„Sumi”
Furra kota o zielonym futrze w różowe paski jak u tygrysa i o ciemno fioletowych, długich włosach oraz bystrych niebieskich oczach, na białej puchatej chmurce, wparowała jak oparzona do jaskini gdzie zostawiła przybyszów. Tuż po wejściu tam uderzyła w nią wielka energia. W pomieszczeniu było, aż duszno od unoszącej się tam energii. Woda w jeziorze była bardzo niespokojna, a nad nim unoszą się przemoczeni neczanie, są oni w przezroczystej bańce. Dziewczyna ze łzami w oczach przytula się od tyłu do ukochanego. Nagle bańka przedzieliła się na pół i oderwała tym samym Rinę od Kurai'a. W tym momencie gęste powietrze było przeszywane przez liczne wyładowania elektryczne, a neczanka zaczęła przenikliwie krzyczeć i delikatnie się trząść.
- To ... to ... - próbowała coś wydukać z przerażeniem Sumi.
- To rytuał "Dusza Wody" ... - wtrącił Volaure który się właśnie tam pojawił.
- Ale jak? To nie możliwe...
Wszystko iskrzyło, a wyładowania stawały się coraz mocniejsze. Im bardziej one rosły w siłę tym bardziej zapłakana i roztrzęsiona neczanka słabła. Po dłuższej chwili bańka z Kurai'em uniosła się nad brzeg i delikatnie odłożyła go na ziemi. W momencie kiedy ta bańka pękła to pękła również i druga. Tym samym bezwładne ale przytomne ciało wodnej neczanki runęło do głębokiej, zimnej i ciemnej wody.
-
ANIOŁKU! - wykrzyknął Volaure, który rzucił swoja bluzę, na
torbę neczanki, a następnie bez zawahania skoczył do wody.
************
Zimna, a wręcz lodowata woda. Światło i powierzchnia się oddalają. Rina bezwładnie opada coraz głębiej i głębiej. Dziewczyna póki co ma jeszcze ostatki powietrza, ale nie szans aby wypłynąć o własnych siłach. Teraz to Ona bezwładnie opada, bez szansy na ratunek.
- Już po wszystkim ... nie mam siły nawet ruszyć palcami .... nie dam rady wypłynąć ...
Nagły plusk rozbił tafle wody, a oczom przerażonej i jednocześnie spokojnej neczanki ukazała się rozmazana ciemna sylwetka, która w bardzo szybkim tępię zbliżała się do niej. Z każdą sekundą robiła się coraz bardziej widoczna i klarowna.
- Kurai? ... nie to nie Kurai ... to Volaure ...
Jedna chwila i Rina została złapana za rękę przez księcia a następnie z każdą chwilą będzie już tylko lepiej ... Ucieszona neczanka pomyślała z ulgą:
- Uratowana ...
************
W tym momencie Kurai się ocknął i siadając jednym szybkim ruchem ściągnął zakrwawiony bandaż z oczu. Jego serce mocno bije, a ciało zachowuje się jakby jednocześnie chciało uciekać i zostać.
-
O Matko moje jezioro wreszcie na Ciebie zadziałało. - stwierdziła
z niedowierzaniem Sumi, która zdawała się w ogóle nie przejmować
Riną.
- Skąd się tu wziąłem? - spytał Kurai.
- Nie
ważne skąd! Moja moc i moje jezioro uratowały Ci życie!
Kurai
nic jej nie odpowiedział, jedynie uważnie rozjarzał się po
jaskini. Delikatnie przeszkadzała mu boląca głowa. Nagle z jeziora
wyłonił się Volaure z Rina na rękach, mówiąc:
- Wszystko w porządku, nie ma tylko sił .... uwierz mi, że Ty wyglądasz gorzej...
W tym momencie srebrno-biało włosy neczańczyk podniósł się i podszedł do księcia.
- Ku ... Kurai ... żyjesz ... - wydukała zmarznięta Rina z ulgą.
-
Ciiiii ... już wszystko dobrze ... - odparł Kurai wtulając się w
Rinę.
- No nie wierzę własnym oczom. - wtrąciła Sumi, a
następnie wepchnęła się między Kurai’a a resztę i
kontynuowała: - Naprawdę zajmujesz się tą lafiryndą, a nie mną?
To ja teraz z Tobą rozmawiam!
- Priorytety… - odpowiedział
chłodno Kurai.
- Że co!? - napuszyła się Sumi.
W
międzyczasie Volaure zaniósł wodną neczankę w pobliże Jej
torby. Następnie posadził ją na ziemi i opatulił swoją
pomarańczową bluzą, w taki sposób że jednocześnie zasłaniał
pozostałą dwójkę.
- Oni tylko rozmawiają … - powiedział
Volaure, a następni dodał: - Aniołku posłuchaj, to bardzo ważne
póki tu jesteście noś moją bluzę… zwłaszcza jakby się
zdarzyło, że będziesz sama… i w razie co schowaj się w niej,
dobrze?
- Dobrze…
-
Spokojnie, nic mu nie będzie. - powiedział Volaure z uśmiechem i
mrugając okiem.
- No nie wiem … - odpowiedziała Rina.
Na
te słowa książę wstał i podszedł do głośno rozmawiających, a
wręcz kłócących się pozostałych, a następnie powiedział: -
Mamushka weź odpuść…
- Ty, to też nie jesteś święty!
Nie łaska było się odzywać!? - prychnęła Sumi.
- A co
stepująca mamuśka się za mną stęskniła? - odpowiedział
Volaure.
- Już prawie zapomniałam jaki jesteś upierdliwy! -
odpowiedziała Sumi.
- Gdzież tam … ja jestem do rany
przyłóż. - odpowiedział książę, z delikatnie zadziornym
uśmiechem.
- A Ty dokąd!? Masz natychmiast założyć
koszulkę, nie pozwolę tak Ci chodzić po moim domu! - powiedziała
nagle Sumi, jednocześnie rzucając w elektrycznego neczanina czarną
koszulkę.
Kurai bez słowa ją założył. Tymczasem kocia fura
podleciała do Riny i stanowczo powiedziała:
- Raszplo, teraz
wypad z mojego domu!
- Ona tu zostaje. - wtrącił stanowczo
Kurai.
- Ty tak zostajesz i nie ma nawet mowy, że nie, ale ta
nimfetka robi stąd wypad. - odpowiedziała równie twardo Sumi.
-
Jak ją wyrzucasz do mnie i Jego również... - odpowiedział
Kurai.
- Dobra proponuje tak… Albo właśnie sprawiasz, że
nigdy więcej Nas nie zobaczysz, albo Aniołek i Brat zostają, a ja
rano będę na śniadaniu i po nim chwilę pogadamy. - wtrącił
Volaure.
- Ciekawa propozycja, niech będzie. - odpowiedziała
Sumi, a potem twardo dodała: - Kurai TY idziesz zająć się swoim
smokiem, a ta Cholernica zostaje ze mną.
- Ona idzie ze mną. -
powiedział twardo Kurai, a następnie przeszedł koło brata, wziął
wodną reczankę, która ma zarzuconą swoją torbę przez ramię, za
rękę i oboje pośpiesznie wyszli z jaskini.
- Musiałeś dać
jej bluzę? Dżentelmen się znalazł. - marudziła Sumi.
- Tak,
musiałem. - odpowiedział Volaure z zadziornym uśmiechem.
-
Skąd ją znacie? - spytała twardo Sumi.
- Dowiesz się w swoim
czasie i nie wkurwiaj mi Brata co? - odpowiedział Volaure.
-
Będę robić co będę chciała. - odpowiedziała Sumi, a następnie
dodała:- Zostajesz?
- Nie, rano przyjadę. Teraz mam inne
sprawy na głowie.
- No tak, wielki kapitan teraz na wojnie ma
dużo do roboty i nie ma czasu dla mnie…
- Nie doinformowana
już jesteś … Książę, Mamushka, już książę … lecę, będę
rano. Bajo… - odpowiedział Volaure, a następnie znikł.
************
Neczańskie rodzeństwo pomaga naprawić szkody wyrządzone przez starcia z rana. Co i rusz przez obóz przewijają się ciała żołnierzy jak i masa rannych. Nie wygląda to za dobrze i pokazuje jak bardzo brutalna potrafi być wojna. Nagle zadzwonił telefon Kiazu, neczanka od razu go odebrała, mówiąc:
-
No i co?
-
Słuchaj wiem gdzie są.
- odpowiedział Volaure.
- Naprawdę!? Gdzie?
- Nieważne ... wszystko z nimi w porządku... obiecuję, że wrócą najszybciej jak się da...
-Ale ...
- Wybacz Płomyczku musi Wam wystarczyć, że oboje mają się powiedzmy dobrze dobrze i, że wrócą.
-
No niech będzie ... dbaj o nich … CZEJ! To Kurai żyje!?
-
Tak, może nie jest w najlepszej formie ale żyje.
-
To świetne wieści!
Następnie oboje się rozłączyli, a
Kiazu z tymi wieściami pobiegła do generała, gdzie bez pukania
wparowała do Jego
gabinetu.
- Mam nadzieje, że to Ważne bo sobie grabisz … -
powiedział twardo Rudy, podnosząc wzrok znad papierów.
-
KURAI ŻYJE! - krzyknęła radośnie Kiazu.
- Żartujesz!? Skąd
wiesz? - odpowiedział Rudy.
- Z bardzo pewnego i zaufanego
źródła.
- To świetne wieści.
************
Smocze leże, poddenerwowany Kronos leży na sianie i nerwowo delikatnie macha ogonem. Po dłuższej chwili do pomieszczenia wszedł Kurai. W ten smok podniósł się i zaszarżował na elektrycznego neczanina, następnie zatrzymał się tuż przed nim i groźnie ryknął mu prosto w twarz. Elektryczny neczanin bez ruchu stał z rękami w kieszeni, a smok uderzył Kurai'a, swoją wielką głową w jego klatkę piersiową i tym samym przewrócił go.
- Też się ciesze, że Cię widzę... - stwierdził spokojnie Kurai podnosząc się.
- Następnym razem odgryzę Ci głowę... - odparł stanowczo Kronos.
- Smacznego ... - odpowiedział Kurai.
Na te słowa czarna bestia kłapnęła swoją wielką szczęką tuż przed twarzą neczanina, a następnie smok od niechcenia splunął płomieniem i stanowczo powiedział:
- Jesteś szalony ... nie rób tego więcej...
- Postaram się ... aha ... na przyszłość chociaż Ty jej nie strasz... - odparł spokojnie Kurai.
W tym momencie czarna bestia spostrzegła przerażoną, zdezorientowaną i wystraszoną Rinę, która widziała wszystko co się tu stało.
- Spokojnie ... on tak mi powiedział, że mu na mnie zależy... - stwierdził Kurai.
-
Mniej więcej ... - warknął Kronos, a następnie dodał: - Nie
lubię być w TWOJEJ KRWI!
- Taaaa, zaraz ją z Ciebie zmyję. -
odpowiedział Kurai, jednocześnie szykując wiadro z wodą.
-
Pomóc Ci? - spytała niepewnie Rina.
- Możesz. - odpowiedział
Kurai, wręczając jej jedną szczotkę.
- Nasza gospodyni jest
szczęśliwa, że Cię widzi? - spytał Kronos.
- Powiedzmy…
jest w formie… - powiedział chłodno Kurai.
- To będzie
długa noc … - odpowiedział Kronos.
************
- Generale widzę że dostałeś pisma ode mnie. To są nowe rozkazy dotyczące, ataków. - stwierdziła Królowa Sansha, po czym stanowczo dodała - W obozowisku ma pozostać maksymalnie dwójka ludzi, reszta ma ruszać na czoło frontu i gonić za Nyxaną. Aha mam nadzieje, że nie spoufalasz się z żołnierzami, oni są tutaj od walczenia a nie od przyjaźni. Jak giną to ich wina i mówi się trudno. Masz mnie informować o wszystkim rozumiesz?! Każde nie posłuszeństwo trafi pod sąd wojskowy. A właśnie kilka machin bojowych może obstawiać z powodzeniem jedna osoba, więc reszta niech walczy wręcz....
- Przepraszam Pani ..... trzyt ... ale coś strasznie przerywała i .... trzyt .... tracimy połączenie.... trzyt .. - wtrącił Rudy nieznacznie kopiąc w stół, sprawiając tym samym, że monitor się trząsł a wkrótce wyłączył się i tym samym przerwał video konferencje.
Następnie pokręcił przecząco głową, wstał z fotela, wyrzucił rozkazy do kosza, podpalił je swoją mocą i wyszedł z swojego gabinetu.
************
Minęło
trochę czasu, zadbanym korytarzem idzie Kurai, wraz z Riną. Nagle
przed nimi pojawiła się Sumi na swojej chmurze i stanowczo
spytała:
- A WY dokąd!?
- Do mojego pokoju. -
odpowiedział chłodno Kurai.
- To TY idź, a ja z nią
pogadam!. - powiedziała Sumi, jednocześnie wpychając się między
neczan, a następnie naskoczyła na Rinę.
- Dobra Raszplo, kim
jesteś?
- Rina Ryu … - odpowiedziała pokornie Rina.
-
Ta, Ta …. Jakim cudem wykonałaś rytuał „dusza wody”!?
-
Nie … nie wiem …
- MAŁA NIE WKURZAJ MNIE! ... SKĄD WIESZ
GDZIE MIESZKAM!? .... NIMFETKO JESTEŚ TAK DURNA CZY UDAJESZ!? …
-
Dosyć tego… - powiedział twardo Kurai, a następnie stanął
między dziewczynami i stanowczo powiedział: - Jeszcze raz ją
obrazisz, powiesz do Niej Raszplo, Nimfetko czy jakkolwiek inaczej
obraźliwie czy wystraszysz Ją to JA zamienię Twoje życie w
koszmar!
- Nie ośmielisz się.
- Dobrze wiesz, że jestem
wstanie to zrobić.
Gospodyni nic im nie odpowiedziała, tylko
zeszła im z drogi. Po dłuższej chwili neczanie doszli do białych
drzwi, które elektryczny neczanin otworzył i przepuścił Rinę
przodem. Tam był krótki prostokątny korytarz i para drzwi na
wprost wejścia. Neczanin otworzył drzwi po prawo, a następnie
pozamykał za sobą wszystkie drzwi. Zaraz po wejściu tam zapaliło
się światło. Oczom neczan ukazał się nie duży pokoik. Po prawo
od wejścia znajduje się szafa dalej spora kanapa. Na wprost nich
znajduje się zabudowa gdzie są szafki, póki jakieś biurko jak i
schody na górę. Tam jest antresola i łóżko. Dalej na dole w tym
pokoju jest stolik, przy nim dwa krzesła i szklane wyjście na
taras, oraz drewniane drzwi nieopodal schodów. Panuje tutaj
porządek.
- To bluza Volaure? - spytał nagle Kurai.
-
Tak… - odpowiedziała Rina, odkładając swoją torbę na ziemie.
W
tym momencie elektryczny neczanin zajrzał do prawej kieszeni bluzy i
wyjął z niej paczkę papierosów. Następnie otworzył balkon, w
progu przypalił papierosa i rzucił paczkę na stolik, a następnie
wyszedł. Po chwili Rina podeszła do wyjścia na balkon, tam
zobaczyła, że mamy już delikatną szarówkę, oraz swojego
ukochanego palącego papierosa i siedzącego na metalowym drążku.
Wodna neczanka podeszłą do niego i okazuje się, że siedzi On tak
że wodna neczanka jest trochę wyższa od Niego. Po chwili palenia
Rina trochę roztrzęsiona, stanęła na wprost niego spuściła
delikatnie głowę i zaczęła go przepraszać:
- Kurai … ja
przepraszam …to prze ze mnie … nie powinno Nas tu …
W tym
momencie Kurai wypuścił dym tak aby nie poleciał na neczankę, a
następnie wyprostował się, delikatnie uniósł się, jednocześnie
nie wstając, pocałował ukochaną prosto w usta, przerywając Jej
wypowiedz. Jednocześnie trzymał papierosa tak aby dym na nią nie
leciał. Po chwili kiedy usta kochanków rozdzieliły się to
powiedział:
- Porozmawiamy jak wypalę, ok?
- Dobrze… -
odpowiedziała Rina, delikatnie przytakując głową.
Po czym
wodna neczanka wróciła do pokoju, a Kurai wstał i opierając się
już o barierkę tarasową, palił dalej tak jakby delektował się
papierosem i płynącym z nim spokojem.
************
-
Jak śmiał ściągnąć tutaj tę paskudna dziewuchę!? Muszę się
więcej o Niej dowiedzieć … Ryu… to prawie jakby nie miała
nazwiska! Raszpla jedna pogrywa ze mną. I dlaczego Volaure i
Kurai’owi tak na Niej zależy!? Volaure to jeszcze, może widzi
potencjał do zabawy, ale Kurai, to nie możliwe, aby była mu po coś
potrzebna. I jeszcze MOJE JEZIORO go uratowało, a chcą mi w mówić,
że ta nieudacznica potrafi zrobił rytuał Dusza Wody. Skąd ta
Nimfetka się w ogóle urwała!? -
rozmyślała Sumi, będąca sama ze sobą.
************
-
To był ciężki dzień. - powiedziała Diuna padając na swoje
łóżko.
- Tak naprawdę jeszcze się nie skończył… -
dodała Kiazu, rozciągając się.
- Nawet mnie nie dobijaj …
my tu odwalamy masę roboty, a Rina i Kurai się lenią.
- Jeśli
go leczy, to to jest ciężka praca, a On nie był w dobrym stanie
…
- Może, ale i tak to obijanie się.
- Mniejsza …
mnie bardziej boli ze Rudy nie dał mi walczyć, a jak już mogłam
to nie dobiegłam na czas…
- Może dzięki temu właśnie
żyjesz … w sumie nie chciałabym Cię widzieć w takim stanie
jakim był Kurai. Nie widziałam go z bliska ale nawet daleka
wyglądał okropnie.
- Jeśli to pozwoliło uratować Was to nie
miałabym nic przeciwko.
- Oboje jesteście równie walnięci
….
- Taaa… chociaż przyznaję, że myślałam, że to
głównie moja domena …
- A tu niespodzianka …
- W
sumie zaimponował mi, to było mocne …
- Hmm… coś w tym
jest… Rina się odzywała?
- Nie … też nie odpisuje, ale
ewidetnie jest zajeta, albo telefon jej padł…
************
Jest
już delikatny wieczór. Kurai i Rina siedzą na jednym z drewnianym
leżaków na tarasie, między dwoma wyjściami. Elektryczny neczanin
oparty jest o oparcie leżaka i siedzi okrakiem, a wodna neczanka
siedzi na tym samym leżaku tylko na jego skraju.
- Ja…
przepraszam…
- Za co? Za to, że to KRONOS Nas tu ściągnął?
- Nie przepadasz za tym miejscem…
- Owszem, ale Kronos
podjął dobrą decyzję. Miał do wyboru albo to miejsce, albo
szukanie Volaure … w zaistniałej sytuacji obie te opcje były
ryzykowne, a ta okazała się mniej ryzykowna… I tak nie lubię tu
być, ale nie jestem zły na Ciebie...
- Rozumiem … -
odpowiedziała Rina, a następnie dodała: - Kurai Twoja Mat… Pani
Sumi …
- Sumi wystarczy.
- Em … Sumi, mnie przeraża i
boje się Jej …
- Póki Ja tu jestem i nosisz bluzę Volaure
oraz nie będziesz patrzeć Jej w oczy to nic Ci nie grozi..
-
Czemu ma mi nie patrzeć w oczy?
- Ona potrafi czytać z oczu i
dokopać się w nich do wszystkiego co chce się dowiedzieć, dzięki
temu jest wstanie wiedzieć o Tobie wszystko i znać całą prawdę o
Tobie, ale jednocześnie jak Jej na to pozwolić bez kontroli i bez
powiedzenia dość, to potrafi się w tym zatracić i tym samym
zaczyna zmieniać i blokować wspomnienia… tak aby pasowały do jej
wizji… Chodzą słuchy, że jej spojrzenie czyni szalonym, i dawno
temu to była jedna z bardziej bolesnych i wyrafinowanych kar dla
skazańców…
- Nie brzmi to dobrze …
- Taaa … Ta
bluza sprawi, że nie może tego zrobić…
- To dobrze ….
hmmm…. To może Ona sprawiła, że nie mamy wspomnień?
-
Niee...jakby to Ona zrobiła to by Cię pamiętała… i raczej by
się tym chwaliła co to nie Ona … Już byśmy wiedzieli, że to
Jej sprawka… a jednocześnie śmiałaby się, że wpadliśmy w Jej
intrygę i daliśmy się złapać na tak prosty numer.
-
Rozumiem...
Po chwili Kurai zaczął obandażowywać rękę.
- Hmm…
przesiąknięty Twoją magią leczenia…
- Taak … Mogę
ja?
Ukochany nic jej nie odpowiedział, ale jednocześnie
wręczył jej swoją rękę i pozwolił na obandażowanie niej. Ten
gest spowodował, że Rina usiadła bliżej niego, uklękła na
kolanach między jego nogami i zaczęła zdejmować mu bandaże.
-
Możemy nie spędzać tutaj nocy? - spytała niepewnie Rina.
-
Chciałbym, ale to nie możliwe. Kronos jest zmęczony lotem, po
rytuale „dusza wody” ani Ty Ani ja nie nadajemy się do
teleportacji, a jakbyśmy wyszli na piechotę, to nie będę wstanie
Nas obronić. Fizycznie jestem zregenerowany, ale nie mam mocy,
zresztą Ty również…
- Czyli utknęliśmy tu do rana …
-
Taaa….
- Nie chciałabym spać sama … boję się, że
wejdzie do pokoju i zrobi mi krzywdę…
- Kiedy byliśmy
młodsi, Volaure przy pomocy swojej mocy chaosu zabezpieczył Nasze
pokoje i Sumi nie może tam wejść. Więc dopóki nie zaprosisz Jej
do środka to Ona nie może wejść do mojego pokoju i tam jesteś
bezpieczna… - odpowiedział Kurai jednocześnie ściągając z
siebie koszulkę, aby był dostęp do wszystkich bandaży.
-
Przyjemne rozwiązanie … ale i tak nie chce spać sama …
-
Nie będziesz …
- Hmm… to dlatego Nas tutaj nie
zabierałeś?
- Taaa … nie bez powodu „nikt normalny tutaj
się nie zbliża”
- Coś w tym jest … hmm… zawsze taka
była?
- Dzisiaj można nawet powiedzieć, że „ma dobry
dzień”, bywały i gorsze …
- Jak to jest dobry, to aż boje
się „gorszego” … mam wrażenie, że mnie nienawidzi tylko
dlatego, że istnieje …
- Ona taka jest, i raczej praktycznie
nikogo nie lubi…. Tutaj albo jesteś bardziej stanowczy niż Ona
albo Ona Cię zniszczy … a że zobaczyła, że jesteś uległa to
ciśnie ile wlezie i zapewne dziwi się, że ktoś Cię broni…
Wiesz nie odpowiadasz Jej wizji osób …
- Przepraszam …
-
Nie masz za co, to Jej wizja świata, nie moja czy Twoja … Nie
przejmuj się tym, nie pozwolę Cię skrzywdzić…
- Dziękuję
… swoją … swoją drogą to jezioro odprawiło ten cały
rytuał?
- Nie jezioro, a właśnie Ty…
- Jak ja?
-
Nawet jak Ona mówi inaczej to Twoja zasługa…
- Ale … ja
nie znam tego rytuału….
- Posłuchaj, jezioro Sumi na mnie
nie działa. Nigdy mnie nie uleczyło. Podejrzewam, że Twoje bandaże
przesiąknięte mocą leczenia plus, to że podświadomie wiedziałaś
co robić, odpaliło rytuał, który mnie wskrzesił … Obstawiam,
że kiedyś ktoś musiał Cię jego uczyć i w tym przypadku
zadziałała „pamięć mięśniowa” i chociaż nie myślałaś
nad tym co robisz, i nie pamiętasz tego rytuału to przeprowadziłaś
go w poprawny sposób, nawet o tym nie wiedząc.
- Rozumiem …
czekaj jak to wskrzesił?
- Rytuał „dusza wody” jest
rytuałem wskrzeszającym, jakoś od śmierci osobnika ma się koło
8 minut na wskrzeszenie osoby. Ty jak widać zdążyłaś inaczej ten
rytuał by mnie ani nie uleczył, ani tym bardziej nie ożywił…
-
Nie… nie sądziłam, że mam tak dużą moc leczenia … i że
jestem zdolna do czegoś takiego …
- Potrafisz zaskoczyć …
Jako ostatni bandaż Rina zaczęła odwijać bandaż znajdujący
się wkoło szyi ukochanego. Kiedy zaczęła odwijać ostatnią
warstwę powiedziała:
- Kurai …
Kiedy On podniósł
głowę i spojrzał jej głęboko w oczy, to wodna neczanka opierając
się o Jego ramiona pocałowała go prosto w usta. Następnie kiedy
ich usta rozdzieliły się, drżącym głosem powiedziała:
-
Ciesze się, że żyjesz.
Po czym przytula go. Nagle odezwała
się Sumi, z u kąśliwą uwaga:
- Nie sądziłam, że Kurai da
się zdominować przez kogoś tak płochliwego...
Speszona Rina
odsunęła się od ukochanego i siadając tyłem do przybyszki prawie
uciekła. W ostatniej chwili elektryczny neczanin złapał ją za
rękę i zatrzymał, jednocześnie chłodno mówiąc:
- Jeśli
tylko tego chciałaś to możesz już iść..
- Za chwilę
kolacja. Macie 5 minut, aby się ogarnąć bo w takim stanie nie
wpuszczę Was do jadalni i to tyczy się obojga. - odpowiedziała
Sumi.
- Tak, tak … - odpowiedział chłodno Kurai, przechodząc
za rękę z ukochaną, obok gospodyni na chmurce.
- Bluza też
ma zniknąć. - odpowiedziała Sumi.
- Akurat Ona zostaje… -
odpowiedział chłodno Kurai, wchodząc do swojego pokoju i zamykając
za sobą balkon.