czwartek, 25 grudnia 2025

EPIZOD 284

 

Kontrola, nagrody i zabawa

Smocze leża, wśród wysokich kolumn rozstawione jest pole energetyczne które wyznacza teren dla danego smoka. W każdym osobnym pomieszczeniu jest trochę siana, przez które prześwituje kamienno piaszczysta posadzka, dodatkowo jest tam legowisko dostosowane do każdej bestii jak i smok. Pomiędzy powstałymi korytarzami, chodzą Kurai oraz Smoczysław, który wszystko notuje, jak i dba o to aby każda procedura odbyła się wedle regulaminu. Nagle elektryczny neczanin zatrzymał się przed wejściem do leża jednego ze smoków. Leży tam, zwinięty w kłębek zielony, skrzydlaty smok.
- Pierwszy raz widzisz zielonego smoka? - zapytał Smoczysław.
- Otwórz to leżę. - odpowiedział chłodno Kurai uważnie obserwując bestie w środku.
- Niech no sprawdzę w dokumentach….
- Pozwolenia mam na wisiorku… - odpowiedział Kurai, wyjmując wisiorek spod koszulki.
- Wole papierową dokumentacje …
- Moje zaproszenie, strona 12, masz tam podpisane przez księcia Zekeren wszystkie moje pozwolenia, a teraz otwórz to leżę. - odpowiedział bardzo twardo i chłodno Kurai.
Smoczysław uległ i otworzył, to konkretne leże, a neczanin podszedł do smoka, który nawet nie zareagował, że ktoś do niego wszedł.
- Co ten młodzik dostaje do jedzenia? - spytał Kurai, po chwili głaskania smoka.
- Tam masz listę. - odpowiedział Smoczysław pokazując kartkę na ścianie.
Ne te słowa elektryczny neczanin podszedł do tej listy i bardzo uważnie zaczął ją czytać.
- Czego szukamy? - spytał nagle Smoczysław.
- Hmm… widzę, że w diecie ma owoce
Teungeutul.
- Tak, zważyliśmy, że smoki je uwielbiają, ten tutaj też. I dajemy je raz w tygodniu jako swego rodzaju deser.
- Dorosłym smokom te owoce nic nie robią, ale zdarza się że niektóre młode osobniki są po nich ospałe i otępiałe, tak jak ten tutaj.
- Ludzie z Zekeren, którzy są w obozie Nam o tym nie powiedzieli.
- Na liście jest adnotacja ze po tych owocach smok dziwnie się zachowuje i rozważali odstawienie ich. Jak i informacja, aby zgłosić to Tobie.
- Nie kojarzę takiej informacji, ale na liście żywieniowej rzeczywiście jest taka adnotacja. - odpowiedział Smoczysław czytając listę.
- Zakładam, że zapewne jakieś dokumenty zalegają Ci na biurku.
- Możliwe, mamy tutaj ogrom dokumentacji.
- Komunikacja słowna jest szybsza i w nagłych wypadkach skuteczniejsza.
- To nie jest mój żywioł, zdecydowanie wole papierologie…
- Komunikacja słowna przy żywych istotach, sprawia, że można szybciej ogarnąć jakiś temat. Cześć decyzji dotyczących smoków, też dobrze aby podejmował Fanto, a nie Ty. To też powinno usprawnić działanie.
- Ok, porozmawiam o tym z Fanto i spróbujemy coś zaradzić.
- Jak najszybciej wyeliminujcie mu te owoce z diety a wróci do formy, a teraz dajcie mu dużo zimnej wody - odpowiedział Kurai, wychodząc z leża.
- Em .. tak …jak sobie życzysz… - odpowiedział Smoczysław notując i zapisując.



************


Na jednym z budynków mieszkalnych, w neczanskim obozie na betonowym dachu znajduje się neczańskie rodzeństwo. Jest tam całkiem gorąco, a jednocześnie całkiem przyjemnie. Na tym sporym obozowym dachu w cieniu na kocu zasiada Rina, obok niej na słońcu jest Kiazu, która rozczesuje długie włosy siostry. Na tym samym kocu leży na brzuchu też Diuna i czyta książkę. Otachi leży na murku, smyrany delikatnym wiatrem, natomiast Hachi siedzi oparty o murek. Wszyscy znajdują się w tej samej części dachu i w niedużych odległościach od siebie, oraz mimo dnia wolnego, ubrani są w swoje wersje mundurów.
- Myślicie, że mamy wolne dopóki Kurai nie wróci? - spytała Diuna.
- Znając Rudego, to już jutro będziemy mieli rozpisane warty… - odpowiedział Hachi.
- Za jakieś 2h powinny pojawić się warty na jutro i założę się, że też jakieś dostaniemy. - dodał Otachi.
- Słyszałam od Stevenen, że ich oddział już jutro rusza na kolejną misję. - odpowiedziała Diuna.
- Też bym chciała już misję, ale bez dowódcy to jesteśmy uziemieni w obozie. - wtrąciła Kiazu, zaplatając już włosy siostry.
- Ty to mogłabyś być non stop na misji… - odrapała Diuna.
- Hmmm… i tak i nie … wiesz potrzebuje tez kąpieli i kobiecych luksusów. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- A ciągłe misje tego luksusu już nie oferują. - dodał Hachi.
- Coś w tym jest. I zdecydowanie wole obozowe życie… nawet jak mamy warty … - powiedziała Diuna, a po chwili dodała: - W sumie mógłby wrócić tak za tydzień … nie miałabym nic przeciwko.
- E tam to za długo, nudno by było już w obozie. - odpowiedziała Kiazu.
- Nooo zdecydowanie nudno. - dodał Hachi.
- Hehe, Rudy już by z Nami nie wytrzymał w obozie. - zaśmiał się Otachi.
- Bro, On już by zadbał abyśmy mieli zajęcie i to z dala od obozu. - dodał Hachi z uśmiechem chochlika.
- W sumie to by było zabawne. - dodała Kiazu.
- Co dzisiaj jej pleciesz? - spytała zaciekawiona Diuna.
- Ery jak ostatnio się widziałyśmy uczyła mnie jak pleść tak zwany warkocz w typie rybi ogon, jest cudownie ozdobny i z drobnych pasm, a na jej długich włosach jak zrobię takie dwa to będą jeszcze bardziej niesamowite. - odpowiedziała Kiazu kończąc zaplatać jednego z dwóch warkoczy, skierowanego do tyłu.
- W sumie wygląda bardzo efektownie już jako jeden, zwłaszcza, że wplotłaś w niego nieśmiertelnik. - pochwaliła Diuna.
- No Sis, zajebiście Ci to wychodzi. - pochwalił Otachi.
- Dzięki. - odpowiedziała radośnie Kiazu.
W tym momencie na dach wszedł jeden z oficerów, ma on krótkie poszarpane włosy w kolorze tęczy, oraz błyszczące różowe oczy. Całości jego wyglądu dopełniają małe metalowe kolczyki w uszach, jak i jeden w dolnej wardze. Dodatkowo ubrany jest w mundur oficerski.
- Tak myślałem, że tu jesteście. - powiedział przybysz.
- Siemasz Taakat. - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo, a Kiazu dodała: - Stęskniłeś się za Nami?
- Za Tobą Płomyczku zawsze. - odpowiedział Taakat, a po chwili dodał: - Kto chce się ruszyć i pomóc mi w czymś?
- Zleży co chcesz. - odpowiedziała Diuna.
- Luz, Ziom, na Nas dwóch możesz liczyć. - wtrącił Hachi.
- A nie powiem co chce, to od Was zależy czy chcecie iść ze mną czy nie. - odpowiedział Porucznik.
- A Twoi ludzie nie mogli Ci pomóc? - spytała Diuna.
- Może tak a może nie, a może chce Was. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Czy to istotne? Zgłosiłem się Was, jak nie chcesz iść to siedź dalej i czytaj książkę.
- Mój ulubiony porucznik dzisiaj nie w sosie? - spytała Kiazu kończąc drugiego warkocza.
- Płomyczku mało spałem, a tak to jestem w sosie. - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a po chwili dodał: - To kto chce to zapraszam,a kto nie to nie.
- Luz ziom. - odpowiedział Otachi.
Tym samym Kiazu i Diuna zostały, a reszta rodzeństwa poszła, wraz z porucznikiem. Kiedy zniknęli już z pola widzenia, i dało się usłyszeć zamykanie drzwi na klatkę schodową to Diuna spytała:
- Czemu nie poszłaś, ze swoim ulubionym porucznikiem?
- Hmm… Bo moja siostra potrzebuje pomocy przy ogarnianiu się. - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.
- Nie jestem Riną, nie dam Ci się tak łatwo, ale tak masz racje przydałoby się abym wyglądała dzisiaj jak milion złota. - odpowiedziała Diuna.
- Zaczaruję Cię i będzie jeszcze lepiej niż myślisz. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.



************


Kontrola smoczego obozu dalej trwa. Kurai i Smoczysław doszli w końcu pod smocze leże, bardzo dużego, groźnie wyglądającego czarnego smoka, który głośno warknął, jak tylko podeszli do wejścia.
- Nie wchodził bym tam …. - powiedział Smoczysław.
- Poradzę sobie. - odpowiedział chłodno Kurai otwierając smocze leże.
Stojący czarny smok z ciemniejszymi skrzydłami, rogami, uszami oraz końcówką ogona, o wspaniałych lśniąco złotych oczach, wydaje się być ciemniejszy od nocy. W porównaniu do reszty smoków w okolicy tego leża, jest dość drobnej postury ale i tak jest wielki i rosłych rozmiarów. Po chwili Smok podszedł do neczanina i potrącił go głową tak, że było widać iż domaga się głaskania.
- O Kurde! Pierwszy raz widzę, że ten smok się tak zachowuje. - powiedział Smoczysław.
- Jeszcze wielu rzeczy nie widziałeś. - odpowiedział Kurai, głaszcząc czarnego smoka.
Smok nagle położył pysk na ramieniu neczanina i cicho, typowym dla siebie głosem powiedział:
-
Zajrzyj do Velvet.
- Hmm…?
- To ta mała fioletowa smoczyca na końcu, jest nerwowa i potrzebuje pomocy., pogadaj z nią.
- Kurai, jak czytam to możesz nawet go dosiadać! - powiedział zaskoczony Smoczysław.
- Taaa, pewnie skorzystam z tego dla przyjemności. - odpowiedział Kurai, a następnie dodał: - Nie macie tu jakiegoś nerwowego smoka?
- Mamy jednego, który ciągle próbuje uciec i agreswyno-nerwowy.
- Zaprowadź mnie do niego.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, może zrobić Ci krzywdę.
- Ta … ta … tak jak czarny smok, a teraz prowadź.
- Hmm… jak dobrze kojarzę jest tam na samym końcu … zapraszam. - odpowiedział lekko zdezorientowany Smoczysław.


************


Taakat wraz z Hachim, Otachim i Riną, wszedł do dużego metalowego magazynu. Stoją tam różne skrzynie, jak i palety z różnymi rzeczami. Całości dopełniają bardzo wysokie metalowe pułki, na których również są przeróżne smakowitości.
- Ziom, jakieś noszenie i liczenie magazynów? - Spytał Otachi.
- Hmm…. Nie, chociaż to kuszące, aby tu ogarnąć. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Przejrzyjcie ten magazyn, jak i magazyn z mrożonkami, warzywami, owocami i tak dalej i możecie wziąć sobie co chcecie.
- Jak to? - spytała zaskoczona Rina.
- Wraz z generałem postanowiliśmy Was nagrodzić i docenić. A że była nie dawno dostawa przekąsek, lodów, napojów i tak dalej to możecie sobie coś zgarnąć. - odpowiedział Taakat z uśmiechem.
- Serio co tylko chcemy? - spytał entuzjastycznie Hachi.
- Na co tam macie ochotę. - odpowiedział Taakat.
Na te słowa Hachi i Otachi przypili sobie piątkę, a następnie ruszyli szperać w magazynie. Tym czasem Rina delikatnie się pokłoniła i powiedziała:
- Dziękujemy.
- Nie ma problemu, zasłużyliście.
- Taakat, a mogę coś wziąć dla sióstr?
- Jakby chciały to by przyszły, ale jak chcesz możesz wziąć coś „dla siebie” i im oddać.
- Dobrze ….
- Od razu mówię, to nie działa tak, że jak weźmiesz dla nich do dla siebie już nie możesz… oczywiście, że możesz. Możecie zgarnąć ile i co chcecie. I doprecyzuje możesz dla Nich coś zgarnąć, ale dla siebie również.
- A ok …
- Dobra, a teraz działaj bo zabiorą Ci to co najlepsze. - odpowiedział Taakat mrugając okiem.
Wodna neczanka również ruszyła przeglądać zapasy luksusowe zgromadzone w magazynie. Wysokie pudła i ogromne palety kryją w sobie wiele smakowitości, których na co dzień nie dostaje się w obozie. Hachi i Otachi wchodzą nawet wysoko, do tego stopnia, że prawie przewrócili jedna z wysokich kartonowych wież. Gdyby nie inna bardziej stabilna wieża, oparta o ścianę, to wszystko poleciało by na ziemię.
- Chłopaki, bo zamiast nagrody to będziecie sprzątać! - krzyknął Taakat, siadając na jednej ze skrzyń.
- Sorry! - odkrzyknęli zgodnie bracia, śmiejąc się pod nosem.
- Sami też się nie pozabijajcie… - kontynuował Taakat.
- Luz Ziom. - odkrzyknął Hachi.
W innej części magazynu pod jednym z wysokich, metalowych regałów Rina stanęła patrząc wysoko w górę. Po chwili neczanka podeszła do porucznika i spytała:
- Taakat, czy mogę Cię poprosić o pomoc?
- Jasne. - odpowiedział porucznik, zaskakując ze skrzyni a po chwili dodał: - Co tam potrzebujesz?
- Tam wysoko są ciasta czekoladowo-kokosowe, czy mógłbyś mi je podać?
- Pewnie. - odpowiedział Taakat, który bez trudu stojąc na ziemi sięgnął po ciastka i ściągnął parę paczek ciastek, a następnie powiedział: - Trzymaj.
- O dzięki. - odpowiedziała radośnie Rina, a następnie pokornie dodała: - Jedna by wystarczyła.
- Uznajmy, że nie chciało mi się ruszać po jedną. - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a następnie dodał z lekkim przerażeniem w głosie: - Otachi złaź z tej lampy!
W tym momencie okazało się, że wieczni neczanin buja się na jednej z lamp, a po chwili mówiąc:
- Spoko Ziom!
Otachi przeskoczył na górę wysokich regałów, gdzie zaczął szukać smakołyków dla siebie. Hachi wydał z siebie radosne okrzyki, które dopingowały brata, a porucznik zrobił klasycznego facepalm.
- Potowarzyszę Ci … Zdecydowanie, wole Ci podawać rzeczy niż abyś skakała jak Oni. - powiedział po dłuższej chwili Taakat.
- Skoro tak wolisz. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.


************


Kurai i Smoczysław podeszli pod jedno leże na uboczu, tam fioletowy i nie wielki smok, nerwowo chodził po całym leżu. Cały czas powarkuje, macha ogonem i zdecydowanie nie jest zadowolony. Ma on lekko wypłowiałe łuski, groźny pysk ozdobiony niebieskimi oczami oraz ten konkretny osobnik nie ma skrzydeł jedynie cztery masywne łapy.
- To ten smok. - powiedział Smoczysław
W tym momencie bestia zaatakowała barierę, a wystraszony bosman podskoczył do góry.
- Długo się tak zachowuje? - spytał chłodno Kurai patrząc warczącemu smokowi w oczy.
- Odkąd ją tu zamknęliśmy, będzie 3-4 dni. - odpowiedział Smoczysław, przeglądając listy.
- Dajcie jakiś mocny kantar i otwórzcie leże. - powiedział Kurai.
- Albo jesteś szalony albo pewny siebie. - odpowiedział Smoczysław, a następnie krzyknął: -
Fanto, chodź na chwilę.
- Dobra! - odezwał się głos z głębi, a po chwili do kapitana i bosmana podszedł Fanto mówiąc: - No, czego?
- Daj proszę kantar i rób to o co prosi neczański kapitan. - powiedział bosman.
- Tylko mocny. - dodał Kurai.
- Młodzik, chce pobawić się z tym Drake? Nie radził bym, narwana jest. - odpowiedział złośliwie Fanto, wręczając kapitanowi, metalowy, smoczy kantar, dostosowany do smoków o długich pyskach.
- Zaryzykuję. - odpowiedział Kurai, biorąc kantar, a następnie stanął na wprost warczącego smoka i po dłuższej chwili dodał: - Wpuście mnie do niej, i nie wchodźcie mi w drogę.
- Ktoś tu chce zwiedzić lazaret. - powiedział Fanto, po czym wpuścił kapitana to rozzłoszczonego smoka.
Po dłuższej chwili, kiedy smoczyca podeszła pod ścianę, to elektryczny neczanin, z kantarem w dłoni wszedł do niej, a Fanto powiedział:
- Bosmanie idź po popcorn bo to będzie dobre.
Tym czasem Smoczysław z delikatnym przerażeniem obserwował jedynie sytuację. Widać po nim, że to nie jest dla Niego komfortowa sytuacja. W tym samym czasie neczanin stanął na wprost smoka, który nie czekając na nic, praktycznie od razu ruszył do ataku. Mała jak na smoka i tak jest większa od człowieka, Kurai jednak spokojnie stał. Nagle kiedy bestia kłapnęła paszczą, ten przesunął się delikatnie do tyłu i jednym szybkim ruchem założył smokowi kantar, na pysk. Po czym stanowczym ruchem odwrócił ją w kierunku ściany. W tym momencie okazało się, że neczanin twardo stoi na części łańcucha, co spowodowało, że smok patrzy mu prosto w oczy. Jednocześnie neczanin bardzo mocno, obiema rękami trzyma kantar i nie pozwala wyrwać się smokowi, który dyszy jak oszalały i jednocześnie warczy. Bestia kilku krotnie mocno szarpnęła głową, ale nie mogła się uwolnić.
- Velvet, daj sobie pomóc. - powiedział nagle twardo i chłodno Kurai.
Na te słowa smok o dziwo uspokoił się. Drake przestał się wyrywać, chociaż dalej warczał, to uspokoił się do takiego stopnia, że neczanin mógł zejść z łańcucha i trzymać kantar jedynie jedną ręką.
- Ja pierdziele Młody, co za akcja! Nawet ja bym się na to nie odważył - powiedział prawie krzycząc Fanto.
W tym momencie smoczyca chciała się wyrwać, jednak neczanin ją utrzymał, aby ta się nie wyrwała. Jednak to wymagało od Niego użycia dużej ilości siły, jak i naelektryzowania kantara oraz bardzo głębokiego i wręcz lodowatego spojrzenia w oczy bestii. To spowodowało, że po smoku dało się zobaczyć, że się nawet trochę tego wystraszył. Następnie głaszcząc smoka, stanowczo powiedział:
- Nie drzyj się i otwórz.
Na te słowa bariera została otworzona, a elektryczny neczanin wyszedł z leża wraz ze smokiem.
- Czemu nazywacie ją Drake, skoro na karcie mam Beldi? - spytał Bosman
- Powiedzmy ze Drake to podgatunek smoka, należą do niego wszystkie czworonożne i bezskrzydłe smoki. - odpowiedział Kurai.
- Czasem młode smoki też nazywamy Drake. - dodał Fanto, już ciszej.
- Aha ona ma na imię Velvet. - powiedział Kurai.
- Dobrze wiedzieć, nam nie chciała zdradzić imienia. - powiedział Fanto, a następnie chciał pogłaskać bestie, jednak ta gwałtownie zabierała głowę i warczała.
Zachowaniem dała do zrozumienia, że zdecydowanie nie chce być dotykana.
- Dobra, dobra nie dotykam. Kapryśna ta smoczyca. - powiedział Fanto.
- Co teraz? - spytał Smoczysław.
- Przejdę się z nią i zobaczymy. - odpowiedział Kurai, odchodząc poza teren legowisk i prowadząc smoka.
- Zaskakujący ten Kapitan. - powiedział Fanto a nutą podziwu w głosie.
- Coraz bardziej rozumiem, czemu Książę Volaure chciał aby to On zrobił Nam kolejną szczegółową kontrolę i czemu ma tyle uprawnień. - dodał Smoczysław, a po chwili dopowiedział: - Tylko co ja mam wpisać w raport?
- Wpisz spacer z lądowym smokiem. - odpowiedział Fanto.
- W sumie wystarczająco dobrze. - odpowiedział Smoczysław.
- Jest tak narwana, że bym nie chciał ryzykować, ale nie patrzeć to tylko spacer, normalna sprawa.
- Tak, masz racje.


************


W pokoju dziewczyn między łóżkami na biurkiem stoi Diuna, ubrana w biała bluzkę z eleganckim koronkowym panelem, z granatową delikatną kokardą ozdobioną perła, stójką i długim rozszerzającym się rękawem. Cała jest w kwiatowe motywy i ma koronkowe ramiona i rękawy. Dodatkowo ma na sobie granatową spódnicę, o kroju litery A, kończącą się w okolicy kolan i z dość luźnym kloszem. Całość wygląda bardzo elegancko i stylowo. Całości uzupełniają czarne proste szpilki, rozpuszczone krótkie niebiesko morskie włosy neczanki oraz pastelowy, delikatny, niebieski makijaż. Przed dziewczyną postawione jest wysokie lustro oparte o ścianę.
- No Diunka na moje oko wyglądasz obłędnie. - powiedziała z dumą i radością Kiazu, siedząca po turecku na swoim łóżku.
- Dzięki i tak się właśnie czuję. - odpowiedziała zadowolona Diuna, przeglądając się w lustrze.
- Moyoshi wie czy Cię jakoś kryć?
- Wie i obstawia, że nie będę się dobrze bawić ze Stevenen i że z Nim bawiłabym się lepiej.
- Oho, pewność siebie podbita nuta zazdrości … cudownie. - odpowiedziała Kiazu delikatnie szczerząc kły.
- Jego problem, ja mam zamiar błyszczeć i dobrze się bawić.
- W sumie zakład był Twój …
- Tak, ale byłam pewna, że wygram bo SIOSTRA MI POMOŻE…
- No co za pech, cóż trzeba lepiej obstawiać albo liczyć się z przegraną.
- Tak, tak powiedziała ta co nie zniesie przegranej.
- Owszem nie znosie, ALE moje zakłady zwykle wygrywają. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
W tym momencie do pokoju rozległo się dość spokojne i intensywne pukanie do drzwi.
- Proszę! - odpowiedziały zgodnie siostry.
Na te słowa drzwi od pokoju otworzyły się, a ich oczom ukazał się Stevenen ubrany w dość luźna męska koszulę w pomarańczowym kolorze, oraz mocno granatowe jeansy. A jego bardzo krótkie jasne włosy błyszczą. Jest on wyższy od Diuny, ale oboje razem wyglądają niesamowicie.
- O kurde, wyglądasz zajebiście. - powiedział zaskoczony Stevenen.
- Też wyglądasz spoko. - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - To gdzie mnie zapraszasz?
- Do E’dere’len – odpowiedział Stevenen
- Wow! To nie ta knajpa co trzeba mieć rezerwacje? - spytała Kiazu.
- Trzeba, i miałem stolik dla dwojga jeszcze przed wojną i dogadałem się z właścicielem, że dzisiaj wykorzystam swoją rezerwację. - odpowiedział Stevenen.
- Tak, tak, bo wiedziałeś ze wygrasz zakład z ślicznością i zarezerwowałeś na zaś. - wtrąciła Diuna.
- Wtedy miałem dziewczynę i miałem z nią iść, a że tak wyszło, że już nie jesteśmy razem, to kiedy się zakładaliśmy uznałem, że to będzie dobre miejsce. - odpowiedział Stevenen.
- Oho to czeka mnie dużo opowieści. - odpowiedziała Diuna.
- Daleko jest ta restauracja? - spytała Kiazu.
- Nie, jest w mieście jakieś 80 km od bazy, w mieście. Uprzedzając pojedziemy moim autem i odstawię Diunę o rozsądnej porze. Może być? - odpowiedział Stevenen.
- Brzmi jak dobry plan, dla mnie spoko. - powiedziała Kiazu.
- A dla mnie brzmi to jeszcze lepiej. - dodała Diuna.
- To zapraszam. - powiedział Stevenen, otwierając drzwi.
- Bawcie się dobrze. - dodała Kiazu z uśmiechem.
Następnie Diuna i Stevenen wyszli, a Kiazu została sama w pokoju.
- Ta przegrana to wręcz jak nagroda. Dobrze, że przegrała ten zakład. - powiedziała radośnie Kiazu, kładąc się na łóżku i przeciągając się, a po chwili dodała: - Kurcze sama bym tam chętnie poszła.


************


Kamienista polana z dużymi i masywnymi kamieniami, w jej tle widać obóz smoków. Po chwili przyszedł tam Kurai z narwaną smoczycą i przywiązał długi łańcuch wkoło jednego z kamieni, a następnie oparł się o niego.
- Myślisz, że to mnie powstrzyma? - powiedziała pogardliwie smoczyca.
- Bardziej niż moja ręką. - odpowiedział chłodno Kurai, z rękami w kieszeniach.
- Skąd znasz moje imię? Nie zdradzałam Ci go? - spytała arogancko smoczyca.
- Kronos mi powiedział.
- Jasne, On nie rozmawia z ludźmi…
- Ze mną rozmawia…
Na te słowa smoczyca ostrożnie, a zarazem pewnie podeszła do neczanina i dość porządnie go obwąchała. Następnie po dłuższym czasie powiedziała:
- Pachniesz burzą … i masz na sobie świeży i intensywny zapach Kronosa. Możliwe, że mówisz prawdę… - powiedziała smoczyca, a po chwili dodała: - Pachniesz też świeżą krwią.
- Doskonale wiesz dlaczego… lepiej powiedz o co chodzi z Twoim zachowaniem?
- Nie podoba mi się to miejsce.
- Jakby tak było, to już byś uciekła, nie przepuściłabyś żadnej okazji i raczej udawałabyś spokojną aby opiekunowie stracili czujność, a nie robiła burdy.
- Cwany jesteś, a jaką mam pewność, że rzeczywiście chcesz mi pomóc?
- Nie masz, ale dużego wyboru też nie masz.
Smoczyca, cały czas nerwowo chodzi, powarkując i bardziej zajmując uwagę przestrzenią wkoło, a nie neczaninem. Momentami przestępuje też z nogi na nogę. Nagle Kurai, bez słowa zdjął kantar z głowy bestii i zrzucił go na ziemie. Smoczyca przez chwilę patrzyła neczaninowi w oczy, a następnie uciekła w popłochu. Kurai nie skomentował tego, jedynie odpiął łańcuch, zebrał wszystkie rzeczy i zaczął iść w kierunku obozu. W ten podbiegła do niego smoczyca, oparła swoją głowę na jego plecy. Neczanin poczuł ciepło, a następnie kiedy się odwrócił to bestia szybko odbiegła i zniknęła za horyzontem.


************


W pokoju dziewczyn, na łóżku Diuny leża różne smakołyki, w tym jakieś chipsy, ciastka czy czekolady. Natomiast na łóżku Kiazu leżą zarówno słodkości jak i siedzi sama Kiazu, Rina siedzi po turecku na jednym z krzeseł i jej dobroci również leża na łóżku. W tle stosunkowo cicho leci muzyka tzw „Shamisen Rock”, który jest sympatyczny, dobrze wpada w ucho, ma mocne rockowe wstawki, ale jednocześnie z racji tego, że to same melodie to nie przeszkadzają one w rozmowie, tylko przyjemnie wypełniają wnętrze.
- Aaaaa! Dorwałaś nawet czekoladę z toffi i orzechami! - krzyknęła radośnie Kiazu.
- Tak. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- I mówisz, że tak o pozwolił Wam brać co chcecie?
- Dokładnie tak.
- Ale zajebiście! Szkoda, że nie poszłam, ale moja misja specjalna była warta zostania.
- Hmm… pomagałaś w czymś Diunie?
- Nom, ogarnęłam ją tak, że wygląda bosko! - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Czej pokarze Ci zdjęcie, w sumie to wyślę je na naszą wspólną konwersację.
- O ok … pewnie w ramach zakładu?
- Ano …. poszło … ma niby kare i poszła z Stevenen do restauracji … a ja sądzę, że to nagroda.
- Dobra restauracja? - Odpowiedziała Rina, jednocześnie biorąc swój telefon.
- E’dere’len …
- O to ta co opowiadałaś, że trzeba mieć rezerwacje z wyprzedzeniem i jest bardzo luksusowa?
- Noooooo!
- Czad, to w sumie fajnie, że przegrała.
- Tak przegrać to jak wygrać! - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, a następnie szczerząc kły dodała: - Lepiej tez aby póki co nie widziała, mojego zdjęcia z Taakat.
- Oj tak …. chociaż to i tak było chyba po terminie?
- Ano, było było, więc nic to nie zmienia, chociaż chętnie zobaczę Jej minę kiedyś tam…
- Oki doki … - odpowiedziała Rina, a po chwili dodała: - Trochę światło odbija się w lustrze, ale Diuna wygląda zjawiskowo. Otachi też napisał, że wow.
- No, ooo jak słodko, Hachi napisał, że widać rękę mistrzyni.
- Słodziak.
- Właśnie, a Kurai odzywał się jakoś? Bo na grupowej nic nie pisze od rozdzielenia się oddziałów
- Nom… sporadycznie pisze, ale pisze.
- W sumie po ostatniej misji to już pewnie Go nosiło aby się gdzieś zaszyć … Co On w ogóle robi?
- Ma kontrolę w obozie smoków.
- Whooa już go wybudowali, szybcy są. No to ma ważne zdanie.
- Oficerowie czasem mają takie dodatkowe obowiązki.
- Nooo, zwłaszcza jak się na czymś dobrze znają. Współczuje im jak źle traktują jakiegoś smoka…
- Raczej o nie dbają, ale tak nie da skrzywdzić żadnego smoka tam.
- Kurcze … Fajnie by było wziąć udział w jakimś turnieju walk smoków.
- Byłabyś nieprzewidywalną gwiazdą.
- BA! Postrach przeciwników.
Obie siostry zaśmiały się z tego, a po chwili Kiazu spytała:
- Hmm… Kiedy Kurai wraca? Wiadomo coś?
- Hmm pisał, że jak dobrze pójdzie to wraca pojutrze jakoś w nocy.
- No to pewnie Rudy na mu odpocząć...hmm… to mamy jeszcze jakieś 3 dni w obozie zanim dostanie Nam się misja…
- W sumie to prawdopodobne.
- Później zapisze się na jakąś warte czy coś … może jakiś sparing…
- Coś się dla Nas znajdzie.
- A to na pewno, zdziwiłabym się jakby nie. - powiedziała Kiazu, kładąc się, a następnie przeciągnęła się i powiedziała: - Szkoda, że Taakat i reszta już jutro mają misję.
- Chciałabyś iść z Nimi?
- Może nie z Nimi, prędzej z Wami, ale na pewno chciałabym iść na misję.
- Rozumiem …. hmm …. Nocujesz dzisiaj u Nas czy masz wychodne jak Diuna?
- Będę nocować u Nas, jak chcesz możemy zrobić sobie babski wieczór i poczekać na Diunę. - odpowiedziała radośnie Kiazu, a po chwili dodała: - Stevenen powiedział, że odstawi ją o rozsądnej porze.
- O oki. - odpowiedziała radośnie Rina.
- Dzisiaj mam czas z siostrami. - odpowiedziała Kiazu siadając i mrugając okiem.
- Cieszy mnie to.


************


Smocze leża. Bosman nerwowo spogląda i chodzi wkoło czekając. Po chwili kiedy sam Kurai do niego podszedł, ten z przerażeniem spytał:
- A gdzie smok? Uciekł?
- Spokojnie, wróci za jakiś czas. - odpowiedział chłodn
o Kurai.
- Skąd ta pewność?
- Możesz albo się denerwować albo mi zaufać i mieć spokój.
- Co ja wpisze w raporcie?
- Co tam chcesz…
- No jak wpisze wszystko co się wydarzyło, to zaraz nie dość, że będzie kolejna kontrola to jeszcze Książę Volaure zapewne zrobi Nam raban. Widzisz jest głównym opiekunem obozu, i każdy raport praktyczni od razu trafia do Księcia.
- Heh … Możesz nic nie pisać, ale skoro już musisz to możesz napisać, że Beldi uciekła czy tam zaatakowała oficera i uciekła, a jak wróci to wpiszecie ją jako Velvet i po sprawie. - odpowiedział Kurai.
- No dobra … ale Książę będzie dzwonił na bank, że nie dopilnowaliśmy smoka, a kazał o nie dbać i pilnować …
- Jak zadzwoni to zawołaj mnie. Zresztą w raporcie śmiało możesz napisać, że to mi uciekł smok. Ewentualne pretensje będą do mnie, a nie do obozu.
- Jak chcesz … tak zrobię.
- Możesz nawet teraz.
- Za chwilę zaraportuje …. Aha, Fanto zauważył, że smok ponoć Cię zranił.
- Nie ma o czym rozmawiać. To już załatwione, nie potrzeba interwencji.
- Ok… - zdziwił się Smoczysław, a następnie spytał: - To co wracamy do kontroli.
- Taaa….
Po tych słowach Panowie ruszyli na dalsze sprawdzanie obozu.
- Skąd znasz się na smokach? - spytał nagle Smoczysław.
- Miałem okazje z nimi obcować. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Rozumiem, i to chyba nawet sporo, skoro się ich nie boisz. Ja do większości boje się podejść, a co dopiero obcować z nimi.
- Dobrze, że masz od tego ludzi…
- A żebyś wiedział!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz