męskiej linii rodu. Dlatego moje nazwisko nie brzmi neczańsko. - odpowiedział dość twardo Taakat, a następnie dodał: - Dobra oddział zdecydowanie już czas na Nas.
Na te słowa oddział w dużej mierze bez słowa oddalił się. Z rodzeństwem został tylko Stevenen, który po chwili zawahania podszedł do siedzącej na ziemi Diuny, ukucnął, a następnie pocałował w usta. Szybko, przyjemnie i głęboko.
- Stevenen rusz się nie mamy czasu! - Krzyknął nagle Taakat.
- Tak jest! - odkrzyknął Stevenen, a następnie mrugnął okiem i podbiegł do swojego oddziału.
- Fiu, fiu siora ładne rzeczy. - powiedział Otachi, opierający się o trzepak.
- Normalne. - odpowiedziała Diuna.
- No na pewno, ładnie odwaliłaś. - dodał Hachi, stojący obok brata.
- Tobie akurat nic do tego … - odpowiedziała Diuna.
- Mi może nie, ale jemu już tak. - powiedział Hachi, a następnie pokazał głową Moyoshiego, stojącego nieopodal z wielkimi oczami.
- Myślicie, że coś widział? - spytała Rina.
- Na pewno … - odpowiedział Hachi.
W tym momencie kapitan, jakby się ocknął i stanowczym krokiem podszedł do rodzeństwa i powiedział: - Generał chce Was widzieć. TERAZ.
- No to czas na Nas. - powiedział Otachi.
Po tych słowach neczańskie rodzeństwo zebrało się i ruszyło w kierunku obozu.
- Diuna, Ty zostajesz. - powiedział Moyoshi.
- Po co? Przecież sam mówiłeś że teraz mamy iść do Rudego. - odpowiedziała Diuna.
- Generał sobie poradzi z pozostałymi, a Ty masz zostać.
Kapitan mówił nerwowym, ale stanowczym tonem. Psychiczna neczanka nie chętnie w końcu została, a reszta rodzeństwa bez słowa poszła w kierunku do obozu.
- CO TY ODWALASZ!? - Krzyknął w końcu Moyoshi.
- Nic, dramatyzujesz bez powodu. - odpowiedziała spokojnie Diuna.
- JAK BEZ POWODU!? Właśnie całowałaś się z innym typem i to na moich oczach!
- Tak, tak a jak Ty przelizałes się z moja siostra to było wszystko w porządku?
- To było co innego, to była gra w butelkę i byliśmy podpici …
- A to był zakład, i możesz podziękować Kiazu, że go przegrałam.
- Założyłaś się o siarczystego całusa?
- Nie ważne o co, to taka sama sytuacja. W tedy też mi powiedziałeś ze dramatyzuje i nic się nie stało. Ogarnij się.
- Nie Diuna, to co innego!
- To dokładnie to samo i już wiesz hipokryto jak się wtedy czułam.
- Przypominam, że to TY zaproponowałaś granie i MÓWIŁAŚ, że tak tak ok! I jeszcze cisnęłaś nam po ambicji, że tego nie zrobimy!
- No i? Teraz mi się odwidziało… Sam widzisz jakie to przyjemne.
- Nie mów mi, że wymyśliłaś to tylko po to aby się zemścić?
- Inteligentny jesteś, domyśl się sam. - odpowiedziała Diuna, odchodząc.
- CZEKAJ! NIE SKOŃCZYŁEM! - Krzyknął Moyoshi.
- ALE JA TAK! - odkrzyknęła Diuna, pośpiesznie odchodząc.
Kapitan pobiegł za Diuną i szybko złapał ją za ramie odwrócił do siebie i kontynuował:
- Co to miało być!?
- ZOSTAW MNIE! - krzyknęła neczanka wyrywając się.
- Ziom zostaw ją. - wtrącił nagle znajomy głos.
Samo to wystarczyło, że kapitan zwolnił uścisk, neczanka mogła się wyrwać i pośpiesznie uciec.
- Nie wtrącaj się! - powiedział Moyoshi odwracając się
- Ziom, zluzuj majty i weź wrzuć na luz. - odpowiedział Hachi stojący między drzewami.
- Zaraz nie miałeś iść do obozu? Co tu w ogóle robisz?
- Miałem, ale zgubiłem drogę… - odpowiedział Hachi szczerząc kły.
- Co za ściema...
- Stary, chciałem zadbać o swoja siostrę. Nie widzisz tego?
- Dziwnie to brzmi z Twoich ust … sami się żrecie ile wlezie… mniejsza … ZADBAĆ O SIOSTRĘ!? To ja tu jestem skrzywdzony, sam widziałeś co odwaliła.
- Macie sporo do przegadania Ziom.
- Nie mam czasu na pierdolenie z Tobą, muszą ją dogonić.
- Dobra Stary, Zagrajmy w grę … powiedz mi jak w padniesz za nią w tym stanie do obozu, a Ona będzie krzyczeć „zostaw mnie” to co się stanie?
a) Będzie wrzeszczał b) latryny in coming
c) wkurwi się d) wszystko na raz
- Co to za durna gra? … Rudego nie znasz? W skrócie no Rudy się wkurwi i to zajebiście się wkurwi… a to co wymieniłeś nawet w połowie się nie ma do tego co się stanie …
- No na mnie czas, muszę iść do Generała. - odpowiedział Hachi, a następnie dodał: - Aha, żeby było jasne nie myśl sobie, że pozwolę Ci ot tak zrobić jej krzywdę. Polecam pokojowe rozwiązania Ziom. Ewentualnie zerwanie.
- Zerwanie też ją skrzywdzi.
- Obstawiam, że nie, jakby miało ją to obejść to stary nie mielibyśmy popisu z rana … Ziom, wyrażę się jaśniej... nie pozwolę Ci wyładować złości, agresji i frustracji na niej, a ni na żadnej innej mojej siostrze, mam nadzieje, że to jasne Ziom? A do tego co widziałeś Stary, potrzeba było dwojga, a nie Tylko niej ... - odpowiedział spokojnie Hachi odchodząc.
Roztrzęsiony kapitan, wyjął z kieszeni fajki od razu zapalił papierosa, którego bardzo szybko wypalił i praktycznie od razu zapalił drugiego, którego również szybko wypalił i w sumie zapalił też trzeciego, ale wypalił go do połowy, po czym rzucił na ziemię i przydeptał.
- Ja pierdole!
Następnie nerwowym krokiem i ewidentnie dalej zły udał się w kierunku obozu.


************


Gabinet neczanskiego generała, do którego wparowało neczańskie rodzeństwo.
- Puka się … - powiedział Rudy, a następnie zaskoczony spytał: - Zaraz Co tu wszyscy robicie i to jeszcze przed 8:00?
- Moyoshi kazał nam przyjść. - powiedziała Kiazu.
- I podobnież chciałeś Nas wszystkich widzieć „teraz”… - dodała lekko speszona Rina.
- Że też udało mu się Was obudzić. - powiedział Rudy.
- Okupowaliśmy trzepak pod obozem. - powiedział Otachi.
- To wiele tłumaczy, chociaż i tam dziwne jak na Was … - powiedział generał.
- Sami nie wiemy co Nas do tego skłoniło. - odpowiedziała Kiazu.
- Wy wiecie, że dzisiaj jest najdłuższy dzień? - Spytał Rudy.
- Yyyy nie… - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo.
- To już wiecie, dzisiejszy dzień według obliczeń ma mieć aż 17 godzin. - powiedział generał.
- O nie to będzie długi dzień do pracy … - wtrąciła Diuna.
- No nic … W sumie chciałem tylko chłopaków, bo potrzebuje ich przy budowie nowego hangaru. - odpowiedział Rudy, a po chwili dodał: - No ale skoro jesteście wszyscy to możecie tam iść. Znajdzie się roboty dla każ
dego.
- Nie dzięki. - odpowiedziała Diuna.
- Podziękujesz jak zapracujecie, a teraz sio na budowę. - odpowiedział Rudy.
W tym momencie do pomieszczenia wparował Hachi.
- O jest Pan spóźnialski Widziałem, że jednej osoby brakuje. - stwierdził Rudy.
- Sorry Ziom, myślałem, że nie zauważysz … dwójka przycisnęła i prawie było grubo … zdecydowanie leciało jak nie wiem... - odpowiedział Hachi.
- Haaaaachi …. - powiedziały lekko załamane siostry z nutą obrzydzenia w głosie.
- Nie musiałem tego wiedzieć. - dodał Rudy, robiąc klasycznego face palma, a następnie dodał: - Dobra idźcie do Amisa, i powiedziecie, że Was przysyłam do pomocy na budowie.
- Tak, jest. - odpowiedziało rodzeństwo.



************


Smoczy obóz, w którym w jednym z gabinetów oficerskich trwa właśnie zebranie. Biorą w nim udział Bosman Smoczysław, Głównodowodzący cywil oraz neczański kapitan i książę Zekeren. Wszyscy poza księciem siedzą w jednym pomieszczeniu na krzesłach, zza biurkami. A władca siedzi na swojej kanapie i jest widoczny podczas wideo rozmowy. Jak Volaure, jak i Kurai siedzą dość swobodnie tak Bosman widać, że jest zestresowany. A sam Fanto niby siedzi otwarcie ale, też widać, że nie jest to komfortowe dla niego.
- Z całym szacunkiem Książę, takie wypuszczanie smoków to tylko dodatkowa papierologia dla Nas i raczej nic więcej. - powiedział w końcu bosman.
- Za pozwoleniem… -wtrącił Fanto, a następnie dopowiedział: - Jeśli smoki nie będą uciekać i nie będą agresywne to w sumie jestem wstanie widzieć znaczne plusy.
- To nie będzie tylko dodatkowa papierologia. Sytuacja ze swobodą ma ogrom plusów, od lepszego posłuszeństwa poprzez lepszą kondycję i lepsze przyswajanie mikroelementów z jedzenia aż po bardzo mocno zredukowany poziom agresji. - odpowiedział Volaure.
- Myślę, że agresja do opiekunów powinna zniknąć wręcz całkowicie, kiedy smoki się wyszaleją, plus mamy wiele młodych osobników, które dzięki temu też będą się dodatkowo bardzo dobrze rozwijać. - wtrącił chłodno Kurai.
- Z minusów, to dodatkowa papierologia, zaufanie tym potężnym istotom, zmiana rutyny …. - wyliczał Smoczysław.
- Jak dla mnie nie ma minusów. Na przykład podczas gdy smoki będą szalały, to wtedy spokojnie można sprzątać w ich boksach, to duża oszczędność czasu. - powiedział Książę.
- W sumie masz racje książę. - powiedział bosman, a następnie dodał: - Wprowadzimy to…
- Zdecydowanie na to liczę, jak i na to, że jak najszybciej zapewnicie im rozrywkę. - odpowiedział Volaure, a po chwili spytał: - Kto pilnuje zamówień witamin i innych suplementów? Jak to właściwe u Was wygląda?
- Wychodzi na to, że ja Książę. Weterynarz wystawia recepty, a ja potem zamawiam odpowiednie zamówienia. - odpowiedział Bosman.
- Widzę rozjazd między recepta jaką mam w systemie, a tym co widnieje na zamówieniu. - odpowiedział Volaure, po czym szybko dodał: - Smoki mają przepisane Complex 224A, a na zamówieniu widzę Complex 2244.
- Księże, o ile mi wiadomo te dwa kompleksy są bardzo podobne jak nie identyczne i można je stosować wymiennie. - wtrącił Fanto.
- Owszem, jednak życzyłbym sobie pilnowania takich „szczegółów”, skoro przepisane są te to macie zamawiać właśnie te. - powiedział dość twardo Volaure.
- Tak jest Książę. Zapisałem już sobie poprawną nazwę aby więcej nie pomylić. - powiedział Smoczysław.
- Świetnie. - pochwalił władca z uśmiechem.
- Panie, a pro po weterynarza, nasz miejscowy, mówi że do szczepionek prosił by aby przysłać mu pomoc, na okres szczepień. - powiedział Bosman.
- W takim układzie prawdopodobnie odwiedzi Was Aluf
Hetto Afero, o ile warunki na froncie na to pozwolą. - odpowiedział Volaure.
- Weterynarz, z leczniczy Ambasadora Ankary, mocne wsparcie. - dodał Fanto.
- Dokładnie, i ma odpowiednie doświadczenie, jak i prosił aby brać go pod uwagę w pierwszej kolejności przy takich wypadkach, jak i wielu innych. - odpowiedział Książę.
- Tak jest, przyjmiemy godnie Pana Aluf’a. - powiedział Bosman.

- Doskonale. - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Aha, zaktualizowałem uprawnienia Kapitana. Ma zdecydowanie większą swobodę. Dokumenty powinieneś już dostać. A dzięki Tytanowi, na wisiorek też już zostały wgrane i obowiązują od teraz.
- Tak jest. Zaraz zapoznam się z dokumentacją. - odpowiedział bosman.
- Nie wątpię w to. - odpowiedział Volaure.
- Książę za pozwoleniem. - wtrącił Fanto, a następnie dodał: - Kim jest Kapitan Młodzik? Bo wie Książę, ostatnio mieliśmy wizytację, a to byli to szanowani zawodnicy a i tak nie mieli takich uprawnień, zwłaszcza do czarnego smoka. To przez stopień wojskowy?
- Widzę, że ktoś tu nie odrobił pracy domowej. - opowiedział Volaure, z delikatnie wrednym uśmiechem.
- Jestem zawodnikiem turnieju walk smoków, a Kronos jest moim smokiem. - wtrącił dość chłodno Kurai.
- W rzeczy samej, i od siebie dodam, że jest zawodnikiem z czołówki, z ogromnym doświadczeniem i wiedzą. - dodał Władca.
- To wiele tłumaczy Panie, i faktycznie kojarzę jednego zawodnika który startował z czarnym smokiem, ale nie sądziłem, że to aż taki Młodzik. - odpowiedział Fanto.
- Cóż, nie wiek świadczy o dobrym zawodniku, tak samo nie wiek świadczy o dobrym władcy. Młodzik też może się sprawdzać zarówno w jednym jak i drugim. Chociaż łatwo ocenić kogoś tylko przez liczbę lat a nie przez umiejętności. - odpowiedział Volaure, a po chwili dodał: - Miałem już okazję nie raz sprawdzić wiedzę Kapitana, jak i widziałem jak sobie z nimi radzi. Zresztą, już podczas tej krótkiej wizyty udowodnił, że wie co robi i co mówi, oraz sami widzieliście, że jest odpowiednim człowiekiem, na odpowiednim miejscu.
- Jak najbardziej Książę. - odpowiedział bosman.
- Tak, sam byłem pod wrażeniem jak sobie radzi. - dodał Fanto z podziwem.
- Nie przysłałbym kogoś niesprawdzonego czy nie odpowiedniego. - powiedział Volaure.
- Księże jest profesjonalny i ogarnia profesjonalistów. - dodał Smoczysław.
- W rzeczy samej. - dodał Fanto, a następnie dodał: - Książę, a co robimy z pustym boxem po smoku, który uciekł? Sprowadzamy kolejnego?
- Na razie nie, na te chwilę niech zostanie pusty i przygotowany na ewentualne sprowadzenie nowego smoka. - odpowiedział twardo Książę.
- Tak jest. Dopilnuje tego.- odpowiedział Smoczysław.
- Dobrze, to tam jeszcze zostało? - odpowiedział Władca przeglądając dokumenty, oraz coś na bocznym monitorze.
- Książę, zostały „drobne sprawy administracyjno-biurowe, jak i organizacyjne. - odpowiedział Smoczysław.
- Do rzeczy. - odpowiedział twardo Volaure.
- A więc tak …


************


Hachi i Otachi pomagają przy budowie nowego hangaru. Bracia taczkami wożą duże cegły, Kiazu wraz jeszcze innym wojskowym wypalają cegły w dużym piecu. Neczanka, zdecydowanie podnosi tam temperaturę i to nie tylko promieni.
- Bro wiesz może gdzie jest Diuna? - spytał nagle Hachi, wysypując kolejną dostawę cegieł.
- Ta… Urwała się jakiś czas temu, więc pewnie leni się w pokoju dziewczyn … - odpowiedział Otachi idąc z taczką koło Brata, a po chwili dodał: - O idzie Rina z wodą.
Rzeczywiście wodna neczanka przyszła do Braci z koszem pełnym butelek wody. Jest miła jak zawsze, uśmiecha się, ale jednocześnie chowa trochę twarz.
- Dzięki Sis. - powiedział Otachi biorąc wodę.
- Dzięx Rincia. - powiedział Hachi, kiedy dostał wodę.
Po tym neczanka dość szybko próbowała odejść jak najdalej, jednak ziemny neczanin, złapał ją za rękę i dość stanowczo powiedział:
- Sis, pokaż mi twarz.
Wodna neczanka bardzo niechętnie spojrzała w oczy brata. W tym momencie wystraszone, szkliste, lśniące oczy neczanki, samym swoim byciem opowiadały historię. Dodatkowo okazało się, że jej prawy policzek jest mocno zaczerwieniony, o delikatnym fioletowo-różowym zabarwieniu. Po mimo tego jak wygląda Jej policzek to neczanka ma delikatny przyjazny uśmiech, który często jej towazyszy. Głównie oczy neczanki zdradzały, że coś się wydrzyło.
- Siostra, nie widziałaś się w lutrze? - spytał Hachi.
- Nie, nie miałam okazji … - odpowiedziała Rina.
- O ja pierdzielę. Sis w porządku?- wtrącił Otachi, ukratkiem robiąc zdjęcie siostrze.
- A to … To nic takiego … zaraz się uleczę … - odpowiedziała Rina dotykając dłonią policzka.
- Dobra Sis szczerze co się stało? Bajki, że „spadłaś ze schodów” możesz od razu sobie darować i nie traćmy na nie czasu. - kontynuował Hachi.
-
Mo… Moyoshi to zrobił … - wyszeptała neczanka.
- SŁUCHAM!? - krzyknęli jednocześnie Bracia.
- Dobrze słyszałem, kto to zrobił? - spytał Hachi.
- Yhy… - odpowiedziała Rina
- Oho, chyba trzeba kogoś utemperować. - stwierdził Otachi.
W międzyczasie Hachi z hukiem odstawił swoją pustą taczkę na ziemie i bez słowa odszedł.
- Bro gdzie leziesz!? - spytał Otachi.
- Do kibla … dwójka się upomina o uwagę. - odpowiedział Hachi.
- SERIO!? - krzyknął Otachi.
Jego ziemny brat jednak nic mu już nie odpowiedział tylko przyśpieszył kroku.
- Dobra, mniejsza z nim. - powiedział Otachi.
- Co knujecie? - spytała nagle Kiazu podchodząc.
- Kiazu, pójdziesz proszę, ze mną do pokoju? - spytała Rina
- Jasne, a co potrzeba? - odpowiedziała Kiazu.
- Pogadać z Diunką. - odpowiedziała Rina.
- O to ja też chce iść. - wtrącił entuzjastycznie Otachi.
- Na babskie pogaduchy? Wybieranie cieni albo koloru pazurków będzie fascynujące.- powiedziała kokieteryjnie Kiazu.
- No pewnie! Dużo magicznych fiolek o niewiadomym działaniu brzmi niezłe. - zażartował Otachi.
- O tak na pewno. Tylko najpierw musisz u kogoś poznać podstawy alchemii! - Odpowiedziała Kiazu.
- Dobra! O to czas wyruszyć na nowego Questa! - powiedział wieczny neczanin śmiejąc się.
- Otachi, Ty nie miałeś cegieł nosić? - Odezwał się głos jakiegoś porucznika w oddali.
- Tak, jest! - odpowiedział Otachi, a następnie dodał: - Dobra dziewczyny, ja lecę.
- My też. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- W razie co jesteśmy na przerwie. - dodała Kiazu, mrugając okiem.
- Luz! - odpowiedział Otachi, który wrócił do pracy.



************


Pod jednym z budynków mieszkalnych stoi neczański kapitan o blond włosach i pali papierosa. Jednocześnie trochę chodzi i coś tam przeklina pod nosem.
- Te, ZIOM… - odezwał się znajomy głos.
W tym momencie oczom oficera ukazał się Hachi, ubrany w pełną wersję munduru szeregowca, który z zaciśniętymi pięściami podchodził do kapitana.
- Nie ZIOM tylko Kapitan. Twoich „ziomów” tu nie widzę. - odpowiedział Moyoshi.
- Ta, ta … gadaj se dalej. - odpowiedział Hachi a następnie zasadził kapitanowy potężny cios pięścią w jego prawy policzek. Uderzenie było tak mocne, że oficer aż się przewrócił, i wypluł jednego zęba, a z kącika jego ust poleciała struga krwi,
- Tym razem Ziom zrozumiałeś zasady gry, czy chcesz bawić się dalej? - spytał twardo Hachi.
- Ty gnoju! - krzyknął Moyoshi, po czym w jego dłoni pojawił się lodowy kolec którym zaatakował ziemnego neczanina.
Nagle Moyoshi przejechał Hachiemu lodowym sztyletem tuż koło lewego oka, zostawiając tym samym zakrwawioną, dość głęboką szramę. Jednocześnie ziemny neczanin z impetem uderzył przeciwnika po żebrach co spowodowało, że ten znowu upadł na ziemie.
- Za głupie zerwanie tak odwalasz!? - spytał Moyoshi.
- Nie, tylko o to co zrobiłeś Diunie i potem Rinie przy okazji. - odpowiedział Hachi, a następnie z mocnym zdziwieniem spytał:- Czej... Zerwanie? Zaraz to Wy zerwaliście?
- Tak, z 20 minut temu. - odpowiedział Moyoshi, podnosząc się.
- I musiałeś Ziom, zemścić się na innej siostrze!?
- Z dwojga złego wolałem ją niż Diunę. Zwłaszcza, że nadal mi na niej zależy, chociaż jestem wściekły.
- Ta zależy Ziom, z tym wszystkim co wyprawiałeś?
- Będę robił co mi się żywnie podoba, jak „kocha” to powinna tolerować każde moje zachowanie. A że Twoje siostry nie potrafią się bronić to ich problem. Co prawda powiedziałeś, że Diunę będziesz bronić, więc jej dam spokój, a każda inna pozna moją zemstę.
W tym momencie Hachi zacisnął pieści i rzucił się na oficera. Kolejny silny cios i kapitan znów leżał na ziemi. Ziemny neczanin zaczął tłuc go po twarzy a to z lewej a to z prawej.
- MÓWIŁEM O WSZYSTKICH SIOSTRACH! - krzyknął Hachi, nie przestając atakować.
Moyoshi próbował zamrozić siebie jak i przeciwnika, ale bez skutecznie.
- A ZA DIUNĘ PRZEDE WSZYSTKIM CI SIĘ NALEŻY! - Krzyknął Hachi.
Ziemny neczanin z dużą siłą jeszcze kilkukrotnie pięścią uderzył kapitana w twarz. Z każdym kolejnym uderzeniem na twarzy Moyoshiego pojawiało się coraz więcej krwi. Nagle Oficer zaczął unikać ciosów przeciwnika przesuwając głowę, a następnie zaczął się szarpać z podwładnym. Wkrótce ziemny neczanin został odepchnięty. Kiedy obaj znów stali na nogach to doszło do kolejnej intensywnej wymiany ciosów. Szkarłatna krew jest nie tylko na ich ciałach, ale tez na mundurach i ziemi. Nagle między walczącymi pojawiły się niebieskie płomienie, które bez trudu rozdzieliły walczących.
- KURWA CO JEST!? - krzyknął nagle znajomy głos.
- Nic Ziom, rozmawialiśmy i właśnie skończyliśmy. - odpowiedział Hachi.
- Właśnie widzę. - odpowiedział Amis, uważnie obserwując obu. Ziemny neczanin ma rozciętą i zakrwawioną sporą część zza okiem i lecącą krew z kącika ust. Natomiast lodowy neczanin ma bardzo napuchnięty prawy policzek, jest on fioletowy i pokryty pęcherzykami, co sugeruje, że uderzenie było bardzo mocne. Dodatkowo ma On krew również w kąciku ust, jak i ma wielkie limo na lewym oku oraz spore rozcięcie na stroni. Kiedy drugi neczańśki kapitan wraz z trzema porucznikami, podeszli do walczących to Moyoshi twardo powiedział:
- Tak, skończyliśmy, a teraz zabierzcie go do karceru, za napaść na oficera.
- Ziom no serio!? - odpowiedział rozczarowany Hachi.
Porucznicy bez mrugnięcia okiem wykonali rozkaz i podeszli do Hachiego, skrępowali mu ręce i zabrali go ze sobą. Początkowo ziemny neczanin się wyrywał, ale po chwili uspokoił się, i dał się prowadzić. Tymczasem Amis spytał:
- Karcer, ładnie. Nie lepiej zwykła cela?
- Nie, zasłużył na karcer.
- Na długo ten karcer?
- Na ile mi się zechce. - odpowiedział Moyoshi.
- Ta, ta albo dopóki Rudy się nie dowie. - powiedział Amis,
- Zaatakował oficera, więc zasłużenie tam trafił.
- Luzacki Hachi, który dużo zlewa i woli „mścić się na zimno” robiąc różne numery i żarty, nagle dał Ci po mordzie, no na bank totalnie nic go nie sprowokowało. I bankowo Rudy też nie będzie widział w tym absolutnie nic dziwnego. - Odpowiedział nerwowo Amis, a po chwili dodał: - Serio nie umiałeś sobie poradzić z szeregowcem? Kapitan dał się od tak pobić szeregowcowi!? Może to HACHI powien być kapitanem a nie Ty?
- Zejdź ze mnie. Na dzisiaj mam już dość. - odpowiedział Moyoshi.
- To ogarnij dupę, jesteś kapitanem, a nie popierdółką! Jak w ogóle mogłeś na to pozwolić!? Przepiękny numer odwaliliście, no zajebisty. BITKA PO ŚRODKU OBOZU! Jeszcze wyglądasz jak po spotkaniu z czołgiem! A na dokładkę cały mundur splamiony krwią! I jeszcze POKAZAŁEŚ JAK BARDZO SŁABY JESTEŚ!
- Już mówiłem, zejdź ze mnie. - odpowiedział Moyoshi przypalając papierosa.
- Heh … chociaż to mordobicie pomogło? - spytał Amis również przypalając papierosa.
- W sumie wyładowało mnie, więc tak.
- Spoko, to idź doprowadź się do porządku. Lepiej aby Rudy nie widział Cię w tym stanie. - powiedział Amis.
- Dobry pomysł. - odpowiedział Moyoshi.
- Módl się do bóstw, aby Rudy był w dobrym humorze.
- To Hachi powinien się o to modlić, to on odpierdolił numer a nie ja, a mi wystarczy aby Rudy był wkurwiony na kogoś innego to mi się upiecze.
- Jak będziesz miał bardzo dużo szczęścia to tak.


************


Diuna wraz z siostrami, znajduje się w swoim pokoju. Rina oraz psychiczna neczanka siedzą na łóżku najdalej od okna. Natomiast Kiazu chodzi po pokoju.
- I tak o nie jesteśmy już razem, to nic wielkiego. - powiedziała Diuna, zajadając loda.
- Na dobrą sprawę, Wasz związek się już dawno skończył. - stwierdziła Kiazu.
- Tak, tak … w momencie jak się z nim przelizałaś. - odpowiedziała Diuna.
- Nie… już wcześniej się psuło, skoro sama dałaś takie wyzwanie. - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Zresztą, sama się zabawiłaś z innym.
- Taak, ale Moyoshi o tym nie wie. - powiedziała Diuna.
- Taaa, ale za to o całusku już tak. - dodała Kiazu.
- Mniejsza, było warto. - powiedziała Diuna, a następnie dodała: - Zresztą mam wrażenie, że z Stevenem mam lepsze wibracje niż z Moyoshim i to od samego początku.
- Hmm… To znaczy, że teraz jesteś z Stevenen? - spytała Rina.
- W sumie chyba tak, chociaż nie nazwałabym tego czymś oficjalnym. - odpowiedziała Diuna.
- Lepiej tak niż masz się męczyć w nieudanym związku, ALE nie prowokuj Moyoshiego, jego ego może się na Nas bardzo źle odbić, przez to że jest kapitanem. - powiedziała Kiazu.
- I mówi to ta, która nie ma problemu aby napyskować oficerowi. - stwierdziła Diuna.
- Owszem, nie mam z tym problemu, lecz ewentualne konsekwencje są „moje” a nie drużynowe, a w tym wypadku to być odpowiedzialność drużynowa, nie zdziwię się jak będzie chciał dopiec Nam wszystkim. - kontynuowała Kiazu.
- No dobra w sumie racja, niech będzie „postaram się” nie naciskać mu na odcisk. - powiedziała Diuna przewracając oczami.
- No mam nadzieje. - powiedziała Kiazu.
- W sumie to On chyba bardziej przeżywa niż Ty… - wtrąciła Rina.
- Bo u Niej to umarło już dawno, a On się wkurwia bo coś stracił i dopiero teraz zaczyna rozumieć jak bardzo coś cennego stracił. - dodała Kiazu.
- Taaaa, w sumie umarło, jak poznaliśmy Volaure i się z nim pocałowałam i zobaczyłam, że może być fajniej i jakoś wtedy zrozumiałam, że moje zauroczenie Moyoshim to była „wakacyjna przygoda” i zauroczenie… wiecie przystojny blondyn, oficer… wydawało mi się, że to ideał… - powiedziała Diuna, a następnie dodała: - On odwalał różne akcje, nie od dzisiaj, bawił się równie dobrze jak Amis, ale w drugą stronę już do nie działało. On cichnąłby być w pół otwartym związku, jednocześnie okrywając przede mną wszystkie swoje podboje. A mi w końcu… jakby to powiedzieć … stało się to obojętne co wyprawania, ale jednoczesnie chciałam przeżyć przygodę … potem z czasem pojawił się Stevenen i resztę już znacie.
- Heh … oby Stevenen nie okazał się tylko zemstą. - dodała Kiazu.
- Myślę, że nie … jakby miał nią być to w sumie już w wieży byśmy się przespali i na tym przygoda by się skończyła. Zresztą zobaczymy, jeśli nawet to było warto. - powiedziała Diuna.
- Wiesz, że o części tego mogłaś powiedzieć braciom albo mi? Porozmawialibyśmy sobie z nim i to dosadnie … - powiedziała Kiazu.
- Taaaa… na pewno Hachi by mu coś zrobił ha! No na bank ... Co najwyżej Hachi i Otachi wywinęli by mu jakiś wredny numer. - powiedziała Diuna, w ruszając ramionami.
- Ja mam ochotę dać mu po mordzie…. - powiedziała Kiazu.
- No dobra fakt… mogłam coś powiedzieć wcześniej, chociaż mimo wszystko dobrze się z Nim bawiłam i było fajnie, jak na pierwszą miłość było spoko. Co by nie mówić to był słodki związek na odległość i był ciekawa przygodą. I w sumie, jakby nie przyłapał to tez związek trwał by dalej co też by było dobre … - powiedziała Diuna.
- To jest idealne pod status związku „to skomplikowane” na socjalach. - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Zerwanie jest lepsze niż podwójny związek, a jemu i tak się należy jakiś numer od chłopaków.
- Taak, i później ich o to poproszę. - dodała Diuna.



************


Otachi siedzi na ulubionym dachu rodzeństwa i napawa się przyjemnym wiatrem. Widać, że bardzo to lubi i daje mu to ogrom pozytywnej energii. Jego brązowe włosy, targane przez wiatr, dają wręcz poczucie wolności.
- A tak miałem zadzwonić. - przypomniał sobie nagle wietrzny neczanin, po czym wyjął z kieszeni telefon, wybrał numer i przyłożył aparat do ucha.
- No, co chcesz? - odezwał się chłodny głos w słuchawce.
- Ziom… według przepisów… na ile oficer może kogoś zamknąć w karcerze? - spytał Otachi.
- Zależy, za co…
- Hmm… za „bójkę z oficerem”…
-
W teorii od 24h do 7 dni. W praktyce, zależy jak bardzo duma oficera, została urażona. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał: - Niech zgadnę, Kiazu napyskowała, któremuś porucznikowi?
- Chciałbym, ale nie ….
- Dobra, to co odwaliliście?
- Jakby to powiedzieć Ziom … W bardzo dużym skrócie Hachi wkurzył się i obił twarz Moyoshiego i ten wrzucił go do karceru nie mówiąc na ile …
- Jak wrócę, to zobaczę o co poszło i pogadam z Rudym i Moyoshim, o ile Hachi dalej tam będzie.
- Luz Ziom.
W tym momencie na terenie całego obozu rozległa się głośna syrena alarmowa. Jej dźwięk przeszywał i wręcz zagłuszał totalnie wszystko. Nagle to ona została wręcz zagłuszona przez dwa wybuchy w gdzieś w oddali, co nie wróży niczego dobrego.
- MUSZĘ LECIEĆ ZIOM. - Krzyknął Otachi, nie wiedząc nawet czy rozmówca usłyszał to co mówił. Następnie szybko zakończył połączenie, zeskoczył z murka i pobiegł do klatki schodowej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz