wtorek, 9 grudnia 2025

EPIZOD 282

 

Jedna na milion, mój szczęśliwy traf

Neczański Generał zasiada w swoim gabinecie, w którym standardowo jest masa raportów. Tym razem jednak Rudy stoi w otwartym oknie i pali papierosa. Widzi jak mocno popołudniowe słońce, niedługo już będzie zachodzić. Po obozie krzątają się wojskowi, a sam generał spogląda czasem na zegarek, zupełnie jakby na coś czekał. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść. - powiedział stanowczo Rudy, gasząc jednocześnie papierosa, i odwracając się do drzwi wejściowych.
Na te słowa do pomieszczenia wszedł Taakat, Kiazu i Rina. Neczanie są w swoich wersjach munduru, jeszcze z plecakami i torbami. Zupełnie jakby byli złapani zaraz po wejściu do obozu. Nie są również pierwszej świeżości, a nawet mocno widać po nich trudy podróży.
- Wzywałeś Sir. - powiedział Taakat.
- To, że chcesz widzieć Taakat i Rinę to rozumiem, ale po co Ci ja!? - spytała mocno bezpośrednio Kiazu wchodząc.
- Też się cieszę, że Was widzę. - odpowiedział chłodno Rudy, a następnie dodał: - Siadajcie.
Przybysze zamknęli za sobą drzwi po czym usiedli na trzech krzesłach przed biurkiem generała.
- Jak podróż? - spytał Rudy.
- Dobrze Sir, nic ciekawego się nie działo. - odpowiedział Taakat.
- Ostanie półtorej dnia intensywnie i z mocnym tempem, ale bez przygód. - dodała Kiazu, a po chwili dopowiedziała: - Tak to pustynia, skały, bagna i naprawdę chcę się ogarnąć.
- Sir, to czemu jesteśmy w takim składzie? - dopytywał Taakat.
- Dobra bez owijania w bawełnę, wezwałem tutaj Waszą trójkę z bardzo ważnego powodu. - odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Streszczając, pewien bogacz i arystokrata, chce dzisiaj za parę godzin Kiazu na sesji zdjęciowej. W zamian oferuje coś bardzo opłacalnego dla nie tylko naszego oddziału. I jak nie jest mi to w smak to, to co dostajemy w zamian sprawia, że mogę przymknąć oko na pracę Kiazu.
- SUPER! To dla mnie mega szansa! - Wtrąciła entuzjastycznie Kiazu.
- Tak słyszałem o tym, w każdym razie, nie puszczę tam Kiazu i Riny, bez ochrony, jak i bez oficera, który pozwoli na przemieszczanie się oddziału. - kontynuował generał, a następnie dodał: - Taakat, wchodzisz w to?
- A kiedy wraca Kapitan?
- Kapitan, ma inną misję i jeszcze nie dotarł nawet na miejsce, możliwe ze jutro dopiero tam dotrze, więc najwcześniej za 3-4 dni. - odpowiedział Rudy.
- Zapewne o ile nic się nie wysypie? - spytał porucznik.
- Tak, dokładnie tak. Dlatego proszę Ciebie. Potrzebuje kogoś zaufanego to jak? - odpowiedział Generał.
- Nie ma sprawy sir. Podejmę się tego. - odpowiedział Taakat.
- Dobrze, to zrobimy tak, Taakat skołujesz jeszcze jednego zaufanego człowieka który nic nie powie, dziewczyny idą się ogarniać ALE oficjalnie za 3godziny wychodzicie na nocną misje specjalna o której jedyne co można Wam powiedzieć to, że będziecie eskortować pewną osobę, jednak ze względów bezpieczeństwa nic więcej nie można powiedzieć…. i dziewczyny wychodzicie do obozu i wracacie w mundurach. Z tej „misji” wracacie jutro rano, bez względu na to ile będzie trwała praca Kiazu.
- Tak jest, sir. - odpowiedział Taakat.
- Aha tam uzupełniacie zapasy itd., dobra to dziewczyny mogą już iść, zdjęcia z wieży obejrzę później, ale z Tobą Taakat chce jeszcze porozmawiać i chce usłyszeć raport.
- Tak jest sir. - odpowiedział ponownie Taakat.
W tym momencie jednak Kiazu pośpiesznie wstała i radośnie rzuciła się generałowi na szyję, i praktycznie bez słowa, zabrała siostrę i obie wybiegły z gabinetu. Tuż przed wyjściem Rina zatrzymała się delikatnie się pokłoniła i powiedziała:
- Dziękujemy.
- Rina, pewnie i tak weźmiesz jutro dyżur w kuchni. Chce coś dobrego. - odpowiedział Rudy.
- Tak, jest. - odpowiedziała z uśmiechem Rina.
Po czym obie wybiegły, a panowie zostali sami za zamkniętymi drzwiami.
- Sir, nie sądziłem, że pozwolisz na coś takiego. - powiedział Taakat.
- Też tak myślałem, ale ta praca Kiazu bardzo się Nam opłaci i to długo dysonansowo, a jutro i tak macie dzień wolny. - odpowiedział generał siadając zza biurkiem, a następnie dodał: - Zleceniodawca też ma chody u Ambasador Kany więc mogłoby to się, źle da Nas skończyć. Zwłaszcza, że oficjalnie zabezpieczacie miejsce i eskortujecie Jego i jego ludzi. A to, że to druga praca Kiazu, to już wiedza tylko dla Nas.
- Sir, jest coś jeszcze o czym muszę wiedzieć?
- Hmm… zleceniodawca jest Inkubem, bardzo wysoko postawionym, który ponoć nie lubi liczykrupstwa. Więc tam ostrożnie, nie chce mieć również Ambasador Kany na głowie, za utrudnianie interesów rodziny Cusan.
- Cusan, z tych Cusan!?
- Tak to członek tej rodziny, to też było jednym z powodów zgody, i ten bez szczelny bogacz zagrał w otwarte karty, po co konkretnie mu Kiazu i Rina, i dlaczego nie chce nikogo innego. Najważniejsze, że Nam się to bardzo opłaci, plus przełamie obozową rutynę, co akurat im jest potrzebne bardziej niż innym.
- Rozumiem.
- To będzie jakaś profesjonalna sesja zdjęciowa, raczej nie będziesz miał dużo do roboty. Aha i Ty też masz ogarnąć i najlepiej iść w oficerskim mundurze.
- Tak, jest Sir.
- Kogo weźmiesz dodatkowo?
- Myślę nad Issah, nie wygada nikomu, a do obrony jest dobry.
- Świetnie, dobry wybór.
- Sir, mamy iść pieszo? Gdzie mamy iść?
- Możecie wziąć dwa Tytany, zarówno Kiazu jak i Rina mogą prowadzić. A możecie iść i pieszo, jak tam wolicie. Sesja ma się odbyć nad jednym jeziorem „niedaleko”. Później zaznaczę Ci na mapie.
- Rozumiem Sir, to weźmiemy Tytany, będzie bardziej dobre pod przykrywkę.
- Brzmi dobrze. Później wprowadzę im koordynaty. - odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Dobra, to wracamy do raportu. Kiazu wspominała, że od noclegu na pustyni przegoniłeś oddział a i tak przyszliście później niż było planowane.
- Sir, przez to co działo się na pustyni, udaliśmy się bardziej okrężną drogą do obozu, po rejonach gdzie nikt się nie zapuszcza, aby nie ściągnąć najemników w te okolice.
- Rozsądne.
- Stąd mocno zmęczony i zapyziały oddział, który przybył później niż miał.
- To wiele tłumaczy. Dobrze Ci się dowodziło takim dużym oddziałem?
- Było spoko, chociaż mocno wspomagająco i wymaga zupełnie innych umiejętności niż dowodzenie małym oddziałem.
- Chcesz tak na co dzień?
- Nie dziękuję Sir, chociaż było to ciekawe doświadczenie i na przyszłość chętnie z tym oddziałem pójdę na kolejną misję.
- No oddział Kapitana, też potrafi nieźle dać w kość.
- Nie było tak źle Sir.
- Dotarli w jednym kawałku, więc dobrze się spisałeś. A teraz poopowiadaj mi o wieży bo czas nagli...



************


Pokój dziewczyn w neczanskim obozie stałym. Są tam trzy spore drewniane łóżka z czystą, białą pościelą, ustawione w odstępach od siebie pod dużą ścianą. Jedna spora brązowa szafa, dwa dość masywne drewniane biurka przy których stoją obrotowe krzesła i w sumie to tyle z mebli. Dodatkowo znajdują się tam drzwi na korytarz jak i drzwi do łazienki. Już wykąpana Diuna leży sobie na swoim łóżku, które jest najbliżej drzwi do łazienki. Psychiczna neczanka ubrana jest w swoją wersje mundury, który jest czysty i pachnący, bawi się swoją kostką i słucha muzyki na głośniku, lecz nie jakoś inwazyjnie głośno. Słońce już praktycznie zaszło i panuje delikatna szarówka. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę. - odpowiedziała Diuna.
Dzwi otworzyły się, a do pokoju wszedł Stevenen, który również jest już ogarnięty.
- Sama jesteś? - spytał Stevenen.
- Powiedzmy, Kiazu się kąpie w łazience, ale znając ją to szybko nie wyjdzie. - odpowiedziała Diuna, odkładając kostkę, a następnie spytała – Co chcesz?
- Mieliśmy pewien zakład i o ile mi wiadomo to właśnie go wygrałem.
- A to nie było, że dopóki Kurai nie zda raportu? - odpowiedziała Diuna siadając na łóżku.
- O ile dobrze pamiętam to było, że wrócenie do obozu a sam koniec to pójście dowódcy do Generała. A o ile wiem to Taakat poszedł składać raport zaraz po wejściu do obozu.
- No tak, masz racje
- A to oznacza, że dasz zaprosić się na kolację.
- No spoko, chociaż boli mnie, że przegrałam.
- Widać znam go lepiej niż Ty siostrę.
- Nie, to znaczy, że Ona odpuściła.
- Ziemniak czy pyra…
- No dobra, to gdzie chcesz mnie zabrać i kiedy?
- Do miasta, a kiedy może jutro podczas dnia wolnego?
- Aż taki pewny jesteś, że jutro mamy wolne?
- Zakładam, że tak,
- Heh … no dobra niech i tak będzie.
- Diuna, widziałaś Rinkę? - powiedziała Kiazu, która właśnie wyszła z łazienki, wyciera Ona włosy jednym białym ręcznikiem a drugi ma owinięty na ciele, w taki sposób, że ma z niego sukienkę mini.
- Co trzeba zrobić aby zamieszkać w tym pokoju? - wtrącił Stevenen obserwując uważnie wdzięki ognistej neczanki.
- Być kobietą, ale w sumie Tobie nie wiele trzeba do tego. - odpowiedziała Kiazu.
- A Riny nie widziałam … - odpowiedziała Diuna, ponownie zajmując się swoją kostką.
- Ufff… spoko…. - odpowiedziała Kiazu.
- A co macie randkę? - spytał Stevenen.
- Oczywiście, że tak. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- Właśnie co Ru… Generał chciał od Was?
- Nic konkretnego… np. Rinka ma jutro dyżur w kuchni. - odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała:- Stevenen, przebieranie się przy facetach mi nie przesadza, ale jak widzę jak się na mnie ślinisz to mimo wszystko wolałabym abyś sobie już poszedł.
- A dobra … Diuna będę pisał. - odpowiedział Stevenen, a następnie wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi.
- Serio przeszkadzało Ci to, że się ślini? - spytała Diuna.
- Tak, w tej chwili tak. Wiesz uwielbiam jak faceci pożerają mnie wzrokiem ale nie mam ochoty aby się ślinił. - odpowiedziała Kiazu, zrzucając ręcznik i szybko się ubierając, a następnie dodała: - Aha dzisiaj pokój masz tylko dla Siebie.
- Oho, ktoś idzie do Amisa … A Rina?
- Pudło… Obie mamy pilną misje specjalną, wracamy rano jak wszystko dobrze pójdzie. Mamy eskortować pewnego VIP’a i ekipę.
- Ty to jeszcze uwierzę, ale Ona?
- Diunka skarbie, nie znasz mnie? Przecież mam dość nie wyparzony język i jestem nieprzewidywalna. Wyobrażasz sobie, że nie odpysknę, jeśli VIP coś odwali?
- Fakt, dobra nie było pytania. Bez niej to zawaliłabyś tą misję po całości.
- No właśnie.
- Potrzebujesz wody do ochłody…
- O to to, dokładnie tak jest.
- Czyli mam wolna „chatę” hmm…
- Tak i możesz tu sprowadzić Moyoshiego, chociaż i tak jestem zdania, że lepiej abyś poszła do Niego…
- Nie chce mi się ruszać, padam na ryjek i ciesze się, że to nie ja mam misję.
- Rudy raczej to przewidział, dlatego pewnie Cię nie wytypował.
- Tym lepiej dla mnie i w sumie dla niego również, aha właśnie oficjalnie przegrałam zakład.
- Dobrze wiedzieć, co masz w ogóle zrobić?
- Pójść na kolacje ze Stevenen.
- Całkiem przyjemna kara, zwłaszcza, że On Ci się podoba.
- Niby tak, gorzej jak Moyoshiemu coś odwali.
- Cóż … ryzyko zakładowe, które podjęłaś w momencie przyjęcia zakładu.
- Jakoś takoś …. jutro się dowiem czy było warto.
- Oooo to chce opowieści po ze wszystkimi szczegółami. - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.



************


Las, całkiem gęsty last spowity już delikatnym mrokiem. W zielonych krzakach pod drzewami stoi zaparkowany i oczywiście zamaskowany Tytan. Neczanin o białosrebrnych włosach zasiada wysoko na drzewie i zajada miskę czegoś ciepłego i gęstego. Jednocześnie obserwuje okolice, jak i rozmawia przez łączność.
- To jutro tam dojeżdżasz? - spytał Rudy.
- Taaa … w okolicy wczesnego popołudnia powinienem być na miejscu. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Właśnie, Amis i Moyoshi twierdzą, że właśnie pewien arystokrata mnie wychujał i dałem się porobić jak dziecko. Ty i Twój oddział znacie Pana Sachinera Cusan, no nie? Powiedz ten typ jest słowny?
- Jeśli coś obiecał to możesz być pewien, że to zrobi.
- Dobra, to jest szansa, że dostanę co chce.
- O ile nie będzie stratny i obiecał to na pewno.
- Jak nie, to dołączysz do reszty kapitanów i latryn. - odpowiedział twardo Rudy, a następnie dodał: - A to co mi obiecał, to zgięło mnie w pół.
- Hmm…?
- Ponoć ma kontakt do jednego z rycerzy banneret... Czy Ty zdajesz sobie sprawę ze jest ich tylko pięciu i są wyżej od generałów ale nie biorą udziału w bezpośrednich walkach? I NAWET JA ICH NIE ZNAM I NIE WIEM KIM SĄ!
- Za to zapewne cieszą się ogromnym autorytetem i zdecydowanie mają posłuch w obozach, skoro są tak wysoko jak mówisz.
- I mogą nimi dowodzić … to jest wyjście doskonałe, o ile dotrzyma słowa…
- Myślę, że dotrzyma.
- No oby …. Właśnie, dowiedziałem się, że ten Orudi tylko nagrywał. Chciał zmontować i chwalić się znajomym, ale nie zdążył, bo telefon mu wybuchł. I coś tam marudzi, że przepadły mu niby też ważne nagrania z wieży.
- Jak mi z tego powodu wszystko jedno.



************


Dwa Tytany dojechały właśnie na miejsce, gdzie ma odbyć się sesja zdjęciowa. Zaraz po wyjściu z aut widzą jedna przyczepę, wraz z sporym baldachimem, pod którym jest wygodne krzesło z oparciem, stół na którym stoją dwa spore ekrany. Na granicy baldachimu przygotowany jest statyw na aparat i stolik do przygotowany pod podłączenie laptopa do aparatu. Całe to miejsce jest jak niewielkim jeziorem, łagodnym wodospadem. Całości uzupełniają mocne lampy, które na te chwile oświetlają bardziej obóz niż ewentualne miejsce robienia zdjęć. Neczanie po chwili spostrzegli w obozie jedna kobietę o zielonych włosach spiętych w niskiego kucyka, i niebieskich oczach, ubranej w niebieskie jeansy i biały t-shirt. Oraz mężczyznę o krótkich włosach, o brązowym zabarwieniu. Ma on zielone oczy i cienkie czarne okulary na nosie. A ubrany jest w białą koszulę na krótki rękaw oraz czarne spodnie uprasowane w kant. Ten od razu kiedy spostrzegł przybyszy podszedł do nich mówiąc:
- Witam Państwa, Mój Pan już czeka na Was.
- A Ty to? - spytał Taakat.
- To Kutaro. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Wierny sługa mojego pracodawcy.
- Jest dokładnie tak jak Panienka mówi. - odpowiedział Kutaro.
- Wreszcie się zjawiliście. - odezwał się znajomy arogancki głos.
W tym momencie, z przyczepy wyszedł przystojny ale dość chudy mężczyzna średniego wzrostu. Ma on piękne brązowe oczy w odcieniach jasnego piwa i piękne, zadbane i ulizane wręcz blond włosy. Przybysz poza oczami ma typowo aralska urodę. Jest ubrany w elegancki czarny garnitur. Marynarkę ma rozpiętą, dzięki temu widać jego śnieżno białą koszulę, ozdobioną czerwonym krawatem. Taki facet na pewno przyciąga spojrzenia licznych kobiet.
- Tak wyszło. - odpowiedziała Kiazu.
- Ciebie też dobrze widzieć moja droga. - odpowiedział Sachiner, a następnie dodał: - Przeczytałyście brif moje drogie?
- Tak. - odpowiedziały zgodnie siostry.
- Doskonale, A Ci dwaj nie raczą się przedstawić? - powiedział Sachiner.
- Poruc
znik Taakat Hayili. - odpowiedział Taakat ubrany w oficerski mundur, a następnie dodał: - A ten wysoki to Issah. Generał przysłał Nas dla ochrony.
- Tych dam nie trzeba przede mną chronić. - odpowiedział pod nosem i arogancko Sachiner, a następnie dodał: - Sachiner Cusan. Obyście się dobrze spisali, nie lubię partactwa. A i abyście nie przeszkadzali Nam w pracy.
- Będzie Szef zadowolony. - odpowiedział Taakat.
- Lepiej dla Ciebie aby tak było. - odpowiedział Sachiner, a następnie wołając gestem kobietę z obozu, dodał: - To Zeisai, jest odpowiedzialna za makijaż, przebieranie w kreacje i ty podobne.
- Miło mi Państwa poznać. - odpowiedziała kobieta.
- To ile mam kreacji? - spytała Kiazu.
- Dwie, możesz przebrać się w przyczepie. - odpowiedział inkub.
- Tak tak poradzę sobie. - powiedziała Kiazu, odchodząc wraz z Zeisai.
- Kutaro, zajmij się Panienką Riną, zrób wszystko o co będzie prosiła.
- Tak Panie. - odpowiedział pokornie sługa.
Następnie On jak i wodna neczanka poszli rozstawić aparat, laptopa, lampy i inny sprzęt pod sesje. Tym czasem Sachiner zmierzył wzrokiem pozostałych reczan i stanowczo powiedział:
- Czuję, że obaj palicie, dla Waszego dobra kreacje modelki mają pozostać wolne od zapachu papierosów. - a po chwili dodał, zajmijcie się czymś i nie przeszkadzajcie.
- Jak sobie Pan życzy. - odpowiedział Taakat.
Następnie Sachiner udał się w kierunku sługi i wodnej neczanki i usiadł tam na przygotowanym krześle, tak, że doskonale widzi miejsce robienia zdjęć, fotografkę jak i dwa ekrany. Kiedy neczanie zostali sami Issah powiedział:
- Wręcz ocieka arogancją.
- A to dopiero początek… - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Chodź ogarniamy okolice.




************


Diuna leży w pokoju dziewczyn i ogląda jakiś film na laptopie, i rozmawia pisemnie przez komunikator na telefonie.
- To kiedy będziesz? - napisała Diuna.
*
Za jakieś 30-40 minut. Muszę warte skończyć i skoczyć do siebie. - odpisał Moyoshi
- Spoko, czekam … Właśnie czemu na misje Rudy nie wziął Hachiego i Otachiego?
*
Możliwe, że chcieli konkretne moce. Wiesz często przy eskorcie Vipów, dostajemy wytyczne co do wojskowych do eskorty.
- Aha … a kogo eskortują?
*
Nie wiem, Rudy nie chce powiedzieć dla bezpieczeństwa Vipów.
- Rozumiem…



************


Sesja zdjęciowa Kiazu dalej trwa, jedna sukienka została szybko ograna i dzięki temu doskonale zdjęcie zostało zrobione bardzo szybko. Jednak ognista neczanka aby nie tracić czasu przepiera się w pełnym oświetleniu nad jeziorem, mając za sobą wodospad. Wspaniała i zgrabna Kiazu stoi bokiem do aparatu i zdejmuję z siebie jakąś purpurową suknie którą wystarczyło z siebie z sunąc. Tym samym neczanka została toples. Jej jędrne i powabne piersi nie jednego by skusiły, jednak Ona totalnie nie przejmuje się tym, że w okolicy są faceci.
- Nie lepiej by Ci było przebierać się w przyczepie? - spytał Taakat stając na prost przebierającej się Kiazu.
- Tak jest szy
bciej. - odpowiedziała jak gdyby nigdy nic Kiazu, a następnie od góry założyła kolejną kreację. Zeisai pomagała ją założyć. To długa, przewiewna wręcz prześwitująca sukienka. Jest ona czerwona, sięgająca do ziemi i z długim rozporkiem. Kreacja doskonale pasuje do ciała neczanki i jest na cienkie ramiączka, jednak jest tak skonstruowana, że mimo braku stanika jeszcze bardziej podkreśla jej kobiecość.
- Wiesz, że to Inkub? - spytał porucznik.
- Tak, tak i akurat On widział wiele kobiecych ciał, jedno więcej już nie rob
i mu różnicy. - odpowiedziała Kiazu zdejmując swoje majtki, gdyż według niej źle się odkształcały na sukience.
- To na pewno… Długo będzie trwała taka sesja?
- Zwykle takie sesje to 2-3h ale to okładkowa trochę na innych zasadach, może zamkniemy się w 4h jak dobrze pójdzie.
- Dobrze...
- Taakat skarbie … Chcesz coś konkretnego? - wtrąciła twardo Kiazu prostując się a następnie patrząc w różowe oczy porucznika, dopowiedziała: - Bo wiesz mój pracodawca nie należy do najcierpliwszych osób na świecie i nie płaci mi za gadanie. A ja zdecydowanie nie chce go wkurwiać.
W tym momencie porucznik stanowczo złapał prawą ręką za kark neczanki i przyciągnął ją do siebie do góry. Z racji tego że jest sporo wyższy od Kiazu to ta stoi na palcach prawej nogi a lewą odruchowo odchyliła lekko do tyłu co nadało sukience niebywałego kształtu. A następnie Taakat pocałował neczankę w usta. Dość energicznie, namiętnie, w swoim stylu. Po chwili przejechał jej nawet językiem i swoim kolczykiem po podniebieniu, co wywołało bardzo przyjemne ciarki. To zagranie okazało się dla neczanki bardzo przyjemnym i intensywnym doznaniem. Oboje stoją lewym bokiem do aparatu jak i obozu.
- Twoje podanie zostało rozpatrzone pozytywnie. - powiedział Taakat, kiedy ich usta rozdzieliły się i jednocześnie puszczając ognistą neczankę.
- To było zajebiste. - odpowiedziała Kiazu.
- A jakie by miało być? - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a następnie dodał: - Zadowolona?
- Pewnie! Opłacało się czekać! - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu.
- To wracaj teraz do pracy.
- Tak jest! - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.



************


Pod baldachimem koło Riny, robiącej zdjęcia siostrze i ubranej dalej w neczański mundur, stał Sachiner i obserwując ekran laptopa rozmawiał:
- Zmęczona, moja droga?
- Troszkę, dzień się wcześnie zaczął i dalej trwa.
- Rozumiem, moja droga, jednakowoż sama chciałaś być wojskowym i nosić ten paskudny mundur.
- Jakoś takoś …
- Moja droga, piękna i subtelna ozdoba na ręku. Widzę, że dorobiłaś się wodnego mistrza, czyżby również jakaś urocza dama? - spytał Sachiner.
- Jakoś tak wyszło, niespodziewaniem się, że będę takiego miała… a kto nim jest to moja odpowiedź niestety Cię rozczaruje, gdyż moim wodnym mistrzem został Taakat. - odpowiedziała pokornie Rina.
- Wodny, porucznik, buntownik i mistrz tak wspaniałej kobiety, i tu zapewne jego zalety się kończą. - odpowiedział stanowczo Sachiner, a następnie dodał: - Moja droga to ostatnie zdjęcie jest zjawiskowe, nawet ta okropna Diwa, pisze mi, że jest niesamowite, oraz Pani Redaktor naczelna również jest zadowolona.
- O fajnie … cieszy mnie to. - odpowiedziała Rina delikatnie się rumieniąc.
- Kiazu, teraz druga kreacja. - powiedział głośno i donośnie inkub.
- Spoko! - odkrzyknęła Kiazu, po czym zaczęła się przebierać, tam gdzie stała.
- Czy ona … - wydukała Rina.
- Moja droga, myślę, że nikomu z obecnych to nie przeszkadza. Zwłaszcza, że wdzięki ma wspaniałe. - odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Pan Porucznik nawet idzie to wykorzystać, nawet bardzo jak widzę, a nie za to płacę.
- Proszę, w swojej nieskończonej łaskawości pozwól Jej na to… - powiedziała Rina dalej robiąc zdjęcia.
- Moja droga, a co ja będę z tego miał?
- Hmm… moje uznanie i wdzięczność … kolejne zdjęcia …
- Tak muszę przyznać, że to jedno zdjęcie wyszło niesamowicie moja droga. Nawet powiem, że mundur oficera doskonale współgra z wspaniałą kreacją modelki. Jednakowoż moja droga to trochę mało. Powiedz mi moja droga, kiedy wracacie do swojego obozu?
- Mamy wrócić rano.
- To udam, że tego nie widziałem moja droga, jednakowoż spędzisz ze mną dzisiaj jeszcze czas i te zdjęcia również zostają do mojej dyspozycji.
- Jak sobie życzysz. - odpowiedziała Rina delikatnie się rumieniąc i z uśmiechem, a po chwili dodała: - O ile nie mam warty …
- Moja droga dobrze wiesz, że ja zawsze dostaje czego chce, a pan porucznik nie stanie mi na przeszkodzie, a tym bardziej coś tak błahego jak warta.
- To będzie dla mnie zaszczyć Ci towarzyszyć...
- Dobrze moja droga, skoro tak Ci zależy na tym, to w mojej wielkiej łaskawości w takim układzie nie widziałem, jak porucznik z kolczykiem w języku, dopieszcza moją modelkę.
- Dziękuję Ci, jesteś wspaniały. - odpowiedziała pokornie Rina.
- Oczywiście, że jestem moja droga. - odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Kutaro, gdzie jest ten drugi wojskowy?
- Od jakiś dwóch godzin śpi w jednym z Tytanów Panie. - odpowiedział pokornie sługa.
- Tragiczne podejście, jednakowoż chociaż nie marudzi, że mu się nudzi. - odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Dobrze jednakowoż, że sam potrafię o siebie zadbać.



************


Minęło sporo czasu i sesja zdjęciowa skończyła się. Redaktor naczelna i Uso "Anyo" Utahime są zadowoleni z sesji okładkowej i wybrali parę zdjęć zarówno konkurencyjnych do miana okładki, jak i do wnętrza magazynu. Ostatecznie Kiazu przebierała się jeszcze dwa razy i obecnie stoi ubrana jedynie w biały puchaty szlafrok i czeka na dalsze decyzje. Obok niej stoi jej siostra oraz Taakat. Tym czasem Issah dalej śpi w aucie.
- Wygląda na to, że lubisz tę robotę. - powiedział Taakat.
- Oczywiście! To mój żywioł. - odpowiedziała radośnie Kiazu.
- Widać, zdecydowanie widać. - opowiedział Taakat.
W tym momencie do rozmawiających przy aparacie i laptopie, neczan podszedł Inkub mówiąc:
- Dobrze, jednakowoż dobrze się spisałyście moje drogie. Kiazu możesz iść się ubrać, a potem przejdziemy do moich warunków.
- Spoko. - odpowiedziała Kiazu przewracając oczami.
- Jakich warunków? - wtrącił Taakat.
- Jednakowoż, to nie Twój interes, to sprawa jedynie między mną a tą damą. - odpowiedział twardo Sachiner.
- Taakat, odpuść, mam umowę i muszę się z niej wywiązać. - wtrąciła Kiazu, po czym mrugnęła okiem i udała się do przyczepy.
- Moja droga pozbieraj swoje rzeczy i też udaj się do przyczepy. - kontynuował Sachiner.
- Jak sobie życzysz. - odpowiedziała pokornie Rina, po czym zaczęła zbierać swój aparat i laptopa.
- Szefie, a My? - spytał Taakat.
- Jak dla mnie możecie nawet wrócić do obozu. - odpowiedział Sachiner.
- A…
- Teraz to ja mówię, przyszliście tutaj zaraz po poprzedniej misji i póki co tylko damy podołały zadaniu i wykonały swoją pracę. Nawet nie waż się, dawać ich dzisiejszej nocy na wartę, zwłaszcza kiedy inni śpią podczas pracy. - odpowiedział twardo Sachiner, a następnie dodał: - Myślisz, że nie wiem, że jeden z Was śpi w pojeździe bojowym, zamiast wykonywać swoje obowiązki?
Mimo tego, że porucznik jest wyższy, to właśnie poczuł się mniejszy. Stanowczość i chłodność Sachinera spowodowała, że mocno powiało chłodem. W międzyczasie wodna neczanka, zabrała swoje rzeczy i poszła do przyczepy. Kiedy Panowie zostali sami, Sachiner kontynuował:
- Sam, też się obijałeś i odciągałeś moją modelkę od pracy. Jednakowoż masz szanse rehabilitacji. Jednakowoż moja wspaniała Pani fotograf zrobiła Wam wspaniałe zdjęcie które bardzo spodobało się redaktor naczelnej magazynu, nawet jak na zdjęcie okładkowe. Tak więc jeśli podpiszesz mi zgodę na wykorzystanie wizerunku, to ja w swojej łaskawości, zapomnę wspomnieć generałowi o waszym niedbalstwie i kategorycznym podchodzeniu do obowiązków.
- Mi to lotto, bez problemu mogę podpisać. - odpowiedział Taakat, który mimo luźnego podejścia widać, że był delikatnie zestresowany.
- Świetnie, Kutaro daj panu dokumenty do podpisania. - odpowiedział Sachiner.
Na te słowa, sługa przyniósł odpowiednie dokumenty i dał je porucznikowi do przeczytania i do podpisania. Taakat, rzucił okiem na umowę i następnie podpisał ją, po czym oddał dokumenty.
- Świetnie, jednakowoż to nie zwalnia Was z pełnienia obowiązków. Jak i dbaniu nie tylko o moje bezpieczeństwo, zrozumiano!?
- Tak jest. - odpowiedział Taakat.
- Więc dobrze Ci radzę obudź kolegę i weźcie się do roboty.



************


Stosunkowo przestronna przyczepa. Tak naprawę jest w niej tylko przestronny salon i być może jeszcze jedno pomieszczenie za drzwiami. Mamy tutaj sporą czarną, skórzana kanapę, która wygląda na wygodną. Przed nią stoi szklany prostokątny stół. Całości wystroju uzupełnia czerwony puszysty dywan, spory telewizor na ścianie oraz jasno brązowe ściany. Na stoliku leża dwa podpisane kartony. Jeden jest już otwarty, a na kanapie siedzi Kiazu ubrana w czarną sukienkę, jest ona na grubsze ramiączka, więc doskonale zakrywa wojskowy top, i sięga neczance do połowy ud. Oczywiście ma głęboki dekolt, a sama Kiazu wygląda w niej bardzo seksownie ale jednocześnie nie wulgarnie. W tym momencie do pomieszczenia weszła Rina.
- Uwielbiam dobre oko naszego gospodarza. - powiedziała Kiazu.
- Ale ślicznie wyglądasz. - odpowiedziała Rina, robiąc jej zdjęcie.
- I olśniewająco się czuje. - odpowiedziała Kiazu, a następnie wstała wskazując na drugie pudełko, powiedziała: - Sachiner zadbał też o strój dla Ciebie.
- A kogo ja tu słyszę. - odezwał się nagle znajomy głos.
W ten do pokoju weszła olśniewająco piękna kobieta, o długich blond włosach spiętych różową kokardką, dzięki czemu ma jednocześnie i kucyka i rozpuszczone włosy. Jej głębokie niebieskie oczy zdecydowanie mogą przyciągać każde spojrzenie. Ubrana jest obcisłą jaskrawo niebieską sukienkę bez ramiączek, która ledwo zakrywa jej bieliznę. Ta sukienka bardzo dokładnie podkreśla jej powabne ciało jak i brak biustonosza.
- ERY! - krzyknęła radośnie Kiazu, rzucając się przyjaciółce na szyję.
- No cześć piękna, tęskniłam! - odpowiedziała Ery.
- Cześć… - wtrąciła Rina
- O hej, no tak mój mąż nie odmówił by sobie spotkania z Tobą. - odpowiedziała Ery, po czym przytuliła też wodną neczankę, po czym radośnie i entuzjastycznie dodała: - Na Twój widok też się ciesze i miło mi widzieć Was obie.
- Właśnie Ery! Ale miałam akcje! - Wtrąciła radośnie Kiazu, a następnie dodała: - Całowałam się z takim jednym kolesiem który ma kolczyk w języku! Ale zajebista akcja!
- Mrau, to pewnie musiało być przyjemne. - odpowiedziała Ery, a następnie dodała: - W sumie to widziałam i pan oficer to niezłe ciacho jest. Na telewizorze oglądałam zdjęcia.
- No to tym bardziej wiesz o czym mówię! I wiesz co On włada wodą! - odpowiedziała Kiazu.
- No proszę, smakowite to ciasteczko.
W międzyczasie wodna neczanka przebrała się w naszykowany dla niej strój. Tym samym ubrana jest w żółtą bluzkę na długi rękaw i z odkrytymi ramionami, dzięki czemu spod niej widać ramiączka od wojskowego topu. Sięga ona do połowy ud. Całość stroju uzupełniają długie ciemno niebieskie leginsy, który ładnie podkreślają kształty dziewczyny.
- No mój mąż ma zdecydowanie dobre oko. Wyglądasz obłędnie. - powiedziała Ery, a następnie dodała: - Jednak do pełni olśnienia brakuje Ci kobiecego szlifu.
- Oho, to co ja make-up, a Ty włosy? - zaproponowała Kiazu.
- Może tak być. - opowiedziała Ery, następnie posadziła wodną neczankę na stole, mówiąc: - Spokojnie to hartowane szkło i jest bardzo wytrzymały, testowane.
- O ok … - odpowiedziała Rina, a następnie dodała: - Jak mogłabym prosić to chciałabym aby mój nieśmiertelnik gdzieś został.
- To da się zrobić. - odpowiedziała Ery, a następnie rozpuściła włosy neczanki, a po chwili dodała: - Kiazu w drugim pokoju jest moja kosmetyczka weź sobie co tam uważasz i działaj, no chyba, że chcesz użyć rzeczy tej babeczki od sesji to poproś Kutaro to Ci przyniesie.
- Wezmę Twoją. - odpowiedziała Kiazu, a następnie wchodząc do pomieszczenia obok powiedziała: - Kurcze też będą musiała jeszcze pogadać z Sachinerem o warunkach.
- Zapewne chciał abyś „sprzedała mu siostrę” Podejrzewam, że tak się stało. - odpowiedziała Ery.
- No trochę w sumie tak. - odpowiedziała Kiazu.
- Ja … ja to ogarnę … - wtrąciła Rina.
- Nie wątpię w to. - powiedziała Ery z uśmiechem.
- Ale i tak będę musiała jeszcze na chwilę wyjść, o Ery to przedstawie Ci Taakat. - dodała Kiazu wychodząc z kosmetyczką.
- Doskonały pomysł! - odpowiedziała Ery, a następnie spytała: - Kiedy macie wracać do obozu?
- Jakoś rano. - odpowiedziała Kiazu.
- O! To co powiesz na winko i nocne pogaduchy? - spytała Ery.
- Kuszące, z tym, że rano prowadzę maszynę bojową. - odpowiedziała Kiazu.
- Em … je chyba można zaprogramować aby jeden jechał za drugim… - dodała Rina.
- W sumie, jak zadzwonię rano do Hachiego, albo Otachiego to nam to ogarną! Rincia jesteś super! - powiedziała Kiazu, a następnie dodała: - To jestem za!
- Cudownie. - odpowiedziała Ery z uśmiechem.



************


Sprzęt z sesji zdjęciowej został już zebrany, w tej chwili koło przyczepy pod baldachimem znajduje się tylko nie duży biały stolik, i trzy krzesła. Na jednym zasiada Issah, pijący kawę, na drugim zasiada Taakat popijający jakiegoś energy drinka, a na trzecim zasiada Sachiner popijając swoje ulubione wino, jednocześnie robiąc coś na swoim laptopie. Koło nich stoi Kutaro gotowy aby w razie co wykonać dowolny rozkaz.
- Długo będziemy jeszcze do pańskich usług? - spytał nagle Issah.
- Tak długo jak będzie potrzeba. - odpowiedział chłodno Sachiner, a następnie arogancko dodał: - I na przyszłość nie odzywaj się do mnie pierwszy
i zwracaj się do mnie per Panie ewentualnie Sir czy Szefie. Rozumiemy się?
- Tak Sir. - odpowiedział Issah.
- Szefie, długo im schodzi. - powiedział Taakat.
- Znając te wspaniałe Damy to pewnie robią sobie zdjęcia i dobrze się bawią. - odpowiedział Sachiner.
W tym momencie z przyczepy wyszła Kiazu, a wraz z nią Ery. Obie są olśniewające.
- Widzę, moja droga Ropuszko, że wreszcie zostałaś znaleziona - powiedział Sachiner wstając.
- Jak widać. - odpowiedziała Ery.
- O kurde, ale piękna. - powiedział Taakat.
- Mega laska. - dodał Issah.
- Panowie, zważajcie na słowa to moja wspaniała małżonka, jednakowoż zachwyt jak najbardziej uzasadniony. - odpowiedział Sachiner podchodząc do żony i obejmując ją w pasie.
- Moja Kiazu będzie Ci jeszcze potrzebna?
- spytała Ery, patrząc ukochanemu w oczy.
- Nie moja Droga, niech będzie, że mo
żesz ją zabrać. - odpowiedział Sachiner.
- Dziękuję. - odpowiedziała kokieteryjnie Ery, poczył dała mężowi buziaka w policzek.
- Właśnie Ery, to Taakat i Issah. - wtrąciła Kiazu.
- Przystojny pan porucznik. Miło mi jestem Ery. - odpowiedziała sukkub, podając prawą dłoń obu panom.
- Śliczna … em też mi miło. - odpowiedział Taakat.
- Ojej, Kiazu widzisz to jak uroczo się ślinią i stoją z otwartymi buźkami. Może jednak wezmę ich ze sobą, albo chociaż Pana porucznika. - odpowiedziała kusząco Ery.
- Moja droga Ropuszko, panowie są w pracy. - odpowiedział Sachiner.
- No nic to zabieram tylko Kiazu. - odpowiedziała Ery.
- Moja droga Dżdżowniczko, a gdzie druga dama? - spytał inkub.
- Zaraz wyjdzie, chciałam najpierw zadbać o moją przyjaciółkę. - odpowiedziała sukkub, a następnie dodała: - Rińcia możesz już wyjść!
Na te słowa z przyczepy wyszła
wodna neczanka, teraz ma dwa wpół dopierane warkocze które na krzyż są wplecione w dwa pełni dobierane warkocze. Sukkub wplotła jej w jeden taki zestaw jej nieśmiertelnik. Całości uzupełniają zielono niebieskie cienie na oczach, które podkreślają wspaniałe i hipnotyzujące oczy, oraz intensywnie czerwona szminka na krągłych ustach. Wodna neczanka wzięła swój aparat.
- Ja pierdziele, to Rina? - spytał Taakat.
-
Dokładnie. - odpowiedziała dumnie Kiazu, a następnie z uśmiechem dodała: - Już Ci mówiłam, że potrafi zaskakiwać.
- Dobra to ja zabieram Kiazu, a Wy się bawcie. - wtrąciła Ery, mrugając okiem i zabierając
przyjaciółkę do środka przyczepy.
- Moja droga zapraszam. - powiedział szarmancko Sachiner, wyciągając prawą dłoń do neczanki.
- A co z Nami? - spytał Taakat.
- Pilnujecie obozu,
warty czy tam macie robić. - odpowiedział Sachiner odchodząc w kierunku jeziora i wodospadu z Riną i jej dłonią na prawym ramieniu.
- Ej… czy ta blondie to nie jego żona? - spytał Issah kiedy zostali sami.
- Tak powiedział. - odpowiedział Taakat, a po chwili dodał: - To inkub, więc i kobieciarz.
- Ma piękną żonę, która pewnie nie wie co jej mąż wyprawia.- powiedział Issah.
- Pani Ery, jest sukkubem i doskonale wie o wszystkim. - wtrącił Kutaro, a po chwili dodał: - I tak Panowie mają rację, jest bardzo piękna.
Po chwili obaj neczanie zapalili po papierosie.
- Piękna i gorąca. - powiedział w końcu Taakat.
- To Cała Pani Ery, myślę, że może zostawić mi Pan swój numer telefonu do przekazania Pani Ery. - powiedział Kutaro, wręczając kartkę i długopis.
- W sumie czemu nie. - odpowiedział Taakat, a następnie wpisał swój numer telefonu.
- Odważnie. - powiedział Issah.
- E tam dobrze łączę kropki. - odpowiedział Taakat mrugając okiem.
- Że co? - Zdziwił się Issah.
- Nic.. nic… - odpowiedział Taakat.



************


Bez gwiezdna noc, nad jeziorem na górze koło wodospadu, na polanie wśród drzew, po kamiennym strumieniu bez butów, chodzi Rina, dzięki czemu moczy również stopy w bardzo zimnej wodzie. Obok niej brzegiem spaceruje Sachiner, który po dżentelmeńsku służąc dłonią, pomaga neczance aby ta nie wywróciła się na śliskich i mokrych kamieniach. Blask księżyca jak i ogromnej toksycznej planety sprawia, że jest tam przyjemnie jasno jak na noc. Oboje rozmawiają, momentami spoglądają w niebo, a momentami na obóz który jest na dole w sporej odległości.
- Moja droga jak to się stało, że nie ma tu Twojego
lubego? - spytał Sachiner.
-
Kurai jest na innej misji. - odpowiedziała Rina.
- Tym lepiej moja droga,
mam więcej Ciebie dla siebie.
- Sachiner … em … już wiem czemu nie chciałeś abym oddała swoją energię do fiolki …
- Moja droga, chcesz mi powiedzieć, ż
e ktoś śmiał Cię tak skrzywdzić i zabrał Ci energię w ten sposób!? - odpowiedział Sachiner delikatnie mocniej trzymając rękę neczanki.
- To … to nie do końca tak … - wydukała speszona Rina a następnie delikatnie chowając twarz, dodała: - Jak byliśmy na ostatniej misji to zostałam postawiona w sytuacji, że energia za anti
dotum. I zabrano ją mackami…
- Rozumiem moja droga, zapewne nie dało się inaczej jednakowoż nie jestem zadowolony z tego, że musiałaś tak cierpieć dla
jakiegoś antidotum. Nawet jak zrobiłaś to dobrowolnie.
- Tak jakoś wyszło …
- Moja droga masz za dobre złote serce, jednakowoż już wiesz jaki to s
traszliwy ból.
- Wiem …
- Jednakowoż moja droga, dobrze, że żyjesz. - odpowiedział inkub delikatnie rozluźniając uścisk.
- Też się ciesze … - odpow
iedziała Rina z uśmiechem.
- Lubię Twój promienny uśmiech moja droga. Hmm… to za antidotum, na moją truciznę też dałabyś mi energię?
- Dobrze wiesz, że jak chcesz to możesz ją brać … ale nie tak jak lubisz …
- Moja droga, energia wyssana przez „kusika” w policzek, nie jest moją preferowaną formą wysysania energii, jednakowoż może kiedyś mi odmieni moja droga. - odpowiedział Sachiner.
- Zrobisz, jak uważasz, jednak tak wspaniały inkub jak Ty doskonale wie, że w ten sposób może ją śmiało brać i to nie będzie ujmujące na Twoim nieskalanym honorze.
- Wiem, moja droga. Jednakowoż, obecnie nie jestem głodny. - odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Moja droga, Pan Porucznik, to kolejny jegomość, którego pochłonęłaś swoim niepowtarzalnym urokiem?
- Hmm… nie, zdecydowanie nie … Raczej jestem mu dość obojętna…
- Tak moja droga i dlatego jest Twoim wodnym mistrzem, a teraz obserwuje Nas z oddali. - odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Moja droga, sądzę, że Cię lubi, jednakowoż przyciągasz mężczyzn, masz coś w sobie, że cenimy sobie Twoje towarzystwo i sprawiasz, że nie jesteś dla Nas obojętna jak i chcemy Cię ochraniać. Jednakowoż jestem pewien moja droga, że na porucznika Twój urok zdecydowanie też zadziałał.
- Rozumiem … to miłe co mówisz … - odpowiedziała Rina delikatnie rumieniąc się…
- Moja droga, stanowczo lubię Twoją moc przyciągania.
- Dziękuję … miło to słyszeć …
Po chwili kiedy neczanka weszła na jeden z wyższych kamieni, to inkub nagle stanowczo, złapał za dłoń i jednym szybkim ruchem przyciągną do siebie w taki sposób, że neczanka wpadła w jego ramiona. A sam Sachiner delikatnie pocałował dłoń Riny, tą samą którą dalej trzyma i trzymał wcześniej. Inkub dał kilka przyjemnych całusów w dłoń neczanki.
- Ej Szefie. - wtrącił nagle Taakat.
- Jak zawsze moja droga miałem racje. - wyszeptał Sachiner, neczance do ucha, a następnie delikatnie się odsuwając powiedział: - Czego chcesz?
- Może moją energie chce szef? - odpowiedział Taakat.
- Zdecydowanie lubuje się w energiach pięknych kobiet. W mojej łaskawości pozwalam Ci odejść. - odpowiedział Sachiner.
- Szefie, myślę, że już najwyższa pora abyśmy zbierali się na odpoczynek, mój oddział jest już pewnie mocno zmęczony. - powiedział Taakat.
- Moja Droga, jak Twoje zdjęcia? - spytał Sachiner.
Na te słowa delikatnie zarumieniona Rina podeszła do aparatu zostawionego na skałach. Ustawiony jest tak aby zrobić zdjęcie toksycznej planety jak i księżyca. I powiedziała:
- Aparat potrzebuje jeszcze kwadransa. - odpowiedziała Rina.
- To na oko koło 3:00 myślę, że będziecie już wolni. - odpowiedział Sachiner patrząc na zegarek.
- Doskonale. - odpowiedział Taakat, a następnie podszedł do Riny i spytał: - W porządku?
- Tak. - odpowiedziała speszona Rina.
- Poruczniku, możesz wracać do obozu, my tu sobie poradzimy. - wtrącił Sachiner.
- Nie wątpię w to, jednak zostanę. - odpowiedział Taakat.
- To ja pójdę poszukać butów… - powiedziała cichutko neczanka.
- Nie Moja droga, Pan Porucznik po nie pójdzie i zadba o to aby Twoje wychłodzone stopy nie były narażone na zranienie się, wśród kamieni. - odpowiedział stanowczo Sachiner, a następnie dodał: - Pan Porucznik nie jest przecież chamem i wie, że o kobiety się dba, a skoro podobnież liczy się dla Niego też dobro oddziału to podwójny plus, na Twoją korzyść moja droga. No chyba, że Pan porucznik jest kłamcą i skończonym obibokiem oraz chamem, to wtedy co innego.
- Dobrze Szefie pójdę, w ciemności widzę i tak lepiej niż Pan. - odpowiedział Taakat po czym odszedł pod strumień, i idąc wzdłuż niego szukał butów i jednocześnie obserwował co robi inkub.
- Moja droga, jak Twojego lubego nie znoszę, to jestem wstanie go tolerować, jednakowoż ten arogancki osobnik wystawia jednakowoż moją nieocenioną cierpliwość na próbę. - powiedział Sachiner, który ewidentnie bardzo mocno nie polubił porucznika.
- I do tego wpadł w oko Ery … - dodała Rina.
- Masz rację moja droga, nie zdziwię się jak będzie Jej częstym posiłkiem. Jednakowoż, to nie oznacza, że mam go lubić moja droga.
- W sumie masz rację…
- Oczywiście, że mam moja droga.
Porucznik w końcu znalazł czarne baleriny neczanki i spokojnie wrócił. Po chwili Rina wzięła swój apart, gdyż już ten już skończył robić zdjęcie. W tym momencie Taakat, podszedł do wodnej neczanki nachylił się do niej, objął ją prawą ręką pod kolanami taki sposób, że bez trudu podniósł ją jedną ręką. Tym sposobem mocno zaczerwieniona Rina wręcz siedzi na przedramieniu Taakat, który w lewym ręku trzyma jej buty. Neczanin jest na tyle wysoki, że bez trudu jest wstanie nie dość, że ją tak utrzymać to jeszcze swobodnie iść.
- Poruczniku, jeszcze nie skończyliśmy. - powiedział twardo Sachiner.
- Smaczniejsze posiłki są obozie, no chyba, że szef woli mnie. - odpowiedział Taakat, który jest już widocznie poddenerwowany.
- Poruczniku, przypominam, że w tym momencie pracujesz dla mnie i wypełniasz MOJE rozkazy.
- Ależ wypełniam. - odpowiedział Taakat, po czym wziął głębszy oddech, a po chwili dodał: - Jak to szef powiedział „Poruczniku, możesz wracać do obozu „, to wracam. Sam mi Szef to rozkazał.
W międzyczasie porucznik spojrzał inkubowi w oczy, mrugnął okiem i z wrednym uśmiechem i neczanka na rękach odszedł.
- Nie będzie z tego zadowolony. - powiedziała cicho i niepewnie Rina.
- To Jego problem, ja mam zamiar dbać o swój oddział. - odpowiedział twardo, poirytowany już mocno Taakat.