środa, 1 kwietnia 2026

EPIZOD 288

 

Smocza krew chaosu

Neczańśkie rodzeństwo przemyka na szczycie rowu, gdzie momentami są doskonale widoczni, ale na szczęście nikt nie zwraca na nich uwagi i w dużej mierze się ukrywają. Sami jednak doskonale widzą teren, walki jak i to co dzieje się na obrzeżach rowu po drugiej stronie.
- Ej dziewczyny zobaczcie tam! - Krzyknął nagle Otachi, pokazując prawą ręką na obszar po drugiej stronie kanionu.
W tym momencie siostry spojrzały we wskazanym kierunku. Ich oczom praktycznie na samym brzegu rowu, ukazał się przywiązany bardzo duży czarny smok.
- To Kronos? - spytała nagle Diuna.
- Nie, Sis, to na bank nie On. - odpowiedział Otachi.
- Hmm… ten jest dużo większy. - dopowiedziała Kiazu, a po chwili dodała - Ej Ru… Generale jesteś?
Jednak na łączności była cisza.
- Może jest w karcerze … jeśli tak to jedno z nielicznych miejsc w obozie gdzie totalnie nie ma zasięgu … - powiedział Otachi.
- Nagram to dla Niego. - wtrąciła pokornie Rina, po czym wyjęła telefon i zaczęła nagrywać to co zauważyli.
- To zdecydowanie lepszy pomysł niż opowieści. - dodała Diuna.
- Czy Wy to widzicie!? - Krzyknął Otachi.
Okazuje się, że przeciwnicy nie próżnują. Wielkie czarne smoczysko, zostało skrępowane i unieruchomione. Następnie zaczęli go dźgać, kroić i zadawać przeogromny ból. Było widać po bestii, że cierpi, do takiego stopnia, że wydaje już wręcz nieme krzyki. Parę smoków po stronie sojuszu zareagowało i próbowało atakować. Jednak strzelcy skutecznie je odganiali. Jednoczesne inni bardzo brutalnie torturowali smoka. Momentami wydawało się wręcz, że ćwiartują go na porcie i obdzierają ze skóry i to na żywca. Brunatna krew lała się strumieniami i tryskała we wszystkich możliwych kierunkach.
- To … to okropne … - stwierdziła z przerażeniem Rina, nadal starająca się to dobrze nagrać.
-
Otachi, jak coś Hachi zaraz do Was dołączy. Kurai póki co zostaje na niebie. - odezwał się nagle znajomy głos w słuchawkach.
- Super Ziom! - odpowiedział Otachi.
- Rudy, mamy grubą akcje. - wtrąciła Kiazu z determinacją w głosie.
- Co się dzieje? - spytał generał.
- Właśnie Ziom, ludzie od Chifuina z jakimś generałem na czele bestialsko zarzynają jakiegoś czarnego smoka. - Odpowiedział Otachi.
- Taa… i Kiazu ledwo tu stoi i powstrzymuje się aby nie skopać im dupy. - dodała Diuna.
- Ja pierdole…KIAZU NAWET SIĘ NIE WAŻ ICH ATAKOWAĆ! ROZUMIESZ!?
-ALE SĄ JAK NA PATELNI! - odpowiedziała Kiazu.
- NIE WALCZ! To jeszcze nie czas.
- powiedział Rudy.
- Tak, tak … to jest czas, powinniśmy coś zrobić a nie stać i się przyglądać! - wykrzyknęła Kiazu.
- Kiazu, kurwa … uspokój się.-
odparł generał.
- To jest straszne co Oni wyprawiają … - wtrąciła z przerażeniem Rina.
- Właśnie jak to wygląda? -
dopytywał Rudy.
- Krwawo i brutalnie. - odpowiedziała Diuna.
- Bardziej pytam, że jak Zabawa? Pokaz siły? Nie wiem Rytuał? - spytał Generał
- Mamy nagranie … zaraz Ci je wyślę. - wtrąciła pokornie Rina.
- Super. Za 2minuty jestem przy kompie. - odpowiedział Rudy.
-
Jak rytuał. - odezwał się nagle Kurai, będący już w powietrzu. A po chwili dodał: - Z mojej perspektywy widać, że zbierają jego krew. Do czegoś jest im ewidentnie potrzebna. Cześć grotów strzał też w niej maczają.
-
Nagraj mi to! - odpowiedział Rudy.
-
Upierdliwy jesteś. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Chce być DOINFORMOWANY! - odpowiedział twardo generał.
- Wysłane. - wtrąciła Rina.
- Dzięki. - powiedział Rudy.
- Rina, zaraz przelecimy koło Was, rzuć mi telefon. - powiedział Kurai.
W ten tuż obok rodzeństwa przeleciał czarny smok, a jego jeździec bez zatrzymywania się przejął telefon. Następnie Kurai z powietrza zaczął nagrywać co się dzieje u przeciwników.
-
Jakbyś użył swojego byłoby szybciej. - powiedział Rudy.
-
Przypominam, że mój jest w tytanie. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Dobra mniejsza, chce to nagranie. - powiedział generał.
- Zaraz będziesz je miał. - powiedział Kurai, jednocześnie kończąc nagranie, i oddając wodnej neczance jej telefon w podobny sposób jak go pożyczył.
- Wysyłam Ci drugi filmik. - wtrąciła Rina.
-
Dobra, słuchajcie obserwujcie dalej i donoście o wszystkim, takich zachowań może być więcej, starajcie się nie interweniować, tam do smoka wysłałem już dwa inne oddziały i zaraz tam dotrą. WY nie walczycie. - powiedział Rudy, a po chwili spytał: - Hachi Ty w ogóle idziesz do nich?
-
Jasne Ziom jestem w drodze. - odpowiedział Hachi,
- Hachi! - krzyknęło radośnie rodzeństwo.
-
Yo, pędzę lecę do Was! - odpowiedział Hachi, a następnie dodał: - Eeee… wyślijcie mi namiary co?
- Da się zrobić Bro. - Odpowiedział Otachi.
- RUDY! Pozwól Nam walczyć! - wtrąciła w końcu Kiazu.
- I znowu zaczynamy…. - powiedziała Diuna przewracając oczami.
- KIAZU! KURDE, zaraz wrócisz do obozu i znajdę Ci robotę z dala od pola bitwy! - odpowiedział Rudy.
- Nie zrobisz tego. - odpowiedziała pewnie Kiazu,a następnie równie pewnie dodała: - Potrzebujesz mnie inaczej już dawno byś to zrobił.
- JA PIER…
- Skoro zbierają krew, to planują coś jeszcze, na te chwile jesteście najlepszym oddziałem aby wykryć co zamierzają i co ważniejsze INTERWENIOWAĆ w zamieszaniu które wtedy powstanie. - wtrącił chłodno Kurai, a następnie dodał: - Kiazu, doskonale działasz w chaosie a im większy tym dla WAS wszystkich lepiej. Teraz zakatujesz ich i co? Smoka już nie uratujesz, a w starciu z taka ilością ludzi tylko stracisz moc, która w tej chwili jest cenniejsza niż złoto.
- Ale …
- NIE MA ALE! Chcesz głupio zginąć to śmiało idź, a przysporzysz tym więcej kłopotu niż pożytku. Rozbity oddział, obniżone morale i chęć zemsty nie przyniosą nam wygranej.
- kontynuował twardo Kurai.
- Może...
- Nie może tylko tak! Ogarnij się i rób to co do Ciebie należy. JESTEŚ częścią oddziału specjalnego. W odpowiednim momencie będziesz mogła się wyszaleć, nie zdziwię się jak zaraz przywołają coś gorszego gdzie przyda się zarówno Wasza moc jak i doświadczenie. Zrozumiałaś!?
- powiedział twardo i chłodno Kurai przerywając, wypowiedź Kiazu jak i nikogo innego nie dopuszczając do głosu.
- Tak … - odpowiedziała Kiazu zaciskając pięści.
-
To wracaj do roboty i nie rób scen i nic głupiego. - odpowiedział Kurai.
- Tak jest! ALE chce mieć fajny trening z RUDYM albo Tobą i jakieś dobre słodycze! - powiedziała Kiazu, z zadziornym uśmiechem.
- Dobra niech stracę, umowa stoi…może być ze mną… tylko bez rozkazu nie mieszaj się póki co do walki. WALKA dla Ciebie teraz to ostateczność… - wtrącił w końcu Rudy.
- Spoko, niech będzie … - odpowiedziała Kiazu.
- Znowu ugrała … - skwitowała Diuna.
- Ej Ziom, oni zrzucają właśnie ciało tego smoka do rowu! - wtrącił Otachi.
- Jakie ono wysuszone… - dodała Rina.
- Chyba zabrali biedakowi cala krew i wszystkie soki. - dopowiedziała Kiazu.
- Po cholerę tyle im tego!? - spytał retorycznie Rudy.



************


Zebranie rady sojuszu dalej trwa w najlepsze. Atmosfera tam robi się gęsta, jak i pełna awantur. Książę Zekeren nadal zasiada u siebie na planecie i ma odpalonych kilka holograficznych ekranów, poza widokiem ekranu z obrad radu. Nagle Volaure usłyszał głos powiadomienia i spojrzał na jeden z bocznych ekranów i bardzo mocno się na niego zapatrzył. Przez to przez dłuższa chwilę, zadawał się nie słuchać ani rady ani niczego innego i skupił się na zupełnie czymś innym.
-
Znowu coś knujesz książę? - spytała Sansha.
- Nie, i to nie Twoja sprawa co robię. - odpowiedział Volaure, ewidentnie robiąc coś poza ich oczami.
-
W tej sytuacji jest, no dalej pochwal się przez całą radą co robisz na boku? - Naciskała Sansha.
-
Szanowny Książę, dla świętego spokoju poprosimy o odpowiedź. - wtrącił Ankara.
- Sprawy królestwa i najbliższego turnieju. Nic co by było interesujące dla rady. - odpowiedział prawie automatycznie książę, jeszcze na coś spoglądając i klikając w coś.
- Ja bym jednak chciała dokładniej. - odpowiedziała Sansha.
Na te słowa książę przewrócił oczami, dokończył to co robił i spojrzał prosto w ekran rady i powiedział:
- A ja chcę mieć święty spokój, więc każdy z nas ma jakieś niespełnione życzenia.
- Nie mydlij mi tu oczu! Dokładnie gadaj co tam kombinujesz!? - konturowała Sansha.
- Dokładność tych spraw zostawię swoim specjalistom … a Ty, Królowo niestety nie jesteś na liście osób upoważnionych. - odpowiedział Volaure z delikatnie wrednym uśmieszkiem.
-
Szanowna Królowo, skoro to sprawy królestwa, to nie wypada dopytywać. Jakbyś się poczuła wspaniała Królowo jakbyśmy mu tutaj na radzie żądali opowiadania o sprawach Twojego Królestwa? Chciałabyś Nam mówić o wszystkim? - wtrącił w końcu spokojnie Ankara.
- Nie mam nic do ukrycia. - odpowiedziała Królowa.
- Yhy … to ja tylko przypomnę, że Twoje Królestwo Neczan, też ma brudy za swoim powstaniem jak sławienia wojna domowa z „czarnymi aniołami” … i wybijanie pobratymców co doprowadziło do poważnego rozłamu i pows….
- ZAMKNIJ SIĘ! - uniosła się Królowa, a następnie zdenerwowana dodała: - To było dawno temu i nie z mojej decyzji! Ty głupi Zekereńczyku nie wtrącaj się w to!
- Spoko, mówię tylko, że nie tylko moje Królestwo nie jest święte, więc skoro ciągle mnie o coś oskarżasz to może ja powyciągam brudy na Twoje Królestwo i też zarzucę Ci parę rzeczy? - odpowiedział spokojnie Volaure, z delikatnie złośliwym uśmiechem i przypalając papierosa, a po chwili zaciągnął się i dodał: - Bo wiesz jakby nie patrzeć są miejsca gdzie można sobie poczytać to i owo a nawet jeszcze więcej … Może i jestem głupim Zekerenczykiem, ale tak się składa, że z czytaniem sobie radzę… chcesz więcej?
- Nie trzeba. - odpowiedziała Twardo Królowa siedząca z wielkimi oczami. Widać po Niej, że jest mocno zdenerwowana.
- Szanowna Królowo, chcesz jeszcze coś powiedzieć w kierunku Księcia? - wtrącił z zainteresowaniem Ankara.
- Nie, nie mam zamiaru. - odpowiedziała Królowa, w której aż się wszystko gotuje.
- Świetnie, to możemy wrócić do głównego celu naszego spotkania. - odpowiedział Ankara.
-
Proponuję przerwę, na ochłonięcie. - Wtrąciła Kana, patrząc na zdenerwowaną królową i irytująco spokojnego księcia.
-
To dobry pomysł Szanowna Pani Ambasador. Zarządzam 20 minut przerwy. - odpowiedział Ankara.
- Tak panie. - odpowiedziała zgodnie rada.
Następnie Sansha uderzyła pięściami w stół i wyszła z pomieszczenia, tuż za nią reszta rady wyszła z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Tym czasem Volaure wyciszył się i wstał od swojego stanowiska i paląc chodził po pomieszczeniu,aż w końcu stanął tak aby lepiej widzieć świat Sekai Dagaal. Jednocześnie ustawił się tak aby nie było widać go w kamerze, ale aby On doskonale widziałam ekran.
-
Kurde, te nagrania z zarzynania smoka i zbieranie jego kwi nie wróżą nic dobrego… dziwne reszta jeszcze o tym nic nie wie … ciekawe czy w ogóle ktoś jeszcze się tym zainteresował … hmmm… bo tych konkretnych nagrań w tej formie lepiej aby nie dostali … tam panuje mocne zamieszanie, to pozwala na różne działania jednocześnie na widoku i jednocześnie aby nie zostały zauważone …i Chifuin oraz Damu to doskonale wykorzystują … - zamyślił się Książę, ponownie się zaciągając i wypuszczając w miarę spokojnie dym, a nagle spojrzał na wielkiego smoka tworzącego świat walki i powiedział: - O Kurde ….



************


Neczańskie rodzeństwo, które jest już w komplecie, ukrywa się w lesie koło skarpy i wypatrują działań wrogiego generała jak i wszystkiego innego co mogłoby być podejrzane i niepokojące. W tym samym czasie Kurai prowadzi walki w powietrzu i zajmuje się oddziałem smoków. Działania smoków i oddziałów na ziemi powodowały, że przelewa się wiele szkarłatnej krwi.
- Spokojnie się zrobiło. - powiedziała Diuna leżąc pod drzewem.
- Nie piernicz, czy Ty w ogóle widzisz co się dzieje!? - spytała Kiazu.
- Widzę i ja nie o tym, tylko, że nic się nie dziej dziwnego. - odpowiedziała Diuna.
- Tak wiem, że miałem pisać wole szybko gadać - odezwał się nagle znajomy głos w słuchawkach.
- O ktoś się za mną stęsknił? - wtrąciła Kiazu.
- Płomyczku za Tobą zawsze, ale nie mam teraz czasu… na pitu pitu… - odpowiedział książę.
- Mów co jest? - odpowiedział Kurai.
-
A tak… Słuchajcie, dzisiaj jest zaćmienie słońca, myślę, że to bardzo ważne - odpowiedział Volaure.
W tym momencie wszyscy spojrzeli na słońce, jednak jego oślepiający blask nie dawał im jeszcze nic obaczyć.
- No chyba nie… i po co Nam to mówisz? - powiedziała Diuna.
- Widać tak było szybciej niż dobicie się do Rudego. - odpowiedział Hachi.
- Ziom, jesteś jeszcze? - Spytał Otachi.
Nie padła jednak żadna odpowiedz, jedynie głucha cisza. Książę dosłownie wpadł i wypadł. Po chwili Rina ze swojej torby wyjęła jedne, bardzo ciemne okulary przeciwsłoneczne i dała je ognistej siostrze. Kiazu je założyła i zobaczyła jak księżyc powoli zasłania słońce. Jest ono zasłonięte już w ¼ ale przez blask słońca nie widać tego.
- Rzeczywiście jest! - krzyknęła Kiazu.
- QRV, Generale jesteś tam? - spytał Otachi.
- QSL, tak nawijaj… - odpowiedział Rudy.
- Ziom właśnie zobaczyliśmy, że mamy zaćmienie słońca. - odpowiedział Hachi.
- Zaćmienie? O kurwa… Na jakim jest etapie? - odpowiedział generał.
- No jest, jeszcze słabo widoczne, ale jest. - dodał Otachi.
- Jakaś ¼ słońca jest już zasłonięta może nawet więcej. - opowiedziała Kiazu, dalej patrząca w niebo, a po chwili oddając siostrze okulary, dodała: - I ciągle rośnie.
- Nie wiedziałeś, że będzie? - spytała Diuna.
- Nie wiedziałem. Ten świat jest pełen anomalii i zdecydowanie brak mu stabilizacji, więc tak naprawdę naukowcy uczą się tego świata na nowo, bo ich dotychczasowa wiedza o planetach nie wiele się sprawdza. - odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Mogę Wam powiedzieć, że jeszcze nie zrobiliśmy pełnego „obrotu” wokół słońca. Gdzie walczymy już ponad rok.
- A to dziwne - zaciekawiła się Diuna.
- Nie tylko to jest dziwne w tym świecie. - odpowiedział Rudy.
- ALE skoro my nie wiedzieliśmy o zaćmieniu to skąd Oni się tego dowiedzieli? - spytała Diuna.
- Jak się tego dowiesz to mi powiedz, bo mnie też to zastanawia... - odpowiedział Generał.
- Aaaha … - odpowiedziała Diuna.
- Generale … Zrobiłam Ci zdjęcie zaćmienia, przez okulary przeciwsłoneczne i wysłałam. - wtrąciła pokornie Rina.
- Dobra dzięki… - odpowiedział Generał, a po chwili dodał: - Smocza krew … zaćmienie słońca … kurwa rytuał jak nic… Pytanie czy dać im go skończyć i co knują?
- Ja bym poczekała na finał. - powiedziała Diuna.
- A ja bym chciała bitkę już teraz. - dodała Kiazu.
- To akurat wiem…. - odpowiedziała Diuna.

- Pogadam z innymi dowódcami, ale w razie co jak zaczną działać bliżej pełnego zaćmienia to zamierzam im przeszkadzać, a Wy możecie interweniować i przerwać to gówno. -
powiedział Generał.
-YAY! - ucieszyła się Kiazu.
- TYLKO MACIE DAĆ ZNAĆ! DOSTANIECIE WSPARCIE I ROZKAZY! A teraz obserwujcie dalej, a Ty Kurai obserwuj ich z powietrza, ale tak aby nie zestrzelili Ciebie. Bądźcie w gotowości! - kontynuował twardo Rudy
- Tak jest. - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo.
- Aha, i w miarę możliwości chce nagrania. - dodał Rudy.
- Jak sobie życzysz – odpowiedziała pokornie Rina.



************


Nad urwiskiem po stronie Chinina, panuje wrzawa, która pozornie jest czystym i nieskoordynowanym chaosem. W rzeczywistości jest jednak pełna świadomych działań, które na ich szczęście nic nie mówią ich przeciwnikom. Ludzie Generała Damu, z broni ostrzeliwują smoki, w taki sposób aby nie tylko je trafiać, ale też aby utrzymać je z dala od obszaru, gdzie wcześniej ubijali smoka. Broń której używają wygląda trochę jak bazuka, ale ładowana energią użytkownika.
Latające po niebie smoki zdecydowanie nie chcą zostać tym trafione. Sam Kronos ze swoim jeźdźcem również trzymają się z daleka. Sam generał Damu, stoi w miarę na widoku, i koordynuje wszystkie działania, jak i obserwuje niebo. Z każdą chwilą zaćmienie robi się coraz bardziej widoczne i to nawet bez okularów przeciwsłonecznych. Jednak do pełnego zaćmienia słońca musi minąć jeszcze sporo czasu.
- Ruszać się! Nie mamy czasu! - poganiał generał.
- TAK JEST! - odkrzyknęli wojskowi, którzy ewidentnie ruszają się jak w ukropie.
Cześć wojskowych nosi beczki sporo czarnych beczek wypełnionych krwią czarnego smoka. Są one duże i ustawiane są nieopodal rowu, a jednocześnie poza wzrokiem i zasięgiem przeciwników. Z racji tego ze ściągnęli co najmniej 250 litrów krwi z wielkiej bestii, to tych beczek jest bardzo dużo. Jeszcze inni wojskowi stoją z boku i szepczą coś pod nosem i powtarzają to jak mantrę. Jeszcze inni są w gotowości zarówno do ataku jak i obrony całego terenu na którym działają. Wszystkich ludzi na tym konkretnie terenie, nie interesują pozostałe walki, mają zupełnie inne zadanie, które na te chwilę wydaje się być priorytetem.
- RUSZAĆ DUPY! Jak się nie wyrobicie to pożałujecie, że żyjecie! - strofował dalej Damu




************


Minęło trochę czasu, zaćmienie słońca jest już prawie kompletne. Został już nie wielki fragment słońca, który jeszcze stara się oślepiać swym blaskiem. Pośród toczących się praktycznie od rana walk, po stronie Chifuina zaczęły się kolejne widoczne ruchy. Na samym brzegu kanionu, po ich stronie, stanął rządek wojskowych. Były tam Elfy, Demony, Driady jak i inne nacje należące do sojuszu władcy Desdemos. Tuż koło nich stały czarne beczki. Po chwili część wojskowych otworzyła beczki, a Ci co stanęli na brzegu przy pomocy psychicznej mocy, unieśli szkarłatną i brunatną krew czarnego smoka i stworzyli z niej wysokie schody, na na szczycie ich sporą kwadratową platformę. Krwawa budowla błyszczy w ostatnich płomieniach słońca jak i napawa lękiem. W tym momencie praktycznie wszystkie walki zatrzymały się, a oczy wszystkich skupiły się na tym co się właśnie dzieje. Jednocześnie nad platformą pojawiła się niewielka fioletowo-burtynowo-liliowa wyrwa, wyglądająca jak tylko nieznaczne zadrapanie na niebie.
Kiedy został już praktycznie ostatni promień słońca po schodach zaczęła wchodzić kobieta w długiej niebieskiej sukni, która doskonale kontrastuje z krwią smoka po której stąpa. Ma założony kaptur więc, nie bardzo widać jak wygląda, a jednocześnie widać zgrabne kształty. Kiedy dziewczyna weszła na samą górę i stanęła na wprost zadrapania, zaćmienie słońca stało się pełne. Kiedy wszędzie zrobiło się ciemno to wyrwa stała się już doskonale widoczna, a dziewczyna uniosła
ozdobną fiolkę. Mieni się ona na czarno, fioletowo i złoto, oraz w tych ciemnościach doskonale widać jak iskrzy i delikatnie sporadycznie błyszczy na zielono. W tym momencie ostra strzała cała zatopiona w brunatnej krwi, przebiła fiolka, a cała jej zawartość wylała się na dziewczynę. Czarna ciec szybko pochłonęła kobietę, wręcz spaliła ją zupełnie jakby była kwasem. Jej krzyki niosły się po całym kanionie. Wkrótce ofiary już nie było, i chociaż pozostały po niej jeszcze echa krzyków, to nie nasycona czarna energia wchłonęła też więcej smoczej krwi i powstały tam czarno-fioletowo szkarłatne macki, które sporadycznie dawały zielony blask. Macki te szybko oplotły jaskrawą szczelinę i zaczęły ją otwierać szerzej i mocniej. Wszystko to trwało dosłowną chwilę, ale skutecznie skupiło uwagę wszelkich wojowników. Ci wojownicy którzy stali za blisko krwawej budowli i spadła na nich chociaż kropla, doznawali niewyobrażalnego bólu. Ich ciała wręcz się topiły niczym oblane kwasem. Nagle działa przeciwko smokom, znów zaczęły ostrzał, za to wojska po obu stronach zaczęły się w panice uciekać z obszaru rowu.
- Nie będę dłużej stała. - powiedziała nagle Kiazu, po czym zjechała na nogach ze skarpy i pobiegła w kierunku schodów po przeciwnej stronie.
- KIAZU CZEKAJ! - Krzyknął Otachi.
- Kiazu, wracaj! - odezwał się nagle Kurai.
- Będę chronić Nasz świat! - odkrzyknęła Kiazu, a następnie wyłączyła swoją łączność.
-
Heh … Hachi i Diuna idźcie nią i ją powstrzymajcie, albo pomóżcie … - powiedział chłodno Kurai.
- Łatwo powiedzieć. - stwierdziła Diuna.
- Ziom, ja zostanę z Riną, niech Otachi pójdzie z Kiazu. - wtrącił Hachi, a następnie dodał: - Wiatr brata lepiej ją podsyci, albo stłamsi…
- Jak wolicie. - odpowiedział Kurai, jednocześnie unikając kolejnego ataku w powietrzu.
W tym momencie Diuna oraz Otachi ruszyli za ognistą siostrą a Hachi, który został z nagrywającą Riną, próbował wywołać generała, jak i któregoś z kapitanów, ale bezskutecznie.
- Ja wale … - powiedział twardo Hachi.



************


Krwawe macki, powstałe przy mrocznej energii rozrywa fioletowo-burtynowo-liliowa wyrwę, która z każdą sekundą jest coraz większa. Nagle z tej szczeliny wysunęła się zgrabna i wysoka kobieca postać. Nieznajoma kobieta ubrana jest w skórzaną, jaskrawo czerwoną, bardzo obcisły dłuższy gorset, który ledwo zakrywa jej bieliznę, a jednocześnie doskonale podkreśla jej krągłe kobiece kształty. Dodatkowo ma czarne rękawiczki bez palców sięgające ponad łokieć i wysokie czarne glany z czerwonymi sznurowadłami, które sięgają prawie do kolan. Całości dopełniają długie burgundowe włosy upięte w wysokiego koka z wpuszczona grzywką, oraz wspaniałe, błyszczące, pogardliwe limonkowe oczy. Kiedy tylko wyszła dało się usłyszeć przeszywający i pogardliwy śmiech. Kobieta zrobiła zaledwie dwa kroki, po smoczej kwi, to pełne zaćmienie dobiegło końca, to spowodowało, że szczelina zniknęła, a w jej lewym ręku pojawił się wielki miecz. To wspaniale długie, ładnie wyszlifowany ostrze z złotą rękojeścią w kształcie głowy smoka.
- Kiazu czekaj! - krzykał Otachi, który unikając rakiet starał się dogonić ognistą siostrą.
Nagle wietrzy neczanin zwrócił uwagę na to co dzieje się na platformie i na coś wpadł, oraz ktoś wpadł również na niego. Okazało się, że wpadł na swoją płomienną siostrę, która mocno była zapatrzona na co się dzieje, a na Niego wpadła Diuna.
- Nyxana… - powiedziała cicho Kiazu z wielkimi oczami pełnymi determinacji.
- To jest Nyxana!? - spytał niedowierzający Otachi.
- To mamy przesrane… - dodała Diuna.
-NYXANAAAAAA! - krzyknęła nagle Kiazu tak głośno jak tylko potrafiła.
- Oszalałaś!? - spytała Diuna jednocześnie zatykając dłonią usta Siostry.
Kiazu jednak szybko się wyswobodziła i ponownie krzyknęła.
Tym razem o dziwo, przez wszelakie eksplozje, ryki smoków, ten stłumiony krzyk dotarł do uszu kobiety stojącej na szczycie schodów, która ewidentnie zaczęła się rozglądać po terenie, a macki które wcześniej paliły i rozrywały, zaczęły ją opatulać i wręcz przekazywać swoją moc.



************


Gdzieś wysoko na niebie z dala od krwawej platformy, na grzbiecie czarnego smoka zasiada Kurai.
- Ona zwariowała!? - spytał w końcu Kronos.
- To tylko Kiazu … - odpowiedział chłodno Kurai
uważnie obserwując, a następnie dodał:- Nyxana na coś się szykuje.
- Nie damy rady podlecieć bliżej. - odpowiedział Kronos.
- Ja dam radę… - odpowiedział chłodno Kurai.
- Ta, ta … lepiej powiedz jaki mamy plan?
- Zaopiekuj się nimi…
- Co Ty pierdzielisz!? - odpowiedział Kronos.
Nagle smok pocz
uł brak ciężaru na sobie. Jego towarzysz znikł.
- Ja pierdolę … kolejny co nie potrafi odpuścić… - powiedział Kronos pod nosem, a następnie unikając dział ruszył dalej.




************


Nyxana cała jest już pokryta zarówno krwią jak i mroczną energią. Widać jej ponętne kształty, jak i pogardliwe limonkowe oczy, a tak to kobieta stałą się wręcz jednością z mackami. Po chwili ze złowrogim śmiechem zamachnęła się mieczem tworząc cięcie, które zaczęło ciąć rzeczy w oddali. Nagle jej ostrze zostało zablokowane, powstała naelektryzowana eksplozja, która wytrąciła jej ostrze z rąk. Wspaniały miecz wbił się w ziemię nieopodal rowu, gdzie powstałą również boczna szrama sięgająca do połowy kanionu. W tym momencie oczom Nyxany ukazał się elektryczny neczanin, który pod wpływem eksplozji znajdował się dosłownie na krawędzi, krwawej platformy. Nie wiele myśląc Nyxana, za pomocą jednej ze swoich demonicznych macek, łapiąc go za nogę wyrzuciła neczanina, daleko i wysoko do góry. Następnie zaczęła gromadzić w kuli przed sobą energię, która bardzo szybko rosła. Wkrótce ogromna czarno, szkarłatno-fioletowa kula energii z impetem ruszyła w kierunku Kiazu i jej rodzeństwa jak neczańskiego obozu stałego jak i wszystkich którzy obecnie znajdowali się w tej części kanionu. Energia bez trudu przebija się przez pojedyncze rzucane tarcze. To już jest koniec i niestety niepozostała już żadna nadzieja na przeżycie. Nagle na znacznej wysokości, przed rozpędzoną energetyczną kulą, pojawił się potężny biało-srebrny smok, który donośnie ryknął i w mgnieniu oka postawił ogromną żółto-białą, elektryczna barierę, wymagała ona naprawdę wielkiej mocy i osłoniła cały wielki teren, bez względu na to które wojska się na nim znajdowały. W ten czarna kula energii z pełną siłą uderzyła zarówno w bestię jak i jej tarczę, przez co powstała niewiarygodnie wielka eksplozja. Po paru napiętych minutach cały ogromny atak rozbił się na niezliczoną ilość małych kolorowych kul, które rozprysły się po całym terenie. W tym momencie ziemia się za trzęsła, a niebo spowiło oślepiające, intensywne, białe światło. Obydwie walczące strony musiały zasłaniać zarówno swoje oczy jak i chronić siebie, przed spadającymi odłamkami, potężnego ataku, które przypominają kolorowy deszcz meteorytów. Dało się słyszeć stłumione paniczne krzyki, zagłuszane przez odgłosy eksplozji. Po dłuższej chwili oślepiająca biała jasność znikła, a po całym terenie rozszedł się przeszywający odgłos tłuczonego szkła. W tym momencie oczom wszystkich, w miejscu gdzie przed chwilą był smok, ukazał się ociekający szkarłatną płynną krwią Kurai, który wkrótce zaczął bezwładnie spadać w kierunku ziemi.
-KURAI! - Krzyknęła przerażona Rina, z łzami w oczach.





KONIEC SEZONU 4


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz