wtorek, 3 marca 2026

EPIZOD 287

 

Smoki na stanowiskach

Kurai wraz ze swoim plecakiem wchodzi właśnie do zaparkowanego Tytana, przed budynkiem oficerskim w obozie smoków. Neczanin rzucił swój plecak na tylne siedzenie w pojeździe i w tym momencie zadzwonił Jego telefon.
- No co się dzieje? - spytał elektryczny neczanin odbierając telefon.
- Nie ma czasu na tłumaczenia, jesteśmy atakowani i potrzebuje Ciebie oraz Tytana w obozie i to jak najszybciej. - odpowiedział stanowczo Rudy, przez słuchawkę.
- Właśnie do niego wsiadłem i jak coś jestem pod łącznością.
- Świetnie, to gnaj tylko się nie zabij po drodze. Takiego chaosu nigdy nie widziałem.
- Hmm… Mam pomysł. Nie wrócę do obozu w Tytanie.
- COOOO!? Słuchaj nie mam czasu na gierki, serio takiego ataku jeszcze nie było, potrzebuje Was i rusz dupę i wracaj do obozu.
- Wyśle Tytana do obozu…
- Kurai kurwa nie odwalaj teraz tylko wykonuj rozkazy!
Generał się mocno nakręcił i zaczął bardzo szybko mówić, że ciężko było go zrozumieć. Nie było to nerwowe, bardziej chciał przekazać bardzo dużo rzeczy naraz a jednocześnie ganił, za nie wykonywanie rozkazów. Gdzieś w tle słychać też delikatnie przytłumione odgłosy bitwy.
- RUDY! Zamknij się i daj mi skończyć! - odpowiedział twardo i chłodno Kurai.
- Masz 30 sekund i obyś miał coś dobrego do powiedzenia, inaczej poznasz mój gniew i ciesz się, że obyło się bez gwizdnięcia. - Powiedział stanowczo Rudy, mocno niezadowolonym tonem
- Tytan wraca sam, a ja wezmę smoki i przylecimy z odsieczą. - powiedział Kurai.
- Masz moją uwagę. Jakie są plusy?
- W ten sposób ja wrócę znacznie szybciej do obozu oraz zamiast mnie i Tytana, będziesz miał jeszcze oddział smoków.
- Myślisz, że są gotowe na taką akcję? Nie trenowaliśmy tego
- Istnieje tylko jeden sposób, aby się przekonać.
- Jakim cudem chcesz ogarnąć tyle smoków?
- Mam swoje sposoby i wezmę koło 30. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Heh … W sumie … umiesz w smoki … No dobra niech będzie, powiedzmy, że to brzmi dobrze…. ale powiadamiasz o tym Zekeren oraz ustaw Tytana na obronny tryb bojowy, nie wiadomo na co natrafi po drodze. - powiedział twardo Rudy.
- Tak, jest! - odpowiedział Kurai, następnie rozłączył się i rzucił telefon na siedzenie pasażera.
Po czym neczanin szybko zaprogramował maszynę bojową, wygrzebał swoje rękawiczki (oraz paski, które zawsze pod nie zakłada) z plecaka oraz szybko je założył w typowy dla siebie sposób. Chwilę później pośpiesznie wyszedł i trzasnął drzwiami od pojazdu. W tym momencie Tytan odpalił i odjechał. Jednocześnie pojazd włączył maskowanie i stał się niewidoczny, a Kurai, podbiegł w kierunku legowisk smoków.



************


W stałym neczańskim obozie panuje istny chaos. Co prawda alarm już nie wyje, ale okazuje się, że duża część rowu i obozów blisko rowów są atakowane. Wojska sojuszu bronią się, a wojska Chifuina znajdują się nie tylko po drugiej stronie rowu jak w samym nim i atakują. Wszędzie są wybuchy, walki jak starcia na broń. Toczy się wiele walk jednocześnie, najwięcej jest między skałami i kamieniami wielkiego kanionu, jak i na jego granicach. To szerokie pustkowie, które wygląda jak głęboka szrama pozostawiona na grzbiecie ogromnego smoka. Głośne, różne kolorowe eksplozje są praktycznie wszędzie w okolicy. Neczańśki generał siedzi przed swoim laptopem majac wkoło siebie jeszcze dwa holograficzne ekrany które wiszą nad nim. Panuje tam swego rodzaju chaos i duży ruch. W ten rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! - powiedział stanowczo Rudy, a po chwili złapał łyka zimnej już kawy.
Kiedy drzwi się otworzyły dało się usłyszeć pokorne i nieśmiałe:
- Wzywałeś Nas?
- Tak, tak wchodźcie. - powiedział Rudy.
- Z kim idziemy walczyć!? - Wtrąciła nagle entujastycznie Kiazu wpadając do gabinetu.
W tym momencie tuż a nią weszła Diuna, Rina, oraz Otachi, który przepuścił siostry przodem.
- A gdzie Hachi? - spytał Rudy, a zanim ktokolwiek zdarzł odpowiedzieć szybko dodał: - Dobra mniejsza nie mam na to czasu, mam dla Was robotę.
- Świetnie! Będzie bitka! - dodała Kiazu.
- Zgaszę Twój entuzjazm, na te chwilę mam dla Was inne zadanie. - odpowiedział Generał, a po chwili dodał: - Potrzebuje abyście wspierali inne oddziały, ALE MACIE NIE WALCZYĆ! Chce abyście rozejrzeli się po okolicy i dali mi bezpośrednio znać co się dzieje.
- No weź! Tam się leją a nam nie dajesz! - powiedziała Kiazu.
- Po pierwsze, nie macie dowódcy aby brać udział w walkach, po drugie nie mam sam czasu aby ruszyć się z Wami, po trzecie sprawa wygląda tak, spodziewaliśmy się tego ataku, od jakiegoś czasu mieliśmy informacje, żę coś się wydarzy ale nie wiedzieliśmy co. Jednak mam przeczucie, że coś jeszcze jebnie, i to co widzimy to dopiero preludium.
- Myślisz Ziom, że taktycznie chcą Nas zająć? - spytał Otachi.
- Coś w ten deseń, moje doświadczenie wojskowe mi podpowiada, że Oni coś jeszcze knują poza otwartym zmasowanym atakiem. - odpowiedział Rudy.
- I tu wchodzimy my, cali na biało... - powiedziała Diuna.
- Tak, chce abyście zachowali siły w razie co na później, w końcu jesteście oddziałem do zadań specjalnych. A teraz bardzo mocno potrzebuje abyście przemykając po polu bitwy rozejrzeli się i skupili się na obserwacji. Może coś zobaczycie, na pewno prędzej coś zobaczycie niż walczący.
- No niech będzie. - powiedziała niezadowolona Kiazu.
- A Kurai kiedy wraca? - spytała pokornie Rina.
- To Ty nie wiesz takich rzeczy? - spytała Diuna.
- Nie odpisuje … - odpowiedziała pokornie Rina.
- Też nie odbiera. W sumie nie miałem z Nim kontaktu odkąd dostał rozkaz że ma wracać. Może telefon mu padł czy coś bo na łączności widzę, że jest aktywny. W wolnej chwili Go wywołam przez łączność. - odpowiedział Rudy.
- Poproszę. - wtrąciła Rina.
- To Ty wiesz takie rzeczy!? - Spytała nagle Diuna.
- Dobry dowódca wie wszystko. A co do łączności to widzę tylko jak ktoś jest na możliwości wywołania. Tyle Ci wystarczy. - odpowiedział Rudy, a po chwili dodał: - I jak coś to Kurai prawdopodobnie jest już w drodze, i jak wróci to zobaczę jakie będę miał dla Was rozkazy, i jaka będzie sytuacja na froncie, a póki Go nie ma to robicie dla mnie rozeznanie. - odpowiedział Rudy.
- Brzmi jak plan. - dodał Otachi.
- Rudy no weź, ja mam walkę we krwi. - wtrąciła Kiazu.
- Później, bądź moją tajną bronią. - odpowiedział Rudy.
- Ok, to bardziej do mnie przemawia! - odpowiedziała Kiazu.
- Świetnie! To teraz sprawcie łączność i informujcie mnie na bieżąco. - powiedział Generał a po chwili dodał:- Aha Rina weź swoją torbę, może trzeba będzie kogoś opatrzeć.
- Tak jest. - powiedziała Rina.
- A i trzymajcie się w miarę możliwości razem, a jak ktoś się przywali, to odsyłacie do mnie jako bezpośredniemu dowódcy. - powiedział twardo Rudy.
- Tak jest! - powiedzieli mniej lub bardziej zgodnie neczanie.
- Świetnie to do roboty! - powiedział Rudy, pokazując gestem, że mają wyjść z gabinetu.



************


Słoneczny dzień mieni się ogromem różnych kolorów, a cały wąwóz dzielący grzbiet Sekai Dagaal przeładowany jest energią, jak i kurzem oraz dymem. Wygląda jak wielka krwawiąca i jątrząca się rana na ciele ogromnego smoka. Tylu potężnych walk, w tym samym casie ten świat jeszcze nie widział. Bardzo szybko zrobiła się tam gęsta atmosfera i intensywna atmosfera. A wszystko to doskonale widać z samego Zekeren, gdzie książę siedząc przy samym oknie i jednocześnie obserwując różne ekrany wiszące przed nim, jak i to co dzieje się za oknem. Jednocześnie próbuje się gdzieś dodzwonić.
-
Kurde czemu nie odbierasz? - zamyślił się książę po raz kolejny odkładając telefon.
-
Dlaczego Volaure nie jest tutaj z Nami? - spytała nagle Sansha, to zwróciło całą uwagę księcia na monitor, ma którym obecnie trwa zebranie rady.
- Aż tak stęskniłaś się za moimi szlugami? - odpowiedział Volaure.
- Nigdy! Masz tu być bez nich. - powiedziała stanowczo Królowa.
- Hmmm… to ja wole zacisze Zekeren. - odpowiedział Książę, mrugając okiem.
-
Szanowna Królowo, ktoś musi obserwować pole bitwy z bezpiecznej odległości. Dzięki temu jeśli cokolwiek zagrozi Nam to możemy teleportować się na Zekeren. - dodał spokojnie Ankara.
-
Niech będzie, ale to ON ZA TYM STOI! - uniosła się Królowa.
- No to znowu zaczynamy… - odpowiedział Volaure przewracając oczami, jednocześnie dopiero teraz zobaczył że ma wiadomość na messku, od Ambasador Kana.

*
Tygrysku do kogo próbujesz się dodzwonić?
*
Do pewnej Fujary, która nie odbiera. - odpisał szybko Książę.
*
Spodziewałam się odpowiedzi, że do „Aniołka”. Odwołujesz zabawę, a może domawiasz kolejnych przyjemniaczków?
*
Nie, nie to takich Fujar nie dzwonił bym podczas zebrania, to zupełnie inna sprawa.
* Sansha, jak zauważy to będzie się drzeć, że dzwonisz po asasyna aby ją zabić.
* I dostała by odpowiedź taką jakby chciała.
* Może powinnam zacząć jej wierzyć?
* Kana, w tych bajkach szybko byś się zgubiła.

W międzyczasie neczańska Królowa, bardzo mocno upierała się, że to co się dzieje w wąwozie to wina Volaure, jednak sam książę totalnie się tym nie przejmował i jednym uchem wpuszczał, a drugim wypuszczał, słowa władczyni.
-
Książę zaplanował wszystko, to strategia jak Nas wykończyć i sprawić aby tamci wygrali! To na pewno ON!
- Tak, a o co chodzi? - odpowiedział Volaure z wrednym uśmiechem.
To spowodowało, że neczańska królowa, została zbita z tropu i wręcz nabrała wody w usta.
-
To co Królowa Nam mówi to jakieś bzdury, nie tylko książę to przewidywał, ale my również. To My również jesteśmy zdrajcami?- W trącił się w końcu Ashga.
- Nic takiego nie powiedziałam, że jesteś zdrajcą Ashga. - odpowiedziała Sansha.
- My widzimy w tym wojskową wiedzę a nie zdradę, a Twoje ataki na księcia świadczą jedynie o tym, że czepiasz się go jako najmłodszego w radzie. My widzimy, że już nie raz udowodnił, że jest po naszej stronie. - odpowiedział Ashga.
- I jest ogarnięty i zaradny, jak na swój wiek. - dodała Ambasador Kana.
-
Jesteście ślepi, jeszcze zobaczycie, że zdradzi! - odpowiedziała Sansha.
-
Moi drodzy, wracając do głównego tematu naszych rozmów. - wtrącił Ankara, a następnie dodał: - Zostaliśmy zaatakowani w walce bezpośredniej. Na szczęście dowódcy, nie dali się zaskoczyć i duża cześć oddziałów była w obozach. Tu muszę pochwalić neczańśkiego generała Rudego BiRyu. Bardzo profesjonalnie podszedł do nadchodzących wydarzeń.
-
Tak, słyszeliśmy od Naszego Bosmana, że tam mocno się wykazał. My to pochwalamy i dzięki Jego inicjatywie każdy obóz ma ukryte jednostki tak w razie co. - dodał Ashga.
- Jak i parę sztuczek w zanadrzu. - dodał Volaure.
- Tylko co Oni mogą chcieć? - spytała Sansha.
- Myślę zacna królowo, że to może być związane z tym, że dzisiaj jest najdłuższy dzień. - odpowiedział Ankara.
- Moim zdaniem to będzie cos grubego. Słyszałem, że Generał Damu tez jest na polu walki. I podejrzewam, że sam Chifuin też tam jest. - powiedział Volaure.
- Nie wykluczone, że tak właśnie może być. - powiedział Ankara.
- To tylko otwarty atak i nic więcej. - upierała się Sansha.
- Myślimy że w przeciągu paru najbliższych godzin czy dni to zostanie Nam wyjaśnione. - odpowiedział Ashga.
- Tak, dowiecie się, że za wszystkim stoi Volaure! - dodała Sansha.



************


W sporej wielkości namiocie, z grubego beżowo-białego materiału, znajduje się czarny piec typu „koza” , potężne łoże z czerwoną pościelą z złotymi zdobieniami, oraz ozdobny tron utrzymany w bieli, czerwieni i złocie. Ma on wysoką obudowę i jest na piedestale. Samo siedzisko jest złote i bardzo niskie, a jednocześnie wygląda na wygodne. Na tym krześle tronowym zasiada delikatnie przygarbiony starszy mężczyzna, którego twarz zdobi wspaniała i zadbana, biała szpiczasta broda i cienkie, długie wąsy, które sięgają, aż do jego klatki piersiowej i idealnie pasuje do jego klasycznego, a zarazem dostojnego, intensywnie czerwonego kimona. Dodatkowo ma on poważne, bladoniebieskie oczy, które przepełnione są chłodem i doświadczeniem, i wydają się być bardzo stanowcze i surowe. Całości dopełnia jego wysokie, pomarszczone czoło i dostojny, biały kok. Ten dystyngowany starzec, powoli pije gorącą herbatę z wysokiego kubka. Przed nim na stoliku stoi ozdobna fiolka, mieniąca się na czarno, fioletowo i złoto, która iskrzy, delikatnie sporadycznie błyszczy na zielono i sprawia wrażenie, że to co się niej znajduje jest „żywe”.
-
Cząstka Chaosu jaką dostałem, pozwoli zrealizować mi mój wspaniały plan. Nie sądziłem, że tak łatwo go odda, chociaż przy nieskończonej energii chaosu to co dostałem, to zaledwie szczypta. Ale to wystarczy aby przechylić szale zwycięstwa na moją korzyść. - zamyślił się Chifuin.
Po chwili do pomieszczenia wszedł wysoki młody, poważny, dobrze zbudowany, mężczyzna. Ma on krótkie, zadbane ciemnofioletowe włosy i poważne żółte oczy. Ubrany jest w dopasowaną, purpurową marynarkę, na długi rękaw, z wysokim kołnierzem i zapinaną z boku, o złotych zdobieniach i guzikach oraz czarne jeansowe spodnie. Całości jego ubioru dopełniają czarne, wysokie wojskowe byty, czerwony pas oraz złote grube paski wieńczące rękawy. Dodatkowo mężczyzna ma założoną purpurową wojskową rogatywkę, w taki sposób, że widać mu zarówno cześć włosów jak i jej daszek nie zasłania mu twarzy.
- Wzywałeś Panie. - powiedział oficer.
- Damu, dobrze, że jesteś. Sprowadzili już smoka?
- Nie Panie, jest jeszcze w drodze, lecz wkrótce dotrze do Nas wedle wytycznych.
- Niech będzie… Wszystko inne już gotowe?
- Tak Panie.
- To już czas, abyś to Ty miał to przy sobie, możesz ją zabrać i wiesz co robić. - odpowiedział Chifuin.
- Tak jest Panie. - odpowiedział generał, po czym wziął tajemniczą fiolkę i schował ją do kieszeni, a następnie pośpiesznie wyszedł.
- To ja rozdaje tu karty, wygrana będzie moja. - rozmyślał Chifuin.



************


Neczańskie rodzeństwo przemyka po terytorium walk. Starają się poruszać po kamienistych obrzeżach kanionu. Starają się nie rzucać w oczy. Kiazu raz i drugi musiała postawić swoją ognistą tarczę, aby ochronić siebie i rodzeństwo. Ognistą neczankę bardzo kusi aby stanąć do walki, ale na te chwilę póki co zaciska pięści i nie angażuje się w walki. Po chwili pod samą ścianą kanionu natrafili na bardzo mocno poobijanego żołnierza należącego do wojsk Króla Ashga. Jest bladoniebieski i z trudem oddycha. Kiedy rodzeństwo do niego podbiegło, okazało się, że bardzo mocno krwawi z kilku miejsc. Rina bez zawahania podbiegła do niego.
- Spokojnie zaraz poczujesz się lepiej. - powiedziała Rina, po czym uklękła i zaczęła sprawdzać jak się czuje.
Wojskowy jednak patrzył jedynie pustym, bladym spojrzeniem, to sugeruje ze stracił naprawdę dużo krwi i jest bardzo mocno osłabiony.
- Wygląda jakby uszło z niego życie. - powiedziała Diuna.
- Bo … Bo uszło … - powiedziała smutno Rina, a potem dodała: - On nie oddycha, nie jestem wstanie już mu pomóc.
- Tu w okolicy była sroga bitka… - powiedziała Kiazu uważnie oglądając okolice spowitą ogromem szkarłatnej krwi i martwymi ciałami należącymi do obu walczących stron.
- Będzie takich więcej… Nadal chcesz walczyć? - spytała Diuna.
- Oczywiście, że tak! - odpowiedziała Kiazu bez zawahania,a po chwili dodała: -Teram mam ochotę pomścić każdego z nich!
- Jesteś szalona. - odpowiedziała Diuna przewracając oczami.
W tym momencie w rodzeństwo uderzył bardzo silny podmuch wiatru. Był aż tak silny, że musieli zasłonić oczy.
- Otachi! Co Ty wyprawiasz!? - oburzyła się Diuna.
- To nie ja, to one! - odpowiedział Otachi patrząc na ziemie.
Tam zauważył ogromne cienie, które pokazał siostrom.
- To smoki … - powiedziała nie pewnie Rina, rozpoznając ich cienie.
Oczy neczan wzniosły się ku niebu, gdzie majestatyczne stworzenia w rożnych kolorach przyleciały nad wąwóz. Na ich czele leciał spory czarny smok, na jego grzbiecie znajomy jeździec.
- TO KURAI! - krzyknęło radośnie rodzeństwo.
Smoki, rozproszyły się po terenie, i tam gdzie potrzeba atakowały swoimi mocami, chroniąc żołnierzy sojuszu. Część s nich po prostu latała wysoko na niebie wydając ryczące dźwięki, typowe dla smoków. W tym samym czasie czarna bestia zaczęła delikatnie krążyć nad sporym obszarem, między neczańskim rodzeństwem, a kawałkiem za stały oboz neczan.
-
Hej. - odpowiedział Kurai, który przestawił swoją łącność na kanał swojego oddziału.
- O Stary! Dobrze, że jesteś. - ucieszył się Otachi.
- Wreszcie zaczniemy działać dodała entuzjastycznie Kiazu.
W między czasie elektryczny neczanin rozejrzał się po okolicy i spytał:
- Hachi jest tam gdzie myślę, ze jest?
- Tak, nadal w karcerze Ziom, ma w tym trochę szczęścia. - odpowiedział Otachi.
- Rozumiem, ogarnę to. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał: - Co tu robicie bez dowódcy?
- Ziom, jesteśmy pod dowództwem Rudego, i w skrócie póki co mamy obserwować i „pomagać” – odpowiedział Otachi.
- I nie pozwolił nam póki co walczyć. - powiedziała naburmuszona Kiazu.
- Kurai,Volaure, próbował się do Ciebie dodzwonić. - wtrąciła pokornie Rina.
Na te słowa elektryczny neczanin siedzący na smoku, sprawdził kieszenie, a po chwili przypomniało mu się co zrobił, ze swoim telefonem i powiedział:
- Zostawiłem telefon w Tytanie, przyjedzie wraz z nim. Teraz jestem już na łączność naszego oddziału, gotowy do wywołania, tak będzie łatwiej się ze mną skontaktować. Przekaż to proszę Volaure, jak się odezwie.
- Dobrze. - odpowiedziała Rina.
- Świetnie, dobra mamy chaos do ogarnięcia. - powiedział chłodno Kurai.
Po chwili Kronos w majestatyczny sposób, zrobił wielkie koło wysoko nad całym terenem, a następnie poleciał do stałego neczańskiego obozu.
- Hachi ma jakaś karę, że sprząta karcery? - spytała Diuna.
- Nie Sis, On jest W karcerze. - odpowiedział Otachi.
- Zatrzasnął się tam? - spytała Diuna.
W tym momencie potężna eksplozja energii eksplodowała całkiem blisko neczańskiego rodzeństwa. A następnie kolejna. Co spowodowało, że cały teren spowił się kurzem.
- Chyba czas albo na walkę albo aby zmienić naszą lokalizację. - powiedziała Kiazu.
- Możesz mieć racje. - odpowiedział Otachi.
- No to zmieniamy miejsce. - dodała Diuna, a następnie wszyscy korzystając z zamieszania, pośpiesznie wdrapali się wyżej, na sam szczyt skarpy, gdzie ukryli się na obrzeżu lasu.



************


Gabinet Neczańskiego Generała, w którym panuje półmrok, z niebieskimi i zielonymi poświatami. Okna są zasłonięte, grubymi roletami. Rudy stoi za swoim biurkiem na którym rozpościera się hologram rowu. Bez jakiś szczegółów, jedynie jest tam masa kolorowych kropek, które oznaczają oddziały zarówno ze strony sojuszu jak i przeciwników. Gdzieś tam z boku stoi też otwarty laptop jak i kubek z kawą. Generał jest gotowy odezwać się do dowolnego oddziału, ale obecnie nikogo nie ma na stałym nasłuchu. Ma też odpalony ekran, gotowy do połączenia z władcami. Rudy zdążył wziąć kubek z kawą do ręki i rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść. - powiedział stanowczo Rudy, po czym wziął łyka kawy.
W ten drzwi otworzyły się.
- O Kurai, już jesteś. - powiedział Generał, a następnie dodał: - Szybko jakoś.
- 3h, smoki są szybkie. - odpowiedział chłodno Kurai.
- No Tytan jeszcze nie dotarł, z tego co widzę będzie późnym wieczorem. - odpowiedział Rudy.
- Chciałbym swój oddział w komplecie. - powiedział stanowczo Kurai.
- Jeszcze nie. Zależy mi abyście były zdolni do walki trochę później. Nazwij to głupotą ale intuicja mi mówi, że coś jest nie tak z tym atakiem. General Ambasadora Chifuina, Damu, nie jest głupi i przeprowadził by od tak otwartego szturmu na przeciwnika, tylko po to polała się krew. - odpowiedział spokojnie Rudy, a po chwili dodał: - Twój oddział póki co robi mi za obserwatorów, i mają za zadanie zwracać uwagę na wszystko, nawet jak uznają to za pierdołę, a Ty możesz zając się szturmem z powietrza i smokami, aby odwracać uwagę.
- Ok, jednak mój oddział jest nie kompletny.
- Zaraz, że co proszę!?
- Nie ma z nimi Hachiego, który siedzi w karcerze.
- Ty chyba żartujesz? Za co?
- Może Ty mi to powiesz?
- Dziwne…nie mam żadnego raportu z karceru… no dobra sprawdzimy to. Idziemy teraz do karceru, ale jeśli to jakiś głupi żart czy próba odwrócenia mojej uwagi to pożałujesz tego, zarówno Ty jak i Twój oddział!- odpowiedział twardo i stanowczo Rudy, a następnie obaj oficerowie pośpiesznie wyszli z gabinetu.



************


Kamienno-ziemna grota, a w jej środku metalowe masywne drzwi, które z odgłosem ciężkości zostały otworzone. Za nimi znajduje się długi dość szeroki, i całkiem wysoki tunel, który jest oświetlony tylko paroma lampami w równych odległościach. Chłodny korytarz doskonale wytłumiał dźwięki z zewnątrz, ale było słychać jedynie ciche kroki oraz nieidentyfikowane dźwięki z jego wnętrza, które z każdą chwilą stawały się głośniejsze. Wkrótce po prawej stronie dało się zobaczyć wysokie metalowe kraty, a na wprost nich, na przeciwnej ścianie, kolejną lampę. Nagle zza krat wyleciał okrągły kawałek ziemi. A po chwili drugi. W tym momencie okazało się, że za kratami na kamiennej podłodze, bokiem do krat, siedzi Hachi, w rękach trzyma ziemnego pada od konsoli, a przed nim znajduje się spory kamienny telewizor a w nim dwie ziemne figurki walczą ze sobą. Na pierwszy rzut oka to klasyczna gra bijatyka wraz z lekko przytłumionymi dźwiękami walki.
- Hachi, co Ty wyprawiasz? - spytał nagle znajomy głos.
- Gram w grę Ziom… - odpowiedział Hachi, wykonując na kamiennym padzie sekwencję jakiegoś kombosa, i dopiero po chwili spojrzał w kierunki krat i powiedział:
- O cześć Rudy.
Następnie ziemny neczanin wrócił do gry. Nagle jednak spojrzał znów na kraty i w panice zniwelował swoją moc, i cała gra, telewizor jak i pad rozsypały się na drobne kawałki. Po czym z zakłopotaną miną, szczerząc kły i udając, że nic się nie stało powiedział:
- O Rudy i Kurai …. Co tam?
- Czy Ty właśnie grałeś na konsoli w karcerze? - spytał Rudy.
- Yyyy… być może. - odpowiedział Hachi z głupawym uśmieszkiem.
- Mniejsza, lepiej mi powiedz co tu robisz!? -spytał stanowczo Rudy.
- To długa historia. - odpowiedział Hachi.
- To ją streść. - wtrącił chłodno Kurai.
- Hachi, na powierzchni jest chaos, nie mam czasu na pierdu pierdu. - powiedział Rudy.
- Co tam się dzieje? - spytał Hachi podchodząc do krat.
- Jesteśmy atakowani, więc się streszczaj. - odpowiedział Rudy.
- No to ten Ziom … Nic wielkiego … Pobiłem się z Moyoshim … i trafiłem tutaj … - odpowiedział zakłopotany Hachi.
- Ja pierdole nie wieże. Co za typ … - odpowiedział Rudy, robiąc klasycznego facepalma, a po chwili otwierając karcer powiedział: - Dobra nie zrobiłbyś tego bez powodu … idziesz z Nami i wracasz do oddziału. Potrzebuję Cię na górze a nie tutaj. Aha wyjaśnimy tą sprawę później.
- Tak jest! - powiedział radośnie Hachi.
- Kurai, Ty wracasz na niebo i ogarniasz swoją robotę. - kontynuował twardo generał, a potem szybkim krokiem ruszył do wyjścia, chwilowo zostawiając pozostałych samych.
- Ziom… - zaczął Hachi.
- Zasłużył? - spytał chłodno Kurai.
- Jasne, że tak.
- Tyle na tą chwilę mi wystarczy. - odpowiedział Kurai, a po chwili dodał: - Idziemy, jest chaos do ogarnięcia.
- Spoko Ziom. - odpowiedział Hachi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz