poniedziałek, 12 stycznia 2026

EPIZOD 285

 

Małe, wielkie zmiany

Mały, nisko osadzony, wysmukły, czarny sportowy samochód. Który swoim wyglądem przypomina Lamborghini Huracan, więc to dobrze wyglądające auto z klasą. Właśnie wjeżdża do urokliwego, ceglanego miasteczka, spowitego przez bystre promienie słońca. Przepełnione jest ono krętymi, kolorowymi uliczkami, które nadają temu miejscu niepowtarzalnego klimatu. Jedne budynku są z czerwonej cegły, inne z żółtej a jeszcze inne z kremowej, ale razem tworzą spójną całość. W tym wręcz kamienny miasteczku, przewija się też sporo drzew i zieleni.
- Już niedługo będziemy na miejscu. - powiedział Stevenen.
- To dobrze… Moja siostra już by robiła zdjęcia. - odpowiedziała Diuna.
- To zrób jakieś i wyślij.
- W sumie …. - odpowiedziała Diuna, po czym wyjęła z kieszeni swój telefon, zrobiła zdjęcie przez przednią szybę auta, a następnie wysłała je na wspólną konwersację.
- Dla Ciebie to nie jest urokliwe miejsce?
- Wole nowocześniejsze miasta, ale przyznaje jest tu bardzo ładnie.
Wkrótce neczanie dojechali na spory plac w kształcie muszli, opadający w dół w jedna z większych uliczek. Po środku znajduje się jasna fontanna, a na końcu placu znajduje się restauracja do której zmierzali. Po chwili Stevenen wjechał w uliczkę obok, i zaparkował na parkinu zza budynkiem restauracji wśród wysokich budynków. Następnie zatrzymał się, wysiadł z auta i poszedł do samochodu z drugiej strony i otworzył drzwi psychicznej neczance mówiąc:
- Pani pozwoli.
Diuna podała mu swoją prawą dłoń i wkrótce z gracją wysiadła z auta, a następnie spytała:
- A co jak zrobi mi się chłodno?
- Mam marynarkę w aucie, niech będzie wezmę ją. - odpowiedział Stevenen, po czym wyjął z auta granatową marynarkę, następnie zamknął auto i oboje piękną uliczką poszli w kierunku restauracji.
- Widzę, że przygotowany na wszystko. - pochwaliła Diuna.
- Na wszystko i jeszcze więcej. - odpowiedział Stevenen, mrugając okiem.
- Skoro to ma być kara dla mnie to niech zgadnę, po kolacji uciekniesz z rachunkiem i mnie z tym zostawisz?
- Przyznaje, przeszło mi to przez myśl.
- Jesteś przewidywalny, jak każdy facet.
- Jakbym nie znal Taakat i Kurai’a to nawet przyznałbym Ci rację. A tak to może nie zanudzisz się w moim towarzystwie.
- Lubię Twoje towarzystwo, więc zanudzenie się odpada.


************


Książę Zekeren ogląda walkę treningowej ze swojej loży. Ta przestronna komnata z wielką i mocną szklaną ścianą skierowaną na arenę, to idealne miejsce do obserwacji starć. Całe pomieszczenie wygląda jak dość spory pokój, w którym znajduje się tam niewielka kuchnia, drzwi za którymi znajduje się łazienka. Jest tez też tam wygodna kanapa i stół, z krzesłami. Ten pokój umiejscowiony tuż nad areną walką, to jedna z ulubionych komnat księcia. Volaure stoi oparty o okno i ogląda zmagania. Po chwili po jego prawej stronie pojawił się komunikat o ważnym raporcie. Władca, od razu zwrócił na to uwagę i jednym szybkim ruchem otworzył raport i przeczytał go, następnie wyjął swój telefon z kieszeni, wybrał numer i zadzwonił.
- Brat, weź mnie informuj przed raportami, że coś odwalasz w obozie, co? - powiedział nagle Volaure.
- Jak tam sobie chcesz … to i tak nic nie zmienia. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Zmienia i to dużo, - odpowiedział książę, a następnie dodał: - Bajeczka w raporcie do mnie nie przemawia… Co się stało, że wypuściłeś smoka?
- Ona potrzebowała zniknąć, wróci i będzie widnieć jako Velvet.
- To nawet nie zdradziła im prawdziwego imienia? Grubo. Czemu potrzebowała zniknąć?
- Nie powiedziała, ale po jej zachowaniu zakładam, że albo ma gdzieś gniazdo z którego lada chwila wyklują się młode, albo potrzebowała zbudować gniazdo i złożyć jaja.
- Hmm… luz to trzymanie jej na siłę w obozie nie miało sensu. Tym bardziej informuj mnie o takich rzeczach, a nie że dowiaduję się z raportu.
- Tak, tak.
- Aha i nie ucz ich, że jak wpiszą Ciebie do raportu to przymknę na coś oko. W razie co właśnie dostałeś zjebe, że dopuściłeś do ucieczki smoka.
- Spoko.
- Miałeś w ogóle z nią szarpaninę?
- Taaa …
- Zrobiła Ci coś?
- Nie, jest ok.
- Zabrałeś sobie Aniołka?
- Nie, jestem tutaj sam.
- Yhy … tak więc mówisz, że smok Ci nic nie zrobił i jest ok, tylko po to abym się nie martwił?
- Heh … Rozwaliła mi rękę, ale jak ją wypuściłem, to wróciła, uleczyła mnie i dopiero uciekła.
- Rozumiem, to stąd wniosek, że wróci?
- Powiedzmy …
- Dobra Brat, w sprawie smoków wiem, że mogę ufać Twojemu doświadczeniu, skoro mówisz, że wróci to w sumie mi to wystarcza. Dobrze pamiętam, że wracasz jakoś pojutrze?
- Tak, chyba, że ogarniecie mi kolejną misję „po drodze”
- Z mojej strony nic nie planuję, no chyba, że coś wypadnie. Aha … Postaraj się też tam uważać na siebie, nie chce czytać raportu, że smok odgryzł Ci głowę….
- Taa ….
- Masz dla nie jakieś „smaczki” z tego jak obóz funkcjonuje?
- Na te chwilę, nie.
- Luz. Zwróć szczególną uwagę na „karmienie”, poprzednia kontrola zwracała na to uwagę, że podchodzą po macoszemu do tego.
- Spoko.
- A i było coś nie tak z wieczorną rutyną.
- Rzucę okiem.


************


Przestronna sala restauracyjna, utrzymana w ciepłej atmosferze jasnego drewna z nutą czarnego metalu i kamiennych czerwonych cegieł. Znajduje się tutaj bar i parę wysokich krzeseł przy nich, jak i stoliki o różnych wielkościach. Diuna i Stevenen siedzą przy stoliku dla dwojga , który jest delikatnie na boku, a jednocześnie widać z niego cała sale, a jednocześnie sam ten stolik jest mało widoczny, co daje dużo intymności i poczucia bezpieczeństwa. Wszędzie unosi się zapach świeżych ziół jak i smakowitych potraw. Prócz pary neczan praktycznie cała sala jest zajęta przez innych gości. Widać, że Diuna i Stevenen kończą już przystawki, On ma w kieliszku lemoniadę, a Ona czerwone wino.
- Ty serio będziesz bez winny dzisiaj? - spytała Diuna.
- Obiecałem, że wrócisz w jednym kawałku, nie chce jechać po nocy pod wpływem. - odpowiedział Stevenen, a po chwili spytał: - Jak smakowała przystawka?
- Całkiem spoko, ciekawa jestem kolejnej.
- Tak, ten pstrąg może być ciekawy.
- Dobrze rozumiem, że to degustacyjne to dwa razy przystawki, dwa razy dania główne i deser?
- Tak w tym przypadku tak. Moim zdaniem to najlepsza możliwość aby jak najwięcej spróbować.
- Mi to pasi. - odpowiedziała Diuna, a następnie spytała: - To jak to było z tą dziewczyną?
- Nie ma co dużo o niej mówić. Poznaliśmy się na urodzinach znajomego, dobrze spędzało nam się czas, nie tylko na rozmowach, zakochałem się i miałem się oświadczać, a okazało się, że jetem tylko „przygodą” i ona nigdy nic do mnie nie czuła. I takich naiwniaków jak ja miała sześciu w jednym czasie i każdy zakochany po uszy i życie sobie z Nią układał.
- O ja pierdziele, dobra agentka. Wiesz moja siostra tez sypia z różnymi.
- Tak, ale to co innego. Kiazu od razu informuje, że to tylko zabawa i podrywa tylko dla zabawy. I przede wszystkim z góry wiadomo, że to tylko dla zabawy i że niczego więcej nie oczekuje. A tu ona ukrywała, że ma innych i że to zabawa. I każdego rozkochiwała w sobie dla różnych korzyści.
- Łapie różnicę. Długo byliście?
- 6 lat, prawie 7 w sumie.
- Długo ciągnęła.
- Oj nie tylko ciągnęła, wysysała również.
- To z pewnością.
- A Ty? Jakieś historie miłośne?
- Mam chłopaka, niby ponad 3 lata, ale w sumie oficjalnie się nie zeszliśmy, w sensie jesteśmy razem ale bez tego całego pytania „będziesz ze mną chodzić” itd.
- Dość chłodno o tym mówisz.
- Mój związek to jak to mówią moje siostry „uroczy związek na odległość” i niby go kocham, ale nie jestem szaleńczo zakochana, że skoczę za nim w ogień i jakoś mam wrażeniem że czy jest czy nie jest to nic nie zmienia.
- Rozumiem, na odległość ciężko jest utrzymać relacje, a co dopiero przyjaźń czy miłość.
- No trochę tak, chociaż Nam to raczej odpowiada.
- Bywa różnie. Hmm… Obie Twoje siostry kogoś mają?
- Taaa…. Kiazu ma otwarty związek i w sumie im to pasuje…
- Odważnie. - wtrącił Stevenen.
- Nom.
- Takie „kubowe” związki, jak nie jest się kubem, to mocny stopień zaufania, albo głupoty, zależy jak na to patrzeć.
- Dokładnie, chociaż wymaga też obustronnej zgodności pary, aby ta druga osoba nie czuła się porzucona.
- A to kwestia szczególnych charakterów, i wielu połączeń, które ogólnie wpływają, że jesteśmy z konkretną osobą. I w każdym wypadku idzie się w kopać w jakieś podstępne gówno.
- Takie jak Twoje?
- Też, w sumie dla niektórych Twój związek czy związek Kiazu to też niezłe gówno.
- Wszystko zależy od punktu widzenia.


************


W pokoju dziewczyn, trwa „babski wieczór”. Neczanki ubrane są stosunkowo luźno. Mają na sobie luźne, delikatne wyciągnięte T-shirt, które spokojnie sięgają im do połowy uda. Rina ma fioletowy, a Kiazu ma żółty, dodatkowo wodna neczanka ma na sobie krótkie czarne spodenki, natomiast ognista ma tylko koszulkę. Obie dziewczyny mają rozpuszczone włosy i siedzą na łóżku najbliżej okna. Rina siedzi po turecku, a Kiazu, na wysokich kolanach, klęczy nad nią i obecnie robi makijaż siostrze. Konkretnie w tej chwili wmasowuje jej krem nawilżający w twarz.
- Jakby było za mocno to mów. - powiedziała Kiazu.
- Spoczko … zwykle to ja miziam Ciebie … - odpowiedziała Rina.
- Haha, nooo, coś w tym jest … ale jak nie zadbam o Twoją skórę to podczas zabawy i kilku makijażach pod rząd to ją doszczętni zniszczę, a tego nie chcemy, - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem, a następnie spytała: - Jak dużego ma Kurai?
Wodna neczanka mocno się zaczerwieniła po czym mówiąc imię siostry schowała twarz w dłonie.
- No co? Chciałam abyś się zarumieniła, to przyśpiesza krążenie, a to dostarcza skórze więcej tlenu, dzięki temu lepiej zadbam o Twoją skórę.
- Yhy … - wydukała Rina.
- No już, jak bym chciała wiedzieć to sama bym sprawdziła. - odpowiedziała Kiazu delikatnie wachlując siostrę.
- Spra… sprawdziła?
- No, to jest mniej skomplikowane niż myślisz … Pamiętasz takie komory przy
Projekcie Haliya, które między innymi badały nasz stan i pokazywało siniaki i postępy?
- Nom pamiętam.
- No to te maszynki rejestrują też zarówno rozmiary cycków u babeczek, jak i rozmiary przyrodzenia u facetów, jak i wiele innych aspektów związanych z DNA i innymi rzeczami. Więc wystarczyło by się uśmiechnąć o wyniki. To nie powinno być trudne.
- Rozumiem. - odpowiedziała Rina, przestając chować twarz.
- Dobrze Ci to zrobiło. - powiedziała dumnie Kiazu, patrząc na siostrę.
W tym momencie za wibrował telefon wodnej neczanki, ta wzięła go do ręki i zaczęła czytać wiadomość.
- Co tam? Czyżby o wilku mowa? - spytała dociekliwie Kiazu.
- Hmm… niee … Sachiner napisał, że Redaktor naczelna wykorzysta aż 3 zdjęcia do okładek rożnych numerów, oraz sporo zdjęć do 2 artykułów…
- Oooo to super sporo fot, pewnie też podział na sukienki. Napisał, które?
- Niestety nie, mówi że zobaczymy jak się pojawią. Napisał również, że przelał Nam już pieniądze.
- Ekstra, jak tylko pozwolą mi iść do miasta to chętnie to wykorzystam! Jak i zamówię sobie trochę fajnych rzeczy przez sieć. - odpowiedziała radośnie Kiazu, a następnie dodała: - Ja wiem, że jeszcze prawie dwa miesiące, ale planujemy coś w tym roku?
- Fajnie by było…
- W sumie możemy poprosić aby Volaure ściągnął Nas wtedy na Zekeren, a jak wszystko nie wypali to możemy ubrać Cię w czerwoną kokardę i dać i też będzie dobrze. - odpowiedziała Kiazu śmiejąc się.
- Em …. w sumie już dostał mnie w kokardzie … - odpowiedziała Rina rumieniąc się.
- No co Ty gadasz!? - powiedziała zaskoczona Kiazu, a następnie spytała: - Kiedy?
- Emmm… prawie rok temu … W dniu Jego urodzin … jak była sesja zdjęciowa w willi ….
- Ale sztos! Mega!
- Było przyjemnie… - odpowiedziała Rina rumieniąc się...
- Nie wątpię w to! Zawsze w razie co można to powtórzyć, bo sprawdzone i działa – powiedziała Kiazu z uśmiechem, a po chwili rozmarzyła się: - Kurcze też bym chciała taka niespodziankę tylko w formie męskiej!
- Amisa?
- Prędzej Volaure, On zdecydowanie lubi jakby to powiedzieć wyrafinowane zabawy, Amis co najwyżej zgodzi się na obroże czy zabawki dla mnie, ale w życiu nie zgodzi się abym to ja była dominą chociaż lubi nie typowe miejsca… ale no Volaure to hmm… ciekawa liga, która zaskakuje i lubi zarówno klasycznie jak urozmaicanie. Polecam! No i prędzej by się zgodził jak coś.
- Em….okey ...
- Chyba że od tej strony nie znam swojego faceta bo tych kart jeszcze przede mną nie otworzył.
- Może być różnie …
- Ano, jak będzie pytał to śmiało możesz mu o tym powiedzieć, w sumie faceci czasem zaskakują. Patrz Takaat i ten zajebisty pocałunek… Kochana ja aż ciarki miałam…
- Uuuu….
- Noo, niesamowicie dobrze całuje …. - odpowiedziała Kiazu, a następnie spytała: - Swoją drogą ta cała laska od makijażu itd. nie wydawała Ci się jakaś dziwna?
-
Zeisai? Na tyle co ją obserwowałam to profesjonalna była.
- Tak, ona … niby tak ale jakaś taka totalnie nie w typie naszego pracodawcy i chociaż robotę wykonywała świetnie to była taka hmm… totalnie nie obecna i na zasadzie „ja tu tylko pracuje”?
- Może tak właśnie było, i nie chciała się z Nami spoufalać aby nie dostać ochrzanu…
- W sumie prawdopodobne… hmmm… w sumie chętnie wzięłabym u Niej parę lekcji z makijażu i stylizacji.
- Ery zapewne jest wstanie to ogarnąć…
- TAK! Masz racje, później do Niej napiszę.
- Kiazu, czy jakby ktoś za pieniądze zaproponowałby Ci, abyś z się z kimś spotkała to zgodziłabyś się?
- Hmm… powiem tak, jeśli kogoś nie stać aby podejść i do mnie zagadać to nie jest wart mojej uwagi. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Bo wiesz, Pani do towarzystwa za kasę to nie ja… jednocześnie tak czasem się zakładam o różne rzeczy, jak i gram w butelkę, ale to też w granicach zabawy i jakiś zasad.
- Rozumiem.
- A co? Nasz pracodawca chciał mi zapłacić za noc ze sobą, że takie pytanie?
- Hmm… Nie, nie … na stołówce słyszałam rozmowę jak jednemu z chłopaków podobała się się dziewczyna, ale bał się do niej podejść i zagadać i jeden z poruczników stwierdził, coś ze zapłaci Jej aby z nim poszła na randkę czy coś …
- Takie mocno sugerujące za kogo ją mają.
- Yhy …
- No, ja nie lubię takiego podejścia i osobiście powiedziałabym dosadnie temu facetowi co o tym myślę.
- A czym dla Ciebie różni się to od zakładu?
- Może nie być żadnej, a może być duża różnica. Widzisz oczywiście można zaproponować zakład, w którym idziesz z kimś na randkę. ALE po pierwsze warunki zakładów, zależą od obu stron i są tak naprawdę kompromisem, aby każdy był na plusie, kiedy wygrywa. Dodatkowo, zawsze możesz odmówić, zawsze też możesz poinformować kogoś o zakładzie. O np. Jestem pewna, że po turnieju otwarcie powiedziałaś Volaure, że masz zadanie z gry w butelkę.
- W sumie to sam się domyślił, a ja tylko przytaknęłam, ale nie wiedział co czeka.
- No widzisz, ale miał wybór, mógł w to wejść, a mógł powiedzieć „nie, dzięki nie bawię się w takie rzeczy” . I to z jakich powodów to zrobił to już inna sprawa, ale wybór miał i nie proponowałaś mu kasy bo musisz wykonać zadanie. Nie było „a dobra zapłacę Ci ale dasz mi wykonać zadanie” - odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała: - Wiesz, a tutaj dwa typy „sprzedały” między sobą dziewczynę. Co prawda można założyć, że dadzą jej wybór, ale mogą go również nie dać. Dodatkowo skoro o tym tak otwarcie rozmawiają to spodziewam się zagrania w stylu „ej zapłacę Ci abyś poszła na randkę z moim kumplem” i to od razu pokazuje za co ją mają i każda dziewczyna która zna swoją wartość, na bank na to nie pójdzie.
- W sumie, to niezręczne w każdej formie…
- O tak, to zdecydowanie i w sumie nie ma jednego dobrego rozwiązania, jak i podejścia do tego. Ale co by nie mówić, warto znać swoją wartość i nikomu nie dawać jej zdeptać.
- Oraz wyznaczać granice …
- Tak i wyznaczać granice i nikomu nie pozwalać ich przekraczać. I swoja droga mam nadzieje, że pewien Pan je szanuje.
- Tak szanuje je.
- I bardzo dobrze, jednak jeśli kiedykolwiek on, albo którykolwiek inny facet zrobił by Ci krzywdę to powiedz mi o tym. Ja już sobie porozmawiam wtedy o granicach z tą osobą.
- Dobrze…
- Nie dam nikomu Cię skrzywdzić…
- Awww …. dziękuję … - odpowiedziała Rina, po czym mocno przytuliła się do siostry, która odwzajemniła przytulenie.


************


W obozie smoków nadszedł czas już na wieczorne karmienie smoków. Po obozie kręcą się głównie osoby ubrane w długie materiałowe, grafitowe spodnie, jak i grafitowe koszule. Część osób ma ją zapiętą, a u części widać białą podkoszulkę gdyż ta część ubioru jest odpięta. W tym czasie wojskowi mają własną kolacje, i nie kręcą się zbytnio po obozie. Wyjątkiem jest Kurai, który uważnie obserwuje jak odbywa się karmienie smoków. Cywile na sporych wozach wiozą masywne miski, przepełnione w dużej mierze wszelakim mięsem.
- Co to za mięso? - spytał w końcu Kurai, jednego z cywili.
- Różne, to mieszanka dziczyzny i hodowlanego mięsa. - odpowiedział młody chłopak, będący furą czarnego wilka, o intensywnych błękitnych oczach.
- A konkretniej?
- A to musisz się zapytać
Fanto.
Na te słowa elektryczny neczanin nic już nie odpowiedział, rozjarzał się jeszcze po obozie, jak i porcjach jakie dostają smoki i udał się do głównodowodzącego cywilami.
- O Młody, czego potrzebujesz? - zapytał Fanto, wycierając ręce w ręcznik.

- Jakie mięso dostają smoki? - spytał chłodno Kurai.
- Jakieś 70% to mięso z byków Tauronów, reszta to totalna mieszanka głównie białego mięsa jak i jakiś owiec, ryb. - odpowiedział Fanto.
- Powinny dostawać mniej czerwonego mięsa, aby nie spasły się zbytnio. Zalecałbym mieszankę pół na pół ewentualnie 40% czerwonego mięsa.
- Bosman, mówił, że mamy się Ciebie słuchać, więc będzie jak chcesz. Chociaż to Smoczysław zamawia jedzenie dla smoków.
- A i przydały by im się w diecie też warzywa, owoce i zboża.
- Hmm… czyli mamy je traktować bardziej jak turniejowe smoki, a nie jak takie tylko do hodowli?
- Zdecydowanie tak, dzięki temu będą lepsze w ewentualnym boju.
- Dobra, to w takim układzie 40% warzywa, owoce, zboża i 60% mięsa, w stosunku pół na pół czerwone i białe oraz ryby. Myślę, że od rana jesteśmy wstanie wprowadzić zmiany i dać im chociaż warzywa, owoce i zboża oraz jakieś orzechy. Teraz przy kolacji spora cześć już dostała swoje porcje.
- Może być od rana. Młodym warto raz w tygodniu dać dodatkowo sezam lub mak.
- Wzmocnić je wapniem? Da się zrobić, w sumie nawet dla wszystkich a nie tylko dla młodych.
- Świetnie.
- Strasznie dużo wiesz jak na młodzika. Jakbyś nie był tak młody to podejrzewał bym, że jesteś albo zawodnikiem turnieju walk smoków, albo jesteś opiekunem smoków. Ale w obu przypadkach jesteś stanowczo za młody na kogoś tak doświadczonego.
- Taaa ….
- Aż dziwne, że Księże Volaure przysłał takie Młodzika.
- Wiedział co robi.
- W to coraz bardziej nie wątpię, chociaż nie pasuje mi, że jesteś Młodzikiem.
- Nie muszę Ci pasować, ważne że wiem co robię.
- Potwierdzam Młodziku, ale to nie zmieni tego, że taki młodzik ma tak ogromną wiedzę i dorównuje w niej mi, co jest mocno dziwne.
- To Twój problem a nie mój. - odpowiedział chłodno Kurai, odchodząc z rękami w kieszeniach.


************


Klimatyczna restauracja, o tej godzinie tonęła już w miękkim i przyjemnym świetle świec. Kryształowy kieliszek, stojący przed Diuna, wypełnione czerwonym winem odbijał świetliste refleksy w bardzo magiczny sposób. Zapach świeżych ziół i masła rozniósł się w powietrzu, jak i wspaniale wyglądającego drugiego dania głównego.
- Trochę boję się tego dotknąć, żeby nie zepsuć, bo cudownie wygląda. Wręcz aż za dobrze wygląda jak na jedzenie. Nawet u Sachinera nie widziałam aż tak cudownych potraw. - powiedziała Diuna przesuwając palcami po krawędzi kieliszka.

- U Sachinera? TEGO SACHINERA!? - spytał z niedowierzaniem Stevenen.
- No tak, byłyśmy u Niego na ślubie.
- Rany, tu chociaż wiem co jem, a tam to udawałbym, że wiem, jak to jeść, a w środku modliłbym się, żeby nie upuścić niczego na obrus.
- Tutaj w sumie też co to robisz …
- Tak, modle się aby nie uświnić obrusu i siebie. - odpowiedział Stevenen z lekkim uśmiechem.
- Dajesz rade, jeszcze.

- Słowo klucz „jeszcze”. - odpowiedział Stevenen, a po chwili dodał: - Jak to byliście na ślubie Cusana? Jak!?
- Długa historia, ale Kiazu przyjaźni się z Jego żoną, i była jej świadkową. - odpowiedziała Diuna, delikatnie bawiąc się kieliszkiem.
- To ciekawe, że zaprosili też Jej rodzeństwo.
- Siłą rzeczy znamy się.
- Niesamowite, może kiedyś zabierzesz mnie ze sobą, tam do willi? I nie tylko tam...
- Czemu nie… - odpowiedziała Diuna lekko się rumieniąc i chowając uśmiech w kieliszku.
- To mówisz, że tam nie ma aż tak wyglądających potraw?
- Nie zrozum nie źle, ale tam jedzenie jest na zupełnie innym poziomie i wygląda i smakuje obłędnie, a tutaj masz proste dania które podają jak mega ekskluzywne dania… a tam to wszystko jest mega ekskluzywne, ale no inaczej niż tutaj…
- Powiedzmy, że rozumiem, nie ukrywam, ze to bardzo wysokie progi, i mocno mnie zastanawia jak, to się stało, że Was tolerują!?
- Masz coś do naszego zachowania?
- Nie, nie … chodzi mi o różnicę sfer, i fakt że bogacze uchodzą raczej za wywyższających się.
- Hmm…. Możliwe, że to dzięki Ery i tym, że Kiazu znała ją na długo przed ich ślubem, albo dlatego że Sachiner ma słabość do kobiet, albo oba …
- Może, ale to i tak bardzo zastanawiające.
- To przekonasz się jak ich odwiedzimy i powiesz mi jak jest.
- Bardzo chętnie. - odpowiedział Stevenen delikatnie łapiąc za dłoń neczanki.
- Kurcze, ale dobre to jedzenie. - powiedziała Diuna, zabierając powoli rękę i jedząc.
- Tak, Twoje rodzeństwo będzie Ci zazdrościć?
- Pewnie, w sumie Kiazu zazdrościła już przed wyjściem.
- Na szczęście założyłem się z tą wspanialszą siostrą.
- Słodzisz
- Tak, staram się osłodzić Ci wino.
- Widzę, i widzę, że masz najlepszy możliwy gust.
- Kiazu, do pięt Ci nie dorasta, mimo że jest totalnie niesamowita.
- Hmm… A Rina?
- Medyk? Weź, wolałbym nie obrażać, ale daleko Jej do ładnej.
- Taakat by się nie zgodził.
- Szczerze uważam, że Porucznik był dla Niej miły tylko ze względu na moc która Ona włada, tak to w ogóle nie zwrócił by na nią uwagi. Zresztą, to Kiazu go przyciągała. W każdym razie nie wie co dobre.
- To ja uważam, że wpadła mu trochę w oko.
- No dobra, w sumie jak nad tym się zastanowić to tak, albo po prostu ją szczerze polubił. Mniejsza, nie wie co traci. Albo specjalnie zostawił Ciebie, bo i tak wiedział, że nie ma szans.
- No, tak … Ty masz zdecydowanie większe.
- Dobrze wiedzieć. Swoją drogą Kiazu sypia z Waszym Kapitanem?
- Tak na serio to nie, ale za to całowała się z moim facetem.
- Takie obrzydlistwo zrobić własnej siostrze.
- No nie!? A oboje się upierają, że to tylko gra w butelkę czy tam zakład.
- Takie rzeczy rządzą się swoimi prawami, ale bardzo chamsko się zachowała w stosunku do Ciebie. Nie powinna robić takiego świństwa siostrze.
- No dokładnie!
- A On albo głupi, albo nie zależy mu na tak wspaniałej kobiecie jak Ty. W obu przypadkach to nie jest facet dla Ciebie, a jeszcze to jak o nim mówiłaś wcześniej nabiera więcej sensu.
- Jest jak jest.
- Zasługujesz na kogoś kto będzie o Ciebie dbał.
- Jasna sprawa.


************


Późny wieczór, obóz smoków w dużej mierze szykuje się do spania lub innego odpoczynku. Przez to w niektórych budynkach mieszkalnych w wspólnych łazienkach na dole, wytworzyły się kolejki do pryszniców, jak i do umywalek. Elektryczny neczanin, który ceni sobie spokój, zamiast stać w kolejkach to spaceruje po obozie. W tym czasie cywile, wypuszczają smoki, części sprzątają, ale widać, że robią to już na bardzo szybko. Bestie jednak zachowują się spokojnie, mimo że czasem słychać ich powarkiwania. W ciemnościach słychać nawet mroczne gardłowe warczenie, które zapewne u wielu istot wywołuje zimne ciarki na całym ciele jak i strach. Kurai, jest spokojny i totalnie nie ruszają go ani dźwięki ani odgłosy obozu. Neczanin dość pokrętną drogą, podczas której obserwował działania cywili, dodarł w końcu do czarnego smoka. Po chwili oparł się o barierę, tyłem do smoka.
- Czułem Twoją krew. - odezwał się Kronos, jednocześnie kładąc się przy barierze. Wygląda to tak, że gdyby nie zamkniecie leża, to neczanin opierał by się o ciało smoka.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz. - odpowiedział chłodno Kurai, a po chwili spytał: - Wypuszczają Ciebie na „spacer”?
- Za bardzo się mnie boją i prawidłowo. Nie raz chciałem odgryźć im głowy. - odpowiedział Kronos, delikatnie warcząc, a po chwili dodał: - Resztę w miarę wypuszczają, chyba, że ktoś jest tak narwany jak Velvet.
- Zawsze na max 5-10 minut? Czy to tylko dzisiaj?
- Zawsze i często to nasze jedyne wyjście w ciągu dnia. Co prawda wygodniej tu niż w klatkach, z których Nas ocaliliście, ale Ty akurat dobrze wiesz, że potrzebujmy ruchu.
- Taaa ….
- I tak mamy wygodne i rozległe leża w których możemy się ruszać, i to by wystarczyło, gdyby to wszystko były hodowlane smoki, a nie dzikie …
- Zobaczę co da się zrobić.
- Dobrze, kiedy się przelecimy?
- Jak ogarnę obowiązki.
- Brzmi wystarczająco dobrze, chociaż nie ukrywam, że chętnie bym się przeleciał.
- Taaa …
- Swoją drogą, weterynarz czasem daje nam jakieś suplementy, ale są straszliwie śmierdzące, przed turniejami kiedyś też takie mieliśmy, a na naszym ostatnim turnieju, były i te śmierdzące, ale dostałem takie bezwonne. Dało by się takie załatwić?
- Od kiedy przeszkadza Ci trochę smrodu?
- Pachną dla nas źle, tak potrafimy jeść padlinę, i inne śmierdzące rzeczy ALE ten zapach nam przeszkadza, a to oznacza, że niemiłosiernie cuchnie.
- Tak, tak … pogadam z Volaure.
- Hmm… Dziwne, że przyjechałeś sam. Wiem, że to wygodne i tak lubisz, ale, że góra nie dała Ci oddziału to dziwne.
- Moi ludzie wrócili do obozu z Taakat, a mnie przysłano tutaj jak wracałem z innej misji. Tak jest lepiej i było to wygodne nawet dla Rudego.
- Rozumiem. Hmm… wrócili z tym porucznikiem co widział Nas któregoś dnia rano?
- Tak, dokładnie z tym.
- Poradził sobie z rodzeństwem, to musi być twardy i potrafi sobie radzić.
- Tak, ma duży potencjał i nie daje sobie wejść na głowę.
- Myślę, że mogę go polubić. - odpowiedział smok z zadowoleniem.


************


Jeden z obozowych hangarów. Jest on wysoki, pół okrągły oraz przestronny. Jest tam parę drewnianych skrzyń, trochę różnych narzędzi i stoi w nim kilka różnych aut, w tym kabriolet „SUV” samego Generała. W całym pomieszczeniu panuje delikatny półmrok gdyż jest już ciemno i w całym hangarze pali się zaledwie jedna lampa, o intensywnym białym świetle, wisząca z sufitu, oraz dwie mniejsze lampy, o bladym pomarańczowym świetle przy samych drzwiach wyjściowych po rożnych stronach pomieszczenia. Po chwili przez otwartą bramę hangaru, wjechał do niego nisko osadzony, nie za duży i wysmukły, czarny sportowy samochód. Pojazd zaparkował, zgasił światła, a po chwili drzwi kierowcy otworzyły się i wysiadł mężczyzna o bardzo krótkich i jasnych włosach, brązowych oczach ubrany w dość luźna męska koszulę w pomarańczowym kolorze, oraz mocno granatowe jeansy. Przybysz po chwili podszedł pod drzwi pasażera i otworzył je. Z nich wysiadła niska dziewczyna, która jest równie pięknie ubrana co Jej towarzysz.
- Muszę wpisać się na kartę i możemy iść dalej. - powiedział Stevenen.
- Spoko, przejdę się z Tobą. - odpowiedziała Diuna.
- Na szczęście to niedaleko. - powiedział neczanin, wskazując skrzynie pod wiszącą lampą i powiedział: - Tam jest lista.
Po tych słowach oboje podeszli, do wskazanych skrzyń, tam Stevenen bez trudu znalazł listę i wpisał się na nią.
- I po co to? Kontrola kiedy wracasz?
- Też, ale też czy ktoś niepowołany brał któreś z aut. Widzisz tego tego tam bez dachu?
- Nom, znacznie większy od Twojego.
- To auto Generała i uwierz mi byłby wciekły jakby tam była chociaż rysa, a co dopiero jakby ktoś niepowołany zabrał Jego auto.
W tym momencie neczanie wyszli z strefy światła i szli półmroku, do drzwi oznaczonych bladą pomarańczową lampką.
- No to w takim układzie, ktoś powinien tego pilnować.
- Zwykle, jest tu jakiś oficer, najczęściej w dyżurce o tam. - odpowiedział Stevenem, pokazując niewielką, nieoświetloną, szklaną budę w rogu hangaru, a po chwili dodał: - Pewnie jest na obchodzie, ale i tak nikt by się raczej nie odważył.
- Coś tu jeszcze jest prócz aut?
- Części zapasowe, jakieś narzędzia, baki z paliwem, koła zapasowe, taki tam motoryzacyjny rozgardiasz.
- Same nudne rzeczy, to już wiem czemu nie znam tego miejsca w obozie.
- A może odcaruje Ci to miejsce. - powiedział Stevenen nachylając się do niej. Kiedy ich usta prawie się zetknęły, to spytał: - Mogę?
- Myślałam, że już tego nie zrobisz. - odpowiedziała Diuna, jednocześnie przyciągając neczanina za koszulę. To spowodowało, że ich usta splotły się w pieszczotliwym i namiętnym pocałunku. Wkrótce Stevenen wziął Diunę na ręce i przeniósł bliżej jednej ze ścian, następnie odważył się jeszcze bardziej i zdjął jej majtki, po czym uniósł ją tak, że była w odpowiednim miejscu na wysokości bioder. Jednocześnie para dalej się całowała.
- Nadal jesteś tego pewna? - spytał Stevenem.
- Tak, tak … - odpowiedziała stosunkowo niecierpliwym głosem Diuna.
Ta zgoda spowodowała, że neczanin przystąpił do działania, a neczanka dość mocno go objęła, na wysokości ramion i karku.


************


Kiazu oraz Rina, oglądają jakiś film, na jednym z laptopów. Obie są w pozycji pół siedzącej, i są w siebie dość mocno w tulone, a sam sprzęt leży im na kolanach. Po chwili Kiazu przeciągnęła się i powiedziała:
- To był fajny film, to co teraz?
- W sumie nie wiem… - odpowiedziała Rina, wstając i odkładając laptopa na drugie łóżko.
W tym momencie do pokoju weszła Diuna, ma delikatnie rozpiętą koszulę i trochę podwinięta spódnicę. Jednocześnie mocno promienieje i widać po niej, że jest szczęśliwa.
- Oho, wypad udany. - powiedziała Kiazu.
- Tak, fajnie było. - odpowiedziała Diuna, idąc w kierunku prysznica.
- To co herbatka i pogaduchy? - zaproponowała Rina.
- Jak dla mnie spoko. - powiedziała Kiazu.
- Może być, tylko się ogarnę. - odpowiedziała Diuna, wchodząc do łazienki.
- To ja idę zrobić herbatę. - powiedział Rina, zmierzając do wyjścia.
- Pójdę z Tobą.- zaproponowała Kiazu.
Następnie obie siostry zeszły na dół, i weszły w drzwi umiejscowione pod schodami, tam zapaliły światło, i zeszły po schodach prosto do niewielkiej prowizorycznej kuchni. Jest w niej parę szafek, czajnik elektryczny, zlew, ociekacz i jakaś mikrofala. Rina od razu wstawiła wodę w czajniku, a Kiazu z jednej z szafek wyjęła 3 spore kubki z rożnymi obrazkami. Oraz z innej szafki pudełko herbaty.
- Jest może brzoskwiniowa? - spytała Rina.
- Zobaczę. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili wrzucając odpowiednie torebki do kubków dodała: - Jest.
- Super. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- Aha, postaraj się nie przejmować jak Diuna coś palnie. - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Wiesz widać, że jest lekko zawiana, a nawet czuć od niej alko... Co prawda zakładam, że będzie wszystko pamiętać, ale raczej nie ma już hamulców.
- Rozumiem…
- Z jakiegoś powodu jest promienna i szczęśliwa, ale może nie mieć zahamowań. - powiedziała Kiazu mrugając okiem.
Po dłuższej chwili woda zagotowała się, dziewczyny zalały herbaty, dosłodziły, wyrzuciły torebki, a następnie zabrały herbaty na górę, do swojego pokoju. Tam siostry poczekały jeszcze chwilę, aż z łazienki wyszła Diuna, która jest już ubrana w wyciągnięty pomarańczowy t shirt. Wkrótce dziewczyny wzięły kubki z herbata, usiadły w kółeczku na środkowym łóżku i zaczęły rozmawiać.
- No opowiadaj jak było. - Powiedziała entuzjastycznie Kiazu.
- Wysyłałam zdjęcia. - odpowiedziała Diuna.
- Nooo, jedzenie wyglądało niesamowicie. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - No a reszta?
- Hmm… była przyjemna atmosfera, wiało luksusem, dania były dobre, chociaż mam wrażenie, że wyglądały znacznie lepiej niż smakowały, ale i tak były dobre… hmm… rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, takie tam … - odpowiedziała Diuna.
- Mega! - odpowiedziała Kiazu.
- Wróciłaś w świetnym humorze … to znaczy, że już się nie gniewasz o przegraną? - spytała niepewnie Rina.
- W sumie dobrze wyszło, takie przegranie zakładu to jak wygranie. - odpowiedziała spokojnie i radośnie Diuna.
- Oho, to tam musiało być super. - powiedziała Kiazu z delikatnie zadziornym uśmiechem.
- Cóż mogę powiedzieć, zrobiliśmy to na parkingu … - powiedziała Diuna, jednocześnie biorąc łyka herbaty.
- Fiu, fiu … No to grubo i proszę Pani to już randka była. - odpowiedziała Kiazu.
- Można tak powiedzieć. - odpowiedziała Diuna.
- Yhy… i widzę, że było bardzo dobrze. Mnie nie oszukasz. - kontynuowała Kiazu.
- Było, nie zaprzeczam. - odpowiedziała Diuna.
- A co z Moyoshim? - wtrąciła niepewnie Rina.
- Nic, a co ma być? - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - Jak się wygadacie, to nawet się nie zorientuje, zresztą powinien być dumny, że ma zaradną dziewczynę.
- Aaahaa… - odpowiedziała mocno niepewnie Rina.
- Trzeba sobie radzić i dbać o siebie, polecam. - odpowiedziała Diuna, a następnie dodała: - Ale dzisiaj nie będę Ci truć, o radzeniu sobie w życiu… Nie ma co smęcić, zajebiście dobrze się bawiłam i to najważniejsze.
- Łaskawa …. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili spytała: - W hangarze z autami, nie ma w sumie wiele miejsc, najlepsze miejscówki to auta ale One są na widoku oficera dyżurnego.
- Jest fajne miejsce koło bocznych drzwi między skrzyniami, na stojąco, idzie zniknąć z oczu i kamer. - odpowiedziała Diuna.
- A no chyba że tak, to widzę, że na głęboko poszło. - odpowiedziała Kiazu.
- Głęboko, intensywnie, szybko i zajebiście. - dodała Diuna.
W tym momencie Rina dość mocno się zarumieniła, speszyła i schowała zakłopotaną twarz w kubku, herbaty.
- Ona jest słodka i cudownie urocza jak tak robi. - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.
- Później opowiem Ci więcej … a teraz co Wy robiłyście? - dodała Diuna
- Mamy babski wieczór i robimy różne pierdoły. - odpowiedziała Kiazu.
- Widzę, że jesteście pomalowane i Rina ma zrobione włosy … - powiedziała Diuna, a następnie dodała: - Chyba nie potrzebnie zmywałam swój…
- Potrzebnie, potrzebnie, zaraz zrobię Ci nowy. - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, po czym odstawiła kubek na podłogę i poszła do biurka po swoje rzeczy do malowania.
- Dasz radę zrobić jakiś zielony miks? - spytała Diuna.
- Pewnie. - odpowiedziała radośnie Kiazu.
- Ty zawsze jesteś taka super kobieca … chociaż nie czekaj … może z raz czy dwa twoja kobiecość upadła … - powiedziała Diuna.
- Praktycznie nigdy, ale już to po to abym potem mogła podnieść się z trojoną siłą. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.


************


Książę Volaure stoi w oknie swojej komnaty, nad areną walk, gdzie obserwuje nocny sparing treningowy, dwóch zawodników turniejowych. W międzyczasie, przegląda jakieś dokumenty. Nagle jego telefon leżący na stoliku, zawirował i wydał krótki sygnał, ale władca na to w ogóle nie zareagował. Po chwili komórka, zaczęła dzwonić i to już spowodowało, że książę podszedł do stolika, zerknął kto dzwonił, odebrał telefon i wracając do okna powiedział:
- No, mów…
- Smokom przydałby się dodatkowy ruch. Taki dla smoków turniejowych a nie hodowlanych. - odpowiedział chłodno rozmówca.
- Dobra spoko…. Czekaj, to oni zapewniają im ruch jak dla smoków hodowlanych?
- Taaa ….
- Owcopiłka, na zasadach z szkoleń, będzie git?
-
Tak...
- Luz, to rano, wydam odpowiednie dokumenty. Coś jeszcze Brat?
- Kronos skarżył się, że suple jakie dostają strasznie im śmierdzą.
- Hmm… powinny dostawać Complex 224A, on jest bez wonny. Ale czekaj sprawdzę jeszcze na raportach. - odpowiedział Volaure, a następnie odpalił w powietrzu duży monitor, i szybko i sprawnie znalazł odpowiedni plik. Po czym powiedział: - W raportach, też mam Complex 224A. Jesteś wstanie zobaczyć co dostają?
-
Taaa … Z tego co widzę maja Complex 2244.
- Niech zgadnę jesteś w odpowiednim gabinecie, to weź poszukaj i zobacz co jest u nich na raporcie.
-
Hmm… mają ręcznie wypisany raport, i przyznam, że nabazgrolone jest tak, trzeba wiedzieć, czy tam jest 4 czy A… a i tak rozczytanie tego jest trudne.
- Aha, kto wystawił raport i receptę?
- Brudel
- A to on zdecydowanie nie miał lekcji z ładnego pisania, chociaż smokami zajmuje się pierwsza klasa. Dobra to dopilnuje aby dotarł do nich raport w formie cyfrowej z czytelną nazwą supli.
- Ok.
- Teraz co nocny lot z Kronosem?
- Mój wisiorek nie otwiera jego leża, więc jestem uzależniony od cywili i Smoczysława.
- Zaraz jak to nie? …. A dobra już widzę, uprawnienia i wszystko jest tylko oni tam ręcznie zmienili ze Kronososa mogą tylko dowódcy obozu otwierać. Cóż … to właśnie się zmieni na stałe. Dobra już możesz i od teraz tylko ja mogę usunąć Cię z listy.
- Spoko.
- Właśnie, masz jakiś pomysł co można kupić Chobo, od Ashga na urodziny?
- Coś związanego z turniejami, jak dobrze pamiętam jest ogromnym fanem turniejów, zawodników i smoków i posiada zarówno niezłą wiedzę jak i ładna kolekcje.
- O to dobre info, kto jak kto ale ja jestem wstanie ogarnąć coś mocno unikatowego.
- Chcesz zapulsować?
- To tez, ale fajnie by było też aby dostał coś co go ucieszy a nie na odwal się.
- Spoko, i jak dobrze pamiętam kojarzy Cię z czasów jak byleś kapitanem.
- Ha, to były czasy. Myślę, że dogadam się z młodym. Chociaż wiem, że to bardzo dziwnie brzmi w momencie jak jest xxx razy starszy ode mnie ile ma z 228 lat? - odpowiedział książę, szczerząc kły, a po chwili dodał: - I tak miałem z nim sporo do czynienia, ale głównie na spotkaniach rady czy gdzieś przelotem, jakoś nie było okazji bliżej się poznać. Wiesz jak to jest … A pamiętałem, że Wy mieliście okazje z nim więcej poobcować i porozmawiać.
- Tak było… Chociaż spodziewałem się, że Ashga w pałacu zostawi tylko Eira, a Neige i Chobo będą na Zekeren, a Shebon na wojnie.
- Z tego co mi wiadomo to Neige i Shebon są gdzieś na froncie, a pozostali dwaj mieszkają w pałacu sojuszu, wraz np. z Haną i większością potomków.
-
Rozumiem, dobrze wiedzieć. Hana dalej szaleje za Tobą?
- Mało ją widuje, nawet jak jestem w pałacu. A idę ze Skautim jako osobą towarzyszącą, więc ciekawe czy w ogóle do mnie podejdzie.
- Odważył się w ogóle?
- Nie dalej nie … widać, że by chciał, i go tam aż skręca, jednak za mało i chyba czeka jak ja go zaciągnę do łózka … kurde … założę się, że nawet Aniołek zaciągnęła Cię do łóżka.
- Powiedzmy, że tak, ale zrobiła to po swojemu.
- NO WŁAŚNIE! Ale zrobiła…. A ten dalej się nie odważył i tego nie zrobił … Jego strata, ja mam z kim sypiać - odpowiedział Volaure.
- Wkurwia Cię, że nie umie się określić?
- Jednocześnie i nie i tak, lubię klarowne sytuacje, dobrze wiesz … nie chce zrobić mu czegoś co zrobi mu krzywdę, więc póki pierwszy nie wyrazi chęci przespania się, to go nie ruszam, jednocześnie zwisa mi to na tyle, że pozwalam na co tam chce, ale no …
- Pogadaj z Nim… może się określi…
- Rozmawiałem, i w sumie to sam nie wie czego chce … zobaczymy, może po imprezie się określi, albo będzie tylko zabawką do całusków i pożywki … w sumie mi to tam nawet by pasowało …
- To na dobrą sprawę i tak dobrze i tak dobrze …
- Jak nad tym się zastanowić to tak, i nawet bardziej niż mniej i brak odpowiedzi to w sumie też jest odpowiedź zwłaszcza, że w sumie nasza relacja jest spoko, nawet bez spania ze soba, a posiadanie takiej „zabawki” też jest przyjemne.
- Ciekawe czy Cię złamie, to też może być taktyka.
- Nie jestem łatwy do złamania… Zresztą to wiesz … prędzej, przejdzie to do takiej normalności, że nigdy do niczego nie dojdzie, niż się złamie … Ale to i tak będzie przyjemne …
- W sumie fakt … a chcesz z Nim być?
- Nah … związki totalnie nie są dla mnie, to tylko ograniczenie, nie potrzebuje ich kiedy prowadzę takie a nie inne życie… a jego akurat to bym ranił swoim stylem bycia… ale całuje się z nim przyjemnie, jak i ma smaczną energię … i dobry z Niego kumpel i sympatyczny gość… i jakby chciał mógłby być też fajnym kissing friends, ale nic więcej i na nic więcej nie pozwoliłbym mu.
- Znając Ciebie to zerwałbyś tą znajomość w momencie jak by się zakochał…
- No właśnie, zresztą On wie, że co najwyższej zabawa, doskonale to wie. I tą granice postawiłem już dawno. I się na to zgodził…
- I dlatego zabierasz go do Ashgi?
- Zabieram bo sam chciał iść, a ja mimo wszystko lubię spędzać z nim czas, a swobodnego czasu nie mam za dużo. Zresztą Ciebie tez nie raz zabierałem w różne miejsca jako swoje +1, jak jeszcze byłem kapitanem i wcześniej.
- A no byliśmy na różnych imprezach czy innych rzeczach … gdzie działy się różne rzeczy …
- To co się wtedy działo, to zostaje w tamtych miejscach… A i poinformowałem go, że idziemy jako kumple i dalej chce iść więc, przyjmuje te zasady. W tej sytuacji, lubię go i nie chce go skrzywdzić i to jest największa blokada, która wymagałaby określenia się. W tych sprawach da się skrzywdzić nawet Kuba.
- Najpierw się zakumulowałeś, a potem wyszło inaczej, zwykle z masz odwrotnie z ludźmi.
- Taaa, i to sprawia, że obchodzi mnie aby go nie skrzywdzić … Hmmm…. Kurde, myślisz, że się zakochał i dlatego nie może się określić?
- Być może, chociaż On na swój sposób, w pewnych sprawach jest bardzo podobny do Riny, więc może po prostu mu brak odwagi aby spytać czy chcesz się z nim przespać, albo nie wie jak to ująć, albo oba naraz. Może też chcieć aby było „idealnie” aby Cię nie zawieść.
- Tak, to bardzo prawdopodobne … i ma ręce i nogi, więc bardzo możliwe, że to słuszna teoria … Hmmm… Aniołek długo się do tego zbierała?
- Yap … można powiedzieć, że bardzo...
- Brzmi jakby to było stosunkowo nie dawno…. Swoją drogą Aniołek wtedy jak wychodziła z inicjatywą to musiała być przeurocza.
- Taaa …
- W jaki sposób to zrobiła?
- Po swojemu … Muszę już kończyć. Nara.
- Hehe … Nara Brat.



czwartek, 25 grudnia 2025

EPIZOD 284

 

Kontrola, nagrody i zabawa

Smocze leża, wśród wysokich kolumn rozstawione jest pole energetyczne które wyznacza teren dla danego smoka. W każdym osobnym pomieszczeniu jest trochę siana, przez które prześwituje kamienno piaszczysta posadzka, dodatkowo jest tam legowisko dostosowane do każdej bestii jak i smok. Pomiędzy powstałymi korytarzami, chodzą Kurai oraz Smoczysław, który wszystko notuje, jak i dba o to aby każda procedura odbyła się wedle regulaminu. Nagle elektryczny neczanin zatrzymał się przed wejściem do leża jednego ze smoków. Leży tam, zwinięty w kłębek zielony, skrzydlaty smok.
- Pierwszy raz widzisz zielonego smoka? - zapytał Smoczysław.
- Otwórz to leżę. - odpowiedział chłodno Kurai uważnie obserwując bestie w środku.
- Niech no sprawdzę w dokumentach….
- Pozwolenia mam na wisiorku… - odpowiedział Kurai, wyjmując wisiorek spod koszulki.
- Wole papierową dokumentacje …
- Moje zaproszenie, strona 12, masz tam podpisane przez księcia Zekeren wszystkie moje pozwolenia, a teraz otwórz to leżę. - odpowiedział bardzo twardo i chłodno Kurai.
Smoczysław uległ i otworzył, to konkretne leże, a neczanin podszedł do smoka, który nawet nie zareagował, że ktoś do niego wszedł.
- Co ten młodzik dostaje do jedzenia? - spytał Kurai, po chwili głaskania smoka.
- Tam masz listę. - odpowiedział Smoczysław pokazując kartkę na ścianie.
Ne te słowa elektryczny neczanin podszedł do tej listy i bardzo uważnie zaczął ją czytać.
- Czego szukamy? - spytał nagle Smoczysław.
- Hmm… widzę, że w diecie ma owoce
Teungeutul.
- Tak, zważyliśmy, że smoki je uwielbiają, ten tutaj też. I dajemy je raz w tygodniu jako swego rodzaju deser.
- Dorosłym smokom te owoce nic nie robią, ale zdarza się że niektóre młode osobniki są po nich ospałe i otępiałe, tak jak ten tutaj.
- Ludzie z Zekeren, którzy są w obozie Nam o tym nie powiedzieli.
- Na liście jest adnotacja ze po tych owocach smok dziwnie się zachowuje i rozważali odstawienie ich. Jak i informacja, aby zgłosić to Tobie.
- Nie kojarzę takiej informacji, ale na liście żywieniowej rzeczywiście jest taka adnotacja. - odpowiedział Smoczysław czytając listę.
- Zakładam, że zapewne jakieś dokumenty zalegają Ci na biurku.
- Możliwe, mamy tutaj ogrom dokumentacji.
- Komunikacja słowna jest szybsza i w nagłych wypadkach skuteczniejsza.
- To nie jest mój żywioł, zdecydowanie wole papierologie…
- Komunikacja słowna przy żywych istotach, sprawia, że można szybciej ogarnąć jakiś temat. Cześć decyzji dotyczących smoków, też dobrze aby podejmował Fanto, a nie Ty. To też powinno usprawnić działanie.
- Ok, porozmawiam o tym z Fanto i spróbujemy coś zaradzić.
- Jak najszybciej wyeliminujcie mu te owoce z diety a wróci do formy, a teraz dajcie mu dużo zimnej wody - odpowiedział Kurai, wychodząc z leża.
- Em .. tak …jak sobie życzysz… - odpowiedział Smoczysław notując i zapisując.



************


Na jednym z budynków mieszkalnych, w neczanskim obozie na betonowym dachu znajduje się neczańskie rodzeństwo. Jest tam całkiem gorąco, a jednocześnie całkiem przyjemnie. Na tym sporym obozowym dachu w cieniu na kocu zasiada Rina, obok niej na słońcu jest Kiazu, która rozczesuje długie włosy siostry. Na tym samym kocu leży na brzuchu też Diuna i czyta książkę. Otachi leży na murku, smyrany delikatnym wiatrem, natomiast Hachi siedzi oparty o murek. Wszyscy znajdują się w tej samej części dachu i w niedużych odległościach od siebie, oraz mimo dnia wolnego, ubrani są w swoje wersje mundurów.
- Myślicie, że mamy wolne dopóki Kurai nie wróci? - spytała Diuna.
- Znając Rudego, to już jutro będziemy mieli rozpisane warty… - odpowiedział Hachi.
- Za jakieś 2h powinny pojawić się warty na jutro i założę się, że też jakieś dostaniemy. - dodał Otachi.
- Słyszałam od Stevenen, że ich oddział już jutro rusza na kolejną misję. - odpowiedziała Diuna.
- Też bym chciała już misję, ale bez dowódcy to jesteśmy uziemieni w obozie. - wtrąciła Kiazu, zaplatając już włosy siostry.
- Ty to mogłabyś być non stop na misji… - odrapała Diuna.
- Hmmm… i tak i nie … wiesz potrzebuje tez kąpieli i kobiecych luksusów. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- A ciągłe misje tego luksusu już nie oferują. - dodał Hachi.
- Coś w tym jest. I zdecydowanie wole obozowe życie… nawet jak mamy warty … - powiedziała Diuna, a po chwili dodała: - W sumie mógłby wrócić tak za tydzień … nie miałabym nic przeciwko.
- E tam to za długo, nudno by było już w obozie. - odpowiedziała Kiazu.
- Nooo zdecydowanie nudno. - dodał Hachi.
- Hehe, Rudy już by z Nami nie wytrzymał w obozie. - zaśmiał się Otachi.
- Bro, On już by zadbał abyśmy mieli zajęcie i to z dala od obozu. - dodał Hachi z uśmiechem chochlika.
- W sumie to by było zabawne. - dodała Kiazu.
- Co dzisiaj jej pleciesz? - spytała zaciekawiona Diuna.
- Ery jak ostatnio się widziałyśmy uczyła mnie jak pleść tak zwany warkocz w typie rybi ogon, jest cudownie ozdobny i z drobnych pasm, a na jej długich włosach jak zrobię takie dwa to będą jeszcze bardziej niesamowite. - odpowiedziała Kiazu kończąc zaplatać jednego z dwóch warkoczy, skierowanego do tyłu.
- W sumie wygląda bardzo efektownie już jako jeden, zwłaszcza, że wplotłaś w niego nieśmiertelnik. - pochwaliła Diuna.
- No Sis, zajebiście Ci to wychodzi. - pochwalił Otachi.
- Dzięki. - odpowiedziała radośnie Kiazu.
W tym momencie na dach wszedł jeden z oficerów, ma on krótkie poszarpane włosy w kolorze tęczy, oraz błyszczące różowe oczy. Całości jego wyglądu dopełniają małe metalowe kolczyki w uszach, jak i jeden w dolnej wardze. Dodatkowo ubrany jest w mundur oficerski.
- Tak myślałem, że tu jesteście. - powiedział przybysz.
- Siemasz Taakat. - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo, a Kiazu dodała: - Stęskniłeś się za Nami?
- Za Tobą Płomyczku zawsze. - odpowiedział Taakat, a po chwili dodał: - Kto chce się ruszyć i pomóc mi w czymś?
- Zleży co chcesz. - odpowiedziała Diuna.
- Luz, Ziom, na Nas dwóch możesz liczyć. - wtrącił Hachi.
- A nie powiem co chce, to od Was zależy czy chcecie iść ze mną czy nie. - odpowiedział Porucznik.
- A Twoi ludzie nie mogli Ci pomóc? - spytała Diuna.
- Może tak a może nie, a może chce Was. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Czy to istotne? Zgłosiłem się Was, jak nie chcesz iść to siedź dalej i czytaj książkę.
- Mój ulubiony porucznik dzisiaj nie w sosie? - spytała Kiazu kończąc drugiego warkocza.
- Płomyczku mało spałem, a tak to jestem w sosie. - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a po chwili dodał: - To kto chce to zapraszam,a kto nie to nie.
- Luz ziom. - odpowiedział Otachi.
Tym samym Kiazu i Diuna zostały, a reszta rodzeństwa poszła, wraz z porucznikiem. Kiedy zniknęli już z pola widzenia, i dało się usłyszeć zamykanie drzwi na klatkę schodową to Diuna spytała:
- Czemu nie poszłaś, ze swoim ulubionym porucznikiem?
- Hmm… Bo moja siostra potrzebuje pomocy przy ogarnianiu się. - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.
- Nie jestem Riną, nie dam Ci się tak łatwo, ale tak masz racje przydałoby się abym wyglądała dzisiaj jak milion złota. - odpowiedziała Diuna.
- Zaczaruję Cię i będzie jeszcze lepiej niż myślisz. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.



************


Kontrola smoczego obozu dalej trwa. Kurai i Smoczysław doszli w końcu pod smocze leże, bardzo dużego, groźnie wyglądającego czarnego smoka, który głośno warknął, jak tylko podeszli do wejścia.
- Nie wchodził bym tam …. - powiedział Smoczysław.
- Poradzę sobie. - odpowiedział chłodno Kurai otwierając smocze leże.
Stojący czarny smok z ciemniejszymi skrzydłami, rogami, uszami oraz końcówką ogona, o wspaniałych lśniąco złotych oczach, wydaje się być ciemniejszy od nocy. W porównaniu do reszty smoków w okolicy tego leża, jest dość drobnej postury ale i tak jest wielki i rosłych rozmiarów. Po chwili Smok podszedł do neczanina i potrącił go głową tak, że było widać iż domaga się głaskania.
- O Kurde! Pierwszy raz widzę, że ten smok się tak zachowuje. - powiedział Smoczysław.
- Jeszcze wielu rzeczy nie widziałeś. - odpowiedział Kurai, głaszcząc czarnego smoka.
Smok nagle położył pysk na ramieniu neczanina i cicho, typowym dla siebie głosem powiedział:
-
Zajrzyj do Velvet.
- Hmm…?
- To ta mała fioletowa smoczyca na końcu, jest nerwowa i potrzebuje pomocy., pogadaj z nią.
- Kurai, jak czytam to możesz nawet go dosiadać! - powiedział zaskoczony Smoczysław.
- Taaa, pewnie skorzystam z tego dla przyjemności. - odpowiedział Kurai, a następnie dodał: - Nie macie tu jakiegoś nerwowego smoka?
- Mamy jednego, który ciągle próbuje uciec i agreswyno-nerwowy.
- Zaprowadź mnie do niego.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, może zrobić Ci krzywdę.
- Ta … ta … tak jak czarny smok, a teraz prowadź.
- Hmm… jak dobrze kojarzę jest tam na samym końcu … zapraszam. - odpowiedział lekko zdezorientowany Smoczysław.


************


Taakat wraz z Hachim, Otachim i Riną, wszedł do dużego metalowego magazynu. Stoją tam różne skrzynie, jak i palety z różnymi rzeczami. Całości dopełniają bardzo wysokie metalowe pułki, na których również są przeróżne smakowitości.
- Ziom, jakieś noszenie i liczenie magazynów? - Spytał Otachi.
- Hmm…. Nie, chociaż to kuszące, aby tu ogarnąć. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Przejrzyjcie ten magazyn, jak i magazyn z mrożonkami, warzywami, owocami i tak dalej i możecie wziąć sobie co chcecie.
- Jak to? - spytała zaskoczona Rina.
- Wraz z generałem postanowiliśmy Was nagrodzić i docenić. A że była nie dawno dostawa przekąsek, lodów, napojów i tak dalej to możecie sobie coś zgarnąć. - odpowiedział Taakat z uśmiechem.
- Serio co tylko chcemy? - spytał entuzjastycznie Hachi.
- Na co tam macie ochotę. - odpowiedział Taakat.
Na te słowa Hachi i Otachi przypili sobie piątkę, a następnie ruszyli szperać w magazynie. Tym czasem Rina delikatnie się pokłoniła i powiedziała:
- Dziękujemy.
- Nie ma problemu, zasłużyliście.
- Taakat, a mogę coś wziąć dla sióstr?
- Jakby chciały to by przyszły, ale jak chcesz możesz wziąć coś „dla siebie” i im oddać.
- Dobrze ….
- Od razu mówię, to nie działa tak, że jak weźmiesz dla nich do dla siebie już nie możesz… oczywiście, że możesz. Możecie zgarnąć ile i co chcecie. I doprecyzuje możesz dla Nich coś zgarnąć, ale dla siebie również.
- A ok …
- Dobra, a teraz działaj bo zabiorą Ci to co najlepsze. - odpowiedział Taakat mrugając okiem.
Wodna neczanka również ruszyła przeglądać zapasy luksusowe zgromadzone w magazynie. Wysokie pudła i ogromne palety kryją w sobie wiele smakowitości, których na co dzień nie dostaje się w obozie. Hachi i Otachi wchodzą nawet wysoko, do tego stopnia, że prawie przewrócili jedna z wysokich kartonowych wież. Gdyby nie inna bardziej stabilna wieża, oparta o ścianę, to wszystko poleciało by na ziemię.
- Chłopaki, bo zamiast nagrody to będziecie sprzątać! - krzyknął Taakat, siadając na jednej ze skrzyń.
- Sorry! - odkrzyknęli zgodnie bracia, śmiejąc się pod nosem.
- Sami też się nie pozabijajcie… - kontynuował Taakat.
- Luz Ziom. - odkrzyknął Hachi.
W innej części magazynu pod jednym z wysokich, metalowych regałów Rina stanęła patrząc wysoko w górę. Po chwili neczanka podeszła do porucznika i spytała:
- Taakat, czy mogę Cię poprosić o pomoc?
- Jasne. - odpowiedział porucznik, zaskakując ze skrzyni a po chwili dodał: - Co tam potrzebujesz?
- Tam wysoko są ciasta czekoladowo-kokosowe, czy mógłbyś mi je podać?
- Pewnie. - odpowiedział Taakat, który bez trudu stojąc na ziemi sięgnął po ciastka i ściągnął parę paczek ciastek, a następnie powiedział: - Trzymaj.
- O dzięki. - odpowiedziała radośnie Rina, a następnie pokornie dodała: - Jedna by wystarczyła.
- Uznajmy, że nie chciało mi się ruszać po jedną. - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a następnie dodał z lekkim przerażeniem w głosie: - Otachi złaź z tej lampy!
W tym momencie okazało się, że wieczni neczanin buja się na jednej z lamp, a po chwili mówiąc:
- Spoko Ziom!
Otachi przeskoczył na górę wysokich regałów, gdzie zaczął szukać smakołyków dla siebie. Hachi wydał z siebie radosne okrzyki, które dopingowały brata, a porucznik zrobił klasycznego facepalm.
- Potowarzyszę Ci … Zdecydowanie, wole Ci podawać rzeczy niż abyś skakała jak Oni. - powiedział po dłuższej chwili Taakat.
- Skoro tak wolisz. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.


************


Kurai i Smoczysław podeszli pod jedno leże na uboczu, tam fioletowy i nie wielki smok, nerwowo chodził po całym leżu. Cały czas powarkuje, macha ogonem i zdecydowanie nie jest zadowolony. Ma on lekko wypłowiałe łuski, groźny pysk ozdobiony niebieskimi oczami oraz ten konkretny osobnik nie ma skrzydeł jedynie cztery masywne łapy.
- To ten smok. - powiedział Smoczysław
W tym momencie bestia zaatakowała barierę, a wystraszony bosman podskoczył do góry.
- Długo się tak zachowuje? - spytał chłodno Kurai patrząc warczącemu smokowi w oczy.
- Odkąd ją tu zamknęliśmy, będzie 3-4 dni. - odpowiedział Smoczysław, przeglądając listy.
- Dajcie jakiś mocny kantar i otwórzcie leże. - powiedział Kurai.
- Albo jesteś szalony albo pewny siebie. - odpowiedział Smoczysław, a następnie krzyknął: -
Fanto, chodź na chwilę.
- Dobra! - odezwał się głos z głębi, a po chwili do kapitana i bosmana podszedł Fanto mówiąc: - No, czego?
- Daj proszę kantar i rób to o co prosi neczański kapitan. - powiedział bosman.
- Tylko mocny. - dodał Kurai.
- Młodzik, chce pobawić się z tym Drake? Nie radził bym, narwana jest. - odpowiedział złośliwie Fanto, wręczając kapitanowi, metalowy, smoczy kantar, dostosowany do smoków o długich pyskach.
- Zaryzykuję. - odpowiedział Kurai, biorąc kantar, a następnie stanął na wprost warczącego smoka i po dłuższej chwili dodał: - Wpuście mnie do niej, i nie wchodźcie mi w drogę.
- Ktoś tu chce zwiedzić lazaret. - powiedział Fanto, po czym wpuścił kapitana to rozzłoszczonego smoka.
Po dłuższej chwili, kiedy smoczyca podeszła pod ścianę, to elektryczny neczanin, z kantarem w dłoni wszedł do niej, a Fanto powiedział:
- Bosmanie idź po popcorn bo to będzie dobre.
Tym czasem Smoczysław z delikatnym przerażeniem obserwował jedynie sytuację. Widać po nim, że to nie jest dla Niego komfortowa sytuacja. W tym samym czasie neczanin stanął na wprost smoka, który nie czekając na nic, praktycznie od razu ruszył do ataku. Mała jak na smoka i tak jest większa od człowieka, Kurai jednak spokojnie stał. Nagle kiedy bestia kłapnęła paszczą, ten przesunął się delikatnie do tyłu i jednym szybkim ruchem założył smokowi kantar, na pysk. Po czym stanowczym ruchem odwrócił ją w kierunku ściany. W tym momencie okazało się, że neczanin twardo stoi na części łańcucha, co spowodowało, że smok patrzy mu prosto w oczy. Jednocześnie neczanin bardzo mocno, obiema rękami trzyma kantar i nie pozwala wyrwać się smokowi, który dyszy jak oszalały i jednocześnie warczy. Bestia kilku krotnie mocno szarpnęła głową, ale nie mogła się uwolnić.
- Velvet, daj sobie pomóc. - powiedział nagle twardo i chłodno Kurai.
Na te słowa smok o dziwo uspokoił się. Drake przestał się wyrywać, chociaż dalej warczał, to uspokoił się do takiego stopnia, że neczanin mógł zejść z łańcucha i trzymać kantar jedynie jedną ręką.
- Ja pierdziele Młody, co za akcja! Nawet ja bym się na to nie odważył - powiedział prawie krzycząc Fanto.
W tym momencie smoczyca chciała się wyrwać, jednak neczanin ją utrzymał, aby ta się nie wyrwała. Jednak to wymagało od Niego użycia dużej ilości siły, jak i naelektryzowania kantara oraz bardzo głębokiego i wręcz lodowatego spojrzenia w oczy bestii. To spowodowało, że po smoku dało się zobaczyć, że się nawet trochę tego wystraszył. Następnie głaszcząc smoka, stanowczo powiedział:
- Nie drzyj się i otwórz.
Na te słowa bariera została otworzona, a elektryczny neczanin wyszedł z leża wraz ze smokiem.
- Czemu nazywacie ją Drake, skoro na karcie mam Beldi? - spytał Bosman
- Powiedzmy ze Drake to podgatunek smoka, należą do niego wszystkie czworonożne i bezskrzydłe smoki. - odpowiedział Kurai.
- Czasem młode smoki też nazywamy Drake. - dodał Fanto, już ciszej.
- Aha ona ma na imię Velvet. - powiedział Kurai.
- Dobrze wiedzieć, nam nie chciała zdradzić imienia. - powiedział Fanto, a następnie chciał pogłaskać bestie, jednak ta gwałtownie zabierała głowę i warczała.
Zachowaniem dała do zrozumienia, że zdecydowanie nie chce być dotykana.
- Dobra, dobra nie dotykam. Kapryśna ta smoczyca. - powiedział Fanto.
- Co teraz? - spytał Smoczysław.
- Przejdę się z nią i zobaczymy. - odpowiedział Kurai, odchodząc poza teren legowisk i prowadząc smoka.
- Zaskakujący ten Kapitan. - powiedział Fanto a nutą podziwu w głosie.
- Coraz bardziej rozumiem, czemu Książę Volaure chciał aby to On zrobił Nam kolejną szczegółową kontrolę i czemu ma tyle uprawnień. - dodał Smoczysław, a po chwili dopowiedział: - Tylko co ja mam wpisać w raport?
- Wpisz spacer z lądowym smokiem. - odpowiedział Fanto.
- W sumie wystarczająco dobrze. - odpowiedział Smoczysław.
- Jest tak narwana, że bym nie chciał ryzykować, ale nie patrzeć to tylko spacer, normalna sprawa.
- Tak, masz racje.


************


W pokoju dziewczyn między łóżkami na biurkiem stoi Diuna, ubrana w biała bluzkę z eleganckim koronkowym panelem, z granatową delikatną kokardą ozdobioną perła, stójką i długim rozszerzającym się rękawem. Cała jest w kwiatowe motywy i ma koronkowe ramiona i rękawy. Dodatkowo ma na sobie granatową spódnicę, o kroju litery A, kończącą się w okolicy kolan i z dość luźnym kloszem. Całość wygląda bardzo elegancko i stylowo. Całości uzupełniają czarne proste szpilki, rozpuszczone krótkie niebiesko morskie włosy neczanki oraz pastelowy, delikatny, niebieski makijaż. Przed dziewczyną postawione jest wysokie lustro oparte o ścianę.
- No Diunka na moje oko wyglądasz obłędnie. - powiedziała z dumą i radością Kiazu, siedząca po turecku na swoim łóżku.
- Dzięki i tak się właśnie czuję. - odpowiedziała zadowolona Diuna, przeglądając się w lustrze.
- Moyoshi wie czy Cię jakoś kryć?
- Wie i obstawia, że nie będę się dobrze bawić ze Stevenen i że z Nim bawiłabym się lepiej.
- Oho, pewność siebie podbita nuta zazdrości … cudownie. - odpowiedziała Kiazu delikatnie szczerząc kły.
- Jego problem, ja mam zamiar błyszczeć i dobrze się bawić.
- W sumie zakład był Twój …
- Tak, ale byłam pewna, że wygram bo SIOSTRA MI POMOŻE…
- No co za pech, cóż trzeba lepiej obstawiać albo liczyć się z przegraną.
- Tak, tak powiedziała ta co nie zniesie przegranej.
- Owszem nie znosie, ALE moje zakłady zwykle wygrywają. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
W tym momencie do pokoju rozległo się dość spokojne i intensywne pukanie do drzwi.
- Proszę! - odpowiedziały zgodnie siostry.
Na te słowa drzwi od pokoju otworzyły się, a ich oczom ukazał się Stevenen ubrany w dość luźna męska koszulę w pomarańczowym kolorze, oraz mocno granatowe jeansy. A jego bardzo krótkie jasne włosy błyszczą. Jest on wyższy od Diuny, ale oboje razem wyglądają niesamowicie.
- O kurde, wyglądasz zajebiście. - powiedział zaskoczony Stevenen.
- Też wyglądasz spoko. - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - To gdzie mnie zapraszasz?
- Do E’dere’len – odpowiedział Stevenen
- Wow! To nie ta knajpa co trzeba mieć rezerwacje? - spytała Kiazu.
- Trzeba, i miałem stolik dla dwojga jeszcze przed wojną i dogadałem się z właścicielem, że dzisiaj wykorzystam swoją rezerwację. - odpowiedział Stevenen.
- Tak, tak, bo wiedziałeś ze wygrasz zakład z ślicznością i zarezerwowałeś na zaś. - wtrąciła Diuna.
- Wtedy miałem dziewczynę i miałem z nią iść, a że tak wyszło, że już nie jesteśmy razem, to kiedy się zakładaliśmy uznałem, że to będzie dobre miejsce. - odpowiedział Stevenen.
- Oho to czeka mnie dużo opowieści. - odpowiedziała Diuna.
- Daleko jest ta restauracja? - spytała Kiazu.
- Nie, jest w mieście jakieś 80 km od bazy, w mieście. Uprzedzając pojedziemy moim autem i odstawię Diunę o rozsądnej porze. Może być? - odpowiedział Stevenen.
- Brzmi jak dobry plan, dla mnie spoko. - powiedziała Kiazu.
- A dla mnie brzmi to jeszcze lepiej. - dodała Diuna.
- To zapraszam. - powiedział Stevenen, otwierając drzwi.
- Bawcie się dobrze. - dodała Kiazu z uśmiechem.
Następnie Diuna i Stevenen wyszli, a Kiazu została sama w pokoju.
- Ta przegrana to wręcz jak nagroda. Dobrze, że przegrała ten zakład. - powiedziała radośnie Kiazu, kładąc się na łóżku i przeciągając się, a po chwili dodała: - Kurcze sama bym tam chętnie poszła.


************


Kamienista polana z dużymi i masywnymi kamieniami, w jej tle widać obóz smoków. Po chwili przyszedł tam Kurai z narwaną smoczycą i przywiązał długi łańcuch wkoło jednego z kamieni, a następnie oparł się o niego.
- Myślisz, że to mnie powstrzyma? - powiedziała pogardliwie smoczyca.
- Bardziej niż moja ręką. - odpowiedział chłodno Kurai, z rękami w kieszeniach.
- Skąd znasz moje imię? Nie zdradzałam Ci go? - spytała arogancko smoczyca.
- Kronos mi powiedział.
- Jasne, On nie rozmawia z ludźmi…
- Ze mną rozmawia…
Na te słowa smoczyca ostrożnie, a zarazem pewnie podeszła do neczanina i dość porządnie go obwąchała. Następnie po dłuższym czasie powiedziała:
- Pachniesz burzą … i masz na sobie świeży i intensywny zapach Kronosa. Możliwe, że mówisz prawdę… - powiedziała smoczyca, a po chwili dodała: - Pachniesz też świeżą krwią.
- Doskonale wiesz dlaczego… lepiej powiedz o co chodzi z Twoim zachowaniem?
- Nie podoba mi się to miejsce.
- Jakby tak było, to już byś uciekła, nie przepuściłabyś żadnej okazji i raczej udawałabyś spokojną aby opiekunowie stracili czujność, a nie robiła burdy.
- Cwany jesteś, a jaką mam pewność, że rzeczywiście chcesz mi pomóc?
- Nie masz, ale dużego wyboru też nie masz.
Smoczyca, cały czas nerwowo chodzi, powarkując i bardziej zajmując uwagę przestrzenią wkoło, a nie neczaninem. Momentami przestępuje też z nogi na nogę. Nagle Kurai, bez słowa zdjął kantar z głowy bestii i zrzucił go na ziemie. Smoczyca przez chwilę patrzyła neczaninowi w oczy, a następnie uciekła w popłochu. Kurai nie skomentował tego, jedynie odpiął łańcuch, zebrał wszystkie rzeczy i zaczął iść w kierunku obozu. W ten podbiegła do niego smoczyca, oparła swoją głowę na jego plecy. Neczanin poczuł ciepło, a następnie kiedy się odwrócił to bestia szybko odbiegła i zniknęła za horyzontem.


************


W pokoju dziewczyn, na łóżku Diuny leża różne smakołyki, w tym jakieś chipsy, ciastka czy czekolady. Natomiast na łóżku Kiazu leżą zarówno słodkości jak i siedzi sama Kiazu, Rina siedzi po turecku na jednym z krzeseł i jej dobroci również leża na łóżku. W tle stosunkowo cicho leci muzyka tzw „Shamisen Rock”, który jest sympatyczny, dobrze wpada w ucho, ma mocne rockowe wstawki, ale jednocześnie z racji tego, że to same melodie to nie przeszkadzają one w rozmowie, tylko przyjemnie wypełniają wnętrze.
- Aaaaa! Dorwałaś nawet czekoladę z toffi i orzechami! - krzyknęła radośnie Kiazu.
- Tak. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- I mówisz, że tak o pozwolił Wam brać co chcecie?
- Dokładnie tak.
- Ale zajebiście! Szkoda, że nie poszłam, ale moja misja specjalna była warta zostania.
- Hmm… pomagałaś w czymś Diunie?
- Nom, ogarnęłam ją tak, że wygląda bosko! - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Czej pokarze Ci zdjęcie, w sumie to wyślę je na naszą wspólną konwersację.
- O ok … pewnie w ramach zakładu?
- Ano …. poszło … ma niby kare i poszła z Stevenen do restauracji … a ja sądzę, że to nagroda.
- Dobra restauracja? - Odpowiedziała Rina, jednocześnie biorąc swój telefon.
- E’dere’len …
- O to ta co opowiadałaś, że trzeba mieć rezerwacje z wyprzedzeniem i jest bardzo luksusowa?
- Noooooo!
- Czad, to w sumie fajnie, że przegrała.
- Tak przegrać to jak wygrać! - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, a następnie szczerząc kły dodała: - Lepiej tez aby póki co nie widziała, mojego zdjęcia z Taakat.
- Oj tak …. chociaż to i tak było chyba po terminie?
- Ano, było było, więc nic to nie zmienia, chociaż chętnie zobaczę Jej minę kiedyś tam…
- Oki doki … - odpowiedziała Rina, a po chwili dodała: - Trochę światło odbija się w lustrze, ale Diuna wygląda zjawiskowo. Otachi też napisał, że wow.
- No, ooo jak słodko, Hachi napisał, że widać rękę mistrzyni.
- Słodziak.
- Właśnie, a Kurai odzywał się jakoś? Bo na grupowej nic nie pisze od rozdzielenia się oddziałów
- Nom… sporadycznie pisze, ale pisze.
- W sumie po ostatniej misji to już pewnie Go nosiło aby się gdzieś zaszyć … Co On w ogóle robi?
- Ma kontrolę w obozie smoków.
- Whooa już go wybudowali, szybcy są. No to ma ważne zdanie.
- Oficerowie czasem mają takie dodatkowe obowiązki.
- Nooo, zwłaszcza jak się na czymś dobrze znają. Współczuje im jak źle traktują jakiegoś smoka…
- Raczej o nie dbają, ale tak nie da skrzywdzić żadnego smoka tam.
- Kurcze … Fajnie by było wziąć udział w jakimś turnieju walk smoków.
- Byłabyś nieprzewidywalną gwiazdą.
- BA! Postrach przeciwników.
Obie siostry zaśmiały się z tego, a po chwili Kiazu spytała:
- Hmm… Kiedy Kurai wraca? Wiadomo coś?
- Hmm pisał, że jak dobrze pójdzie to wraca pojutrze jakoś w nocy.
- No to pewnie Rudy na mu odpocząć...hmm… to mamy jeszcze jakieś 3 dni w obozie zanim dostanie Nam się misja…
- W sumie to prawdopodobne.
- Później zapisze się na jakąś warte czy coś … może jakiś sparing…
- Coś się dla Nas znajdzie.
- A to na pewno, zdziwiłabym się jakby nie. - powiedziała Kiazu, kładąc się, a następnie przeciągnęła się i powiedziała: - Szkoda, że Taakat i reszta już jutro mają misję.
- Chciałabyś iść z Nimi?
- Może nie z Nimi, prędzej z Wami, ale na pewno chciałabym iść na misję.
- Rozumiem …. hmm …. Nocujesz dzisiaj u Nas czy masz wychodne jak Diuna?
- Będę nocować u Nas, jak chcesz możemy zrobić sobie babski wieczór i poczekać na Diunę. - odpowiedziała radośnie Kiazu, a po chwili dodała: - Stevenen powiedział, że odstawi ją o rozsądnej porze.
- O oki. - odpowiedziała radośnie Rina.
- Dzisiaj mam czas z siostrami. - odpowiedziała Kiazu siadając i mrugając okiem.
- Cieszy mnie to.


************


Smocze leża. Bosman nerwowo spogląda i chodzi wkoło czekając. Po chwili kiedy sam Kurai do niego podszedł, ten z przerażeniem spytał:
- A gdzie smok? Uciekł?
- Spokojnie, wróci za jakiś czas. - odpowiedział chłodn
o Kurai.
- Skąd ta pewność?
- Możesz albo się denerwować albo mi zaufać i mieć spokój.
- Co ja wpisze w raporcie?
- Co tam chcesz…
- No jak wpisze wszystko co się wydarzyło, to zaraz nie dość, że będzie kolejna kontrola to jeszcze Książę Volaure zapewne zrobi Nam raban. Widzisz jest głównym opiekunem obozu, i każdy raport praktyczni od razu trafia do Księcia.
- Heh … Możesz nic nie pisać, ale skoro już musisz to możesz napisać, że Beldi uciekła czy tam zaatakowała oficera i uciekła, a jak wróci to wpiszecie ją jako Velvet i po sprawie. - odpowiedział Kurai.
- No dobra … ale Książę będzie dzwonił na bank, że nie dopilnowaliśmy smoka, a kazał o nie dbać i pilnować …
- Jak zadzwoni to zawołaj mnie. Zresztą w raporcie śmiało możesz napisać, że to mi uciekł smok. Ewentualne pretensje będą do mnie, a nie do obozu.
- Jak chcesz … tak zrobię.
- Możesz nawet teraz.
- Za chwilę zaraportuje …. Aha, Fanto zauważył, że smok ponoć Cię zranił.
- Nie ma o czym rozmawiać. To już załatwione, nie potrzeba interwencji.
- Ok… - zdziwił się Smoczysław, a następnie spytał: - To co wracamy do kontroli.
- Taaa….
Po tych słowach Panowie ruszyli na dalsze sprawdzanie obozu.
- Skąd znasz się na smokach? - spytał nagle Smoczysław.
- Miałem okazje z nimi obcować. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Rozumiem, i to chyba nawet sporo, skoro się ich nie boisz. Ja do większości boje się podejść, a co dopiero obcować z nimi.
- Dobrze, że masz od tego ludzi…
- A żebyś wiedział!