„Smocza
krew chaosu”
Neczańśkie
rodzeństwo przemyka na szczycie rowu, gdzie momentami są doskonale
widoczni, ale na szczęście nikt nie zwraca na nich uwagi i w dużej
mierze się ukrywają. Sami jednak doskonale widzą teren, walki jak
i to co dzieje się na obrzeżach rowu po drugiej stronie.
- Ej
dziewczyny zobaczcie tam! - Krzyknął nagle Otachi, pokazując prawą
ręką na obszar po drugiej stronie kanionu.
W tym momencie
siostry spojrzały we wskazanym kierunku. Ich oczom praktycznie na
samym brzegu rowu, ukazał się przywiązany bardzo duży czarny
smok.
- To Kronos? - spytała nagle Diuna.
- Nie, Sis, to
na bank nie On. - odpowiedział Otachi.
- Hmm… ten jest dużo
większy. - dopowiedziała Kiazu, a po chwili dodała - Ej Ru…
Generale jesteś?
Jednak na łączności była cisza.
-
Może jest w karcerze … jeśli tak to jedno z nielicznych miejsc w
obozie gdzie totalnie nie ma zasięgu … - powiedział Otachi.
-
Nagram to dla Niego. - wtrąciła pokornie Rina, po czym wyjęła
telefon i zaczęła nagrywać to co zauważyli.
- To
zdecydowanie lepszy pomysł niż opowieści. - dodała Diuna.
-
Czy Wy to widzicie!? - Krzyknął Otachi.
Okazuje się, że
przeciwnicy nie próżnują. Wielkie czarne smoczysko, zostało
skrępowane i unieruchomione. Następnie zaczęli go dźgać, kroić
i zadawać przeogromny ból. Było widać po bestii, że cierpi, do
takiego stopnia, że wydaje już wręcz nieme krzyki. Parę smoków
po stronie sojuszu zareagowało i próbowało atakować. Jednak
strzelcy skutecznie je odganiali. Jednoczesne inni bardzo brutalnie
torturowali smoka. Momentami wydawało się wręcz, że ćwiartują
go na porcie i obdzierają ze skóry i to na żywca. Brunatna krew
lała się strumieniami i tryskała we wszystkich możliwych
kierunkach.
- To … to okropne … - stwierdziła z
przerażeniem Rina, nadal starająca się to dobrze nagrać.
-
Otachi,
jak coś Hachi zaraz do Was dołączy. Kurai póki co zostaje na
niebie. -
odezwał się nagle znajomy głos w słuchawkach.
- Super Ziom!
- odpowiedział Otachi.
- Rudy, mamy grubą akcje. - wtrąciła
Kiazu z determinacją w głosie.
-
Co się dzieje?
- spytał generał.
- Właśnie Ziom, ludzie od Chifuina z
jakimś generałem na czele bestialsko zarzynają jakiegoś czarnego
smoka. - Odpowiedział Otachi.
- Taa… i Kiazu ledwo tu stoi i
powstrzymuje się aby nie skopać im dupy. - dodała Diuna.
-
Ja pierdole…KIAZU NAWET SIĘ NIE WAŻ ICH ATAKOWAĆ! ROZUMIESZ!?
-ALE SĄ JAK NA PATELNI! - odpowiedziała Kiazu.
-
NIE WALCZ! To jeszcze nie czas. -
powiedział Rudy.
-
Tak, tak … to jest czas, powinniśmy coś zrobić a nie stać i się
przyglądać! - wykrzyknęła Kiazu.
-
Kiazu, kurwa … uspokój się.- odparł
generał.
-
To jest straszne co Oni wyprawiają … - wtrąciła z przerażeniem
Rina.
-
Właśnie jak to wygląda? - dopytywał
Rudy.
- Krwawo i brutalnie. - odpowiedziała Diuna.
-
Bardziej pytam, że jak Zabawa? Pokaz siły? Nie wiem Rytuał? -
spytał Generał
- Mamy nagranie … zaraz Ci je wyślę. -
wtrąciła pokornie Rina.
-
Super. Za 2minuty jestem przy kompie.
- odpowiedział Rudy.
- Jak
rytuał.
- odezwał się nagle Kurai, będący już w powietrzu. A po chwili
dodał: - Z
mojej perspektywy widać, że zbierają jego krew. Do czegoś jest im
ewidentnie potrzebna. Cześć grotów strzał też w niej maczają.
-
Nagraj
mi to!
- odpowiedział Rudy.
- Upierdliwy
jesteś. -
odpowiedział chłodno Kurai.
-
Chce być DOINFORMOWANY! -
odpowiedział twardo generał.
- Wysłane. - wtrąciła Rina.
-
Dzięki.
- powiedział Rudy.
-
Rina, zaraz przelecimy koło Was, rzuć mi telefon.
- powiedział Kurai.
W ten tuż obok rodzeństwa przeleciał
czarny smok, a jego jeździec bez zatrzymywania się przejął
telefon. Następnie Kurai z powietrza zaczął nagrywać co się
dzieje u przeciwników.
- Jakbyś
użył swojego byłoby szybciej.
- powiedział Rudy.
- Przypominam,
że mój jest w tytanie.
- odpowiedział chłodno Kurai.
-
Dobra mniejsza, chce to nagranie.
- powiedział generał.
- Zaraz będziesz je miał. - powiedział
Kurai, jednocześnie kończąc nagranie, i oddając wodnej neczance
jej telefon w podobny sposób jak go pożyczył.
- Wysyłam Ci
drugi filmik. - wtrąciła Rina.
-
Dobra, słuchajcie obserwujcie dalej i donoście o wszystkim, takich
zachowań może być więcej, starajcie się nie interweniować, tam
do smoka wysłałem już dwa inne oddziały i zaraz tam dotrą. WY
nie walczycie.
- powiedział Rudy, a po chwili spytał: -
Hachi Ty w ogóle idziesz do nich?
-
Jasne Ziom jestem w drodze.
- odpowiedział Hachi,
- Hachi! - krzyknęło radośnie
rodzeństwo.
- Yo,
pędzę lecę do Was! -
odpowiedział Hachi, a następnie dodał: - Eeee…
wyślijcie mi namiary co?
-
Da się zrobić Bro. - Odpowiedział Otachi.
- RUDY! Pozwól Nam
walczyć! - wtrąciła w końcu Kiazu.
- I znowu zaczynamy…. -
powiedziała Diuna przewracając oczami.
- KIAZU! KURDE, zaraz
wrócisz do obozu i znajdę Ci robotę z dala od pola bitwy! -
odpowiedział Rudy.
- Nie zrobisz tego. - odpowiedziała pewnie
Kiazu,a następnie równie pewnie dodała: - Potrzebujesz mnie
inaczej już dawno byś to zrobił.
- JA PIER…
-
Skoro zbierają krew, to planują coś jeszcze, na te chwile
jesteście najlepszym oddziałem aby wykryć co zamierzają i co
ważniejsze INTERWENIOWAĆ w zamieszaniu które wtedy powstanie.
- wtrącił chłodno Kurai, a następnie dodał: - Kiazu,
doskonale działasz w chaosie a im większy tym dla WAS wszystkich
lepiej. Teraz zakatujesz ich i co? Smoka już nie uratujesz, a w
starciu z taka ilością ludzi tylko stracisz moc, która w tej
chwili jest cenniejsza niż złoto.
-
Ale …
- NIE MA ALE! Chcesz głupio zginąć to śmiało idź, a
przysporzysz tym więcej kłopotu niż pożytku. Rozbity oddział,
obniżone morale i chęć zemsty nie przyniosą nam wygranej. -
kontynuował twardo Kurai.
-
Może...
-
Nie może tylko tak! Ogarnij się i rób to co do Ciebie należy.
JESTEŚ częścią oddziału specjalnego. W odpowiednim momencie
będziesz mogła się wyszaleć, nie zdziwię się jak zaraz
przywołają coś gorszego gdzie przyda się zarówno Wasza moc jak i
doświadczenie. Zrozumiałaś!? -
powiedział twardo i chłodno Kurai przerywając, wypowiedź Kiazu
jak i nikogo innego nie dopuszczając do głosu.
- Tak … -
odpowiedziała Kiazu zaciskając pięści.
- To
wracaj do roboty i nie rób scen i nic głupiego.
- odpowiedział Kurai.
- Tak jest! ALE chce mieć fajny trening
z RUDYM albo Tobą i jakieś dobre słodycze! - powiedziała Kiazu, z
zadziornym uśmiechem.
-
Dobra niech stracę, umowa stoi…może być ze mną… tylko bez
rozkazu nie mieszaj się póki co do walki. WALKA dla Ciebie teraz to
ostateczność… -
wtrącił w końcu Rudy.
- Spoko, niech będzie … -
odpowiedziała Kiazu.
- Znowu ugrała … - skwitowała Diuna.
-
Ej Ziom, oni zrzucają właśnie ciało tego smoka do rowu! - wtrącił
Otachi.
- Jakie ono wysuszone… - dodała Rina.
- Chyba
zabrali biedakowi cala krew i wszystkie soki. - dopowiedziała
Kiazu.
-
Po cholerę tyle im tego!?
- spytał retorycznie Rudy.
************
Zebranie
rady sojuszu dalej trwa w najlepsze. Atmosfera tam robi się gęsta,
jak i pełna awantur. Książę Zekeren nadal zasiada u siebie na
planecie i ma odpalonych kilka holograficznych ekranów, poza
widokiem ekranu z obrad radu. Nagle Volaure usłyszał głos
powiadomienia i spojrzał na jeden z bocznych ekranów i bardzo mocno
się na niego zapatrzył. Przez to przez dłuższa chwilę, zadawał
się nie słuchać ani rady ani niczego innego i skupił się na
zupełnie czymś innym.
- Znowu
coś knujesz książę? -
spytała Sansha.
- Nie, i to nie Twoja sprawa co robię. -
odpowiedział Volaure, ewidentnie robiąc coś poza ich oczami.
-
W
tej sytuacji jest, no dalej pochwal się przez całą radą co robisz
na boku?
- Naciskała Sansha.
-
Szanowny Książę, dla świętego spokoju poprosimy o odpowiedź.
- wtrącił Ankara.
- Sprawy królestwa i najbliższego
turnieju. Nic co by było interesujące dla rady. - odpowiedział
prawie automatycznie książę, jeszcze na coś spoglądając i
klikając w coś.
-
Ja bym jednak chciała dokładniej. -
odpowiedziała Sansha.
Na te słowa książę przewrócił
oczami, dokończył to co robił i spojrzał prosto w ekran rady i
powiedział:
- A ja chcę mieć święty spokój, więc każdy
z nas ma jakieś niespełnione życzenia.
-
Nie mydlij mi tu oczu! Dokładnie gadaj co tam kombinujesz!?
- konturowała Sansha.
- Dokładność tych spraw zostawię
swoim specjalistom … a Ty, Królowo niestety nie jesteś na liście
osób upoważnionych. - odpowiedział Volaure z delikatnie wrednym
uśmieszkiem.
- Szanowna
Królowo, skoro to sprawy królestwa, to nie wypada dopytywać.
Jakbyś się poczuła wspaniała Królowo jakbyśmy mu tutaj na
radzie żądali opowiadania o sprawach Twojego Królestwa? Chciałabyś
Nam mówić o wszystkim?
- wtrącił w końcu spokojnie Ankara.
-
Nie mam nic do ukrycia.
- odpowiedziała Królowa.
- Yhy … to ja tylko przypomnę, że
Twoje Królestwo Neczan, też ma brudy za swoim powstaniem jak
sławienia wojna domowa z „czarnymi aniołami” … i wybijanie
pobratymców co doprowadziło do poważnego rozłamu i pows….
-
ZAMKNIJ SIĘ!
- uniosła się Królowa, a następnie zdenerwowana dodała: -
To było dawno temu i nie z mojej decyzji! Ty głupi Zekereńczyku
nie wtrącaj się w to!
-
Spoko, mówię tylko, że nie tylko moje Królestwo nie jest święte,
więc skoro ciągle mnie o coś oskarżasz to może ja powyciągam
brudy na Twoje Królestwo i też zarzucę Ci parę rzeczy? -
odpowiedział spokojnie Volaure, z delikatnie złośliwym uśmiechem
i przypalając papierosa, a po chwili zaciągnął się i dodał: -
Bo wiesz jakby nie patrzeć są miejsca gdzie można sobie poczytać
to i owo a nawet jeszcze więcej … Może i jestem głupim
Zekerenczykiem, ale tak się składa, że z czytaniem sobie radzę…
chcesz więcej?
-
Nie trzeba. -
odpowiedziała Twardo Królowa siedząca z wielkimi oczami. Widać po
Niej, że jest mocno zdenerwowana.
-
Szanowna Królowo, chcesz jeszcze coś powiedzieć w kierunku
Księcia? -
wtrącił z zainteresowaniem Ankara.
-
Nie, nie mam zamiaru.
- odpowiedziała Królowa, w której aż się wszystko gotuje.
-
Świetnie, to możemy wrócić do głównego celu naszego spotkania.
- odpowiedział Ankara.
- Proponuję
przerwę, na ochłonięcie. -
Wtrąciła Kana, patrząc na zdenerwowaną królową i irytująco
spokojnego księcia.
- To
dobry pomysł Szanowna Pani Ambasador. Zarządzam 20 minut przerwy.
- odpowiedział Ankara.
-
Tak panie.
- odpowiedziała zgodnie rada.
Następnie Sansha uderzyła
pięściami w stół i wyszła z pomieszczenia, tuż za nią reszta
rady wyszła z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Tym czasem
Volaure wyciszył się i wstał od swojego stanowiska i paląc
chodził po pomieszczeniu,aż w końcu stanął tak aby lepiej
widzieć świat Sekai Dagaal. Jednocześnie ustawił się tak aby nie
było widać go w kamerze, ale aby On doskonale widziałam ekran.
-
Kurde, te nagrania z zarzynania smoka i zbieranie jego kwi nie wróżą
nic dobrego… dziwne reszta jeszcze o tym nic nie wie … ciekawe
czy w ogóle ktoś jeszcze się tym zainteresował … hmmm… bo
tych konkretnych nagrań w tej formie lepiej aby nie dostali … tam
panuje mocne zamieszanie, to pozwala na różne działania
jednocześnie na widoku i jednocześnie aby nie zostały zauważone
…i Chifuin oraz Damu to doskonale wykorzystują … -
zamyślił się Książę, ponownie się zaciągając i wypuszczając
w miarę spokojnie dym, a nagle spojrzał na wielkiego smoka
tworzącego świat walki i powiedział: - O Kurde ….
************
Neczańskie
rodzeństwo,
które
jest już w komplecie, ukrywa się
w lesie
koło skarpy i wypatrują działań wrogiego generała jak i
wszystkiego innego co mogłoby być podejrzane i niepokojące. W tym
samym czasie Kurai prowadzi walki w powietrzu i zajmuje się
oddziałem smoków. Działania smoków i oddziałów na ziemi
powodowały,
że przelewa się wiele szkarłatnej krwi.
- Spokojnie się
zrobiło. - powiedziała Diuna leżąc pod drzewem.
- Nie
piernicz, czy Ty w ogóle widzisz co się dzieje!? - spytała
Kiazu.
- Widzę i ja nie o tym, tylko, że nic się nie dziej
dziwnego. - odpowiedziała Diuna.
-
Tak wiem, że miałem pisać wole szybko gadać
- odezwał się nagle znajomy głos w słuchawkach.
- O ktoś
się za mną stęsknił? - wtrąciła Kiazu.
-
Płomyczku za Tobą zawsze, ale nie mam teraz czasu… na pitu pitu…
-
odpowiedział książę.
-
Mów co jest? -
odpowiedział Kurai.
-
A tak… Słuchajcie,
dzisiaj
jest zaćmienie słońca, myślę, że to bardzo ważne -
odpowiedział Volaure.
W
tym momencie wszyscy spojrzeli na słońce, jednak jego oślepiający
blask nie dawał im jeszcze nic obaczyć.
- No chyba nie… i
po co Nam to mówisz? - powiedziała Diuna.
- Widać tak było
szybciej niż dobicie się do Rudego. - odpowiedział Hachi.
-
Ziom, jesteś jeszcze? - Spytał Otachi.
Nie padła jednak żadna
odpowiedz, jedynie głucha cisza. Książę dosłownie wpadł i
wypadł. Po chwili Rina ze swojej torby wyjęła jedne, bardzo ciemne
okulary przeciwsłoneczne i dała je ognistej siostrze. Kiazu je
założyła i zobaczyła jak księżyc powoli zasłania słońce.
Jest ono zasłonięte już w ¼ ale przez blask słońca nie widać
tego.
- Rzeczywiście jest! - krzyknęła Kiazu.
- QRV,
Generale jesteś tam? - spytał Otachi.
-
QSL, tak nawijaj…
- odpowiedział Rudy.
- Ziom właśnie zobaczyliśmy, że mamy
zaćmienie słońca. - odpowiedział Hachi.
-
Zaćmienie? O kurwa… Na jakim jest etapie?
- odpowiedział generał.
- No jest, jeszcze słabo widoczne,
ale jest. - dodał Otachi.
- Jakaś ¼ słońca jest już
zasłonięta może nawet więcej. - opowiedziała Kiazu, dalej
patrząca w niebo, a po chwili oddając siostrze okulary, dodała: -
I ciągle rośnie.
- Nie wiedziałeś, że będzie? - spytała
Diuna.
-
Nie wiedziałem. Ten świat jest pełen anomalii i zdecydowanie brak
mu stabilizacji, więc tak naprawdę naukowcy uczą się tego świata
na nowo, bo ich dotychczasowa wiedza o planetach nie wiele się
sprawdza.
- odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Mogę
Wam powiedzieć, że jeszcze nie zrobiliśmy pełnego „obrotu”
wokół słońca. Gdzie walczymy już ponad rok.
-
A to dziwne - zaciekawiła się Diuna.
- Nie tylko to jest
dziwne w tym świecie. - odpowiedział Rudy.
- ALE skoro my nie
wiedzieliśmy o zaćmieniu to skąd Oni się tego dowiedzieli? -
spytała Diuna.
-
Jak się tego dowiesz to mi powiedz, bo mnie też to zastanawia... -
odpowiedział Generał.
- Aaaha … - odpowiedziała Diuna.
-
Generale … Zrobiłam Ci zdjęcie zaćmienia, przez okulary
przeciwsłoneczne i wysłałam. - wtrąciła pokornie Rina.
-
Dobra dzięki…
- odpowiedział Generał, a po chwili dodał: -
Smocza krew … zaćmienie słońca … kurwa rytuał jak nic…
Pytanie czy dać im go skończyć i co knują?
-
Ja bym poczekała na finał. - powiedziała Diuna.
- A ja bym
chciała bitkę już teraz. - dodała Kiazu.
- To akurat wiem….
- odpowiedziała Diuna.
-
Pogadam z innymi dowódcami, ale w razie co jak zaczną działać
bliżej pełnego zaćmienia to zamierzam im przeszkadzać, a Wy
możecie interweniować i przerwać to gówno. - powiedział
Generał.
-YAY! - ucieszyła się Kiazu.
-
TYLKO MACIE DAĆ ZNAĆ! DOSTANIECIE WSPARCIE I ROZKAZY! A teraz
obserwujcie dalej, a Ty Kurai obserwuj ich z powietrza, ale tak aby
nie zestrzelili Ciebie. Bądźcie w gotowości! -
kontynuował twardo Rudy
- Tak jest. - odpowiedziało zgodnie
rodzeństwo.
-
Aha, i w miarę możliwości chce nagrania.
- dodał Rudy.
- Jak sobie życzysz – odpowiedziała pokornie
Rina.
************
Nad
urwiskiem po stronie Chinina, panuje wrzawa, która pozornie jest
czystym i nieskoordynowanym chaosem. W rzeczywistości jest jednak
pełna świadomych działań, które na ich szczęście nic nie mówią
ich przeciwnikom. Ludzie Generała Damu, z broni ostrzeliwują smoki,
w taki sposób aby nie tylko je trafiać, ale też aby utrzymać je z
dala od obszaru, gdzie wcześniej ubijali smoka. Broń której
używają wygląda trochę jak bazuka, ale ładowana energią
użytkownika.
Latające po niebie smoki zdecydowanie nie chcą
zostać tym trafione. Sam Kronos ze swoim jeźdźcem również
trzymają się z daleka. Sam generał Damu, stoi w miarę na widoku,
i koordynuje wszystkie działania, jak i obserwuje niebo. Z każdą
chwilą zaćmienie robi się coraz bardziej widoczne i to nawet bez
okularów przeciwsłonecznych. Jednak do pełnego zaćmienia słońca
musi minąć jeszcze sporo czasu.
- Ruszać się! Nie mamy
czasu! - poganiał generał.
- TAK JEST! - odkrzyknęli
wojskowi, którzy ewidentnie ruszają się jak w ukropie.
Cześć
wojskowych nosi beczki sporo czarnych beczek wypełnionych krwią
czarnego smoka. Są one duże i ustawiane są nieopodal rowu, a
jednocześnie poza wzrokiem i zasięgiem przeciwników. Z racji tego
ze ściągnęli co najmniej 250 litrów krwi z wielkiej bestii, to
tych beczek jest bardzo dużo. Jeszcze inni wojskowi stoją z boku i
szepczą coś pod nosem i powtarzają to jak mantrę. Jeszcze inni są
w gotowości zarówno do ataku jak i obrony całego terenu na którym
działają. Wszystkich ludzi na tym konkretnie terenie, nie
interesują pozostałe walki, mają zupełnie inne zadanie, które na
te chwilę wydaje się być priorytetem.
- RUSZAĆ DUPY! Jak się
nie wyrobicie to pożałujecie, że żyjecie! - strofował dalej
Damu
************
Minęło
trochę
czasu,
zaćmienie słońca jest
już prawie kompletne. Został
już nie wielki fragment słońca, który jeszcze stara się oślepiać
swym
blaskiem. Pośród toczących się praktycznie od rana walk, po
stronie Chifuina zaczęły się kolejne widoczne ruchy. Na samym
brzegu kanionu, po ich stronie, stanął rządek wojskowych. Były
tam Elfy, Demony, Driady jak i inne nacje należące do sojuszu
władcy Desdemos. Tuż koło nich stały czarne beczki. Po chwili
część wojskowych otworzyła beczki, a Ci co stanęli na brzegu
przy pomocy psychicznej mocy, unieśli szkarłatną i brunatną krew
czarnego smoka i stworzyli z niej wysokie schody, na na szczycie ich
sporą kwadratową platformę. Krwawa budowla błyszczy w ostatnich
płomieniach słońca jak i napawa lękiem. W tym momencie
praktycznie wszystkie walki zatrzymały się, a oczy wszystkich
skupiły się na tym co się właśnie dzieje. Jednocześnie nad
platformą pojawiła się niewielka
fioletowo-burtynowo-liliowa wyrwa, wyglądająca jak tylko nieznaczne
zadrapanie na niebie.
Kiedy został już praktycznie ostatni
promień słońca po schodach zaczęła wchodzić kobieta w długiej
niebieskiej sukni, która doskonale kontrastuje z krwią smoka po
której stąpa. Ma założony kaptur więc, nie bardzo widać jak
wygląda, a jednocześnie widać zgrabne kształty. Kiedy dziewczyna
weszła na samą górę i stanęła na wprost zadrapania, zaćmienie
słońca stało się pełne. Kiedy wszędzie zrobiło się ciemno to
wyrwa stała się już doskonale widoczna, a dziewczyna uniosła
ozdobną
fiolkę. Mieni się ona na czarno, fioletowo i złoto, oraz w tych
ciemnościach doskonale widać jak iskrzy i delikatnie sporadycznie
błyszczy na zielono. W tym momencie ostra strzała cała zatopiona w
brunatnej krwi, przebiła fiolka, a cała jej zawartość wylała się
na dziewczynę. Czarna ciec szybko pochłonęła kobietę, wręcz
spaliła ją zupełnie jakby była kwasem. Jej krzyki niosły się po
całym kanionie. Wkrótce ofiary już nie było, i chociaż pozostały
po niej jeszcze echa krzyków, to nie nasycona czarna energia
wchłonęła też więcej smoczej krwi i powstały tam
czarno-fioletowo szkarłatne macki, które sporadycznie dawały
zielony blask. Macki te szybko oplotły jaskrawą szczelinę i
zaczęły ją otwierać szerzej i mocniej. Wszystko to trwało
dosłowną chwilę, ale skutecznie skupiło uwagę wszelkich
wojowników. Ci wojownicy którzy stali za blisko krwawej budowli i
spadła na nich chociaż kropla, doznawali niewyobrażalnego bólu.
Ich ciała wręcz się topiły niczym oblane kwasem. Nagle działa
przeciwko smokom, znów zaczęły ostrzał, za to wojska po obu
stronach zaczęły się w panice uciekać z obszaru rowu.
- Nie
będę dłużej stała. - powiedziała nagle Kiazu, po czym zjechała
na nogach ze skarpy i pobiegła w kierunku schodów po przeciwnej
stronie.
- KIAZU CZEKAJ! - Krzyknął Otachi.
- Kiazu,
wracaj! - odezwał się nagle Kurai.
- Będę chronić Nasz
świat! - odkrzyknęła Kiazu, a następnie wyłączyła swoją
łączność.
-
Heh … Hachi i Diuna idźcie nią i ją powstrzymajcie, albo
pomóżcie …
- powiedział chłodno Kurai.
- Łatwo powiedzieć. -
stwierdziła Diuna.
- Ziom, ja zostanę z Riną, niech Otachi
pójdzie z Kiazu. - wtrącił Hachi, a następnie dodał: - Wiatr
brata lepiej ją podsyci, albo stłamsi…
-
Jak wolicie.
- odpowiedział Kurai, jednocześnie unikając kolejnego ataku w
powietrzu.
W tym momencie Diuna oraz Otachi ruszyli za ognistą
siostrą a Hachi, który został z nagrywającą Riną, próbował
wywołać generała, jak i któregoś z kapitanów, ale
bezskutecznie.
- Ja wale … - powiedział twardo Hachi.
************
Krwawe
macki,
powstałe przy mrocznej energii rozrywa fioletowo-burtynowo-liliowa
wyrwę,
która z każdą sekundą jest coraz większa. Nagle z tej szczeliny
wysunęła się zgrabna i wysoka kobieca postać. Nieznajoma kobieta
ubrana
jest w skórzaną, jaskrawo czerwoną, bardzo obcisły
dłuższy gorset, który ledwo
zakrywa jej
bieliznę, a
jednocześnie
doskonale podkreśla jej krągłe kobiece kształty. Dodatkowo ma
czarne rękawiczki bez palców sięgające ponad łokieć i wysokie
czarne glany z czerwonymi sznurowadłami, które sięgają prawie do
kolan. Całości dopełniają długie burgundowe włosy upięte w
wysokiego koka z wpuszczona grzywką, oraz wspaniałe, błyszczące,
pogardliwe limonkowe oczy. Kiedy
tylko wyszła dało
się usłyszeć przeszywający i pogardliwy śmiech. Kobieta zrobiła
zaledwie dwa kroki, po smoczej kwi,
to
pełne
zaćmienie dobiegło końca, to spowodowało, że szczelina zniknęła,
a w jej lewym
ręku
pojawił się
wielki miecz.
To wspaniale
długie, ładnie wyszlifowany ostrze z złotą rękojeścią w
kształcie głowy smoka.
- Kiazu czekaj! - krzykał Otachi,
który unikając rakiet starał się dogonić ognistą siostrą.
Nagle
wietrzy neczanin zwrócił uwagę na to co dzieje się na platformie
i na coś wpadł, oraz ktoś wpadł również na niego. Okazało się,
że wpadł na swoją płomienną siostrę, która mocno była
zapatrzona na co się dzieje, a na Niego wpadła Diuna.
-
Nyxana… - powiedziała cicho Kiazu z wielkimi oczami pełnymi
determinacji.
- To jest Nyxana!? - spytał niedowierzający
Otachi.
- To mamy przesrane… - dodała Diuna.
-NYXANAAAAAA!
- krzyknęła nagle Kiazu tak głośno jak tylko potrafiła.
-
Oszalałaś!? - spytała Diuna jednocześnie zatykając dłonią usta
Siostry.
Kiazu jednak szybko się wyswobodziła i ponownie
krzyknęła.
Tym razem o dziwo, przez wszelakie eksplozje, ryki
smoków, ten stłumiony krzyk dotarł do uszu kobiety stojącej na
szczycie schodów, która ewidentnie zaczęła się rozglądać po
terenie, a macki które wcześniej paliły i rozrywały, zaczęły ją
opatulać i wręcz przekazywać swoją moc.
************
Gdzieś
wysoko na niebie z dala
od
krwawej
platformy,
na grzbiecie czarnego smoka zasiada Kurai.
- Ona zwariowała!? - spytał w końcu Kronos.
- To tylko
Kiazu … - odpowiedział chłodno Kurai uważnie
obserwując,
a następnie dodał:- Nyxana na coś się szykuje.
- Nie damy
rady podlecieć bliżej. - odpowiedział Kronos.
- Ja dam radę…
- odpowiedział chłodno Kurai.
- Ta, ta … lepiej powiedz jaki
mamy plan?
- Zaopiekuj się nimi…
- Co Ty pierdzielisz!?
- odpowiedział Kronos.
Nagle smok poczuł
brak ciężaru na sobie. Jego towarzysz znikł.
- Ja pierdolę …
kolejny co nie potrafi odpuścić… - powiedział Kronos pod nosem,
a następnie unikając dział ruszył dalej.
************
Nyxana
cała jest już pokryta zarówno krwią jak i mroczną energią.
Widać jej ponętne kształty, jak i pogardliwe
limonkowe oczy, a tak to kobieta stałą się wręcz jednością z
mackami. Po chwili ze złowrogim śmiechem zamachnęła się mieczem
tworząc cięcie, które zaczęło ciąć rzeczy w oddali. Nagle jej
ostrze zostało zablokowane, powstała naelektryzowana eksplozja,
która wytrąciła jej ostrze z rąk. Wspaniały miecz wbił się w
ziemię nieopodal rowu, gdzie powstałą również boczna szrama
sięgająca do połowy kanionu. W tym momencie oczom Nyxany ukazał
się elektryczny neczanin, który pod wpływem eksplozji znajdował
się dosłownie na krawędzi, krwawej platformy. Nie wiele myśląc
Nyxana, za pomocą jednej ze swoich demonicznych macek, łapiąc go
za nogę wyrzuciła neczanina, daleko i wysoko do góry. Następnie
zaczęła gromadzić w kuli przed sobą energię, która bardzo
szybko rosła. Wkrótce ogromna czarno, szkarłatno-fioletowa kula
energii z impetem ruszyła w kierunku Kiazu i jej rodzeństwa jak
neczańskiego obozu stałego jak i wszystkich którzy obecnie
znajdowali się w tej części kanionu. Energia bez
trudu przebija się przez pojedyncze rzucane tarcze. To już jest
koniec i niestety niepozostała już żadna nadzieja na przeżycie.
Nagle na znacznej wysokości, przed rozpędzoną energetyczną kulą,
pojawił się potężny biało-srebrny smok, który donośnie ryknął
i w mgnieniu oka postawił ogromną żółto-białą, elektryczna
barierę, wymagała ona naprawdę wielkiej mocy i osłoniła cały
wielki teren, bez względu na to które wojska się na nim
znajdowały. W ten czarna kula energii z pełną siłą uderzyła
zarówno w bestię jak i jej tarczę, przez co powstała
niewiarygodnie wielka eksplozja. Po paru napiętych minutach cały
ogromny atak rozbił się na niezliczoną ilość małych kolorowych
kul, które rozprysły się po całym terenie. W tym momencie ziemia
się za trzęsła, a niebo spowiło oślepiające, intensywne, białe
światło. Obydwie walczące strony musiały zasłaniać zarówno
swoje oczy jak i chronić siebie, przed spadającymi odłamkami,
potężnego ataku, które przypominają kolorowy deszcz meteorytów.
Dało się słyszeć stłumione paniczne krzyki, zagłuszane przez
odgłosy eksplozji. Po dłuższej chwili oślepiająca biała jasność
znikła, a po całym terenie rozszedł się przeszywający odgłos
tłuczonego szkła. W tym momencie oczom wszystkich, w miejscu gdzie
przed chwilą był smok, ukazał się ociekający szkarłatną płynną
krwią Kurai, który wkrótce zaczął bezwładnie spadać w kierunku
ziemi.
-KURAI! - Krzyknęła przerażona Rina, z łzami w oczach.
KONIEC
SEZONU 4
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz