sobota, 20 grudnia 2025

EPIZOD 283

 

Posesjowe ogarnianie

Jest stosunkowo wczesny ranek, możliwe ze dopiero zbliża się szósta. Delikatnie pada i jest monotonna szarówka. Dwa tytany, które niedawno wyruszyły w drogę, wracają do neczańskiego obozu stałego. W jednym jedzie Kiazu, która prowadzi, oraz Issah, a w drugim jedzie Rina, która prowadzi oraz Taakat. Oba Tytany dzięki pomocy Otachiego zostały zaprogramowane tak aby praktycznie same wróciły jak po sznurku do obozu. Wszyscy w maszynach dość mocno ziewają i są dość mocno zmęczeni. Jedni bardziej inni mniej, ale zdecydowanie marzy im się odpoczynek. W tytanie prowadzonym przez ognistą neczankę leci skoczna i wpadająca w ucho muzyka, która słychać również przez łączność w drugim pojeździe. Dodatkowo Kiazu podśpiewuje sobie pod nosem i trochę tańczy za kierownicą. W tym czasie Issah próbuje spać, ale poczynania Kiazu ewidentnie mu nie dają, więc siedzi stosunkowo obrażony. W tym samym czasie w drugim pojeździe, porucznik wystukuje na kolanach rytm muzyki z łączności, i delikatnie się buja. Wszyscy ubrani są w swoje wersje neczanskich mundurów.
- Taakat, nie wolałeś jechać z Kiazu? - spytała w końcu Rina.
- Aby Issah mógł spokojnie spać? Nic z tego. Dostatecznie się już wyspał podczas misji. - odpowiedział porucznik bujając się delikatnie w rytm, a po chwili dodał: - I w sumie mamy do pogadania …
- Ja … ja przepraszam, za te buty … - odpowiedziała szybko speszona Rina.
- Co!? Daj spokój… po pierwsze to był kaprys tego nadętego bogacza, a po dwa możliwe, że miał trochę racji, chociaż pojechał mi po ambicji, a po trzy jesteś ostatnią osobą do której miałbym „ale” na tej misji. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Często pracujecie dla tego buca?
- Widzę, że mocno się nie polubiliście … czasem nam się zdarza ….
- No mam nadzieję, że nigdy więcej nie będzie dane nam się spotkać, chociaż ta jego żona, uf … gorąca kobieta…
- I wpadłeś Jej w oko …
- To zdecydowanie na plus … skąd znacie tę dwójkę?
- Poznaliśmy się dawno temu na Zekeren…
- I niech zgadnę to jest ten Twój przyjaciel Inkub?
- Tak, a Ery przyjaźni się z Kiazu…
- To akurat mocno zauważyłem, Ery nie ma nic przeciwko, że kolegujesz się z jej mężem?
- O to powinieneś zapytać Ery, a nie mnie… ale nigdy nie dała mi odczuć, że mnie nie lubi… tak to ujmę … więc chyba nie ma nic przeciwko i chyba mogę założyć, że mnie lubi...
- A w sumie jak napisze to się spytam, bo Jej mąż zdecydowanie będzie miał „ale” w stosunku do mnie, o ile coś z tego wyjdzie. – odpowiedział Taakat w sumie się śmiejąc, a następnie dodał: - Nie zdradzaj Jej mojego sekretu przed pierwszym spotkaniem.
- Nie miałam takiego zamiaru …
- Jakby o tym wiedziała kurde, gorąco by było …
- W sumie gorąco to było i bez tego...
- Racja, wtedy byłby wulkan. - odpowiedział Taakat śmiejąc się, a następnie dodał: - Jak to jest być posiłkiem takiego buca? Nie traktuje Cię jak przedmiot?
- To … To mocno skomplikowane, ale nie jestem Jego posiłkiem … i nie sypiam z Nim …
- A to ciekawe, coś nie tak z Twoją energią? Albo Twój chłopak jasno dał mu do zrozumienia, że nie wolno Cię ruszać … W sumie to drugie brzmi bardzo prawdopodobnie …
Zarumieniona Rina nic mu nie odpowiedziała, a sam porucznik spytał:
- Nasz pracodawca traktuje Cię jak przedmiot?
- Zdecydowanie nie traktuje mnie jak przedmiot, chociaż czasem nazywa mnie swoją zabawką…
- ZABAWKĄ?
- To skomplikowane… ciężko mi to wyjaśnić … ale ogólnie dzięki temu jestem bezpieczna… jakkolwiek to nie brzmi …
- Okey … dobra nie dopytuje … - odpowiedział Taakat, a potem szybko zmienił temat:
- Nie ujmując Twoim umiejętnością, nie lepiej by było jakby profesjonalny fotograf robił tę sesję okładkową?
- Hmm… pewnie byłoby lepiej … ale główny zleceniodawca jeszcze ma słabość do moich zdjęć…
- Sachiner w sensie?
- Nope … Uso „Anyo” Utahime …
- Nic mi to nie mówi. - odpowiedział Taakat, a następnie wpisał to co usłyszał w wyszukiwarkę i po dłuższej chwili powiedział: - Kobietka, jest bardzo sławna w modowym półświatku. To jakaś gruba szycha, która decyduje o losie wielu modelek i mocno liczą się z Jej zdaniem...
- Jakoś takoś … i to osoba która chciała tą sesje okładkową …
- Uła … to grubo, nie sądziłem, że Kiazu jest aż tak wielką gwiazdą… zaraz według tego wywiadu z tą cała Uso to Kiazu jest jej muzą ...
- Moja siostra zdecydowanie potrafi zaskoczyć …
- Gdzieś to już słyszałem… - odpowiedział Taakat, a następnie włączył łączność i po dłuższej chwili powiedział: - O Płomyczku to nuta, którą śpiewałaś w wieży.
- Taak, uwielbiam te nute! - odpowiedziała Kiazu.
- Dobra jest. - pochwalił porucznik, a następnie dodał: - Ej Płomyczku w obozie podrzucę Ci parę moich nut, może Ci siądą.
- Dobra! - odpowiedziała radośnie Kiazu, a następnie dodała: - Mam nadzieję, że nie wypytujesz mojej siostry o głupoty?
- Nie … skądże … znam już tylko cały Twój życiorys od bobasa do teraz. - odpowiedział Taakat.
Na te słowa dziewczyny delikatnie zaśmiały się pod nosem, a Kiazu powiedziała:
- No, no na pewno. I co myślisz, że Cię już niczym nie zaskoczę?
- Ty? Oczywiście, że zaskoczysz. - odpowiedział Taakat.
- Właśnie, Taakat wiesz, że mamy zajebiste zdjęcie? - spytała Kiazu.
- Słyszałem, ale nie widziałem. Ponoć spodobało się redaktor naczelnej, Wasz pracodawca chciał abym podpisał mu zgody na ewentualna publikację. - odpowiedział Taakat.
- Whooa noisu! Podpisałeś? - spytała entuzjastycznie Kiazu.
- Tak, nie mam z tym problemu. Ciekawe co na to Twój chłopak? - spytał Taakat.
- Phii … nie ma nic do gadania, skoro jest zdjęcie to była praca. - odpowiedziała Kiazu.
- Jej facet pewnie nawet będzie dumny, mają otwarty związek. - wtrąciła pokornie Rina.
- Dokładnie tak jest, zasada jest prosta póki wie i mu mówię, i wice versa to wszystko jest w porządku. Napisałam mu już. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Mam wrażenie, że mówiłam Ci, że mam otwarty związek.
- Rzeczywiście coś wspominałaś. - odpowiedział Taakat z uśmiechem.
- Ale nie chce się tym chwalić dopóki ewentualnie nie opublikują tego zdjęcia. Chcę paru osobom sprawić niespodziankę. - powiedziała Kiazu.
- Luz, nie mam z tym problemu. Będzie jak chcesz. - odpowiedział Taakat.
- Nie mówić o czym? - wtrącił Issah.
- O niczym ważnym. Lepiej w ogóle się nie odzywaj. - powiedział z niezadowoleniem Taakat.
- Oho drama … - powiedziała Kiazu.
- To, nasza sprawa Płomyczku i później to wyjaśnimy między sobą. - odpowiedział twardo Taakat.
- No we, też mam swoje za uszami, nie może być gorzej. -odpowiedziała Kiazu.
- Kiazu, serio to sprawa między mną a nim. - odpowiedział stanowczo porucznik, a następnie dodał: - Jeśli dalej będziesz drążyć ten temat to na Ciebie też mam parę haków do raportu.
- Czy Ty mi …
- Kiazu, kochanie która sukienka była najlepsza? - wtrąciła przyjaźnie Rina.
- Czej co? - spytała Kiazu
- No która sukienka była najlepsza? Według mnie w każdej wyglądałaś obłędnie i ciężko mi się zdecydować w której było Ci najlepiej… więc może w której było Ci najwygodniej czy coś? - kontynuowała Rina.
- Hmmm… ciężkie pytanie … ta czerwona była skrojona wręcz pode mnie i podkreślała każdą moją zaletę. Kiedy ją założyłam miałam wrażenie, że Anyo zaprojektował ją specjalnie dla mnie. Delikatna wręcz anielka. Dodawała skrzydeł. - odpowiedziała z bita z tropu Kiazu, a po chwili dodała: - Ta czarna no mega, uwielbiam doskonałe oko naszego gospodarza i była bardzo w moim stylu i tą dostałam od Niego i jest już moja! Hmm… a ta purpurowa hmm… była spoko, ale chyba była bardziej w Twoim stylu niż moim.
- Rozumiem, ale mimo to i tak szybko ją ograłaś. - odpowiedziała Rina.
- Kochanie jestem profesjonalna. - powiedziała Kiazu.
- Wiem i to jest mega… I wooow! Masz tą czarną!? Super!- kontynuowała Rina.
- TAAK! Ciesze się jak nie wiem! - powiedziała entuzjastycznie Kiazu, a następnie dodała: - Masz w głowie jakąś fajną sesje dla mnie?
- Być może … - odpowiedziała tajemniczym głosem Rina.
Przez całą rozmowę Taakat uśmiechał się pod nosem i z mieszanką podziwu i nie dowierzania przysłuchiwał się całej sytuacji.


************


Neczański Generał zasiada przy swoim biurku. Jest delikatnie zaspany, jednocześnie sprawia wrażenie, że jest bardzo zapracowany i zaganiany. Co prawda właśnie kończy jeść śniadanie jednocześnie popijając jednocześnie poranną kawę i rozmawia przez łączność, ale stos dokumentów czeka.
- Za ile będziesz w obozie? - spytał Rudy.
- 5h według nawigacji. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Świetnie, to wtedy też się odezwij do mnie.
- Tak, tak.
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi, a generał przewrócił oczami i powiedział:
- Dobra kończę. - po czym rozłączył się i stanowczo powiedział: - WEJŚĆ!
Na te słowa drzwi gabinetu otworzyły się i stanął w nich mocno zmęczony porucznik z tęczowymi włosami i ubrany w mundur oficerski.
- Melduje, że wróciliśmy. - powiedział Taakat na wejściu.
- Świetnie, wejdź na chwilę. - odpowiedział Rudy, wskazując jednocześnie krzesło.
Porucznik wszedł, zamknął za sobą drzwi usiadł na krześle przed biurkiem.
- Jak było? - spytał Rudy.
- Wymagająca misja i męcząco Sir. - odpowiedział Taakat.
- Do której siedzieliście?
- W dużej mierze nie spaliśmy w ogóle, nasza misja skończyła się jakoś koło 3, a po 5 ruszyliśmy w drogę.
- Intensywnie.
- Zdecydowanie Sir.
- Dziewczyny poszły odpoczywać? - spytał Rudy pisząc sms.
- Tak Sir, za to za pozwoleniem Sir, potrzebuje aby Issah dzisiaj jeszcze zrobił pewną rzecz.
- Brzmi jak wkurwienie oficera… Mam wiedzieć o co poszło czy załatwicie to między sobą?
- Preferował bym aby to zostało między nami, ale jak Sir sobie życzy mogę opowiedzieć.
- Niech zgadnę, Issah coś palną do Pana Cusan?
- Powiedzmy, że zalazł mu i mi za skórę.
- Tyle mi wystarczy, ja pierdziele. Bardzo tam wkurwialiście Pana Cusan?
- Wydaje mi się, że nie. Na moje oko chyba był zadowolony.
- Dobrze.
- Sir, myślę, że ogólnie wykonaliśmy wzorowo powierzone Nam zadanie.
- Cieszy mnie to. - odpowiedział Rudy przeglądając mail i inne rzeczy na ekranie laptopa, a po chwili powiedział: - Widzę, że dostałem też informacje, że Pan Cusan chce ze mną rozmawiać, ale z tonu wiadomości wnioskuję, że jest zadowolony.
- To tym bardziej sprawa jasna Sir, dobrze się spisaliśmy.
- W to nie wątpię, jednak Pan Cusan, słynie z tego, że mało kogo toleruje. Ale skoro nic nie mówi, to raczej z Wami było „porządku” i tak to traktuje, dopóki z nim nie porozmawiam osobiście, potem zobaczę jak bardzo będę z Was zadowolony bądź nie.
- Tak jest sir.
- Dobra Taakat, zasłużyliście na odpoczynek. - odpowiedział Rudy, a potem dodał:- Aha wczoraj była dostawa i w zamrażarce oficerskiej są lody, możesz brać dla siebie i jak i dla oddziału. Tak samo jak zapasy chipsów, ciastek, czekolad itd.
- Sir jako „odział”, to który oddział Sir ma na myśli? Ostatnio na dobrą sprawę były aż trzy.
- Fakt to doprecyzuje Twój klasyczny oddział jak i oddział Kapitana z którym byłeś w wieży. Jak Masz ochotę to możesz rozdać im wedle uznania jakieś smakołyki.
- O! Dzięki Sir!
- W moich oczach zasłużyliście, a na tą chwilę jestem docenić Was tylko tak.
- To i tak dużo Sir. - odpowiedział porucznik wstając.
- Dobra, dobra … idź już. - powiedział Rudy, na następnie dodał: - A Taakat, dopilnuj aby Twój standardowy oddział był jutro do dyspozycji, z rana będę miał dla Was kolejną misję. Kiazu i jej rodzeństwo zostają w obozie i czekają na powrót Kurai’a.
- Tak jest. - odpowiedział Taakat, a następnie złapał za klamkę i prawie wyszedł jednak się zawahał i powiedział: - Generale, Sir czy mogę mieć jeszcze pytanie?
- No co tam chcesz? - spytał Rudy.
- Sir, czemu wybrałeś mnie do poprzedniej misji?
- Pomijać fakt że jakbym wysłał tam Amisa albo Moyoshiego, to równie dobrze mógłbym w ogóle nie pozwalać na tą sesje, efekt by był ten sam, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że jakbym wtedy ich nie puścił to nawet wyszli byśmy lepiej. - odpowiedział Rudy, a po chwili dodał: - To ogólnie założyłem, że skoro spędziliście razem tyle czasu to noc więcej już nie zrobi Wam różnicy, zwłaszcza, że obaj oficerowie całkiem „cenili” sobie współprace. I żaden z Was nie miał „ale”.
- Rozumiem, Sir to Kapitan tez już złożył raport?
- Tak, nawet wcześniej niż Ty. Hmm.. Chcesz mi jednak zgłosić jakieś uchybienia?
- Nie, nie Sir. Jestem zadowolony z współpracy z nimi i w przyszłości, chętnie się z nów z nimi połączymy. Założyłem po prostu, że na akcje „dyplomatyczne” są rolą kapitanów.
- Tak, normalnie są. Ale jak widać porucznik, też może się doskonale spisać.
- Masz racje Sir.
- Dodatkowo, jak już zapewne dobrze wiesz Kiazu i reszta nie są „łatwi” w obsłudze i stanowią wyzwanie dla oficerów.
- Tak, tu się zgodzę Sir. Kiazu ma ognisty temperament, Diuna ma zachowania szefa, a Hachi i Otachi mają dość szalone pomysły…
- Tak, a to tylko nie liczne z ich zalet…
- Jak najbardziej Sir, ale tak stanowią ciekawe wyzwanie, jednocześnie jestem pewien,że skoro Kapitan sobie z nimi radzi to jest wstanie poradzić sobie z każdym oddziałem.
- Zgodzę się, chociaż zapewniam Cię, że obaj nie widzieliśmy jeszcze pełni jego możliwości.


************


Pokój dziewczyn, w którym to Diuna leży na swoim łóżku w pozycji półsiedzącej. Na dwóch krzesłach obrotowych siedzą Hachi i Otachi. Oczywiście kręcą się na nich. Tym czasem na środkowym łóżku śpią w tule w siebie Rina i Kiazu. Każdy z nich jest niby ubrany w mundur, ale w dużo luźniejszej formie niż zazwyczaj. Tym sposobem chłopaki nie mają koszul, Diuna ma założony zwykły niebieski T-shirt. Jedynie śpiące dziewczyny maja mundur w swojej zwyczajowej.
- Jakie One słodkie. - stwierdził Otachi, cykając fotkę.
- Późno wróciły? - spytał Hachi.
- Nie wiem nie jestem ich niańką - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - Jakoś koło 9:00 jak wstawałam, to chyba kładły się spać, albo już spały.
- Chyba miały ciężką noc? - spytał Otachi.
- Ponoć miały ważną eskortę jakiegoś VIP’a. Tyle wiem. - odpowiedziała Diuna.
- Szkoda, że Nas nie wzięli. - powiedział Hachi.
- Bro, po tym jak widziałem kare Issah to może lepiej. - dodał Otachi.
- W sumie racja Bro, z naszymi opałami, mailibyśmy ciężki dzień. - odpowiedział Hachi.
- Jaką karę ma Issah? - spytała Diuna.
- Nazwijmy to musztrą, której nawet Amis i Moyoshi się boją. - odpowiedział Otachi.
- No, słyszałem, że jak zaginął akumulator Rudego to mieli świece z kłodami w wodzie czy coś. - dodał Hachi.
- A coś słyszałam, że Rudy ma jakieś hardkorowe kary, to Taakat też takie robi? - spytała Diuna.
- Jak widać Sis, jak chcesz to idź sobie do sal rekreacyjno treningowych to się dowiesz. - odpowiedział Hachi.
- No weźcie powiedzcie. - naciskała Diuna.
- Widziałem jak na basenie w lodowatej wodze i klaszcze. - powiedział Otachi.
- O to ja widziałem, jak trzyma kłodę nad głową w wodzie. - dodał Hachi, a po chwili dopowiedział: - Oczywiście pionowo i nie dostaje do dna.
- Może się tam przejdę. - odpowiedziała Diuna.


************


Jest piękny, słoneczny i bardzo ciepły dzień. W pewnym urokliwym, dobrze oświetlonym, przestronnym gabinecie, z masywnym i eleganckim biurkiem, wygodnym krzesłem przy nim, oraz czarną kanapą pod oknem, dzieje się magia. Za biurkiem zasiada Sachiner, który siedzi przed zamkniętym laptopem, a na jego kolanach przodem do niego zasiada Ery, która dość pieszczotliwie i namiętnie całuje się z inkubem, przesuwając się w przód i w tył na jego kolanach. Konkretniej ruszając rytmicznie swoimi biodrami. Po dłuższej chwili kiedy usta kochanków rozdzieliły się, Sachiner powiedział:
- Moja Droga Ropuszko, ten przyjemny aperitif musi Ci wystarczyć, reszta później.
- Tak, tak pamiętam… Masz za chwilę rozmowę z Generałem …. - odpowiedziała Ery schodząc z kolan męża i poprawiając przewiewną, czerwoną sukienkę, a następnie dodała: - Następnym razem Paskudo postaraj się bardziej.
- Tak, tak moja droga Dżdżowniczko, te trzęsące się uda doskonale o tym świadczą. - odpowiedział pewnie Sachiner, poprawiając swój wygląd aby był nienaganny.
- Wole jak trzęsą mi się całe nogi, a nie tylko uda. - odpowiedziała kokieteryjnie Ery mrugając okiem, a następnie dodała: - Pamiętasz, że obiecałeś mi maraton?
- Owszem, Moja droga Ropuszko i zamierzam dotrzymać słowa.
- Nie mogę się doczekać, swoją drogą ten uroczy porucznik pyta się mnie czy lubię Rinę.
- Pewnie założył, że sypiam z nią tak jak Ty masz zamiar sypiać z nim.
- Taaa, i jest ciekaw czy nie lubienie „zabawek” jest obustronne, a tak się składa, że w przeciwieństwie mojej bardzo dobrej relacji z Riną w której ją lubię, to Ty go ewidentnie nie polubiłeś … hmm ... Swoją drogą Masz zamiar zjechać porucznika?
- Zobaczmy moja droga Ropuszko, to zależy jak bardzo to chciałabyś aby nie. - odpowiedział Sachiner otwierając swojego laptopa.
- Jak nie zasłużył na zjebkę, a na moje oko nie zasłużyli, to mógłbyś mu odpuścić. Moja Kiazu ma z nim świetne relacje, a i mi wpadł w oko i chce chociaż raz przetestować jaki jest a potem się zobaczy ... - powiedziała Ery patrząc w oczy męża i delikatnie bawiąc się jego włosami.
- Moja Droga, widzę, że zależy Ci aby generał go czasem podsyłał na rozmowy ze mną. Jednakowoż, co ja będę z tego miał?
- Szczęśliwą żonę.
- Moja droga, taką żonę mogę mieć innymi sposobami.
- No dobra fakt …. hmmm …. Póki co masz zajebiste zdjęcie, a z tego co słyszałam to redaktor da je na okładkę, więc w sumie zarobisz na nim, i to sporo, tak naprawdę nie wielkim kosztem.
- Mój brak spokoju jest dużym koszem…
- Dodatkowo, na dobrą sprawę masz wybór, albo Kurai, którego w swojej łaskawości trawisz, i ewentualnie ku mojej uciesze Taakat, albo Kurai i dodatkowo Amis i Moyoshi, którzy na weselu bardzo zaleźli Ci za skórę.
- Moja droga, o tych dwóch ostatnich porażkach życiowych wolałbym zapomnieć, totalnie nie potrafią w dobre maniery.
- No więc może jak nie ma potrzeby to nie zjedziesz Taakat przed przełożonym, i zostawisz tą furtkę otwartą? Jest chyba zdecydowanie lepszy od dwóch kapitanów, i dodatkowo szczęśliwa żona to szczęśliwy mąż… no i jak mi się znudzi, będziesz mógł się go pozbyć.
- Zastanowię się moja droga Ropuszko, a teraz wybacz muszę połączyć się z neczańskim obozem.
- No spoko, idę na babską kawę. - odpowiedziała Ery, idąc w kierunku wyjścia z gabinetu.
- Ogród botaniczny?
- Wschodni taras.
- Dżdżowniczko zostawiłaś coś. - powiedział Sachiner trzymając w ręku czerwone figi.
- Zdób sobie z nich stylową butonierkę. - odpowiedziała Ery, mrugając okiem.
Po chwili Sukkub wyszła z pomieszczenia, jednocześnie zamykając za sobą drzwi. Natomiast Sachiner poprawił swój wygląd do końca, schował zdobycz do szuflady i nawiązał video rozmowę z Generałem.
- Pan Cusan, dzień dobry, jak poranek? - odezwał się nagle Rudy, na ekranie monitora.
- Dobry, dobry. Generale przejdźmy do rzeczy, nie mam czasu na pogaduszki. - odpowiedział twardo Sachiner, a następnie dodał: - Wspaniałe Panie spisały się doskonale i pracowały na wysokim poziomie, Panowie w sumie nie byli potrzebni, jednakowoż zawsze mogło się to potoczyć inaczej i ktoś mógłby zaatakować. Jednakowoż, z dwojga złego powiedzmy, że doceniam fakt doboru oddziału i postawienie na świeżą krew, nawet jak był to oficer niższy stopniem, jednakowoż preferuje innego członka armii.
- Domyślam się, ale jest obecnie na innej ważnej misji, ale cieszy mnie to, że Porucznik Taakat się spisał.
- Szanowny Generale, nie powiedziałem czy się spisał czy nie, jednakowoż tak można tak powiedzieć, że dobrze się spisał. Mam na oku parę uchybień, lecz jestem skłonny przymknąć na to swoje łaskawe oko i uznać je za mało istotne, więc w ogólnym rozrachunku jestem zadowolony, a nasza umowa jest jak najbardziej finalizowana. Jednakowoż na przyszłość, byłbym wdzięczny za przysyłanie mniej zmęczonego oddziału, jak i nie chciałbym już więcej widzieć się z lodowym mięśniakiem. Preferuje lepszy dobór ludzi.
- Hmm… Kurai i Taakat to dobre kombo na przyszłość.
- Tak, jestem wstanie się na to zgodzić. Jednakowoż Porucznik powinien popracować nad swoim językiem, powinien wiedzieć o co chodzi, jednakowoż jak nie to znaczy, że szkoda mojego cennego czasu na niego.



************


Spory stały obóz, który jest mocno inny niż dotychczasowe obozy. Znajdują się tam bardzo duże boksy, przypominające końskie ale znacznie większe, nad którymi jest dach na wysokich kolumnach. Wszystko utrzymane jest w metalicznych barwach i wygląda dość chłodno i surowo. Pomiędzy kolumnami zdecydowanie widać bariery energetyczne. Wśród tego wszystkiego pod tym samym dachem ukryte jest parę budynków przypominających budynki mieszkalne z obozów stałych. DO takiego nietypowego obozu właśnie przyjechał Kurai, który zaparkował swojego Tytana i wysiadł z niego. W tym momencie dało się poczuć pełen ogrom obozu, oraz delikatnie wilgotną atmosferę, jak i usłyszeć porykiwania i inne smocze odgłosy. Po chwili kiedy neczanin stał oparty o auto i pisał wiadomość, przyszedł do niego wysoki mężczyzna o jasnej cerze. Ma On bardzo krótkie, wręcz paru milimetrowe jasne włosy oraz nie wielkie zielone czy. Przybysz ubrany jest w długie materiałowe i luźne grafitowe spodnie oraz białą koszulkę na ramiączka. Dodatkowo ma czarne wojskowe buty oraz grafitową koszulę zawiązaną w pasie, a spod zawiązanych rękawów momentami wystaje pasek, z złotą klamerką. Na oko ma kolo 40 lat.
- EJ MŁODY! Zgubiłeś się? - odezwał się przybysz.
- Nie, zaprowadź mnie do głównodowodzącego. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Dobra próba Młody… a teraz zmiataj stąd, to nie jest obóz do zwiedzania.
- Po raz, nawet nie spytałeś kim jestem, po dwa wypadało by zgłosić dowódcy, że ktoś się chce z nim widzieć, po trzy polecam być lepiej doinformowanym. - powiedział chłodno i stanowczo Kurai, dalej opierając się o maskę.
- Dobra Młody niech będzie. - powiedział przybysz, a następnie powiedział do łączności: - Halo Bosmanie,
czekasz na kogoś?
- Na neczanskiego Kapitana, a co? - odpowiedział głos w łączności.
- A bo jest tu taki młodzik cwaniak w mundurze szeregowca od neczan i chce wejść do obozu i się z Tobą widzieć.
- Przedstawił się jakoś? Chce go sprawdzić.
- Te Młody, jak Cię zwą?
-
Kapitan Kurai Nozaryu. - odpowiedział chłodno Kurai, wstając i trzymając ręce w kieszeniach.
- Słyszałeś? Młody twierdzi, że jest kapitan
em.
- Poczekaj z Nim, zaraz przyjdę, tylko skończę raport.
- No Młody to mamy poczekać, na Bosmana.
Na te słowa Kurai bez słowa oparł się o maskę pojazdu bojowego. Po zdecydowanie dłuższej chwili do czekającego neczanina, oraz palącego nieznajomego podszedł mężczyzna o niebieskiej karnacji, ma on koło 170 cm wzrostu oraz purpurowo zielone, krótkie, ładnie ułożone włosy oraz żółte oczy. Ubrany jest on w niebieski mundur oficerski sojuszu, który wręcz podkreśla jego urodę. Dodatkowo ma przy sobie stosik dokumentów i długopis.
- Wydaje mi się, że Cię kojarzę, ale chce zobaczyć wisiorek. - powiedział przybysz.
Elektryczny neczanin nic mu nie odpowiedział, tylko podniósł się, podszedł i wyjął wisiorek. Bosman szybko z czytał co miał i powiedział.
- Dobrze, wszystko się zgadza witamy w obozie smoków. - powiedział Bosman, a następnie dodał: - Fanto możesz już iść, zajmę się naszym gościem.
- Nareszcie. - odpowiedział Fanto i poszedł.
- Widzę, że już dostałeś awans. - powiedział chłodno Kurai.
- Wypełnij mi to to i to, oraz podpisz tam zanim pójdziemy dalej. - odpowiedział bosman, wręczając parę dokumentów kapitanowi, a następnie rozkojarzony dodał: - Przepraszam mówiłeś coś?
- Że już jesteś po awansie.
- A tak, tak i jak widać trafiłem do obozu smoków. A i wybacz Fanto to cywil, co prawda głównodowodzący cywil, który pracuje w obozie przy smokach. Ale czasem nie ogarnia naszych wojskowych spaw.
- Słyszałem coś, że ten obóz ma podwójne dowództwo.
- Tak, jak najbardziej.
- To gdzie teraz? - spytał Kurai oddając przeczytane, wypełnione i podpisane dokumenty.
- Poczekaj. - odpowiedział bosman przeglądając dokumenty, a potem powiedział: - W porządku, to chodź oprowadzę Cię, Tytan może tu zostać, a potem przejdziemy do kontroli. A i akurat Ty nie musisz mnie tytułować, możesz mówić mi po imieniu, Smoczysław, tak dla przypomnienia, bo w końcu jesteśmy równi stopniem.
- Będzie jak chcesz.

- Świętnie, to tak ten dach sprawia, że możemy mieć zarówno chłodniej jak i bardziej wilgotniej niż w innych obozach. Dodatkowo na górze otworzyliśmy teren jaki oryginalnie tu zastaliśmy, więc można powiedzieć, że Nas totalnie nie widać. W razie potrzeby możemy się nawet schować w ziemi! Więc fajny luksusowy dodatek. - powiedział Smoczysław, ruszając w głąb obozu.
W tym momencie widać, że w całym obozie jest pełno muszli jak i innych podwodnych motywów, można wręcz mieć wrażenie jakby się było na ojczystej planecie Bosmana, a nie na Sekai Dagaal. Bardzo przyjemne doświadczenie.
- Wysoki budynek z muralem manata, to budynek oficerski, tam mamy pokoje, gabinety, siłownie i inne rzeczy. Długi wpadający delikatna jasna szarość i z liliami to lazaret dla wojskowych jak i dla smoków. - kontynuował Smoczysław pokazując budynki między lezami, a po chwili dodał: - Te dwa budynki obok siebie z Rukwią wodną to kuchnia i stołówka. A tak, ciepła i gorąca woda jest tylko na parterach budynków mieszkalnych.

Obóz żyje, więc mijają ich ludzie w dwóch wariantach mundurów. Jedni mają czarne wojskowe buty oraz długie materiałowe i luźne grafitowe spodnie ozdobione wspaniałym pasem, z złotą klamerką oraz noszą lekką metaliczną zbroję, zakrywającą ich torsy, oraz przedramiona oraz długą włócznie na plecach. Natomiast drudzy różnią się w swym ubiorze jedynie górą. Mają oni grafitową koszulę, na długi rękaw. Większość istot które są w mundurach które wydają się być nowoczesną wersją średniowiecznego rycerza, w dużej mierze ma skórę w różnych niebieskich odcieniach. Reszta ma skórę zbliżoną kolorystycznie do neczan, albo są furami różnego typu.
- A tak uleciało mi, Kurai osoby w koszulach to ludzie, którzy zajmują się smokami, leżami i są cywilami z Zekeren. Ci w zbrojach to wojskowi z Konware. Nie będę wymagał zmiany munduru, na obozowy. Aha… Jak widać to męski obóz, ale jako ten obóz jesteśmy otwarci na niewiasty w armii. Właśnie nadal dowodzisz mieszanym oddziałem?
- Tak. - odpowiedział chłodno Kurai.
- To dobrze, jak widać ja dalej jestem zapalonym biurokratą i jest tu wiele list do podpisywania każdego dnia, i wszystko musi być udokumentowane, ale hej czasem wychodzę z biura.



************


Obozowa stołówka, dużo długich drewnianych i ciemnych stołów, koło, których stoją ławy. Przy części zasiadają wojskowi i zajadają obiad, jednak spora ich część jest pusta. Przy jednym ze stołów, ustawionym w sumie zaraz przy kuchni, zasiada neczański generał, który cały czas robi coś w telefonie i popija cole, z wysokiej szklanki. Koło niego leży już jeden pusty mały talerz.
- Już skończyłeś? - zapytał Amis podchodząc.
- To, dopiero przystawka była, zaraz ma przyjść obiad i deser.- odpowiedział Rudy, odkładając telefon.
- Aż się boje spytać … co jadłeś?
- Ostrygi z marakują.
- To już wiem kto jest na kuchni. Co przeskrobała?
- Nic.
- To nie jest na kuchni za karę, że Vipowi coś się nie podobało?
- Powiedz to jeszcze raz i sam przemyśl odpowiedz.
- Kurde racja … nie było pytania.
W tym momencie Rina przyniosła ciepła pizza, postawiła ją na stole przed Generałem i szybko wróciła do kuchni. Aromatyczna pizza, która nie wygląda zwyczajnie, jest na niej fasolka w sosie pomidorowym z pięknym jajkiem sadzonym.
- Ja wale, chyba nie mam ochoty na obiad.
- Zluzuj majty, to specjalnie dla mnie, Wy macie normalne pizze tylko odbierana na wydawce, więc wystarczy, że ruszysz dupę. -odpowiedział Rudy zajadając już pizza.
- Co masz na deser?
- Arbuz z feta, dzisiaj jestem tak rozpieszczony w smakach, które lubię, że dawno nie miałem tak dobrego humoru.
- Przeraża mnie Twoje poczucie smaku.
- Ty chciałeś coś czy chcesz mi popsuć humor? - spytał twardo Rudy.
- Słyszałeś co robią Hachi i Otachi? Bawią się na placu zabaw nie daleko.
- Nie… co robią?
- Przeskakują na leżąco przez huśtawki, robiąc jednocześnie brzuszki i jakieś inne zabawy tego typu.
- O i taką zabawę szanuję, znaleźli sobie zajęcie i nie trują mi dupy, a Ty ewidentnie nie masz zajęcia i zaraz Ci znajdę jakieś w moim stylu.
- Nie dzięki….
- Za 30 minut widzimy się na sali.
- Ale …
- To za 20 minut i nie ma „ALE” sam się o to prosiłeś.
- To ja już pójdę …
- Dobry pomysł. - odpowiedział Rudy, kończąc pizze.
- Sir, wzywałeś? - wtrącił nagle Taakat podchodząc do stolika i mijając się wcześniej z mocno niezadowolonym kapitanem.
- Tak, tak.. siadaj – powiedział Rudy, zasiadając do deseru, a po chwili dodał: - Jadłeś już?
- Tak Sir, co potrzeba? - odpowiedział porucznik siadając.
- Rozmawiałem z Panem Cusan, ogólnie można powiedzieć, że jest zadowolony z Was, ale wspominał coś, że „powinieneś popracować nad swoim językiem” powiesz mi o co chodzi?
- Nic wielkiego Sir, zdaję sobie sprawę, że parę razy nie zdążyłem ugryźć się w język.
- Rozumiem, nie ma co się tym przejmować zwłaszcza, że ma dziwnie dobrą opinie o Tobie, jest nawet skłonny abyś na przyszłość załatwiał z nim interesy, chociaż preferuje kogoś innego.
- W ostateczności, jestem skłonny wspomóc armię i w takim zadaniu.
- Cieszy mnie to, bo znalezienie osób do pertraktacji z bogaczami nie jest takie łatwe. Dla odmiany Amis się świetnie do
gaduje z Rasao Oskran, a to też nie jest łatwe.
- W ogóle Sir bogacze i nie są łatwi w obsłudze.
- Ta zwłaszcza jak są swego rodzaju arystokracją jak Oskran czy Cusan. No nic, ważne, że jest ukontentowany, a ja dostałem co chciałem. Tyle mi wystarczy, aby podtrzymywać, że świetnie się spisaliście i jestem mega zadowolony.
- To dobrze, sir.
- Jeszcze spytam, Pan Inkub nic nie zrobił dziewczyną?
- Nie Sir, był szarmancki w stosunku do nich, a jednocześnie bardzo wymagający i stawiał na swoje warunki. Dziewczyny mocno się napracowały na sesji, przy robieniu zdjęć.
- Jakby nie patrzeć płaci to wymaga, ale dobrze, że ta sesja nie okazała się „seks imprezą” dla bogacza, bo przyznaję, że tego się obawiałem.
- To nie sir, według mnie to była chyba zwyczajna sesja zdjęciowa, ale tym bardziej mogą dziewczyny coś powiedzieć. W każdym razie Sir, orgii nie było jedynie sesja.
- Świetnie, to bardzo dobre wieści. - odpowiedział Rudy kończąc deser, a po chwili powiedział: - W pisemnym raporcie, im mniej szczegółów tym lepiej. Przypominam, byliście na tajnej misji eskortowej VIP’ów, a to idealna przykrywka aby jak najmniej informacji trafiło do kogokolwiek wyżej, zwłaszcza, że to jeden z najwyższych poziomów tajności.
- Tak jest sir, pamiętam.
- Wszystko w porządku? - spytał Rudy uważnie obserwując porucznika.
- Tak Sir, mało spałem, jutro rano będę w pełni zdolny do misji.
- Na to liczę.
- Sir, chciałem jeszcze powiedzieć, że oddział Kapitana, pozytywnie mnie zaskoczył z nim na czele. Pokazali wiele niezwykłych umiejętności. Nie dało się odczuć, że są „mniej doświadczeni”. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak sobie radzili w wierzy. - Powiedział Taakat, a następnie dodał: - Początkowo przyznaje byłem trochę sceptyczny, że tak młody oddział może być odziałem specjalnym i bałem się, że będą nam bardziej ciążyć niż pomagać.
Jednak po przebywaniu z nimi już wiem, że to nie jest na wyrost i na „zwykłych” misjach mi się zanudzili.
- Mam doskonałe oko, do oddziałów.
- Nie wątpię Sir.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz