sobota, 8 listopada 2025

EPIZOD 281

 

Podwójna droga do domu

Późniejszym wieczorem, furry oraz neczański kapitan dotarli do terenu pełnego zasieków, drutów kolczastych, które leżą zarówno na ziemi jak i wysoko na kamiennym murze. Droga prowadzi prosto do wysokiej masywnej i metalowej bramy a koło niej stoją dwie wierze na których stoi po dwóch żołnierzy. Nagle ostre światło z 2 reflektorów, oświetliło zbliżający się oddział.
- Kto idzie? - zapytał twardo głos z wieży.
- Oddział z wieży. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Wpuście ich… - powiedział nagle Linkolion przez łączność.
Na te słowa, wojskowi oświetlili bardziej samą drogę do bramy, a następnie szeroko ją otworzyli. To chwilę trwało za nim masywne drzwi dały się otworzyć.
- No to czas na kamery i nasłuch 24 na dobę… - powiedziała Sajlu.
- W tym obozie tajemnicze nie istnieją. - dodał Orudi.
- Witamy w obozie, oddział możecie iść do siebie, za to Ty kapitanie zapraszam na rozmowę do mnie do gabinetu. - powiedział Linkolion przez łączność, a po chwili szybko dodał z nutką paniki w głosie: - Abyś się nie zgubił to podążaj za niebieskim światłem.
W ten zaraz za bramą, w półmrocznym obozie zapaliły się na ziemi, niebieskie światełka, które ewidentnie pokazywały drogę. Fury poszły do siebie, nawet, nie żegnając się zbytnio, a Kurai poszedł za światełkami. Po chwili zauważył miejsce w które i chciał skrócić sobie drogę.
- Kapitanie, ale proszę iść po światłach a nie na skróty. - odezwał się Linkolion.
W tle cały czasy słychać jakieś, chrząkanie, chrapanie, jak i pojedyncze rozmowy. Na szczęście to zwykłe obozowe odgłosy nie biegnące z łączności. Elektryczny neczanin po swojemu doszedł do sporego ceglanego budynku. Niebieskie światło prowadziło go na 3 piętro, gdzie pośrodku klatki schodowej były tylko jedne drzwi, w które bez zawahania zapukał.
- Wchodź, wchodź. - usłyszał jednocześnie przez łączność jak i zza drzwi.
Zaraz po otworzeniu drzwi neczanin zobaczył masę stosów z dokumentami, jak i ogrom rozwalonych dokumentów na ziemi. Ciężko spod nich cokolwiek zobaczyć jak i ich ni podeptać. Jakby tego było mało to na wszystkich ścianach są ekrany, które pokazują chyba dosłownie cały obóz. Dodatkowo w całym pokoju słychać przez łączność wszelakie odgłosy obozu, łącznie z tym, że słychać jak ktoś bierze prysznic.
- Zamknij proszę drzwi i chodź tylko niczego nie podepcz.
Na te słowa neczanin zamknął drzwi jak i wyłączył łączność ze stałego nasłuchy, aby nie słyszeć podwójnie. Po czym wszedł głębiej do dużego pokoju. Tam wśród jeszcze większego bałaganu, pudełek po jedzeniu, kubków które od dawna nie widziały zmywarki, jak i papierowych toreb, zobaczył fure Likaona, o ewidentnie nie wyspanych oczach, jak i wypłowiałym futrze. Dodatkowo ma On zielone oczy jak i krótkie szarawe włosy. Ubrany jest w mundur oficerski, klasyczny na dla tej strony sojuszu.
- Wreszcie się spotykamy, miło poznać…. - powiedział nagle Linkolion, lekko spanikowanym głosem, a po chwili dodał: - Wiem, że mi nie musisz zdawać raportu ale chciałbym opowieści z wieży, jak i smoku!
- Poruczniku powiedz mi gdzie mogę się przespać, a porozmawiamy rano. - odpowiedział chłodno Kurai.
- A tak faktycznie, to piętro niżej jest wolny pokój oficerski „Wieczne B”, tu masz klucz … - odpowiedział porucznik wyjmując z szuflady biurka klucz i wręczając go kapitanowi.
Kurai wziął klucz i wyszedł z gabinetu, nie przejmując się ani głosami, ani tym co spanikowany porucznik mówił. Po czym udał się do wskazanego pokoju, nie włączając łączności. W pokoju panowała całkiem przyjemna prawie cisza, jednak w rogu pokoju widać okrągłą, włączona kamerę. Kurai delikatnie oparł się o ścianę, to spowodowało, że po elektryce poszło napięcie elektryczne, które wyłączyło kamerę, jak i nasłuch w niej ukryty.


************


Neczański oddział rano zebrał się całkiem sprawnie, i ruszył w dalszą drogę do macierzystego stałego obozu. Niektórym marzy się już odpoczynek, a inni podkręcają kroku i narzucają intensywne tempo marszu. Obecnie oddział idzie obrzeżami pustyni, tuż przy wysokich paskowych skałach. Słońce mocno już świeci i wymusiło chronienie głowy. Tym sposobem wszyscy mają założone prowizoryczne turbany z t-shirtów. Kiazu i Key’leanem mają się w tych warunkach najlepiej, chociaż i tak z każdą kolejną minutą jest coraz goręcej.
Nagle na horyzoncie neczanie dostrzeli delikatnie dymiące się auto, którego karoseria odbija promienie słońca, więc na te chwilę ciężko dokładnie określić czy to pojazd cywilny, czy wojskowy.
- Ktoś tam ma chyba kłopoty. - powiedział Otachi.
- Wygląda, że komuś przegrzało się auto. - dodał Hachi, patrząc przez lornetkę.
- Pokarz. - powiedział Taakat, po czym przejął lornetkę, a po chwili dodał: - To chyba cywilny pick-up, chociaż jest spory, równie dobrze to może być coś wojskowego co udaje wóz cywilny.
- Pomagamy? - spytała nieśmiało Rina.
- Nie jestem przekonany czy to dobry pomysł. - Odpowiedział Taakat.
- I tak chyba musimy przejść koło tego auta? - spytał Stevenen.
- Na dobra sprawę i tak Nas widzą, skoro my widzimy ich to musimy założyć, że Oni też Nas już widzą. - odpowiedział Taakat, a po chwili dodał: - Omijanie nie ma już sensu, ale zrobimy tak, Issah, Otachi i Rina pójdą zobaczyć o co chodzi z tym autem.
- Luz, Ziom. - Odpowiedział Otachi.
- Aha, chce Was słyszeć. - dodał porucznik, a następnie dodał: - Reszta zostaje w gotowości aby wkroczyć do akcji.
- Tak jest. - odpowiedzi zgodnie wszyscy.
Następnie wieczny neczanin, Issah oraz Rina udali się w kierunku dymiącego się auta.
- To im chwile zajmie. - powiedział Key’leanem.
- Poczekamy, a Wy nie podchodźcie bliżej i trzymajcie się w miarę w kupie, aby w razie co ich zmylić. - powiedział Taakat.
- Chłopaki to rozumiem, ale po co tam Rina? - spytał Stevenen.
- Pewnie w razie co jakby się okazało, że to cywile. - odpowiedziała Diuna.
- To też, dodatkowo jeśli jest tam przeciwnik to może ich dzięki temu nie docenić, a na pewno bardziej niż jakby poszła tam Kiazu albo Ty. - dodał Taakat.
- Trudno temu zaprzeczyć. - odpowiedziała Diuna.
- To teraz czekamy. - dodał Key’leanem.


************


W obozie fur, elektryczny neczanin stosunkowo dobrze unika rozmów z porucznikiem. Kiedy jednak Linkolion wyszedł z swojego biura i udał się na dziedziniec pod bramę aby porozmawiać, to okazało się, że przed bramą stoi potężna maszyna. Wygląda ona jak wyprofilowane samochód na wysokich kołach. Dodatkowo ma ono po dwa spore działa umieszczone zamiast lusterek, jak i kolce w środkach opon. Pojazd ten wygląda zarówno masywnie jak i delikatnie. Całości dopełniają czarne szyby, oraz umalowanie w piaszczyste moro. A koło niej stoi już elektryczny neczanin.
- To ten słynny Tytan? - spytał Linkolion.
- Taa … a to oznacza, że muszę już jechać. - odpowiedział chłodno Kurai, wrzucając swoje rzeczy do pojazdu.
- Tak, tak to zrozumiałe, ale piękna maszyna. - powiedział Linkolion.
Bez zbędnych pożegnań, Kurai wsiadł do pojazdu, przełączył swoją łączność, na kanały neczańskie, a następnie ruszył i jednocześnie odezwał się:
- QRV… QRV
-
QLS – odpowiedział głos w łączności, a po chwili dodał: - Czekałem na Ciebie, jak noc u porucznika?
- Chaotycznie, dobra Rudy właśnie ruszyłem w trasę, coś chcesz czy tak chcesz pogadać?
- Oczywiście, że chce, to tak odzywasz się rano i wieczorem, a dwa mam dla Ciebie misje.
- Jaką?
- W skrócie to pojedziesz do obozu smoków i rzucisz okiem czy wszystko jest ok, więcej informacji w sumie Ci nie jest potrzebne. Po za tym, że to rozkaz księcia Zekeren. - odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Przesłałem namiary na obóz, powinieneś ta dotrzeć za jakieś 3 dni.
- Widzę, że trasa obejmuje dziennie dużo godzin jazdy.
- Dostosowałem ją pod Ciebie, jakoś nie obstawiam, że będziesz się ociągać. Plus domyślam się, że po ostatniej misji i tak byś potrzebował samotności.
- Taaa … dobra to jadę tam.
- Tylko ostrożnie, pamiętaj nie zwracać na siebie uwagi i odzywać się! - powiedział Rudy, a następnie dodał: - Pisałeś do Yorokobi jak wyszliście z wieży?
- Rina pisała.
- Dobrze, satysfakcjonuje mnie to i tak ma pozostać… właśnie coś muszę wiedzieć przed raportem Taakat?
- Nie … - odpowiedział chłodno Kurai, prowadząc.
- Jak się pracowało z tak dużym oddziałem?
- Czy Ty chcesz mój raport teraz?
- Tak, a o co chodzi? Szczegółowy będę chciał od Taakat, ale Twoją wersje też chce poznać.
- Niech Ci będzie, nie mam większych zastrzeżeń, potrzebowaliśmy się dotrzeć ale było w porządku.
- Jakby się tak przytrafiło, w razie coś chcecie z nimi współpracować?
- Taa …
- Doskonale

- Opowiedz, o tej wieży Bromano, strażnik biblioteki twierdzi, że ta wieża była bardzo inteligentna i, że od samego wejścia miała zaplanowane „komnaty”
- To by się zgadzało. Zwłaszcza, że mieliśmy inne zadania niż opowiadał drugi oddział oraz wieża „rozmawiała” z nami.
- Właśnie, o co z tym chodzi?
- Pisała nam różne informacje w języku starobromano, ot że trzeba coś zrobić, albo chce od Nas czegoś. Różnie w zależności od sytuacji.
- Rozumiem. Kto u Nas czytał?
- Oficerowie, ogarnialiśmy na tyle, że wystarczyło.
- Świetnie! A jak starczało Wam leczenia między komnatami? Sajlu wspominała coś, że u nich potrzeby leczenia było za dużo.
- Odkryliśmy, że takie kanapy które dawała Nam wieża, również leczą, a właściwie to wspomagają leczenie.
- Zaskakujące. Jaka jest szansa, że ich nie mieli?
- Możliwe, że mieli coś innego co leczyło, albo nie odkryli tego. Wieża mimo wszystko „dbała” o swoje „zabawki” nawet jak nie mówiła czegoś wprost.


************


Na piaszczystej pustyni stoi duże białe auto z paką. Pojazd jest masywny nawet jak na pick-up, i dymi u się spod maski. Natomiast na pace ma jakieś kartony, ale jest tam jeszcze sporo miejsca. W koło na piasku, są tam tylko ślady pojazdu i co najmniej jeden osoby.
- Chyba jest tu jedna osoba. - powiedział cicho Otachi.
- Przepraszam, jest tu ktoś? - Spytała nagle dość głośno i przyjaźnie Rina.
W ten z auta wyszedł wyszła stosunkowo niska postać, ubrana w dość luźne i przewiewne ubrania w kolorze zbliżonym do beżowej bieli. Nieznajomy ma również założony turban jak i zakrytą twarz.
- Ja tu jestem. - odpowiedział ciężki męski głos, a następnie obserwując neczan szybko powiedział: - Widzę, że jesteście wojskowymi, ja jestem Ilay.
Po tych słowach nieznajomy odsłonił twarz. Ma on skórę przypominającą trochę brudniejszy pustynny piasek. Dodatkowo ma krótką szarą brodę oraz wąsy. Całości dopełniają zielone oczy i trochę zmarszczek na twarzy. Następnie mężczyzna pokazał ręką na maskę i powiedział:
- Wiozłem trochę zapasów z miasta, a ten stary dziad się przegrzał.
- Zdecydowanie się zagotował. - powiedział Issah oglądając auto pod maską.
- Możecie przyjść. - wtrącił Otachi.
- Dobra, wydaje się być bezpiecznie. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Issah rzuć okiem na auto.
- Tak jest! - odpowiedział Issah i pierwsze co zrobił to swoją lodową mocą zaczął schładzać auto.
- Jest Was więcej? - spytał Ilay.
- Tak. - odpowiedział Otachi.
- Może chce Pan się napić wody? - spytała Rina.
- Nie dziewuszko, jeszcze mam swoje zapasy. - odpowiedział Ilay.
Wkrótce zanim reszta oddziału dodarła Otachi i Issah sprawnie naprawili samochód. Okazało się, że winą przegrzania nie było tylko straszliwie gorące słońce ale również uszkodzona uszczelka pod głowicą. Na szczęście właściciel auta miał zapasową. Kiedy reszta oddziału podeszła to Otachi zamykał już maskę, a Issah zostawiał cienką lodową warstwę na masce.
- Gotowe, auto spokojnie będzie działać jak złoto. - powiedział Otachi.
- Starszy nomad powinien potrafić wymienić uszczelkę. - powiedział Stevenen
- I potrafię młody człowieku, jednak w taką pogodę nie jestem wstanie sam schodził auta. - odpowiedział Ilay.
- No nic, auto naprawione to możemy iść dalej. - powiedział twardo Taakat.
- Dokąd idziecie? Mogę Was trochę podwieź. - odpowiedział Ilay.
- Zależy jak daleko jedziesz? - odpowiedział Taakat.
- Jadę do wio
ski Bato a Purok. - odpowiedział nomad.
Na te słowa Hachi wyjął i otworzył mapę a następnie pokazał ją nieznajomemu jak i dowódcy. I zaczęli szukać jej wzrokiem. Nagle Hachi ją znalazł.
- To będą te góry tutaj. - powiedział ziemny neczanin.
- To możesz podwiesić Nas do tych skał przed wioską i dalej pójdziemy w swoją stronę. - odpowiedział Taakat.
- Pod same nie, ale dostatecznie blisko mogę, a tych skałach możecie spędzić noc. - powiedział Ilay.
- Zapewne tak zrobimy. - odpowiedział Taakat.
- Świetnie, to pakujcie się na pakę i jedziemy. - odpowiedział Ilay, a następnie dodał: - Panienka o żółtych oczach może jechać ze mną w kabinie.
- Nie, wszyscy pojedziemy na pace. - odpowiedział twardo Taakat.
- Dobra, czas jechać. - odpowiedział Ilay.
Po chwili cały neczański oddział rozsiadł się na pace auta, a nomad wsiadł za kierownice i pojazd ruszył. Jadą stosunkowo szybko jak na warunki pustynne.


************


Na skraju jednego z lasów Kurai zrobił sobie przerwę od jazdy. Obecnie czyta książkę, leżąc na tylnym siedzeniu w dobrze zamaskowanym Tytanie, co prawda świeci jeszcze słońce, lecz możliwe, że planuje jechać nocą, aby jeszcze niej rzucać się w oczy. Pojazd jest tak dobrze zamaskowany że przechodzące obok stado istot które wyglądają jak pomieszanie zebry, gnu i wilka. Mają one smukłe koniowate ciało oraz nogi pysk, dodatkowo mają delikatnie zaokrąglone rogi oraz puszysty wilczy ogon. Wszystkie sztuki są śnieżno białe i w różnych wielkościach. Te tajemnicze stworzenia przechodzą tak blisko pojazdu bojowego, że dość często potrącają go. Jednak potężne auto nawet się nie bujnęło i stało jak stało. Wkrótce neczanin odłożył książkę, przeciągnął się, usiadł za kierownicą i ruszył w dalszą drogę. Nieopodal na drodze z głębokimi rowami, zobaczył leżące stado niezwykłych stworzeń, które od razu podniosło się i odsunęło kiedy zobaczyło auto. Jednak jedna z brzemiennych klaczy nie podniosła się. Kurai zatrzymał się, wysiadł z pojazdu i podszedł do zwierzęcia. Okazało się, że leży ona na lewy boku, w taki sposób ze jedna z głębokich bruzd uniemożliwia jej wstanie. Klacz nie może ani wstać ani się sama obrócić aby wstać. Elektryczny neczanin ostrożnie do niej podszedł złapał ją za prawe przednie kopyto, i dość szybko obrócił ją na drugi bok. Nie wymagało to nie wiadomo jakiej siły, jedynie stanowczości jak i uważania, na rogi zwierzęcia. Spanikowane zwierze dzięki temu bardzo szybko wstało i uciekło do czekającego nieopodal stada, Natomiast Kurai, wrócił do Tytana i ruszył w dalszą drogę.


************


Neczanie podróżujący na pace pick-up właśnie wysiedli niedaleko skał, do których muszą jeszcze dość. Kiedy nieznajomy tylko odjechał to Taakat, stanowczo powiedział:
- Idziemy tam, robimy dużo śladów i spadamy. - a po chwili dodał: - Otachi potem zatrzesz nasze ślady że ruszaliśmy dalej.
- Tak jest. - odpowiedział wietrzny neczanin.
- Po co to wszystko? - spytała Diuna.
- Nie ufam temu facetowi i nie zdziwię się, że w nocy kogoś tam na Nas naśle. - odpowiedział chłodno Taakat.
- Chyba jesteś przewrażliwiony. - odpowiedziała Diuna.
- A Ty prosisz się abym pokazał Ci gdzie jest Twoje miejsce. - odpowiedział twardo Taakat.
Następnie wszyscy zrobili to co porucznik rozkazał. Cały oddział udał się pod wysokie skały, które pokazywali nieznajomemu, narobili tam śladów tyle ile się dało, a następnie pospiesznie udali się w kierunku oazy która była ich celem. Tymczasem Otachi przy pomocy wiatru skutecznie porusza piasek, których zakrywa ich ślady mówiące, że opuścili teren wysokich i ciemnych skał. Po dłuższym czasie wędrówki nie widać tych skał nawet na horyzoncie. Pierwsi idą Hachi, z mapą i Otachi który cały czas utrzymuje wiatr przy powierzchni piasku, który zakrywa ich ślady. Dalej idzie Issah, a za nim idą Diuna, Kiazu, Stevenen oraz Key’leanem. Natomiast na samym końcu stawki idzie Taakat i Rina. Nagle ognista neczanka zatrzymała się i zrobiła sobie urocze selfie jak wysyła buziaka.
- Nawet tu robisz sobie selfiaka? - spytała Diuna.
- Oczywiście i nawet w takich warunkach jestem olśniewająca. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- Tak, tego nie można Ci odmówić. - dodał Key’leanem.
- W tym upale chyba najlepiej się trzymasz. - dodał Stevenen.
- Taki mój urok. - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.
- A co jak wojna zniszczy Ci tą piękną buzię i ciało? - spytał Stevenen.
- Mam cudowną siostrę która uleczy wszystko, oraz wspaniałe rodzeństwo, które zadba abym nie wyglądała jak potwór, chociaż nie które szramy zapewne dodały by mi uroku. - odpowiedziała Kiazu.
- Zdajesz sobie sprawę, że nawet medycy jak i komory VieDies potrafią nawalić przez co pozostają blizny na stałe? - kontynuował Stevenen.
- Znam ryzyko, dzięki. Cokolwiek się nie wydarzy i tak będę śliczna i zajebista. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.


************


Kurai, prowadząc auto po kamiennym i delikatnie górzystym terenie, po chwili Jego telefon w za wibrował. Neczanin w miarę od razu go i zobaczył powiadomienie, więc odczytał wiadomość. Okazało się, że dostał krótki filmik od Kiazu na którym ognista neczanka przesyła buziaka, jednocześnie gestykulując lewą ręką, tak, że na końcu nagrania ewidentnie wskazuje coś w prawym górnym rogu nagrania. Neczanka pokazuje jak w oddali Taakat idzie z Riną, na oko są w takiej odległości, że reszta oddziału ich doskonale widzi, ale na pewno nie słyszy. Elektryczny neczanin skręcił, tak jak prowadzi droga i odpisał, krótko: „ ok”, po czym ponownie skupił się na jeździe dalej.


************


- Hmm… czemu to mi dotrzymujesz kroku? - spytała pokornie Rina.
- Może, bo lubię Twoje towarzystwo? - odpowiedział Taakat.
- Skoro tak mówisz… a właśnie… dziękuję, że nie pozwoliłeś mi jechać z Ilay. Mam wrażenie, że mogłabym coś popsuć.
-Nic byś nie popsuła. Myślę, że doskonale wiedział, że od Ciebie mógłby wyciągnąć jakieś informacje, pokroju tego gdzie naprawdę nocujemy, albo nawet mógł Cię skrzywdzić, albo wykorzystać abyśmy to my robili co chce.
- Rozumiem.
- Od pierwszego kontaktu, straszliwie mu nie ufam a cała ta sytuacja z tym pick-up mocno podejrzana.
- Część oddziału twierdzi, że przesadzasz.
- Moje chłopaki często tak twierdzą i równie często widzą, że jednak miałem racje.
- Męski instynkt…
- Bardziej doświadczenie, ale możesz to i tak nazywać. - odpowiedział Taakat, a następnie spytał: - Radzisz sobie?
- Taak …. jest ok … -odpowiedziała pokornie Rina, a po chwili niepewnie dodała: - hmmm… Taakat … Ty wiesz o Nas czy się domyślasz?
- W sumie I jedno i drugie. Domyślałem się i dowiedziałem się, że mam rację, ale jeśli to ma sprawić, że poczujesz się lepiej to powiem, że nie miałem i nadal nie mam zamiaru umieszczać tego w raporcie, a moi ludzie jestem wręcz pewien, że nawet nie zauważyli tego.
- Dziękuję …
- Nie ma za co, to akurat nie powinno nikogo obchodzić. - odpowiedział Taakat mrugając okiem.
- Dzięki … hmm… skoro już o tym rozmawiamy, to ….
W tym momencie dało się usłyszeć odległe eksplozje. Stosunkowo cicho a jednocześnie były doskonale słyszalne i spowodowały, że cały oddział się zatrzymał.
- Co to było? - Spytał Stevenen.
- Hachi, daj lornetkę. - powiedział twardo Taakat.
Na te słowa ziemny neczanin wyjął z plecaka swoją lornetkę i rzucił ją porucznikowi, który od razu przez nią spojrzał. Szybko wyregulował i po chwili zobaczył daleko na horyzoncie czarny dym. Dokładnie w kierunku gdzie były skały proponowane na nocleg.
- Chyba kolega Ilay, doniósł na Nas. - powiedział twardo Taakat, a następnie dodał: - Wynosimy się stąd i to szybko, A Ty Otachi zadbaj aby dalej Nas nie wytropili.
- Tak jest. - odpowiedział cały oddział.
Otachi przywołał większy wiatr na znacznie większej przestrzeni i sprawił, że powstała całkiem spora i nagła burza piaskowa, to zdecydowanie pozwoliło, że oddział dalej nie został zauważony. Niedługo potem oddział dotarł do upragnionej oazy. Nie jest ona jakaś bardzo duża, ale dla nich na pewno wystarczająca. Po środku znajduje się spore jeziorko z czystej i płytkiej wody, a wkoło rośnie trawa, trochę kaktusów, jak i różne drzewa owocowe. Jedne przypominają daktyle, inne przypominają morele, ale pachną smakowicie. Dodatkowo rośnie tutaj parę różnokolorowych pokrzyw, o liściach od czerwonych po fioletowe. Przy jeziorze piją dwie duże antylopy z smoczymi pyskami, które wyglądają jakby były stworzone z najczystszego kryształu.
- Łał, ale tu pięknie. - powiedziała Rina, robiąc kilka zdjęć.
- Oby Ci od Ilay tutaj nie wpadli. - powiedziała Diuna.
- Właśnie, po pierwsze dzisiaj w nocy będą podwójne warty i musicie zachować maksymalną czujność. - wtrącił Taakat, a następnie dodał: - Po drugie, uzupełnijcie zapasy wody, owoców i wszystkiego co się da i ruszamy dalej.
- Niby gdzie? - odpowiedział Stevenen.
- Hachi, znajdź inne miejsce na nocleg. - odpowiedział twardo Taakat.
- Serio musimy jeszcze iść? - spytała Diuna.
- Ruszać się, powiedziałem, co macie robić i jak będziecie marudzić to zadbam, że będziemy iść nawet całą noc, a nie tylko do zmroku. - odpowiedział porucznik.
- Heh, dobra a jak te warty? - spytał Stevenen.
- Od 22 co 2h, zaczyna Płomyczek z Diuną, potem Ty i Issah, potem Rina, Key’leanem i ja, a na koniec Hachi i Otachi. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Mieliście coś robić a nie opierdzielać się i gadać.


************


W jakieś jaskini w bliżej nie określonym miejscu, kiedy na dworze jest już ciemno, stoi zaparkowany i zamaskowany Tytan. To był długi dzień, więc elektryczny neczanin szykuje się do spania i jednocześnie rozmawia, przez łączność.
- Jak droga? - spytał Rudy.
- Dobrze, jestem dalej niż zakładaliśmy. - odpowiedział Kurai.
- Miałeś nie przeginać, mam nadzieje, że już nie jedziesz tylko odpoczywasz.
- Tak, tak… - odpowiedział chłodno Kurai, a po chwili dodał: - Tu jest dobre miejsce na nocleg.
- Rozumiem, jednak staraj się nie przeginać z ilością jady.
- Taaa, tyle chciałeś? Można kończyć?
- Jeszcze Cię pomęczę. O której ruszasz?
- Koło drugiej, chce ruszyć przed świtem.
- Rozsądne. - odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Zamelduj się rano z trasy.
- Taki był plan…
- Jakieś jednostki wroga?
- Nie, nikogo nie widziałem.
- Właśnie, porucznik Linkolion marudził na Ciebie, że nie chciałeś z nim rozmawiać.
- A Ty byś chciał?
- W obozie jest bardziej irytujący?
- Taaa …
-
To bym unikał go jak ognia.
- To masz odpowiedź …
- Jasne. A o co chodzi ze smokiem i tym, że kazałeś mu wyłączyć łączność?
- Chciałem spokoju i aby nie truł mi nad głową.
- OK, a co z tym smokiem?
- Młodzik, pozamiatał Ursal i Orudi. Smok zabezpieczony i nie będzie sprawiał problemów.
- Porucznik twierdzi, że nie walczyłeś z nim.
- Nie było takiej potrzeby.
- Zrobiłeś mu „sio sio” i sobie poleciał?
- Można tak powiedzieć.
- Chciałbym to zobaczyć.
- Nie wiem czy Orudi nie streamował tego, może jakieś shoty z tego gdzieś krążą. Wiem, że próbował kręcić.
- Nie wierzę, pozwoliłeś mu na to?
- Nie, i jego telefon miał wypadek.
- Hmm… to już bardziej brzmi jak Ty. Skąd pomysł, że mógł nadawać na żywo?
- Porucznik w obozie ma kamery i stały nasłuch praktycznie wszędzie i wręcz uczy swoich ludzi, że to coś jak najbardziej akceptowalnego, tak samo jak pokazywanie różnych rzeczy. A Ci młodzi wchłaniali to jak gąbka i pokazywali w sieci więcej niż powinni. - powiedział chłodno Kurai, a po chwili dodał: - Wejdź w linka.
- Linka? Co tam mi wysłałeś? - odpowiedział Rudy, a następnie odpalił linka i po chwili odpowiedział: - Ja pierdole, piękne kwiatki na PUBLICZNYM profilu. Jak na to natrafiłeś?
- Sam się tym chwalił, na pewno rano przy śniadaniu, więc przejrzałem to i owo.
- Wyjebiście I to na stałym nasłuchu dowodzącego!?
- Taaa…. Orudi co prawda ma konto prywatne, ale podejrzewam, że transmisja na żywo z mojego starcia ze smokiem mogła tam trafić.

- Co za syf… ile oni mają lat?
- Są jakoś w wieku moich ludzi.
- Dobra to trochę tłumaczy ale i tak się wkurwiłem, psia mać nawet KIAZU nie publikuje takich rzeczy, a mogłaby i miałaby więcej like niż ten typ…
– odpowiedział Rudy, a następnie dodał: - Skoro twierdzisz, że mógł nadawać na żywo a nie tylko nagrywać to popytam porucznika, może coś wie i przy okazji zrobię tam mały raban, bo te rzeczy nie powinny trafiać do sieci. Czy tam jest filmik z seksu w mundurach?
- Taaaa ….
- Ja pierdole … czy ja dobrze widzę LOKALIZACJĘ jednego z obozów!? Co prawda już nie istniejącego bo był tymczasowy, ale no nadal … Kurde, poodgarniam aby konta zniknęły ale to może potrwać, tak nie może być. Psia mac przydałoby się znać jakiegoś oficera wysokiego rangą od nich, który umie w zasady i tam ogarnie wszystko. Swój to zawsze lepsza opcja. Nie zdziwi mnie to, że znasz jakiegoś?
- Przeceniasz mnie …
- Ta, ta zaraz mi z czymś wyskoczysz … tak jak z biblioteką ksiąg zakazanych…
- Ty idź już zrobić ten raban, i te inne sprawy, a mi daj odpocząć.



************


Gdzieś na piaszczystej pustyni, wśród piaskowych skał neczanie mają rozstawiony swój obóz. Jest późna noc, albo wczesny świt. To ta pora w której jest jeszcze ciemno, a jednocześnie już się czuje, że zaraz wstanie dzień. Taki najzimniejszy a zarazem najniebezpieczniejszy okres, to czasowo jedna z najtrudniejszych wart. Podczas tej warty skulona Rina siedzi przy ognisku, na wprost niej siedzi Key’leanem który wstawia wodę na kawę. Tym czasem Taakat robi obchód w około skał.
- Co Ty za szczury masz na kolanach? - spytał nagle Key’leanem.
- To Empe’ebibe. - odpowiedziała spokojnie Rina głaszcząc nie duże puchate stworzonko siedzące jej na kolanach. Zwierzak ten ma pysk lisa, ale jednocześnie ma mysie uszy i zęby. Dodatkowo całe ciało ma myszowate, za to łapki i ogon ma lisie. Kolorystycznie jest brązowo beżowe i czarnymi elementami, jak końcówki łap, ogona czy uszu.
- Jeden pies, jeszcze ma jakąś wściekliznę czy coś, albo wyżre Nam zapasy przez to, że przyniosłaś to do obozu.
- Ona sama przyszła, i mieszka na tej pustyni… i nie ma wścieklizny… - odpowiedziała Rina delikatnie miziając zwierzaka pod bródką i za uszami.
- Ta jasne, po każde dzikie zwierze się samo z siebie łasi jak wszystko z nim w porządku.
- Może ma taką umiejętność, że zwierzęta ją lubią? - wtrącił nagle Taakat siadając przy ognisku.
- Ty mi lepiej powiedz, czemu ta warta i czemu taki nerwowy jesteś? - odpowiedział Key’leanem.
- Jeśli mają Nas zaatakować to zrobią to podczas tej warty. - odpowiedział Taakat, przypalając papierosa.
- Ma to sens, szkoda że nie dałeś nam Kiazu na wartę. - odpowiedział Key’leanem, przesiadając się bliżej wodnej neczanki, co spowodowało, że zwierzak na jej kolanach uciekł.
- Mam swoje powody dla których ta warta ma taki a nie inny skład, a Tobie nie muszę się z tego tłumaczyć. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Key’leanem zrobiłeś mi kawę?
- Pewnie, tam stoi. - odpowiedział ognisty neczanin trzymając mocno speszoną neczankę za kolano i nie dając jej wstać.
- Dzięki, oby była mocna - powiedział Taakat, biorąc kubek z kawą stojący przy ognisku.
- Wystarczająco mocna? - spytał ognisty neczanin, dalej mocno trzymając koleżankę, za jej lewe kolano.
- Mogłaby być mocniejsza, ale ujdzie -odpowiedział porucznik, a po chwili dodał: - Rina, zerknij na moją ranę, a Ty Key’leanem idź się przejdź na obchód bo ewidentnie Ci się nudzi.
- Tak jest. - odpowiedziałam bardzo nie chętnie ognisty neczanin, a następnie wstał i poszedł na obchód.
- Em … gdzie masz tą ranę? - spytała speszona Rina, podchodząc do porucznika.
- Nie mam, chciałem tylko abyś usiadła bliżej mnie. - odpowiedział Taakat, mrugając okiem, a następnie dodał: - Od dawna Cię zaczepia?
- Jakoś od poranka … momentami próbuje…
- Ja pierdziele … - powiedział Taakat, dalej paląc, a po chwili dodał: - Tak jak teraz? Czy bardziej?
- Teraz było bardziej ...
- Spokojnie, nic Ci nie zrobi, to skończony palant jest, dzisiaj pewnie za bardzo słońce mu przegrzało mózg a jutro się ogarnie…
- Rozumiem …
- Ale w razie coś jakby to miało sprawić, że będziesz się lepiej czuła to możesz w miarę mi towarzyszyć podczas drogi, to go tam ogarnę jakby Jego mózg jednak się przepalił.
- Jak sobie życzysz….
- Jak ogarnęłaś tego małego Empe’ebibe?
- Samo przyszło, a jak się odezwałam to weszło na kolana i dało się głaskać.
- Ciekawa umiejętność, na większe zwierzęta tak działa?
- Tak, w dużej mierze tak…
- Przydatna umiejętność, przypomnij kim byłaś przed wojną?
- Pracowałam w gabinecie weterynaryjnym ...
- No to dobra umiejętność na dobrym miejscu. Wyuczona?
- Hmm… raczej nie … wiesz od zawsze tak mam … |
- Dobre, może dlatego tak szybko opanowałaś wodnego towarzysza.
- Może …
- Spokojnie, nie traktuj tego jako ujmę, to dalej komplement.
- A oki …
- Nie myślałaś aby być gdzieś przy Inuma?
- Wole chyba być z rodzeństwem…
- Spokój jest. - wtrącił Key’leanem wracając i siadając z dala od wodnych neczan.
- To akurat plus. - odpowiedział Taakat.
- Chyba Nam odpuścili. - powiedział Key’leanem.
- Raczej Otachi dobrze się spisał i nie znaleźli naszych śladów. - odpowiedział Taakat, gasząc papierosa.
- Myślisz, że nasłał na Nas wrogi oddział czy jakiś najemników? - spytał Key’leanem.
- Podejrzewam, że najemników. - odpowiedział porucznik, a następnie dodał: - Oddział by musiałby być spory, a wydaje się, że byli gotowi aby tam unicestwić oddział dowolnych oddziałów. Idąc dalej najemników znacznie łatwiej ukryć, ba tacy zwykle dużo lepiej znają dany teren czy okolicę i doskonale wiedzą gdzie polować, gdzie szykować pułapki itd. Podejrzewam nawet ze Ilay jest najemnikiem.
- W sumie, typ był podejrzany. - odpowiedział Key’leanem.
- Ładunek na jego pick-up również, te skrzynie były wypełnione kamieniami, a nie zapasami jak twierdził, że są. - dodał porucznik.
- Łał… co to jest? - spytała nagle Rina pokazując coś w oddali i jednocześnie robiąc zdjęcia.
W tym momencie pozostali zwrócili się w we wskazanym kierunku. Tam w oddali było ogromne stworzenie poruszające się trochę jak goryl, nie widać go dokładnie ale sprawia wrażenie jakby był poruszającą się polaną. Stworzenie porusza się powoli i majestatycznie.
- To chyba Slumberon albo Magborglug. - powiedział Taakat.
- Zaskakujące, że tak cicho się porusza. - dodała Rina ustawiając na skałach aparat na długi czas naświetlania aby spróbować zrobić mu wyraźniejsze zdjęcie.
- Ale bydlak… - powiedział z zaskoczeniem Key’leanem.
- „That's what she said- odpowiedział Taakat, z lekkim, delikatnie sugestywnym uśmiechem.



************


Słońce nie dawno wstało, ale nadal ma blade promienie, które jeszcze nie grzeją, a jedynie pięknie iskrzą budząc tym samym świat do życia. Kurai już od dłuższego czasu prowadzi pojazd bojowy. Po dłuższej chwili telefon neczanina zaczął wibrować, więc wyjął go z kieszeni, zobaczył kto dzwoni i dał na głośnik, jednocześnie kładąc komórkę na siedzeniu obok.
- Wiesz, że mogłeś odpisać?
- Mogłem, jednakowoż znaj moją łaskę, wysłucham Cię. Chociaż na te rozmowę cieszę się równie mocno co TY. – odpowiedział męski znajomy głos w słuchawce, a następnie dodał: - Ale nie za darmo.
- Co chcesz?
-
Dowiesz się, jak w swojej wielkiej łaskawości ocenie sytuację. Nie mogę sobie pozwolić na bycie stratnym. A teraz jednakowoż mów.
- Heh … to masz jeszcze kontakt do tego rycerza banneret czy nie?
- Mam, oczywiście, że mam, za kogo Ty mnie masz? A teraz mów po co Ci ten kontakt? Nie oddam takiej wiedzy od tak i byle komu. A zwłaszcza takiemu irytującemu jak Ty.
- Jest potrzeba aby „swój” oficer wysoki rangą zrobił porządek w jednym z obozów.
- Taki potężny kontakt nie jest po to aby ogarnąć byle sprzątanie, bo jakiś szeregowiec się nie słucha.
- Wojskowi z tego jednego obozu udostępniają na mediach społecznościowych np. lokalizację obozów jak i wiele innych kwiatków, które nie powinny trafiać w ogóle do sieci a tym bardziej na publiczne profile.
- Jednakowoż daj poczytać, sam ocenie. A skoro są publiczne to ta wiedza i tak mogła do mnie dotrzeć rożnymi drogami i zapewne jednakowoż by trafiła gdybym miał czas na sledzenie takich komunikatów.
Na te słowa Kurai wziął telefon do ręki i wysłał mu linka do jednego z kont. Jednocześnie dalej prowadząc Tytana.
- Ty wiesz, że zawartość tego jednego konta może się klasyfikować pod sąd wojskowy?
- powiedział Sachiner po dłuższej chwili ciszy.
- Taaa …
- W sumie jakby to nie było ważne to nie pisałbyś z tym do mnie. Rzeczywiście ktoś mocny by się przydał, aby ogarnąć ten syf. Jak dobrze, że to nikt z wspaniałych wojsk Angelis. Jednakowoż Ty nic nie jesteś wstanie dać mi za tą wiedzę. Nie stać Cię na ten kontakt i na moje usługi w tym temacie.

- Ja może nie, ale Rudy już zapewne prędzej.
-
I Nawet nie próbuj zagrywać jak Kiazu. Zaraz powiadasz, że mam się ugadywać z Neczańskim generałem?
- Taaa….
- Pewnie mam powiedzieć, że mnie przysyłasz abyś zebrał pochwały i zapulsował u przełożonego.
- Dobrze wiesz, że nie. W sumie nawet lepiej aby nie wiedział, że rozmawialiśmy.
- To w takim układzie, zmienia postać rzeczy i jednakowoż może mi się opłacić.
- Niech zgadnę Kiazu coś chciała i nasłała Rinę aby Cię podeszła?
- Nie znoszę Cię, jednakowoż można tak to ująć. Powiedzmy, że otworzyłeś mi pewne drzwi, które są lepsze niż moja poprzednia karta przetargowa, więc niech będzie powiem Ci, załatwiłem tej małej wrednej ulubienicy Diwy pewną opłacalną robotę. Na której ja oczywiście też korzystam. Jednakowoż, ta ze swoim wspaniałym chaotycznym charakterem nie umiała ze mną rozmawiać, więc oddała słuchawkę Twojej, jakże cudownej, lepszej połowie.
- odpowiedział bardzo arogancko Sachiner.
- Rozumiem, to teraz w sumie masz dobrą kartę przetargową, aby wyrwać Kiazu do pracy.
- Dokładnie to zamierzam zrobić. Jednakowoż w takim wypadku w tym interesie to o zgrozo, nie wieże, że to powiem, ale to ja wiszę przysługę Tobie.
- odpowiedział inkub.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz