„Jedna
na milion, mój szczęśliwy traf”
Neczański
Generał zasiada w swoim gabinecie, w którym standardowo jest masa
raportów. Tym razem jednak Rudy stoi w otwartym oknie i pali
papierosa. Widzi jak mocno popołudniowe słońce, niedługo już
będzie zachodzić. Po obozie krzątają się wojskowi, a sam generał
spogląda czasem na zegarek, zupełnie jakby na coś czekał. Nagle
rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść. - powiedział
stanowczo Rudy, gasząc jednocześnie papierosa, i odwracając się
do drzwi wejściowych.
Na te słowa do pomieszczenia wszedł
Taakat, Kiazu i Rina. Neczanie są w swoich wersjach munduru, jeszcze
z plecakami i torbami. Zupełnie jakby byli złapani zaraz po wejściu
do obozu. Nie są również pierwszej świeżości, a nawet mocno
widać po nich trudy podróży.
- Wzywałeś Sir. - powiedział
Taakat.
- To, że chcesz widzieć Taakat i Rinę to rozumiem,
ale po co Ci ja!? - spytała mocno bezpośrednio Kiazu wchodząc.
-
Też się cieszę, że Was widzę. - odpowiedział chłodno Rudy, a
następnie dodał: - Siadajcie.
Przybysze zamknęli za sobą
drzwi po czym usiedli na trzech krzesłach przed biurkiem generała.
-
Jak podróż? - spytał Rudy.
- Dobrze Sir, nic ciekawego się
nie działo. - odpowiedział Taakat.
- Ostanie półtorej dnia
intensywnie i z mocnym tempem, ale bez przygód. - dodała Kiazu, a
po chwili dopowiedziała: - Tak to pustynia, skały, bagna i naprawdę
chcę się ogarnąć.
- Sir, to czemu jesteśmy w takim
składzie? - dopytywał Taakat.
- Dobra bez owijania w bawełnę,
wezwałem tutaj Waszą trójkę z bardzo ważnego powodu. -
odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Streszczając, pewien
bogacz i arystokrata, chce dzisiaj za parę godzin Kiazu na sesji
zdjęciowej. W zamian oferuje coś bardzo opłacalnego dla nie tylko
naszego oddziału. I jak nie jest mi to w smak to, to co dostajemy w
zamian sprawia, że mogę przymknąć oko na pracę Kiazu.
-
SUPER! To dla mnie mega szansa! - Wtrąciła entuzjastycznie Kiazu.
-
Tak słyszałem o tym, w każdym razie, nie puszczę tam Kiazu i
Riny, bez ochrony, jak i bez oficera, który pozwoli na
przemieszczanie się oddziału. - kontynuował generał, a następnie
dodał: - Taakat, wchodzisz w to?
- A kiedy wraca Kapitan?
-
Kapitan, ma inną misję i jeszcze nie dotarł nawet na miejsce,
możliwe ze jutro dopiero tam dotrze, więc najwcześniej za 3-4 dni.
- odpowiedział Rudy.
- Zapewne o ile nic się nie wysypie? -
spytał porucznik.
- Tak, dokładnie tak. Dlatego proszę
Ciebie. Potrzebuje kogoś zaufanego to jak? - odpowiedział
Generał.
- Nie ma sprawy sir. Podejmę się tego. -
odpowiedział Taakat.
- Dobrze, to zrobimy tak, Taakat skołujesz
jeszcze jednego zaufanego człowieka który nic nie powie, dziewczyny
idą się ogarniać ALE oficjalnie za 3godziny wychodzicie na nocną
misje specjalna o której jedyne co można Wam powiedzieć to, że
będziecie eskortować pewną osobę, jednak ze względów
bezpieczeństwa nic więcej nie można powiedzieć…. i dziewczyny
wychodzicie do obozu i wracacie w mundurach. Z tej „misji”
wracacie jutro rano, bez względu na to ile będzie trwała praca
Kiazu.
- Tak jest, sir. - odpowiedział Taakat.
- Aha tam
uzupełniacie zapasy itd., dobra to dziewczyny mogą już iść,
zdjęcia z wieży obejrzę później, ale z Tobą Taakat chce jeszcze
porozmawiać i chce usłyszeć raport.
- Tak jest sir. -
odpowiedział ponownie Taakat.
W tym momencie jednak Kiazu
pośpiesznie wstała i radośnie rzuciła się generałowi na szyję,
i praktycznie bez słowa, zabrała siostrę i obie wybiegły z
gabinetu. Tuż przed wyjściem Rina zatrzymała się delikatnie się
pokłoniła i powiedziała:
- Dziękujemy.
- Rina, pewnie i
tak weźmiesz jutro dyżur w kuchni. Chce coś dobrego. -
odpowiedział Rudy.
- Tak, jest. - odpowiedziała z uśmiechem
Rina.
Po czym obie wybiegły, a panowie zostali sami za
zamkniętymi drzwiami.
- Sir, nie sądziłem, że pozwolisz na
coś takiego. - powiedział Taakat.
- Też tak myślałem, ale
ta praca Kiazu bardzo się Nam opłaci i to długo dysonansowo, a
jutro i tak macie dzień wolny. - odpowiedział generał siadając
zza biurkiem, a następnie dodał: - Zleceniodawca też ma chody u
Ambasador Kany więc mogłoby to się, źle da Nas skończyć.
Zwłaszcza, że oficjalnie zabezpieczacie miejsce i eskortujecie Jego
i jego ludzi. A to, że to druga praca Kiazu, to już wiedza tylko
dla Nas.
- Sir, jest coś jeszcze o czym muszę wiedzieć?
-
Hmm… zleceniodawca jest Inkubem, bardzo wysoko postawionym, który
ponoć nie lubi liczykrupstwa. Więc tam ostrożnie, nie chce mieć
również Ambasador Kany na głowie, za utrudnianie interesów
rodziny Cusan.
- Cusan, z tych Cusan!?
- Tak to członek
tej rodziny, to też było jednym z powodów zgody, i ten bez
szczelny bogacz zagrał w otwarte karty, po co konkretnie mu Kiazu i
Rina, i dlaczego nie chce nikogo innego. Najważniejsze, że Nam się
to bardzo opłaci, plus przełamie obozową rutynę, co akurat im
jest potrzebne bardziej niż innym.
- Rozumiem.
- To będzie
jakaś profesjonalna sesja zdjęciowa, raczej nie będziesz miał
dużo do roboty. Aha i Ty też masz ogarnąć i najlepiej iść w
oficerskim mundurze.
- Tak, jest Sir.
- Kogo weźmiesz
dodatkowo?
- Myślę nad Issah, nie wygada nikomu, a do obrony
jest dobry.
- Świetnie, dobry wybór.
- Sir, mamy iść
pieszo? Gdzie mamy iść?
- Możecie wziąć dwa Tytany,
zarówno Kiazu jak i Rina mogą prowadzić. A możecie iść i
pieszo, jak tam wolicie. Sesja ma się odbyć nad jednym jeziorem
„niedaleko”. Później zaznaczę Ci na mapie.
- Rozumiem
Sir, to weźmiemy Tytany, będzie bardziej dobre pod przykrywkę.
-
Brzmi dobrze. Później wprowadzę im koordynaty. - odpowiedział
Rudy, a następnie dodał: - Dobra, to wracamy do raportu. Kiazu
wspominała, że od noclegu na pustyni przegoniłeś oddział a i tak
przyszliście później niż było planowane.
- Sir, przez to co
działo się na pustyni, udaliśmy się bardziej okrężną drogą do
obozu, po rejonach gdzie nikt się nie zapuszcza, aby nie ściągnąć
najemników w te okolice.
- Rozsądne.
- Stąd mocno
zmęczony i zapyziały oddział, który przybył później niż
miał.
- To wiele tłumaczy. Dobrze Ci się dowodziło takim
dużym oddziałem?
- Było spoko, chociaż mocno wspomagająco i
wymaga zupełnie innych umiejętności niż dowodzenie małym
oddziałem.
- Chcesz tak na co dzień?
- Nie dziękuję
Sir, chociaż było to ciekawe doświadczenie i na przyszłość
chętnie z tym oddziałem pójdę na kolejną misję.
- No
oddział Kapitana, też potrafi nieźle dać w kość.
- Nie
było tak źle Sir.
- Dotarli w jednym kawałku, więc dobrze
się spisałeś. A teraz poopowiadaj mi o wieży bo czas nagli...
************
Pokój
dziewczyn w neczanskim obozie stałym. Są tam trzy spore drewniane
łóżka z czystą, białą pościelą, ustawione w odstępach od
siebie pod dużą ścianą. Jedna spora brązowa szafa, dwa dość
masywne drewniane biurka przy których stoją obrotowe krzesła i w
sumie to tyle z mebli. Dodatkowo znajdują się tam drzwi na korytarz
jak i drzwi do łazienki. Już wykąpana Diuna leży sobie na swoim
łóżku, które jest najbliżej drzwi do łazienki. Psychiczna
neczanka ubrana jest w swoją wersje mundury, który jest czysty i
pachnący, bawi się swoją kostką i słucha muzyki na głośniku,
lecz nie jakoś inwazyjnie głośno. Słońce już praktycznie zaszło
i panuje delikatna szarówka. Nagle rozległo się pukanie do
drzwi.
- Proszę. - odpowiedziała Diuna.
Dzwi otworzyły
się, a do pokoju wszedł Stevenen, który również jest już
ogarnięty.
- Sama jesteś? - spytał Stevenen.
-
Powiedzmy, Kiazu się kąpie w łazience, ale znając ją to szybko
nie wyjdzie. - odpowiedziała Diuna, odkładając kostkę, a
następnie spytała – Co chcesz?
- Mieliśmy pewien zakład i
o ile mi wiadomo to właśnie go wygrałem.
- A to nie było, że
dopóki Kurai nie zda raportu? - odpowiedziała Diuna siadając na
łóżku.
- O ile dobrze pamiętam to było, że wrócenie do
obozu a sam koniec to pójście dowódcy do Generała. A o ile wiem
to Taakat poszedł składać raport zaraz po wejściu do obozu.
-
No tak, masz racje
- A to oznacza, że dasz zaprosić się na
kolację.
- No spoko, chociaż boli mnie, że przegrałam.
-
Widać znam go lepiej niż Ty siostrę.
- Nie, to znaczy, że
Ona odpuściła.
- Ziemniak czy pyra…
- No dobra, to
gdzie chcesz mnie zabrać i kiedy?
- Do miasta, a kiedy może
jutro podczas dnia wolnego?
- Aż taki pewny jesteś, że jutro
mamy wolne?
- Zakładam, że tak,
- Heh … no dobra niech
i tak będzie.
- Diuna, widziałaś Rinkę? - powiedziała
Kiazu, która właśnie wyszła z łazienki, wyciera Ona włosy
jednym białym ręcznikiem a drugi ma owinięty na ciele, w taki
sposób, że ma z niego sukienkę mini.
- Co trzeba zrobić aby
zamieszkać w tym pokoju? - wtrącił Stevenen obserwując uważnie
wdzięki ognistej neczanki.
- Być kobietą, ale w sumie Tobie
nie wiele trzeba do tego. - odpowiedziała Kiazu.
- A Riny nie
widziałam … - odpowiedziała Diuna, ponownie zajmując się swoją
kostką.
- Ufff… spoko…. - odpowiedziała Kiazu.
- A co
macie randkę? - spytał Stevenen.
- Oczywiście, że tak. -
odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- Właśnie co Ru…
Generał chciał od Was?
- Nic konkretnego… np. Rinka ma jutro
dyżur w kuchni. - odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała:-
Stevenen, przebieranie się przy facetach mi nie przesadza, ale jak
widzę jak się na mnie ślinisz to mimo wszystko wolałabym abyś
sobie już poszedł.
- A dobra … Diuna będę pisał. -
odpowiedział Stevenen, a następnie wyszedł z pokoju i zamknął za
sobą drzwi.
- Serio przeszkadzało Ci to, że się ślini? -
spytała Diuna.
- Tak, w tej chwili tak. Wiesz uwielbiam jak
faceci pożerają mnie wzrokiem ale nie mam ochoty aby się ślinił.
- odpowiedziała Kiazu, zrzucając ręcznik i szybko się ubierając,
a następnie dodała: - Aha dzisiaj pokój masz tylko dla Siebie.
-
Oho, ktoś idzie do Amisa … A Rina?
- Pudło… Obie mamy
pilną misje specjalną, wracamy rano jak wszystko dobrze pójdzie.
Mamy eskortować pewnego VIP’a i ekipę.
- Ty to jeszcze
uwierzę, ale Ona?
- Diunka skarbie, nie znasz mnie? Przecież
mam dość nie wyparzony język i jestem nieprzewidywalna. Wyobrażasz
sobie, że nie odpysknę, jeśli VIP coś odwali?
- Fakt, dobra
nie było pytania. Bez niej to zawaliłabyś tą misję po całości.
-
No właśnie.
- Potrzebujesz wody do ochłody…
- O to to,
dokładnie tak jest.
- Czyli mam wolna „chatę” hmm…
-
Tak i możesz tu sprowadzić Moyoshiego, chociaż i tak jestem
zdania, że lepiej abyś poszła do Niego…
- Nie chce mi się
ruszać, padam na ryjek i ciesze się, że to nie ja mam misję.
-
Rudy raczej to przewidział, dlatego pewnie Cię nie wytypował.
-
Tym lepiej dla mnie i w sumie dla niego również, aha właśnie
oficjalnie przegrałam zakład.
- Dobrze wiedzieć, co masz w
ogóle zrobić?
- Pójść na kolacje ze Stevenen.
-
Całkiem przyjemna kara, zwłaszcza, że On Ci się podoba.
-
Niby tak, gorzej jak Moyoshiemu coś odwali.
- Cóż … ryzyko
zakładowe, które podjęłaś w momencie przyjęcia zakładu.
-
Jakoś takoś …. jutro się dowiem czy było warto.
- Oooo to
chce opowieści po ze wszystkimi szczegółami. - odpowiedziała
Kiazu z uśmiechem.
************
Las,
całkiem gęsty last spowity już delikatnym mrokiem. W zielonych
krzakach pod drzewami stoi zaparkowany i oczywiście zamaskowany
Tytan. Neczanin o białosrebrnych włosach zasiada wysoko na drzewie
i zajada miskę czegoś ciepłego i gęstego. Jednocześnie obserwuje
okolice, jak i rozmawia przez łączność.
-
To jutro tam dojeżdżasz? -
spytał Rudy.
- Taaa … w okolicy wczesnego popołudnia
powinienem być na miejscu. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Właśnie, Amis i Moyoshi twierdzą, że właśnie pewien arystokrata
mnie wychujał i dałem się porobić jak dziecko. Ty i Twój oddział
znacie Pana Sachinera Cusan, no nie? Powiedz ten typ jest słowny?
-
Jeśli coś obiecał to możesz być pewien, że to zrobi.
-
Dobra, to jest szansa, że dostanę co chce.
-
O ile nie będzie stratny i obiecał to na pewno.
-
Jak nie, to dołączysz do reszty kapitanów i latryn. -
odpowiedział twardo Rudy, a następnie dodał: -
A to co mi obiecał, to zgięło mnie w pół.
-
Hmm…?
-
Ponoć ma kontakt do jednego z rycerzy banneret... Czy Ty zdajesz
sobie sprawę ze jest ich tylko pięciu i są wyżej od generałów
ale nie biorą udziału w bezpośrednich walkach? I NAWET JA ICH NIE
ZNAM I NIE WIEM KIM SĄ!
-
Za to zapewne cieszą się ogromnym autorytetem i zdecydowanie mają
posłuch w obozach, skoro są tak wysoko jak mówisz.
-
I mogą nimi dowodzić … to jest wyjście doskonałe, o ile
dotrzyma słowa…
-
Myślę, że dotrzyma.
-
No oby …. Właśnie, dowiedziałem się, że ten Orudi tylko
nagrywał. Chciał zmontować i chwalić się znajomym, ale nie
zdążył, bo telefon mu wybuchł. I coś tam marudzi, że przepadły
mu niby też ważne nagrania z wieży.
-
Jak mi z tego powodu wszystko jedno.
************
Dwa
Tytany dojechały właśnie na miejsce, gdzie ma odbyć się sesja
zdjęciowa. Zaraz po wyjściu z aut widzą jedna przyczepę, wraz z
sporym baldachimem, pod którym jest wygodne krzesło z oparciem,
stół na którym stoją dwa spore ekrany. Na granicy baldachimu
przygotowany jest statyw na aparat i stolik do przygotowany pod
podłączenie laptopa do aparatu. Całe to miejsce jest jak
niewielkim jeziorem, łagodnym wodospadem. Całości uzupełniają
mocne lampy, które na te chwile oświetlają bardziej obóz niż
ewentualne miejsce robienia zdjęć. Neczanie po chwili spostrzegli w
obozie jedna kobietę o zielonych włosach spiętych w niskiego
kucyka, i niebieskich oczach, ubranej w niebieskie jeansy i biały
t-shirt. Oraz mężczyznę o krótkich włosach, o brązowym
zabarwieniu. Ma on zielone oczy i cienkie czarne okulary na nosie. A
ubrany jest w białą koszulę na krótki rękaw oraz czarne spodnie
uprasowane w kant. Ten od razu kiedy spostrzegł przybyszy podszedł
do nich mówiąc:
- Witam Państwa, Mój Pan już czeka na
Was.
- A Ty to? - spytał Taakat.
- To Kutaro. -
odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Wierny sługa mojego
pracodawcy.
- Jest dokładnie tak jak Panienka mówi. -
odpowiedział Kutaro.
- Wreszcie się zjawiliście. - odezwał
się znajomy arogancki głos.
W tym momencie, z przyczepy
wyszedł przystojny ale dość chudy mężczyzna średniego wzrostu.
Ma on piękne brązowe oczy w odcieniach jasnego piwa i piękne,
zadbane i ulizane wręcz blond włosy. Przybysz poza oczami ma typowo
aralska urodę. Jest ubrany w elegancki czarny garnitur. Marynarkę
ma rozpiętą, dzięki temu widać jego śnieżno białą koszulę,
ozdobioną czerwonym krawatem. Taki facet na pewno przyciąga
spojrzenia licznych kobiet.
- Tak wyszło. - odpowiedziała
Kiazu.
- Ciebie też dobrze widzieć moja droga. - odpowiedział
Sachiner, a następnie dodał: - Przeczytałyście brif moje
drogie?
- Tak. - odpowiedziały zgodnie siostry.
-
Doskonale, A Ci dwaj nie raczą się przedstawić? - powiedział
Sachiner.
- Porucznik
Taakat Hayili. - odpowiedział Taakat ubrany w oficerski mundur, a
następnie dodał: - A ten wysoki to Issah. Generał przysłał Nas
dla ochrony.
-
Tych dam nie trzeba przede mną chronić.
- odpowiedział pod nosem i arogancko Sachiner, a następnie dodał:
- Sachiner Cusan. Obyście się dobrze spisali, nie lubię partactwa.
A i abyście nie przeszkadzali Nam w pracy.
- Będzie Szef
zadowolony. - odpowiedział Taakat.
- Lepiej dla Ciebie aby tak
było. - odpowiedział Sachiner, a następnie wołając gestem
kobietę z obozu, dodał: - To Zeisai, jest odpowiedzialna za
makijaż, przebieranie w kreacje i ty podobne.
- Miło mi
Państwa poznać. - odpowiedziała kobieta.
- To ile mam
kreacji? - spytała Kiazu.
- Dwie, możesz przebrać się w
przyczepie. - odpowiedział inkub.
- Tak tak poradzę sobie. -
powiedziała Kiazu, odchodząc wraz z Zeisai.
- Kutaro, zajmij
się Panienką Riną, zrób wszystko o co będzie prosiła.
-
Tak Panie. - odpowiedział pokornie sługa.
Następnie On jak i
wodna neczanka poszli rozstawić aparat, laptopa, lampy i inny sprzęt
pod sesje. Tym czasem Sachiner zmierzył wzrokiem pozostałych
reczan i stanowczo powiedział:
- Czuję, że obaj palicie, dla
Waszego dobra kreacje modelki mają pozostać wolne od zapachu
papierosów. - a po chwili dodał, zajmijcie się czymś i nie
przeszkadzajcie.
- Jak sobie Pan życzy. - odpowiedział
Taakat.
Następnie Sachiner udał się w kierunku sługi i
wodnej neczanki i usiadł tam na przygotowanym krześle, tak, że
doskonale widzi miejsce robienia zdjęć, fotografkę jak i dwa
ekrany. Kiedy neczanie zostali sami Issah powiedział:
- Wręcz
ocieka arogancją.
- A to dopiero początek… - odpowiedział
Taakat, a następnie dodał: - Chodź ogarniamy okolice.
************
Diuna
leży w pokoju dziewczyn i ogląda jakiś film na laptopie, i
rozmawia pisemnie przez komunikator na telefonie.
- To kiedy
będziesz? - napisała Diuna.
*Za
jakieś 30-40 minut. Muszę warte skończyć i skoczyć do siebie. -
odpisał Moyoshi
- Spoko, czekam … Właśnie czemu na misje
Rudy nie wziął Hachiego i Otachiego?
* Możliwe,
że chcieli konkretne moce. Wiesz często przy eskorcie Vipów,
dostajemy wytyczne co do wojskowych do eskorty.
-
Aha … a kogo eskortują?
* Nie
wiem, Rudy nie chce powiedzieć dla bezpieczeństwa Vipów.
-
Rozumiem…
************
Sesja
zdjęciowa Kiazu dalej trwa, jedna sukienka została szybko ograna i
dzięki temu doskonale zdjęcie zostało zrobione bardzo szybko.
Jednak ognista neczanka aby nie tracić czasu przepiera się w pełnym
oświetleniu nad jeziorem, mając za sobą wodospad. Wspaniała i
zgrabna Kiazu stoi bokiem do aparatu i zdejmuję z siebie jakąś
purpurową suknie którą wystarczyło z siebie z sunąc. Tym samym
neczanka została toples. Jej jędrne i powabne piersi nie jednego by
skusiły,
jednak Ona totalnie nie przejmuje się tym, że w okolicy są faceci.
- Nie lepiej by Ci było przebierać się w przyczepie? -
spytał Taakat stając na prost przebierającej się Kiazu.
-
Tak jest szybciej.
- odpowiedziała jak gdyby nigdy nic Kiazu, a następnie od góry
założyła kolejną kreację. Zeisai
pomagała ją założyć. To długa,
przewiewna
wręcz prześwitująca sukienka. Jest ona czerwona, sięgająca
do ziemi i z długim rozporkiem. Kreacja doskonale pasuje do ciała
neczanki i jest na cienkie ramiączka, jednak jest tak skonstruowana,
że mimo braku stanika jeszcze bardziej podkreśla jej kobiecość.
-
Wiesz, że to Inkub? - spytał porucznik.
- Tak, tak i akurat On
widział wiele kobiecych ciał, jedno więcej już nie robi
mu różnicy. - odpowiedziała
Kiazu zdejmując swoje majtki, gdyż według niej źle się
odkształcały na sukience.
- To na pewno… Długo będzie
trwała taka sesja?
- Zwykle takie sesje to 2-3h ale to
okładkowa trochę na innych zasadach, może zamkniemy się w 4h jak
dobrze pójdzie.
- Dobrze...
- Taakat skarbie … Chcesz
coś konkretnego? - wtrąciła twardo Kiazu prostując się a
następnie patrząc w różowe oczy porucznika, dopowiedziała: - Bo
wiesz mój pracodawca nie należy do najcierpliwszych osób na
świecie i nie płaci mi za gadanie. A ja zdecydowanie nie chce go
wkurwiać.
W tym momencie porucznik stanowczo złapał prawą
ręką za kark neczanki i przyciągnął ją do siebie do góry. Z
racji tego że jest sporo wyższy od Kiazu to ta stoi na palcach
prawej nogi a lewą odruchowo odchyliła lekko do tyłu co nadało
sukience niebywałego kształtu. A następnie Taakat pocałował
neczankę w usta. Dość energicznie, namiętnie, w swoim stylu. Po
chwili przejechał jej nawet językiem i swoim kolczykiem po
podniebieniu, co wywołało bardzo przyjemne ciarki. To zagranie
okazało się dla neczanki bardzo przyjemnym i intensywnym doznaniem.
Oboje stoją lewym bokiem do aparatu jak i obozu.
- Twoje
podanie zostało rozpatrzone pozytywnie. - powiedział Taakat, kiedy
ich usta rozdzieliły się i jednocześnie puszczając ognistą
neczankę.
- To było zajebiste. - odpowiedziała Kiazu.
-
A jakie by miało być? - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a
następnie dodał: - Zadowolona?
- Pewnie! Opłacało się
czekać! - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu.
- To wracaj
teraz do pracy.
- Tak jest! - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.
************
Pod
baldachimem koło Riny, robiącej zdjęcia siostrze i ubranej dalej w
neczański mundur, stał Sachiner i obserwując ekran laptopa
rozmawiał:
- Zmęczona, moja droga?
- Troszkę, dzień się
wcześnie zaczął i dalej trwa.
- Rozumiem, moja droga,
jednakowoż sama chciałaś być wojskowym i nosić ten paskudny
mundur.
- Jakoś takoś …
- Moja droga, piękna i
subtelna ozdoba na ręku. Widzę, że dorobiłaś się wodnego
mistrza, czyżby również jakaś urocza dama? - spytał Sachiner.
-
Jakoś tak wyszło, niespodziewaniem się, że będę takiego miała…
a kto nim jest to moja odpowiedź niestety Cię rozczaruje, gdyż
moim wodnym mistrzem został Taakat. - odpowiedziała pokornie
Rina.
- Wodny, porucznik, buntownik i mistrz tak wspaniałej
kobiety, i tu zapewne jego zalety się kończą. - odpowiedział
stanowczo Sachiner, a następnie dodał: - Moja droga to ostatnie
zdjęcie jest zjawiskowe, nawet ta okropna Diwa, pisze mi, że jest
niesamowite, oraz Pani Redaktor naczelna również jest zadowolona.
-
O fajnie … cieszy mnie to. - odpowiedziała Rina delikatnie się
rumieniąc.
- Kiazu, teraz druga kreacja. - powiedział głośno
i donośnie inkub.
- Spoko! - odkrzyknęła Kiazu, po czym
zaczęła się przebierać, tam gdzie stała.
- Czy ona … -
wydukała Rina.
- Moja droga, myślę, że nikomu z obecnych to
nie przeszkadza. Zwłaszcza, że wdzięki ma wspaniałe. -
odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Pan Porucznik nawet
idzie to wykorzystać, nawet bardzo jak widzę, a nie za to płacę.
-
Proszę, w swojej nieskończonej łaskawości pozwól Jej na to… -
powiedziała Rina dalej robiąc zdjęcia.
- Moja droga, a co ja
będę z tego miał?
- Hmm… moje uznanie i wdzięczność …
kolejne zdjęcia …
- Tak muszę przyznać, że to jedno
zdjęcie wyszło niesamowicie moja droga. Nawet powiem, że mundur
oficera doskonale współgra z wspaniałą kreacją modelki.
Jednakowoż moja droga to trochę mało. Powiedz mi moja droga, kiedy
wracacie do swojego obozu?
- Mamy wrócić rano.
- To udam,
że tego nie widziałem moja droga, jednakowoż spędzisz ze mną
dzisiaj jeszcze czas i te zdjęcia również zostają do mojej
dyspozycji.
- Jak sobie życzysz. - odpowiedziała Rina
delikatnie się rumieniąc i z uśmiechem, a po chwili dodała: - O
ile nie mam warty …
- Moja droga dobrze wiesz, że ja zawsze
dostaje czego chce, a pan porucznik nie stanie mi na przeszkodzie, a
tym bardziej coś tak błahego jak warta.
- To będzie dla mnie
zaszczyć Ci towarzyszyć...
- Dobrze moja droga, skoro tak Ci
zależy na tym, to w mojej wielkiej łaskawości w takim układzie
nie widziałem, jak porucznik z kolczykiem w języku, dopieszcza moją
modelkę.
- Dziękuję Ci, jesteś wspaniały. - odpowiedziała
pokornie Rina.
- Oczywiście, że jestem moja droga. -
odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Kutaro, gdzie jest ten
drugi wojskowy?
- Od jakiś dwóch godzin śpi w jednym z
Tytanów Panie. - odpowiedział pokornie sługa.
- Tragiczne
podejście, jednakowoż chociaż nie marudzi, że mu się nudzi. -
odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Dobrze jednakowoż, że
sam potrafię o siebie zadbać.
************
Minęło
sporo czasu i sesja zdjęciowa skończyła się. Redaktor naczelna i
Uso "Anyo" Utahime są zadowoleni z sesji okładkowej i
wybrali parę zdjęć zarówno konkurencyjnych do miana okładki, jak
i do wnętrza magazynu. Ostatecznie Kiazu przebierała się jeszcze
dwa razy i obecnie stoi ubrana jedynie w biały puchaty szlafrok i
czeka na dalsze decyzje. Obok niej stoi jej siostra oraz Taakat. Tym
czasem Issah dalej śpi w aucie.
- Wygląda na to, że lubisz tę
robotę. - powiedział Taakat.
- Oczywiście! To mój żywioł.
- odpowiedziała radośnie Kiazu.
- Widać, zdecydowanie widać.
- opowiedział Taakat.
W tym momencie do rozmawiających przy
aparacie i laptopie, neczan podszedł Inkub mówiąc:
- Dobrze,
jednakowoż dobrze się spisałyście moje drogie. Kiazu możesz iść
się ubrać, a potem przejdziemy do moich warunków.
- Spoko. -
odpowiedziała Kiazu przewracając oczami.
- Jakich warunków? -
wtrącił Taakat.
- Jednakowoż, to nie Twój interes, to sprawa
jedynie między mną a tą damą. - odpowiedział twardo Sachiner.
-
Taakat, odpuść, mam umowę i muszę się z niej wywiązać. -
wtrąciła Kiazu, po czym mrugnęła okiem i udała się do
przyczepy.
- Moja droga pozbieraj swoje rzeczy i też udaj się
do przyczepy. - kontynuował Sachiner.
- Jak sobie życzysz. -
odpowiedziała pokornie Rina, po czym zaczęła zbierać swój aparat
i laptopa.
- Szefie, a My? - spytał Taakat.
- Jak dla mnie
możecie nawet wrócić do obozu. - odpowiedział Sachiner.
-
A…
- Teraz to ja mówię, przyszliście tutaj zaraz po
poprzedniej misji i póki co tylko damy podołały zadaniu i wykonały
swoją pracę. Nawet nie waż się, dawać ich dzisiejszej nocy na
wartę, zwłaszcza kiedy inni śpią podczas pracy. - odpowiedział
twardo Sachiner, a następnie dodał: - Myślisz, że nie wiem, że
jeden z Was śpi w pojeździe bojowym, zamiast wykonywać swoje
obowiązki?
Mimo tego, że porucznik jest wyższy, to właśnie
poczuł się mniejszy. Stanowczość i chłodność Sachinera
spowodowała, że mocno powiało chłodem. W międzyczasie wodna
neczanka, zabrała swoje rzeczy i poszła do przyczepy. Kiedy Panowie
zostali sami, Sachiner kontynuował:
- Sam, też się obijałeś
i odciągałeś moją modelkę od pracy. Jednakowoż masz szanse
rehabilitacji. Jednakowoż moja wspaniała Pani fotograf zrobiła Wam
wspaniałe zdjęcie które bardzo spodobało się redaktor naczelnej
magazynu, nawet jak na zdjęcie okładkowe. Tak więc jeśli
podpiszesz mi zgodę na wykorzystanie wizerunku, to ja w swojej
łaskawości, zapomnę wspomnieć generałowi o waszym niedbalstwie i
kategorycznym podchodzeniu do obowiązków.
- Mi to lotto, bez
problemu mogę podpisać. - odpowiedział Taakat, który mimo luźnego
podejścia widać, że był delikatnie zestresowany.
- Świetnie,
Kutaro daj panu dokumenty do podpisania. - odpowiedział Sachiner.
Na
te słowa, sługa przyniósł odpowiednie dokumenty i dał je
porucznikowi do przeczytania i do podpisania. Taakat, rzucił okiem
na umowę i następnie podpisał ją, po czym oddał dokumenty.
-
Świetnie, jednakowoż to nie zwalnia Was z pełnienia obowiązków.
Jak i dbaniu nie tylko o moje bezpieczeństwo, zrozumiano!?
-
Tak jest. - odpowiedział Taakat.
- Więc dobrze Ci radzę obudź
kolegę i weźcie się do roboty.
************
Stosunkowo
przestronna przyczepa. Tak naprawę jest w niej tylko przestronny
salon i być może jeszcze jedno pomieszczenie za drzwiami. Mamy
tutaj sporą czarną, skórzana kanapę, która wygląda na wygodną.
Przed nią stoi szklany prostokątny stół. Całości wystroju
uzupełnia czerwony puszysty dywan, spory telewizor na ścianie oraz
jasno brązowe ściany. Na stoliku leża dwa podpisane kartony.
Jeden jest już otwarty, a na kanapie siedzi Kiazu ubrana w czarną
sukienkę, jest ona na grubsze ramiączka, więc doskonale zakrywa
wojskowy top, i sięga neczance do połowy ud. Oczywiście ma głęboki
dekolt, a sama Kiazu wygląda w niej bardzo seksownie ale
jednocześnie nie wulgarnie. W tym momencie do pomieszczenia weszła
Rina.
- Uwielbiam dobre oko naszego gospodarza. - powiedziała
Kiazu.
- Ale ślicznie wyglądasz. - odpowiedziała Rina, robiąc
jej zdjęcie.
- I olśniewająco się czuje. - odpowiedziała
Kiazu, a następnie wstała wskazując na drugie pudełko,
powiedziała: - Sachiner zadbał też o strój dla Ciebie.
- A
kogo ja tu słyszę. - odezwał się nagle znajomy głos.
W ten
do pokoju weszła olśniewająco piękna kobieta, o długich blond
włosach spiętych różową kokardką, dzięki czemu ma jednocześnie
i kucyka i rozpuszczone włosy. Jej głębokie niebieskie oczy
zdecydowanie mogą przyciągać każde spojrzenie. Ubrana jest
obcisłą jaskrawo niebieską sukienkę bez ramiączek, która ledwo
zakrywa jej bieliznę. Ta sukienka bardzo dokładnie podkreśla jej
powabne ciało jak i brak biustonosza.
-
ERY! - krzyknęła radośnie Kiazu, rzucając się przyjaciółce na
szyję.
- No cześć piękna, tęskniłam! - odpowiedziała
Ery.
- Cześć… - wtrąciła Rina
- O hej, no tak mój
mąż nie odmówił by sobie spotkania z Tobą. - odpowiedziała Ery,
po czym przytuliła też wodną neczankę, po czym radośnie i
entuzjastycznie dodała: - Na Twój widok też się ciesze i miło mi
widzieć Was obie.
- Właśnie Ery! Ale miałam akcje! -
Wtrąciła radośnie Kiazu, a następnie dodała: - Całowałam się
z takim jednym kolesiem który ma kolczyk w języku! Ale zajebista
akcja!
- Mrau, to pewnie musiało być przyjemne. -
odpowiedziała Ery, a następnie dodała: - W sumie to widziałam i
pan oficer to niezłe ciacho jest. Na telewizorze oglądałam
zdjęcia.
- No to tym bardziej wiesz o czym mówię! I wiesz co
On włada wodą! - odpowiedziała Kiazu.
- No proszę, smakowite
to ciasteczko.
W międzyczasie wodna neczanka przebrała się w
naszykowany dla niej strój. Tym samym ubrana jest w żółtą bluzkę
na długi rękaw i z odkrytymi ramionami, dzięki czemu spod niej
widać ramiączka od wojskowego topu. Sięga ona do połowy ud.
Całość stroju uzupełniają długie ciemno niebieskie leginsy,
który ładnie podkreślają kształty dziewczyny.
- No mój
mąż ma zdecydowanie dobre oko. Wyglądasz obłędnie. - powiedziała
Ery, a następnie dodała: - Jednak do pełni olśnienia brakuje Ci
kobiecego szlifu.
- Oho, to co ja make-up, a Ty włosy? -
zaproponowała Kiazu.
- Może tak być. - opowiedziała Ery,
następnie posadziła wodną neczankę na stole, mówiąc: -
Spokojnie to hartowane szkło i jest bardzo wytrzymały, testowane.
- O ok … - odpowiedziała Rina, a następnie dodała: - Jak
mogłabym prosić to chciałabym aby mój nieśmiertelnik gdzieś
został.
- To da się zrobić. - odpowiedziała Ery, a
następnie rozpuściła włosy neczanki, a po chwili dodała: - Kiazu
w drugim pokoju jest moja kosmetyczka weź sobie co tam uważasz i
działaj, no chyba, że chcesz użyć rzeczy tej babeczki od sesji to
poproś Kutaro to Ci przyniesie.
- Wezmę Twoją. -
odpowiedziała Kiazu, a następnie wchodząc do pomieszczenia obok
powiedziała: - Kurcze też będą musiała jeszcze pogadać z
Sachinerem o warunkach.
- Zapewne chciał abyś „sprzedała
mu siostrę” Podejrzewam, że tak się stało. - odpowiedziała
Ery.
- No trochę w sumie tak. - odpowiedziała Kiazu.
- Ja
… ja to ogarnę … - wtrąciła Rina.
- Nie wątpię w to. -
powiedziała Ery z uśmiechem.
- Ale i tak będę musiała
jeszcze na chwilę wyjść, o Ery to przedstawie Ci Taakat. - dodała
Kiazu wychodząc z kosmetyczką.
- Doskonały pomysł! -
odpowiedziała Ery, a następnie spytała: - Kiedy macie wracać do
obozu?
- Jakoś rano. - odpowiedziała Kiazu.
- O! To co
powiesz na winko i nocne pogaduchy? - spytała Ery.
- Kuszące,
z tym, że rano prowadzę maszynę bojową. - odpowiedziała Kiazu.
-
Em … je chyba można zaprogramować aby jeden jechał za drugim…
- dodała Rina.
- W sumie, jak zadzwonię rano do Hachiego, albo
Otachiego to nam to ogarną! Rincia jesteś super! - powiedziała
Kiazu, a następnie dodała: - To jestem za!
- Cudownie. -
odpowiedziała Ery z uśmiechem.
************
Sprzęt
z sesji zdjęciowej został już zebrany, w tej chwili koło
przyczepy
pod baldachimem
znajduje
się tylko nie duży biały stolik, i trzy krzesła. Na jednym
zasiada Issah, pijący kawę, na drugim zasiada
Taakat popijający jakiegoś energy
drinka, a na trzecim zasiada Sachiner popijając swoje ulubione wino,
jednocześnie
robiąc coś na swoim
laptopie.
Koło
nich stoi Kutaro gotowy aby
w razie
co wykonać dowolny rozkaz.
- Długo będziemy jeszcze do
pańskich usług? - spytał nagle Issah.
- Tak długo jak będzie
potrzeba. - odpowiedział chłodno Sachiner, a następnie arogancko
dodał: - I na przyszłość nie odzywaj się do mnie pierwszy i
zwracaj się do mnie per Panie ewentualnie Sir czy Szefie. Rozumiemy
się?
- Tak Sir. - odpowiedział Issah.
- Szefie, długo im
schodzi. - powiedział Taakat.
- Znając te wspaniałe Damy to
pewnie robią sobie zdjęcia i dobrze się bawią. - odpowiedział
Sachiner.
W tym momencie z przyczepy wyszła Kiazu, a wraz z nią
Ery. Obie są olśniewające.
- Widzę, moja droga Ropuszko, że
wreszcie zostałaś znaleziona - powiedział Sachiner wstając.
-
Jak widać. - odpowiedziała Ery.
- O kurde, ale piękna. -
powiedział Taakat.
- Mega laska. - dodał Issah.
-
Panowie, zważajcie na słowa to moja wspaniała małżonka,
jednakowoż zachwyt jak najbardziej uzasadniony. - odpowiedział
Sachiner podchodząc do żony i obejmując ją w pasie.
- Moja
Kiazu będzie Ci jeszcze potrzebna? -
spytała Ery, patrząc ukochanemu w oczy.
- Nie moja Droga,
niech będzie, że możesz
ją zabrać. - odpowiedział Sachiner.
- Dziękuję. -
odpowiedziała kokieteryjnie Ery, poczył dała mężowi buziaka w
policzek.
- Właśnie Ery, to Taakat i Issah. - wtrąciła
Kiazu.
- Przystojny pan porucznik. Miło mi jestem Ery. -
odpowiedziała sukkub, podając prawą dłoń obu panom.
-
Śliczna … em też mi miło. - odpowiedział Taakat.
- Ojej,
Kiazu widzisz to jak uroczo się ślinią i stoją z otwartymi
buźkami. Może jednak wezmę ich ze sobą, albo chociaż Pana
porucznika. - odpowiedziała kusząco Ery.
- Moja droga
Ropuszko, panowie są w pracy. - odpowiedział Sachiner.
- No
nic to zabieram tylko Kiazu. - odpowiedziała Ery.
- Moja droga
Dżdżowniczko, a gdzie druga dama? - spytał inkub.
- Zaraz
wyjdzie, chciałam najpierw zadbać o moją przyjaciółkę. -
odpowiedziała sukkub, a następnie dodała: - Rińcia możesz już
wyjść!
Na te słowa z przyczepy wyszła wodna
neczanka, teraz ma dwa wpół dopierane warkocze które na krzyż są
wplecione w dwa
pełni dobierane warkocze. Sukkub wplotła jej w jeden taki zestaw
jej nieśmiertelnik. Całości uzupełniają zielono niebieskie
cienie na oczach, które podkreślają wspaniałe i hipnotyzujące
oczy, oraz intensywnie czerwona szminka na krągłych ustach. Wodna
neczanka wzięła swój aparat.
- Ja pierdziele, to Rina? -
spytał Taakat.
- Dokładnie.
- odpowiedziała dumnie Kiazu, a następnie z uśmiechem dodała: -
Już Ci mówiłam, że
potrafi zaskakiwać.
- Dobra to ja zabieram Kiazu, a Wy się
bawcie. - wtrąciła Ery, mrugając okiem i zabierając przyjaciółkę
do środka przyczepy.
- Moja droga zapraszam. - powiedział
szarmancko Sachiner, wyciągając prawą dłoń do neczanki.
- A
co z Nami? - spytał Taakat.
- Pilnujecie obozu,
warty
czy tam macie robić. - odpowiedział Sachiner odchodząc w kierunku
jeziora i wodospadu z Riną i jej dłonią na prawym ramieniu.
-
Ej… czy ta blondie to nie jego żona? - spytał Issah kiedy zostali
sami.
- Tak powiedział. - odpowiedział Taakat, a po chwili
dodał: - To inkub, więc i kobieciarz.
- Ma piękną żonę,
która pewnie nie wie co jej mąż wyprawia.- powiedział Issah.
-
Pani Ery, jest sukkubem i doskonale wie o wszystkim. - wtrącił
Kutaro, a po chwili dodał: - I tak Panowie mają rację, jest bardzo
piękna.
Po chwili obaj neczanie zapalili po papierosie.
-
Piękna i gorąca. - powiedział w końcu Taakat.
- To Cała
Pani Ery, myślę, że może zostawić mi Pan swój numer telefonu do
przekazania Pani Ery. - powiedział Kutaro, wręczając kartkę i
długopis.
- W sumie czemu nie. - odpowiedział Taakat, a
następnie wpisał swój numer telefonu.
- Odważnie. -
powiedział Issah.
- E tam dobrze łączę kropki. -
odpowiedział Taakat mrugając okiem.
- Że co? - Zdziwił się
Issah.
- Nic.. nic… - odpowiedział Taakat.
************
Bez
gwiezdna noc, nad jeziorem na górze koło wodospadu,
na polanie wśród drzew, po kamiennym strumieniu bez butów, chodzi
Rina, dzięki czemu moczy również stopy w bardzo zimnej wodzie.
Obok niej brzegiem spaceruje Sachiner, który po dżentelmeńsku
służąc dłonią, pomaga neczance aby ta nie wywróciła się na
śliskich i mokrych kamieniach. Blask księżyca jak i ogromnej
toksycznej planety sprawia, że jest tam przyjemnie jasno jak na noc.
Oboje rozmawiają, momentami spoglądają w niebo, a momentami na
obóz który jest na dole w sporej odległości.
- Moja droga
jak to się stało, że nie ma tu Twojego lubego?
- spytał Sachiner.
- Kurai
jest na innej misji. - odpowiedziała
Rina.
- Tym lepiej moja droga, mam
więcej Ciebie dla siebie.
- Sachiner … em … już wiem
czemu nie chciałeś abym oddała swoją energię do fiolki …
-
Moja droga, chcesz mi powiedzieć, że
ktoś śmiał Cię tak skrzywdzić i zabrał Ci energię w ten
sposób!? - odpowiedział Sachiner delikatnie mocniej trzymając rękę
neczanki.
- To … to nie do końca tak … - wydukała
speszona Rina a następnie delikatnie chowając twarz, dodała: - Jak
byliśmy na ostatniej misji to zostałam postawiona w sytuacji, że
energia za antidotum.
I zabrano ją mackami…
- Rozumiem moja droga, zapewne nie dało
się inaczej jednakowoż nie jestem zadowolony z tego, że musiałaś
tak cierpieć dla
jakiegoś
antidotum. Nawet jak zrobiłaś to dobrowolnie.
- Tak jakoś
wyszło …
- Moja droga masz za dobre złote serce, jednakowoż
już wiesz jaki to straszliwy
ból.
- Wiem …
- Jednakowoż moja droga, dobrze, że
żyjesz. - odpowiedział inkub delikatnie rozluźniając uścisk.
-
Też się ciesze … - odpowiedziała
Rina z uśmiechem.
- Lubię Twój promienny uśmiech moja droga.
Hmm… to za antidotum, na moją truciznę też dałabyś mi
energię?
- Dobrze wiesz, że jak chcesz to możesz ją brać …
ale nie tak jak lubisz …
- Moja droga, energia wyssana przez
„kusika” w policzek, nie jest moją preferowaną formą wysysania
energii, jednakowoż może kiedyś mi odmieni moja droga. -
odpowiedział Sachiner.
- Zrobisz, jak uważasz, jednak tak
wspaniały inkub jak Ty doskonale wie, że w ten sposób może ją
śmiało brać i to nie będzie ujmujące na Twoim nieskalanym
honorze.
- Wiem, moja droga. Jednakowoż, obecnie nie jestem
głodny. - odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Moja droga,
Pan Porucznik, to kolejny jegomość, którego pochłonęłaś swoim
niepowtarzalnym urokiem?
- Hmm… nie, zdecydowanie nie …
Raczej jestem mu dość obojętna…
- Tak moja droga i dlatego
jest Twoim wodnym mistrzem, a teraz obserwuje Nas z oddali. -
odpowiedział Sachiner, a po chwili dodał: - Moja droga, sądzę, że
Cię lubi, jednakowoż przyciągasz mężczyzn, masz coś w sobie, że
cenimy sobie Twoje towarzystwo i sprawiasz, że nie jesteś dla Nas
obojętna jak i chcemy Cię ochraniać. Jednakowoż jestem pewien
moja droga, że na porucznika Twój urok zdecydowanie też
zadziałał.
- Rozumiem … to miłe co mówisz … -
odpowiedziała Rina delikatnie rumieniąc się…
- Moja droga,
stanowczo lubię Twoją moc przyciągania.
- Dziękuję …
miło to słyszeć …
Po chwili kiedy neczanka weszła na jeden
z wyższych kamieni, to inkub nagle stanowczo, złapał za dłoń i
jednym szybkim ruchem przyciągną do siebie w taki sposób, że
neczanka wpadła w jego ramiona. A sam Sachiner delikatnie pocałował
dłoń Riny, tą samą którą dalej trzyma i trzymał wcześniej.
Inkub dał kilka przyjemnych całusów w dłoń neczanki.
- Ej
Szefie. - wtrącił nagle Taakat.
- Jak zawsze moja droga miałem
racje. - wyszeptał Sachiner, neczance do ucha, a następnie
delikatnie się odsuwając powiedział: - Czego chcesz?
- Może
moją energie chce szef? - odpowiedział Taakat.
- Zdecydowanie
lubuje się w energiach pięknych kobiet. W mojej łaskawości
pozwalam Ci odejść. - odpowiedział Sachiner.
- Szefie, myślę,
że już najwyższa pora abyśmy zbierali się na odpoczynek, mój
oddział jest już pewnie mocno zmęczony. - powiedział Taakat.
-
Moja Droga, jak Twoje zdjęcia? - spytał Sachiner.
Na te słowa
delikatnie zarumieniona Rina podeszła do aparatu zostawionego na
skałach. Ustawiony jest tak aby zrobić zdjęcie toksycznej planety
jak i księżyca. I powiedziała:
- Aparat potrzebuje jeszcze
kwadransa. - odpowiedziała Rina.
- To na oko koło 3:00 myślę,
że będziecie już wolni. - odpowiedział Sachiner patrząc na
zegarek.
- Doskonale. - odpowiedział Taakat, a następnie
podszedł do Riny i spytał: - W porządku?
- Tak. -
odpowiedziała speszona Rina.
- Poruczniku, możesz wracać do
obozu, my tu sobie poradzimy. - wtrącił Sachiner.
- Nie wątpię
w to, jednak zostanę. - odpowiedział Taakat.
- To ja pójdę
poszukać butów… - powiedziała cichutko neczanka.
- Nie Moja
droga, Pan Porucznik po nie pójdzie i zadba o to aby Twoje
wychłodzone stopy nie były narażone na zranienie się, wśród
kamieni. - odpowiedział stanowczo Sachiner, a następnie dodał: -
Pan Porucznik nie jest przecież chamem i wie, że o kobiety się
dba, a skoro podobnież liczy się dla Niego też dobro oddziału to
podwójny plus, na Twoją korzyść moja droga. No chyba, że Pan
porucznik jest kłamcą i skończonym obibokiem oraz chamem, to wtedy
co innego.
- Dobrze Szefie pójdę, w ciemności widzę i tak
lepiej niż Pan. - odpowiedział Taakat po czym odszedł pod
strumień, i idąc wzdłuż niego szukał butów i jednocześnie
obserwował co robi inkub.
- Moja droga, jak Twojego lubego nie
znoszę, to jestem wstanie go tolerować, jednakowoż ten arogancki
osobnik wystawia jednakowoż moją nieocenioną cierpliwość na
próbę. - powiedział Sachiner, który ewidentnie bardzo mocno nie
polubił porucznika.
- I do tego wpadł w oko Ery … - dodała
Rina.
- Masz rację moja droga, nie zdziwię się jak będzie
Jej częstym posiłkiem. Jednakowoż, to nie oznacza, że mam go
lubić moja droga.
- W sumie masz rację…
- Oczywiście,
że mam moja droga.
Porucznik w końcu znalazł czarne baleriny
neczanki i spokojnie wrócił. Po chwili Rina wzięła swój apart,
gdyż już ten już skończył robić zdjęcie. W tym momencie
Taakat, podszedł do wodnej neczanki nachylił się do niej, objął
ją prawą ręką pod kolanami taki sposób, że bez trudu podniósł
ją jedną ręką. Tym sposobem mocno zaczerwieniona Rina wręcz
siedzi na przedramieniu Taakat, który w lewym ręku trzyma jej buty.
Neczanin jest na tyle wysoki, że bez trudu jest wstanie nie dość,
że ją tak utrzymać to jeszcze swobodnie iść.
- Poruczniku,
jeszcze nie skończyliśmy. - powiedział twardo Sachiner.
-
Smaczniejsze posiłki są obozie, no chyba, że szef woli mnie. -
odpowiedział Taakat, który jest już widocznie poddenerwowany.
-
Poruczniku, przypominam, że w tym momencie pracujesz dla mnie i
wypełniasz MOJE rozkazy.
- Ależ wypełniam. - odpowiedział
Taakat, po czym wziął głębszy oddech, a po chwili dodał: - Jak
to szef powiedział „Poruczniku, możesz wracać do obozu „, to
wracam. Sam mi Szef to rozkazał.
W międzyczasie porucznik
spojrzał inkubowi w oczy, mrugnął okiem i z wrednym uśmiechem i
neczanka na rękach odszedł.
- Nie będzie z tego zadowolony.
- powiedziała cicho i niepewnie Rina.
- To Jego problem, ja mam
zamiar dbać o swój oddział. - odpowiedział twardo, poirytowany
już mocno Taakat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz