„Kontrola,
nagrody i zabawa”
Smocze
leża, wśród wysokich kolumn rozstawione jest pole energetyczne
które wyznacza teren dla danego smoka. W każdym osobnym
pomieszczeniu jest trochę siana, przez które prześwituje kamienno
piaszczysta posadzka, dodatkowo jest tam legowisko dostosowane do
każdej bestii jak i smok. Pomiędzy powstałymi korytarzami, chodzą
Kurai oraz Smoczysław, który wszystko notuje, jak i dba o to aby
każda procedura odbyła się wedle regulaminu. Nagle elektryczny
neczanin zatrzymał się przed wejściem do leża jednego ze smoków.
Leży tam, zwinięty w kłębek zielony, skrzydlaty smok.
-
Pierwszy raz widzisz zielonego smoka? - zapytał Smoczysław.
-
Otwórz to leżę. - odpowiedział chłodno Kurai uważnie obserwując
bestie w środku.
- Niech no sprawdzę w dokumentach….
-
Pozwolenia mam na wisiorku… - odpowiedział Kurai, wyjmując
wisiorek spod koszulki.
- Wole papierową dokumentacje …
-
Moje zaproszenie, strona 12, masz tam podpisane przez księcia
Zekeren wszystkie moje pozwolenia, a teraz otwórz to leżę. -
odpowiedział bardzo twardo i chłodno Kurai.
Smoczysław uległ
i otworzył, to konkretne leże, a neczanin podszedł do smoka, który
nawet nie zareagował, że ktoś do niego wszedł.
- Co ten
młodzik dostaje do jedzenia? - spytał Kurai, po chwili głaskania
smoka.
- Tam masz listę. - odpowiedział Smoczysław pokazując
kartkę na ścianie.
Ne te słowa elektryczny neczanin podszedł
do tej listy i bardzo uważnie zaczął ją czytać.
- Czego
szukamy? - spytał nagle Smoczysław.
- Hmm… widzę, że w
diecie ma owoce Teungeutul.
-
Tak, zważyliśmy, że smoki je uwielbiają, ten tutaj też. I dajemy
je raz w tygodniu jako swego rodzaju deser.
- Dorosłym smokom
te owoce nic nie robią, ale zdarza się że niektóre młode
osobniki są po nich ospałe i otępiałe, tak jak ten tutaj.
-
Ludzie z Zekeren, którzy są w obozie Nam o tym nie powiedzieli.
-
Na liście jest adnotacja ze po tych owocach smok dziwnie się
zachowuje i rozważali odstawienie ich. Jak i informacja, aby zgłosić
to Tobie.
- Nie kojarzę takiej informacji, ale na liście
żywieniowej rzeczywiście jest taka adnotacja. - odpowiedział
Smoczysław czytając listę.
- Zakładam, że zapewne jakieś
dokumenty zalegają Ci na biurku.
- Możliwe, mamy tutaj ogrom
dokumentacji.
- Komunikacja słowna jest szybsza i w nagłych
wypadkach skuteczniejsza.
- To nie jest mój żywioł,
zdecydowanie wole papierologie…
- Komunikacja słowna przy
żywych istotach, sprawia, że można szybciej ogarnąć jakiś
temat. Cześć decyzji dotyczących smoków, też dobrze aby
podejmował Fanto, a nie Ty. To też powinno usprawnić działanie.
-
Ok, porozmawiam o tym z Fanto i spróbujemy coś zaradzić.
-
Jak najszybciej wyeliminujcie mu te owoce z diety a wróci do formy,
a teraz dajcie mu dużo zimnej wody - odpowiedział Kurai, wychodząc
z leża.
- Em .. tak …jak sobie życzysz… - odpowiedział
Smoczysław notując i zapisując.
************
Na
jednym
z budynków mieszkalnych, w neczanskim
obozie na betonowym dachu
znajduje się neczańskie rodzeństwo.
Jest
tam
całkiem gorąco, a jednocześnie
całkiem
przyjemnie. Na tym sporym obozowym
dachu w cieniu na kocu zasiada Rina, obok
niej na słońcu jest Kiazu, która rozczesuje długie
włosy siostry.
Na tym samym kocu leży na brzuchu też Diuna i czyta książkę.
Otachi leży na murku, smyrany delikatnym wiatrem, natomiast Hachi
siedzi oparty o murek. Wszyscy znajdują się w tej samej części
dachu i w niedużych odległościach od siebie, oraz mimo dnia
wolnego, ubrani
są w swoje wersje mundurów.
-
Myślicie, że mamy wolne dopóki Kurai nie wróci? - spytała
Diuna.
- Znając Rudego, to już jutro będziemy mieli rozpisane
warty… - odpowiedział Hachi.
- Za jakieś 2h powinny pojawić
się warty na jutro i założę się, że też jakieś dostaniemy. -
dodał Otachi.
- Słyszałam od Stevenen, że ich oddział już
jutro rusza na kolejną misję. - odpowiedziała Diuna.
- Też
bym chciała już misję, ale bez dowódcy to jesteśmy uziemieni w
obozie. - wtrąciła Kiazu, zaplatając już włosy siostry.
-
Ty to mogłabyś być non stop na misji… - odrapała Diuna.
-
Hmmm… i tak i nie … wiesz potrzebuje tez kąpieli i kobiecych
luksusów. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- A ciągłe
misje tego luksusu już nie oferują. - dodał Hachi.
- Coś w
tym jest. I zdecydowanie wole obozowe życie… nawet jak mamy warty
… - powiedziała Diuna, a po chwili dodała: - W sumie mógłby
wrócić tak za tydzień … nie miałabym nic przeciwko.
- E
tam to za długo, nudno by było już w obozie. - odpowiedziała
Kiazu.
- Nooo zdecydowanie nudno. - dodał Hachi.
- Hehe,
Rudy już by z Nami nie wytrzymał w obozie. - zaśmiał się
Otachi.
- Bro, On już by zadbał abyśmy mieli zajęcie i to z
dala od obozu. - dodał Hachi z uśmiechem chochlika.
- W sumie
to by było zabawne. - dodała Kiazu.
- Co dzisiaj jej pleciesz?
- spytała zaciekawiona Diuna.
- Ery jak ostatnio się
widziałyśmy uczyła mnie jak pleść tak zwany warkocz w typie rybi
ogon, jest cudownie ozdobny i z drobnych pasm, a na jej długich
włosach jak zrobię takie dwa to będą jeszcze bardziej
niesamowite. - odpowiedziała Kiazu kończąc zaplatać jednego z
dwóch warkoczy, skierowanego do tyłu.
- W sumie wygląda
bardzo efektownie już jako jeden, zwłaszcza, że wplotłaś w niego
nieśmiertelnik. - pochwaliła Diuna.
- No Sis, zajebiście Ci
to wychodzi. - pochwalił Otachi.
- Dzięki. - odpowiedziała
radośnie Kiazu.
W tym momencie na dach wszedł jeden z
oficerów, ma on krótkie poszarpane włosy w kolorze tęczy, oraz
błyszczące różowe oczy. Całości jego wyglądu dopełniają małe
metalowe kolczyki w uszach, jak i jeden w dolnej wardze. Dodatkowo
ubrany jest w mundur oficerski.
- Tak myślałem, że tu
jesteście. - powiedział przybysz.
- Siemasz Taakat. -
odpowiedziało zgodnie rodzeństwo, a Kiazu dodała: - Stęskniłeś
się za Nami?
- Za Tobą Płomyczku zawsze. - odpowiedział
Taakat, a po chwili dodał: - Kto chce się ruszyć i pomóc mi w
czymś?
- Zleży co chcesz. - odpowiedziała Diuna.
- Luz,
Ziom, na Nas dwóch możesz liczyć. - wtrącił Hachi.
- A nie
powiem co chce, to od Was zależy czy chcecie iść ze mną czy nie.
- odpowiedział Porucznik.
- A Twoi ludzie nie mogli Ci pomóc?
- spytała Diuna.
- Może tak a może nie, a może chce Was. -
odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Czy to istotne?
Zgłosiłem się Was, jak nie chcesz iść to siedź dalej i czytaj
książkę.
- Mój ulubiony porucznik dzisiaj nie w sosie? -
spytała Kiazu kończąc drugiego warkocza.
- Płomyczku mało
spałem, a tak to jestem w sosie. - odpowiedział Taakat mrugając
okiem, a po chwili dodał: - To kto chce to zapraszam,a kto nie to
nie.
- Luz ziom. - odpowiedział Otachi.
Tym samym Kiazu i
Diuna zostały, a reszta rodzeństwa poszła, wraz z porucznikiem.
Kiedy zniknęli już z pola widzenia, i dało się usłyszeć
zamykanie drzwi na klatkę schodową to Diuna spytała:
- Czemu
nie poszłaś, ze swoim ulubionym porucznikiem?
- Hmm… Bo moja
siostra potrzebuje pomocy przy ogarnianiu się. - odpowiedziała
Kiazu z uśmiechem.
- Nie jestem Riną, nie dam Ci się tak
łatwo, ale tak masz racje przydałoby się abym wyglądała dzisiaj
jak milion złota. - odpowiedziała Diuna.
- Zaczaruję Cię i
będzie jeszcze lepiej niż myślisz. - odpowiedziała Kiazu mrugając
okiem.
************
Kontrola
smoczego obozu dalej trwa. Kurai i Smoczysław doszli w końcu pod
smocze leże, bardzo dużego, groźnie wyglądającego czarnego
smoka, który głośno warknął, jak tylko podeszli do wejścia.
-
Nie wchodził bym tam …. - powiedział Smoczysław.
- Poradzę
sobie. - odpowiedział chłodno Kurai otwierając smocze
leże.
Stojący czarny smok z ciemniejszymi skrzydłami, rogami,
uszami oraz końcówką ogona, o wspaniałych lśniąco złotych
oczach, wydaje się być ciemniejszy od nocy. W porównaniu do reszty
smoków w okolicy tego leża, jest dość drobnej postury ale i tak
jest wielki i rosłych rozmiarów. Po chwili Smok podszedł do
neczanina i potrącił go głową tak, że było widać iż domaga
się głaskania.
- O Kurde! Pierwszy raz widzę, że ten smok
się tak zachowuje. - powiedział Smoczysław.
- Jeszcze wielu
rzeczy nie widziałeś. - odpowiedział Kurai, głaszcząc czarnego
smoka.
Smok nagle położył pysk na ramieniu neczanina i cicho,
typowym dla siebie głosem powiedział:
-
Zajrzyj do Velvet.
-
Hmm…?
-
To ta mała fioletowa smoczyca na końcu, jest nerwowa i potrzebuje
pomocy., pogadaj z nią.
-
Kurai, jak czytam to możesz nawet go dosiadać! - powiedział
zaskoczony Smoczysław.
- Taaa, pewnie skorzystam z tego dla
przyjemności. - odpowiedział Kurai, a następnie dodał: - Nie
macie tu jakiegoś nerwowego smoka?
- Mamy jednego, który
ciągle próbuje uciec i agreswyno-nerwowy.
- Zaprowadź mnie do
niego.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, może zrobić Ci
krzywdę.
- Ta … ta … tak jak czarny smok, a teraz
prowadź.
- Hmm… jak dobrze kojarzę jest tam na samym końcu
… zapraszam. - odpowiedział lekko zdezorientowany Smoczysław.
************
Taakat
wraz z Hachim, Otachim i Riną, wszedł do dużego metalowego
magazynu. Stoją tam różne skrzynie, jak i palety z różnymi
rzeczami. Całości dopełniają bardzo wysokie metalowe pułki, na
których również są przeróżne smakowitości.
- Ziom,
jakieś noszenie i liczenie magazynów? - Spytał Otachi.
-
Hmm…. Nie, chociaż to kuszące, aby tu ogarnąć. - odpowiedział
Taakat, a następnie dodał: - Przejrzyjcie ten magazyn, jak i
magazyn z mrożonkami, warzywami, owocami i tak dalej i możecie
wziąć sobie co chcecie.
- Jak to? - spytała zaskoczona
Rina.
- Wraz z generałem postanowiliśmy Was nagrodzić i
docenić. A że była nie dawno dostawa przekąsek, lodów, napojów
i tak dalej to możecie sobie coś zgarnąć. - odpowiedział Taakat
z uśmiechem.
- Serio co tylko chcemy? - spytał entuzjastycznie
Hachi.
- Na co tam macie ochotę. - odpowiedział Taakat.
Na
te słowa Hachi i Otachi przypili sobie piątkę, a następnie
ruszyli szperać w magazynie. Tym czasem Rina delikatnie się
pokłoniła i powiedziała:
- Dziękujemy.
- Nie ma
problemu, zasłużyliście.
- Taakat, a mogę coś wziąć dla
sióstr?
- Jakby chciały to by przyszły, ale jak chcesz możesz
wziąć coś „dla siebie” i im oddać.
- Dobrze ….
-
Od razu mówię, to nie działa tak, że jak weźmiesz dla nich do
dla siebie już nie możesz… oczywiście, że możesz. Możecie
zgarnąć ile i co chcecie. I doprecyzuje możesz dla Nich coś
zgarnąć, ale dla siebie również.
- A ok …
- Dobra, a
teraz działaj bo zabiorą Ci to co najlepsze. - odpowiedział Taakat
mrugając okiem.
Wodna neczanka również ruszyła przeglądać
zapasy luksusowe zgromadzone w magazynie. Wysokie pudła i ogromne
palety kryją w sobie wiele smakowitości, których na co dzień nie
dostaje się w obozie. Hachi i Otachi wchodzą nawet wysoko, do tego
stopnia, że prawie przewrócili jedna z wysokich kartonowych wież.
Gdyby nie inna bardziej stabilna wieża, oparta o ścianę, to
wszystko poleciało by na ziemię.
- Chłopaki, bo zamiast
nagrody to będziecie sprzątać! - krzyknął Taakat, siadając na
jednej ze skrzyń.
- Sorry! - odkrzyknęli zgodnie bracia,
śmiejąc się pod nosem.
- Sami też się nie pozabijajcie… -
kontynuował Taakat.
- Luz Ziom. - odkrzyknął Hachi.
W
innej części magazynu pod jednym z wysokich, metalowych regałów
Rina stanęła patrząc wysoko w górę. Po chwili neczanka podeszła
do porucznika i spytała:
- Taakat, czy mogę Cię poprosić o
pomoc?
- Jasne. - odpowiedział porucznik, zaskakując ze
skrzyni a po chwili dodał: - Co tam potrzebujesz?
- Tam wysoko
są ciasta czekoladowo-kokosowe, czy mógłbyś mi je podać?
-
Pewnie. - odpowiedział Taakat, który bez trudu stojąc na ziemi
sięgnął po ciastka i ściągnął parę paczek ciastek, a
następnie powiedział: - Trzymaj.
- O dzięki. - odpowiedziała
radośnie Rina, a następnie pokornie dodała: - Jedna by
wystarczyła.
- Uznajmy, że nie chciało mi się ruszać po
jedną. - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a następnie dodał z
lekkim przerażeniem w głosie: - Otachi złaź z tej lampy!
W
tym momencie okazało się, że wieczni neczanin buja się na jednej
z lamp, a po chwili mówiąc:
- Spoko Ziom!
Otachi
przeskoczył na górę wysokich regałów, gdzie zaczął szukać
smakołyków dla siebie. Hachi wydał z siebie radosne okrzyki, które
dopingowały brata, a porucznik zrobił klasycznego facepalm.
-
Potowarzyszę Ci … Zdecydowanie, wole Ci podawać rzeczy niż abyś
skakała jak Oni. - powiedział po dłuższej chwili Taakat.
-
Skoro tak wolisz. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
************
Kurai
i Smoczysław podeszli pod jedno leże na uboczu, tam fioletowy i nie
wielki smok, nerwowo chodził po całym leżu. Cały czas powarkuje,
macha ogonem i zdecydowanie nie jest zadowolony. Ma on lekko
wypłowiałe łuski, groźny pysk ozdobiony niebieskimi oczami oraz
ten konkretny osobnik nie ma skrzydeł jedynie cztery masywne łapy.
- To ten smok. - powiedział Smoczysław
W tym momencie
bestia zaatakowała barierę, a wystraszony bosman podskoczył do
góry.
- Długo się tak zachowuje? - spytał chłodno Kurai
patrząc warczącemu smokowi w oczy.
- Odkąd ją tu
zamknęliśmy, będzie 3-4 dni. - odpowiedział Smoczysław,
przeglądając listy.
- Dajcie jakiś mocny kantar i otwórzcie
leże. - powiedział Kurai.
- Albo jesteś szalony albo pewny
siebie. - odpowiedział Smoczysław, a następnie krzyknął: -
Fanto,
chodź na chwilę.
- Dobra! - odezwał się głos z głębi, a
po chwili do kapitana i bosmana podszedł Fanto mówiąc: - No,
czego?
- Daj proszę kantar i rób to o co prosi neczański
kapitan. - powiedział bosman.
- Tylko mocny. - dodał Kurai.
-
Młodzik, chce pobawić się z tym Drake? Nie radził bym, narwana
jest. - odpowiedział złośliwie Fanto, wręczając kapitanowi,
metalowy, smoczy kantar, dostosowany do smoków o długich pyskach.
-
Zaryzykuję. - odpowiedział Kurai, biorąc kantar, a następnie
stanął na wprost warczącego smoka i po dłuższej chwili dodał: -
Wpuście mnie do niej, i nie wchodźcie mi w drogę.
- Ktoś tu
chce zwiedzić lazaret. - powiedział Fanto, po czym wpuścił
kapitana to rozzłoszczonego smoka.
Po dłuższej chwili, kiedy
smoczyca podeszła pod ścianę, to elektryczny neczanin, z kantarem
w dłoni wszedł do niej, a Fanto powiedział:
- Bosmanie idź
po popcorn bo to będzie dobre.
Tym czasem Smoczysław z
delikatnym przerażeniem obserwował jedynie sytuację. Widać po
nim, że to nie jest dla Niego komfortowa sytuacja. W tym samym
czasie neczanin stanął na wprost smoka, który nie czekając na
nic, praktycznie od razu ruszył do ataku. Mała jak na smoka i tak
jest większa od człowieka, Kurai jednak spokojnie stał. Nagle
kiedy bestia kłapnęła paszczą, ten przesunął się delikatnie do
tyłu i jednym szybkim ruchem założył smokowi kantar, na pysk. Po
czym stanowczym ruchem odwrócił ją w kierunku ściany. W tym
momencie okazało się, że neczanin twardo stoi na części
łańcucha, co spowodowało, że smok patrzy mu prosto w oczy.
Jednocześnie neczanin bardzo mocno, obiema rękami trzyma kantar i
nie pozwala wyrwać się smokowi, który dyszy jak oszalały i
jednocześnie warczy. Bestia kilku krotnie mocno szarpnęła głową,
ale nie mogła się uwolnić.
- Velvet, daj sobie pomóc. -
powiedział nagle twardo i chłodno Kurai.
Na te słowa smok o
dziwo uspokoił się. Drake przestał się wyrywać, chociaż dalej
warczał, to uspokoił się do takiego stopnia, że neczanin mógł
zejść z łańcucha i trzymać kantar jedynie jedną ręką.
-
Ja pierdziele Młody, co za akcja! Nawet ja bym się na to nie
odważył - powiedział prawie krzycząc Fanto.
W tym momencie
smoczyca chciała się wyrwać, jednak neczanin ją utrzymał, aby ta
się nie wyrwała. Jednak to wymagało od Niego użycia dużej ilości
siły, jak i naelektryzowania kantara oraz bardzo głębokiego i
wręcz lodowatego spojrzenia w oczy bestii. To spowodowało, że po
smoku dało się zobaczyć, że się nawet trochę tego wystraszył.
Następnie głaszcząc smoka, stanowczo powiedział:
- Nie drzyj
się i otwórz.
Na te słowa bariera została otworzona, a
elektryczny neczanin wyszedł z leża wraz ze smokiem.
- Czemu
nazywacie ją Drake, skoro na karcie mam Beldi? - spytał Bosman
-
Powiedzmy ze Drake to podgatunek smoka, należą do niego wszystkie
czworonożne i bezskrzydłe smoki. - odpowiedział Kurai.
-
Czasem młode smoki też nazywamy Drake. - dodał Fanto, już
ciszej.
- Aha ona ma na imię Velvet. - powiedział Kurai.
-
Dobrze wiedzieć, nam nie chciała zdradzić imienia. - powiedział
Fanto, a następnie chciał pogłaskać bestie, jednak ta gwałtownie
zabierała głowę i warczała.
Zachowaniem dała do
zrozumienia, że zdecydowanie nie chce być dotykana.
- Dobra,
dobra nie dotykam. Kapryśna ta smoczyca. - powiedział Fanto.
-
Co teraz? - spytał Smoczysław.
- Przejdę się z nią i
zobaczymy. - odpowiedział Kurai, odchodząc poza teren legowisk i
prowadząc smoka.
- Zaskakujący ten Kapitan. - powiedział
Fanto a nutą podziwu w głosie.
- Coraz bardziej rozumiem,
czemu Książę Volaure chciał aby to On zrobił Nam kolejną
szczegółową kontrolę i czemu ma tyle uprawnień. - dodał
Smoczysław, a po chwili dopowiedział: - Tylko co ja mam wpisać w
raport?
- Wpisz spacer z lądowym smokiem. - odpowiedział
Fanto.
- W sumie wystarczająco dobrze. - odpowiedział
Smoczysław.
- Jest tak narwana, że bym nie chciał ryzykować,
ale nie patrzeć to tylko spacer, normalna sprawa.
- Tak, masz
racje.
************
W
pokoju dziewczyn między łóżkami na biurkiem stoi Diuna, ubrana w
biała bluzkę z eleganckim koronkowym panelem, z granatową
delikatną kokardą ozdobioną perła, stójką i długim
rozszerzającym się rękawem. Cała jest w kwiatowe motywy i ma
koronkowe ramiona i rękawy. Dodatkowo ma na sobie granatową
spódnicę, o kroju litery A, kończącą się w okolicy kolan i z
dość luźnym kloszem. Całość wygląda bardzo elegancko i
stylowo. Całości uzupełniają czarne proste szpilki, rozpuszczone
krótkie niebiesko morskie włosy neczanki oraz pastelowy, delikatny,
niebieski makijaż. Przed dziewczyną postawione jest wysokie lustro
oparte o ścianę.
- No Diunka na moje oko wyglądasz obłędnie.
- powiedziała z dumą i radością Kiazu, siedząca po turecku na
swoim łóżku.
- Dzięki i tak się właśnie czuję. -
odpowiedziała zadowolona Diuna, przeglądając się w lustrze.
-
Moyoshi wie czy Cię jakoś kryć?
- Wie i obstawia, że nie
będę się dobrze bawić ze Stevenen i że z Nim bawiłabym się
lepiej.
- Oho, pewność siebie podbita nuta zazdrości …
cudownie. - odpowiedziała Kiazu delikatnie szczerząc kły.
-
Jego problem, ja mam zamiar błyszczeć i dobrze się bawić.
-
W sumie zakład był Twój …
- Tak, ale byłam pewna, że
wygram bo SIOSTRA MI POMOŻE…
- No co za pech, cóż trzeba
lepiej obstawiać albo liczyć się z przegraną.
- Tak, tak
powiedziała ta co nie zniesie przegranej.
- Owszem nie znosie,
ALE moje zakłady zwykle wygrywają. - odpowiedziała Kiazu mrugając
okiem.
W tym momencie do pokoju rozległo się dość spokojne i
intensywne pukanie do drzwi.
- Proszę! - odpowiedziały zgodnie
siostry.
Na te słowa drzwi od pokoju otworzyły się, a ich
oczom ukazał się Stevenen ubrany w dość luźna męska koszulę w
pomarańczowym kolorze, oraz mocno granatowe jeansy. A jego bardzo
krótkie jasne włosy błyszczą. Jest on wyższy od Diuny, ale oboje
razem wyglądają niesamowicie.
- O kurde, wyglądasz
zajebiście. - powiedział zaskoczony Stevenen.
- Też wyglądasz
spoko. - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - To gdzie mnie
zapraszasz?
- Do E’dere’len – odpowiedział Stevenen
-
Wow! To nie ta knajpa co trzeba mieć rezerwacje? - spytała Kiazu.
-
Trzeba, i miałem stolik dla dwojga jeszcze przed wojną i dogadałem
się z właścicielem, że dzisiaj wykorzystam swoją rezerwację. -
odpowiedział Stevenen.
- Tak, tak, bo wiedziałeś ze wygrasz
zakład z ślicznością i zarezerwowałeś na zaś. - wtrąciła
Diuna.
- Wtedy miałem dziewczynę i miałem z nią iść, a że
tak wyszło, że już nie jesteśmy razem, to kiedy się zakładaliśmy
uznałem, że to będzie dobre miejsce. - odpowiedział Stevenen.
-
Oho to czeka mnie dużo opowieści. - odpowiedziała Diuna.
-
Daleko jest ta restauracja? - spytała Kiazu.
- Nie, jest w
mieście jakieś 80 km od bazy, w mieście. Uprzedzając pojedziemy
moim autem i odstawię Diunę o rozsądnej porze. Może być? -
odpowiedział Stevenen.
- Brzmi jak dobry plan, dla mnie spoko.
- powiedziała Kiazu.
- A dla mnie brzmi to jeszcze lepiej. -
dodała Diuna.
- To zapraszam. - powiedział Stevenen,
otwierając drzwi.
- Bawcie się dobrze. - dodała Kiazu z
uśmiechem.
Następnie Diuna i Stevenen wyszli, a Kiazu została
sama w pokoju.
- Ta przegrana to wręcz jak nagroda. Dobrze, że
przegrała ten zakład. - powiedziała radośnie Kiazu, kładąc się
na łóżku i przeciągając się, a po chwili dodała: - Kurcze sama
bym tam chętnie poszła.
************
Kamienista
polana z dużymi i masywnymi kamieniami, w jej tle widać obóz
smoków. Po chwili przyszedł tam Kurai z narwaną smoczycą i
przywiązał długi łańcuch wkoło jednego z kamieni, a następnie
oparł się o niego.
- Myślisz, że to mnie powstrzyma? -
powiedziała pogardliwie smoczyca.
- Bardziej niż moja ręką.
- odpowiedział chłodno Kurai, z rękami w kieszeniach.
- Skąd
znasz moje imię? Nie zdradzałam Ci go? - spytała arogancko
smoczyca.
- Kronos mi powiedział.
- Jasne, On nie rozmawia
z ludźmi…
- Ze mną rozmawia…
Na te słowa smoczyca
ostrożnie, a zarazem pewnie podeszła do neczanina i dość
porządnie go obwąchała. Następnie po dłuższym czasie
powiedziała:
- Pachniesz burzą … i masz na sobie świeży i
intensywny zapach Kronosa. Możliwe, że mówisz prawdę… -
powiedziała smoczyca, a po chwili dodała: - Pachniesz też świeżą
krwią.
- Doskonale wiesz dlaczego… lepiej powiedz o co chodzi
z Twoim zachowaniem?
- Nie podoba mi się to miejsce.
-
Jakby tak było, to już byś uciekła, nie przepuściłabyś żadnej
okazji i raczej udawałabyś spokojną aby opiekunowie stracili
czujność, a nie robiła burdy.
- Cwany jesteś, a jaką mam
pewność, że rzeczywiście chcesz mi pomóc?
- Nie masz, ale
dużego wyboru też nie masz.
Smoczyca, cały czas nerwowo
chodzi, powarkując i bardziej zajmując uwagę przestrzenią wkoło,
a nie neczaninem. Momentami przestępuje też z nogi na nogę. Nagle
Kurai, bez słowa zdjął kantar z głowy bestii i zrzucił go na
ziemie. Smoczyca przez chwilę patrzyła neczaninowi w oczy, a
następnie uciekła w popłochu. Kurai nie skomentował tego, jedynie
odpiął łańcuch, zebrał wszystkie rzeczy i zaczął iść w
kierunku obozu. W ten podbiegła do niego smoczyca, oparła swoją
głowę na jego plecy. Neczanin poczuł ciepło, a następnie kiedy
się odwrócił to bestia szybko odbiegła i zniknęła za
horyzontem.
************
W
pokoju dziewczyn, na łóżku Diuny leża różne smakołyki, w tym
jakieś chipsy, ciastka czy czekolady. Natomiast na łóżku Kiazu
leżą zarówno słodkości jak i siedzi sama Kiazu, Rina siedzi po
turecku na jednym z krzeseł i jej dobroci również leża na łóżku.
W tle stosunkowo cicho leci muzyka tzw „Shamisen Rock”, który
jest sympatyczny, dobrze wpada w ucho, ma mocne rockowe wstawki, ale
jednocześnie z racji tego, że to same melodie to nie przeszkadzają
one w rozmowie, tylko przyjemnie wypełniają wnętrze.
-
Aaaaa! Dorwałaś nawet czekoladę z toffi i orzechami! - krzyknęła
radośnie Kiazu.
- Tak. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
-
I mówisz, że tak o pozwolił Wam brać co chcecie?
- Dokładnie
tak.
- Ale zajebiście! Szkoda, że nie poszłam, ale moja misja
specjalna była warta zostania.
- Hmm… pomagałaś w czymś
Diunie?
- Nom, ogarnęłam ją tak, że wygląda bosko! -
powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Czej pokarze Ci zdjęcie,
w sumie to wyślę je na naszą wspólną konwersację.
- O ok …
pewnie w ramach zakładu?
- Ano …. poszło … ma niby kare i
poszła z Stevenen do restauracji … a ja sądzę, że to nagroda.
-
Dobra restauracja? - Odpowiedziała Rina, jednocześnie biorąc swój
telefon.
- E’dere’len …
- O to ta co opowiadałaś,
że trzeba mieć rezerwacje z wyprzedzeniem i jest bardzo
luksusowa?
- Noooooo!
- Czad, to w sumie fajnie, że
przegrała.
- Tak przegrać to jak wygrać! - odpowiedziała
entuzjastycznie Kiazu, a następnie szczerząc kły dodała: - Lepiej
tez aby póki co nie widziała, mojego zdjęcia z Taakat.
- Oj
tak …. chociaż to i tak było chyba po terminie?
- Ano, było
było, więc nic to nie zmienia, chociaż chętnie zobaczę Jej minę
kiedyś tam…
- Oki doki … - odpowiedziała Rina, a po chwili
dodała: - Trochę światło odbija się w lustrze, ale Diuna wygląda
zjawiskowo. Otachi też napisał, że wow.
- No, ooo jak słodko,
Hachi napisał, że widać rękę mistrzyni.
- Słodziak.
-
Właśnie, a Kurai odzywał się jakoś? Bo na grupowej nic nie pisze
od rozdzielenia się oddziałów
- Nom… sporadycznie pisze,
ale pisze.
- W sumie po ostatniej misji to już pewnie Go nosiło
aby się gdzieś zaszyć … Co On w ogóle robi?
- Ma kontrolę
w obozie smoków.
- Whooa już go wybudowali, szybcy są. No to
ma ważne zdanie.
- Oficerowie czasem mają takie dodatkowe
obowiązki.
- Nooo, zwłaszcza jak się na czymś dobrze znają.
Współczuje im jak źle traktują jakiegoś smoka…
- Raczej o
nie dbają, ale tak nie da skrzywdzić żadnego smoka tam.
-
Kurcze … Fajnie by było wziąć udział w jakimś turnieju walk
smoków.
- Byłabyś nieprzewidywalną gwiazdą.
- BA!
Postrach przeciwników.
Obie siostry zaśmiały się z tego, a
po chwili Kiazu spytała:
- Hmm… Kiedy Kurai wraca? Wiadomo
coś?
- Hmm pisał, że jak dobrze pójdzie to wraca pojutrze
jakoś w nocy.
- No to pewnie Rudy na mu odpocząć...hmm… to
mamy jeszcze jakieś 3 dni w obozie zanim dostanie Nam się misja…
-
W sumie to prawdopodobne.
- Później zapisze się na jakąś
warte czy coś … może jakiś sparing…
- Coś się dla Nas
znajdzie.
- A to na pewno, zdziwiłabym się jakby nie. -
powiedziała Kiazu, kładąc się, a następnie przeciągnęła się
i powiedziała: - Szkoda, że Taakat i reszta już jutro mają
misję.
- Chciałabyś iść z Nimi?
- Może nie z Nimi,
prędzej z Wami, ale na pewno chciałabym iść na misję.
-
Rozumiem …. hmm …. Nocujesz dzisiaj u Nas czy masz wychodne jak
Diuna?
- Będę nocować u Nas, jak chcesz możemy zrobić sobie
babski wieczór i poczekać na Diunę. - odpowiedziała radośnie
Kiazu, a po chwili dodała: - Stevenen powiedział, że odstawi ją o
rozsądnej porze.
- O oki. - odpowiedziała radośnie Rina.
-
Dzisiaj mam czas z siostrami. - odpowiedziała Kiazu siadając i
mrugając okiem.
- Cieszy mnie to.
************
Smocze
leża. Bosman nerwowo spogląda i chodzi wkoło czekając. Po chwili
kiedy sam Kurai do niego podszedł, ten z przerażeniem spytał:
-
A gdzie smok? Uciekł?
- Spokojnie, wróci za jakiś czas. -
odpowiedział chłodno
Kurai.
- Skąd ta pewność?
- Możesz albo się denerwować
albo mi zaufać i mieć spokój.
- Co ja wpisze w raporcie?
-
Co tam chcesz…
- No jak wpisze wszystko co się wydarzyło, to
zaraz nie dość, że będzie kolejna kontrola to jeszcze Książę
Volaure zapewne zrobi Nam raban. Widzisz jest głównym opiekunem
obozu, i każdy raport praktyczni od razu trafia do Księcia.
-
Heh … Możesz nic nie pisać, ale skoro już musisz to możesz
napisać, że Beldi uciekła czy tam zaatakowała oficera i uciekła,
a jak wróci to wpiszecie ją jako Velvet i po sprawie. -
odpowiedział Kurai.
- No dobra … ale Książę będzie
dzwonił na bank, że nie dopilnowaliśmy smoka, a kazał o nie dbać
i pilnować …
- Jak zadzwoni to zawołaj mnie. Zresztą w
raporcie śmiało możesz napisać, że to mi uciekł smok.
Ewentualne pretensje będą do mnie, a nie do obozu.
- Jak
chcesz … tak zrobię.
- Możesz nawet teraz.
- Za chwilę
zaraportuje …. Aha, Fanto zauważył, że smok ponoć Cię
zranił.
- Nie ma o czym rozmawiać. To już załatwione, nie
potrzeba interwencji.
- Ok… - zdziwił się Smoczysław, a
następnie spytał: - To co wracamy do kontroli.
- Taaa….
Po
tych słowach Panowie ruszyli na dalsze sprawdzanie obozu.
-
Skąd znasz się na smokach? - spytał nagle Smoczysław.
-
Miałem okazje z nimi obcować. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Rozumiem, i to chyba nawet sporo, skoro się ich nie boisz. Ja do
większości boje się podejść, a co dopiero obcować z nimi.
-
Dobrze, że masz od tego ludzi…
- A żebyś wiedział!