poniedziałek, 1 czerwca 2026

EPIZOD 290

 

Sumi”

Furra kota o zielonym futrze w różowe paski jak u tygrysa i o ciemno fioletowych, długich włosach oraz bystrych niebieskich oczach, na białej puchatej chmurce, wparowała jak oparzona do jaskini gdzie zostawiła przybyszów. Tuż po wejściu tam uderzyła w nią wielka energia. W pomieszczeniu było, aż duszno od unoszącej się tam energii. Woda w jeziorze była bardzo niespokojna, a nad nim unoszą się przemoczeni neczanie, są oni w przezroczystej bańce. Dziewczyna ze łzami w oczach przytula się od tyłu do ukochanego. Nagle bańka przedzieliła się na pół i oderwała tym samym Rinę od Kurai'a. W tym momencie gęste powietrze było przeszywane przez liczne wyładowania elektryczne, a neczanka zaczęła przenikliwie krzyczeć i delikatnie się trząść.

- To ... to ... - próbowała coś wydukać z przerażeniem Sumi.

- To rytuał "Dusza Wody" ... - wtrącił Volaure który się właśnie tam pojawił.

- Ale jak? To nie możliwe...

Wszystko iskrzyło, a wyładowania stawały się coraz mocniejsze. Im bardziej one rosły w siłę tym bardziej zapłakana i roztrzęsiona neczanka słabła. Po dłuższej chwili bańka z Kurai'em uniosła się nad brzeg i delikatnie odłożyła go na ziemi. W momencie kiedy ta bańka pękła to pękła również i druga. Tym samym bezwładne ale przytomne ciało wodnej neczanki runęło do głębokiej, zimnej i ciemnej wody.

- ANIOŁKU! - wykrzyknął Volaure, który rzucił swoja bluzę, na torbę neczanki, a następnie bez zawahania skoczył do wody.

************


Zimna, a wręcz lodowata woda. Światło i powierzchnia się oddalają. Rina bezwładnie opada coraz głębiej i głębiej. Dziewczyna póki co ma jeszcze ostatki powietrza, ale nie szans aby wypłynąć o własnych siłach. Teraz to Ona bezwładnie opada, bez szansy na ratunek.

- Już po wszystkim ... nie mam siły nawet ruszyć palcami .... nie dam rady wypłynąć ...

Nagły plusk rozbił tafle wody, a oczom przerażonej i jednocześnie spokojnej neczanki ukazała się rozmazana ciemna sylwetka, która w bardzo szybkim tępię zbliżała się do niej. Z każdą sekundą robiła się coraz bardziej widoczna i klarowna.

- Kurai? ... nie to nie Kurai ... to Volaure ...

Jedna chwila i Rina została złapana za rękę przez księcia a następnie z każdą chwilą będzie już tylko lepiej ... Ucieszona neczanka pomyślała z ulgą:

- Uratowana ...



************


W tym momencie Kurai się ocknął i siadając jednym szybkim ruchem ściągnął zakrwawiony bandaż z oczu. Jego serce mocno bije, a ciało zachowuje się jakby jednocześnie chciało uciekać i zostać.

- O Matko moje jezioro wreszcie na Ciebie zadziałało. - stwierdziła z niedowierzaniem Sumi, która zdawała się w ogóle nie przejmować Riną.
- Skąd się tu wziąłem? - spytał Kurai.
- Nie ważne skąd! Moja moc i moje jezioro uratowały Ci życie!
Kurai nic jej nie odpowiedział, jedynie uważnie rozjarzał się po jaskini. Delikatnie przeszkadzała mu boląca głowa. Nagle z jeziora wyłonił się Volaure z Rina na rękach, mówiąc:

- Wszystko w porządku, nie ma tylko sił .... uwierz mi, że Ty wyglądasz gorzej...

W tym momencie srebrno-biało włosy neczańczyk podniósł się i podszedł do księcia.

- Ku ... Kurai ... żyjesz ... - wydukała zmarznięta Rina z ulgą.

- Ciiiii ... już wszystko dobrze ... - odparł Kurai wtulając się w Rinę.
- No nie wierzę własnym oczom. - wtrąciła Sumi, a następnie wepchnęła się między Kurai’a a resztę i kontynuowała: - Naprawdę zajmujesz się tą lafiryndą, a nie mną? To ja teraz z Tobą rozmawiam!
- Priorytety… - odpowiedział chłodno Kurai.
- Że co!? - napuszyła się Sumi.
W międzyczasie Volaure zaniósł wodną neczankę w pobliże Jej torby. Następnie posadził ją na ziemi i opatulił swoją pomarańczową bluzą, w taki sposób że jednocześnie zasłaniał pozostałą dwójkę.
- Oni tylko rozmawiają … - powiedział Volaure, a następni dodał: - Aniołku posłuchaj, to bardzo ważne póki tu jesteście noś moją bluzę… zwłaszcza jakby się zdarzyło, że będziesz sama… i w razie co schowaj się w niej, dobrze?
- Dobrze…

- Spokojnie, nic mu nie będzie. - powiedział Volaure z uśmiechem i mrugając okiem.
- No nie wiem … - odpowiedziała Rina.
Na te słowa książę wstał i podszedł do głośno rozmawiających, a wręcz kłócących się pozostałych, a następnie powiedział: - Mamushka weź odpuść…
- Ty, to też nie jesteś święty! Nie łaska było się odzywać!? - prychnęła Sumi.
- A co stepująca mamuśka się za mną stęskniła? - odpowiedział Volaure.
- Już prawie zapomniałam jaki jesteś upierdliwy! - odpowiedziała Sumi.
- Gdzież tam … ja jestem do rany przyłóż. - odpowiedział książę, z delikatnie zadziornym uśmiechem.
- A Ty dokąd!? Masz natychmiast założyć koszulkę, nie pozwolę tak Ci chodzić po moim domu! - powiedziała nagle Sumi, jednocześnie rzucając w elektrycznego neczanina czarną koszulkę.
Kurai bez słowa ją założył. Tymczasem kocia fura podleciała do Riny i stanowczo powiedziała:
- Raszplo, teraz wypad z mojego domu!
- Ona tu zostaje. - wtrącił stanowczo Kurai.
- Ty tak zostajesz i nie ma nawet mowy, że nie, ale ta nimfetka robi stąd wypad. - odpowiedziała równie twardo Sumi.
- Jak ją wyrzucasz do mnie i Jego również... - odpowiedział Kurai.
- Dobra proponuje tak… Albo właśnie sprawiasz, że nigdy więcej Nas nie zobaczysz, albo Aniołek i Brat zostają, a ja rano będę na śniadaniu i po nim chwilę pogadamy. - wtrącił Volaure.
- Ciekawa propozycja, niech będzie. - odpowiedziała Sumi, a potem twardo dodała: - Kurai TY idziesz zająć się swoim smokiem, a ta Cholernica zostaje ze mną.
- Ona idzie ze mną. - powiedział twardo Kurai, a następnie przeszedł koło brata, wziął wodną reczankę, która ma zarzuconą swoją torbę przez ramię, za rękę i oboje pośpiesznie wyszli z jaskini.
- Musiałeś dać jej bluzę? Dżentelmen się znalazł. - marudziła Sumi.
- Tak, musiałem. - odpowiedział Volaure z zadziornym uśmiechem.
- Skąd ją znacie? - spytała twardo Sumi.
- Dowiesz się w swoim czasie i nie wkurwiaj mi Brata co? - odpowiedział Volaure.
- Będę robić co będę chciała. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała:- Zostajesz?
- Nie, rano przyjadę. Teraz mam inne sprawy na głowie.
- No tak, wielki kapitan teraz na wojnie ma dużo do roboty i nie ma czasu dla mnie…
- Nie doinformowana już jesteś … Książę, Mamushka, już książę … lecę, będę rano. Bajo… - odpowiedział Volaure, a następnie znikł.

************


Neczańskie rodzeństwo pomaga naprawić szkody wyrządzone przez starcia z rana. Co i rusz przez obóz przewijają się ciała żołnierzy jak i masa rannych. Nie wygląda to za dobrze i pokazuje jak bardzo brutalna potrafi być wojna. Nagle zadzwonił telefon Kiazu, neczanka od razu go odebrała, mówiąc:

- No i co?
- Słuchaj wiem gdzie są. - odpowiedział Volaure.

- Naprawdę!? Gdzie?

- Nieważne ... wszystko z nimi w porządku... obiecuję, że wrócą najszybciej jak się da...

-Ale ...

- Wybacz Płomyczku musi Wam wystarczyć, że oboje mają się powiedzmy dobrze dobrze i, że wrócą.

- No niech będzie ... dbaj o nich … CZEJ! To Kurai żyje!?
- Tak, może nie jest w najlepszej formie ale żyje.
- To świetne wieści!
Następnie oboje się rozłączyli, a Kiazu z tymi wieściami pobiegła do generała, gdzie bez pukania wparowała do
Jego gabinetu.
- Mam nadzieje, że to Ważne bo sobie grabisz … - powiedział twardo Rudy, podnosząc wzrok znad papierów.
- KURAI ŻYJE! - krzyknęła radośnie Kiazu.
- Żartujesz!? Skąd wiesz? - odpowiedział Rudy.
- Z bardzo pewnego i zaufanego źródła.
- To świetne wieści.

************


Smocze leże, poddenerwowany Kronos leży na sianie i nerwowo delikatnie macha ogonem. Po dłuższej chwili do pomieszczenia wszedł Kurai. W ten smok podniósł się i zaszarżował na elektrycznego neczanina, następnie zatrzymał się tuż przed nim i groźnie ryknął mu prosto w twarz. Elektryczny neczanin bez ruchu stał z rękami w kieszeni, a smok uderzył Kurai'a, swoją wielką głową w jego klatkę piersiową i tym samym przewrócił go.

- Też się ciesze, że Cię widzę... - stwierdził spokojnie Kurai podnosząc się.

- Następnym razem odgryzę Ci głowę... - odparł stanowczo Kronos.

- Smacznego ... - odpowiedział Kurai.

Na te słowa czarna bestia kłapnęła swoją wielką szczęką tuż przed twarzą neczanina, a następnie smok od niechcenia splunął płomieniem i stanowczo powiedział:

- Jesteś szalony ... nie rób tego więcej...

- Postaram się ... aha ... na przyszłość chociaż Ty jej nie strasz... - odparł spokojnie Kurai.

W tym momencie czarna bestia spostrzegła przerażoną, zdezorientowaną i wystraszoną Rinę, która widziała wszystko co się tu stało.

- Spokojnie ... on tak mi powiedział, że mu na mnie zależy... - stwierdził Kurai.

- Mniej więcej ... - warknął Kronos, a następnie dodał: - Nie lubię być w TWOJEJ KRWI!
- Taaaa, zaraz ją z Ciebie zmyję. - odpowiedział Kurai, jednocześnie szykując wiadro z wodą.
- Pomóc Ci? - spytała niepewnie Rina.
- Możesz. - odpowiedział Kurai, wręczając jej jedną szczotkę.
- Nasza gospodyni jest szczęśliwa, że Cię widzi? - spytał Kronos.
- Powiedzmy… jest w formie… - powiedział chłodno Kurai.
- To będzie długa noc … - odpowiedział Kronos.


************


- Generale widzę że dostałeś pisma ode mnie. To są nowe rozkazy dotyczące, ataków. - stwierdziła Królowa Sansha, po czym stanowczo dodała - W obozowisku ma pozostać maksymalnie dwójka ludzi, reszta ma ruszać na czoło frontu i gonić za Nyxaną. Aha mam nadzieje, że nie spoufalasz się z żołnierzami, oni są tutaj od walczenia a nie od przyjaźni. Jak giną to ich wina i mówi się trudno. Masz mnie informować o wszystkim rozumiesz?! Każde nie posłuszeństwo trafi pod sąd wojskowy. A właśnie kilka machin bojowych może obstawiać z powodzeniem jedna osoba, więc reszta niech walczy wręcz....

- Przepraszam Pani ..... trzyt ... ale coś strasznie przerywała i .... trzyt .... tracimy połączenie.... trzyt .. - wtrącił Rudy nieznacznie kopiąc w stół, sprawiając tym samym, że monitor się trząsł a wkrótce wyłączył się i tym samym przerwał video konferencje.

Następnie pokręcił przecząco głową, wstał z fotela, wyrzucił rozkazy do kosza, podpalił je swoją mocą i wyszedł z swojego gabinetu.


************


Minęło trochę czasu, zadbanym korytarzem idzie Kurai, wraz z Riną. Nagle przed nimi pojawiła się Sumi na swojej chmurze i stanowczo spytała:
- A WY dokąd!?
- Do mojego pokoju. - odpowiedział chłodno Kurai.
- To TY idź, a ja z nią pogadam!. - powiedziała Sumi, jednocześnie wpychając się między neczan, a następnie naskoczyła na Rinę.
- Dobra Raszplo, kim jesteś?
- Rina Ryu … - odpowiedziała pokornie Rina.
- Ta, Ta …. Jakim cudem wykonałaś rytuał „dusza wody”!?
- Nie … nie wiem …
- MAŁA NIE WKURZAJ MNIE! ... SKĄD WIESZ GDZIE MIESZKAM!? .... NIMFETKO JESTEŚ TAK DURNA CZY UDAJESZ!? …
- Dosyć tego… - powiedział twardo Kurai, a następnie stanął między dziewczynami i stanowczo powiedział: - Jeszcze raz ją obrazisz, powiesz do Niej Raszplo, Nimfetko czy jakkolwiek inaczej obraźliwie czy wystraszysz Ją to JA zamienię Twoje życie w koszmar!
- Nie ośmielisz się.
- Dobrze wiesz, że jestem wstanie to zrobić.
Gospodyni nic im nie odpowiedziała, tylko zeszła im z drogi. Po dłuższej chwili neczanie doszli do białych drzwi, które elektryczny neczanin otworzył i przepuścił Rinę przodem. Tam był krótki prostokątny korytarz i para drzwi na wprost wejścia. Neczanin otworzył drzwi po prawo, a następnie pozamykał za sobą wszystkie drzwi. Zaraz po wejściu tam zapaliło się światło. Oczom neczan ukazał się nie duży pokoik. Po prawo od wejścia znajduje się szafa dalej spora kanapa. Na wprost nich znajduje się zabudowa gdzie są szafki, póki jakieś biurko jak i schody na górę. Tam jest antresola i łóżko. Dalej na dole w tym pokoju jest stolik, przy nim dwa krzesła i szklane wyjście na taras, oraz drewniane drzwi nieopodal schodów. Panuje tutaj porządek.
- To bluza Volaure? - spytał nagle Kurai.
- Tak… - odpowiedziała Rina, odkładając swoją torbę na ziemie.
W tym momencie elektryczny neczanin zajrzał do prawej kieszeni bluzy i wyjął z niej paczkę papierosów. Następnie otworzył balkon, w progu przypalił papierosa i rzucił paczkę na stolik, a następnie wyszedł. Po chwili Rina podeszła do wyjścia na balkon, tam zobaczyła, że mamy już delikatną szarówkę, oraz swojego ukochanego palącego papierosa i siedzącego na metalowym drążku. Wodna neczanka podeszłą do niego i okazuje się, że siedzi On tak że wodna neczanka jest trochę wyższa od Niego. Po chwili palenia Rina trochę roztrzęsiona, stanęła na wprost niego spuściła delikatnie głowę i zaczęła go przepraszać:
- Kurai … ja przepraszam …to prze ze mnie … nie powinno Nas tu …
W tym momencie Kurai wypuścił dym tak aby nie poleciał na neczankę, a następnie wyprostował się, delikatnie uniósł się, jednocześnie nie wstając, pocałował ukochaną prosto w usta, przerywając Jej wypowiedz. Jednocześnie trzymał papierosa tak aby dym na nią nie leciał. Po chwili kiedy usta kochanków rozdzieliły się to powiedział:
- Porozmawiamy jak wypalę, ok?
- Dobrze… - odpowiedziała Rina, delikatnie przytakując głową.
Po czym wodna neczanka wróciła do pokoju, a Kurai wstał i opierając się już o barierkę tarasową, palił dalej tak jakby delektował się papierosem i płynącym z nim spokojem.

************


- Jak śmiał ściągnąć tutaj tę paskudna dziewuchę!? Muszę się więcej o Niej dowiedzieć … Ryu… to prawie jakby nie miała nazwiska! Raszpla jedna pogrywa ze mną. I dlaczego Volaure i Kurai’owi tak na Niej zależy!? Volaure to jeszcze, może widzi potencjał do zabawy, ale Kurai, to nie możliwe, aby była mu po coś potrzebna. I jeszcze MOJE JEZIORO go uratowało, a chcą mi w mówić, że ta nieudacznica potrafi zrobił rytuał Dusza Wody. Skąd ta Nimfetka się w ogóle urwała!? - rozmyślała Sumi, będąca sama ze sobą.

************


- To był ciężki dzień. - powiedziała Diuna padając na swoje łóżko.
- Tak naprawdę jeszcze się nie skończył… - dodała Kiazu, rozciągając się.
- Nawet mnie nie dobijaj … my tu odwalamy masę roboty, a Rina i Kurai się lenią.
- Jeśli go leczy, to to jest ciężka praca, a On nie był w dobrym stanie …
- Może, ale i tak to obijanie się.
- Mniejsza … mnie bardziej boli ze Rudy nie dał mi walczyć, a jak już mogłam to nie dobiegłam na czas…
- Może dzięki temu właśnie żyjesz … w sumie nie chciałabym Cię widzieć w takim stanie jakim był Kurai. Nie widziałam go z bliska ale nawet daleka wyglądał okropnie.
- Jeśli to pozwoliło uratować Was to nie miałabym nic przeciwko.
- Oboje jesteście równie walnięci ….
- Taaa… chociaż przyznaję, że myślałam, że to głównie moja domena …
- A tu niespodzianka …
- W sumie zaimponował mi, to było mocne …
- Hmm… coś w tym jest… Rina się odzywała?
- Nie … też nie odpisuje, ale ewidetnie jest zajeta, albo telefon jej padł…

************


Jest już delikatny wieczór. Kurai i Rina siedzą na jednym z drewnianym leżaków na tarasie, między dwoma wyjściami. Elektryczny neczanin oparty jest o oparcie leżaka i siedzi okrakiem, a wodna neczanka siedzi na tym samym leżaku tylko na jego skraju.
- Ja… przepraszam…
- Za co? Za to, że to KRONOS Nas tu ściągnął?
- Nie przepadasz za tym miejscem…
- Owszem, ale Kronos podjął dobrą decyzję. Miał do wyboru albo to miejsce, albo szukanie Volaure … w zaistniałej sytuacji obie te opcje były ryzykowne, a ta okazała się mniej ryzykowna… I tak nie lubię tu być, ale nie jestem zły na Ciebie...
- Rozumiem … - odpowiedziała Rina, a następnie dodała: - Kurai Twoja Mat… Pani Sumi …
- Sumi wystarczy.
- Em … Sumi, mnie przeraża i boje się Jej …
- Póki Ja tu jestem i nosisz bluzę Volaure oraz nie będziesz patrzeć Jej w oczy to nic Ci nie grozi..
- Czemu ma mi nie patrzeć w oczy?
- Ona potrafi czytać z oczu i dokopać się w nich do wszystkiego co chce się dowiedzieć, dzięki temu jest wstanie wiedzieć o Tobie wszystko i znać całą prawdę o Tobie, ale jednocześnie jak Jej na to pozwolić bez kontroli i bez powiedzenia dość, to potrafi się w tym zatracić i tym samym zaczyna zmieniać i blokować wspomnienia… tak aby pasowały do jej wizji… Chodzą słuchy, że jej spojrzenie czyni szalonym, i dawno temu to była jedna z bardziej bolesnych i wyrafinowanych kar dla skazańców…
- Nie brzmi to dobrze …
- Taaa … Ta bluza sprawi, że nie może tego zrobić…
- To dobrze …. hmmm…. To może Ona sprawiła, że nie mamy wspomnień?
- Niee...jakby to Ona zrobiła to by Cię pamiętała… i raczej by się tym chwaliła co to nie Ona … Już byśmy wiedzieli, że to Jej sprawka… a jednocześnie śmiałaby się, że wpadliśmy w Jej intrygę i daliśmy się złapać na tak prosty numer.
- Rozumiem...
Po chwili Kurai zaczął obandażowywać rękę.
- Hmm… przesiąknięty Twoją magią leczenia…
- Taak … Mogę ja?
Ukochany nic jej nie odpowiedział, ale jednocześnie wręczył jej swoją rękę i pozwolił na obandażowanie niej. Ten gest spowodował, że Rina usiadła bliżej niego, uklękła na kolanach między jego nogami i zaczęła zdejmować mu bandaże.
- Możemy nie spędzać tutaj nocy? - spytała niepewnie Rina.
- Chciałbym, ale to nie możliwe. Kronos jest zmęczony lotem, po rytuale „dusza wody” ani Ty Ani ja nie nadajemy się do teleportacji, a jakbyśmy wyszli na piechotę, to nie będę wstanie Nas obronić. Fizycznie jestem zregenerowany, ale nie mam mocy, zresztą Ty również…
- Czyli utknęliśmy tu do rana …
- Taaa….
- Nie chciałabym spać sama … boję się, że wejdzie do pokoju i zrobi mi krzywdę…
- Kiedy byliśmy młodsi, Volaure przy pomocy swojej mocy chaosu zabezpieczył Nasze pokoje i Sumi nie może tam wejść. Więc dopóki nie zaprosisz Jej do środka to Ona nie może wejść do mojego pokoju i tam jesteś bezpieczna… - odpowiedział Kurai jednocześnie ściągając z siebie koszulkę, aby był dostęp do wszystkich bandaży.
- Przyjemne rozwiązanie … ale i tak nie chce spać sama …
- Nie będziesz …
- Hmm… to dlatego Nas tutaj nie zabierałeś?
- Taaa … nie bez powodu „nikt normalny tutaj się nie zbliża”
- Coś w tym jest … hmm… zawsze taka była?
- Dzisiaj można nawet powiedzieć, że „ma dobry dzień”, bywały i gorsze …
- Jak to jest dobry, to aż boje się „gorszego” … mam wrażenie, że mnie nienawidzi tylko dlatego, że istnieje …
- Ona taka jest, i raczej praktycznie nikogo nie lubi…. Tutaj albo jesteś bardziej stanowczy niż Ona albo Ona Cię zniszczy … a że zobaczyła, że jesteś uległa to ciśnie ile wlezie i zapewne dziwi się, że ktoś Cię broni… Wiesz nie odpowiadasz Jej wizji osób …
- Przepraszam …
- Nie masz za co, to Jej wizja świata, nie moja czy Twoja … Nie przejmuj się tym, nie pozwolę Cię skrzywdzić…
- Dziękuję … swoją … swoją drogą to jezioro odprawiło ten cały rytuał?
- Nie jezioro, a właśnie Ty…
- Jak ja?
- Nawet jak Ona mówi inaczej to Twoja zasługa…
- Ale … ja nie znam tego rytuału….
- Posłuchaj, jezioro Sumi na mnie nie działa. Nigdy mnie nie uleczyło. Podejrzewam, że Twoje bandaże przesiąknięte mocą leczenia plus, to że podświadomie wiedziałaś co robić, odpaliło rytuał, który mnie wskrzesił … Obstawiam, że kiedyś ktoś musiał Cię jego uczyć i w tym przypadku zadziałała „pamięć mięśniowa” i chociaż nie myślałaś nad tym co robisz, i nie pamiętasz tego rytuału to przeprowadziłaś go w poprawny sposób, nawet o tym nie wiedząc.
- Rozumiem … czekaj jak to wskrzesił?
- Rytuał „dusza wody” jest rytuałem wskrzeszającym, jakoś od śmierci osobnika ma się koło 8 minut na wskrzeszenie osoby. Ty jak widać zdążyłaś inaczej ten rytuał by mnie ani nie uleczył, ani tym bardziej nie ożywił…
- Nie… nie sądziłam, że mam tak dużą moc leczenia … i że jestem zdolna do czegoś takiego …
- Potrafisz zaskoczyć …
Jako ostatni bandaż Rina zaczęła odwijać bandaż znajdujący się wkoło szyi ukochanego. Kiedy zaczęła odwijać ostatnią warstwę powiedziała:
- Kurai …
Kiedy On podniósł głowę i spojrzał jej głęboko w oczy, to wodna neczanka opierając się o Jego ramiona pocałowała go prosto w usta. Następnie kiedy ich usta rozdzieliły się, drżącym głosem powiedziała:
- Ciesze się, że żyjesz.
Po czym przytula go. Nagle odezwała się Sumi, z u kąśliwą uwaga:
- Nie sądziłam, że Kurai da się zdominować przez kogoś tak płochliwego...
Speszona Rina odsunęła się od ukochanego i siadając tyłem do przybyszki prawie uciekła. W ostatniej chwili elektryczny neczanin złapał ją za rękę i zatrzymał, jednocześnie chłodno mówiąc:
- Jeśli tylko tego chciałaś to możesz już iść..
- Za chwilę kolacja. Macie 5 minut, aby się ogarnąć bo w takim stanie nie wpuszczę Was do jadalni i to tyczy się obojga. - odpowiedziała Sumi.
- Tak, tak … - odpowiedział chłodno Kurai, przechodząc za rękę z ukochaną, obok gospodyni na chmurce.
- Bluza też ma zniknąć. - odpowiedziała Sumi.
- Akurat Ona zostaje… - odpowiedział chłodno Kurai, wchodząc do swojego pokoju i zamykając za sobą balkon.