„Smoki
na stanowiskach”
Kurai
wraz ze swoim plecakiem wchodzi właśnie do zaparkowanego Tytana,
przed budynkiem oficerskim w obozie smoków. Neczanin rzucił swój
plecak na tylne siedzenie w pojeździe i w tym momencie zadzwonił
Jego telefon.
- No co się dzieje? - spytał elektryczny
neczanin odbierając telefon.
- Nie ma czasu na tłumaczenia,
jesteśmy atakowani i potrzebuje Ciebie oraz Tytana w obozie i to jak
najszybciej. - odpowiedział stanowczo Rudy, przez słuchawkę.
-
Właśnie do niego wsiadłem i jak coś jestem pod łącznością.
-
Świetnie, to gnaj tylko się nie zabij po drodze. Takiego chaosu
nigdy nie widziałem.
- Hmm… Mam pomysł. Nie wrócę do obozu
w Tytanie.
- COOOO!? Słuchaj nie mam czasu na gierki, serio
takiego ataku jeszcze nie było, potrzebuje Was i rusz dupę i wracaj
do obozu.
- Wyśle Tytana do obozu…
- Kurai kurwa nie
odwalaj teraz tylko wykonuj rozkazy!
Generał się mocno
nakręcił i zaczął bardzo szybko mówić, że ciężko było go
zrozumieć. Nie było to nerwowe, bardziej chciał przekazać bardzo
dużo rzeczy naraz a jednocześnie ganił, za nie wykonywanie
rozkazów. Gdzieś w tle słychać też delikatnie przytłumione
odgłosy bitwy.
- RUDY! Zamknij się i daj mi skończyć! -
odpowiedział twardo i chłodno Kurai.
- Masz 30 sekund i obyś
miał coś dobrego do powiedzenia, inaczej poznasz mój gniew i ciesz
się, że obyło się bez gwizdnięcia. - Powiedział stanowczo Rudy,
mocno niezadowolonym tonem
- Tytan wraca sam, a ja wezmę smoki
i przylecimy z odsieczą. - powiedział Kurai.
- Masz moją
uwagę. Jakie są plusy?
- W ten sposób ja wrócę znacznie
szybciej do obozu oraz zamiast mnie i Tytana, będziesz miał jeszcze
oddział smoków.
- Myślisz, że są gotowe na taką akcję?
Nie trenowaliśmy tego
- Istnieje tylko jeden sposób, aby się
przekonać.
- Jakim cudem chcesz ogarnąć tyle smoków?
-
Mam swoje sposoby i wezmę koło 30. - odpowiedział chłodno
Kurai.
- Heh … W sumie … umiesz w smoki … No dobra niech
będzie, powiedzmy, że to brzmi dobrze…. ale powiadamiasz o tym
Zekeren oraz ustaw Tytana na obronny tryb bojowy, nie wiadomo na co
natrafi po drodze. - powiedział twardo Rudy.
- Tak, jest! -
odpowiedział Kurai, następnie rozłączył się i rzucił telefon
na siedzenie pasażera.
Po czym neczanin szybko zaprogramował
maszynę bojową, wygrzebał swoje rękawiczki (oraz paski, które
zawsze pod nie zakłada) z plecaka oraz szybko je założył w typowy
dla siebie sposób. Chwilę później pośpiesznie wyszedł i
trzasnął drzwiami od pojazdu. W tym momencie Tytan odpalił i
odjechał. Jednocześnie pojazd włączył maskowanie i stał się
niewidoczny, a Kurai, podbiegł w kierunku legowisk smoków.
************
W
stałym neczańskim obozie panuje istny chaos. Co prawda alarm już
nie wyje, ale okazuje się, że duża część rowu i obozów blisko
rowów są atakowane. Wojska sojuszu bronią się, a wojska Chifuina
znajdują się nie tylko po drugiej stronie rowu jak w samym nim i
atakują. Wszędzie są wybuchy, walki jak starcia na broń. Toczy
się wiele walk jednocześnie, najwięcej jest między
skałami i kamieniami wielkiego kanionu, jak i na jego granicach. To
szerokie pustkowie, które wygląda jak głęboka szrama pozostawiona
na grzbiecie ogromnego smoka. Głośne, różne kolorowe eksplozje są
praktycznie wszędzie w okolicy. Neczańśki generał siedzi przed
swoim laptopem majac wkoło siebie jeszcze dwa holograficzne ekrany
które wiszą nad nim. Panuje tam swego rodzaju chaos i duży ruch. W
ten rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! - powiedział
stanowczo Rudy, a po chwili złapał łyka zimnej już kawy.
Kiedy
drzwi się otworzyły dało się usłyszeć pokorne i nieśmiałe:
-
Wzywałeś Nas?
- Tak, tak wchodźcie. - powiedział Rudy.
-
Z kim idziemy walczyć!? - Wtrąciła nagle entujastycznie Kiazu
wpadając do gabinetu.
W tym momencie tuż a nią weszła Diuna,
Rina, oraz Otachi, który przepuścił siostry przodem.
- A
gdzie Hachi? - spytał Rudy, a zanim ktokolwiek zdarzł odpowiedzieć
szybko dodał: - Dobra mniejsza nie mam na to czasu, mam dla Was
robotę.
- Świetnie! Będzie bitka! - dodała Kiazu.
-
Zgaszę Twój entuzjazm, na te chwilę mam dla Was inne zadanie. -
odpowiedział Generał, a po chwili dodał: - Potrzebuje abyście
wspierali inne oddziały, ALE MACIE NIE WALCZYĆ! Chce abyście
rozejrzeli się po okolicy i dali mi bezpośrednio znać co się
dzieje.
- No weź! Tam się leją a nam nie dajesz! -
powiedziała Kiazu.
- Po pierwsze, nie macie dowódcy aby brać
udział w walkach, po drugie nie mam sam czasu aby ruszyć się z
Wami, po trzecie sprawa wygląda tak, spodziewaliśmy się tego
ataku, od jakiegoś czasu mieliśmy informacje, żę coś się
wydarzy ale nie wiedzieliśmy co. Jednak mam przeczucie, że coś
jeszcze jebnie, i to co widzimy to dopiero preludium.
- Myślisz
Ziom, że taktycznie chcą Nas zająć? - spytał Otachi.
- Coś
w ten deseń, moje doświadczenie wojskowe mi podpowiada, że Oni coś
jeszcze knują poza otwartym zmasowanym atakiem. - odpowiedział
Rudy.
- I tu wchodzimy my, cali na biało... - powiedziała
Diuna.
- Tak, chce abyście zachowali siły w razie co na
później, w końcu jesteście oddziałem do zadań specjalnych. A
teraz bardzo mocno potrzebuje abyście przemykając po polu bitwy
rozejrzeli się i skupili się na obserwacji. Może coś zobaczycie,
na pewno prędzej coś zobaczycie niż walczący.
- No niech
będzie. - powiedziała niezadowolona Kiazu.
- A Kurai kiedy
wraca? - spytała pokornie Rina.
- To Ty nie wiesz takich
rzeczy? - spytała Diuna.
- Nie odpisuje … - odpowiedziała
pokornie Rina.
- Też nie odbiera. W sumie nie miałem z Nim
kontaktu odkąd dostał rozkaz że ma wracać. Może telefon mu padł
czy coś bo na łączności widzę, że jest aktywny. W wolnej chwili
Go wywołam przez łączność. - odpowiedział Rudy.
-
Poproszę. - wtrąciła Rina.
- To Ty wiesz takie rzeczy!? -
Spytała nagle Diuna.
- Dobry dowódca wie wszystko. A co do
łączności to widzę tylko jak ktoś jest na możliwości
wywołania. Tyle Ci wystarczy. - odpowiedział Rudy, a po chwili
dodał: - I jak coś to Kurai prawdopodobnie jest już w drodze, i
jak wróci to zobaczę jakie będę miał dla Was rozkazy, i jaka
będzie sytuacja na froncie, a póki Go nie ma to robicie dla mnie
rozeznanie. - odpowiedział Rudy.
- Brzmi jak plan. - dodał
Otachi.
- Rudy no weź, ja mam walkę we krwi. - wtrąciła
Kiazu.
- Później, bądź moją tajną bronią. - odpowiedział
Rudy.
- Ok, to bardziej do mnie przemawia! - odpowiedziała
Kiazu.
- Świetnie! To teraz sprawcie łączność i informujcie
mnie na bieżąco. - powiedział Generał a po chwili dodał:- Aha
Rina weź swoją torbę, może trzeba będzie kogoś opatrzeć.
-
Tak jest. - powiedziała Rina.
- A i trzymajcie się w miarę
możliwości razem, a jak ktoś się przywali, to odsyłacie do mnie
jako bezpośredniemu dowódcy. - powiedział twardo Rudy.
- Tak
jest! - powiedzieli mniej lub bardziej zgodnie neczanie.
-
Świetnie to do roboty! - powiedział Rudy, pokazując gestem, że
mają wyjść z gabinetu.
************
Słoneczny
dzień mieni się ogromem różnych kolorów, a cały wąwóz
dzielący grzbiet Sekai Dagaal przeładowany jest energią, jak i
kurzem oraz dymem. Wygląda jak wielka krwawiąca i jątrząca się
rana na ciele ogromnego smoka. Tylu potężnych walk, w tym samym
casie ten świat jeszcze nie widział. Bardzo szybko zrobiła się
tam gęsta atmosfera i intensywna atmosfera. A wszystko to doskonale
widać z samego Zekeren, gdzie książę siedząc przy samym oknie i
jednocześnie obserwując różne ekrany wiszące przed nim, jak i to
co dzieje się za oknem. Jednocześnie próbuje się gdzieś
dodzwonić.
- Kurde
czemu nie odbierasz?
- zamyślił się książę po raz kolejny odkładając telefon.
-
Dlaczego
Volaure nie jest tutaj z Nami?
- spytała nagle Sansha, to zwróciło całą uwagę księcia na
monitor, ma którym obecnie trwa zebranie rady.
- Aż tak
stęskniłaś się za moimi szlugami? - odpowiedział Volaure.
-
Nigdy! Masz tu być bez nich. - powiedziała stanowczo Królowa.
-
Hmmm… to ja wole zacisze Zekeren. - odpowiedział Książę,
mrugając okiem.
- Szanowna
Królowo, ktoś musi obserwować pole bitwy z bezpiecznej odległości.
Dzięki temu jeśli cokolwiek zagrozi Nam to możemy teleportować
się na Zekeren.
- dodał spokojnie Ankara.
-
Niech będzie, ale to ON ZA TYM STOI! -
uniosła się Królowa.
- No to znowu zaczynamy… -
odpowiedział Volaure przewracając oczami, jednocześnie dopiero
teraz zobaczył że ma wiadomość na messku, od Ambasador Kana.
*
Tygrysku
do kogo próbujesz się dodzwonić?
* Do
pewnej Fujary, która nie odbiera.
- odpisał szybko Książę.
* Spodziewałam
się odpowiedzi, że do „Aniołka”. Odwołujesz zabawę, a może
domawiasz kolejnych przyjemniaczków?
*
Nie,
nie to takich Fujar nie dzwonił bym podczas zebrania, to zupełnie
inna sprawa.
* Sansha, jak zauważy to będzie się drzeć, że
dzwonisz po asasyna aby ją zabić.
* I dostała by odpowiedź
taką jakby chciała.
* Może powinnam zacząć jej wierzyć?
*
Kana, w tych bajkach szybko byś się zgubiła.
W
międzyczasie neczańska Królowa, bardzo mocno upierała się, że
to co się dzieje w wąwozie to wina Volaure, jednak sam książę
totalnie się tym nie przejmował i jednym uchem wpuszczał, a drugim
wypuszczał, słowa władczyni.
-
Książę zaplanował wszystko, to strategia jak Nas wykończyć i
sprawić aby tamci wygrali! To na pewno ON!
-
Tak, a o co chodzi? - odpowiedział Volaure z wrednym uśmiechem.
To
spowodowało, że neczańska królowa, została zbita z tropu i wręcz
nabrała wody w usta.
-
To co Królowa Nam mówi to jakieś bzdury, nie tylko książę to
przewidywał, ale my również. To My również jesteśmy zdrajcami?-
W trącił się w końcu Ashga.
-
Nic takiego nie powiedziałam, że jesteś zdrajcą Ashga.
- odpowiedziała Sansha.
-
My widzimy w tym wojskową wiedzę a nie zdradę, a Twoje ataki na
księcia świadczą jedynie o tym, że czepiasz się go jako
najmłodszego w radzie. My widzimy, że już nie raz udowodnił, że
jest po naszej stronie.
- odpowiedział Ashga.
-
I jest ogarnięty i zaradny, jak na swój wiek.
- dodała Ambasador Kana.
-
Jesteście ślepi, jeszcze zobaczycie, że zdradzi! -
odpowiedziała Sansha.
- Moi
drodzy, wracając do głównego tematu naszych rozmów.
- wtrącił Ankara, a następnie dodał: - Zostaliśmy
zaatakowani w walce bezpośredniej. Na szczęście dowódcy, nie dali
się zaskoczyć i duża cześć oddziałów była w obozach. Tu muszę
pochwalić neczańśkiego generała Rudego BiRyu. Bardzo
profesjonalnie podszedł do nadchodzących wydarzeń.
-
Tak,
słyszeliśmy od Naszego Bosmana, że tam mocno się wykazał. My to
pochwalamy i dzięki Jego inicjatywie każdy obóz ma ukryte
jednostki tak w razie co.
- dodał Ashga.
- Jak i parę sztuczek w zanadrzu. - dodał
Volaure.
-
Tylko co Oni mogą chcieć?
- spytała Sansha.
-
Myślę zacna królowo, że to może być związane z tym, że
dzisiaj jest najdłuższy dzień. -
odpowiedział Ankara.
- Moim zdaniem to będzie cos grubego.
Słyszałem, że Generał Damu tez jest na polu walki. I podejrzewam,
że sam Chifuin też tam jest. - powiedział Volaure.
-
Nie wykluczone, że tak właśnie może być. -
powiedział Ankara.
-
To tylko otwarty atak i nic więcej. -
upierała się Sansha.
-
Myślimy że w przeciągu paru najbliższych godzin czy dni to
zostanie Nam wyjaśnione.
- odpowiedział Ashga.
-
Tak, dowiecie się, że za wszystkim stoi Volaure!
- dodała Sansha.
************
W
sporej wielkości namiocie, z grubego beżowo-białego materiału,
znajduje się czarny piec typu „koza” , potężne łoże z
czerwoną pościelą z złotymi zdobieniami, oraz ozdobny tron
utrzymany w bieli, czerwieni i złocie. Ma on wysoką obudowę i jest
na piedestale. Samo siedzisko jest złote i bardzo niskie, a
jednocześnie wygląda na wygodne. Na tym krześle tronowym zasiada
delikatnie
przygarbiony starszy mężczyzna, którego twarz zdobi wspaniała i
zadbana, biała szpiczasta broda i cienkie, długie wąsy, które
sięgają, aż do jego klatki piersiowej i idealnie pasuje do jego
klasycznego, a zarazem dostojnego, intensywnie czerwonego kimona.
Dodatkowo ma on poważne, bladoniebieskie oczy, które przepełnione
są chłodem i doświadczeniem, i wydają się być bardzo stanowcze
i surowe. Całości dopełnia jego wysokie, pomarszczone czoło i
dostojny, biały kok. Ten dystyngowany starzec, powoli pije gorącą
herbatę z wysokiego kubka. Przed nim na stoliku stoi ozdobna fiolka,
mieniąca się na czarno, fioletowo i złoto, która iskrzy,
delikatnie sporadycznie błyszczy na zielono i sprawia wrażenie, że
to co się niej znajduje jest „żywe”.
- Cząstka
Chaosu jaką dostałem, pozwoli zrealizować mi mój wspaniały plan.
Nie sądziłem, że tak łatwo go odda, chociaż przy nieskończonej
energii chaosu to co dostałem, to zaledwie szczypta. Ale to
wystarczy aby przechylić szale zwycięstwa na moją korzyść.
- zamyślił się Chifuin.
Po
chwili do pomieszczenia wszedł wysoki
młody, poważny, dobrze zbudowany, mężczyzna. Ma on krótkie,
zadbane ciemnofioletowe włosy i poważne żółte oczy. Ubrany jest
w dopasowaną, purpurową marynarkę, na długi rękaw, z wysokim
kołnierzem i zapinaną z boku, o złotych zdobieniach i guzikach
oraz czarne jeansowe spodnie. Całości jego ubioru dopełniają
czarne, wysokie wojskowe byty, czerwony pas oraz złote grube paski
wieńczące rękawy. Dodatkowo mężczyzna ma założoną purpurową
wojskową rogatywkę, w taki sposób, że widać mu zarówno cześć
włosów jak i jej daszek nie zasłania mu twarzy.
- Wzywałeś
Panie. - powiedział oficer.
- Damu, dobrze, że jesteś.
Sprowadzili już smoka?
- Nie Panie, jest jeszcze w drodze, lecz
wkrótce dotrze do Nas wedle wytycznych.
- Niech będzie…
Wszystko inne już gotowe?
- Tak Panie.
- To już czas,
abyś to Ty miał to przy sobie, możesz ją zabrać i wiesz co
robić. - odpowiedział Chifuin.
- Tak jest Panie. -
odpowiedział generał, po czym wziął tajemniczą fiolkę i schował
ją do kieszeni, a następnie pośpiesznie wyszedł.
-
To ja rozdaje tu karty, wygrana będzie moja.
- rozmyślał Chifuin.
************
Neczańskie
rodzeństwo przemyka po terytorium walk. Starają się poruszać po
kamienistych obrzeżach kanionu. Starają się nie rzucać w oczy.
Kiazu raz i drugi musiała postawić swoją ognistą tarczę, aby
ochronić siebie i rodzeństwo. Ognistą neczankę bardzo kusi aby
stanąć do walki, ale na te chwilę póki co zaciska pięści i nie
angażuje się w walki. Po chwili pod samą ścianą kanionu
natrafili na bardzo mocno poobijanego żołnierza należącego do
wojsk Króla Ashga. Jest bladoniebieski i z trudem oddycha. Kiedy
rodzeństwo do niego podbiegło, okazało się, że bardzo mocno
krwawi z kilku miejsc. Rina bez zawahania podbiegła do niego.
-
Spokojnie zaraz poczujesz się lepiej. - powiedziała Rina, po czym
uklękła i zaczęła sprawdzać jak się czuje.
Wojskowy jednak
patrzył jedynie pustym, bladym spojrzeniem, to sugeruje ze stracił
naprawdę dużo krwi i jest bardzo mocno osłabiony.
- Wygląda
jakby uszło z niego życie. - powiedziała Diuna.
- Bo … Bo
uszło … - powiedziała smutno Rina, a potem dodała: - On nie
oddycha, nie jestem wstanie już mu pomóc.
- Tu w okolicy była
sroga bitka… - powiedziała Kiazu uważnie oglądając okolice
spowitą ogromem szkarłatnej krwi i martwymi ciałami należącymi
do obu walczących stron.
- Będzie takich więcej… Nadal
chcesz walczyć? - spytała Diuna.
- Oczywiście, że tak! -
odpowiedziała Kiazu bez zawahania,a po chwili dodała: -Teram mam
ochotę pomścić każdego z nich!
- Jesteś szalona. -
odpowiedziała Diuna przewracając oczami.
W tym momencie w
rodzeństwo uderzył bardzo silny podmuch wiatru. Był aż tak silny,
że musieli zasłonić oczy.
- Otachi! Co Ty wyprawiasz!? -
oburzyła się Diuna.
- To nie ja, to one! - odpowiedział
Otachi patrząc na ziemie.
Tam zauważył ogromne cienie, które
pokazał siostrom.
- To smoki … - powiedziała nie pewnie
Rina, rozpoznając ich cienie.
Oczy neczan wzniosły się ku
niebu, gdzie majestatyczne stworzenia w rożnych kolorach przyleciały
nad wąwóz. Na ich czele leciał spory czarny smok, na jego
grzbiecie znajomy jeździec.
- TO KURAI! - krzyknęło radośnie
rodzeństwo.
Smoki, rozproszyły się po terenie, i tam gdzie
potrzeba atakowały swoimi mocami, chroniąc żołnierzy sojuszu.
Część s nich po prostu latała wysoko na niebie wydając ryczące
dźwięki, typowe dla smoków. W tym samym czasie czarna bestia
zaczęła delikatnie krążyć nad sporym obszarem, między
neczańskim rodzeństwem, a kawałkiem za stały oboz neczan.
-
Hej.
- odpowiedział Kurai, który przestawił swoją łącność na kanał
swojego oddziału.
- O Stary! Dobrze, że jesteś. - ucieszył
się Otachi.
- Wreszcie zaczniemy działać dodała
entuzjastycznie Kiazu.
W między czasie elektryczny neczanin
rozejrzał się po okolicy i spytał:
-
Hachi jest tam gdzie myślę, ze jest?
-
Tak, nadal w karcerze Ziom, ma w tym trochę szczęścia. -
odpowiedział Otachi.
-
Rozumiem, ogarnę to. -
odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał:
- Co tu robicie bez dowódcy?
-
Ziom, jesteśmy pod dowództwem Rudego, i w skrócie póki co mamy
obserwować i „pomagać” – odpowiedział Otachi.
- I nie
pozwolił nam póki co walczyć. - powiedziała naburmuszona Kiazu.
-
Kurai,Volaure, próbował się do Ciebie dodzwonić. - wtrąciła
pokornie Rina.
Na te słowa elektryczny neczanin siedzący na
smoku, sprawdził kieszenie, a po chwili przypomniało mu się co
zrobił, ze swoim telefonem i powiedział:
-
Zostawiłem telefon w Tytanie, przyjedzie wraz z nim. Teraz jestem
już na łączność naszego oddziału, gotowy do wywołania, tak
będzie łatwiej się ze mną skontaktować. Przekaż to proszę
Volaure, jak się odezwie.
-
Dobrze. - odpowiedziała Rina.
-
Świetnie, dobra mamy chaos do ogarnięcia.
- powiedział chłodno Kurai.
Po chwili Kronos w majestatyczny
sposób, zrobił wielkie koło wysoko nad całym terenem, a następnie
poleciał do stałego neczańskiego obozu.
- Hachi ma jakaś
karę, że sprząta karcery? - spytała Diuna.
- Nie Sis, On
jest W karcerze. - odpowiedział Otachi.
- Zatrzasnął się
tam? - spytała Diuna.
W tym momencie potężna eksplozja
energii eksplodowała całkiem blisko neczańskiego rodzeństwa. A
następnie kolejna. Co spowodowało, że cały teren spowił się
kurzem.
- Chyba czas albo na walkę albo aby zmienić naszą
lokalizację. - powiedziała Kiazu.
- Możesz mieć racje. -
odpowiedział Otachi.
- No to zmieniamy miejsce. - dodała
Diuna, a następnie wszyscy korzystając z zamieszania, pośpiesznie
wdrapali się wyżej, na sam szczyt skarpy, gdzie ukryli się na
obrzeżu lasu.
************
Gabinet
Neczańskiego Generała, w którym panuje półmrok, z niebieskimi i
zielonymi poświatami. Okna są zasłonięte, grubymi roletami. Rudy
stoi za swoim biurkiem na którym rozpościera się hologram rowu.
Bez jakiś szczegółów, jedynie jest tam masa kolorowych kropek,
które oznaczają oddziały zarówno ze strony sojuszu jak i
przeciwników. Gdzieś tam z boku stoi też otwarty laptop jak i
kubek z kawą. Generał jest gotowy odezwać się do dowolnego
oddziału, ale obecnie nikogo nie ma na stałym nasłuchu. Ma też
odpalony ekran, gotowy do połączenia z władcami. Rudy zdążył
wziąć kubek z kawą do ręki i rozległo się pukanie do drzwi.
-
Wejść. - powiedział stanowczo Rudy, po czym wziął łyka kawy.
W
ten drzwi otworzyły się.
- O Kurai, już jesteś. - powiedział
Generał, a następnie dodał: - Szybko jakoś.
- 3h, smoki są
szybkie. - odpowiedział chłodno Kurai.
- No Tytan jeszcze nie
dotarł, z tego co widzę będzie późnym wieczorem. - odpowiedział
Rudy.
- Chciałbym swój oddział w komplecie. - powiedział
stanowczo Kurai.
- Jeszcze nie. Zależy mi abyście były zdolni
do walki trochę później. Nazwij to głupotą ale intuicja mi mówi,
że coś jest nie tak z tym atakiem. General Ambasadora Chifuina,
Damu, nie jest głupi i przeprowadził by od tak otwartego szturmu na
przeciwnika, tylko po to polała się krew. - odpowiedział spokojnie
Rudy, a po chwili dodał: - Twój oddział póki co robi mi za
obserwatorów, i mają za zadanie zwracać uwagę na wszystko, nawet
jak uznają to za pierdołę, a Ty możesz zając się szturmem z
powietrza i smokami, aby odwracać uwagę.
- Ok, jednak mój
oddział jest nie kompletny.
- Zaraz, że co proszę!?
-
Nie ma z nimi Hachiego, który siedzi w karcerze.
- Ty chyba
żartujesz? Za co?
- Może Ty mi to powiesz?
- Dziwne…nie
mam żadnego raportu z karceru… no dobra sprawdzimy to. Idziemy
teraz do karceru, ale jeśli to jakiś głupi żart czy próba
odwrócenia mojej uwagi to pożałujesz tego, zarówno Ty jak i Twój
oddział!- odpowiedział twardo i stanowczo Rudy, a następnie obaj
oficerowie pośpiesznie wyszli z gabinetu.
************
Kamienno-ziemna
grota, a w jej środku metalowe masywne drzwi, które z odgłosem
ciężkości zostały otworzone. Za nimi znajduje się długi dość
szeroki, i całkiem wysoki tunel, który jest oświetlony tylko
paroma lampami w równych odległościach. Chłodny korytarz
doskonale wytłumiał dźwięki z zewnątrz, ale było słychać
jedynie ciche kroki oraz nieidentyfikowane dźwięki z jego wnętrza,
które z każdą chwilą stawały się głośniejsze. Wkrótce po
prawej stronie dało się zobaczyć wysokie metalowe kraty, a na
wprost nich, na przeciwnej ścianie, kolejną lampę. Nagle zza krat
wyleciał okrągły kawałek ziemi. A po chwili drugi. W tym momencie
okazało się, że za kratami na kamiennej podłodze, bokiem do krat,
siedzi Hachi, w rękach trzyma ziemnego pada od konsoli, a przed nim
znajduje się spory kamienny telewizor a w nim dwie ziemne figurki
walczą ze sobą. Na pierwszy rzut oka to klasyczna gra bijatyka wraz
z lekko przytłumionymi dźwiękami walki.
- Hachi, co Ty
wyprawiasz? - spytał nagle znajomy głos.
- Gram w grę Ziom…
- odpowiedział Hachi, wykonując na kamiennym padzie sekwencję
jakiegoś kombosa, i dopiero po chwili spojrzał w kierunki krat i
powiedział:
- O cześć Rudy.
Następnie ziemny neczanin
wrócił do gry. Nagle jednak spojrzał znów na kraty i w panice
zniwelował swoją moc, i cała gra, telewizor jak i pad rozsypały
się na drobne kawałki. Po czym z zakłopotaną miną, szczerząc
kły i udając, że nic się nie stało powiedział:
- O Rudy i
Kurai …. Co tam?
- Czy Ty właśnie grałeś na konsoli w
karcerze? - spytał Rudy.
- Yyyy… być może. - odpowiedział
Hachi z głupawym uśmieszkiem.
- Mniejsza, lepiej mi powiedz co
tu robisz!? -spytał stanowczo Rudy.
- To długa historia. -
odpowiedział Hachi.
- To ją streść. - wtrącił chłodno
Kurai.
- Hachi, na powierzchni jest chaos, nie mam czasu na
pierdu pierdu. - powiedział Rudy.
- Co tam się dzieje? -
spytał Hachi podchodząc do krat.
- Jesteśmy atakowani, więc
się streszczaj. - odpowiedział Rudy.
- No to ten Ziom … Nic
wielkiego … Pobiłem się z Moyoshim … i trafiłem tutaj … -
odpowiedział zakłopotany Hachi.
- Ja pierdole nie wieże. Co
za typ … - odpowiedział Rudy, robiąc klasycznego facepalma, a po
chwili otwierając karcer powiedział: - Dobra nie zrobiłbyś tego
bez powodu … idziesz z Nami i wracasz do oddziału. Potrzebuję Cię
na górze a nie tutaj. Aha wyjaśnimy tą sprawę później.
-
Tak jest! - powiedział radośnie Hachi.
- Kurai, Ty wracasz na
niebo i ogarniasz swoją robotę. - kontynuował twardo generał, a
potem szybkim krokiem ruszył do wyjścia, chwilowo zostawiając
pozostałych samych.
- Ziom… - zaczął Hachi.
-
Zasłużył? - spytał chłodno Kurai.
- Jasne, że tak.
-
Tyle na tą chwilę mi wystarczy. - odpowiedział Kurai, a po chwili
dodał: - Idziemy, jest chaos do ogarnięcia.
- Spoko Ziom. -
odpowiedział Hachi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz