poniedziałek, 1 czerwca 2026

EPIZOD 290

 

Sumi”

Furra kota o zielonym futrze w różowe paski jak u tygrysa i o ciemno fioletowych, długich włosach oraz bystrych niebieskich oczach, na białej puchatej chmurce, wparowała jak oparzona do jaskini gdzie zostawiła przybyszów. Tuż po wejściu tam uderzyła w nią wielka energia. W pomieszczeniu było, aż duszno od unoszącej się tam energii. Woda w jeziorze była bardzo niespokojna, a nad nim unoszą się przemoczeni neczanie, są oni w przezroczystej bańce. Dziewczyna ze łzami w oczach przytula się od tyłu do ukochanego. Nagle bańka przedzieliła się na pół i oderwała tym samym Rinę od Kurai'a. W tym momencie gęste powietrze było przeszywane przez liczne wyładowania elektryczne, a neczanka zaczęła przenikliwie krzyczeć i delikatnie się trząść.

- To ... to ... - próbowała coś wydukać z przerażeniem Sumi.

- To rytuał "Dusza Wody" ... - wtrącił Volaure który się właśnie tam pojawił.

- Ale jak? To nie możliwe...

Wszystko iskrzyło, a wyładowania stawały się coraz mocniejsze. Im bardziej one rosły w siłę tym bardziej zapłakana i roztrzęsiona neczanka słabła. Po dłuższej chwili bańka z Kurai'em uniosła się nad brzeg i delikatnie odłożyła go na ziemi. W momencie kiedy ta bańka pękła to pękła również i druga. Tym samym bezwładne ale przytomne ciało wodnej neczanki runęło do głębokiej, zimnej i ciemnej wody.

- ANIOŁKU! - wykrzyknął Volaure, który rzucił swoja bluzę, na torbę neczanki, a następnie bez zawahania skoczył do wody.

************


Zimna, a wręcz lodowata woda. Światło i powierzchnia się oddalają. Rina bezwładnie opada coraz głębiej i głębiej. Dziewczyna póki co ma jeszcze ostatki powietrza, ale nie szans aby wypłynąć o własnych siłach. Teraz to Ona bezwładnie opada, bez szansy na ratunek.

- Już po wszystkim ... nie mam siły nawet ruszyć palcami .... nie dam rady wypłynąć ...

Nagły plusk rozbił tafle wody, a oczom przerażonej i jednocześnie spokojnej neczanki ukazała się rozmazana ciemna sylwetka, która w bardzo szybkim tępię zbliżała się do niej. Z każdą sekundą robiła się coraz bardziej widoczna i klarowna.

- Kurai? ... nie to nie Kurai ... to Volaure ...

Jedna chwila i Rina została złapana za rękę przez księcia a następnie z każdą chwilą będzie już tylko lepiej ... Ucieszona neczanka pomyślała z ulgą:

- Uratowana ...



************


W tym momencie Kurai się ocknął i siadając jednym szybkim ruchem ściągnął zakrwawiony bandaż z oczu. Jego serce mocno bije, a ciało zachowuje się jakby jednocześnie chciało uciekać i zostać.

- O Matko moje jezioro wreszcie na Ciebie zadziałało. - stwierdziła z niedowierzaniem Sumi, która zdawała się w ogóle nie przejmować Riną.
- Skąd się tu wziąłem? - spytał Kurai.
- Nie ważne skąd! Moja moc i moje jezioro uratowały Ci życie!
Kurai nic jej nie odpowiedział, jedynie uważnie rozjarzał się po jaskini. Delikatnie przeszkadzała mu boląca głowa. Nagle z jeziora wyłonił się Volaure z Rina na rękach, mówiąc:

- Wszystko w porządku, nie ma tylko sił .... uwierz mi, że Ty wyglądasz gorzej...

W tym momencie srebrno-biało włosy neczańczyk podniósł się i podszedł do księcia.

- Ku ... Kurai ... żyjesz ... - wydukała zmarznięta Rina z ulgą.

- Ciiiii ... już wszystko dobrze ... - odparł Kurai wtulając się w Rinę.
- No nie wierzę własnym oczom. - wtrąciła Sumi, a następnie wepchnęła się między Kurai’a a resztę i kontynuowała: - Naprawdę zajmujesz się tą lafiryndą, a nie mną? To ja teraz z Tobą rozmawiam!
- Priorytety… - odpowiedział chłodno Kurai.
- Że co!? - napuszyła się Sumi.
W międzyczasie Volaure zaniósł wodną neczankę w pobliże Jej torby. Następnie posadził ją na ziemi i opatulił swoją pomarańczową bluzą, w taki sposób że jednocześnie zasłaniał pozostałą dwójkę.
- Oni tylko rozmawiają … - powiedział Volaure, a następni dodał: - Aniołku posłuchaj, to bardzo ważne póki tu jesteście noś moją bluzę… zwłaszcza jakby się zdarzyło, że będziesz sama… i w razie co schowaj się w niej, dobrze?
- Dobrze…

- Spokojnie, nic mu nie będzie. - powiedział Volaure z uśmiechem i mrugając okiem.
- No nie wiem … - odpowiedziała Rina.
Na te słowa książę wstał i podszedł do głośno rozmawiających, a wręcz kłócących się pozostałych, a następnie powiedział: - Mamushka weź odpuść…
- Ty, to też nie jesteś święty! Nie łaska było się odzywać!? - prychnęła Sumi.
- A co stepująca mamuśka się za mną stęskniła? - odpowiedział Volaure.
- Już prawie zapomniałam jaki jesteś upierdliwy! - odpowiedziała Sumi.
- Gdzież tam … ja jestem do rany przyłóż. - odpowiedział książę, z delikatnie zadziornym uśmiechem.
- A Ty dokąd!? Masz natychmiast założyć koszulkę, nie pozwolę tak Ci chodzić po moim domu! - powiedziała nagle Sumi, jednocześnie rzucając w elektrycznego neczanina czarną koszulkę.
Kurai bez słowa ją założył. Tymczasem kocia fura podleciała do Riny i stanowczo powiedziała:
- Raszplo, teraz wypad z mojego domu!
- Ona tu zostaje. - wtrącił stanowczo Kurai.
- Ty tak zostajesz i nie ma nawet mowy, że nie, ale ta nimfetka robi stąd wypad. - odpowiedziała równie twardo Sumi.
- Jak ją wyrzucasz do mnie i Jego również... - odpowiedział Kurai.
- Dobra proponuje tak… Albo właśnie sprawiasz, że nigdy więcej Nas nie zobaczysz, albo Aniołek i Brat zostają, a ja rano będę na śniadaniu i po nim chwilę pogadamy. - wtrącił Volaure.
- Ciekawa propozycja, niech będzie. - odpowiedziała Sumi, a potem twardo dodała: - Kurai TY idziesz zająć się swoim smokiem, a ta Cholernica zostaje ze mną.
- Ona idzie ze mną. - powiedział twardo Kurai, a następnie przeszedł koło brata, wziął wodną reczankę, która ma zarzuconą swoją torbę przez ramię, za rękę i oboje pośpiesznie wyszli z jaskini.
- Musiałeś dać jej bluzę? Dżentelmen się znalazł. - marudziła Sumi.
- Tak, musiałem. - odpowiedział Volaure z zadziornym uśmiechem.
- Skąd ją znacie? - spytała twardo Sumi.
- Dowiesz się w swoim czasie i nie wkurwiaj mi Brata co? - odpowiedział Volaure.
- Będę robić co będę chciała. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała:- Zostajesz?
- Nie, rano przyjadę. Teraz mam inne sprawy na głowie.
- No tak, wielki kapitan teraz na wojnie ma dużo do roboty i nie ma czasu dla mnie…
- Nie doinformowana już jesteś … Książę, Mamushka, już książę … lecę, będę rano. Bajo… - odpowiedział Volaure, a następnie znikł.

************


Neczańskie rodzeństwo pomaga naprawić szkody wyrządzone przez starcia z rana. Co i rusz przez obóz przewijają się ciała żołnierzy jak i masa rannych. Nie wygląda to za dobrze i pokazuje jak bardzo brutalna potrafi być wojna. Nagle zadzwonił telefon Kiazu, neczanka od razu go odebrała, mówiąc:

- No i co?
- Słuchaj wiem gdzie są. - odpowiedział Volaure.

- Naprawdę!? Gdzie?

- Nieważne ... wszystko z nimi w porządku... obiecuję, że wrócą najszybciej jak się da...

-Ale ...

- Wybacz Płomyczku musi Wam wystarczyć, że oboje mają się powiedzmy dobrze dobrze i, że wrócą.

- No niech będzie ... dbaj o nich … CZEJ! To Kurai żyje!?
- Tak, może nie jest w najlepszej formie ale żyje.
- To świetne wieści!
Następnie oboje się rozłączyli, a Kiazu z tymi wieściami pobiegła do generała, gdzie bez pukania wparowała do
Jego gabinetu.
- Mam nadzieje, że to Ważne bo sobie grabisz … - powiedział twardo Rudy, podnosząc wzrok znad papierów.
- KURAI ŻYJE! - krzyknęła radośnie Kiazu.
- Żartujesz!? Skąd wiesz? - odpowiedział Rudy.
- Z bardzo pewnego i zaufanego źródła.
- To świetne wieści.

************


Smocze leże, poddenerwowany Kronos leży na sianie i nerwowo delikatnie macha ogonem. Po dłuższej chwili do pomieszczenia wszedł Kurai. W ten smok podniósł się i zaszarżował na elektrycznego neczanina, następnie zatrzymał się tuż przed nim i groźnie ryknął mu prosto w twarz. Elektryczny neczanin bez ruchu stał z rękami w kieszeni, a smok uderzył Kurai'a, swoją wielką głową w jego klatkę piersiową i tym samym przewrócił go.

- Też się ciesze, że Cię widzę... - stwierdził spokojnie Kurai podnosząc się.

- Następnym razem odgryzę Ci głowę... - odparł stanowczo Kronos.

- Smacznego ... - odpowiedział Kurai.

Na te słowa czarna bestia kłapnęła swoją wielką szczęką tuż przed twarzą neczanina, a następnie smok od niechcenia splunął płomieniem i stanowczo powiedział:

- Jesteś szalony ... nie rób tego więcej...

- Postaram się ... aha ... na przyszłość chociaż Ty jej nie strasz... - odparł spokojnie Kurai.

W tym momencie czarna bestia spostrzegła przerażoną, zdezorientowaną i wystraszoną Rinę, która widziała wszystko co się tu stało.

- Spokojnie ... on tak mi powiedział, że mu na mnie zależy... - stwierdził Kurai.

- Mniej więcej ... - warknął Kronos, a następnie dodał: - Nie lubię być w TWOJEJ KRWI!
- Taaaa, zaraz ją z Ciebie zmyję. - odpowiedział Kurai, jednocześnie szykując wiadro z wodą.
- Pomóc Ci? - spytała niepewnie Rina.
- Możesz. - odpowiedział Kurai, wręczając jej jedną szczotkę.
- Nasza gospodyni jest szczęśliwa, że Cię widzi? - spytał Kronos.
- Powiedzmy… jest w formie… - powiedział chłodno Kurai.
- To będzie długa noc … - odpowiedział Kronos.


************


- Generale widzę że dostałeś pisma ode mnie. To są nowe rozkazy dotyczące, ataków. - stwierdziła Królowa Sansha, po czym stanowczo dodała - W obozowisku ma pozostać maksymalnie dwójka ludzi, reszta ma ruszać na czoło frontu i gonić za Nyxaną. Aha mam nadzieje, że nie spoufalasz się z żołnierzami, oni są tutaj od walczenia a nie od przyjaźni. Jak giną to ich wina i mówi się trudno. Masz mnie informować o wszystkim rozumiesz?! Każde nie posłuszeństwo trafi pod sąd wojskowy. A właśnie kilka machin bojowych może obstawiać z powodzeniem jedna osoba, więc reszta niech walczy wręcz....

- Przepraszam Pani ..... trzyt ... ale coś strasznie przerywała i .... trzyt .... tracimy połączenie.... trzyt .. - wtrącił Rudy nieznacznie kopiąc w stół, sprawiając tym samym, że monitor się trząsł a wkrótce wyłączył się i tym samym przerwał video konferencje.

Następnie pokręcił przecząco głową, wstał z fotela, wyrzucił rozkazy do kosza, podpalił je swoją mocą i wyszedł z swojego gabinetu.


************


Minęło trochę czasu, zadbanym korytarzem idzie Kurai, wraz z Riną. Nagle przed nimi pojawiła się Sumi na swojej chmurze i stanowczo spytała:
- A WY dokąd!?
- Do mojego pokoju. - odpowiedział chłodno Kurai.
- To TY idź, a ja z nią pogadam!. - powiedziała Sumi, jednocześnie wpychając się między neczan, a następnie naskoczyła na Rinę.
- Dobra Raszplo, kim jesteś?
- Rina Ryu … - odpowiedziała pokornie Rina.
- Ta, Ta …. Jakim cudem wykonałaś rytuał „dusza wody”!?
- Nie … nie wiem …
- MAŁA NIE WKURZAJ MNIE! ... SKĄD WIESZ GDZIE MIESZKAM!? .... NIMFETKO JESTEŚ TAK DURNA CZY UDAJESZ!? …
- Dosyć tego… - powiedział twardo Kurai, a następnie stanął między dziewczynami i stanowczo powiedział: - Jeszcze raz ją obrazisz, powiesz do Niej Raszplo, Nimfetko czy jakkolwiek inaczej obraźliwie czy wystraszysz Ją to JA zamienię Twoje życie w koszmar!
- Nie ośmielisz się.
- Dobrze wiesz, że jestem wstanie to zrobić.
Gospodyni nic im nie odpowiedziała, tylko zeszła im z drogi. Po dłuższej chwili neczanie doszli do białych drzwi, które elektryczny neczanin otworzył i przepuścił Rinę przodem. Tam był krótki prostokątny korytarz i para drzwi na wprost wejścia. Neczanin otworzył drzwi po prawo, a następnie pozamykał za sobą wszystkie drzwi. Zaraz po wejściu tam zapaliło się światło. Oczom neczan ukazał się nie duży pokoik. Po prawo od wejścia znajduje się szafa dalej spora kanapa. Na wprost nich znajduje się zabudowa gdzie są szafki, póki jakieś biurko jak i schody na górę. Tam jest antresola i łóżko. Dalej na dole w tym pokoju jest stolik, przy nim dwa krzesła i szklane wyjście na taras, oraz drewniane drzwi nieopodal schodów. Panuje tutaj porządek.
- To bluza Volaure? - spytał nagle Kurai.
- Tak… - odpowiedziała Rina, odkładając swoją torbę na ziemie.
W tym momencie elektryczny neczanin zajrzał do prawej kieszeni bluzy i wyjął z niej paczkę papierosów. Następnie otworzył balkon, w progu przypalił papierosa i rzucił paczkę na stolik, a następnie wyszedł. Po chwili Rina podeszła do wyjścia na balkon, tam zobaczyła, że mamy już delikatną szarówkę, oraz swojego ukochanego palącego papierosa i siedzącego na metalowym drążku. Wodna neczanka podeszłą do niego i okazuje się, że siedzi On tak że wodna neczanka jest trochę wyższa od Niego. Po chwili palenia Rina trochę roztrzęsiona, stanęła na wprost niego spuściła delikatnie głowę i zaczęła go przepraszać:
- Kurai … ja przepraszam …to prze ze mnie … nie powinno Nas tu …
W tym momencie Kurai wypuścił dym tak aby nie poleciał na neczankę, a następnie wyprostował się, delikatnie uniósł się, jednocześnie nie wstając, pocałował ukochaną prosto w usta, przerywając Jej wypowiedz. Jednocześnie trzymał papierosa tak aby dym na nią nie leciał. Po chwili kiedy usta kochanków rozdzieliły się to powiedział:
- Porozmawiamy jak wypalę, ok?
- Dobrze… - odpowiedziała Rina, delikatnie przytakując głową.
Po czym wodna neczanka wróciła do pokoju, a Kurai wstał i opierając się już o barierkę tarasową, palił dalej tak jakby delektował się papierosem i płynącym z nim spokojem.

************


- Jak śmiał ściągnąć tutaj tę paskudna dziewuchę!? Muszę się więcej o Niej dowiedzieć … Ryu… to prawie jakby nie miała nazwiska! Raszpla jedna pogrywa ze mną. I dlaczego Volaure i Kurai’owi tak na Niej zależy!? Volaure to jeszcze, może widzi potencjał do zabawy, ale Kurai, to nie możliwe, aby była mu po coś potrzebna. I jeszcze MOJE JEZIORO go uratowało, a chcą mi w mówić, że ta nieudacznica potrafi zrobił rytuał Dusza Wody. Skąd ta Nimfetka się w ogóle urwała!? - rozmyślała Sumi, będąca sama ze sobą.

************


- To był ciężki dzień. - powiedziała Diuna padając na swoje łóżko.
- Tak naprawdę jeszcze się nie skończył… - dodała Kiazu, rozciągając się.
- Nawet mnie nie dobijaj … my tu odwalamy masę roboty, a Rina i Kurai się lenią.
- Jeśli go leczy, to to jest ciężka praca, a On nie był w dobrym stanie …
- Może, ale i tak to obijanie się.
- Mniejsza … mnie bardziej boli ze Rudy nie dał mi walczyć, a jak już mogłam to nie dobiegłam na czas…
- Może dzięki temu właśnie żyjesz … w sumie nie chciałabym Cię widzieć w takim stanie jakim był Kurai. Nie widziałam go z bliska ale nawet daleka wyglądał okropnie.
- Jeśli to pozwoliło uratować Was to nie miałabym nic przeciwko.
- Oboje jesteście równie walnięci ….
- Taaa… chociaż przyznaję, że myślałam, że to głównie moja domena …
- A tu niespodzianka …
- W sumie zaimponował mi, to było mocne …
- Hmm… coś w tym jest… Rina się odzywała?
- Nie … też nie odpisuje, ale ewidetnie jest zajeta, albo telefon jej padł…

************


Jest już delikatny wieczór. Kurai i Rina siedzą na jednym z drewnianym leżaków na tarasie, między dwoma wyjściami. Elektryczny neczanin oparty jest o oparcie leżaka i siedzi okrakiem, a wodna neczanka siedzi na tym samym leżaku tylko na jego skraju.
- Ja… przepraszam…
- Za co? Za to, że to KRONOS Nas tu ściągnął?
- Nie przepadasz za tym miejscem…
- Owszem, ale Kronos podjął dobrą decyzję. Miał do wyboru albo to miejsce, albo szukanie Volaure … w zaistniałej sytuacji obie te opcje były ryzykowne, a ta okazała się mniej ryzykowna… I tak nie lubię tu być, ale nie jestem zły na Ciebie...
- Rozumiem … - odpowiedziała Rina, a następnie dodała: - Kurai Twoja Mat… Pani Sumi …
- Sumi wystarczy.
- Em … Sumi, mnie przeraża i boje się Jej …
- Póki Ja tu jestem i nosisz bluzę Volaure oraz nie będziesz patrzeć Jej w oczy to nic Ci nie grozi..
- Czemu ma mi nie patrzeć w oczy?
- Ona potrafi czytać z oczu i dokopać się w nich do wszystkiego co chce się dowiedzieć, dzięki temu jest wstanie wiedzieć o Tobie wszystko i znać całą prawdę o Tobie, ale jednocześnie jak Jej na to pozwolić bez kontroli i bez powiedzenia dość, to potrafi się w tym zatracić i tym samym zaczyna zmieniać i blokować wspomnienia… tak aby pasowały do jej wizji… Chodzą słuchy, że jej spojrzenie czyni szalonym, i dawno temu to była jedna z bardziej bolesnych i wyrafinowanych kar dla skazańców…
- Nie brzmi to dobrze …
- Taaa … Ta bluza sprawi, że nie może tego zrobić…
- To dobrze …. hmmm…. To może Ona sprawiła, że nie mamy wspomnień?
- Niee...jakby to Ona zrobiła to by Cię pamiętała… i raczej by się tym chwaliła co to nie Ona … Już byśmy wiedzieli, że to Jej sprawka… a jednocześnie śmiałaby się, że wpadliśmy w Jej intrygę i daliśmy się złapać na tak prosty numer.
- Rozumiem...
Po chwili Kurai zaczął obandażowywać rękę.
- Hmm… przesiąknięty Twoją magią leczenia…
- Taak … Mogę ja?
Ukochany nic jej nie odpowiedział, ale jednocześnie wręczył jej swoją rękę i pozwolił na obandażowanie niej. Ten gest spowodował, że Rina usiadła bliżej niego, uklękła na kolanach między jego nogami i zaczęła zdejmować mu bandaże.
- Możemy nie spędzać tutaj nocy? - spytała niepewnie Rina.
- Chciałbym, ale to nie możliwe. Kronos jest zmęczony lotem, po rytuale „dusza wody” ani Ty Ani ja nie nadajemy się do teleportacji, a jakbyśmy wyszli na piechotę, to nie będę wstanie Nas obronić. Fizycznie jestem zregenerowany, ale nie mam mocy, zresztą Ty również…
- Czyli utknęliśmy tu do rana …
- Taaa….
- Nie chciałabym spać sama … boję się, że wejdzie do pokoju i zrobi mi krzywdę…
- Kiedy byliśmy młodsi, Volaure przy pomocy swojej mocy chaosu zabezpieczył Nasze pokoje i Sumi nie może tam wejść. Więc dopóki nie zaprosisz Jej do środka to Ona nie może wejść do mojego pokoju i tam jesteś bezpieczna… - odpowiedział Kurai jednocześnie ściągając z siebie koszulkę, aby był dostęp do wszystkich bandaży.
- Przyjemne rozwiązanie … ale i tak nie chce spać sama …
- Nie będziesz …
- Hmm… to dlatego Nas tutaj nie zabierałeś?
- Taaa … nie bez powodu „nikt normalny tutaj się nie zbliża”
- Coś w tym jest … hmm… zawsze taka była?
- Dzisiaj można nawet powiedzieć, że „ma dobry dzień”, bywały i gorsze …
- Jak to jest dobry, to aż boje się „gorszego” … mam wrażenie, że mnie nienawidzi tylko dlatego, że istnieje …
- Ona taka jest, i raczej praktycznie nikogo nie lubi…. Tutaj albo jesteś bardziej stanowczy niż Ona albo Ona Cię zniszczy … a że zobaczyła, że jesteś uległa to ciśnie ile wlezie i zapewne dziwi się, że ktoś Cię broni… Wiesz nie odpowiadasz Jej wizji osób …
- Przepraszam …
- Nie masz za co, to Jej wizja świata, nie moja czy Twoja … Nie przejmuj się tym, nie pozwolę Cię skrzywdzić…
- Dziękuję … swoją … swoją drogą to jezioro odprawiło ten cały rytuał?
- Nie jezioro, a właśnie Ty…
- Jak ja?
- Nawet jak Ona mówi inaczej to Twoja zasługa…
- Ale … ja nie znam tego rytuału….
- Posłuchaj, jezioro Sumi na mnie nie działa. Nigdy mnie nie uleczyło. Podejrzewam, że Twoje bandaże przesiąknięte mocą leczenia plus, to że podświadomie wiedziałaś co robić, odpaliło rytuał, który mnie wskrzesił … Obstawiam, że kiedyś ktoś musiał Cię jego uczyć i w tym przypadku zadziałała „pamięć mięśniowa” i chociaż nie myślałaś nad tym co robisz, i nie pamiętasz tego rytuału to przeprowadziłaś go w poprawny sposób, nawet o tym nie wiedząc.
- Rozumiem … czekaj jak to wskrzesił?
- Rytuał „dusza wody” jest rytuałem wskrzeszającym, jakoś od śmierci osobnika ma się koło 8 minut na wskrzeszenie osoby. Ty jak widać zdążyłaś inaczej ten rytuał by mnie ani nie uleczył, ani tym bardziej nie ożywił…
- Nie… nie sądziłam, że mam tak dużą moc leczenia … i że jestem zdolna do czegoś takiego …
- Potrafisz zaskoczyć …
Jako ostatni bandaż Rina zaczęła odwijać bandaż znajdujący się wkoło szyi ukochanego. Kiedy zaczęła odwijać ostatnią warstwę powiedziała:
- Kurai …
Kiedy On podniósł głowę i spojrzał jej głęboko w oczy, to wodna neczanka opierając się o Jego ramiona pocałowała go prosto w usta. Następnie kiedy ich usta rozdzieliły się, drżącym głosem powiedziała:
- Ciesze się, że żyjesz.
Po czym przytula go. Nagle odezwała się Sumi, z u kąśliwą uwaga:
- Nie sądziłam, że Kurai da się zdominować przez kogoś tak płochliwego...
Speszona Rina odsunęła się od ukochanego i siadając tyłem do przybyszki prawie uciekła. W ostatniej chwili elektryczny neczanin złapał ją za rękę i zatrzymał, jednocześnie chłodno mówiąc:
- Jeśli tylko tego chciałaś to możesz już iść..
- Za chwilę kolacja. Macie 5 minut, aby się ogarnąć bo w takim stanie nie wpuszczę Was do jadalni i to tyczy się obojga. - odpowiedziała Sumi.
- Tak, tak … - odpowiedział chłodno Kurai, przechodząc za rękę z ukochaną, obok gospodyni na chmurce.
- Bluza też ma zniknąć. - odpowiedziała Sumi.
- Akurat Ona zostaje… - odpowiedział chłodno Kurai, wchodząc do swojego pokoju i zamykając za sobą balkon.





piątek, 1 maja 2026

EPIZOD 289

 

Zrodzona z Chaosu”

Oszołomiona i przerażona wodna neczanka, przestała nagrywać, wrzuciła telefon do torby i zaczęła biec. Wzdłuż rowu i w kierunku krwawej platformy. Nieruchome ciało jej ukochanego, bezwolnie spadało na ziemie prosto w sam środek rowu. Tymczasem pozostałe istoty coś krzyczały, jednak do spanikowanej i zapłakanej neczanki, absolutnie nic nie docierało. Nagle, po chwili biegu neczanka usłyszała znajomy i bardzo przenikliwy głos.
- Wsiadaj!
W tym momencie, wodna neczanka spojrzała w lewą stronę. Jej oczom ukazał się czarny smok lecący tuż obok niej. Rina bez zawahania i ufnie wskoczyła mu na grzbiet i usiadła tuż za jego skrzydłami z podkulonymi nogami. Następnie Kronos znacznie przyśpieszył lot i tuż przed upadnięciem elektrycznego neczanina do jeziora krwi, złapali go jeszcze w locie. Rina obejmując ukochanego, ze wszystkich sił, dopiero zobaczyła ogrom Jego obrażeń i to w jak tragicznym jest stanie. Przerażone serce dziewczyny bije jak oszalałe, a ona sama drży z niepewności.

- Trzymaj go mocno. - powiedział Kronos.
Następnie smok manewrując przeleciał jeszcze pod platformą, poleciał dalej prosto, po czym wzbijać się naprawdę wysoko zawrócił i z dużą prędkością poleciał gdzieś w głąb lądu, jednocześnie przelatując nad neczańskim obozem stałym.


************


W tym samym czasie kiedy Kurai, bezwładnie spadał na ziemie, Nyxana, mocno dysząc upadła na kolana. Ten atak kosztował ją bardzo dużo energii jak i sił. Otaczająca ją czarna energia i macki zaczęła znikać. W końcu nieprzytomna kobieta upadła na zakrwawioną platformę. Podbiegł do niej Damu, wziął ją na ręce i zniósł z po krwawych schodach na ziemie. Tuż za nimi platforma jak i schody zaczęły się rozpadać, a zalewająca rów krew roztapiała każdego, kto akurat się napatoczył. Ciecz nie wchłonęła się w suchy kamienny kanion, stała się sporym, wręcz kwasowym jeziorem o szkarłatnej barwie mieniącej się w blasku słońca.
- Z drogi łamagi. - powiedział Twardo Damu z kobietą na rękach, a po chwili dodał. Zbieramy się.
- Tak jest! - odpowiedziało kilku oficerów.




************


Władcy sojuszu dalej ze sobą rozmawiają nad obecna sytuacją. Długi stół gdzie zasiadają władcy, zawalony jest raportami. Na jednym z szczytów stołu widać ekran z księciem Zekeren, który nagle zrobił wielkie oczy a jego sierść chwilowo się zjeżyła, a przez jego ciało przeszły nieprzyjemne ciarki. Po chwili zawirował jego telefon, więc książę spojrzał na ekran i zdecydowanie coś zaczął oglądać w tle i jego mina nie wskazuje na nic dobrego.
- O Kurwa … - przeklął nagle Volaure.
- Coś się stało drogi książę? - spytał nagle Ankara siedzący na wprost Niego.
- Nic wielkiego, robię się już głodny – odpowiedział Książę, jak gdyby nigdy nic.
- To zamów sobie jedzenie. - powiedziała Sansha
- Nawet chętnie Królowo, jednak, jak ja nie mam z tym problemu aby zabawiać się publicznie, to nie wiem co na to reszta rady oby oglądać pornola podczas zebrania… - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Wiesz, a jak chcesz oglądać moje ciało albo je dogłębnie poczuć w sobie, wystarczy powiedzieć mogę przyjechać.
- Tak się nie robi … - odpowiedziała Królowa.
- Ojej zgorszyłem Cię och jak mi przykro..
- Książę, ta rozmowa była nie na miejscu… - upomniał Ankara.
W tym momencie zanim książę zdążył odpowiedzieć, od różnych oficerów, zaczęły napływać nagrania. Na części z nich widać jak skąpana we krwi strzała przebija fiolkę, mieniącą się na czarno, fioletowo i złoto. A na kilku widać jak Nyxana przeprowadza atak i zostaje potrzymana. Jak i jeden czy dwa pokazują jak Nyxana zostaje zabrana z platformy. Nagrań które dostali władcy od oficerów jest bardzo dużo i z różnych perspektyw.
- Ktoś nam się włamał!? - spytała Królowa Sansha.

- Nie, My widzimy, że to z pola walki. - odpowiedział Ashga.
- Ale jakim cudem uwolnił Nyxane!? - dodała Kana.
- Smocza krew, zaćmienie słońca, anomalie świata i jak dobrze widzę energia chaosu. - powiedział nagle Ankra, przybliżając filmik pokazujący fiolkę, a następnie dodał: - Mrocz
na wersja energii chaosu.
- To bez sensu! Chyba, że mają kogoś z demoniczną wersją chaosu. - powiedziała Sansha.
- Mamy Dae Cheetah, tą ma
łą z ziemi… i najbardziej znaną Kapłankę Sumi. - odpowiedziała Kana.
- Nie przypominam sobie aby któreś z nich władało demoniczną formą chaosu. - dodała Sansha.
- Co ważniejsze mamy na głowie Nyxane, która raczej żyje. - dodała Namara.
- Jeśli żyje
to nadchodzą mroczne czasy. - dodał Ankara.
- A co z wojskami? - zapytał Ashga.
- Z tego co widzę to po odzyskaniu Nyxany wycofują się, ale cześć walk jeszcze trwa.- odpowiedziała Kana.
- Trzeba ich gonić i zatłuc sukę! - powiedziała Sansha.
- Mamy zrodzoną z chaosu Nyxanę i wojska po ciężkich starciach, Nie jesteśmy wstanie teraz jej dogonić.- dodała Kana.
- Zresztą ma obstawę i teraz to się nikt do niej nie przebije. - dodała Namara.
- Jestem za tym aby dzisiaj ogarnąć sytuacje w obozach, a jutro wysłać tam oddziały do zadań specjalnych. Dzisiaj będą strzegli Jej jak oka w głowie i nie sądzę aby komukolwiek udało się do niej dostać a tym bardziej aby ją zabić. - powiedział Ankara.
- My uważamy podobnie, co prawda widzimy, że jest osłabiona, ale dostanie się do Niej w tej chwili pochłonie więcej naszych cennych zasobów. - dodał Ashga.
- Mnie zastanawia skąd mieli nieznaną nam energię chaosu!? - dopytywała Namara.
- Tak, Szanowna Królowo, to jest jedna z spraw które musimy teraz rozwią
zać. - odpowiedział Ankara.



************


Bezpośrednia łączność w okolicach eksplozji padła. Część wojskowych po obu stronach nie wróciła do walki po ucieczce z rowu, a część widać jak przeciwnicy po zniknięciu krwawej platformy zaczęli uciekać odpuścili gonienia ich i atakowania. Ten kilku godzinny atak i tak pochłonął setki istnień po obu walczących stronach. Neczańskie rodzeństwo zdążyło wparować do obozu gdzie przy maszynach bojowych stał Rudy, który nerwowo pali papierosa.
- Widziałeś to!? - krzyknęła Kiazu.
- Tak widziałem i kurwa mamy przejebane.- odpowiedział Rudy
-
Daj spokój … wiadomości od wszelakich oficerów, się urywają … - wtrącił się Amis, który właśnie przyszedł.
- Cholera.... - odparł Rudy uderzając pięścią w jedną z maszyn bojowych, a następnie dodał: - Ktoś wie gdzie poleciała Rina z Kurai’em?
- Niestety nie Ziom. - odpowiedział Otachi.
- Zajebiste! Kurai właśnie Nas uratował, dzięki niemu możemy dalej walczyć ... - odparł Hachi.
- No i szybko nie zdobędą się na taki potężny atak. - dodała Diuna.
- Tak, takiego ataku już nie będzie, nie ma szans. Walki z tego co widziałem i słyszałem się kończą. One były im potrzebne tylko po to aby nikt się nie mieszał. - odpowiedział Rudy.
- TRZEBA BYŁO POZWOLIĆ MI WALCZYĆ! - powiedziała stanowczo Kiazu, z dużym wyrzutem,
- Kiazu, jakby Twój KAPITAN się nie poświecił, albo Nyxana dalej byłaby wstanie walczyć, to właśnie byś z nią walczyła! - odpowiedział Generał.
- No dobra … punkt dla Ciebie … ale i tak mogłam walczyć. - powiedziała Kiazu, z lekkim naburmuszeniem.
- Nie mogłaś! … Zdecydowanie wolałem mieć w Tobie broń specjalną i nie tracić całego oddziału do zadań specjalnych już na wstępnie. - powiedział stanowczo Rudy, a po chwili zaniepokojony dodał: - Tak nawiasem to uważam, że Rina w takiej chwili nie powinna sama.…
- Jest z Kronosem i Kurai'em będzie dobrze. - powiedziała pełna nadziei Diuna.
- Obawiam się, że Kurai raczej nie żyje ... Od momentu eksplozji nie czuję jego energii ... - wtrącił Amis.
- Nie żartuj sobie! - stwierdził stanowczo Otachi.
- Kurai dobrze maskuje energie. - dodał Hachi.
- Tak, masz racje, ale ten atak był tak potężny, że wątpię aby to przeżył. - odpowiedział Rudy.
- Ziom jak możesz być tak bezduszny? - spytał Otachi.
- Jestem realistą, wkurwionym realistą, który stracił ogrom dobrych ludzi… i w tej chwili jesteśmy na przegranej pozycji! - odpowiedział Generał.
- Na szczęście smoki zostały i pomagają przy ewakuacji. - dodał Amis.
- Nie przebierają w środkach i zasobach ludzkich… a to niczego dobrego nie wróży. - powiedział Rudy.
W tym monnecie poddenerwowana Kiazu zamyśliła się. A po chwili jej rozbiegane oczy rozbłysły, a dziewczynie wpadł do głowy pewien pomysł. W związku z tym odeszła na bok, wyjęła telefon z kieszeni i zaczęła gdzieś dzwonić, a zdenerwowana Diuna powiedziała:
- I to ponoć ja olewam ... Kiazu przestań umawiać się na randki!
- Swoją droga Rina nie może go uleczyć? - spytał nagle Otachi.
- Właśnie Rina przecież bardzo dobrze opanowała magie leczenia... - dodał Hachi.
- Jest bez szans ... zakładając, że jego serce nadal bije ... w co niestety wątpię ... to podejrzewam że jego rany są zbyt rozlegle, aby od tak uleczyć... - odparł spokojnie Rudy, a następnie dodał: - Obawiam się, że Jemu w tej chwili może pomóc jedynie magia wskrzeszania ...oczywiście zakładając, że nie jest już za późno ... a ja niestety nie znam nikogo kto potrafił by wskrzesić drugą osobę …



************


Volaure, delikatnie zaniepokojonym wzrokiem patrzy na jeden z ekranów bocznych i zdaje się nie słuchać tego co aktualnie mówi rada. Jest wyciszony i momentami przeklina pod nosem. Nagle Jego telefon zaczął wibrować. Książę, po którym wibrowaniu telefonu, wyszedł z pola widzenia Rady i w końcu odebrał.
- Halo? No nareszcie czemu nie odbierasz? - spytała zdenerwowana i delikatnie roztrzęsiona Kiazu.

- Płomyczku, mam masę spraw na głowie dobrze o tym wiesz … - odpowiedział książę.

- Volaure, słuchaj gdzie Kronos mógłby zabrać Rinę i Kurai’a?

- Aniołka i Brata? Czekaj to Kronos gdzieś ich zabrał?- odparł zaniepokojony książę.

- No ta … zabrał Rinę a potem złapali Kurai’a zanim wpadł do jeziora krwi i potem gdzieś polecieli… nie mamy z nią kontaktu … - ... odparła zdołowana i roztrzęsiona Kiazu.
- Sprawdzę coś i odezwę się jak będę coś wiedział. - odpowiedział nagle Volaure.

- Dobra ...

W tym momencie Kiazu odłożyła słuchawkę.

- I co? - spytał dociekliwie Otachi.

- Póki co nic ... odezwie się jak będzie coś wiedział ... - odparła Kiazu.




************


Gęsty las z którego wynurza się biały, okrągły, wysoki budynek. Zdeterminowana czarna bestia szybkim tempem zmierzała w kierunku nieznanej budowli. W ten w kierunku Kronosa zaczęły lecieć ostre strzały. Deszcz ciemnych strzał skutecznie przysłonił niebo.

- Trzymaj się bardzo mocno. - powiedział stanowczo Kronos po czym zaczął manewrować wśród strzał. Po chwili wystrzelił z pyska wielką ognistą kulę, która bez problemu spaliła wszelkie lecące pociski. Następnie przeleciał przez sam środek palących się strzał i wylądował na czymś w rodzaju lądowiska. Białe kamienie, na podłodze bardzo szybko zrobiły się czerwono-purpurowe od spływającej, między innymi po ciele smoka, ledwo ciepłej krwi. Czarna bestia położyła się na ziemi, także roztrzęsiona Rina była wstanie w miarę swobodnie zsiąść. Właściwie to zsunęła się ze smoka, tuląc w roztrzęsionych ramionach nieprzytomne ciało ukochanego. Brunatna krew była wszędzie, a przede wszystkim na całym ciele Kurai'a oraz na neczańskim mundurze i ciele Riny. Widać, że elektryczny neczanin został już opatrzony po drodze. Tym samym ma zabandażowane oczy, szyję tors, lewe rawie, prawe przedramię i znacznie więcej. I białe bandaże nie są już białe, tylko splamione szkarłatna krwią, która przez nie przecieka. Jego krwawienie jest jednak mniejsze niż jakby był bez nich. Zapłakana dziewczyna klęczała trzymając ukochanego w ramionach. Po dłuższej chwili na lądowisku pojawiła się jakaś postać. Jest to furra kota o zielonym futrze w różowe paski jak u tygrysa. Ma ciemno fioletowe, długie włosy i bystre niebieskie oczy. Ubrana jest w luźna kremową suknie do ziemi. Widać iż z pewnością jest ona dojrzałą kobietą. Zasiada ona wygodnie na puchatej chmurze unoszącej się nad ziemią. Przybyszka zmierzyła chłodnym spojrzeniem neczankę, jak i smoka, po czym spytała niezadowolonym głosem:

- Czego tu?

- Jestem Rina Ryu, a to Kurai …. Pomóż mu proszę ... - odparła zapłakana Rina.

- Wiesz kim jestem? - odpowiedziała pogardliwie przybyszka.

- Nie wiem proszę Pani .... ale błagam Pani jeśli jesteś wstanie... to proszę o pomoc ...

- Jesteś aż tak głupia czy naprawdę nie wiesz? …
- Daj spokój … skończ te swoje gierki i jej pomóż! - wtrącił stanowczo Kronos.

- Błagam pomóż mu ... on się zaraz wykrwawi i umrze … - kontynuowała roztrzęsiona Rina.

W tym momencie tajemnicza postać bardzo szybko podleciała do wodnej neczanki, a następnie złapała ją za gardło i podniosła do góry, a potem powiedziała jeszcze bardziej groźnie:

- Phi ... Niby na jakiej podstawie miałabym to zrobić?

- Proszę Cię ... pomóż nam ... zrobię wszystko co zechcesz ...

- Sumi, nie przesadzaj ... - wtrącił Kronos, nieznacznie warcząc i wytrącając pyskiem wodną neczankę z uścisku furry. Sumi spojrzała na niego z ukosa po czym odsunęła się od wystraszonej dziewczyny, która z trudem łapie oddech.
- To … To Ty jesteś Sumi … - powiedziała roztrzęsiona Rina z potężnym niedowierzaniem.
- Przecież to było jasne od samego początku. - odpowiedziała pogardliwie furra, a następnie dodała: - Weź go i chodź za mną.
Na te słowa Rina wchodząc pod prawe ramie ukochanego, na swoich barkach uniosła go do góry, i zaczęła bardzo powoli iść. Nieprzytomne ciało elektrycznego neczanina, ciągnęło się po ziemi, pozostawiając za sobą krwawy ślad. Po chwili Kronos wsadził swoją paszczę pod drugie ramie przyjaciela i pomógł go transportować.
- Heh ... jednak byłeś tak głupi aby to zrobić ... a teraz musisz walczyć o życie ... o ile jeszcze żyjesz ... czarno to widzę ... Jeśli dzisiaj umarłeś ...to obiecuję Ci, że zaopiekuję się nią ... i obiecuję Ci, że jak kiedyś spotkamy się w piekle to popamiętasz mnie ... a Twoje życie po za grobowe w piekle będzie przyjemnymi wakacjami ode mnie i mojego piekła jakie Ci urządzę... - mroczne myśli kłębiły się w umyśle czarnego smoka.
- Kronos, TY idziesz do leża. Dobrze wiesz, że w dalszą część Cię nie wpuszczę. Nie wolno CI się szwendać po swoim domu. - odpowiedziała twardo gospodyni.
- Wiem… - odpowiedział po warkliwie smok.



************


- Następnym razem gdy zobaczysz mrok będzie on tlił się w świetle dnia Tobie nie dane jest poradzić sobie z tym. Łucznicy zawiodą Cię, czarna noc przemknie się i tylko woda wskrzesi mrok... Następnym razem gdy zobaczysz mrok .... Tobie nie dane jest poradzić sobie z tym .... Póki co wszystko się sprawdziło ... Głupia cholernica ... jemu nie da się pomóc ... jestem pewna, że on już nie żyje ...


************


Wkrótce Rina z ukochanym na barkach oraz Sumi dotarły do dosyć sporawej i lekko oświetlona jaskini. Po środku której znajduje się wielkie jezioro. Wydaje się być głębokie, gdyż w jego ciemnej tafli widać jedynie światło z pochodni.

- To tutaj, to jest lecznicze jezioro. Jak ono mu nie pomorze to nic mu nie pomorze. - warknęła nagle Sumi. Po czym dodała - Musi być cały zanurzony aby zadziało, jak tego dokonasz to już Twoja sprawa.

- Ale ...

- Powiedziałam, że to Twój problem a nie mój. Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, i tak powinnaś być wdzięczna, że w ogóle tu jesteś. - odwarknęła Sumi.

- Pani przepraszam, że przeszkadzam, ale pilny telefon. - wtrąciła jedna z łuczniczek.

Po tych słowach Sumi i jej służąca wyszły. Kocia fura na odchodne zmierzyła zapłakaną Rinę lodowatym i przenikliwym spojrzeniem. I tak neczanka położyła swoją torbę z boku, i została sama ze swoim ukochanym leżącym na ziemi.. Białe bandaże, które są przesiąknięte magią leczenia neczanki, nie dają rady i są już bardzo mocno nasiąknięte purpurową, chłodną i gęstą krwią.


************


- No, no Volaure ... co się stało, że postanowiłeś do mnie zadzwonić? .... ba i to wideokonferencją... mam się czuć wielce zaszczycona? ... - stwierdziła pogardliwie i groźnie Sumi, siedząca na swojej białej puszystej chmurze.

- Kochana jak zawsze... słuchaj jest u Ciebie mój Brat? - odparł zaniepokojony książę.

- Jeśli nawet ... to i co z tego, i tak nie żyje, albo jak ma szczęście to prawie nie żyje... jednak dla mnie on już jest martwy ...

- JAK TO!?

- Normalnie, nie obchodzi mnie to, moja przepowiednia się wypełnia ... i tyle

- Była z nim jakaś dziewczyna?

- Tiaa ... jakaś zapłakana raszpla go tu przywiozła... mam jej dość ... płacze z byle czego ...

- Gdzie oni są? Daj mi ja do telefonu ...

- Hmmm... nie ... jest w wodnej jaskimi ... głupia zdzira próbuje go jeszcze uratować ... -stwierdziła pogardliwie Sumi, a następnie zaśmiała się i powiedziała: - He he jest bez szans.

- Wodnej jaskini? Mamushka nie odwalaj … Przecież doskonale wiesz, że ta jaskinia nigdy nie działała na Brata, teraz też nie zadziała!

- To jej problem nie mój ... moja przepowiednia mówi, że to woda go uratuje, więc jeśli nie ta woda to tu nie ma innej która mogła by to zrobić ...

W tym momencie zapadła cisza, a powietrze zrobiło się gęste, intensywne i bardzo głębokie. Zrobiło się tak mocno energetycznie, że ta energia wręcz się wylewała się do komnaty księcia. Mimo potężnej odległości Volaure doskonale był wstanie ją czuć. Po paru chwilach kocia furra, bez słowa gdzieś szybko poleciała na swojej chmurze.

- Mamushka, co to za energia? ... SUMI! - krzyczał za nią Volaure, ale ona już tego nie słyszała. Po chwili książę dodał głośno - Cholera …

Po czym, bez słowa dla rady i bez wyłączania zebrania poza ich spojrzeniami,nerwowo zabrał swoją pomarańczową bluzę władcy z oparcia krzesła i bardzo pośpiesznie wyszedł.





niedziela, 26 kwietnia 2026

sobota, 11 kwietnia 2026

Streszczenie sezonu 4 cz.2

 

SEZON 4Wielka woja(epizody 146 – 288)

Streszczenie part 2

(od momentu skończenia part 1, które 
jest tutaj: 

 https://nekokircia.blogspot.com/2024/02/streszczenie-sezonu-4.html )



Ery udaje się na posiłek do jednego z miast. Niestety okazuje się, że jej posiłek w mieście jest zmyślną pułapką. W rozpadającym się budynku za miastem pewien Elf uwięził sukkubicę, twierdząc, że znalazł swoja ulubioną „dziwkę”. Nagle pojawia się Volaure, który przy pomocy dziwnej mrocznej mocy ratuje swoją przyjaciółkę z opresji. Okazuje się również, że Elf który uwięził Ery, był alfonsem z jej przeszłość. Książę robi z nim porządek, jednak jego mroczna moc niesiona falą uderzeniowa dotarła aż do neczańskego oddziału będącego daleko od miejsca zdarzenia. Nasi bohaterowie na te chwilę dowiedzieli się tyle, że ta moc którą poczuli to „wkurwiony Volaure. My za to dowiadujemy się również, że ta mroczna moc dotarła aż do samej rady. Na nagłym zebraniu rady ta mroczna energia została przeforsowana jak kolejna anomalia tego świata. Dzięki Skautiemu, i temu, że oddawał raporty w imieniu księcia, wyszło ze w czasie anomalii Volaure był grzecznie na Zekeren i wypełniał swoje obowiązki. To podważyło odkażenia Królowej Sansha , która to jak i wiele innych spraw próbuje z rzucić na księcia Zekeren, oraz dodatkowo umocniło raporty i wersje, że to była anomalia. Jedyną osobą która w pełni wie co się stało jest Kurai. W ogóle Volaure oraz Kurai mają między sobą rozmowę o zdarzeniach ja i o tym co jest obecnym celem neczańskiego oddziału. Książę, nalega aby przeszli na stały nasłuch na Zekereński kanał radiowy. Neczanie idą zbadać „dziwne” stado smoków. Jak docierają na miejsce to okazuje się, że to tak naprawdę obóz przepełniony uwięzionymi smokami, które stanowczo nie są trzymane w dobrych warunkach. Podczas obserwacji i zakradania się neczanie odkrywają, że smoki zostały złapane przez oddział najemników, a ich zleceniodawcami okazali się Darkaril oraz Hei’an. Nasi bohaterowie, podsłuchują negocjacje i ubijanie targu za 600 sztuk smoków. W momencie kiedy targ został dobity, to to akcji wtrąciły się Elitarne Jednostki, należące do wojsk sojuszu, które zaczęły ostrzał z dział energii. Powstaje spore zamieszanie. Neczanie chcą je wykorzystać, aby uwolnić tyle smoków ile się da. Plan jest posty, rozdzielić się, nie dać się złapać i uwolnić jak najwięcej bestii. Okazuje się, że Elitarne jednostki są tam ze względu na Hei'an, który jest meganiebezpiecznym i poszukiwanym zbiegiem. Ten oddział dostał rozkazy aby nie strzelać do uwolnionych smoków, jak i że ma wspierać oddział neczan i im „nie przeszkadzać” w ich misji. Jednak działania Elitarnych jednostek, doprowadziły do tego, że Darkaril oraz Hei’an, dosiedli swoich smoków i zaczęli walkę na serio. W międzyczasie Elitarne Jednostki zaczęły walczyć „wręcz” z najemnikami. Początkowo Darkaril uważał, że to najemnicy nie dotrzymali umowy i wypuszczają smoki, jednak później spostrzega Hachiego, przemykającego po obozie. Przez to ziemny neczanin został raz po raz atakowany. Kurai postanawia, porobić za przynętę i odwrócić tym samym uwagę przeciwników. Wkrótce skutecznie zwraca na siebie uwagę głównie Darkarila. W tym momencie okazało się również, że na polu bitwy na swoich wiernych smokach, pojawili się Deti, Myo oraz Rex. To „wyrównało” działania na polu bitwy. Za ten ruch (za ściągniecie cywili na pole walki) Volaure zbiera ochrzan od Królowej Sansha. Jednak Król Ashga stanął po stronie Księcia. Nagle poirytowany Hie’an złapał przelatującego koło niego, uciekającego czerwonego smoka i gołymi rękami rozrywa go na pół. Ten brutalny pokaz siły, zrobił dobrą robotę i zasiał ogrom strachu, na polu bitwy. Niedługo potem Hie’an rozrywa też kogoś z elitarnych jednostek. W międzyczasie, jeźdźcy smoków, oraz Kurai, znaleźli kilka słabych punktów u smoków przeciwników. Te informacje zostają przekazane Elitarnym jednostką, aby przy pomocy dział energii, spróbowali je ustrzelić. Po dłuższym czasie, Rina i Otachi pośród uwięzionych smoków odnajdują Kronosa, w dość ciężkim stanie. Po krótkiej i zwięzłej rozmowie, Rina zaczęła leczyć smoka. W międzyczasie, ktoś z Elitarnych jednostek przypadkiem trafia w bak jednego z samochodów, co spowodowało potężna eksplozja, a że aut było parę to powstała jedna eksplozja za drugą. Najbliżej tej strefy wybuchów znajdował się Kurai, na którego wleciał nie duży kolczasty smok. Część jego kolców wbiło się w prawe udo neczanina, dostarczając mu wiele bólu. Diuna niesiona podmuchem wylądowała na boku zielonego smoka, który mimo swoich rozmiarów, ledwo sam walczył z podmuchem. Kiazu, która również była w zasięgu, akurat była w jednej z klatek wraz z dwoma dużymi smokami. Tylko dzięki temu nie została porwana. Reszta neczańskiego oddziału była poza zasięgiem eksplozji i podmuchów. Jednocześnie Rina, dalej lecząca smoka, zostaje zakatowana, na szczęście był z nią Otachi, który swoimi semitarami osłonił siostrę od ataki przywódcy najemników. Tym samym Otachi prowadzi dość ciekawa i wyrównaną walkę na dwa ostrza z Qi’ra, walczącym dwoma mieczami. To, że Otachi podjął walkę, doszło do Kiazu, która od dłuższego czasu walczy ze sobą aby nie wdać się w bijatykę i walkę zostawić Elitarną jednostkom. Od słowa do słowa w nerwach Kiazu, palnęła, że Diuna siedzi i nic nie robi, jak i zezłościła się, że Otachi walczy a Ona nie może. Zostało jej przetłumaczone, że to obrona konieczna a nie zaczepianie do walki, ale ognista neczanka po dłuższym boju słownym stawia ultimatum, że nie podejmie walki, chyba że w obronie, ale w zamian chce sparing z silnym przeciwnikiem. Rudy przystaje na ten układ. Jednocześnie dostała zadanie pilnowania Diuny, aby ta wykonywała swoją robotę. (Bohaterowie na tym etapie nie wiedzą że Kurai ma rozwaloną nogę, więc kiedy mówi Diunie ze się do niej przejdzie, ta bierze to totalnie na poważnie i nie chce tej konfrontacji z Nim) W międzyczasie Rina skończyła leczyć Kronosa, i kiedy ten wzbija się w powietrze to Qi’ra jest bardzo niezadowolony z tego i twierdzi ze czarny smok zaraz pozabija ich wszystkich. W innej części obozu Kurai kuśtykając uwalnia smoki, kiedy już wie, że Kronos jest już uleczony to gwiżdże na palcach aby przywołać swojego towarzysza. Dodatkowo rozmawia też z Volaure, o zabraniu jeźdźców z pola bitwy. (Warto zaznaczyć, że podczas tego wszystkiego etykieta rozmów na łączności poszła w niepamięć. Neczanie potrafią odezwać się po imieniu zarówno do księcia jak i do generała.) Powstaje plan, że Elitarna jednostka strzeli z działa do smoka należącego do Darkarila, w odpowiednią część jego ciała, a Kurai i Kronos zadbają aby mieli ładną linie strzału. Kronos zauważa, że z jego przyjacielem jest coś nie tak, ale Kurai bardzo szybko ucina ten temat. Starcie Otachiego i Qi’ra dalej trwa. Wietrzny neczanin nawet dostaje komplement od przeciwnika. Wszystko to co dzieje się w obozie trwa już bardzo długo. Volaure zabrał już jeźdźców z pola bitwy, a Elitarne jednostki zajęły już odpowiednie pozycje i czekają już tylko na dobrą linię strzału. Wkrótce udaje się i oba smoki dostają w tym samym czasie, to spowodowało ze jeden ze smoków zrzucił swojego jeźdźca, a drugi bezwładnie upadł na ziemie. Tym samym Hei'an i Darkaril zostali rozdzieleni. Tym samym Kiazu dostała zadanie bojowe aby dopilnować aby Hei’an nie doszedł ani do klatek ani do Darkarila. Uradowana Kiazu ruszyła do walki. Reszta oddziału dalej uwalnia smoki. W międzyczasie okazało się, że strzał z działa energii w Madara (smoka należącego do Darkarila) padł martwy. Nastał też delikatny chaos, i po obozie przetaczają się zabłąkane pociski, na które trzeba mocno uważać bo bolą. Niestety Darkaril dorwał Rinę i robiąc jej krzywdę, rozpoznaje ją i kojarzy gdzie już ją widział. To sprawia, że zaczyna jeszcze bardziej torturować dziewczynę. Dzięki temu, że neczanka ma włączoną łączność to jej piski docierają do innych w tym do Volaure, który postanawia się odezwać. To powoduje, że słyszy go również Darkaril, który był bardzo blisko ucha z łącznością. Tym samym zabiera neczance łączność i ma dość wredną rozmowę z księciem. Nagle na miejsce przybywa Kurai z Kronosem. Darkaril rzuca neczanką (łapie ją Otachi). Kiedy tylko smok wylądował i Kurai pokracznie z niego zszedł i kuśtykając udał się w stronę przeciwnika. W międzyczasie Volaure i Rudy ugadują szybki plan ewakuacji. Tym samym kiedy łączność padnie to oddział neczan ma zostać przeniesiony do stałego neczanskiego obozu. Po chwili starcia, Kurai zabija przeciwnika, a jego elektryczne wyładowanie wywaliło całą łączność. W międzyczasie Kiazu prowadzi epicką walkę z Hei’an, która jest dla niej mocno wymagająca. Pod koniec starcia, Kiazu zakręciła kilka razy swoją halabardą, a następnie wzięła duży rozbieg, wyskoczyła w górę i zaatakowała przeciwnika. Hei’an szybko osłonił się rękę i tym samym zablokował atak ognistej neczanaki. Kiedy tylko trzonek broni skrzyżował się z przedramieniem demona, powstała potężna ognista fala uderzeniowa, która przysłoniła całe pole walki i jednocześnie była odczuwalna wszędzie. Całości towarzyszył oślepiający biały rozbłysk. W tym momencie cały neczanski oddział został przeniesiony do obozu stałego, gdzie Generał oaz oddział medyczny już na nich czekali. Medycy początkowo boją się smoka i nie chcą podejść. Jednak kiedy zostają zapewnieni, że ten im nic nie zrobi, dokonując wstępnych oględzin oddziału. Dopiero w tym momencie wychodzą obrażenia jakie ma Kurai. Reszta oddziału również ma obrażenia, ale lżejsze. Kiazu ma złamany lewy nadgarstek, Otachi ma rozcięcie na boku i brzuchu. Obrażenia Riny zwróciły uwagę lekarza (ma np. poparzenia na szyi idące aż do dekoltu) gdyż nie wyglądają mu na obrażenia odniesione w walce. Dodatkowo wszyscy mają masę zadrapań i siniaków. Od słowa do słowa medycy chcą ściągnąć nosze dla Kurai’a, ale ten odmawia i kuśtykając o własnych siłach udaje się do lazaretu. Rudy wykorzystuje to i udaje się za nim aby z nim porozmawiać, na wiele tematów które uzbierały się podczas misji. W międzyczasie Volaure zleca przyszykowanie jednego smoczego leża, a Hei’an chodzący po opustoszałym obozie smoków, poprzysięga zemstę za zabicie jego brata. Tym czasem w lazarecie okazuje się, że Kurai ma poważną i krwawiącą ranę, w którą już zdążyło wkraść się zakażenie. Rinę czeka trudne zadanie aby go wyleczyć. Generał Jej w tym pomaga (wyciąga np. kolce kiedy ona tego potrzebuje). Rudy i Kurai odbywają długą rozmowę, o smokach, o wydarzeniach w obozie smoków. Leczenie Kurai’a było bardzo intensywne, bolesne (rana i samo wyciągnie kolców pieruńsko bolało) i trwało bardzo długo. Natomiast leczenie reszty oddziału było znacznie łatwiejsze i szybko wrócili do innych spraw. Amis zaprosił Kiazu na upojną noc do swojego pokoju. Diuna, też miała przyjemną noc, ale zamiast udać się do pokoju Moyoshiego, to zabawiała się z nim w pokoju wspólnym, który docelowo dzieli z siostrami. Niestety przez to przyłapała ich Rina, którą Moyoshi wyrzucił z pokoju. Jeszcze przez jakiś czas Diuna będzie mieć Jej to za złe, jak i będzie opowiadać historię tak aby jej siostra była winna temu, że im przeszkodziła. Ostatecznie Rina spędziła noc w pokoju Kurai’a (była tak padnięta, żę usnęła na krześle a elektryczny neczanin przeniósł ją do łóżka) Z innej beczki Kiazu i Amis rozwalił w nocy łóżko, więc rano Amis się go pozbywa i wraz z Hachim i Otachim wycinają numer Moyoshiemu. Ranek w obozie jest dość intensywny, zacznijmy od tego, że główny medyk z dnia poprzedniego, podejrzewa ze rany Riny pochodzą z gwałtu, to jeszcze uważa, że ta będzie kłamać. Od słowa do słowa stanęło na tym ze generał wierzy Rinie, ale lekarz uparł się na obserwacje oddziału. Natomiast Kurai ma masę spraw do załatwienia. Najpierw spotyka się z Kronosem, potem udaje się na Zekeren w celu ogarnięcia smoka po bitwie. Na Zekeren wychodzi po niego Skauti, który ma masę pytań. Zwraca uwagę na przepustkę Kurai’a ( jest podbita przez Volaure, potem Kapitana Volaure, a na koniec przez Księcia Volaure) Dzięki pytaniom Skautiego dowiadujemy się między innymi dlaczego Kurai nosi fizyczną przepustkę, jak rozszyfrować numer leża, jak i w ilu turniejach walczył Kurai i jak rozłożyły się jego wygrane. W międzyczasie w obozie jest parę rozmów od tego, że Diuna fuka na Rinę, poprzez uspokajającą rozmowę z iny z Otachim, a na planowaniu grilla aby podnieść morale w oddziale. Kiedy Kurai wraca do obozu od razu ma rozmowę z Rudym, podczas której wychodzi delikatne napięcie między Moyoshim i elektrycznym neczaninem. Podczas tej rozmowy dowiadujemy się więcej między innymi o uwolnionych smokach. Tym czasem Kiazu dostaje obiecany sparing. Jej przeciwnikiem Jest Taakat władający wodą, więc zdecydowanie walka z nim będzie dla niej wyzwaniem. Mają długi sparing, który ostatecznie kończy się remisem i Taakat, który okazuje się Porucznikiem, jest podważeniem, że płomienna Kiazu dotrzymywała kroku zarówno jemu ja i jego wodnej mocy. Kiazu zdecydowanie jest zadowolona i uważa, że generał wywiązał się z umowy. Oboje spędzili ze sobą sporo fajnego czasu. Dogadują się nawet, że spędzą ze sobą trochę czasu na wiecznym grillu. Właśnie, Taakat ma kolczyk w języku i bardzo to intryguje Kiazu, jednak porucznik przez swoje zasady nie chce aby doszło między nimi do czegokolwiek. Ognista neczanka jednak obrała sobie za cel aby sprawdzić jak ten całuje. Jednak nie zanosi się aby doszło do tego.
Kiedy nastał w końcu wieczór i zaczął się grill, Kiazu z entuzjazmem opowiada o swoim sparingu jak i o poruczniku. Taakat na początku imprezy poznaje Otachiego i Rinę, podczas tego spotkania imponuje głównie Otachiemu otwieraniem piwa na parę sposobów.
Później dochodzi do tego, że Kiazu zauroczyła swoimi wdziękami kilku facetów, którzy chcieli między sobą wyjaśniać, który z nich ma prawo do wdzięków Kiazu. Towarzystwo rozgania Amis, a następnie proponuje Kiazu, swoja marynatkę aby ta się nią okryła. Dziewczyna jednak odmawia, argumentując między innymi, że nie jest jej zimno. Od słowa do słowa stanęło na tym, że ognista neczanka ogarnia sobie damską koszulę od munduru, ale w zamian kapitan załatwia jej zimne piwo. Ostatecznie Kiazu wzięła koszulę od Riny, na szczęście przez jej styl bycia była bardziej niewidzialna więc faceci się uspokoili. W międzyczasie Hachi dostaje zadanie aby komuś dolać ostry sos do piwa i jak nie trudno się domyślić, zrobił to bez zawahania. Dodatkowo podczas grilla Moyoshi, przeprosił Rinę za swoje zachowanie, z poprzedniej nocy. Tą noc Rina również spędziła w pokoju Kurai’a. Grill minął całkiem spokojnie i stosunkowo planowo. Z samego rana Rudy ma rozmowę księciem Zekereen o planowanym obozie smoków, taką mocno organizacyjną. Tym czasem rano okazało się, że Moyoshi ma sensacje żołądkowe po nocnym piwie z ostrym sosem. (Tak to Moyoshi był ofiarą Hachiego w żarcie z piwem) Przez to Kurai, dostał rozkaz aby zastąpić Moyoshiego na odprawie dla poruczników. Po zebraniu rozchodzi się plotka o „nowym kapitanie”, gdyż porucznicy nie widzieli wcześniej Kurai'a na odprawie. W międzyczasie mamy małą zajawkę, że Chifuin coś nowego knuje.
Następnie Generał oraz Kurai mają rozmowę przed misją. Nagle do tej rozmowy dołącza Taakat zaproszony, przez Rudego. Okazuje się, że oddział porucznika jak i oddział kapitana, mają ruszyć na wspólną misję do tajemniczej wieży, w której zniknęli ludzie, z innego obozu. Podczas tej rozmowy generał dowiaduje się, że Kurai ma przepustkę do biblioteki ksiąg zakazanych, wydaną przez Sumi. Dzięki temu zostało zlecone dowiedzenie się czegoś więcej o tajemniczej wieży.
Po zleceniu misji oba oddziały miały trochę czasu aby się delikatnie zapoznać i dowiedzieć się, że wyruszają w teren. W tej chwili są już jednym oddziałem pod dowodzeniem Kurai’a, więc zaplanowali poniekąd wstępną trasę jak i pierwszy nocleg w terenie. Taakat i Rina ruszają trochę wcześniej niż reszta oddziału. Porucznik jest ciekawy co Ona potrafi oraz obcowanie dwóch osób o wodnej mocy nie jest za częste, więc oboje mogą z tego skorzystać. Udają się do zatopionych ruin, będących po drodze do ich noclegu. Tam oboje mają dość intensywny i długi „trening” oraz sprawdzanie możliwości drugiej osoby. Podczas tego dowiadujemy się, że Taakat nosi 2 symbole (jeden z nich jest wisiorkiem od jego wodnego mistrza). Tym czasem Kurai pokazuje swoją stanowczość jeszcze przed wyjściem z obozu i udowadnia, że poradzi sobie z 10 osobowym oddziałem. Dodatkowo Diuna i Stevenem zakładają się, że do końca misji Kiazu pocałuje się z Taakat. Za koniec misji uznają wrócenie do obozu i zdanie raportu przez oficera dowodzącego.
Po drodze na pierwszy nocleg Hachi i Otachi mają małą akcję z owcami. Kiedy oddział dociera na miejsce noclegu, to Kiazu dostaje polecenie aby pójść po Taakat i Rinę, a w tym czasie panowie urządzili sobie „małe zawody” w siłowanie na rękę.
Spotkanie Kiazu, po
rucznikiem i wodną neczanką, zaowocowało sesją zdjęciową jak i rozmową oczyszczającą atmosferę jak i wprowadziła dużo luzu. Następnie w obozie ustalają warty, jak i dalej bawią się w siłowanie na rękę. Podczas tych zabaw Issah wybija bark Hachiemu. Taakat daje mu parę rad dotyczących siłowania się na rękę jak i nastawia mu wybity bark. Później dowiadujemy się między innymi, że Taakat i Kurai, czytają książki tego samego autora, jak i, że w teczce wojskowej Kurai’a jest o nim bardzo nie wiele a o jego rodzinie i powiązaniach jeszcze mniej. Porucznik uważa, że albo te dane zostały specjalnie zatajone i nikt nie ma do nich dostępu albo że on ma za niski stopień wojskowy aby je odczytać. Dodatkowo oddział dostaje zadanie aby nagrać wieże z zewnątrz. Tym czasem trwa zebranie rady sojuszu, na którym władcy rozmawiają chociażby o smokach, obozie dla nich, jak i obecnych sprawach. W przerwie zebrania Volaure ma dość pikantną i sugestywną rozmowę z ambasador Kana.
W tym samym czasie podczas przerwy w marszu Kiazu, Rina oraz Diuna mają rozmowę o misji, o chłopakach, a dodatkowo Diuna próbuje namówić Kiazu, aby ta pocałowała się z Taakat. Ognista neczanka jednak „dla dobra misji” odmawia i stawia na swoim aby tego nie zrobić póki to porucznik nie wyjdzie z inicjatywą. Jednocześnie Diuna przyznaje się, że założyła się i co jest tematem zakładu. Kiazu mimo tego pozostała przy swoim zdaniu.
Po wielu godzinach marszu neczański oddział dotarł na miejsce noclegu. Przez padający deszcz zaszli dalej niż mieli, gdyż miejsce planowanego noclegu zostało zalane. Tym razem nocują na otwartym terenie, jednak w strategicznym miejscu, które w razie ataku daje im przewagę. Diuna bardzo chce strwożyć swoje wygłuszające bańki aby nie słyszeć deszczu, oficerowie jednak pozwalają jedynie na bańkę chroniącą ognisko przed zgaśnięciem. Ostatecznie Diuna łamie zakaz i w nocy stawia bańkę nad całym namiotem. To sprawia, że oddział w środku jest delikatnie otępiały. Dodatkowo Stevenen używając swojej metalicznej mocy stawia dach nad strefą ogniska i wart. Ta mieszanka wybuchowa spławiła, że nad obóz przyszła burza, pioruny jeden za drugim waliły w metalową konstrukcję, a w namiocie nikt jej nie słyszał, dodatkowo przez bańkę i poczucie otępienia Otachi, praktycznie przegapił swoją wartę. W nocy budzi się Kurai, zgarnia Otachiego, panowie pozbywają się metalowej konstrukcji, mają szybką rozmowę, w której doskonale widać, że się dobrze znają. Następnie odnajdują przerażoną i przemoczoną Rinę. Otachi przejmuję resztkę swojej warty, a Kurai zanosi wodną reczankę do namiotu. Tam przebiera ją z przemoczonych ubrań i daje jej swoja koszulę od munduru. Rano Taakat widzi ją w części namiotu, która należy do oficerów i nie jest zadowolony z tego, że tam się znalazła. Okazuje się jednak ze Taakat ma fetysz do kobiet ubranych w męskie koszule. Przy porannym raporcie po wartach wszyscy dowiadują się, że w nocy była burza, a Taakat łączy kropki dlaczego Rina spala u nich (przeczytał w jej teczce ze ta się boi burzy, więc to było dla niej najbezpieczniejsze miejsce w namiocie). Po śniadaniu oddział ruszył w drogę, tam odbyło się parę reprymend, jak i nie obeszło się bez zmiany trasy. Oddział zamiast przez pustynie idzie przez jedną z wiosek. Przechodząc przez wioskę natrafili na dom który wyglądał bardzo mocno znajomo. Okazuje się, że to rodzinny dom Detiego i Myo. Neczanie zostają tam aż do kolacji jednocześnie pomagając w gospodarstwie, wszelakich pracach. Od przerzucania bel z sianem, po przez rabanie drewna, aż pomoc przy naprawie ogrodzenia. Tonea oaz Indi dały neczanom spore zapasy jedzenia, jak i shoty energetyczne z jagód żywiołów. Po zjedzeniu kolacji oddział ruszył dalej na miejsce swojego noclegu, po drodze odwiedzili również stado jednorożców. Na miejscu noclegu neczanie budują prowizoryczne jakuzzi. Zdecydowanie zasłużyli na odpoczynek. Podczas odpoczynku mają rozmowy o wszystkim i o niczym. Rano Kurai zakończył swoją warte i spotkał się z Konosem w sprawie obozu smoków. W tym momencie Taakat dowodzi oddziałem, co spowodowało, że zobaczyliśmy bardziej twardą naturę porucznika. Kiedy podczas śniadania Kurai wraca do obozu to Diuna, naciska aby porozmawiać z kapitanem na osobności i bez nasłuchu. Jednak elektryczny neczanin stawia, że dopiero po porannym raporcie z nią porozmawia. Od tego momentu oddział ma stały nasłuch, więc tworzą pisemną wspólna konwersację poza uszami oficerów na nasłuchu. Dodatkowo Diuna i Kurai na chwile oddają swoją łączność i idą na stronę porozmawiać. Okazuje się, że Diuna miała jeden z tych swoich „proroczych snów” i informuję kapitana o tym co się Jej śniło. Wkrótce oddział dociera do tajemniczej wieży. Kiedy tylko weszli do środka łączność została im odcięta, a przed nimi pojawił się wielki napis mówiący ze są są w lochu wyzwań i że to wieża ustala zasady i komnaty oraz ze jak pokonają wieżę to będą wolni. Nie mając innego wyjścia ruszają dalej. Wieża ma 9 pięter i na każdym z nich czeka na nich wyzwanie. Na pierwszym piętrze wieża do wyzwania wybrała Otachiego, Hachiego i Stevenem. Reszta oddziału na wygodnej kanapie obserwowała ich zmagania. Pierwsze starcia polegało na pokonaniu humanoidalnego kowadła. Panowie pokonują go w ciekawy sposób ładnie łącząc swoje moce. Po wygranej otworzyło się przejście na kolejne piętro. Tam do starcia został wybrany płomienny zestaw ludzi, tzn. Kiazu i Key’leanem. W międzyczasie w strefie relaksu, Rina uleczyła poprzednich walczących. Pada też teoria, że kanapy wspomagają leczenie i to będą chcieli z czasem przetestować. Ognista ekipa natrafiła na dziwnego golema. Key’leanem w ciekawy sposób używa ognistej mocy. Jego technika mocno zaciekawiła Kiazu. Podczas tej walki sprawdziła się część ze snu Diuny. Ostatecznie ogniści neczanie wygrali walkę. Następnie wieża zaprowadziła ich do miejsca gdzie mogli odpocząć, przespać się i zregenerować. Podczas tego odpoczynku Kiazu zalicza ciekawy i niespodziewany pocałunek z Key’leanem. Rano trafiają na kolejne wyzwanie, tym razem zostali wybrani Diuna i Issah, a ich zadaniem jest dziwaczny labirynt. Po przejściu neczanie znajdują 1 nieśmiertelnik po poprzednikach. Następne wyzwanie wieży należy do Taakat oraz Kiazu. Mają do pokonania śluzowego i trującego przeciwnika. To była ciekawa walka, znajdują 1 nieśmiertelnik oraz porucznik, zostaje poważnie otruty. Rina próbuje coś na to zaradzić, ale nie posiada antidotum. Taakat jet w takim stanie i doświadcza takiego bólu, że nawet chce aby obcięli mu rękę. Wkrótce pojawiają się nowe drzwi z napisem woda. Na tą komnatę nie było podglądu na ekranie. Ina weszła do środka i w dużym skrócie wieża zażądała 85% jej energii w zamian za antidotum. Rina przystaje na to i w brutalny i bolesny sposób wieża wzięła sobie jej energie, ale też dotrzymała słowa i dała antidotum. Taakat dostaje je tak szybko jak to było możliwe. Po nim bardzo szybko dochodzi do siebie. Następnie docierają już na 5 pięto wieży, tam swoje pięć minut mają Key’leanem oraz Kurai. Tutaj dzieją się różne mroczne koszmary, jest to tam mocna arena, ze Key’leanem w pewnym momencie popuścił ze strachu. Pada nawet stwierdzenie, że są tam wręcz torturowani. Po tym bardzo ciężkim starciu znajdują aż 2 nieśmiertelniki. Następnie trafiają do strefy odpoczynku. Tam oficerowie mają poważną rozmowę na temat nieśmiertelników i wieży. (ogólnie w wieży rozmawiają na wiele tematów, poznając się przy tym) Natomiast Kiazu dogłębnie pomaga Key’leanem się odstresować. Nastał kolejny dzień i nadszedł czas na kolejne piętro. Tym razem starcie należy do Stevenem i Issah. Mają do pokonania dość specyficzną sowę, która jet bańką wstańką. Po starciu przynieśli 1 nieśmiertelnik. W Między czasie Kiazu miała rozmowę z Kurai’em o nocy, podczas której pada ciekawy fortel.
Siódme pięto wieży przyniosło niespodziankę, do starcia zostali wytypowani Kurai, Taakat oraz Rina. Ich przeciwnikiem jest kamienny wąż. Tak jak każdy dotychczasowy przeciwni w wieży, ten również nie jest tak prosty jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Podczas walki Rinie udało się przywołać dwa wodne wilki, jednego leczącego i jednego walczącego. Dzięki temu wąż zostaje pokonany epickim kombo atakiem panów. Po tym starciu znaleźli kolejne dwa nieśmiertelniki. Na ósmym piętrze wieży zostali wybrani Hachi, Otachi i Diuna. Tam sprawdza się kolejna część snu Diuny. Tam mają wiele elementów na współprace. Następnie dostali długo oczekiwany wypoczynek i trafili do strefy odpoczynku. Tam okazuje się, że Issah przemycił w plecaku trochę piw. Oddział dostaje pozwolenie na zabawę, ale mają odbyć się warty itd. Odbywa się również rozmowa w której dowiadujemy się, że koszmary z jednego zadań wieży to były wspomnienia Kurai’, jak i jaką mocą włada Volure. Po tym wszystkim naszedł czas na finałowe starcie. Tam neczański oddział ma bardzo trudnego dwufazowego przeciwnika. Do walki z nim używają prezentu od Indi. To było długie i bardzo wycieńczające starcie. Po pokonaniu go, na koniec wieża zaczęła się walić i wymusiła na nich ucieczkę. Zbiegając z 9 piętra wieży natrafili na 3 osoby z oddziału który mieli uratować. Wkrótce bez wyjaśnień wszyscy wybiegli z wieży. Kiedy tylko to zrobili to Hachi osłonił wszystkich swoją mocą, a sama wieża eksplodowała.

W międzyczasie, przez cały pobyt w wieży dowiadujemy się o postępach w budowie smoczego obozu ja i „dziwnych” ruchach przeciwnej strony walczącej. Dodatkowo mamy dogadywanie się między obozami nad rowem.
W momencie wyjścia z wieży cała łączność wróciła i powstał komunikacyjny chaos i było słychać każdego. Po przenikliwym gwiździe Kurai’a dopiero dało się normalnie rozmawiać. Po szybkich ustaleniach oddział dostaje 2h bez nasłuchu aby się ogarnąć i dopiero potem złożyć raport. Poznajemy trzy nowe postacie. Po wstępnym rozstawieniu obozu oficerowie – Kurai, Taakat oraz Sajlu udają się na stronę w celu złożenia raportu. Podczas raportu dowiadujemy się jak w jakimś stopniu wyglądały wyzwania w wieży dla poprzedniego oddziału. Dodatkowo podczas rozmowy oficerów przyszła Rina, a następnie wróciła z Kurai’em do obozu. (Oficerom na nasłuchu Sajlu o tym doniosła) W obozie panował totalny chaos, Ursal bije się z Orudi i każdy kto próbuje ich rozdzielić również obrywa. Kurai szybko, sprawnie i w swoim chłodnym oraz stanowczym stylu, zapanował nad sytuacją i ustawił ich do pionu. Następnie wrócił do oficerów aby dokończyć raport. Dodatkowo Kurai zapalił papierosa. Pada też informacja, że rano oddział zostanie podzielony. Kurai wraz z uratowanymi wraca do ich obozu, a Taakat odstawia oddział neczan do ich obozu. Rano neczańscy oficerowie maja rozmowę o wieży i oddziale, potem Ursal i Orudi znów zaczęli na siebie warczeć, lecz Taakat ochłodził ich zapał dzięki swojej wodnej mocy. Przed rozdzieleniem się oddziałów, Taakat sprezentował swój wisiorek od wodnego mistrza (Rina nosi go jako bransoletkę). Porucznik twierdzi, że zdecydowanie mu zaimponowała i należy się jej. Następnie oddziały zostają oddzielone, i jak Kurai i nowi są na stałym nasłuchu, ta Rudy swoim powiedział tylko parę slow i chce tylko raporty 2x dziennie.
Podczas marszu Kiazu ma rozmowę telefoniczną z Sachinerem. Ma on dla niej propozycje sesji okładkowej dla największego magazynu modowego na świecie. Ognista neczanka ma problem z dogadaniem się więc, daje do słuchawki Rinę. Ostatecznie Sachiner i Kiazu mają między sobą umowę, która trochę zależy od zgody generała, ale Sachiner powiedział, że się tym zajmie.
Tymczasem oddział Kurai’a napotyka na swojej drodze smoka, faceci z jego oddziału upierają się aby z nim się zmierzy, jednak smok szybko ich pozamiatał. Kurai natomiast szybko go ogarnął, okazało się, że to smok należący do rodziny Detiego i Myo. Więc Kapitan zadzwonił do Detiego i poinformował go gdzie czeka ze smokiem. Podczas spotkania Kurai dostaje zaproszenie na targi smoków. Po załatwieniu tej sprawy ze smokiem, ten oddział rusza dalej. Wkrótce docierają do obozu docelowego, tam okazuje się, że nasłuch i kamery obserwują wszystkich 24h na dobę. Rano, Tytan który miał zabrać kapitana to już czeka na niego. Kiedy tylko wyjechał z obozu to odezwał się do generała. W tym momencie dostał dodatkową misje, że ma pojechać do obozu smoków, gdzie ma sprawdzić to i owo. Dodatkowo kapitan zdaje wstępny ustny raport z wieży jak i wychodzi parę uchybień z obozu fur i Generał szuka „swojego” oficera wysokiego rangą aby zrobił tam porządek.
Za to neczanski oddział dociera na pustynię i mają przygodę z nomadami, przez którą zmienili miejsce noclegu. Taakat straszliwie nie ufał nowo poznanemu – Ikerlay. I jego doświadczenie w ocenianiu ludzi okazało się być trafione dzięki czemu oddział uniknął kłopotów. Noc minęła im spokojnie, chociaż były zachowane dodatkowe środki bezpieczeństwa.
Tym czasem Kurai ma rozmowę z Sachinerem i pyta go o jeden kontakt. Od słowa do słowa wychodzi na to że ta wiedza jest dobrą kartą przetargową, aby Kiazu mogła uczestniczyć w sesji okładkowej. I wyszło na to, że to Sachiner wisi przysługę Kurai’owi.
Oddział Taakat dociera do neczańkiego obozu stałego, tam w składzie Kiazu, Rina oraz Taakat praktycznie od razu mają rozmowę z generałem. Tam dostają informacje o sesji zdjęciowej Kiazu. Dowiadują się również, że generał przymyka na to oko gdyż ma układ z pewnym bogaczem. Taakat jest poprozony aby zajął się dziewczynami i zadbał o ich bezpieczeństwo. Kiedy dziewczyny idą się ogarniać to Taakat zdaje raport z misji, swojemu dowódcy. W tym momencie Diuna oficjalnie przegrała swój zakład. W rozmowie z Stevenem (z którym ię złożyła) próbuje się wymigać i w mówić, że to Kurai miał zdać raport ale Stevenem nie dał się tak łatwo oszukać. Ustawili się na kolejny dzień. Dodatkowo Diuna dostaje informacje, że ma wolny pokój na noc, bo Kiazu i Rina mają misję specjalna eskorty VIP’a (tak tak brzmi ich zadanie oficjalnie).
Wieczorem Kiazu, Rina, Taakat oraz Issah docierają na miejsce sesji zdjęciowej. Z ważniejszych rzeczy podczas sesji to Kiazu ma zrobione kilka naprawdę niesamowitych zdjęć. Kiedy ognista neczanka zmieniała kreacje to Taakat ją pocałował (mają nawet zdjęcie z tego) także Kiazu miała aż ciarki. Dodatkowo okazało się, że na sesji jest też Ery więc Kiazu spędziła wspaniały czas z przyjaciółka. W tym czasie Rina spędziła czas z Sachinerem. Taakat tam miał uwagi i ostatecznie zabrał wodna neczankę od inkuba. Z samego rana kiedy jechali tytanami do obozu, to Taakat ma rozmowę z Riną, trochę o Sachinerze, trochę o relacjach. Następnie Taakat zdaje raport Rudemu, omijając wiele szczegółów. Pada też stwierdzenie ze w nagrodę Taakat może obdarować oddział smakołykami z magazynu wedle uznania. W międzyczasie Ery namawia Sachinera, aby nie zamykał furki i aby pozwolił czasem przysyłać porucznika na negocjacje. Ostatecznie Taakat dostaje pochwałę, ale jednocześnie dostał do zrozumienia, że zabranie Riny ugodziło w inkuba. Jednocześnie porucznik, bardzo chwalił sobie współpracę z oddziałem Kapitana, i docenił ich styl działania, oraz zrozumiał czemu są oddziałem do zadań specjalnych.
Tymczasem Kurai dotarł do obozu smoków, gdzie okazało się, że spotykamy znajomego oficera który dostał awans na bosmana. Smoczysław dowodzi obozem, wraz z jednym cywilem. Obóz jest mocno koncentrowany na papierologii. Kapitan ma tam parę akcji z smokami, ale jest odpowiednia osobą na odpowiednim miejscu.
W międzyczasie Taakat zabiera Rinę, Hachiego i Otachiego aby zgarnęli słodycze dla wszystkich, a Kiazu szykuje Diunę na wyjście w ramach przegranego zakładu. Ognista neczanka wręcz uważa, że ta kara to jak nagroda, zważając na miejsce gdzie idzie jej siostra i Stevenem. Po tym spotkaniu Diuna ma upojne chwile z Stevenem i zdecydowanie tam najbardziej między nimi zaiskrzyło. Po powrocie dziewczyny miały pogadankę. Rano Diuna pocałowała się z Stevenem, co przypadkiem zobaczył Moyoshi. Doszło do awantury, w którą dość mocno zaangażował się Hachi. To doprowadziło, że Hachi trafił do karceru, za popicie oficera. Wieści te dochodzą do Kurai’a ale poki co nadal jest w obozie smoków i nie może z tym nic zrobić. Podczas rozmowy Otachiego i Kurai’a w neczańskim obozie wybucha alarm. Rudy każe Kurai’owi wracać do obozu. Powstaje plan, że uzbrojony Tytan wraca sam do obozu, a elektryczny neczanin zabiera małe stado smoków i udaje się do obozu z odsieczą. W tym czasie oddział kapitana dostaje rozkazy ze ma być oczami generała. Co za tym idzie zostaną wysłani na pole walk w rowie, ale jednocześnie mają unikać walki. Kiedy wraca Kurai to wyciąga Hachiego z karceru i obaj wracają na pole walk. Pośród walk, które ewidentnie miały odwrócić uwagę od prawdziwych zdarzeń. Strona Chifuina, zasztyletowała czarnego smoka i wyciągała z niego krew. W bardzo dużym skrócie, mamy zaćmienie słońca + smocza krew + energia chaosu spowodowały otwarcie portalu Nyxany. Tak Ona z niego wyszła i zaczęła siać chaos. Otaczają ją dziwne macki, a kiedy Kiazu ją zauważa to krzyczy Jej imię. Nyxana cała jest już pokryta zarówno krwią jak i mroczną energią. Widać jej ponętne kształty, jak i pogardliwe limonkowe oczy, a tak to kobieta stałą się wręcz jednością z mackami. Po chwili ze złowrogim śmiechem zamachnęła się mieczem tworząc cięcie, które zaczęło ciąć rzeczy w oddali. Nagle jej ostrze natrafiło na elektryczną zaporę. Okazało się, że Kurai się jej przeciwstawił. Wkrótce
ziemia się za trzęsła, a niebo spowiło oślepiające, intensywne, białe światło. Obydwie walczące strony musiały zasłaniać zarówno swoje oczy jak i chronić siebie, przed spadającymi odłamkami, potężnego ataku, które przypominają kolorowy deszcz meteorytów. Dało się słyszeć stłumione paniczne krzyki, zagłuszane przez odgłosy eksplozji. Po dłuższej chwili oślepiająca biała jasność znikła, a po całym terenie rozszedł się przeszywający odgłos tłuczonego szkła. W tym momencie oczom wszystkich, W miejscu gdzie przed chwilą był smok, ukazał się ociekający szkarłatną płynną krwią Kurai, który wkrótce zaczął bezwładnie spadać w kierunku ziemi….