„Małe,
wielkie zmiany”
Mały,
nisko osadzony, wysmukły, czarny sportowy samochód. Który swoim
wyglądem przypomina Lamborghini Huracan, więc to dobrze wyglądające
auto z klasą. Właśnie wjeżdża do urokliwego, ceglanego
miasteczka, spowitego przez bystre promienie słońca. Przepełnione
jest ono krętymi, kolorowymi uliczkami, które nadają temu miejscu
niepowtarzalnego klimatu. Jedne budynku są z czerwonej cegły, inne
z żółtej a jeszcze inne z kremowej, ale razem tworzą spójną
całość. W tym wręcz kamienny miasteczku, przewija się też sporo
drzew i zieleni.
- Już niedługo będziemy na miejscu. -
powiedział Stevenen.
- To dobrze… Moja siostra już by robiła
zdjęcia. - odpowiedziała Diuna.
- To zrób jakieś i wyślij.
- W sumie …. - odpowiedziała Diuna, po czym wyjęła z
kieszeni swój telefon, zrobiła zdjęcie przez przednią szybę
auta, a następnie wysłała je na wspólną konwersację.
- Dla
Ciebie to nie jest urokliwe miejsce?
- Wole nowocześniejsze
miasta, ale przyznaje jest tu bardzo ładnie.
Wkrótce neczanie
dojechali na spory plac w kształcie muszli, opadający w dół w
jedna z większych uliczek. Po środku znajduje się jasna fontanna,
a na końcu placu znajduje się restauracja do której zmierzali. Po
chwili Stevenen wjechał w uliczkę obok, i zaparkował na parkinu
zza budynkiem restauracji wśród wysokich budynków. Następnie
zatrzymał się, wysiadł z auta i poszedł do samochodu z drugiej
strony i otworzył drzwi psychicznej neczance mówiąc:
- Pani
pozwoli.
Diuna podała mu swoją prawą dłoń i wkrótce z
gracją wysiadła z auta, a następnie spytała:
- A co jak
zrobi mi się chłodno?
- Mam marynarkę w aucie, niech będzie
wezmę ją. - odpowiedział Stevenen, po czym wyjął z auta
granatową marynarkę, następnie zamknął auto i oboje piękną
uliczką poszli w kierunku restauracji.
- Widzę, że
przygotowany na wszystko. - pochwaliła Diuna.
- Na wszystko i
jeszcze więcej. - odpowiedział Stevenen, mrugając okiem.
-
Skoro to ma być kara dla mnie to niech zgadnę, po kolacji
uciekniesz z rachunkiem i mnie z tym zostawisz?
- Przyznaje,
przeszło mi to przez myśl.
- Jesteś przewidywalny, jak każdy
facet.
- Jakbym nie znal Taakat i Kurai’a to nawet przyznałbym
Ci rację. A tak to może nie zanudzisz się w moim towarzystwie.
-
Lubię Twoje towarzystwo, więc zanudzenie się odpada.
************
Książę
Zekeren ogląda walkę treningowej ze swojej loży. Ta przestronna
komnata z wielką i mocną szklaną ścianą skierowaną na arenę,
to idealne miejsce do obserwacji starć. Całe pomieszczenie wygląda
jak dość spory pokój, w którym znajduje się tam niewielka
kuchnia, drzwi za którymi znajduje się łazienka. Jest tez też tam
wygodna kanapa i stół, z krzesłami. Ten pokój umiejscowiony tuż
nad areną walką, to jedna z ulubionych komnat księcia. Volaure
stoi oparty o okno i ogląda zmagania. Po chwili po jego prawej
stronie pojawił się komunikat o ważnym raporcie. Władca, od razu
zwrócił na to uwagę i jednym szybkim ruchem otworzył raport i
przeczytał go, następnie wyjął swój telefon z kieszeni, wybrał
numer i zadzwonił.
- Brat, weź mnie informuj przed raportami,
że coś odwalasz w obozie, co? - powiedział nagle Volaure.
-
Jak tam sobie chcesz … to i tak nic nie zmienia.
- odpowiedział chłodno Kurai.
- Zmienia i to dużo, -
odpowiedział książę, a następnie dodał: - Bajeczka w raporcie
do mnie nie przemawia… Co się stało, że wypuściłeś smoka?
-
Ona potrzebowała zniknąć, wróci i będzie widnieć jako Velvet.
-
To nawet nie zdradziła im prawdziwego imienia? Grubo. Czemu
potrzebowała zniknąć?
-
Nie powiedziała, ale po jej zachowaniu zakładam, że albo ma gdzieś
gniazdo z którego lada chwila wyklują się młode, albo
potrzebowała zbudować gniazdo i złożyć jaja.
-
Hmm… luz to trzymanie jej na siłę w obozie nie miało sensu. Tym
bardziej informuj mnie o takich rzeczach, a nie że dowiaduję się z
raportu.
-
Tak, tak.
-
Aha i nie ucz ich, że jak wpiszą Ciebie do raportu to przymknę na
coś oko. W razie co właśnie dostałeś zjebe, że dopuściłeś do
ucieczki smoka.
-
Spoko.
-
Miałeś w ogóle z nią szarpaninę?
-
Taaa …
-
Zrobiła Ci coś?
-
Nie, jest ok.
-
Zabrałeś sobie Aniołka?
-
Nie, jestem tutaj sam.
-
Yhy … tak więc mówisz, że smok Ci nic nie zrobił i jest ok,
tylko po to abym się nie martwił?
-
Heh … Rozwaliła mi rękę, ale jak ją wypuściłem, to wróciła,
uleczyła mnie i dopiero uciekła.
-
Rozumiem, to stąd wniosek, że wróci?
-
Powiedzmy …
-
Dobra Brat, w sprawie smoków wiem, że mogę ufać Twojemu
doświadczeniu, skoro mówisz, że wróci to w sumie mi to wystarcza.
Dobrze pamiętam, że wracasz jakoś pojutrze?
-
Tak, chyba, że ogarniecie mi kolejną misję „po drodze”
-
Z mojej strony nic nie planuję, no chyba, że coś wypadnie. Aha …
Postaraj się też tam uważać na siebie, nie chce czytać raportu,
że smok odgryzł Ci głowę….
-
Taa ….
-
Masz dla nie jakieś „smaczki” z tego jak obóz funkcjonuje?
-
Na te chwilę, nie.
-
Luz. Zwróć szczególną uwagę na „karmienie”, poprzednia
kontrola zwracała na to uwagę, że podchodzą po macoszemu do
tego.
-
Spoko.
-
A i było coś nie tak z wieczorną rutyną.
-
Rzucę okiem.
************
Przestronna
sala restauracyjna, utrzymana w ciepłej atmosferze jasnego drewna z
nutą czarnego metalu i kamiennych czerwonych cegieł. Znajduje się
tutaj bar i parę wysokich krzeseł przy nich, jak i stoliki o
różnych wielkościach. Diuna i Stevenen siedzą przy stoliku dla
dwojga , który jest delikatnie na boku, a jednocześnie widać z
niego cała sale, a jednocześnie sam ten stolik jest mało widoczny,
co daje dużo intymności i poczucia bezpieczeństwa. Wszędzie unosi
się zapach świeżych ziół jak i smakowitych potraw. Prócz pary
neczan praktycznie cała sala jest zajęta przez innych gości.
Widać, że Diuna i Stevenen kończą już przystawki, On ma w
kieliszku lemoniadę, a Ona czerwone wino.
- Ty serio będziesz
bez winny dzisiaj? - spytała Diuna.
- Obiecałem, że wrócisz
w jednym kawałku, nie chce jechać po nocy pod wpływem. -
odpowiedział Stevenen, a po chwili spytał: - Jak smakowała
przystawka?
- Całkiem spoko, ciekawa jestem kolejnej.
-
Tak, ten pstrąg może być ciekawy.
- Dobrze rozumiem, że to
degustacyjne to dwa razy przystawki, dwa razy dania główne i
deser?
- Tak w tym przypadku tak. Moim zdaniem to najlepsza
możliwość aby jak najwięcej spróbować.
- Mi to pasi. -
odpowiedziała Diuna, a następnie spytała: - To jak to było z tą
dziewczyną?
- Nie ma co dużo o niej mówić. Poznaliśmy się
na urodzinach znajomego, dobrze spędzało nam się czas, nie tylko
na rozmowach, zakochałem się i miałem się oświadczać, a okazało
się, że jetem tylko „przygodą” i ona nigdy nic do mnie nie
czuła. I takich naiwniaków jak ja miała sześciu w jednym czasie i
każdy zakochany po uszy i życie sobie z Nią układał.
- O
ja pierdziele, dobra agentka. Wiesz moja siostra tez sypia z
różnymi.
- Tak, ale to co innego. Kiazu od razu informuje, że
to tylko zabawa i podrywa tylko dla zabawy. I przede wszystkim z góry
wiadomo, że to tylko dla zabawy i że niczego więcej nie oczekuje.
A tu ona ukrywała, że ma innych i że to zabawa. I każdego
rozkochiwała w sobie dla różnych korzyści.
- Łapie
różnicę. Długo byliście?
- 6 lat, prawie 7 w sumie.
-
Długo ciągnęła.
- Oj nie tylko ciągnęła, wysysała
również.
- To z pewnością.
- A Ty? Jakieś historie
miłośne?
- Mam chłopaka, niby ponad 3 lata, ale w sumie
oficjalnie się nie zeszliśmy, w sensie jesteśmy razem ale bez tego
całego pytania „będziesz ze mną chodzić” itd.
- Dość
chłodno o tym mówisz.
- Mój związek to jak to mówią moje
siostry „uroczy związek na odległość” i niby go kocham, ale
nie jestem szaleńczo zakochana, że skoczę za nim w ogień i jakoś
mam wrażeniem że czy jest czy nie jest to nic nie zmienia.
-
Rozumiem, na odległość ciężko jest utrzymać relacje, a co
dopiero przyjaźń czy miłość.
- No trochę tak, chociaż
Nam to raczej odpowiada.
- Bywa różnie. Hmm… Obie Twoje
siostry kogoś mają?
- Taaa…. Kiazu ma otwarty związek i w
sumie im to pasuje…
- Odważnie. - wtrącił Stevenen.
-
Nom.
- Takie „kubowe” związki, jak nie jest się kubem, to
mocny stopień zaufania, albo głupoty, zależy jak na to patrzeć.
-
Dokładnie, chociaż wymaga też obustronnej zgodności pary, aby ta
druga osoba nie czuła się porzucona.
- A to kwestia
szczególnych charakterów, i wielu połączeń, które ogólnie
wpływają, że jesteśmy z konkretną osobą. I w każdym wypadku
idzie się w kopać w jakieś podstępne gówno.
- Takie jak
Twoje?
- Też, w sumie dla niektórych Twój związek czy
związek Kiazu to też niezłe gówno.
- Wszystko zależy od
punktu widzenia.
************
W
pokoju dziewczyn, trwa „babski wieczór”. Neczanki ubrane są
stosunkowo luźno. Mają na sobie luźne, delikatne wyciągnięte
T-shirt, które spokojnie sięgają im do połowy uda. Rina ma
fioletowy, a Kiazu ma żółty, dodatkowo wodna neczanka ma na sobie
krótkie czarne spodenki, natomiast ognista ma tylko koszulkę. Obie
dziewczyny mają rozpuszczone włosy i siedzą na łóżku najbliżej
okna. Rina siedzi po turecku, a Kiazu, na wysokich kolanach, klęczy
nad nią i obecnie robi makijaż siostrze. Konkretnie w tej chwili
wmasowuje jej krem nawilżający w twarz.
- Jakby było za mocno
to mów. - powiedziała Kiazu.
- Spoczko … zwykle to ja miziam
Ciebie … - odpowiedziała Rina.
- Haha, nooo, coś w tym jest
… ale jak nie zadbam o Twoją skórę to podczas zabawy i kilku
makijażach pod rząd to ją doszczętni zniszczę, a tego nie
chcemy, - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem, a następnie spytała:
- Jak dużego ma Kurai?
Wodna neczanka mocno się zaczerwieniła
po czym mówiąc imię siostry schowała twarz w dłonie.
- No
co? Chciałam abyś się zarumieniła, to przyśpiesza krążenie, a
to dostarcza skórze więcej tlenu, dzięki temu lepiej zadbam o
Twoją skórę.
- Yhy … - wydukała Rina.
- No już, jak
bym chciała wiedzieć to sama bym sprawdziła. - odpowiedziała
Kiazu delikatnie wachlując siostrę.
- Spra… sprawdziła?
-
No, to jest mniej skomplikowane niż myślisz … Pamiętasz takie
komory przy Projekcie
Haliya, które między innymi badały nasz stan i pokazywało siniaki
i postępy?
- Nom pamiętam.
- No to te maszynki rejestrują
też zarówno rozmiary cycków u babeczek, jak i rozmiary
przyrodzenia u facetów, jak i wiele innych aspektów związanych z
DNA i innymi rzeczami. Więc wystarczyło by się uśmiechnąć o
wyniki. To nie powinno być trudne.
- Rozumiem. - odpowiedziała
Rina, przestając chować twarz.
- Dobrze Ci to zrobiło. -
powiedziała dumnie Kiazu, patrząc na siostrę.
W tym momencie
za wibrował telefon wodnej neczanki, ta wzięła go do ręki i
zaczęła czytać wiadomość.
- Co tam? Czyżby o wilku mowa? -
spytała dociekliwie Kiazu.
- Hmm… niee … Sachiner napisał,
że Redaktor naczelna wykorzysta aż 3 zdjęcia do okładek rożnych
numerów, oraz sporo zdjęć do 2 artykułów…
- Oooo to super
sporo fot, pewnie też podział na sukienki. Napisał, które?
-
Niestety nie, mówi że zobaczymy jak się pojawią. Napisał
również, że przelał Nam już pieniądze.
- Ekstra, jak
tylko pozwolą mi iść do miasta to chętnie to wykorzystam! Jak i
zamówię sobie trochę fajnych rzeczy przez sieć. - odpowiedziała
radośnie Kiazu, a następnie dodała: - Ja wiem, że jeszcze prawie
dwa miesiące, ale planujemy coś w tym roku?
- Fajnie by
było…
- W sumie możemy poprosić aby Volaure ściągnął
Nas wtedy na Zekeren, a jak wszystko nie wypali to możemy ubrać Cię
w czerwoną kokardę i dać i też będzie dobrze. - odpowiedziała
Kiazu śmiejąc się.
- Em …. w sumie już dostał mnie w
kokardzie … - odpowiedziała Rina rumieniąc się.
- No co Ty
gadasz!? - powiedziała zaskoczona Kiazu, a następnie spytała: -
Kiedy?
- Emmm… prawie rok temu … W dniu Jego urodzin …
jak była sesja zdjęciowa w willi ….
- Ale sztos! Mega!
-
Było przyjemnie… - odpowiedziała Rina rumieniąc się...
-
Nie wątpię w to! Zawsze w razie co można to powtórzyć, bo
sprawdzone i działa – powiedziała Kiazu z uśmiechem, a po chwili
rozmarzyła się: - Kurcze też bym chciała taka niespodziankę
tylko w formie męskiej!
- Amisa?
- Prędzej Volaure, On
zdecydowanie lubi jakby to powiedzieć wyrafinowane zabawy, Amis co
najwyżej zgodzi się na obroże czy zabawki dla mnie, ale w życiu
nie zgodzi się abym to ja była dominą chociaż lubi nie typowe
miejsca… ale no Volaure to hmm… ciekawa liga, która zaskakuje i
lubi zarówno klasycznie jak urozmaicanie. Polecam! No i prędzej by
się zgodził jak coś.
- Em….okey ...
- Chyba że od tej
strony nie znam swojego faceta bo tych kart jeszcze przede mną nie
otworzył.
- Może być różnie …
- Ano, jak będzie
pytał to śmiało możesz mu o tym powiedzieć, w sumie faceci
czasem zaskakują. Patrz Takaat i ten zajebisty pocałunek… Kochana
ja aż ciarki miałam…
- Uuuu….
- Noo, niesamowicie
dobrze całuje …. - odpowiedziała Kiazu, a następnie spytała: -
Swoją drogą ta cała laska od makijażu itd. nie wydawała Ci się
jakaś dziwna?
- Zeisai?
Na tyle co ją obserwowałam to profesjonalna była.
- Tak, ona
… niby tak ale jakaś taka totalnie nie w typie naszego pracodawcy
i chociaż robotę wykonywała świetnie to była taka hmm…
totalnie nie obecna i na zasadzie „ja tu tylko pracuje”?
-
Może tak właśnie było, i nie chciała się z Nami spoufalać aby
nie dostać ochrzanu…
- W sumie prawdopodobne… hmmm… w
sumie chętnie wzięłabym u Niej parę lekcji z makijażu i
stylizacji.
- Ery zapewne jest wstanie to ogarnąć…
-
TAK! Masz racje, później do Niej napiszę.
- Kiazu, czy jakby
ktoś za pieniądze zaproponowałby Ci, abyś z się z kimś spotkała
to zgodziłabyś się?
- Hmm… powiem tak, jeśli kogoś nie
stać aby podejść i do mnie zagadać to nie jest wart mojej uwagi.
- odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Bo wiesz, Pani do
towarzystwa za kasę to nie ja… jednocześnie tak czasem się
zakładam o różne rzeczy, jak i gram w butelkę, ale to też w
granicach zabawy i jakiś zasad.
- Rozumiem.
- A co? Nasz
pracodawca chciał mi zapłacić za noc ze sobą, że takie
pytanie?
- Hmm… Nie, nie … na stołówce słyszałam rozmowę
jak jednemu z chłopaków podobała się się dziewczyna, ale bał
się do niej podejść i zagadać i jeden z poruczników stwierdził,
coś ze zapłaci Jej aby z nim poszła na randkę czy coś …
-
Takie mocno sugerujące za kogo ją mają.
- Yhy …
- No,
ja nie lubię takiego podejścia i osobiście powiedziałabym
dosadnie temu facetowi co o tym myślę.
- A czym dla Ciebie
różni się to od zakładu?
- Może nie być żadnej, a może
być duża różnica. Widzisz oczywiście można zaproponować
zakład, w którym idziesz z kimś na randkę. ALE po pierwsze
warunki zakładów, zależą od obu stron i są tak naprawdę
kompromisem, aby każdy był na plusie, kiedy wygrywa. Dodatkowo,
zawsze możesz odmówić, zawsze też możesz poinformować kogoś o
zakładzie. O np. Jestem pewna, że po turnieju otwarcie powiedziałaś
Volaure, że masz zadanie z gry w butelkę.
- W sumie to sam się
domyślił, a ja tylko przytaknęłam, ale nie wiedział co czeka.
-
No widzisz, ale miał wybór, mógł w to wejść, a mógł
powiedzieć „nie, dzięki nie bawię się w takie rzeczy” . I to
z jakich powodów to zrobił to już inna sprawa, ale wybór miał i
nie proponowałaś mu kasy bo musisz wykonać zadanie. Nie było „a
dobra zapłacę Ci ale dasz mi wykonać zadanie” - odpowiedziała
Kiazu, a następnie dodała: - Wiesz, a tutaj dwa typy „sprzedały”
między sobą dziewczynę. Co prawda można założyć, że dadzą
jej wybór, ale mogą go również nie dać. Dodatkowo skoro o tym
tak otwarcie rozmawiają to spodziewam się zagrania w stylu „ej
zapłacę Ci abyś poszła na randkę z moim kumplem” i to od razu
pokazuje za co ją mają i każda dziewczyna która zna swoją
wartość, na bank na to nie pójdzie.
- W sumie, to niezręczne
w każdej formie…
- O tak, to zdecydowanie i w sumie nie ma
jednego dobrego rozwiązania, jak i podejścia do tego. Ale co by nie
mówić, warto znać swoją wartość i nikomu nie dawać jej
zdeptać.
- Oraz wyznaczać granice …
- Tak i wyznaczać
granice i nikomu nie pozwalać ich przekraczać. I swoja droga mam
nadzieje, że pewien Pan je szanuje.
- Tak szanuje je.
- I
bardzo dobrze, jednak jeśli kiedykolwiek on, albo którykolwiek inny
facet zrobił by Ci krzywdę to powiedz mi o tym. Ja już sobie
porozmawiam wtedy o granicach z tą osobą.
- Dobrze…
-
Nie dam nikomu Cię skrzywdzić…
- Awww …. dziękuję … -
odpowiedziała Rina, po czym mocno przytuliła się do siostry, która
odwzajemniła przytulenie.
************
W
obozie smoków nadszedł czas już na wieczorne karmienie smoków. Po
obozie kręcą się głównie osoby ubrane w długie materiałowe,
grafitowe spodnie, jak i grafitowe koszule. Część osób ma ją
zapiętą, a u części widać białą podkoszulkę gdyż ta część
ubioru jest odpięta. W tym czasie wojskowi mają własną kolacje, i
nie kręcą się zbytnio po obozie. Wyjątkiem jest Kurai, który
uważnie obserwuje jak odbywa się karmienie smoków. Cywile na
sporych wozach wiozą masywne miski, przepełnione w dużej mierze
wszelakim mięsem.
- Co to za mięso? - spytał w końcu Kurai,
jednego z cywili.
- Różne, to mieszanka dziczyzny i
hodowlanego mięsa. - odpowiedział młody chłopak, będący furą
czarnego wilka, o intensywnych błękitnych oczach.
- A
konkretniej?
- A to musisz się zapytać Fanto.
Na te słowa elektryczny neczanin nic już nie odpowiedział,
rozjarzał się jeszcze po obozie, jak i porcjach jakie dostają
smoki i udał się do głównodowodzącego cywilami.
- O Młody,
czego potrzebujesz? - zapytał Fanto, wycierając ręce w ręcznik.
-
Jakie mięso dostają smoki? - spytał chłodno Kurai.
- Jakieś
70% to mięso z byków Tauronów, reszta to totalna mieszanka głównie
białego mięsa jak i jakiś owiec, ryb. - odpowiedział Fanto.
-
Powinny dostawać mniej czerwonego mięsa, aby nie spasły się
zbytnio. Zalecałbym mieszankę pół na pół ewentualnie 40%
czerwonego mięsa.
- Bosman, mówił, że mamy się Ciebie
słuchać, więc będzie jak chcesz. Chociaż to Smoczysław zamawia
jedzenie dla smoków.
- A i przydały by im się w diecie też
warzywa, owoce i zboża.
- Hmm… czyli mamy je traktować
bardziej jak turniejowe smoki, a nie jak takie tylko do hodowli?
-
Zdecydowanie tak, dzięki temu będą lepsze w ewentualnym boju.
-
Dobra, to w takim układzie 40% warzywa, owoce, zboża i 60% mięsa,
w stosunku pół na pół czerwone i białe oraz ryby. Myślę, że
od rana jesteśmy wstanie wprowadzić zmiany i dać im chociaż
warzywa, owoce i zboża oraz jakieś orzechy. Teraz przy kolacji
spora cześć już dostała swoje porcje.
- Może być od rana.
Młodym warto raz w tygodniu dać dodatkowo sezam lub mak.
-
Wzmocnić je wapniem? Da się zrobić, w sumie nawet dla wszystkich a
nie tylko dla młodych.
- Świetnie.
- Strasznie dużo
wiesz jak na młodzika. Jakbyś nie był tak młody to podejrzewał
bym, że jesteś albo zawodnikiem turnieju walk smoków, albo jesteś
opiekunem smoków. Ale w obu przypadkach jesteś stanowczo za młody
na kogoś tak doświadczonego.
- Taaa ….
- Aż dziwne,
że Księże Volaure przysłał takie Młodzika.
- Wiedział co
robi.
- W to coraz bardziej nie wątpię, chociaż nie pasuje
mi, że jesteś Młodzikiem.
- Nie muszę Ci pasować, ważne że
wiem co robię.
- Potwierdzam Młodziku, ale to nie zmieni tego,
że taki młodzik ma tak ogromną wiedzę i dorównuje w niej mi, co
jest mocno dziwne.
- To Twój problem a nie mój. - odpowiedział
chłodno Kurai, odchodząc z rękami w kieszeniach.
************
Klimatyczna
restauracja, o tej godzinie tonęła już w miękkim i przyjemnym
świetle świec. Kryształowy kieliszek, stojący przed Diuna,
wypełnione czerwonym winem odbijał świetliste refleksy w bardzo
magiczny sposób. Zapach świeżych ziół i masła rozniósł się w
powietrzu, jak i wspaniale wyglądającego drugiego dania głównego.
-
Trochę boję się tego dotknąć, żeby nie zepsuć, bo cudownie
wygląda. Wręcz aż za dobrze wygląda jak na jedzenie. Nawet u
Sachinera nie widziałam aż tak cudownych potraw. - powiedziała
Diuna przesuwając palcami po krawędzi kieliszka.
-
U Sachinera? TEGO SACHINERA!? - spytał z niedowierzaniem Stevenen.
-
No tak, byłyśmy u Niego na ślubie.
- Rany, tu chociaż wiem
co jem, a tam to udawałbym, że wiem, jak to jeść, a w środku
modliłbym się, żeby nie upuścić niczego na obrus.
- Tutaj w
sumie też co to robisz …
- Tak, modle się aby nie uświnić
obrusu i siebie. - odpowiedział Stevenen z lekkim uśmiechem.
-
Dajesz rade, jeszcze.
-
Słowo klucz „jeszcze”. - odpowiedział Stevenen,
a po chwili dodał: - Jak to byliście na ślubie Cusana? Jak!?
-
Długa historia, ale Kiazu przyjaźni się z Jego żoną, i była jej
świadkową. - odpowiedziała Diuna, delikatnie bawiąc się
kieliszkiem.
- To ciekawe, że zaprosili też Jej rodzeństwo.
-
Siłą rzeczy znamy się.
- Niesamowite, może kiedyś
zabierzesz mnie ze sobą, tam do willi? I nie tylko tam...
-
Czemu nie… - odpowiedziała Diuna lekko się rumieniąc i chowając
uśmiech w kieliszku.
- To mówisz, że tam nie ma aż tak
wyglądających potraw?
- Nie zrozum nie źle, ale tam jedzenie
jest na zupełnie innym poziomie i wygląda i smakuje obłędnie, a
tutaj masz proste dania które podają jak mega ekskluzywne dania…
a tam to wszystko jest mega ekskluzywne, ale no inaczej niż tutaj…
-
Powiedzmy, że rozumiem, nie ukrywam, ze to bardzo wysokie progi, i
mocno mnie zastanawia jak, to się stało, że Was tolerują!?
-
Masz coś do naszego zachowania?
- Nie, nie … chodzi mi o
różnicę sfer, i fakt że bogacze uchodzą raczej za wywyższających
się.
- Hmm…. Możliwe, że to dzięki Ery i tym, że Kiazu
znała ją na długo przed ich ślubem, albo dlatego że Sachiner ma
słabość do kobiet, albo oba …
- Może, ale to i tak bardzo
zastanawiające.
- To przekonasz się jak ich odwiedzimy i
powiesz mi jak jest.
- Bardzo chętnie. - odpowiedział Stevenen
delikatnie łapiąc za dłoń neczanki.
- Kurcze, ale dobre to
jedzenie. - powiedziała Diuna, zabierając powoli rękę i jedząc.
-
Tak, Twoje rodzeństwo będzie Ci zazdrościć?
- Pewnie, w
sumie Kiazu zazdrościła już przed wyjściem.
- Na szczęście
założyłem się z tą wspanialszą siostrą.
- Słodzisz
-
Tak, staram się osłodzić Ci wino.
- Widzę, i widzę, że
masz najlepszy możliwy gust.
- Kiazu, do pięt Ci nie dorasta,
mimo że jest totalnie niesamowita.
- Hmm… A Rina?
-
Medyk? Weź, wolałbym nie obrażać, ale daleko Jej do ładnej.
-
Taakat by się nie zgodził.
- Szczerze uważam, że Porucznik
był dla Niej miły tylko ze względu na moc która Ona włada, tak
to w ogóle nie zwrócił by na nią uwagi. Zresztą, to Kiazu go
przyciągała. W każdym razie nie wie co dobre.
- To ja uważam,
że wpadła mu trochę w oko.
- No dobra, w sumie jak nad tym
się zastanowić to tak, albo po prostu ją szczerze polubił.
Mniejsza, nie wie co traci. Albo specjalnie zostawił Ciebie, bo i
tak wiedział, że nie ma szans.
- No, tak … Ty masz
zdecydowanie większe.
- Dobrze wiedzieć. Swoją drogą Kiazu
sypia z Waszym Kapitanem?
- Tak na serio to nie, ale za to
całowała się z moim facetem.
- Takie obrzydlistwo zrobić
własnej siostrze.
- No nie!? A oboje się upierają, że to
tylko gra w butelkę czy tam zakład.
- Takie rzeczy rządzą
się swoimi prawami, ale bardzo chamsko się zachowała w stosunku do
Ciebie. Nie powinna robić takiego świństwa siostrze.
- No
dokładnie!
- A On albo głupi, albo nie zależy mu na tak
wspaniałej kobiecie jak Ty. W obu przypadkach to nie jest facet dla
Ciebie, a jeszcze to jak o nim mówiłaś wcześniej nabiera więcej
sensu.
- Jest jak jest.
- Zasługujesz na kogoś kto będzie
o Ciebie dbał.
- Jasna sprawa.
************
Późny
wieczór, obóz smoków w dużej mierze
szykuje się do spania lub innego odpoczynku.
Przez to w niektórych
budynkach
mieszkalnych
w wspólnych łazienkach na dole, wytworzyły
się kolejki do pryszniców,
jak i
do umywalek. Elektryczny neczanin, który ceni sobie spokój, zamiast
stać w kolejkach to spaceruje po obozie. W tym czasie cywile,
wypuszczają smoki, części sprzątają, ale widać, że robią to
już na bardzo szybko. Bestie jednak zachowują się spokojnie, mimo
że czasem słychać ich powarkiwania. W ciemnościach słychać
nawet mroczne gardłowe warczenie, które zapewne u wielu istot
wywołuje zimne ciarki na całym ciele jak i strach. Kurai, jest
spokojny i totalnie nie ruszają go ani dźwięki ani odgłosy obozu.
Neczanin dość pokrętną drogą, podczas której obserwował
działania cywili, dodarł w końcu do czarnego smoka. Po chwili
oparł się o barierę, tyłem do smoka.
- Czułem Twoją krew.
- odezwał się Kronos, jednocześnie kładąc się przy barierze.
Wygląda to tak, że gdyby nie zamkniecie leża, to neczanin opierał
by się o ciało smoka.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz. -
odpowiedział chłodno Kurai, a po chwili spytał: - Wypuszczają
Ciebie na „spacer”?
- Za bardzo się mnie boją i
prawidłowo. Nie raz chciałem odgryźć im głowy. - odpowiedział
Kronos, delikatnie warcząc, a po chwili dodał: - Resztę w miarę
wypuszczają, chyba, że ktoś jest tak narwany jak Velvet.
-
Zawsze na max 5-10 minut? Czy to tylko dzisiaj?
- Zawsze i
często to nasze jedyne wyjście w ciągu dnia. Co prawda wygodniej
tu niż w klatkach, z których Nas ocaliliście, ale Ty akurat dobrze
wiesz, że potrzebujmy ruchu.
- Taaa ….
- I tak mamy
wygodne i rozległe leża w których możemy się ruszać, i to by
wystarczyło, gdyby to wszystko były hodowlane smoki, a nie dzikie
…
- Zobaczę co da się zrobić.
- Dobrze, kiedy się
przelecimy?
- Jak ogarnę obowiązki.
- Brzmi wystarczająco
dobrze, chociaż nie ukrywam, że chętnie bym się przeleciał.
-
Taaa …
- Swoją drogą, weterynarz czasem daje nam jakieś
suplementy, ale są straszliwie śmierdzące, przed turniejami kiedyś
też takie mieliśmy, a na naszym ostatnim turnieju, były i te
śmierdzące, ale dostałem takie bezwonne. Dało by się takie
załatwić?
- Od kiedy przeszkadza Ci trochę smrodu?
-
Pachną dla nas źle, tak potrafimy jeść padlinę, i inne
śmierdzące rzeczy ALE ten zapach nam przeszkadza, a to oznacza, że
niemiłosiernie cuchnie.
- Tak, tak … pogadam z Volaure.
-
Hmm… Dziwne, że przyjechałeś sam. Wiem, że to wygodne i tak
lubisz, ale, że góra nie dała Ci oddziału to dziwne.
- Moi
ludzie wrócili do obozu z Taakat, a mnie przysłano tutaj jak
wracałem z innej misji. Tak jest lepiej i było to wygodne nawet dla
Rudego.
- Rozumiem. Hmm… wrócili z tym porucznikiem co
widział Nas któregoś dnia rano?
- Tak, dokładnie z tym.
-
Poradził sobie z rodzeństwem, to musi być twardy i potrafi sobie
radzić.
- Tak, ma duży potencjał i nie daje sobie wejść na
głowę.
- Myślę, że mogę go polubić. - odpowiedział smok
z zadowoleniem.
************
Jeden
z obozowych hangarów. Jest on wysoki, pół okrągły oraz
przestronny. Jest tam parę drewnianych skrzyń, trochę różnych
narzędzi i stoi w nim kilka różnych aut, w tym kabriolet „SUV”
samego Generała. W całym pomieszczeniu panuje delikatny półmrok
gdyż jest już ciemno i w całym hangarze pali się zaledwie jedna
lampa, o intensywnym białym świetle, wisząca z sufitu, oraz dwie
mniejsze lampy, o bladym pomarańczowym świetle przy samych drzwiach
wyjściowych po rożnych stronach pomieszczenia. Po chwili przez
otwartą bramę hangaru, wjechał do niego nisko osadzony, nie za
duży i wysmukły, czarny sportowy samochód. Pojazd zaparkował,
zgasił światła, a po chwili drzwi kierowcy otworzyły się i
wysiadł mężczyzna o bardzo krótkich i jasnych włosach, brązowych
oczach ubrany w dość luźna męska koszulę w pomarańczowym
kolorze, oraz mocno granatowe jeansy. Przybysz po chwili podszedł
pod drzwi pasażera i otworzył je. Z nich wysiadła niska
dziewczyna, która jest równie pięknie ubrana co Jej towarzysz.
-
Muszę wpisać się na kartę i możemy iść dalej. - powiedział
Stevenen.
- Spoko, przejdę się z Tobą. - odpowiedziała
Diuna.
- Na szczęście to niedaleko. - powiedział neczanin,
wskazując skrzynie pod wiszącą lampą i powiedział: - Tam jest
lista.
Po tych słowach oboje podeszli, do wskazanych skrzyń,
tam Stevenen bez trudu znalazł listę i wpisał się na nią.
-
I po co to? Kontrola kiedy wracasz?
- Też, ale też czy ktoś
niepowołany brał któreś z aut. Widzisz tego tego tam bez dachu?
-
Nom, znacznie większy od Twojego.
- To auto Generała i uwierz
mi byłby wciekły jakby tam była chociaż rysa, a co dopiero jakby
ktoś niepowołany zabrał Jego auto.
W tym momencie neczanie
wyszli z strefy światła i szli półmroku, do drzwi oznaczonych
bladą pomarańczową lampką.
- No to w takim układzie, ktoś
powinien tego pilnować.
- Zwykle, jest tu jakiś oficer,
najczęściej w dyżurce o tam. - odpowiedział Stevenem, pokazując
niewielką, nieoświetloną, szklaną budę w rogu hangaru, a po
chwili dodał: - Pewnie jest na obchodzie, ale i tak nikt by się
raczej nie odważył.
- Coś tu jeszcze jest prócz aut?
-
Części zapasowe, jakieś narzędzia, baki z paliwem, koła
zapasowe, taki tam motoryzacyjny rozgardiasz.
- Same nudne
rzeczy, to już wiem czemu nie znam tego miejsca w obozie.
- A
może odcaruje Ci to miejsce. - powiedział Stevenen nachylając się
do niej. Kiedy ich usta prawie się zetknęły, to spytał: - Mogę?
-
Myślałam, że już tego nie zrobisz. - odpowiedziała Diuna,
jednocześnie przyciągając neczanina za koszulę. To spowodowało,
że ich usta splotły się w pieszczotliwym i namiętnym pocałunku.
Wkrótce Stevenen wziął Diunę na ręce i przeniósł bliżej
jednej ze ścian, następnie odważył się jeszcze bardziej i zdjął
jej majtki, po czym uniósł ją tak, że była w odpowiednim miejscu
na wysokości bioder. Jednocześnie para dalej się całowała.
-
Nadal jesteś tego pewna? - spytał Stevenem.
- Tak, tak … -
odpowiedziała stosunkowo niecierpliwym głosem Diuna.
Ta zgoda
spowodowała, że neczanin przystąpił do działania, a neczanka
dość mocno go objęła, na wysokości ramion i karku.
************
Kiazu
oraz Rina, oglądają jakiś film, na jednym z laptopów. Obie są w
pozycji pół siedzącej, i są w siebie dość mocno w tulone, a sam
sprzęt leży im na kolanach. Po chwili Kiazu przeciągnęła się i
powiedziała:
- To był fajny film, to co teraz?
- W sumie
nie wiem… - odpowiedziała Rina, wstając i odkładając laptopa na
drugie łóżko.
W tym momencie do pokoju weszła Diuna, ma
delikatnie rozpiętą koszulę i trochę podwinięta spódnicę.
Jednocześnie mocno promienieje i widać po niej, że jest
szczęśliwa.
- Oho, wypad udany. - powiedziała Kiazu.
-
Tak, fajnie było. - odpowiedziała Diuna, idąc w kierunku
prysznica.
- To co herbatka i pogaduchy? - zaproponowała
Rina.
- Jak dla mnie spoko. - powiedziała Kiazu.
- Może
być, tylko się ogarnę. - odpowiedziała Diuna, wchodząc do
łazienki.
- To ja idę zrobić herbatę. - powiedział Rina,
zmierzając do wyjścia.
- Pójdę z Tobą.- zaproponowała
Kiazu.
Następnie obie siostry zeszły na dół, i weszły w
drzwi umiejscowione pod schodami, tam zapaliły światło, i zeszły
po schodach prosto do niewielkiej prowizorycznej kuchni. Jest w niej
parę szafek, czajnik elektryczny, zlew, ociekacz i jakaś mikrofala.
Rina od razu wstawiła wodę w czajniku, a Kiazu z jednej z szafek
wyjęła 3 spore kubki z rożnymi obrazkami. Oraz z innej szafki
pudełko herbaty.
- Jest może brzoskwiniowa? - spytała Rina.
-
Zobaczę. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili wrzucając odpowiednie
torebki do kubków dodała: - Jest.
- Super. - odpowiedziała
Rina z uśmiechem.
- Aha, postaraj się nie przejmować jak
Diuna coś palnie. - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Wiesz
widać, że jest lekko zawiana, a nawet czuć od niej alko... Co
prawda zakładam, że będzie wszystko pamiętać, ale raczej nie ma
już hamulców.
- Rozumiem…
- Z jakiegoś powodu jest
promienna i szczęśliwa, ale może nie mieć zahamowań. -
powiedziała Kiazu mrugając okiem.
Po dłuższej chwili woda
zagotowała się, dziewczyny zalały herbaty, dosłodziły, wyrzuciły
torebki, a następnie zabrały herbaty na górę, do swojego pokoju.
Tam siostry poczekały jeszcze chwilę, aż z łazienki wyszła
Diuna, która jest już ubrana w wyciągnięty pomarańczowy t shirt.
Wkrótce dziewczyny wzięły kubki z herbata, usiadły w kółeczku
na środkowym łóżku i zaczęły rozmawiać.
- No opowiadaj
jak było. - Powiedziała entuzjastycznie Kiazu.
- Wysyłałam
zdjęcia. - odpowiedziała Diuna.
- Nooo, jedzenie wyglądało
niesamowicie. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - No a
reszta?
- Hmm… była przyjemna atmosfera, wiało luksusem,
dania były dobre, chociaż mam wrażenie, że wyglądały znacznie
lepiej niż smakowały, ale i tak były dobre… hmm… rozmawialiśmy
o wszystkim i o niczym, takie tam … - odpowiedziała Diuna.
-
Mega! - odpowiedziała Kiazu.
- Wróciłaś w świetnym humorze
… to znaczy, że już się nie gniewasz o przegraną? - spytała
niepewnie Rina.
- W sumie dobrze wyszło, takie przegranie
zakładu to jak wygranie. - odpowiedziała spokojnie i radośnie
Diuna.
- Oho, to tam musiało być super. - powiedziała Kiazu z
delikatnie zadziornym uśmiechem.
- Cóż mogę powiedzieć,
zrobiliśmy to na parkingu … - powiedziała Diuna, jednocześnie
biorąc łyka herbaty.
- Fiu, fiu … No to grubo i proszę Pani
to już randka była. - odpowiedziała Kiazu.
- Można tak
powiedzieć. - odpowiedziała Diuna.
- Yhy… i widzę, że było
bardzo dobrze. Mnie nie oszukasz. - kontynuowała Kiazu.
- Było,
nie zaprzeczam. - odpowiedziała Diuna.
- A co z Moyoshim? -
wtrąciła niepewnie Rina.
- Nic, a co ma być? - odpowiedziała
Diuna, a po chwili dodała: - Jak się wygadacie, to nawet się nie
zorientuje, zresztą powinien być dumny, że ma zaradną
dziewczynę.
- Aaahaa… - odpowiedziała mocno niepewnie
Rina.
- Trzeba sobie radzić i dbać o siebie, polecam. -
odpowiedziała Diuna, a następnie dodała: - Ale dzisiaj nie będę
Ci truć, o radzeniu sobie w życiu… Nie ma co smęcić, zajebiście
dobrze się bawiłam i to najważniejsze.
- Łaskawa …. -
odpowiedziała Kiazu, a po chwili spytała: - W hangarze z autami,
nie ma w sumie wiele miejsc, najlepsze miejscówki to auta ale One są
na widoku oficera dyżurnego.
- Jest fajne miejsce koło
bocznych drzwi między skrzyniami, na stojąco, idzie zniknąć z
oczu i kamer. - odpowiedziała Diuna.
- A no chyba że tak, to
widzę, że na głęboko poszło. - odpowiedziała Kiazu.
-
Głęboko, intensywnie, szybko i zajebiście. - dodała Diuna.
W
tym momencie Rina dość mocno się zarumieniła, speszyła i
schowała zakłopotaną twarz w kubku, herbaty.
- Ona jest
słodka i cudownie urocza jak tak robi. - odpowiedziała Kiazu z
uśmiechem.
- Później opowiem Ci więcej … a teraz co Wy
robiłyście? - dodała Diuna
- Mamy babski wieczór i robimy
różne pierdoły. - odpowiedziała Kiazu.
- Widzę, że
jesteście pomalowane i Rina ma zrobione włosy … - powiedziała
Diuna, a następnie dodała: - Chyba nie potrzebnie zmywałam swój…
-
Potrzebnie, potrzebnie, zaraz zrobię Ci nowy. - odpowiedziała
entuzjastycznie Kiazu, po czym odstawiła kubek na podłogę i poszła
do biurka po swoje rzeczy do malowania.
- Dasz radę zrobić
jakiś zielony miks? - spytała Diuna.
- Pewnie. - odpowiedziała
radośnie Kiazu.
- Ty zawsze jesteś taka super kobieca …
chociaż nie czekaj … może z raz czy dwa twoja kobiecość upadła
… - powiedziała Diuna.
- Praktycznie nigdy, ale już to po to
abym potem mogła podnieść się z trojoną siłą. - odpowiedziała
Kiazu mrugając okiem.
************
Książę
Volaure stoi w oknie swojej komnaty, nad areną walk, gdzie obserwuje
nocny sparing treningowy, dwóch zawodników turniejowych. W
międzyczasie, przegląda jakieś dokumenty. Nagle jego telefon
leżący na stoliku, zawirował i wydał krótki sygnał, ale władca
na to w ogóle nie zareagował. Po chwili komórka, zaczęła dzwonić
i to już spowodowało, że książę podszedł do stolika, zerknął
kto dzwonił, odebrał telefon i wracając do okna powiedział:
-
No, mów…
-
Smokom przydałby się dodatkowy ruch. Taki dla smoków turniejowych
a nie hodowlanych.
- odpowiedział chłodno rozmówca.
- Dobra spoko…. Czekaj, to
oni zapewniają im ruch jak dla smoków hodowlanych?
-
Taaa ….
-
Owcopiłka, na zasadach z szkoleń, będzie git?
- Tak...
-
Luz, to rano, wydam odpowiednie dokumenty. Coś jeszcze Brat?
-
Kronos skarżył się, że suple jakie dostają strasznie im
śmierdzą.
-
Hmm… powinny dostawać Complex 224A, on jest bez wonny. Ale czekaj
sprawdzę jeszcze na raportach. - odpowiedział Volaure, a następnie
odpalił w powietrzu duży monitor, i szybko i sprawnie znalazł
odpowiedni plik. Po czym powiedział: - W raportach, też mam Complex
224A. Jesteś wstanie zobaczyć co dostają?
- Taaa
… Z tego co widzę maja Complex 2244.
-
Niech zgadnę jesteś w odpowiednim gabinecie, to weź poszukaj i
zobacz co jest u nich na raporcie.
- Hmm…
mają ręcznie wypisany raport, i przyznam, że nabazgrolone jest
tak, trzeba wiedzieć, czy tam jest 4 czy A… a i tak rozczytanie
tego jest trudne.
-
Aha, kto wystawił raport i receptę?
-
Brudel
-
A to on zdecydowanie nie miał lekcji z ładnego pisania, chociaż
smokami zajmuje się pierwsza klasa. Dobra to dopilnuje aby dotarł
do nich raport w formie cyfrowej z czytelną nazwą supli.
-
Ok.
-
Teraz co nocny lot z Kronosem?
-
Mój wisiorek nie otwiera jego leża, więc jestem uzależniony od
cywili i Smoczysława.
-
Zaraz jak to nie? …. A dobra już widzę, uprawnienia i wszystko
jest tylko oni tam ręcznie zmienili ze Kronososa mogą tylko dowódcy
obozu otwierać. Cóż … to właśnie się zmieni na stałe. Dobra
już możesz i od teraz tylko ja mogę usunąć Cię z listy.
-
Spoko.
-
Właśnie, masz jakiś pomysł co można kupić Chobo, od Ashga na
urodziny?
-
Coś związanego z turniejami, jak dobrze pamiętam jest ogromnym
fanem turniejów, zawodników i smoków i posiada zarówno niezłą
wiedzę jak i ładna kolekcje.
-
O to dobre info, kto jak kto ale ja jestem wstanie ogarnąć coś
mocno unikatowego.
-
Chcesz zapulsować?
-
To tez, ale fajnie by było też aby dostał coś co go ucieszy a
nie na odwal się.
-
Spoko, i jak dobrze pamiętam kojarzy Cię z czasów jak byleś
kapitanem.
-
Ha, to były czasy. Myślę, że dogadam się z młodym. Chociaż
wiem, że to bardzo dziwnie brzmi w momencie jak jest xxx razy
starszy ode mnie ile ma z 228 lat? - odpowiedział książę,
szczerząc kły, a po chwili dodał: - I tak miałem z nim sporo do
czynienia, ale głównie na spotkaniach rady czy gdzieś przelotem,
jakoś nie było okazji bliżej się poznać. Wiesz jak to jest …
A pamiętałem, że Wy mieliście okazje z nim więcej poobcować i
porozmawiać.
-
Tak było… Chociaż spodziewałem się, że Ashga w pałacu zostawi
tylko Eira, a Neige i Chobo będą na Zekeren, a Shebon na wojnie.
-
Z tego co mi wiadomo to Neige i Shebon są gdzieś na froncie, a
pozostali dwaj mieszkają w pałacu sojuszu, wraz np. z Haną i
większością potomków.
-
Rozumiem, dobrze wiedzieć. Hana dalej szaleje za Tobą?
-
Mało ją widuje, nawet jak jestem w pałacu. A idę ze Skautim jako
osobą towarzyszącą, więc ciekawe czy w ogóle do mnie
podejdzie.
-
Odważył się w ogóle?
-
Nie dalej nie … widać, że by chciał, i go tam aż skręca,
jednak za mało i chyba czeka jak ja go zaciągnę do łózka …
kurde … założę się, że nawet Aniołek zaciągnęła Cię do
łóżka.
-
Powiedzmy, że tak, ale zrobiła to po swojemu.
-
NO WŁAŚNIE! Ale zrobiła…. A ten dalej się nie odważył i tego
nie zrobił … Jego strata, ja mam z kim sypiać - odpowiedział
Volaure.
-
Wkurwia Cię, że nie umie się określić?
-
Jednocześnie i nie i tak, lubię klarowne sytuacje, dobrze wiesz …
nie chce zrobić mu czegoś co zrobi mu krzywdę, więc póki
pierwszy nie wyrazi chęci przespania się, to go nie ruszam,
jednocześnie zwisa mi to na tyle, że pozwalam na co tam chce, ale
no …
-
Pogadaj z Nim… może się określi…
-
Rozmawiałem, i w sumie to sam nie wie czego chce … zobaczymy, może
po imprezie się określi, albo będzie tylko zabawką do całusków
i pożywki … w sumie mi to tam nawet by pasowało …
-
To na dobrą sprawę i tak dobrze i tak dobrze …
-
Jak nad tym się zastanowić to tak, i nawet bardziej niż mniej i
brak odpowiedzi to w sumie też jest odpowiedź zwłaszcza, że w
sumie nasza relacja jest spoko, nawet bez spania ze soba, a
posiadanie takiej „zabawki” też jest przyjemne.
-
Ciekawe czy Cię złamie, to też może być taktyka.
-
Nie jestem łatwy do złamania… Zresztą to wiesz … prędzej,
przejdzie to do takiej normalności, że nigdy do niczego nie
dojdzie, niż się złamie … Ale to i tak będzie przyjemne …
-
W sumie fakt … a chcesz z Nim być?
-
Nah … związki totalnie nie są dla mnie, to tylko ograniczenie,
nie potrzebuje ich kiedy prowadzę takie a nie inne życie… a jego
akurat to bym ranił swoim stylem bycia… ale całuje się z nim
przyjemnie, jak i ma smaczną energię … i dobry z Niego kumpel i
sympatyczny gość… i jakby chciał mógłby być też fajnym
kissing friends, ale nic więcej i na nic więcej nie pozwoliłbym
mu.
-
Znając Ciebie to zerwałbyś tą znajomość w momencie jak by się
zakochał…
-
No właśnie, zresztą On wie, że co najwyższej zabawa, doskonale
to wie. I tą granice postawiłem już dawno. I się na to zgodził…
-
I dlatego zabierasz go do Ashgi?
-
Zabieram bo sam chciał iść, a ja mimo wszystko lubię spędzać z
nim czas, a swobodnego czasu nie mam za dużo. Zresztą Ciebie tez
nie raz zabierałem w różne miejsca jako swoje +1, jak jeszcze
byłem kapitanem i wcześniej.
-
A no byliśmy na różnych imprezach czy innych rzeczach … gdzie
działy się różne rzeczy …
-
To co się wtedy działo, to zostaje w tamtych miejscach… A i
poinformowałem go, że idziemy jako kumple i dalej chce iść więc,
przyjmuje te zasady. W tej sytuacji, lubię go i nie chce go
skrzywdzić i to jest największa blokada, która wymagałaby
określenia się. W tych sprawach da się skrzywdzić nawet Kuba.
-
Najpierw się zakumulowałeś, a potem wyszło inaczej, zwykle z masz
odwrotnie z ludźmi.
-
Taaa, i to sprawia, że obchodzi mnie aby go nie skrzywdzić …
Hmmm…. Kurde, myślisz, że się zakochał i dlatego nie może się
określić?
-
Być może, chociaż On na swój sposób, w pewnych sprawach jest
bardzo podobny do Riny, więc może po prostu mu brak odwagi aby
spytać czy chcesz się z nim przespać, albo nie wie jak to ująć,
albo oba naraz. Może też chcieć aby było „idealnie” aby Cię
nie zawieść.
-
Tak, to bardzo prawdopodobne … i ma ręce i nogi, więc bardzo
możliwe, że to słuszna teoria … Hmmm… Aniołek długo się do
tego zbierała?
-
Yap … można powiedzieć, że bardzo...
-
Brzmi jakby to było stosunkowo nie dawno…. Swoją drogą Aniołek
wtedy jak wychodziła z inicjatywą to musiała być przeurocza.
-
Taaa …
-
W jaki sposób to zrobiła?
-
Po swojemu … Muszę już kończyć. Nara.
-
Hehe … Nara Brat.