niedziela, 1 listopada 2026

EPIZOD 297

 

„Na nieznanym terenie”


Przyjęcie urodzinowe księcia Chobo trwa w najlepsze. Na tarasie stoi Książę Volaure, Ambasador Kana oraz Królowa Namara. Panie mają jakieś kolorowe drinki, za to Książę pali papierosa tak aby dym nie leciał na żadną z dam.
- Szanowny Książę, wydajesz się być nie obecny. - powiedziała nagle Namara, stojąc dostojnie i klasą i jednocześnie spoglądając na władcę.
- Pewnie myśli o trójkącie z tak wspaniałymi kobietami jak my. - dodała Kana.
- Nie fascynują mnie te Kubowe zabawy, ale uznam to za komplement. - odpowiedziała Namara.
- I słusznie. - pochwaliła Kana.
- Kusząca propozycja… - powiedział w końcu Volaure, z uśmiechem i po ówczesnym wypuszczeniu dymu, a następnie dodał: - A odpowiadając z całym szacunkiem zacna Królowo…. Rozmowy o modzie, kolorach szminek, pudrów i tak dalej jak dla mnie brzmią jakbyście miłe Panie rzucały jakieś zaklęcia albo klątwy. Zatem nie było potrzeby aby osoba zielona w temacie wtrącała się w rozmowę prawdziwych znawczyń tylko po to aby zrobić z siebie idiotę.
- Strategicznie rozsądne Książę. - pochwaliła Namara, a następnie dodała: - Gdyby więcej mężczyzn to rozumiało, to rozmowy były by znacznie przyjemniejsze.
- Dostojni Władcy, dalsza część uroczystości jest gotowa. Książę Chobo zaprasza na odpakowywanie prezentów. - wtrącił nagle pokornie sługa, o niebieskiej karnacji.
- Już idziemy. - odpowiedział Volaure, a następnie zgasił papierosa.
- Książę, idź przodem, dogonimy Cię. - powiedziała Namara.
Volaure wzruszył ramionami, i wyszedł z tarasu, a Królowa kontynuowała:
- Młody książę, mimo swojej nieprzewidywalności sprawił, że lśnisz i zdecydowanie odżyłaś.

- Tak, coś w tym jest, ale myślę, że to dotyczy całej rady a nie tylko mnie. - odpowiedziała Kana z delikatnym uśmiechem.
- No może Ankara jest zarówno i bardziej sztywny a jednocześnie bardziej luźny. Przed pojawieniem się Księcia za cześć wydążeń z naszych obrad byłyby objęte konsekwencjami, a same zebrania byłyby wybitnie nudne.
- Jednak ta nieprzewidywalność i podmuch charyzmy, co wprowadza Książę, dobrze Nam robi.
- Jak najbardziej i w końcu nie jesteś już najmłodsza w naszym gronie. Dwa lata różnicy?
- Schlebiasz mi Pani, lecz jestem aż pięć lat starsza od Volaure.
- Im dłużej jest z Nami tym bardziej ta różnica wieku się zmienia. Doskonale sobie radzi i szybko się uczy.
- Dodatkowo ma doświadczenie, którego z całym szacunkiem większość Nas nie ma.
- Tak, zaplusowanie u Króla Ashga nie należy do łatwych, a jemu to się naturalnie udało. Gdyby zrobił to sztucznie to Ashga byłby pierwszym aby wywalić go z rady i to jeszcze przed
Ambasadorem Elinar.
- Temu staruchowi to chyba tylko Ambasador Ankara potrafi zaimponować.
- W sumie tak jak Książę Dossak, On też mógł liczyć na jego poparcie w radzie, co nie można powiedzieć o reszcie z Nas. Ambasador Elinar toleruje cześć rady tylko dlatego, że mamy swoje lata, lecz to kwestia czasu aby władza trafiła do młodszego pokolenia.
- Chociaż w tym przypadku następcy tego starego głupca do młodych tez już nie należą i wiekowo są starsi od najmłodszych w radzie.
- Pewne rzeczy pozostaną niezmienne, jednak to dobrze Młoda Krew i ż
ywiołowość Księcia ma dobry wpływ zarówno na Nas jak i na radę.
- Królowa Sansha jest innego zdania, zaraz po tym staruchu, chętnie wywaliła by go z rady.
- Królowa Sansha obecnie nie ma takiego przebicia w radzie aby tego dokonać. Po za tym swego czasu miała potężny układ z Księciem Dossakiem, dzięki czemu Zekeren nigdy nie zaatakowało Tochi Neko, gdzie obie dobrze wiemy, że układy z Dossakiem nic nie znaczyły i robił co chciał, a tu musiało być coś mocnego, skoro Tochi
Neko nigdy nie doświadczyło ataku ze strony Zekeren. Osobiście podejrzewam, że nowemu Księciu Zekeren ten układ przestał odpowiadać i możliwe, że nie ma z niego korzyści, więc go zerwał a teraz Nasza szanowna Królowa się mści.
- A to ciekawe, myślisz ze ta niechęć do Volaure jest bardziej wyrachowana niż zwykła rasowa niechęć do Młodego Zekereńczyka?
- Ambasador Kana, mówię tylko, że ta niechęć być może ma mocniejsze drugie dno, jednak jedno nie wyklucza drugiego, a wręcz jedno zdecydowanie umacnia drugie. - odpowiedziała spokojnie i dystyngowanie Namara, a po chwili dodała: - Myślę jednak, że czas abyśmy dołączyły do innych władców, bo inaczej nasza rozmowa zostanie źle odebrana.
- W sumie masz rację.
Po chwili władczynie udały się do dużej sali gdzie pośrodku jubilat otwiera prezenty od gości oficjalnego przyjęcia dla władców. Kiedy wszyscy władcy byli w środku, to książę Chobo podszedł do sporego stołu na którym stoją różne paczki, torebki i prezenty. Jubilat przez chwilę wybierał pierwszy prezent do otwarcia. Wkrótce jego uwagę zwrócił prostokątny zielony prezent, który wyróżnia się tym, że jest zapakowany najmniej widowiskowo. Można wręcz powiedzieć, że on ginie i nie rzuca się w oczy, a jednak przyciągnął spojrzenie księcia, który szybko wziął do ręki i zaczął otwierać. Chobo wyjął z niej starą, mocno wytartą i miejscami nawet zakurzoną księgę, która dosłownie wygląda jak zakurzony śmieć z archiwum
- O fuj… - dało się usłyszeć neczanską królowa.
- Szanowni Władcy od którego z Waszmości to prezent? - spytał nagle sługa, stojący obok.
- Ode mnie. - powiedział z dumą Volaure, i wychodząc z kręgu władców.
- Jakoś mnie to nie dziwi, takiego śmiecia to mogło dać tylko Zekeren. -powiedziała Sansha.
Inni goście też zaczęli szeptać o starej księdze i o tym jak duże „fopa” popełnił władca. Tym czasem Chobo z wielkimi oczami delikatnie przeglądał księgę.
- TO NIESAMOWITE! - powiedział nagle jubilat z dużymi zafascynowanymi oczami, a następnie chciał entuzjastycznie coś dopowiedzieć, ale jest w nim tyle emocji ze aż zabrakło mu słów.
- To „Tharvek Dravun-Krosh Varel Krestom” – powiedział Volaure szczerząc kły.
- A po ludzku? - spytała zniesmaczona Sansha.
- „Księga Walki Smoków. Kodeks Praw” – odpowiedział Chobo, wyraźnie zafascynowany darem a po chwili dodał: - To spisana ręcznie księga, pochodząca z pierwszego turnieju walk smoków… z tego co widzę zawiera zasady, które dzisiaj wydają się totalnie absurdalne, są też odręczne poprawki, nazwiska i statystyki zawodników jak i notatki sędziów oraz podpisy twórców, w tym Księcia Dossaka i innych założycieli Zekeren. To zaskakujące, że jest w tak dobrym stanie!
Następnie Chobo podszedł z księgą w rękach do władcy Zekeren, po czym pokłonił się przed nim i powiedział: - Dziękuję Książę, to niesamowity prezent który będzie perłą w koronie mojej kolekcji.
- Luz… To jedyny egzemplarz … Oficjalnie nie istnieje. - odpowiedział Volaure mrugając okiem a następnie na ucho Chobo dodał: - Tam jest też koperta, z wszelką dokumentacją, że legalnie jest Twoja.
- To fantastyczne wieści drogi książę. Dziękuję. - odpowiedział Chobo.
Następnie prze szczęśliwy Jubilat wrócił do stołu. Jest po nim widać, że jest jednocześnie szczęśliwy jak i że odebrało mu mowę. Reszta władców z podziwem i wielkim zaskoczeniem obserwowała zaistniałą sytuację, jednocześnie są mocno niedowierzający że taki „śmieć” okazał się tak cennym darem. Wyjątkiem są Ambasador Ankara i Król Ashga, którzy są pozytywnie zaskoczeni i pełni podziwu.


************


Podróż jako ładunek była długa, powolna ale jednocześnie stabilna i spokojna. Podczas drogi część oddziału drzemała czujnym snem, to było lepsze rozwiązanie niż nadmiar pogaduszek, które mogły zwrócić czyjąś uwagę. Na samym szczycie jest dość duszno, a zarazem nie jest jest jakoś mocno gorąco wręcz przeciwnie sama temperatura w magazynie na szczycie jest nawet sporo niższa niż ta na dole.
- Ale tu duchota… niby piwnica a powietrze jest mega ciężkie… - stwie
rdził Otachi chowając się za wysokimi skrzyniami.
- Jak na szczyt wulkanu jest luz … i dla mnie mogłoby być cieplej ale moja skóra delikatnie się lepi. - dodała Kiazu, będąca niedaleko brata.

- Czuję się, jakby nie było tutaj w ogóle powietrza. - dodała Diuna, będąca za innymi skrzyniami.
- Mogę Cie zapewnić Siora, że jest tu powietrze… - odpowiedział Otachi.
-
Ciekawe ile nam zajmie zaaklimatyzowanie się? - zastanawiała się Diuna.
- Pewnie dość szybko. - odpowiedziała Kiazu.
- I tak jesteście w ciekawym miejscu, na szczycie tego wulkanu to powinno być gorąco w huj i dodatkowo duchota. Brzmi jak dobre zaprojektowany pałac… hmm… Jeśli to możliwe to trzymajcie się z dala od głównego krateru wulkanu tam to będzie piekło, które chyba tylko Kiazu przetrwa a i tak może mieć ciężko. - wtrącił mimochodem Rudy.
- Az kusi mnie tam pójść… - odpowiedziała Kiazu.
-
Pamiętaj że cały oddział jest ważny a nie tylko TY. - odpowiedział generał.
- Tak, tak wiem … - odpowiedziała Kiazu przewracając oczami.
- Ogólnie mury są tutaj tak grube że moja moc nic „nie widzi” i ciężko mi nawet w tym magazynie coś „zobaczyć” – dodał Hachi.
- No to poruszacie się po omacku, uważajcie tam na siebie. - Powiedział Rudy.
- Tak jest. - odpowiedział zgodnie oddział.
-
Jeśli układ jest podobny do tego co było przed wojną to sala tronowa powinna być w głębi pałacu mniej więcej w centrum. - dodał generał.
- Wydaje mi się, że wygląda inaczej, ale też wchodziliśmy chyba od innej strony … - dodał Hachi, który obecnie ma na sobie plecak i jest za niego odpowiedzialny.
- Luz odnajdziemy się i ogarniemy. - dopowiedział Otachi.
- Jak nie to wparuje z buta i sama do Nas przyjdzie. - dodała Kiazu.
- Może lepiej nie? Jeszcze pół armii ściągniesz… - wtrąciła Diuna.
- Tylko pół? Sis nie doceniasz Jej .. - odpowiedział Hachi.
- Właśnie! - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.
-
W sumie jakby przyszła sama Nyxana to nie było by takie źle… - stwierdziła Diuna.
-
Koniec pogaduszek, idziemy. - wtrącił chłodno Kurai.
- Ta jest. - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo.


************


Generał Rudy wraz z swoimi dwoma kapitanami je właśnie śniadanie. Panowie siedzą pod wojskowym namiotem bez ścian. Jest tam tylko jeden długi stół i dwie równie długie ławki, jednak nikogo więcej nie ma w bezpośrednim pobliżu. Generał ma odpalonego swojego laptopa, a kapitanowie maja przy sobie tablety, na których również coś klikają podczas jedzenia.
- To że Kiazu mi nie odpisuje, to się zdarza jak nie trafiam w okienko odpisywania… ale że Rina? To już dziwne … - powiedział nagle Amis.
- A co z tą też romansujesz? - zaśmiał się Moyoshi.
- Nie… ale jest dobrym pingiem dla Mojej Kiazu, jak ta nie odpisuje… - odpowiedział Amis.
- Są na misji, mają ważniejsze rzeczy na głowie niż prywatne pogaduszki... - wtrącił spokojnie Rudy.
- Taaa… jesteś pewien, że nic im nie jest? - spytał Moyoshi.
- Na te chwile myślę, że bankowo nic im nie jest. - odpowiedział generał.
- Jesteś tego mocno pewny… - powiedział Moyoshi.
- A Ty jakoś jesteś dziwnie „opiekuńczy” – powiedział Rudy, wymownie mierząc kapitana wzrokiem.
- Wydaje Ci się … - odpowiedział nerwowo Moyoshi, prostując się.
- Pewnie jak zwykle się bawią i wygłupiają... - dodał Amis.
- To by było bardzo w ich stylu. - dopowiedział Moyoshi.
- No właśnie, więc nie ma co się martwić. - powiedział generał zapatrzony w monitor.
- A zapomniałbym, oddział Taakat zgłaszał że dotarli na miejsce i rozbili obóz. - wtrącił Amis.
- Dobrze, niech się tam rozejrzą i meldują, aha i zarzućcie im stały nasłuch. - odpowiedział Rudy.
- Tak jest. - odpowiedzieli zgodnie kapitanowie, a następnie Moyoshi dodał: - Szukają tam czegoś konkretnego?
- Mamy odczyty, że tam są dziwne zjawiska i maja sprawdzić czy to rzeczywiście anomalie czy coś innego. - odpowiedział spokojnie generał.


************


Neczanski oddział buszujący po pałacu przeciwników, rozdzielił się. Tym sposobem Diuna, Kiazu i Rina były jedna drużyną, Hachi i Otachi drugą, a Kurai porusza się sam. Dzięki temu szybciej badają ten duży i nieznany teren. Neczańscy Bracia trafili to wielkiego pomieszczenia, pośrodku którego znajduje się głęboka dziura. Idzie ona zarówno głęboko w dół jak i wysoko w górę.
- Strasznie dziwne pomieszczenie. - powiedział Hachi.
- Bro i mega dobrze tu wieje. - dodał Otachi, a po chwili dopowiedział: - Tutaj mega dobrze się oddycha.
-
Opiszcie miejsce. - zainteresował się generał.
- Kamienny tunel idący pionowo w górę i w dół. - odpowiedział Hachi.
- A to zapewne system wentylacyjny, w górę prawdopodobnie prowadzi na powierzchnie, a w dół do rur wentylacyjnych całego pałacu. - opowiedział Rudy.
- Czyli idąc w dół docieramy do szybkiego podróżowania po całym pałacu? - zaciekawił się Otachi.
- Tak, można to tak ująć. - odpowiedział generał.
- Bro, myślisz o tym samym co ja? - zapytał Otachi z uśmiechem chochlika.
- I to jeszcze jak Bro. - odpowiedział Hachi, również szczerząc kły.
Po tych słowach bracia przybili sobie żółwika, a następnie obaj robiąc popisowe salta wskoczyli do środka szybu. Następnie zaczęli z dużą szybkością biec na około po kamiennym ścianach. Jeden w jedna stroną a drugi w przeciwną, kierując się do dołu, dzięki temu nie wpadają na siebie jak nie przeszkadzają sobie nawzajem. Po dłuższej chwili nagle zawiał gwałtowny podmuch powietrza, który jest na tyle silny, że bez trudu uniósł braci w górę. Wyniesieni w powietrze neczanie złapali się krzyżowo za ręce, co spowodowało, że bracia zaczęli wirować jak wiatrak unosząc się jeszcze wyżej. Następnie kierunek wiatru nagle zmienił się i neczanie wirując w drugą stronę lecą bardzo szybko w dół.
- Po prawo na dole jest szyb. - powiedział nagle Hachi, który chwilowo zamknął oczy i się skupił.
- Dobra Bro – odpowiedział Otachi, a następnie wietrzny neczanin napiął mięśnie i stanął pionowo. To spowodowało, że obaj zaczęli wirować jeszcze szybciej. Nagle Otachi puścił brata, latającego poziomo. Ziemny neczanin zrobił jeszcze dwa kółka w tym tunelu a następnie siła odrzutu wepchnęła go w boczny szyb, gdzie zrobił kilka przewrotów w przód zanim wyhamował. Następnie Hachi zaraz po wyhamowaniu podbiegł do szybu i swoją kamienna mocą stworzył zjeżdżalnie, po której popisowo zjechał Jego brat. Tym samym w końcu obaj byli tam gdzie powinni.
- To było zajebiste! - krzyknęli radośnie bracia, zaraz po zniknięciu zjeżdżalni jednocześnie przybijając sobie piątkę.
- Chce wiedzieć co odwaliliście? - spytał spokojnie Rudy.
- Nah… - stwierdził Hachi.
- Jesteśmy w wentylacji. - dodał Otachi, śmiejąc się pod nosem.
- I tyle mi wystarczy. - odpowiedział generał.


************


W innej części pałacu neczanskie siostry skradając się dotarły do dużej i przestronnej kuchni. Jest w niej ogromny kamienny piec, jak i parę kuchenek, szafek i blatów roboczych. Po środku jest masywna wyspa na której stoją jakieś aromatyczne i jeszcze ciepłe babeczki i owoce. Mimo całkiem wczesnej pory, po tym pomieszczeniu krzątają się obecnie dwie osoby które wszystko szykują i są bardzo mocno zajęte robotą. Jednak dziewczyny i tak starają się być bardzo cicho.
-
Nah… - powiedział Hachi przez łączność.
-
Jesteśmy w wentylacji. - dodał Otachi.
- I tyle mi wystarczy. - odpowiedział generał.
- Ci jak zawsze coś … - wyszeptała Diuna przewracając oczami i chowając się za wysoką szafką.
- Dobrze się bawią i tyle … - odpowiedziała cicho Kiazu schowana za wyspą kuchenną, a następnie dodała: - Idziemy dalej …
- Taaaa…. - powiedziała Diuna, a następnie ruszyła do przodu.
Pozostałe siostry również cicho zaczęły iść. Nagle Diuna wpadła w jakiś pusty garnek stojący na podłodze, narobiła przy tym sporo rumoru. Psychiczna neczanka w ostatniej chwili schowała się za lodówką. Niestety narobiony hałas i tak sprawił, że obie osoby będące w kuchni się zainteresowały i wymorzyły swoja czujność. Niewiele myśląc Kiazu zmieniła się w smukła czarną kotkę i najpierw przebiegła kuchcikom pod nogami co dało możliwość aby Rina wyszła z kuchni prze szeroko otworzone drzwi, po czym Kiazu zachowywała się jak rasowy kot, a to coś zwaliła, a to podskoczyła wysoko i wskoczyła na głowę jednego z kuchcików, aby potem wybić się jeszcze wyżej. Powstał swego rodzaju chaos gdzie dwóch kuchcików nie mogło złapać jednego brojącego czarnego kota. Ognista neczanka rozrabiała w kuchni tak długo póki nie spostrzegła, że obie jej siostry wyszły z kuchni. Następnie dobrze się bawiąc, i robiąc to w popisowy sposób, zwaliła jeszcze parę wiszących garnków, jak i przedmiotów stojących na blacie, jednocześnie uważając aby nikt Jej nie złapał. Następnie zwinnymi ruchami podbiegła pod okno i udała, że wyskakuje przez otwarte okno, a tak naprawdę odbiła się od futryny i uciekła z kuchni tymi sami drzwiami co jej siostry. Jeden z kuchcików nawet wyjrzał za nią i wręcz zatrzasnął okno, aby ponownie nie wskoczyła do kuchni.
Okazało się, że otwarte drzwi kuchenne zaprowadziły neczanki do sporej jadalni z dużym stołem, który jest przykryty białym obrusem. Pod nim znajdowała się już Rina oraz Diuna.
- Rany … nadal tu pachnie tymi babeczkami… - stwierdziła nagle Kiazu, przemieniając się z postaci kota pod stołem, obok sióstr.
- Może dlatego, że zgarnęłam parę? - odpowiedziała Diuna z uśmiechem i pokazując w trzy babeczki w dłoniach.
- Oho czas na śniadanie! - odpowiedziała radośnie Kiazu, a następnie zabrała dwie babeczki i jedna dała wodnej siostrze a drugą zaczęła jeść sama.
- Serio musiałaś ten raban robić? - wtrącił nagle rudy przez łączność.
- No co? Ważne, że Nas nie złapali... - odpowiedziała Kiazu.
- Nie skomentuję tego … ale jesteście niemożliwi… - powiedział generał lekko załamanym głosem.
- Też Cię kochamy… - odpowiedziała Kiazu, cmokając kilka razy do łączności z delikatnym uśmieszkiem i zjadając swoją babeczkę.


************



Wielka arena otoczona widownią, która jest tak wielka, że pomieściła by dosłownie wszystko co mogłoby przyjść do głowy. Wszystkie miejsca dla publiczności są zajęte. Panuje tutaj zgiełk, euforia i podekscytowanie. Na arenie obecnie toczy się walka między dwoma uczestnikami walk smoków. Starcie można oglądać zarówno bezpośrednio na arenie, jak i na ogromnym telebimie. a przednimi dość wysoko był oszklony pokój pod którym znajdował się ogromny telebim. Całemu temu widowisku uważnie przygląda się książę Volaure, który opiera się o szklaną ścianę swojej komnaty, zajmującej się nad areną. Władca pali papierosa i nadal przysłuchuje się jednemu neczańkiemu oddziałowi, w taki sposób, że Oni go nie usłyszą nawet jak się odzywa. Za to słyszy go neczanski generał.
-
Kurai, jaka jest Twoja pozycja? - spytał nagle generał.
- Generale, nie ma co go wywoływać… podejrzewam, że nie odpowie na to pytanie. - powiedział w końcu Volaure, przerywając trochę napięta ciszę, a następnie dodał: - Profesjonalnie podchodzi do działania i zachowując totalna ciszę jest wstanie osiągnąć znacznie więcej zwłaszcza w pojedynkę, dzięki temu unika złapania...
- O ile już nie został złapany. - odpowiedział Rudy.
- Hmm.. na moje Generale w momencie jakby dał się złapać to już byśmy stracili łączność… nawet jak mu tego zabroniłeś to obstawiam, że dla ochrony oddziału i tak by to zrobił.
- W sumie masz racje Książę.
- Chyba już Ci nie odpowie. - powiedziała nagle Diuna. Z jej perspektywy do tej pory była długa cisza.
- I nie musi, jak widać sytuacja w której jest wymaga ciszy. - odpowiedział Generał.
- Taaa... - stwierdziła Diuna.
- Ale dziwne pomieszczenie - wtrącił nagłe Otachi.
-
Dziwne to znaczy jakie? - zainteresował się Generał.
-
Jest spore, bez drzwi i pełne zegarów oraz luster – odpowiedział Otachi.
-
I z tego co widzimy przez wentylacyjne kraty, to każdy zegar ma inna godzinę. - dodał Hachi.
- I chyba każdy się odbija w co najmniej jednym lustrze.. - dopowiedział Otachi.
- Możecie je olać i iść dalej. - powiedział Generał.
- Tak jest. - odpowiedzieli zgodnie Bracia.
Następnie Volaure podpisał parę dokumentów, w międzyczasie dość uważnie poobserwował trwające starcie, jak i odpisał na jakąś wiadomość. Przez dłuższa chwile nawet nie skupiał się zbytnio na tym co mówi podsłuchiwany oddział.
- Książę, kiedy byłeś jeszcze kapitanem, to jak duży oddział miałeś pod swoim komandem?- spytał nagle generał.
- Dosłownie całą armie. - odpowiedział prawie automatycznie Volaure, a następnie przypalił papierosa, zaciągnął się i dodał: - Nasz mały oddział do zadań specjalnych, że tak to ujmę, liczył w porywach do 3-4 osób i skład był stosunkowo zmienny.
- Rozumiem, to bardzo mały oddział.

- Owszem, lecz małe oddziały mają swoje plusy i jestem pewien, ze gdyby nie przepisy chętnie byś miał 2-3 osobowe oddziały chociażby zwiadowcze czy taktyczne do odwracani uwagi.
- Masz racje Książę. Ogólnie swoboda oddziałowa dałaby wiele dobrego…
- A to swoją drogą…
- Otachi, pa na to! - powiedział nagle Hachi. Potem dało się słyszeć różne bliżej nie określone dźwięki, które mogą znaczyć dosłownie wszystko.
- Whoooaaa! To teraz moja kolej! - odpowiedział entuzjastycznie Otachi, i dziwne dźwięki ponowiły się.
- Chce wiedzieć co tam robicie? - spytał Rudy.
- Nie koniecznie… - odpowiedział rozbawionym głosem Otachi
- Przepraszam Książę … Oni są pojebani, ale cholera, skuteczni. - odpowiedział generał.
- Ta… a to dopiero początek ich zalet … Generale, tak
długo jak wracają z akcji z takimi a nie innymi wynikami, to jak dla mnie mogą sobie nawet śpiewać po drodze. - odpowiedział spokojnie Volaure uśmiechając się pod nosem.
-
To ja wole aby nie śpiewali, chyba że pod prysznicem, nasze uszy mogą tego nie wytrzymać. - odpowiedział Generał.
- Chyba wiesz coś więcej niż ja. - dodał Volaure, śmiejąc się pod nosem.
- To opowieść na kiedyś tam. - odpowiedział Generał.
- Właśnie, minął już wystarczający czas od zdarzenia aby pojawiły się raporty i o ile mi wiadomo to na polu bitwy miał być tez Generał
Karyami i Kapitan Eish, ktoś ich widział?
-
Tak Książę, tez dotarły do Nas takie informacje i to z dość pewnego źródła. I tak Eish był widziany z dala od mojego obozu za to bardzo blisko obozów Króla Ashgi jak i Ambasadora Elinar gdzie, głównie w tym drugim siał pogrom swoją trucizną, wielu przez nią zmarło, a jeszcze więcej trafiła do lazaretu… Ta jego walona trucizna dała się mocno we znaki...Za to bezpośrednio na polu walki nikt nie widział Karyami, a w każdym razie nikt tego nie zgłosił … za to jeden oddział zgłaszał że był obecny przy portalu ale tylko przez chwilę. Potem nie wiadomo co się z nim stało. - odpowiedział Generał.
- Rozumiem, podejrzewam, że miał inne zadanie.
- Obawiam się Książę, że masz racje, a to raczej nie oznacza niczego dobrego dla Nas…
- Zobaczymy.
- Masz Książę jakieś domysły?
- Nope, jednak to dość niecodzienne zachowanie, jak na tak wysoko postawionego wojskowego, który nie słynie z zamykania się namiocie podczas bitew.
- Masz racje Książę. Karyami bez jakiegoś rozkazu byłby pierwszy na polu bitwy i pokazywał jak się tańczy… ciekawe jakie miał rozkazy… Hmmm…. roześle informatorów i zobaczymy co z tego wyniknie.


************



Wkrótce neczanki, skradając się długim ciemnym korytarzem, praktycznie bez okien dotarły pod masywne, złoto zdobione drzwi. Są one bardzo eleganckie i utrzymane trochę w gotyckim stylu.
- Jakie wielkie drzwi. - stwierdziła Diuna.
- Takie czerwono czarne z masą złotych zdobień, i są tak wielkie, że czuje się przy nich malutka i nic nie znacząca. - dodała Rina, zanim padło jakiekolwiek pytanie.
- O tak robią wrażenie. - dopowiedziała Kiazu.
- Hmmm…. To może być sala tronowa, o tej godzinie istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeszcze jest pusta. Najprędzej władcy są na zebraniu... - odpowiedział Generał.
- Dobra to wchodzimy. - odpowiedziała pewnie Kiazu.
Następnie ognista neczanka nacisnęła na klamkę, tym samym drzwi do sali tronowej otworzyły się wręcz bezszelestnie, wkrótce odsłaniając ogromną przestrzeń pogrążoną w półmroku. Czerń kamiennych ścian ginie wysoko pod sklepieniem, którego ostrza i łuki przypominają wnętrze gotyckiej katedry, lecz pomiędzy nimi wyrastają smukłe, kunsztownie zdobione konstrukcje inspirowane dalekowschodnimi pałacami. Ciemne drewno, czarny kamień i metal splatają się ze sobą w jedną, niemal nienaturalną całość, a z wysokich belek zwisają ciężkie, karmazynowe chorągwie, które poruszają się leniwie w gorącym powietrzu. Wzdłuż sali ustawione są masywne filary, każdy z nich pokryty jest misternymi wzorami smoków, których ciała wiją się wokół kamienia niczym żywe stworzenia. Ma się wręcz wrażenie, że one w każdej chwili mogą ożyć. Między nimi zawieszone są czerwone lampiony, rzucające drżące, pomarańczowożółte światło na posadzkę. Nie wystarcza ono jednak, aby rozproszyć ciemność tego pomieszczenia. Ten mrok zdaje się być integralną częścią samego pałacu.
Przez ogromne, wysokie okna do pomieszczenia wpada czerwona poświata lawy. Intensywne światło lawy przesuwa się po ścianach i kolumnach, sprawiając wrażenie, jakby cały pałac oddychał własnym, gorącym oddechem. W niektórych miejscach płomienie odbijają się w czarnej, wypolerowanej posadzce, tworząc pod stopami iluzję płynnego ognia. Na końcu sali, wysoko ponad jej poziomem, znajduje się wspaniały tron, do którego prowadzą szerokie schody, których każdy stopień tonie w czerwieni i czerni. Po obu stronach wejścia na podest stoją ogromne posągi smoków, zwrócone ku sobie, z rozwartymi paszczami i łuskami połyskującymi w blasku lawy. Ich kamienne oczy zdają się śledzić każdego, kto próbowałby zbliżyć się do władcy. Sam tron był jeszcze bardziej imponujący. Wykuty z ciemnego materiału, niemal czarnego jak noc, został opleciony misternymi, złotawymi zdobieniami przypominającymi wijące się smoki i płomienie. Nad tronem wiszą ciężkie czerwone tkaniny, opadające niemal do samej posadzki. Cała sala sprawiała wrażenie miejsca stworzonego nie po to, by przyjmować gości, lecz by przypominać im, gdzie się znaleźli.
W tej majestatycznej sali tronowej, na wspaniałym i nietypowym tronie wykutym z ciemnego materiału, niemal czarnego jak noc, oplecionym misternymi, złotawymi zdobieniami przypominającymi wijące się smoki i płomienie. Zasiada kobieta o
ciepłej karnacji i smukłej, wyraźnie kobiecej sylwetce. Ma ona długie burgundowe włosy, upięte wysoko w duży, misterny kok, z którego wymykają się pojedyncze kosmyki opadające na twarz. Dodatkowo ma na sobie białą koronę powstałą z czaszek jakiś ptaszych stworzeń, która mocno kontrastują z czerwienią jej włosów. Jej twarz jest delikatna, o łagodnych rysach, zielonych oczach i lekkim, pewnym siebie uśmiechu oraz wspaniałych, błyszczących, pełnych pogardliwego spojrzenia limonkowych oczach. Jej strój jest niezwykle skąpy i utrzymany przede wszystkim w czerni oraz głębokiej czerwieni. Czarne elementy układają się na jej ciele w ostre, przypominające pazury, miseczki, które podtrzymują jest duże i kształtne piersi, podczas gdy czerwony materiał oplata biodra i spływa w dół niczym płomień. Przy szyi nosi czarną ozdobę z jasnym, czaszkopodobnym elementem, nadającą jej wyglądowi nieco mrocznego, demonicznego charakteru. Na jednym ramieniu znajduje się czerwony akcent przypominający fragment dekoracyjnej narzutki. Cała jej postawa jest bardzo swobodna, wręcz nonszalancka i nadaje jej aurę kogoś niezwykle pewnego siebie, przebiegłego i odrobinę bezczelnego. Zdecydowanie nie wygląda na kogoś, kto musi demonstrować swoją władzę, raczej na osobę, która doskonale wie, że ją posiada.
- O cholera… - dało się usłyszeć głos Diuny.
- Co? Co tam jest? - spytał generał.
- Nyxana! - odpowiedziała z determinacją w głosie Kiazu, zaciskając pięści.
- Tu jest Nyxana i zasiada na tronie. - doprecyzowała stosunkowo cicho Rina.
- O cholera… - powiedział generał.
- No przecież mówię. - odpowiedziała Diuna.



wtorek, 6 października 2026

EPIZOD 296

 

„Przyjęcie gdzieś w tle… ”


Po środku lasu nadszedł czas na przeniesienie neczańskiego oddziału. Kronos sam poleciał do obozu smoków, natomiast oddział ChiZ02, ma już świeżą łączność. Nagle zostali przeniesieni w zupełnie inne miejcie. Obecnie znajdują się w dość mrocznym lesie, jego mrok wynika głównie z tego, że bardzo gęste korony drzew praktycznie nie przepuszczają słońca. Jest tam intensywna, ciemna zieleń i szarość która podbija poczucie mroku.
-
Oddział meldunek. - odezwał się nagle głos w łączności.
- Dotarliśmy na ustalone miejsce. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Świetnie. Ruszajcie dalej. - odpowiedział znajomy głos w łączności.
- Tak jest. - odpowiedział Kurai, a następnie dodał: - Hachi, działaj.
Na te słowa Hachi zaczął delikatnie podskakiwać i rozluźniać ręce oraz kark. Ziemny neczanin wziął przy tym kilka głębokich oddechów. Po chwili ukucnął i otwartą dłonią dotknął ziemi, jednocześnie zamknął oczy. A po dłuższej chwili wstał i powiedział:
- Ziom, jakieś 15km na południe jest jakiś obóz, chyba „tymczasowy”, bo tam wydaje mi się że mało istot się kręci … za to w na końću naszej drogi jest obóz stały i tam jest jakich hardcore jeśli chodzi o odgłosy na ziemi … a do tego na dokładkę jest ogrom kroków przeróżnych istot i jest ich tyle, że nie wiem które to są zwierzęta, a które to przeciwnicy.
- Ojej nie masz zaznaczenia na czerwono to już się gubisz… - powiedziała Diuna.
- Spoko siora to pokaż klasę i sama to ogarnij. - odpowiedział Hachi.
- Da się ich wyminąć? - wtrącił Kurai, nie wracając uwagi na rozmowę rodzeństwa.
- Ziom, ten bliższy obóz w miarę tak, może nie bez przeszkód ale powinno się dać. ALE … - odpowiedział Hachi.
- Ale co? - dopytał Kurai.
- Jedyna droga do naszego celu prowadzi przez ten stały obóz, nie jestem pewny ale na tyle ile „czułem” to zbudowany jest tak że wymusza przejście przez jego środek aby się tam dostać… Jest tam jakaś uczęszczana droga… - kontynuował Hachi, a następnie dodał: - Z tej odległości nie ma bata ze określę dokładniej… zdecydowanie za dużo wszystkiego.
- Zajebiście … - powiedziała Diuna przewracając oczami.
- Pełną budowę lokacji poznamy pewnie dopiero jak dojdziemy bliżej. Ale zapowiada się że łatwo nie będzie … - dodał Otachi.
- ruszamy dalej. - rozkazał Kurai.
- Tak jest. - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo.
- Hachi, prowadzisz. - kontynuował elektryczny neczanin.
- Luz Ziom. - odpowiedział Hachi.
- A Ty, pilnujesz abyśmy nie wpadli w pułapkę. - dopowiedział Kurai patrząc w oczy Diuny.
- Dobra … - odpowiedziała niezadowolona neczanka.
Po tych słowach oddział ruszył w dalszą drogę.


************


Pomieszczenie radiostacji w stałym obozie neczan. W tym sporym pokoju jest kilku radiowców, ogrom sprzętu służącego zarówno do nasłuchu jak i do video rozmów i podglądania niektórych oddziałów. Nagle do pomieszczenia wszedł Moyoshi, a kiedy został zauważony przez jednego z radiowców to twardo powiedział:
- Dajcie mi nasłuch na oddział ChiZ02, mam się nimi zając.
- Chętnie Panie Kapitanie, ale nie mamy ich na nasłuchu. - odpowiedział radiowiec, a następnie dodał: - Kapitanie, widzę, że
jeszcze nie wyruszyli…
- Jak to nie wyruszyli?
- Według s
ystemu ich łączność w trybie spoczynku jest w gabinecie Generała, pewnie są jeszcze na odprawie.
- Rozumiem, jak tylko wyruszą to chce mieć na nich bezpośredni stały nasłuch.
- Tak jest. - odpowiedział radiowiec.
Po tych słowach Moyoshi wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
-
Kurde jestem pewien, że wychodzili ze smokiem. Co oni kombinują… dlaczego zostawili swoją łączność!? … to wszystko nie trzyma się kupy… może coś uda mi się wyciągnąć od Rudego, chociaż akurat jego to lepiej nie wkurwiać… a dobra … - zamyślił się Moyoshi.
Nie wiele myśląc kapitan udał się prosto do gabinetu generała. Chwile podreptał po korytarzu pod samym gabinetem, a następnie zapukał.
- Wejść! - rozległ się głos za drzwi.
Na te słowa Moyoshi stanowczo otworzył drzwi. Zaraz po ich otwarciu ku jego wielkiemu zdziwieniu w gabinecie zobaczył jedynie zawalonego robotą generała.
- Co chcesz? - spytał generał.
- Em… szukam partnera do zebrania dla oficerów. - odpowiedział Moyoshi.
- Amis ma musztrę z nowymi rekrutami, a Kurai i jego oddział ogarniają smoka, więc nikt nie pomoże Ci niańczyć poruczników. - odpowiedział Rudy, nie podnosząc wzroku znad sterty papierów, a następnie dodał: - Czyżbyś chciał się urwać?
- Nie.. nie … mamy dużo punktów do odhaczenia...
- Fakt, jak zostawię to tylko Tobie to zebranie będzie trwało co najmniej do rana. Jak Amis skończy, to powiem mu aby wpadł tam na zebranie.
- Dzięki. - odpowiedział Moyoshi.
- Coś jeszcze?
- Yyy… nie … to ja spadam na zebranie. - odpowiedział Moyoshi wychodząc.
- Dobra decyzja. - odpowiedział generał na odchodne.

************


Neczańki oddział przemyka szarym i ciemnym lasem. Chowając się w krzakach, za drzewami i wszystkim innym co jet dla nich dostępne. Gdzieś bliżej obozu miejscówki do schowania skończyły się więc neczanie weszli wysoko w korony drzew i tam skacząc między gałęziami przemieszczając się dalej w kierunku swojego celu. Pod nimi drogami sporadycznie przechodzą zarówno jakieś zwierzęta, jak i pojedynczy wartownicy.
- On aż się prosi aby go zaatakować … - powiedziała Kiazu.
- A to aż się prosi o alarm i zawalenie misji. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Niby tak, ale powalczyłabym! - dodała entuzjastycznie Kiazu.
- W pałacu zakładam, że będziesz miała okazję. - kontynuował Kurai.
- Ej Ziom, pa na to. - powiedział Otachi, wyglądający z szczytu koronny drzewa.
Elektryczny neczanin szybko i sprawnie wspiął się wyżej. W tym momencie zobaczył, że nie długo w sumie las się kończy i zaczyna się teren przepełniony zastygłą magmą, ciemnymi kamieniami i różnymi mniejszymi bądź większymi rzekami i strumieniami lawy. Widać również spore zadymienie terenu, jak i ogromny zabudowany teren. Natomiast na samym szczycie tego dziwnego wulkanu znajduje się majestatyczny i wielki lawowy pałac.
- Trochę się zmieniło odkąd byliśmy tu ostatni raz … - powiedział Hachi.
- Ale ten gryzący dym w którym nie da się oddychać jak widać został. - dodał Otachi.
- A ten obóz u podnóża jest ogromny. - dopowiedział Hachi.

- Myślę, że to też miejsce zapatrzenia pałacu więc zapewne część tego obozu nie jest terenem wojskowym. - powiedział Kurai.
- Pewnie masz racje Ziom, ale na ile ułatwia Nam to sprawę? - spytał Otachi.
- Albo na ile utrudnia? - dodała Diuna.
- O tym przekonamy się dopiero tam. - odpowiedział Kurai.
- Taaa… świetnie … czy tylko ja uważam, że nie powinno Nas tu być? - spytała Diuna.
- E tam powinniśmy tu być! Nawet bardziej niż jesteśmy! - odpowiedziała Kiazu.
- Nie wybieramy misji, skoro tu jesteśmy to jest w niej jakiś sens. - dodał Otachi.
- A tu Kiazuchna ma jakieś porachunki z Nyxaną, więc nie utrzymali by jej w obozie. - dodał Hachi.
- O tak! Skopie jej dupę! - dodała entuzjastycznie Kiazu.
- Dobra, punkt dla Was. - odpowiedziała Diuna, a po chwili spytała: - Robimy gdzieś jakąś przerwę?
- Zobaczymy jak będziemy się sprężać. - odpowiedział Kurai.
- Niech zgadnę Ziom … obóz i górę zdobywamy w nocy? - spytał Hachi.
- Tak by było najlepiej. - powiedział Kurai.
- I tak to zajmie Nam dużo czasu. Już w sumie idziemy ze 2-3h a dopiero jesteśmy w okolicach tego pierwszego obozu… - marudziła dalej Diuna.
- No trochę się ślimaczymy przez to skradanie i ostrożność. - powiedziała Kiazu.
- Są konieczne … - wtrąciła cichutko Rina.
- Siora, na oko dojście do tego drugiego obozu to jakieś z 5-8h … - dodał Hachi.
- I potem nie wiadomo ile w obozie i podejście pod górę. - dopowiedział Otachi.
- Świetnie … po prostu świetnie… - powiedziała Diuna, przewracając oczami.
- Szybko zleci! - dodała radośnie Kiazu.
- Jednocześnie mnie to przeraża że aż tak się cieszysz na tą misje jak i podziwiam Twoją pewność siebie … - odpowiedziała Diuna.
- Cała ja w pigułce. - odpowiedziała Kiazu, jednocześnie mrugając okiem.


************


Gabinet neczanskiego generała, który czyta jakieś dokumenty, popija kawę i ma na nasłuchu swój oddział od zadań specjalnych jak i otwarte połączenie z księciem Zekeren, na którym obaj są wyciszeni.
- Bro uważaj po lewo jest dwóch… - powiedział Hachi.
- O kurcze … dzięki Bro prawie bym na nich wlazł … Skąd oni się tu wzięli? - spytał Otachi.
-
Wyszli z namiotu, ma jakiś dziwny kamuflaż i gdyby nie moje psychowidzenie nie widziałabym go… puki nie wpadła bym na niego …. - dodała Diuna.
- Zajebiste. - powiedziała Kiazu.
- Szkoda ze my takich nie mamy, było by łatwiej się przemieszczać... - dopowiedziała Diuna.
- Zdajesz sobie sprawę, że przez ten materiał nic się nie widzi? A dodatkowo on dobrze działa tylko w formie maksymalnych rozmiarach namiotu dwuosobowego i najlepiej jakby materiał się zbytnio nie ruszał … - wtrącił Rudy, nie odrywając się od kawy.

- To trochę komplikuje sprawę… - odpowiedziała Diuna.
-
A nawet bardzo. - dodała Kiazu.
-
I nici z leniwego skradania. - dodał Hachi.
-
Zapomniałeś im dodać, że ta technologia należy do Deskeros i jako tako nie mamy do niej dostępu. - wtrącił Volaure tak aby słyszał go tylko generał.
- Szanowny Książę obecnie nie muszą wiedzieć, że to wynalazek Elfów … - odpowiedział generał na następnie dodał już do oddziału: - Jakie mundury minęliście?
- Desdemos. - odpowiedział chłodno Kurai.
- rozumiem, uważajcie tam. - powiedział rudy do oddziału a następnie dodał już do samego księcia: - Dobra chociaż to dziwne, że dzielą się ta technologią nawet ze „swoimi”. Elfy nie lubią dawać od swoich technologii. W sumie mogli po prostu ukraść im ten namiot.
-
Tak, to prawdopodobne… tak samo równie mocno prawdopodobne jest że mają jakiś mocny wewnętrzny układ, który jest opłacalny dla Elfów i opłacało im się dać swoje technologie, ale to by musiało być coś mocnego. - odpowiedział Książę.
- racja książę …. hmm…. Na dobrą sprawę to Elfy zwykle demolują tylko wsie i miasta uderzając głównie w cywili a nie jednostki wojskowe. - powiedział generał.
- Zajmują się również torturowaniem.
- Fakt, jednocześnie mało widać ich na polach walk. A zdecydowanie byliby widoczni z daleka i zdecydowanie byłoby o nich głośno.
- Oj tak…
- Bez urazy Książę, ale stare Zekeren zdecydowanie byłoby po stronie Ambasadora Chifuina.
- Zdaje sobie z tego sprawę, zwłaszcza ze Dossak pochodził z Desdemos.
- Książę skąd neutralność?
-
Hmm… chociażby aby zachować swobodę i przez turniej walk smoków. W momencie opowiedzenia się po konkretnej stronie nasze turnieje mocno by ucierpiały i przestałyby być opłacane. A dodatkowo nie muszę 24h na dobę użerać się z innymi władcami …
- Już to widzę… Panie, Sama moja królowa by wystarczyła by zwariować.
- Nie zaprzeczę … Ale jak chcesz smaczek o mnie to chociaż jestem w barwach sojuszu i w teorii Zekeren jest po stronie sojuszu to nie przysięgałem wierności żadnej ze stron, chociaż jak miałbym „zdradzić sojusz” to już dawno bym to zrobił, zwłaszcza w obliczu nowego wyzwania jakim jest Nyxana...
- Z całym szacunkiem, Książę, ale gdyby Zekeren zamierzało przejść na drugą stronę, zrobiłoby to na grubo przed wojną. Zdrada ma sens tylko wtedy, gdy przynosi wymierne korzyści. W tej chwili nie widzę ani jednej, która równoważyłaby straty. Planety, które zdradzają, robią to z desperacji albo z wyrachowania. Zekeren nie jest dziś ani zdesperowane, ani ślepe, a notabene utrata zaufania byłaby dla Zekeren ciosem znacznie cięższym niż jakiekolwiek doraźne zyski. Poza tym zdrada, której wszyscy się spodziewają, jest najgorszym rodzajem zdrady. Dodatkowo Wasza Wysokość, zdrada Zekeren byłaby błędem strategicznym. Nie dlatego, że jest niemożliwa, lecz dlatego, że niczego by nie dawała.
- Masz racje… Ty to widzisz, ja to widzę … dodam
, że oficjalnie strona Chifuina Nas wysadziła, powoduje tylko to, że odcięli sobie ewentualną pomoc chociażby w postaci azylu dla rodzin i bliskich, jak i dostępu do naszej technologii leczenia czy neutralnego miejsca do rozmów. Jednakże myślę, że to nie będzie wieczna przykrywka i kiedy wszystko stanie się jasne, o ile już nie jest… albo będą chcieli układów, albo będą chcieli Nas się znów pozbyć. Dużo zależy jak tam teraz u nich będzie pociągane za sznurki, bo układ sił ewidentnie się zmienił i to może mieć bardzo różne skutki dla wszystkich…
- Tak zdecydowanie masz racje, uwolnienie Nyxany mocno zamiesza w tej wojnie i układzie sił. Tylko pytanie na którą stronę przechylą teraz szalę. Myślisz Książę, że szybko dojdzie do siebie?
- Podobnież jeden z generałów użył jakieś fiolki… wiec zapewne to w dużej mieże zależy co było we fiolce jak i jak wpłynęła na nią ta zawartość. Jednak każda nagła moc niesie za sobą konsekwencje.
- O ile mi wiadomo, to była fiolka z mocą chaosu, niestety Wasza Wysokość nie wiem o jaką energię chaosu chodzi… Ważne jest to że to dało jej tyle mocy, że wyłamała portal i przeszła do naszego świata i jeszcze przeprowadziła potężny atak obszarowy. Z tego co mi donieśli to nie była wstanie po nim chodzić i nieśli ją na rękach.
- Chaosu mówisz, to bardzo rzadka ale i potężna moc, chociaż Ona jako naczynie dla tej mocy tez musiała być niczego sobie.
- Wasza Wysokość ma racje, sam spodziewałem się, że taka moc rozerwie ją na kawałeczki, a jak się okazało, że prężyła, to mogę powiedzieć, że łatwo to już było teraz już łatwo nie będzie.
-
Oj tak …
-
O matko! Jakie ciacho. - powiedziała nagle Kiazu, której oddział nie słyszał powyżej rozmowy.
-
Kiazu no weź… - odpowiedziała Diuna.
-
Co no weź? Tylko nie udawaj, że go nie widzisz!? Ten zajebisty wysoki typek… długie granatowe włosy i ta seksowna blizna na prawym oku...- kontynuowała Kiazu.
-
No widzę, ale mógłby być przystojniejszy… - odpowiedziała Diuna.
- Może… ale i tak jest turbo gorący… - odpowiedziała kokieteryjnie Kiazu.
-
Kiazu, a Ty nie miałaś się na czymś skupić? - wtrącił chłodno Kurai.
-
Miałam, i przecież skupiam się aż nadto! Nie mogę oderwać od niego wzroku… - odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała: - Ale się porusza … oj w innych okolicznościach startowałabym… zajebisty jest … Hachi jak coś to ciacho idzie w Twoją stronę.
-
Dzięki Sis. - odpowiedział Hachi.
- No dobra im dłużej obserwuje to tym bardziej jestem skłonna przyznać Ci rację, chociaż nadal uważam że nie raz widziałyśmy przystojniejszych … -
dodała Diuna.
- E tam! Ten tez jest niczego sobie! - dopowiedziała Kiazu.
- Książę .. Wasza wysokość przepraszam za nich… - wtrącił Rudy, robiąc klasycznego facepalma.
- Spokojnie, nie przeszkadza mi to, a jak zacznie to po prostu ich wyciszę… póki co są ciekawsi niż zebranie… - odpowiedział Volaure.
- O czym debatujecie? - zapytał Generał.
-
Musi wystarczyć Ci stwierdzenie, ze podsłuchiwanie Twojego oddziału do zadań specjalnych jest dużo ciekawsze i w sumie Płomyczek mogłaby go opisać bardziej… - odpowiedział spokojnie Volaure, z delikatnym uśmiechem.
-
O nie!- prawie krzyknęła Kiazu.
- Co się stało? - spytał generał.
-
Kiazu została oblana kubłem zimnej wody. - odpowiedział Hachi.
-
Lunęło. - dopowiedziała Diuna.
-
Mamy ścianę deszczu. - dodał Otachi.
-
O kurczę mokry w tym mundurze wygląda jeszcze lepiej. - wtrąciła nagle kokieteryjnie Kiazu.
-
Kiazu, nie mamy całego dnia rusz się. - powiedział Kurai.
-
A tak dobra już idę… - odpowiedziała Kiazu.
-
O kurcze Bro … - powiedział nagle Hachi, jednocześnie podśmiechując się.
-
No co…. - odpowiedział Otachi.
- Co tym razem? - zapytał generał.
-
Nie skomentuję tego. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Znając ich to czasem lepiej nie wiedzieć. - wtrącił Książę.
- Masz racje Wasza Wysokość… - odpowiedział Rudy.


************


Neczańki oddział do zadań specjalnych od ładnych parunastu godzin przemyka na terenie wroga. W końcu dotarli do jakiegoś gospodarstwa praktycznie pod samym dużym obozem stałym u podnóża wulkanu, na którego szczycie znajduje się lawowy pałac. Gospodarstwo jest spore jednak znajduje się w nim duża stodoła z sianem, w której obecni ukrywają się neczanie jak i ogrodzony teren pokryty intensywnie zieloną trawą, zatopioną w wodzie. Deszcz nadal intensywnie pada. Hachi, Otachi jak i Kurai poszli na zwiad po okolicy, a dziewczyny odpoczywają. Dokładniej Diuna leży na sianie na górnej kondygnacji stodoły. Za to Kiazu i Rina siedzą, nieopodal siostry, na brzegu piętra. Obie są gotowe w każdej chwili się schować, albo zaatakować. Dziewczyny są na tyl blisko siebie, że mogą swobodnie rozmawiać bez ponoszenia głosu, dodatkowo ustawiły, że tak, że one słyszą wszystkich ale jednocześnie ich nie słychać.
- Mam nadzieje, że zaraz wrócą … w sumie zjadłabym coś. - powiedziała Kiazu.
- No można by było … - odpowiedziała Diuna.
- Chociaż wolałabym już spotkanie z Nyxana. - powiedziała Kiazu.
- A ja bardziej chciałabym teraz trochę muzy, a może i nawet jakiś serial. Chociaż samo odpoczywanie i tak jest git. - odpowiedziała Diuna, wtulając się w siano i przeciągając się.
- To też by miało swój urok. - wtrąciła Rina.
- Pewnie chciałabyś być na tym deszczu? - spytała Kiazu.
- Trochę tak … chociaż to nie byłoby teraz zbyt bezpieczne… - odpowiedziała spokojnie Rina.
- E tam ta farma jest pusta i totalnie nikogo tu nie ma… - powiedziała Diuna.
- W sumie to trochę dziwne, że jest tu opuszczone miejsce tak blisko obozu. - odpowiedziała Kiazu.
- Ten ogrodzony teren tutaj w okolicy tej stodoły wygląda jak jakaś łąka, czy inne miejsce wypasu… więc możliwe ze coś okresowo tutaj trzymają, a opiekunowie mieszkają w obozie. - dodała Rina.
- I teraz mieszkańcy tego przybytku są gdzieś poza tym terenem? - spytała Diuna.
- Podejrzewam, że tak. - odpowiedziała Rina.
- Hmm … Pewnie to jakieś jednorożce, to możemy na luzie tu być i odpoczywać bo raczej szybko tu nie wrócą. - powiedziała Diuna.
- Dziewczyny ktoś idzie. - powiedziała Kiazu.
Na te słowa wszystkie neczanki schowały się za stogami siana. Diuna w sumie się nie ruszyła, Rina ukucnęła, a Kiazu bardziej się przyczaiła a nie schowała. Po chwili drwi do pomieszczenia otworzyły się na oścież i rozległ się znajomy głos.
- Siorki to my.
- O też się wyciszyliście. - zauważyła Kiazu zeskakując z pietra.
- Taaa… to byłby by zwiad lvl hard. - odpowiedział Otachi.
- Dowiedzieliście się czegoś? - dopytała Kiazu.
- W sumie co nieco tak, ale to już chyba poczekamy jak będziemy wszyscy. - odpowiedział Hachi.
- O ile go nie złapali. - wtrąciła Diuna, a po chwili dodała: - Spodziewałam się, że wróci pierwszy a tak to zapewne jesteśmy już bez dowódcy.
- Siora, nawet NPC w grach podnoszą alarm, a tu cisza więc jest szansa, że dalej działa. - odpowiedział Hachi.

- Życie to nie gra… pewnie go złapali i teraz przesłuchują. - kontynuowała Diuna.
- Kogo złapali? - spytał nagle Kurai, który stoi w wysokim oknie stodoły.

- Ciebie, ale jednak nie… - odpowiedziała mocno zaskoczona Diuna.
- Ziom to jaki plan? - spytał Otachi.
- Wracamy na łączność, w sumie możemy zjeść i wymieniamy się informacjami. - odpowiedział chłodno Kurai zeskakując.
Na te słowa cały oddział przestawił łączność, następnie wszyscy weszli na piętro, tam z plecaka lezącego koło Diuny, wyjęli pojemnik z jedzeniem, rozsiedli się tak aby z dołu nie było ich widać i zaczęli zajadać oraz rozmawiać.
- Według tego co udało mi dowiedzieć to Nyxana z całą świtą dopiero dzisiaj dotarła do pałacu, gdzie ponoć była wnoszona na rekach generała. - zaczął Kurai.
- Taka to sobie pożyje… faceci ją na rekach noszą. - wtrąciła Diuna.
- A to oznacza, że albo ma ego i nie będzie sobie brudzić stópek… - zaczął Otachi.
- Albo nadal jest wyczerpana po wyjściu z portalu. - dodała Kiazu.
- W każdym razie to Nasza szansa, dowiedziałem się również, że szykują jakiś duży transport zapasów na górę do lawowego pałacu, co prawda nie spieszą się z nim, ale to może pomóc nam dostać się na górę jak nie znajdziemy lepszych możliwości. - kontynuował Kurai.
- Za to ja słyszałem rozmowę, że czekają jak deszcz przestanie lać. Strasznie na to marudzili, że mają przestój i że czegoś nie chcą robić po nocy, ale póki pada to są uziemieni. - powiedział Hachi.

- Hmm… jacyś cywile mówili ze coś przyjdzie jak deszcz będzie się kończył i oby szybko skończyło lać bo wojskowi już wkurwa dostają. - dodał Otachi, a po chwili dopowiedział: - Aaaa i widziałem taką dużą rampę z takimi dziwnymi metalowymi uprzężami.
- Jaka jest szansa, że czekają na koniec deszczu jak te jednorożce czy co tu tam mieszka wrócą aby zrobić dostawę na górę? - powiedziała nagle Diuna.
- Jestem przekonany, ze nie czekają na jednorożce, ale sam Twój zamysł ma sens i jest prawdopodobny. - odpowiedział Kurai.
- To w takim układzie co? - spytała Diuna.
- To nie istotne, ale jest sporo zwierząt transportowych które mogą wnosić większe ciężary niż jednorożce. Zwłaszcza, ze Otachi widział prawdopodobnie rampę załadunkowa. - odpowiedział Kurai.
- Stary ona była wielka! I tam były takie dziwne rusztowania z łukiem. - dodał entuzjastycznie Otachi.
- To wychodzi na to, że czekamy aż powróci to coś na co czekają, potem spróbujemy dostać się jako ładunek do pałacu. W międzyczasie wypocznijcie na ile się da. - powiedział Kurai.
- Tak jest. - odpowiedział zgodnie oddział.


************


Późnym wieczorem deszcz zaczął mniej intensywnie padać, jednak nadal wszędzie jest mokro i mało przyjemnie. Kurai stoi przed wejściem do stodoły, oparty o jedna ze ścian, koło skrzyń i siana. Nikt się nie kręcił w okolicy a teraz jest już praktycznie ciemno. Neczanie obecnie widzą znacznie lepiej niż ich przeciwnicy więc zobaczą ich znacznie wcześniej.
- Nadal czekacie? - spytał generał.
- Taaa … - odpowiedział Kurai.
- Przepraszam, że przeszkadzam… Myślę, że nie długo przestanie padać… - wtrąciła dość pokornie Rina wychodząc z stodoły.
-
Czyli wszyscy Nas słyszą tylko nie reagują. - powiedział generał.
- Odpoczywają, tam grają w karty, pewnie drzemią. - odpowiedział Kurai.
-
A Ty warta? - kontynuował Rudy.
- Można tak powiedzieć. - odpowiedział elektryczny neczanin.
Tym czasem wodna neczanka stanęła na deszczu i po cichu cieszyła się, że chłodne krople wody na nią spadają. Zdecydowanie napawa się deszczem.
- Kiazu, też taka spokojna? - dopytywał generał.
-
Jak na mnie tak, ale jestem aktywna i robię różne ćwiczenia. - wtrąciła Kiazu, będąca w szopie i przez łączność.
- Aktywny odpoczynek … obyś miała siłę potem. - powiedział Rudy.
- Przecież dobrze mnie znasz … - odpowiedziała Kiazu.
- Tak i dlatego akceptuje ten styl odpoczywania… - odpowiedział Generał.
Nagle dało się usłyszeć głośnie powarkiwania. W tym momencie oczom neczan w oddali rozległem polany wielkie bestie powoli i majestatycznie wynurzały się z mgły. Ida pewnie jednocześnie powarkują. Ich muskularne, ciężkie ciała przypominają drapieżniki z najstarszych koszmarów, pokryte łuską o barwie zimnego granatu i popiołu. Trzeba przyznać ze mokra skóra przybyszy połyskiwała. Dodatkowo każdy ich krok wbijał się w podłoże z głuchym hukiem, a woda, znajdująca się na łące, rozpryskiwała się spod ostrych pazurów i masywnych łap.
Najbardziej przerażający w tych stworzeniach był jednak ich łby. Długie, kościste pyski, które przypominają grot włóczni, a z czoła wyrastał im czarny, idealnie posty pojedynczy róg. Na dokładkę owe rogi wyglądają bardziej jak broń oblężnicza niż część żywego stworzenia, co sprawiało, że wyglądają bardzo gronie. Całości ich wyglądu dopełniają umiejscowione wokół karków i barków sterczące kolce oraz błoniaste wyrostki, które drżą przy każdym oddechu. Straszliwy wygląd uzupełniają małe, jarzące się metalowym złotem oczy, które patrzą chłodno i z wyższością. Powietrze wokół stada zdawało się cięższe, ale nie przytłaczające.
- Ekipa koniec laby, zbieramy się. - powiedział chłodno Kurai.
- No nareszcie. - odpowiedziała Kiazu.
- Co to jest? - spytała zaskoczona Rina
- To Vaelrathdrax. - odpowiedział Kurai.
-
Uważajcie, one są bardzo groźne. I to tłumaczy dlaczego czekali na koniec deszczu i zdecydowanie to nie są stworzenia, które da się utrzymać kiedy pada deszcz… - wtrącił generał.
- Czemu? - spytała zaspana Diuna przez łączność.
- Ujmijmy to tak, że te stworzenia nie lubią deszczu, kiedy ten się pojawia one odchodzą, a kiedy się kończy wracają… więcej nie musicie obecnie wiedzieć … - odpowiedział generał.
W tym momencie elektryczny neczanin, złapał neczanę za rękę i wciągnął ją z powrotem do szopy. Następnie zamknął drzwi, oparł się o ścianę i prawą ręką zasłonił Rinie usta, a lewą ręka położył palec na ustach, sugerując wszystkim obecnym aby zachowywali ciszę. Oboje są mokrzy. Po dłuższej chwili zza drzwiami dało usłyszeć się głosy nieznajomych.
- Zachowajcie ostrożność i nie dotykajcie błon i przypominam, też że potrafią zaatakować
- Pamiętamy. - rozległ się głos kilku osób naraz.
- Nooo, Zdzi
chmat też tak mówił i siedzi teraz w lazarecie.
- Yyy… no tak….
- Są już blisko bądźcie gotowi!

************


Przestronna, wysoka sala pałacowa o mocnym białym świetle. Znajduje się tam kilka okrągłych stolików, z krzesłami jak i przestrzeń do tańca i zabawy. Stoi nawet orkiestra która gra muzykę na żywo. Urodziny syna Króla Ashga trwają w najlepsze, a zaproszeni goście bawią się, tańczą, rozmawiają i miło spędzają czas w luźnej atmosferze. Panie są w pięknych sukniach, panowie głównie są w garniturach. Swoim wyglądem wyróżniają się władcy którzy są w swoich eleganckich strojach z zebrań rady, a dodatkowo Książę Zekeren ubrany jest w jeansy, zielony t-shirt, który swym odcieniem idealnie pasuje do koloru Jego oczu, oraz czarną marynarkę od garnituru. Dodatkowo w prawym uchu ma łączność, ale ustawioną tak, że On słyszy wszystko, a Jego nie słyszy nikt.
-
Jakie one są wielkie! - krzyknęła nagle Kiazu przez łączność.
-
I warczą nawet na opiekunów, a to w sumie szansa dla Nas. - dodał Otachi.
- Zdecydowanie uniosą i Nas i ładunek. - powiedziała Diuna.
- Volaure? - odezwał się nagle znajomy głos.
- No co tam? - spytał książę, który jednocześnie skupił się na Skautim.
- Królowa Sansha dalej mnie obserwuje i patrzy tym dziwnym spojrzeniem. - odpowiedział Skauti, ubrany w elegancki i dopasowany zielony garnitur.
- Powiem tak, albo zazdrości, że mam przystojniejszą osobę towarzyszącą niż Ona, albo uważa, że coś odwalimy coś co udowodni zdradę sojuszu. - odpowiedział spokojnie Volaure, popijając swojego drinka, a po chwili dodał: - Sam wybierz która wersja bardziej Ci odpowiada i po prostu baw się dobrze.
- Masz rację, a co to za śliczna dziewczyna, ta tam z zielonymi włosami w różowe kwiatki? Ten jej kucyk i obłędne oczy mocno przyciągają…
- To Hana, córka Sanshy. - odpowiedział spokojnie Volaure, nawet nie spoglądając w Jej stronę, a następnie dodał: - I tak jest urocza.
- Nawet na nią nie spojrzałeś…
- Nie musiałem. - odpowiedział Volaure, mrugając okiem.
-
Ciii… spokojnie …. - dało się nagle usłyszeć cichutki i spokojny głos Riny.
- Tyle razy to widziałem, a nadal robi wrażenie… - dodał Otachi.

- Dzieje się, tam coś u Nich? - spytał nagle Skauti.
- Aniołek, odprawia swoją magię. - odpowiedział Volaure.
- Znowu ten Twój „Aniołek”, kiedy w końcu ją poznam? - wtrącił kobiecy głos.
- Abyś mogła wydrapać Jej oczy? - odpowiedział Volaure z zadziornym uśmiechem i spoglądając na przybyszkę.
Piękna kobieta ubrana w długa białą suknie z delikatnymi kwiatowymi złotymi zdobieniami. Dodatkowo przybyszka bardzo długie kruczoczarne włosy, upięte w wysokiego i sztywnego kucyka. A całości jej wspaniałego wyglądu dopełniają lekko nie obecne, ale zarazem przyjazne seledynowe oczy.
- Hmmm…. Dobrze wiesz, że lubię bardziej wyrafinowane pozbywanie się rywalek… Może ją podpalę i potorturuję trochę?
- Brzmi jak dobra zabawa. - odpowiedział książę z uśmiechem.
Skauti z dość sporym przerażeniem patrzył na rozmówców. Kątem oka przybyszka spojrzała na młodzika i po chwili kontynuowała:
- A pomijając to, że o tego Twojego „Aniołka” nie muszę się obawiać to jestem pewna, że Ona mi do pięt nie dorasta. To nie traktuje Jej jako rywalkę, co wiesz Ty śmieszku jeden.
- Powiedziała ta co się nie droczy. - powiedział Volaure, szczerząc kły.
- A to jak zawsze …. hmm… co do „Aniołka” to chciałabym w końcu poznać istotę, która zaprząta Ci głowę bardziej niż ja, zwłaszcza, że to ze mną masz miłe zabawy... - odpowiedziała Kana, delikatnie obejmując księcia w jego pasie.
- Na to akurat nie masz dowodów. - odpowiedział Volaure, patrząc głęboko w oczy Ambasador.
- Tak, tak to czemu o Niej teraz wspomniałeś? - zapytała Kana.
- Za pozwoleniem, Pani… to ja o nią pytałem, a Książę tylko odpowiadał. - wtrącił Skauti.
- Skauti, dobrze Pamiętam? - spytała Ambasador, przestając się przytula do księcia.
- Tak Pani. - odpowiedział zwiadowca.
- Myślę, że ten zadziorny przystojniak jest wstanie obronić się sam, ale powiedzmy, że szanuje iż wziąłeś to na klatę. - odpowiedziała Kana, a następnie dotykając policzka Skautiego dodała: - Posłuchaj słodziaku, doskonale wiem, że nie sypiają, ze sobą tak trochę wbrew naturze Kuba. W każdym razie „Aniołek” właśnie dlatego mnie intryguje. Wiesz tyle czasu spędzamy razem, że doskonale widzę, że jest ważna dla Volaure, a jednocześnie podobnież z nią ani nie sypia ani nie zrobił z niej swojej zabawki do energii, co dla mnie jest już dziwne.
- Przyjaźń ma różne oblicza. - wtrącił Volaure, mrugając okiem.
- Wiem Tygrysku, ale jesteśmy Kubami. Nam jednocześnie najbardziej zależy i często najmniej na tych z którymi sypiamy. Taki ambaras Kuba. A TY z nią nie sypiasz, a na tyle ile miałam z nią do czynienia to jest urocza, chociaż mogłaby być ładniejsza, wciąż jednak jest wystarczająca do bycia zabawką. - odpowiedziała Kana.
- A może już jest czyjąś zabawką, kto nie lubi się dzielić swoimi zabawkami? - odpowiedział zadziornie Volaure.
- To bym była zaskoczona… - odpowiedziała Kana, a następnie spytała: - Po urodzinach Chobo, odprowadzisz mnie do moich komnat?
- A to moja droga sytuacja rozwojowa i może złapiemy się jeszcze przed końcem? - odpowiedział Książę.
- Niech będzie, to ja idę się socjalizować z damami. - odpowiedziała Kana, mrugając zalotnie okiem, a następnie odeszła w kierunku wianuszka kobiet, po przeciwnej stronie sali.
- Idę zajarać, chcesz iść? - pytał nagle Volaure, który cały cas słucha neczan, chociaż nie zawsze skupia na nich pełną uwagę. Obecnie słyszy głównie powarkiwania stworzeń oraz masę innych niezidentyfikowanych dźwięków, które nie budzą niepokoju, ale jednoczenie nie wiele mówią.
- W sumie mogę, świeże powietrze dobrze mi zrobi. - odpowiedział Skauti.
Następnie obaj wyszli na pory i przestrony taras. Jest już ciemno i zabierające dech w piersiach gwieździste niebo opatula cały świat. Widać nawet „toksyczną planetę”. Zaraz po wyjściu Volaure zapalił papierosa i oparł się tyłem o barierkę tarasu.
- Nie chcesz patrzeć w niebo? - zapytał Skauti, stając przed księciem.
- Nah … zdecydowanie wolę kosmos. - odpowiedział Volaure, który paląc uważa aby dym nie poleciał na Jego towarzysza.
- Hmm… pewnie często jesteś na takich imprezach?
- Wręcz przeciwnie, na takich ekskluzywnych przyjęciach bywam sporadycznie.
- A z „Bratem” bywałeś na takich?
- Tak, bywał moim +1, ale nie aby chilować i się bawić, zwykle mieliśmy jakaś misje na boku, a samo przyjecie bywało tylko przykrywką i dobrym alibi. Bywało też tak, że ze mną była jakaś laka, i wchodziliśmy jako nieznajomi, to były fajne czasy.
- Fajne bo robiliście mroczne rzeczy?
- Hmm… Bo ot dużo podróżowaliśmy, ot mieliśmy wiele wspólnych przygód, ot mogliśmy wykorzystywać swoje umiejętności jak i rozwijać się i udoskonalać się w nich. Nasze misje mają ten sam vibe co wyjście z kumplami na podwórko po to aby odwalić najbardziej szalony pomysł i się dobrze bawić.
- Rozumiem, ma to w sumie sporo sensu … hmm… kiedyś z kumplami wzięliśmy starą lodówkę ze śmietnika, wnieśliśmy ją na piąte piętro po schodach do mieszkania kumpla i niewiele myśląc wyrzuciliśmy te lodówkę z okna kumpla na ziemie … Teraz to brzmi strasznie, ale wtedy mieliśmy ubaw po pachy i nie myśleliśmy o konsekwencjach. - odpowiedział Skauti uśmiechając się.
- Dobre, no to moje misje z Bratem, zdecydowanie można do tego porównać.
- Tylko były mocniejsze…
- Szczegóły …
- Książę, ukrywasz się przede mną? - spytał nagle młody kobiecy głos.
W tym momencie oczom panów ukazała się prześliczna dziewczyna, która ma eleganckiego wysokiego kucyka z zielonych włosów w różowe kwiatki. Po upięciu włosy sięgają jej zaledwie do ramion. Przybyszka ubrana jest w białą suknie do kolan, która ma pomarańczowe i delikatne roślinne zdobienia. Całości jej młodzieńczego wyglądy uzupełniają niebieskie oczy oraz rzemieńce na twarzy.
- Pani. - wtrącił Skauti delikatnie kłaniając.
- Nie muszę, wyszedłem zapalić - odpowiedział Volaure, po czym zaciągnął się, a następnie po wypuczeniu dymu spytał: - Matka wie, że ze mną rozmawiasz.
- Przed moja matką nic się nie ukryje. Nie jest zadowolona, a jednocześnie nie może mi tego zabronić. Jako księżniczka robię co chcę. - odpowiedziała dumnie i pewnie przybyszka, a następnie dodała: - Masz mnie pocałować w policzek na powitanie.
- Co za pech, nie jestem tutaj od spełniania Twoich zachcianek.
- Poskarżę się Matce! - odpowiedziała twardo przybyszka tupiąc nogą.
- Twoja Matka to będzie bardzo szczęśliwa jak tego nie zrobię… - odpowiedział Książę.
- W sumie tak, nie znosi Cię.
W tym momencie Książę dał przybyszce delikatnego buziaka w policzek na powitanie, a następnie dodał:
- Jednak życzenie księżniczki zostało rozpatrzone pozytywnie.
- Zrobiłeś to tylko po to aby moja Matka się wściekła.
- Być może, ale nie masz co marudzić w końcu dostałaś to co chciałaś.
- To może zrobisz ze mną coś więcej, na złość mojej Matce?
- Hana, dobrze wiesz że nie, Nasza relacja nie osiągnie tego pułapu.
- Będę próbować, nie długo też kończę 18ście więc ta wymówka Ci odpadnie. - odpowiedziała aroganckich tonem Hana, a następnie spytała: - Dlaczego nie jesteś w barwach książąt sojuszu?
- Mój towarzysz lubi zielony kolor, a skoro go zaprosiłem to chciałem sprawić mu przyjemność.
- Dziwne masz normy, istoty są po to aby to władca czerpał przyjemność i miał jak najlepsze życie a nie odwrotnie. - odpowiedziała Hana, a po chwili dodała: - To Twój nowy chłopak? Mojej Matce się to nie spodoba.
- Bardziej nie podoba się jej ze ze mną rozmawiasz. - odpowiedział Książę.
- Przywykła do spełniania moich kaprysów, a to jeden z nich.- odpowiedziała Hana.
- Yhy, tak tak … - odpowiedział Volaure, a następnie nagle dodał: - Tak nawiasem Matka Cię woła.
Na te słowa Hana odwróciła się i kiedy spostrzegła, że jej matka rzeczywiście ją woła, to pośpiesznie odeszła bez słowa.
- Taki piękny kwiat, a charakterek ma iście bagienny. - powiedział Skauti.
- Cała Hana… - odpowiedział książę, a po chwili dodał: - Skauti może zaprosisz Hanę do tańca?
- Kuszące, ale jest nieletnia czy to będzie w porządku?
- Taniec z 16stką jest w porządku, serio. - odpowiedział Volaure, mrugając okiem.
- W sumie masz racje …. ale chyba jestem za niskimi progami, przydałaby się mocna bajera.
- Powiedz ze jesteś Adiutantem Przybocznym samego księcia Zekeren, jestem pewien że to łyknie i mocno zyskasz w jej oczach. Śmiało działaj.
- No dobra to spróbuję. - odpowiedział dość entuzjastycznie Skauti, po czym delikatnie pokłonił się i odszedł.
Tym czasem Volaure odwrócił się gasząc papierosa i zaczął patrzeć w niebo. Jednocześnie mocniej nasłuchując zaprzyjaźniony oddział.


************


Wnętrze drewnianej skrzyni, jest tam ciemno i stosunkowo nie wygodnie. Znajduj się w niej trójka neczan. W jednej są faceci w bardzo dziwnych lecz stosunkowo wygodnych, jak na panujące warunki, pozycjach a w drugiej po drugiej stronie masywnego zwierzęcia w identycznej skrzyni znajdują się neczanki. Kiedy bestia idzie czuć falujący ruch i bujanie, jednak nie wywołują one mdłości.
-
Daleko jeszcze? - spytała nagle Diuna.
- Na wyczucie, może jesteśmy w połowie podejścia na szczyt. - odpowiedział Hachi.
-
Ciekawe czy zaraz Nas nie złapią? - kontynuowała Diuna.
- Te chodzące czołgi są niebezpieczne … sama widziałaś jak zaatakowały opiekuna … - odpowiedział Hachi.
- Oni sami boją się tych stworzeń, my tu jesteśmy tylko dlatego Rinka ma skilla. Ale zakładam, że do szczytu nie podejdą do Nas… - dodał Otachi.
- Jak dobrze widziałam to dwójka opiekunów jest na inuma na początku stada. - dopowiedziała Kiazu.
- Możliwe, że na końcu stada jeszcze ktoś idzie. - dodał Kurai.
- Ziom, to i tak mało strażników. - odpowiedział Otachi.
-
Dziwisz się!? - spytała Diuna.
- W sumie to nie … te bestie same z siebie przerażają. - odpowiedział Otachi.
- One same doskonale chronią ładunek … - dodał Hachi.
- I odstraszają szaleńców … - powiedziała Diuna.
- Dobrze, że my szaleńcami nie jesteśmy. - dodała Kiazu.
Neczanski oddział zaśmiał się, a potem zamilkł aby nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Co prawda bestie są głośne, ale ostrożności nigdy za wiele.