„Posesjowe
ogarnianie”
Jest
stosunkowo wczesny ranek, możliwe ze dopiero zbliża się szósta.
Delikatnie pada i jest monotonna szarówka. Dwa tytany, które
niedawno wyruszyły w drogę, wracają do neczańskiego obozu
stałego. W jednym jedzie Kiazu, która prowadzi, oraz Issah, a w
drugim jedzie Rina, która prowadzi oraz Taakat. Oba Tytany dzięki
pomocy Otachiego zostały zaprogramowane tak aby praktycznie same
wróciły jak po sznurku do obozu. Wszyscy w maszynach dość mocno
ziewają i są dość mocno zmęczeni. Jedni bardziej inni mniej, ale
zdecydowanie marzy im się odpoczynek. W tytanie prowadzonym przez
ognistą neczankę leci skoczna i wpadająca w ucho muzyka, która
słychać również przez łączność w drugim pojeździe. Dodatkowo
Kiazu podśpiewuje sobie pod nosem i trochę tańczy za kierownicą.
W tym czasie Issah próbuje spać, ale poczynania Kiazu ewidentnie mu
nie dają, więc siedzi stosunkowo obrażony. W tym samym czasie w
drugim pojeździe, porucznik wystukuje na kolanach rytm muzyki z
łączności, i delikatnie się buja. Wszyscy ubrani są w swoje
wersje neczanskich mundurów.
- Taakat, nie wolałeś jechać z
Kiazu? - spytała w końcu Rina.
- Aby Issah mógł spokojnie
spać? Nic z tego. Dostatecznie się już wyspał podczas misji. -
odpowiedział porucznik bujając się delikatnie w rytm, a po chwili
dodał: - I w sumie mamy do pogadania …
- Ja … ja
przepraszam, za te buty … - odpowiedziała szybko speszona Rina.
-
Co!? Daj spokój… po pierwsze to był kaprys tego nadętego
bogacza, a po dwa możliwe, że miał trochę racji, chociaż
pojechał mi po ambicji, a po trzy jesteś ostatnią osobą do
której miałbym „ale” na tej misji. - odpowiedział Taakat, a
następnie dodał: - Często pracujecie dla tego buca?
- Widzę,
że mocno się nie polubiliście … czasem nam się zdarza ….
-
No mam nadzieję, że nigdy więcej nie będzie dane nam się
spotkać, chociaż ta jego żona, uf … gorąca kobieta…
- I
wpadłeś Jej w oko …
- To zdecydowanie na plus … skąd
znacie tę dwójkę?
- Poznaliśmy się dawno temu na Zekeren…
- I niech zgadnę to jest ten Twój przyjaciel Inkub?
-
Tak, a Ery przyjaźni się z Kiazu…
- To akurat mocno
zauważyłem, Ery nie ma nic przeciwko, że kolegujesz się z jej
mężem?
- O to powinieneś zapytać Ery, a nie mnie… ale
nigdy nie dała mi odczuć, że mnie nie lubi… tak to ujmę …
więc chyba nie ma nic przeciwko i chyba mogę założyć, że mnie
lubi...
- A w sumie jak napisze to się spytam, bo Jej mąż
zdecydowanie będzie miał „ale” w stosunku do mnie, o ile coś z
tego wyjdzie. – odpowiedział Taakat w sumie się śmiejąc, a
następnie dodał: - Nie zdradzaj Jej mojego sekretu przed pierwszym
spotkaniem.
- Nie miałam takiego zamiaru …
- Jakby o tym
wiedziała kurde, gorąco by było …
- W sumie gorąco to było
i bez tego...
- Racja, wtedy byłby wulkan. - odpowiedział
Taakat śmiejąc się, a następnie dodał: - Jak to jest być
posiłkiem takiego buca? Nie traktuje Cię jak przedmiot?
- To …
To mocno skomplikowane, ale nie jestem Jego posiłkiem … i nie
sypiam z Nim …
- A to ciekawe, coś nie tak z Twoją energią?
Albo Twój chłopak jasno dał mu do zrozumienia, że nie wolno Cię
ruszać … W sumie to drugie brzmi bardzo prawdopodobnie …
Zarumieniona Rina nic mu nie odpowiedziała, a sam porucznik
spytał:
- Nasz pracodawca traktuje Cię jak przedmiot?
-
Zdecydowanie nie traktuje mnie jak przedmiot, chociaż czasem nazywa
mnie swoją zabawką…
- ZABAWKĄ?
- To skomplikowane…
ciężko mi to wyjaśnić … ale ogólnie dzięki temu jestem
bezpieczna… jakkolwiek to nie brzmi …
- Okey … dobra nie
dopytuje … - odpowiedział Taakat, a potem szybko zmienił temat:
-
Nie ujmując Twoim umiejętnością, nie lepiej by było jakby
profesjonalny fotograf robił tę sesję okładkową?
- Hmm…
pewnie byłoby lepiej … ale główny zleceniodawca jeszcze ma
słabość do moich zdjęć…
- Sachiner w sensie?
- Nope
… Uso „Anyo” Utahime …
- Nic mi to nie mówi. -
odpowiedział Taakat, a następnie wpisał to co usłyszał w
wyszukiwarkę i po dłuższej chwili powiedział: - Kobietka, jest
bardzo sławna w modowym półświatku. To jakaś gruba szycha, która
decyduje o losie wielu modelek i mocno liczą się z Jej zdaniem...
-
Jakoś takoś … i to osoba która chciała tą sesje okładkową …
- Uła … to grubo, nie sądziłem, że Kiazu jest aż tak
wielką gwiazdą… zaraz według tego wywiadu z tą cała Uso to
Kiazu jest jej muzą ...
- Moja siostra zdecydowanie potrafi
zaskoczyć …
- Gdzieś to już słyszałem… - odpowiedział
Taakat, a następnie włączył łączność i po dłuższej chwili
powiedział: - O Płomyczku to nuta, którą śpiewałaś w wieży.
-
Taak, uwielbiam te nute!
- odpowiedziała Kiazu.
- Dobra jest. - pochwalił porucznik, a
następnie dodał: - Ej Płomyczku w obozie podrzucę Ci parę moich
nut, może Ci siądą.
-
Dobra! -
odpowiedziała radośnie Kiazu, a następnie dodała:
- Mam nadzieję, że nie wypytujesz mojej siostry o głupoty?
-
Nie … skądże … znam już tylko cały Twój życiorys od bobasa
do teraz. - odpowiedział Taakat.
Na te słowa dziewczyny
delikatnie zaśmiały się pod nosem, a Kiazu powiedziała:
-
No, no na pewno. I co myślisz, że Cię już niczym nie zaskoczę?
-
Ty? Oczywiście, że zaskoczysz. - odpowiedział Taakat.
-
Właśnie, Taakat wiesz, że mamy zajebiste zdjęcie? -
spytała Kiazu.
- Słyszałem, ale nie widziałem. Ponoć
spodobało się redaktor naczelnej, Wasz pracodawca chciał abym
podpisał mu zgody na ewentualna publikację. - odpowiedział
Taakat.
-
Whooa noisu! Podpisałeś?
- spytała entuzjastycznie Kiazu.
- Tak, nie mam z tym problemu.
Ciekawe co na to Twój chłopak? - spytał Taakat.
-
Phii … nie ma nic do gadania, skoro jest zdjęcie to była praca.
- odpowiedziała Kiazu.
- Jej facet pewnie nawet będzie dumny,
mają otwarty związek. - wtrąciła pokornie Rina.
-
Dokładnie tak jest, zasada jest prosta póki wie i mu mówię, i
wice versa to wszystko jest w porządku. Napisałam mu już. -
odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: -
Mam wrażenie, że mówiłam Ci, że mam otwarty związek.
-
Rzeczywiście coś wspominałaś. - odpowiedział Taakat z
uśmiechem.
-
Ale nie chce się tym chwalić dopóki ewentualnie nie opublikują
tego zdjęcia. Chcę paru osobom sprawić niespodziankę. -
powiedziała Kiazu.
- Luz, nie mam z tym problemu. Będzie jak
chcesz. - odpowiedział Taakat.
-
Nie mówić o czym?
- wtrącił Issah.
- O niczym ważnym. Lepiej w ogóle się nie
odzywaj. - powiedział z niezadowoleniem Taakat.
-
Oho drama …
- powiedziała Kiazu.
- To, nasza sprawa Płomyczku i później
to wyjaśnimy między sobą. - odpowiedział twardo Taakat.
-
No we, też mam swoje za uszami, nie może być gorzej.
-odpowiedziała
Kiazu.
- Kiazu, serio to sprawa między mną a nim. -
odpowiedział stanowczo porucznik, a następnie dodał: - Jeśli
dalej będziesz drążyć ten temat to na Ciebie też mam parę haków
do raportu.
-
Czy Ty mi …
-
Kiazu, kochanie która sukienka była najlepsza? - wtrąciła
przyjaźnie Rina.
-
Czej co? -
spytała Kiazu
- No która sukienka była najlepsza? Według
mnie w każdej wyglądałaś obłędnie i ciężko mi się zdecydować
w której było Ci najlepiej… więc może w której było Ci
najwygodniej czy coś? - kontynuowała Rina.
-
Hmmm… ciężkie pytanie … ta czerwona była skrojona wręcz pode
mnie i podkreślała każdą moją zaletę. Kiedy ją założyłam
miałam wrażenie, że Anyo zaprojektował ją specjalnie dla mnie.
Delikatna wręcz anielka. Dodawała skrzydeł. -
odpowiedziała z bita z tropu Kiazu, a po chwili dodała:
- Ta czarna no mega, uwielbiam doskonałe oko naszego gospodarza i
była bardzo w moim stylu i tą dostałam od Niego i jest już moja!
Hmm… a ta purpurowa hmm… była spoko, ale chyba była bardziej w
Twoim stylu niż moim.
-
Rozumiem, ale mimo to i tak szybko ją ograłaś. - odpowiedziała
Rina.
-
Kochanie jestem profesjonalna. -
powiedziała Kiazu.
- Wiem i to jest mega… I wooow! Masz tą
czarną!? Super!- kontynuowała Rina.
-
TAAK! Ciesze się jak nie wiem! -
powiedziała entuzjastycznie Kiazu, a następnie dodała: -
Masz w głowie jakąś fajną sesje dla mnie?
-
Być może … - odpowiedziała tajemniczym głosem Rina.
Przez
całą rozmowę Taakat uśmiechał się pod nosem i z mieszanką
podziwu i nie dowierzania przysłuchiwał się całej sytuacji.
************
Neczański
Generał zasiada przy swoim biurku. Jest delikatnie zaspany,
jednocześnie sprawia wrażenie, że jest bardzo zapracowany i
zaganiany. Co prawda właśnie kończy jeść śniadanie jednocześnie
popijając jednocześnie poranną kawę i rozmawia przez łączność,
ale stos dokumentów czeka.
- Za ile będziesz w obozie? -
spytał Rudy.
-
5h według nawigacji. -
odpowiedział chłodno Kurai.
- Świetnie, to wtedy też się
odezwij do mnie.
-
Tak, tak.
W
tym momencie rozległo się pukanie do drzwi, a generał przewrócił
oczami i powiedział:
- Dobra kończę. - po czym rozłączył
się i stanowczo powiedział: - WEJŚĆ!
Na te słowa drzwi
gabinetu otworzyły się i stanął w nich mocno zmęczony porucznik
z tęczowymi włosami i ubrany w mundur oficerski.
- Melduje,
że wróciliśmy. - powiedział Taakat na wejściu.
- Świetnie,
wejdź na chwilę. - odpowiedział Rudy, wskazując jednocześnie
krzesło.
Porucznik wszedł, zamknął za sobą drzwi usiadł na
krześle przed biurkiem.
- Jak było? - spytał Rudy.
-
Wymagająca misja i męcząco Sir. - odpowiedział Taakat.
- Do
której siedzieliście?
- W dużej mierze nie spaliśmy w ogóle,
nasza misja skończyła się jakoś koło 3, a po 5 ruszyliśmy w
drogę.
- Intensywnie.
- Zdecydowanie Sir.
-
Dziewczyny poszły odpoczywać? - spytał Rudy pisząc sms.
-
Tak Sir, za to za pozwoleniem Sir, potrzebuje aby Issah dzisiaj
jeszcze zrobił pewną rzecz.
- Brzmi jak wkurwienie oficera…
Mam wiedzieć o co poszło czy załatwicie to między sobą?
-
Preferował bym aby to zostało między nami, ale jak Sir sobie życzy
mogę opowiedzieć.
- Niech zgadnę, Issah coś palną do Pana
Cusan?
- Powiedzmy, że zalazł mu i mi za skórę.
- Tyle
mi wystarczy, ja pierdziele. Bardzo tam wkurwialiście Pana Cusan?
-
Wydaje mi się, że nie. Na moje oko chyba był zadowolony.
-
Dobrze.
- Sir, myślę, że ogólnie wykonaliśmy wzorowo
powierzone Nam zadanie.
- Cieszy mnie to. - odpowiedział Rudy
przeglądając mail i inne rzeczy na ekranie laptopa, a po chwili
powiedział: - Widzę, że dostałem też informacje, że Pan Cusan
chce ze mną rozmawiać, ale z tonu wiadomości wnioskuję, że jest
zadowolony.
- To tym bardziej sprawa jasna Sir, dobrze się
spisaliśmy.
- W to nie wątpię, jednak Pan Cusan, słynie z
tego, że mało kogo toleruje. Ale skoro nic nie mówi, to raczej z
Wami było „porządku” i tak to traktuje, dopóki z nim nie
porozmawiam osobiście, potem zobaczę jak bardzo będę z Was
zadowolony bądź nie.
- Tak jest sir.
- Dobra Taakat,
zasłużyliście na odpoczynek. - odpowiedział Rudy, a potem dodał:-
Aha wczoraj była dostawa i w zamrażarce oficerskiej są lody,
możesz brać dla siebie i jak i dla oddziału. Tak samo jak zapasy
chipsów, ciastek, czekolad itd.
- Sir jako „odział”, to
który oddział Sir ma na myśli? Ostatnio na dobrą sprawę były aż
trzy.
- Fakt to doprecyzuje Twój klasyczny oddział jak i
oddział Kapitana z którym byłeś w wieży. Jak Masz ochotę to
możesz rozdać im wedle uznania jakieś smakołyki.
- O! Dzięki
Sir!
- W moich oczach zasłużyliście, a na tą chwilę jestem
docenić Was tylko tak.
- To i tak dużo Sir. - odpowiedział
porucznik wstając.
- Dobra, dobra … idź już. - powiedział
Rudy, na następnie dodał: - A Taakat, dopilnuj aby Twój
standardowy oddział był jutro do dyspozycji, z rana będę miał
dla Was kolejną misję. Kiazu i jej rodzeństwo zostają w obozie i
czekają na powrót Kurai’a.
- Tak jest. - odpowiedział
Taakat, a następnie złapał za klamkę i prawie wyszedł jednak się
zawahał i powiedział: - Generale, Sir czy mogę mieć jeszcze
pytanie?
- No co tam chcesz? - spytał Rudy.
- Sir, czemu
wybrałeś mnie do poprzedniej misji?
- Pomijać fakt że jakbym
wysłał tam Amisa albo Moyoshiego, to równie dobrze mógłbym w
ogóle nie pozwalać na tą sesje, efekt by był ten sam, a nawet
zaryzykuję stwierdzenie, że jakbym wtedy ich nie puścił to nawet
wyszli byśmy lepiej. - odpowiedział Rudy, a po chwili dodał: - To
ogólnie założyłem, że skoro spędziliście razem tyle czasu to
noc więcej już nie zrobi Wam różnicy, zwłaszcza, że obaj
oficerowie całkiem „cenili” sobie współprace. I żaden z Was
nie miał „ale”.
- Rozumiem, Sir to Kapitan tez już złożył
raport?
- Tak, nawet wcześniej niż Ty. Hmm.. Chcesz mi jednak
zgłosić jakieś uchybienia?
- Nie, nie Sir. Jestem zadowolony
z współpracy z nimi i w przyszłości, chętnie się z nów z nimi
połączymy. Założyłem po prostu, że na akcje „dyplomatyczne”
są rolą kapitanów.
- Tak, normalnie są. Ale jak widać
porucznik, też może się doskonale spisać.
- Masz racje
Sir.
- Dodatkowo, jak już zapewne dobrze wiesz Kiazu i reszta
nie są „łatwi” w obsłudze i stanowią wyzwanie dla oficerów.
-
Tak, tu się zgodzę Sir. Kiazu ma ognisty temperament, Diuna ma
zachowania szefa, a Hachi i Otachi mają dość szalone pomysły…
- Tak, a to tylko nie liczne z ich zalet…
- Jak
najbardziej Sir, ale tak stanowią ciekawe wyzwanie, jednocześnie
jestem pewien,że skoro Kapitan sobie z nimi radzi to jest wstanie
poradzić sobie z każdym oddziałem.
- Zgodzę się, chociaż
zapewniam Cię, że obaj nie widzieliśmy jeszcze pełni jego
możliwości.
************
Pokój
dziewczyn, w którym to Diuna leży na swoim łóżku w pozycji
półsiedzącej. Na dwóch krzesłach obrotowych siedzą Hachi i
Otachi. Oczywiście kręcą się na nich. Tym czasem na środkowym
łóżku śpią w tule w siebie Rina i Kiazu. Każdy z nich jest niby
ubrany w mundur, ale w dużo luźniejszej formie niż zazwyczaj. Tym
sposobem chłopaki nie mają koszul, Diuna ma założony zwykły
niebieski T-shirt. Jedynie śpiące dziewczyny maja mundur w swojej
zwyczajowej.
- Jakie One słodkie. - stwierdził Otachi, cykając
fotkę.
- Późno wróciły? - spytał Hachi.
- Nie wiem
nie jestem ich niańką - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała:
- Jakoś koło 9:00 jak wstawałam, to chyba kładły się spać,
albo już spały.
- Chyba miały ciężką noc? - spytał
Otachi.
- Ponoć miały ważną eskortę jakiegoś VIP’a. Tyle
wiem. - odpowiedziała Diuna.
- Szkoda, że Nas nie wzięli. -
powiedział Hachi.
- Bro, po tym jak widziałem kare Issah to
może lepiej. - dodał Otachi.
- W sumie racja Bro, z naszymi
opałami, mailibyśmy ciężki dzień. - odpowiedział Hachi.
-
Jaką karę ma Issah? - spytała Diuna.
- Nazwijmy to musztrą,
której nawet Amis i Moyoshi się boją. - odpowiedział Otachi.
-
No, słyszałem, że jak zaginął akumulator Rudego to mieli świece
z kłodami w wodzie czy coś. - dodał Hachi.
- A coś
słyszałam, że Rudy ma jakieś hardkorowe kary, to Taakat też
takie robi? - spytała Diuna.
- Jak widać Sis, jak chcesz to
idź sobie do sal rekreacyjno treningowych to się dowiesz. -
odpowiedział Hachi.
- No weźcie powiedzcie. - naciskała
Diuna.
- Widziałem jak na basenie w lodowatej wodze i klaszcze.
- powiedział Otachi.
- O to ja widziałem, jak trzyma kłodę
nad głową w wodzie. - dodał Hachi, a po chwili dopowiedział: -
Oczywiście pionowo i nie dostaje do dna.
- Może się tam
przejdę. - odpowiedziała Diuna.
************
Jest
piękny,
słoneczny
i bardzo ciepły dzień. W pewnym
urokliwym, dobrze oświetlonym, przestronnym gabinecie, z masywnym i
eleganckim biurkiem, wygodnym krzesłem przy nim, oraz czarną kanapą
pod oknem, dzieje się magia. Za biurkiem zasiada Sachiner, który
siedzi przed zamkniętym laptopem, a na jego kolanach przodem do
niego zasiada Ery, która dość pieszczotliwie i namiętnie całuje
się z inkubem, przesuwając się w przód i w tył na jego kolanach.
Konkretniej ruszając rytmicznie swoimi biodrami. Po dłuższej
chwili kiedy usta kochanków rozdzieliły się, Sachiner
powiedział:
- Moja Droga Ropuszko, ten przyjemny aperitif musi
Ci wystarczyć, reszta później.
- Tak, tak pamiętam… Masz
za chwilę rozmowę z Generałem …. - odpowiedziała Ery schodząc
z kolan męża i poprawiając przewiewną, czerwoną sukienkę, a
następnie dodała: - Następnym razem Paskudo postaraj się
bardziej.
- Tak, tak moja droga Dżdżowniczko, te trzęsące
się uda doskonale o tym świadczą. - odpowiedział pewnie Sachiner,
poprawiając swój wygląd aby był nienaganny.
- Wole jak
trzęsą mi się całe nogi, a nie tylko uda. - odpowiedziała
kokieteryjnie Ery mrugając okiem, a następnie dodała: - Pamiętasz,
że obiecałeś mi maraton?
- Owszem, Moja droga Ropuszko i
zamierzam dotrzymać słowa.
- Nie mogę się doczekać, swoją
drogą ten uroczy porucznik pyta się mnie czy lubię Rinę.
-
Pewnie założył, że sypiam z nią tak jak Ty masz zamiar sypiać z
nim.
- Taaa, i jest ciekaw czy nie lubienie „zabawek” jest
obustronne, a tak się składa, że w przeciwieństwie mojej bardzo
dobrej relacji z Riną w której ją lubię, to Ty go ewidentnie nie
polubiłeś … hmm ... Swoją drogą Masz zamiar zjechać
porucznika?
- Zobaczmy moja droga Ropuszko, to zależy jak
bardzo to chciałabyś aby nie. - odpowiedział Sachiner otwierając
swojego laptopa.
- Jak nie zasłużył na zjebkę, a na moje oko
nie zasłużyli, to mógłbyś mu odpuścić. Moja Kiazu ma z nim
świetne relacje, a i mi wpadł w oko i chce chociaż raz
przetestować jaki jest a potem się zobaczy ... - powiedziała Ery
patrząc w oczy męża i delikatnie bawiąc się jego włosami.
-
Moja Droga, widzę, że zależy Ci aby generał go czasem podsyłał
na rozmowy ze mną. Jednakowoż, co ja będę z tego miał?
-
Szczęśliwą żonę.
- Moja droga, taką żonę mogę mieć
innymi sposobami.
- No dobra fakt …. hmmm …. Póki co masz
zajebiste zdjęcie, a z tego co słyszałam to redaktor da je na
okładkę, więc w sumie zarobisz na nim, i to sporo, tak naprawdę
nie wielkim kosztem.
- Mój brak spokoju jest dużym koszem…
-
Dodatkowo, na dobrą sprawę masz wybór, albo Kurai, którego w
swojej łaskawości trawisz, i ewentualnie ku mojej uciesze Taakat,
albo Kurai i dodatkowo Amis i Moyoshi, którzy na weselu bardzo
zaleźli Ci za skórę.
- Moja droga, o tych dwóch ostatnich
porażkach życiowych wolałbym zapomnieć, totalnie nie potrafią w
dobre maniery.
- No więc może jak nie ma potrzeby to nie
zjedziesz Taakat przed przełożonym, i zostawisz tą furtkę
otwartą? Jest chyba zdecydowanie lepszy od dwóch kapitanów, i
dodatkowo szczęśliwa żona to szczęśliwy mąż… no i jak mi się
znudzi, będziesz mógł się go pozbyć.
- Zastanowię się
moja droga Ropuszko, a teraz wybacz muszę połączyć się z
neczańskim obozem.
- No spoko, idę na babską kawę. -
odpowiedziała Ery, idąc w kierunku wyjścia z gabinetu.
-
Ogród botaniczny?
- Wschodni taras.
- Dżdżowniczko
zostawiłaś coś. - powiedział Sachiner trzymając w ręku czerwone
figi.
- Zdób sobie z nich stylową butonierkę. - odpowiedziała
Ery, mrugając okiem.
Po chwili Sukkub wyszła z pomieszczenia,
jednocześnie zamykając za sobą drzwi. Natomiast Sachiner poprawił
swój wygląd do końca, schował zdobycz do szuflady i nawiązał
video rozmowę z Generałem.
-
Pan Cusan, dzień dobry, jak poranek? -
odezwał się nagle Rudy, na ekranie monitora.
- Dobry, dobry.
Generale przejdźmy do rzeczy, nie mam czasu na pogaduszki. -
odpowiedział twardo Sachiner, a następnie dodał: - Wspaniałe
Panie spisały się doskonale i pracowały na wysokim poziomie,
Panowie w sumie nie byli potrzebni, jednakowoż zawsze mogło się to
potoczyć inaczej i ktoś mógłby zaatakować. Jednakowoż, z dwojga
złego powiedzmy, że doceniam fakt doboru oddziału i postawienie na
świeżą krew, nawet jak był to oficer niższy stopniem, jednakowoż
preferuje innego członka armii.
-
Domyślam się, ale jest obecnie na innej ważnej misji, ale cieszy
mnie to, że Porucznik Taakat się spisał.
-
Szanowny Generale, nie powiedziałem czy się spisał czy nie,
jednakowoż tak można tak powiedzieć, że dobrze się spisał. Mam
na oku parę uchybień, lecz jestem skłonny przymknąć na to swoje
łaskawe oko i uznać je za mało istotne, więc w ogólnym
rozrachunku jestem zadowolony, a nasza umowa jest jak najbardziej
finalizowana. Jednakowoż na przyszłość, byłbym wdzięczny za
przysyłanie mniej zmęczonego oddziału, jak i nie chciałbym już
więcej widzieć się z lodowym mięśniakiem. Preferuje lepszy dobór
ludzi.
-
Hmm… Kurai i Taakat to dobre kombo na przyszłość.
-
Tak, jestem wstanie się na to zgodzić. Jednakowoż Porucznik
powinien popracować nad swoim językiem, powinien wiedzieć o co
chodzi, jednakowoż jak nie to znaczy, że szkoda mojego cennego
czasu na niego.
************
Spory
stały obóz, który jest mocno
inny niż dotychczasowe
obozy. Znajdują się tam bardzo duże boksy, przypominające końskie
ale znacznie większe, nad którymi jest dach na wysokich kolumnach.
Wszystko utrzymane jest w metalicznych barwach i wygląda dość
chłodno i surowo. Pomiędzy kolumnami zdecydowanie widać bariery
energetyczne. Wśród tego wszystkiego pod tym samym dachem ukryte
jest parę budynków przypominających budynki mieszkalne
z obozów stałych. DO takiego nietypowego obozu właśnie przyjechał
Kurai,
który zaparkował swojego Tytana i wysiadł z niego. W tym momencie
dało się poczuć pełen ogrom obozu, oraz delikatnie wilgotną
atmosferę, jak i usłyszeć porykiwania i inne
smocze odgłosy. Po chwili kiedy neczanin stał oparty o auto i pisał
wiadomość, przyszedł do niego wysoki mężczyzna o jasnej cerze.
Ma On bardzo krótkie, wręcz paru milimetrowe jasne włosy oraz nie
wielkie zielone czy. Przybysz ubrany jest w długie materiałowe i
luźne grafitowe spodnie
oraz
białą koszulkę na ramiączka. Dodatkowo ma czarne wojskowe buty
oraz grafitową koszulę zawiązaną w pasie, a spod zawiązanych
rękawów momentami wystaje
pasek, z złotą klamerką. Na oko ma kolo 40 lat.
-
EJ MŁODY! Zgubiłeś się? - odezwał się przybysz.
- Nie,
zaprowadź mnie do głównodowodzącego. - odpowiedział chłodno
Kurai.
- Dobra próba Młody… a teraz zmiataj stąd, to nie
jest obóz do zwiedzania.
- Po raz, nawet nie spytałeś kim
jestem, po dwa wypadało by zgłosić dowódcy, że ktoś się chce z
nim widzieć, po trzy polecam być lepiej doinformowanym. -
powiedział chłodno i stanowczo Kurai, dalej opierając się o
maskę.
- Dobra Młody niech będzie. - powiedział przybysz, a
następnie powiedział do łączności: - Halo Bosmanie,
czekasz na kogoś?
-
Na neczanskiego Kapitana, a co? - odpowiedział
głos w łączności.
- A bo jest tu taki młodzik cwaniak w
mundurze szeregowca od neczan i chce wejść do obozu i się z Tobą
widzieć.
-
Przedstawił się jakoś? Chce go sprawdzić.
-
Te Młody, jak Cię zwą?
-
Kapitan
Kurai Nozaryu. - odpowiedział chłodno Kurai,
wstając i trzymając
ręce w kieszeniach.
- Słyszałeś? Młody twierdzi, że jest
kapitanem.
-
Poczekaj z Nim, zaraz przyjdę, tylko skończę raport.
-
No Młody to mamy poczekać, na Bosmana.
Na te słowa Kurai bez
słowa oparł się o maskę pojazdu bojowego. Po zdecydowanie
dłuższej chwili do czekającego neczanina, oraz palącego
nieznajomego podszedł mężczyzna o niebieskiej karnacji, ma on koło
170 cm wzrostu oraz purpurowo zielone, krótkie, ładnie ułożone
włosy oraz żółte oczy. Ubrany jest on w niebieski mundur
oficerski sojuszu, który wręcz podkreśla jego urodę. Dodatkowo ma
przy sobie stosik dokumentów i długopis.
- Wydaje mi się, że
Cię kojarzę, ale chce zobaczyć wisiorek. - powiedział
przybysz.
Elektryczny neczanin nic mu nie odpowiedział, tylko
podniósł się, podszedł i wyjął wisiorek. Bosman szybko z czytał
co miał i powiedział.
- Dobrze, wszystko się zgadza witamy w
obozie smoków. - powiedział Bosman, a następnie dodał: - Fanto
możesz już iść, zajmę się naszym gościem.
- Nareszcie. -
odpowiedział Fanto i poszedł.
- Widzę, że już dostałeś
awans. - powiedział chłodno Kurai.
- Wypełnij mi to to i to,
oraz podpisz tam zanim pójdziemy dalej. - odpowiedział bosman,
wręczając parę dokumentów kapitanowi, a następnie rozkojarzony
dodał: - Przepraszam mówiłeś coś?
- Że już jesteś po
awansie.
- A tak, tak i jak widać trafiłem do obozu smoków. A
i wybacz Fanto to cywil, co prawda głównodowodzący cywil, który
pracuje w obozie przy smokach. Ale czasem nie ogarnia naszych
wojskowych spaw.
- Słyszałem coś, że ten obóz ma podwójne
dowództwo.
- Tak, jak najbardziej.
- To gdzie teraz? -
spytał Kurai oddając przeczytane, wypełnione i podpisane
dokumenty.
- Poczekaj. - odpowiedział bosman przeglądając
dokumenty, a potem powiedział: - W porządku, to chodź oprowadzę
Cię, Tytan może tu zostać, a potem przejdziemy do kontroli. A i
akurat Ty nie musisz mnie tytułować, możesz mówić mi po imieniu,
Smoczysław, tak dla przypomnienia, bo w końcu jesteśmy równi
stopniem.
- Będzie jak chcesz.
-
Świętnie, to tak ten dach sprawia, że możemy mieć zarówno
chłodniej jak i bardziej wilgotniej niż w innych obozach. Dodatkowo
na górze otworzyliśmy teren jaki oryginalnie tu zastaliśmy, więc
można powiedzieć, że Nas totalnie nie widać. W razie potrzeby
możemy się nawet schować w ziemi! Więc fajny luksusowy dodatek. -
powiedział Smoczysław, ruszając w głąb obozu.
W tym
momencie widać, że w całym obozie jest pełno muszli jak i innych
podwodnych motywów, można wręcz mieć wrażenie jakby się było
na ojczystej planecie Bosmana, a nie na Sekai Dagaal. Bardzo
przyjemne doświadczenie.
- Wysoki budynek z muralem manata, to
budynek oficerski, tam mamy pokoje, gabinety, siłownie i inne
rzeczy. Długi wpadający delikatna jasna szarość i z liliami to
lazaret dla wojskowych jak i dla smoków. - kontynuował Smoczysław
pokazując budynki między lezami, a po chwili dodał: - Te dwa
budynki obok siebie z Rukwią wodną to kuchnia i stołówka. A tak,
ciepła i gorąca woda jest tylko na parterach budynków
mieszkalnych.
Obóz
żyje, więc mijają ich ludzie w dwóch wariantach mundurów. Jedni
mają czarne
wojskowe buty oraz długie materiałowe i luźne grafitowe spodnie
ozdobione wspaniałym pasem, z złotą klamerką oraz noszą lekką
metaliczną zbroję, zakrywającą ich torsy, oraz przedramiona oraz
długą włócznie na plecach. Natomiast drudzy różnią się w swym
ubiorze jedynie górą. Mają oni grafitową koszulę, na długi
rękaw. Większość istot które są w mundurach które wydają się
być nowoczesną wersją średniowiecznego rycerza, w dużej mierze
ma skórę w różnych niebieskich odcieniach. Reszta ma skórę
zbliżoną kolorystycznie do neczan, albo są furami różnego
typu.
- A tak uleciało mi, Kurai osoby w koszulach to ludzie,
którzy zajmują się smokami, leżami i są cywilami z Zekeren. Ci w
zbrojach to wojskowi z Konware. Nie będę wymagał zmiany munduru,
na obozowy. Aha… Jak widać to męski obóz, ale jako ten obóz
jesteśmy otwarci na niewiasty w armii. Właśnie nadal dowodzisz
mieszanym oddziałem?
- Tak. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
To dobrze, jak widać ja dalej jestem zapalonym biurokratą i jest tu
wiele list do podpisywania każdego dnia, i wszystko musi być
udokumentowane, ale hej czasem wychodzę z biura.
************
Obozowa
stołówka, dużo długich drewnianych i ciemnych stołów, koło,
których stoją ławy. Przy części zasiadają wojskowi i zajadają
obiad, jednak spora ich część jest pusta. Przy jednym ze stołów,
ustawionym w sumie zaraz przy kuchni, zasiada neczański generał,
który cały czas robi coś w telefonie i popija cole, z wysokiej
szklanki. Koło niego leży już jeden pusty mały talerz.
- Już
skończyłeś? - zapytał Amis podchodząc.
- To, dopiero
przystawka była, zaraz ma przyjść obiad i deser.- odpowiedział
Rudy, odkładając telefon.
- Aż się boje spytać … co
jadłeś?
- Ostrygi z marakują.
- To już wiem kto jest na
kuchni. Co przeskrobała?
- Nic.
- To nie jest na kuchni
za karę, że Vipowi coś się nie podobało?
- Powiedz to
jeszcze raz i sam przemyśl odpowiedz.
- Kurde racja … nie
było pytania.
W tym momencie Rina przyniosła ciepła pizza,
postawiła ją na stole przed Generałem i szybko wróciła do
kuchni. Aromatyczna pizza, która nie wygląda zwyczajnie, jest na
niej fasolka w sosie pomidorowym z pięknym jajkiem sadzonym.
-
Ja wale, chyba nie mam ochoty na obiad.
- Zluzuj majty, to
specjalnie dla mnie, Wy macie normalne pizze tylko odbierana na
wydawce, więc wystarczy, że ruszysz dupę. -odpowiedział Rudy
zajadając już pizza.
- Co masz na deser?
- Arbuz z feta,
dzisiaj jestem tak rozpieszczony w smakach, które lubię, że dawno
nie miałem tak dobrego humoru.
- Przeraża mnie Twoje poczucie
smaku.
- Ty chciałeś coś czy chcesz mi popsuć humor? -
spytał twardo Rudy.
- Słyszałeś co robią Hachi i Otachi?
Bawią się na placu zabaw nie daleko.
- Nie… co robią?
-
Przeskakują na leżąco przez huśtawki, robiąc jednocześnie
brzuszki i jakieś inne zabawy tego typu.
- O i taką zabawę
szanuję, znaleźli sobie zajęcie i nie trują mi dupy, a Ty
ewidentnie nie masz zajęcia i zaraz Ci znajdę jakieś w moim
stylu.
- Nie dzięki….
- Za 30 minut widzimy się na
sali.
- Ale …
- To za 20 minut i nie ma „ALE” sam się
o to prosiłeś.
- To ja już pójdę …
- Dobry pomysł.
- odpowiedział Rudy, kończąc pizze.
- Sir, wzywałeś? -
wtrącił nagle Taakat podchodząc do stolika i mijając się
wcześniej z mocno niezadowolonym kapitanem.
- Tak, tak.. siadaj
– powiedział Rudy, zasiadając do deseru, a po chwili dodał: -
Jadłeś już?
- Tak Sir, co potrzeba? - odpowiedział porucznik
siadając.
- Rozmawiałem z Panem Cusan, ogólnie można
powiedzieć, że jest zadowolony z Was, ale wspominał coś, że
„powinieneś popracować nad swoim językiem” powiesz mi o co
chodzi?
- Nic wielkiego Sir, zdaję sobie sprawę, że parę
razy nie zdążyłem ugryźć się w język.
- Rozumiem, nie ma
co się tym przejmować zwłaszcza, że ma dziwnie dobrą opinie o
Tobie, jest nawet skłonny abyś na przyszłość załatwiał z nim
interesy, chociaż preferuje kogoś innego.
- W ostateczności,
jestem skłonny wspomóc armię i w takim zadaniu.
- Cieszy mnie
to, bo znalezienie osób do pertraktacji z bogaczami nie jest takie
łatwe. Dla odmiany Amis się świetnie dogaduje
z Rasao Oskran, a to też nie jest łatwe.
- W ogóle Sir
bogacze i nie są łatwi w obsłudze.
- Ta zwłaszcza jak są
swego rodzaju arystokracją jak Oskran czy Cusan. No nic, ważne, że
jest ukontentowany, a ja dostałem co chciałem. Tyle mi wystarczy,
aby podtrzymywać, że świetnie się spisaliście i jestem mega
zadowolony.
- To dobrze, sir.
- Jeszcze spytam, Pan Inkub
nic nie zrobił dziewczyną?
- Nie Sir, był szarmancki w
stosunku do nich, a jednocześnie bardzo wymagający i stawiał na
swoje warunki. Dziewczyny mocno się napracowały na sesji, przy
robieniu zdjęć.
- Jakby nie patrzeć płaci to wymaga, ale
dobrze, że ta sesja nie okazała się „seks imprezą” dla
bogacza, bo przyznaję, że tego się obawiałem.
- To nie sir,
według mnie to była chyba zwyczajna sesja zdjęciowa, ale tym
bardziej mogą dziewczyny coś powiedzieć. W każdym razie Sir,
orgii nie było jedynie sesja.
- Świetnie, to bardzo dobre
wieści. - odpowiedział Rudy kończąc deser, a po chwili
powiedział: - W pisemnym raporcie, im mniej szczegółów tym
lepiej. Przypominam, byliście na tajnej misji eskortowej VIP’ów,
a to idealna przykrywka aby jak najmniej informacji trafiło do
kogokolwiek wyżej, zwłaszcza, że to jeden z najwyższych poziomów
tajności.
- Tak jest sir, pamiętam.
- Wszystko w
porządku? - spytał Rudy uważnie obserwując porucznika.
- Tak
Sir, mało spałem, jutro rano będę w pełni zdolny do misji.
-
Na to liczę.
- Sir, chciałem jeszcze powiedzieć, że oddział
Kapitana, pozytywnie mnie zaskoczył z nim na czele. Pokazali wiele
niezwykłych umiejętności. Nie dało się odczuć, że są „mniej
doświadczeni”. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak sobie
radzili w wierzy. - Powiedział Taakat, a następnie dodał: -
Początkowo przyznaje byłem trochę sceptyczny, że tak młody
oddział może być odziałem specjalnym i bałem się, że będą
nam bardziej ciążyć niż pomagać. Jednak
po przebywaniu z nimi już wiem, że to nie jest na wyrost i na
„zwykłych” misjach mi się zanudzili.
- Mam doskonałe oko,
do oddziałów.
- Nie wątpię Sir.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz