czwartek, 25 grudnia 2025

EPIZOD 284

 

Kontrola, nagrody i zabawa

Smocze leża, wśród wysokich kolumn rozstawione jest pole energetyczne które wyznacza teren dla danego smoka. W każdym osobnym pomieszczeniu jest trochę siana, przez które prześwituje kamienno piaszczysta posadzka, dodatkowo jest tam legowisko dostosowane do każdej bestii jak i smok. Pomiędzy powstałymi korytarzami, chodzą Kurai oraz Smoczysław, który wszystko notuje, jak i dba o to aby każda procedura odbyła się wedle regulaminu. Nagle elektryczny neczanin zatrzymał się przed wejściem do leża jednego ze smoków. Leży tam, zwinięty w kłębek zielony, skrzydlaty smok.
- Pierwszy raz widzisz zielonego smoka? - zapytał Smoczysław.
- Otwórz to leżę. - odpowiedział chłodno Kurai uważnie obserwując bestie w środku.
- Niech no sprawdzę w dokumentach….
- Pozwolenia mam na wisiorku… - odpowiedział Kurai, wyjmując wisiorek spod koszulki.
- Wole papierową dokumentacje …
- Moje zaproszenie, strona 12, masz tam podpisane przez księcia Zekeren wszystkie moje pozwolenia, a teraz otwórz to leżę. - odpowiedział bardzo twardo i chłodno Kurai.
Smoczysław uległ i otworzył, to konkretne leże, a neczanin podszedł do smoka, który nawet nie zareagował, że ktoś do niego wszedł.
- Co ten młodzik dostaje do jedzenia? - spytał Kurai, po chwili głaskania smoka.
- Tam masz listę. - odpowiedział Smoczysław pokazując kartkę na ścianie.
Ne te słowa elektryczny neczanin podszedł do tej listy i bardzo uważnie zaczął ją czytać.
- Czego szukamy? - spytał nagle Smoczysław.
- Hmm… widzę, że w diecie ma owoce
Teungeutul.
- Tak, zważyliśmy, że smoki je uwielbiają, ten tutaj też. I dajemy je raz w tygodniu jako swego rodzaju deser.
- Dorosłym smokom te owoce nic nie robią, ale zdarza się że niektóre młode osobniki są po nich ospałe i otępiałe, tak jak ten tutaj.
- Ludzie z Zekeren, którzy są w obozie Nam o tym nie powiedzieli.
- Na liście jest adnotacja ze po tych owocach smok dziwnie się zachowuje i rozważali odstawienie ich. Jak i informacja, aby zgłosić to Tobie.
- Nie kojarzę takiej informacji, ale na liście żywieniowej rzeczywiście jest taka adnotacja. - odpowiedział Smoczysław czytając listę.
- Zakładam, że zapewne jakieś dokumenty zalegają Ci na biurku.
- Możliwe, mamy tutaj ogrom dokumentacji.
- Komunikacja słowna jest szybsza i w nagłych wypadkach skuteczniejsza.
- To nie jest mój żywioł, zdecydowanie wole papierologie…
- Komunikacja słowna przy żywych istotach, sprawia, że można szybciej ogarnąć jakiś temat. Cześć decyzji dotyczących smoków, też dobrze aby podejmował Fanto, a nie Ty. To też powinno usprawnić działanie.
- Ok, porozmawiam o tym z Fanto i spróbujemy coś zaradzić.
- Jak najszybciej wyeliminujcie mu te owoce z diety a wróci do formy, a teraz dajcie mu dużo zimnej wody - odpowiedział Kurai, wychodząc z leża.
- Em .. tak …jak sobie życzysz… - odpowiedział Smoczysław notując i zapisując.



************


Na jednym z budynków mieszkalnych, w neczanskim obozie na betonowym dachu znajduje się neczańskie rodzeństwo. Jest tam całkiem gorąco, a jednocześnie całkiem przyjemnie. Na tym sporym obozowym dachu w cieniu na kocu zasiada Rina, obok niej na słońcu jest Kiazu, która rozczesuje długie włosy siostry. Na tym samym kocu leży na brzuchu też Diuna i czyta książkę. Otachi leży na murku, smyrany delikatnym wiatrem, natomiast Hachi siedzi oparty o murek. Wszyscy znajdują się w tej samej części dachu i w niedużych odległościach od siebie, oraz mimo dnia wolnego, ubrani są w swoje wersje mundurów.
- Myślicie, że mamy wolne dopóki Kurai nie wróci? - spytała Diuna.
- Znając Rudego, to już jutro będziemy mieli rozpisane warty… - odpowiedział Hachi.
- Za jakieś 2h powinny pojawić się warty na jutro i założę się, że też jakieś dostaniemy. - dodał Otachi.
- Słyszałam od Stevenen, że ich oddział już jutro rusza na kolejną misję. - odpowiedziała Diuna.
- Też bym chciała już misję, ale bez dowódcy to jesteśmy uziemieni w obozie. - wtrąciła Kiazu, zaplatając już włosy siostry.
- Ty to mogłabyś być non stop na misji… - odrapała Diuna.
- Hmmm… i tak i nie … wiesz potrzebuje tez kąpieli i kobiecych luksusów. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- A ciągłe misje tego luksusu już nie oferują. - dodał Hachi.
- Coś w tym jest. I zdecydowanie wole obozowe życie… nawet jak mamy warty … - powiedziała Diuna, a po chwili dodała: - W sumie mógłby wrócić tak za tydzień … nie miałabym nic przeciwko.
- E tam to za długo, nudno by było już w obozie. - odpowiedziała Kiazu.
- Nooo zdecydowanie nudno. - dodał Hachi.
- Hehe, Rudy już by z Nami nie wytrzymał w obozie. - zaśmiał się Otachi.
- Bro, On już by zadbał abyśmy mieli zajęcie i to z dala od obozu. - dodał Hachi z uśmiechem chochlika.
- W sumie to by było zabawne. - dodała Kiazu.
- Co dzisiaj jej pleciesz? - spytała zaciekawiona Diuna.
- Ery jak ostatnio się widziałyśmy uczyła mnie jak pleść tak zwany warkocz w typie rybi ogon, jest cudownie ozdobny i z drobnych pasm, a na jej długich włosach jak zrobię takie dwa to będą jeszcze bardziej niesamowite. - odpowiedziała Kiazu kończąc zaplatać jednego z dwóch warkoczy, skierowanego do tyłu.
- W sumie wygląda bardzo efektownie już jako jeden, zwłaszcza, że wplotłaś w niego nieśmiertelnik. - pochwaliła Diuna.
- No Sis, zajebiście Ci to wychodzi. - pochwalił Otachi.
- Dzięki. - odpowiedziała radośnie Kiazu.
W tym momencie na dach wszedł jeden z oficerów, ma on krótkie poszarpane włosy w kolorze tęczy, oraz błyszczące różowe oczy. Całości jego wyglądu dopełniają małe metalowe kolczyki w uszach, jak i jeden w dolnej wardze. Dodatkowo ubrany jest w mundur oficerski.
- Tak myślałem, że tu jesteście. - powiedział przybysz.
- Siemasz Taakat. - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo, a Kiazu dodała: - Stęskniłeś się za Nami?
- Za Tobą Płomyczku zawsze. - odpowiedział Taakat, a po chwili dodał: - Kto chce się ruszyć i pomóc mi w czymś?
- Zleży co chcesz. - odpowiedziała Diuna.
- Luz, Ziom, na Nas dwóch możesz liczyć. - wtrącił Hachi.
- A nie powiem co chce, to od Was zależy czy chcecie iść ze mną czy nie. - odpowiedział Porucznik.
- A Twoi ludzie nie mogli Ci pomóc? - spytała Diuna.
- Może tak a może nie, a może chce Was. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Czy to istotne? Zgłosiłem się Was, jak nie chcesz iść to siedź dalej i czytaj książkę.
- Mój ulubiony porucznik dzisiaj nie w sosie? - spytała Kiazu kończąc drugiego warkocza.
- Płomyczku mało spałem, a tak to jestem w sosie. - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a po chwili dodał: - To kto chce to zapraszam,a kto nie to nie.
- Luz ziom. - odpowiedział Otachi.
Tym samym Kiazu i Diuna zostały, a reszta rodzeństwa poszła, wraz z porucznikiem. Kiedy zniknęli już z pola widzenia, i dało się usłyszeć zamykanie drzwi na klatkę schodową to Diuna spytała:
- Czemu nie poszłaś, ze swoim ulubionym porucznikiem?
- Hmm… Bo moja siostra potrzebuje pomocy przy ogarnianiu się. - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem.
- Nie jestem Riną, nie dam Ci się tak łatwo, ale tak masz racje przydałoby się abym wyglądała dzisiaj jak milion złota. - odpowiedziała Diuna.
- Zaczaruję Cię i będzie jeszcze lepiej niż myślisz. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.



************


Kontrola smoczego obozu dalej trwa. Kurai i Smoczysław doszli w końcu pod smocze leże, bardzo dużego, groźnie wyglądającego czarnego smoka, który głośno warknął, jak tylko podeszli do wejścia.
- Nie wchodził bym tam …. - powiedział Smoczysław.
- Poradzę sobie. - odpowiedział chłodno Kurai otwierając smocze leże.
Stojący czarny smok z ciemniejszymi skrzydłami, rogami, uszami oraz końcówką ogona, o wspaniałych lśniąco złotych oczach, wydaje się być ciemniejszy od nocy. W porównaniu do reszty smoków w okolicy tego leża, jest dość drobnej postury ale i tak jest wielki i rosłych rozmiarów. Po chwili Smok podszedł do neczanina i potrącił go głową tak, że było widać iż domaga się głaskania.
- O Kurde! Pierwszy raz widzę, że ten smok się tak zachowuje. - powiedział Smoczysław.
- Jeszcze wielu rzeczy nie widziałeś. - odpowiedział Kurai, głaszcząc czarnego smoka.
Smok nagle położył pysk na ramieniu neczanina i cicho, typowym dla siebie głosem powiedział:
-
Zajrzyj do Velvet.
- Hmm…?
- To ta mała fioletowa smoczyca na końcu, jest nerwowa i potrzebuje pomocy., pogadaj z nią.
- Kurai, jak czytam to możesz nawet go dosiadać! - powiedział zaskoczony Smoczysław.
- Taaa, pewnie skorzystam z tego dla przyjemności. - odpowiedział Kurai, a następnie dodał: - Nie macie tu jakiegoś nerwowego smoka?
- Mamy jednego, który ciągle próbuje uciec i agreswyno-nerwowy.
- Zaprowadź mnie do niego.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, może zrobić Ci krzywdę.
- Ta … ta … tak jak czarny smok, a teraz prowadź.
- Hmm… jak dobrze kojarzę jest tam na samym końcu … zapraszam. - odpowiedział lekko zdezorientowany Smoczysław.


************


Taakat wraz z Hachim, Otachim i Riną, wszedł do dużego metalowego magazynu. Stoją tam różne skrzynie, jak i palety z różnymi rzeczami. Całości dopełniają bardzo wysokie metalowe pułki, na których również są przeróżne smakowitości.
- Ziom, jakieś noszenie i liczenie magazynów? - Spytał Otachi.
- Hmm…. Nie, chociaż to kuszące, aby tu ogarnąć. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Przejrzyjcie ten magazyn, jak i magazyn z mrożonkami, warzywami, owocami i tak dalej i możecie wziąć sobie co chcecie.
- Jak to? - spytała zaskoczona Rina.
- Wraz z generałem postanowiliśmy Was nagrodzić i docenić. A że była nie dawno dostawa przekąsek, lodów, napojów i tak dalej to możecie sobie coś zgarnąć. - odpowiedział Taakat z uśmiechem.
- Serio co tylko chcemy? - spytał entuzjastycznie Hachi.
- Na co tam macie ochotę. - odpowiedział Taakat.
Na te słowa Hachi i Otachi przypili sobie piątkę, a następnie ruszyli szperać w magazynie. Tym czasem Rina delikatnie się pokłoniła i powiedziała:
- Dziękujemy.
- Nie ma problemu, zasłużyliście.
- Taakat, a mogę coś wziąć dla sióstr?
- Jakby chciały to by przyszły, ale jak chcesz możesz wziąć coś „dla siebie” i im oddać.
- Dobrze ….
- Od razu mówię, to nie działa tak, że jak weźmiesz dla nich do dla siebie już nie możesz… oczywiście, że możesz. Możecie zgarnąć ile i co chcecie. I doprecyzuje możesz dla Nich coś zgarnąć, ale dla siebie również.
- A ok …
- Dobra, a teraz działaj bo zabiorą Ci to co najlepsze. - odpowiedział Taakat mrugając okiem.
Wodna neczanka również ruszyła przeglądać zapasy luksusowe zgromadzone w magazynie. Wysokie pudła i ogromne palety kryją w sobie wiele smakowitości, których na co dzień nie dostaje się w obozie. Hachi i Otachi wchodzą nawet wysoko, do tego stopnia, że prawie przewrócili jedna z wysokich kartonowych wież. Gdyby nie inna bardziej stabilna wieża, oparta o ścianę, to wszystko poleciało by na ziemię.
- Chłopaki, bo zamiast nagrody to będziecie sprzątać! - krzyknął Taakat, siadając na jednej ze skrzyń.
- Sorry! - odkrzyknęli zgodnie bracia, śmiejąc się pod nosem.
- Sami też się nie pozabijajcie… - kontynuował Taakat.
- Luz Ziom. - odkrzyknął Hachi.
W innej części magazynu pod jednym z wysokich, metalowych regałów Rina stanęła patrząc wysoko w górę. Po chwili neczanka podeszła do porucznika i spytała:
- Taakat, czy mogę Cię poprosić o pomoc?
- Jasne. - odpowiedział porucznik, zaskakując ze skrzyni a po chwili dodał: - Co tam potrzebujesz?
- Tam wysoko są ciasta czekoladowo-kokosowe, czy mógłbyś mi je podać?
- Pewnie. - odpowiedział Taakat, który bez trudu stojąc na ziemi sięgnął po ciastka i ściągnął parę paczek ciastek, a następnie powiedział: - Trzymaj.
- O dzięki. - odpowiedziała radośnie Rina, a następnie pokornie dodała: - Jedna by wystarczyła.
- Uznajmy, że nie chciało mi się ruszać po jedną. - odpowiedział Taakat mrugając okiem, a następnie dodał z lekkim przerażeniem w głosie: - Otachi złaź z tej lampy!
W tym momencie okazało się, że wieczni neczanin buja się na jednej z lamp, a po chwili mówiąc:
- Spoko Ziom!
Otachi przeskoczył na górę wysokich regałów, gdzie zaczął szukać smakołyków dla siebie. Hachi wydał z siebie radosne okrzyki, które dopingowały brata, a porucznik zrobił klasycznego facepalm.
- Potowarzyszę Ci … Zdecydowanie, wole Ci podawać rzeczy niż abyś skakała jak Oni. - powiedział po dłuższej chwili Taakat.
- Skoro tak wolisz. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.


************


Kurai i Smoczysław podeszli pod jedno leże na uboczu, tam fioletowy i nie wielki smok, nerwowo chodził po całym leżu. Cały czas powarkuje, macha ogonem i zdecydowanie nie jest zadowolony. Ma on lekko wypłowiałe łuski, groźny pysk ozdobiony niebieskimi oczami oraz ten konkretny osobnik nie ma skrzydeł jedynie cztery masywne łapy.
- To ten smok. - powiedział Smoczysław
W tym momencie bestia zaatakowała barierę, a wystraszony bosman podskoczył do góry.
- Długo się tak zachowuje? - spytał chłodno Kurai patrząc warczącemu smokowi w oczy.
- Odkąd ją tu zamknęliśmy, będzie 3-4 dni. - odpowiedział Smoczysław, przeglądając listy.
- Dajcie jakiś mocny kantar i otwórzcie leże. - powiedział Kurai.
- Albo jesteś szalony albo pewny siebie. - odpowiedział Smoczysław, a następnie krzyknął: -
Fanto, chodź na chwilę.
- Dobra! - odezwał się głos z głębi, a po chwili do kapitana i bosmana podszedł Fanto mówiąc: - No, czego?
- Daj proszę kantar i rób to o co prosi neczański kapitan. - powiedział bosman.
- Tylko mocny. - dodał Kurai.
- Młodzik, chce pobawić się z tym Drake? Nie radził bym, narwana jest. - odpowiedział złośliwie Fanto, wręczając kapitanowi, metalowy, smoczy kantar, dostosowany do smoków o długich pyskach.
- Zaryzykuję. - odpowiedział Kurai, biorąc kantar, a następnie stanął na wprost warczącego smoka i po dłuższej chwili dodał: - Wpuście mnie do niej, i nie wchodźcie mi w drogę.
- Ktoś tu chce zwiedzić lazaret. - powiedział Fanto, po czym wpuścił kapitana to rozzłoszczonego smoka.
Po dłuższej chwili, kiedy smoczyca podeszła pod ścianę, to elektryczny neczanin, z kantarem w dłoni wszedł do niej, a Fanto powiedział:
- Bosmanie idź po popcorn bo to będzie dobre.
Tym czasem Smoczysław z delikatnym przerażeniem obserwował jedynie sytuację. Widać po nim, że to nie jest dla Niego komfortowa sytuacja. W tym samym czasie neczanin stanął na wprost smoka, który nie czekając na nic, praktycznie od razu ruszył do ataku. Mała jak na smoka i tak jest większa od człowieka, Kurai jednak spokojnie stał. Nagle kiedy bestia kłapnęła paszczą, ten przesunął się delikatnie do tyłu i jednym szybkim ruchem założył smokowi kantar, na pysk. Po czym stanowczym ruchem odwrócił ją w kierunku ściany. W tym momencie okazało się, że neczanin twardo stoi na części łańcucha, co spowodowało, że smok patrzy mu prosto w oczy. Jednocześnie neczanin bardzo mocno, obiema rękami trzyma kantar i nie pozwala wyrwać się smokowi, który dyszy jak oszalały i jednocześnie warczy. Bestia kilku krotnie mocno szarpnęła głową, ale nie mogła się uwolnić.
- Velvet, daj sobie pomóc. - powiedział nagle twardo i chłodno Kurai.
Na te słowa smok o dziwo uspokoił się. Drake przestał się wyrywać, chociaż dalej warczał, to uspokoił się do takiego stopnia, że neczanin mógł zejść z łańcucha i trzymać kantar jedynie jedną ręką.
- Ja pierdziele Młody, co za akcja! Nawet ja bym się na to nie odważył - powiedział prawie krzycząc Fanto.
W tym momencie smoczyca chciała się wyrwać, jednak neczanin ją utrzymał, aby ta się nie wyrwała. Jednak to wymagało od Niego użycia dużej ilości siły, jak i naelektryzowania kantara oraz bardzo głębokiego i wręcz lodowatego spojrzenia w oczy bestii. To spowodowało, że po smoku dało się zobaczyć, że się nawet trochę tego wystraszył. Następnie głaszcząc smoka, stanowczo powiedział:
- Nie drzyj się i otwórz.
Na te słowa bariera została otworzona, a elektryczny neczanin wyszedł z leża wraz ze smokiem.
- Czemu nazywacie ją Drake, skoro na karcie mam Beldi? - spytał Bosman
- Powiedzmy ze Drake to podgatunek smoka, należą do niego wszystkie czworonożne i bezskrzydłe smoki. - odpowiedział Kurai.
- Czasem młode smoki też nazywamy Drake. - dodał Fanto, już ciszej.
- Aha ona ma na imię Velvet. - powiedział Kurai.
- Dobrze wiedzieć, nam nie chciała zdradzić imienia. - powiedział Fanto, a następnie chciał pogłaskać bestie, jednak ta gwałtownie zabierała głowę i warczała.
Zachowaniem dała do zrozumienia, że zdecydowanie nie chce być dotykana.
- Dobra, dobra nie dotykam. Kapryśna ta smoczyca. - powiedział Fanto.
- Co teraz? - spytał Smoczysław.
- Przejdę się z nią i zobaczymy. - odpowiedział Kurai, odchodząc poza teren legowisk i prowadząc smoka.
- Zaskakujący ten Kapitan. - powiedział Fanto a nutą podziwu w głosie.
- Coraz bardziej rozumiem, czemu Książę Volaure chciał aby to On zrobił Nam kolejną szczegółową kontrolę i czemu ma tyle uprawnień. - dodał Smoczysław, a po chwili dopowiedział: - Tylko co ja mam wpisać w raport?
- Wpisz spacer z lądowym smokiem. - odpowiedział Fanto.
- W sumie wystarczająco dobrze. - odpowiedział Smoczysław.
- Jest tak narwana, że bym nie chciał ryzykować, ale nie patrzeć to tylko spacer, normalna sprawa.
- Tak, masz racje.


************


W pokoju dziewczyn między łóżkami na biurkiem stoi Diuna, ubrana w biała bluzkę z eleganckim koronkowym panelem, z granatową delikatną kokardą ozdobioną perła, stójką i długim rozszerzającym się rękawem. Cała jest w kwiatowe motywy i ma koronkowe ramiona i rękawy. Dodatkowo ma na sobie granatową spódnicę, o kroju litery A, kończącą się w okolicy kolan i z dość luźnym kloszem. Całość wygląda bardzo elegancko i stylowo. Całości uzupełniają czarne proste szpilki, rozpuszczone krótkie niebiesko morskie włosy neczanki oraz pastelowy, delikatny, niebieski makijaż. Przed dziewczyną postawione jest wysokie lustro oparte o ścianę.
- No Diunka na moje oko wyglądasz obłędnie. - powiedziała z dumą i radością Kiazu, siedząca po turecku na swoim łóżku.
- Dzięki i tak się właśnie czuję. - odpowiedziała zadowolona Diuna, przeglądając się w lustrze.
- Moyoshi wie czy Cię jakoś kryć?
- Wie i obstawia, że nie będę się dobrze bawić ze Stevenen i że z Nim bawiłabym się lepiej.
- Oho, pewność siebie podbita nuta zazdrości … cudownie. - odpowiedziała Kiazu delikatnie szczerząc kły.
- Jego problem, ja mam zamiar błyszczeć i dobrze się bawić.
- W sumie zakład był Twój …
- Tak, ale byłam pewna, że wygram bo SIOSTRA MI POMOŻE…
- No co za pech, cóż trzeba lepiej obstawiać albo liczyć się z przegraną.
- Tak, tak powiedziała ta co nie zniesie przegranej.
- Owszem nie znosie, ALE moje zakłady zwykle wygrywają. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
W tym momencie do pokoju rozległo się dość spokojne i intensywne pukanie do drzwi.
- Proszę! - odpowiedziały zgodnie siostry.
Na te słowa drzwi od pokoju otworzyły się, a ich oczom ukazał się Stevenen ubrany w dość luźna męska koszulę w pomarańczowym kolorze, oraz mocno granatowe jeansy. A jego bardzo krótkie jasne włosy błyszczą. Jest on wyższy od Diuny, ale oboje razem wyglądają niesamowicie.
- O kurde, wyglądasz zajebiście. - powiedział zaskoczony Stevenen.
- Też wyglądasz spoko. - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - To gdzie mnie zapraszasz?
- Do E’dere’len – odpowiedział Stevenen
- Wow! To nie ta knajpa co trzeba mieć rezerwacje? - spytała Kiazu.
- Trzeba, i miałem stolik dla dwojga jeszcze przed wojną i dogadałem się z właścicielem, że dzisiaj wykorzystam swoją rezerwację. - odpowiedział Stevenen.
- Tak, tak, bo wiedziałeś ze wygrasz zakład z ślicznością i zarezerwowałeś na zaś. - wtrąciła Diuna.
- Wtedy miałem dziewczynę i miałem z nią iść, a że tak wyszło, że już nie jesteśmy razem, to kiedy się zakładaliśmy uznałem, że to będzie dobre miejsce. - odpowiedział Stevenen.
- Oho to czeka mnie dużo opowieści. - odpowiedziała Diuna.
- Daleko jest ta restauracja? - spytała Kiazu.
- Nie, jest w mieście jakieś 80 km od bazy, w mieście. Uprzedzając pojedziemy moim autem i odstawię Diunę o rozsądnej porze. Może być? - odpowiedział Stevenen.
- Brzmi jak dobry plan, dla mnie spoko. - powiedziała Kiazu.
- A dla mnie brzmi to jeszcze lepiej. - dodała Diuna.
- To zapraszam. - powiedział Stevenen, otwierając drzwi.
- Bawcie się dobrze. - dodała Kiazu z uśmiechem.
Następnie Diuna i Stevenen wyszli, a Kiazu została sama w pokoju.
- Ta przegrana to wręcz jak nagroda. Dobrze, że przegrała ten zakład. - powiedziała radośnie Kiazu, kładąc się na łóżku i przeciągając się, a po chwili dodała: - Kurcze sama bym tam chętnie poszła.


************


Kamienista polana z dużymi i masywnymi kamieniami, w jej tle widać obóz smoków. Po chwili przyszedł tam Kurai z narwaną smoczycą i przywiązał długi łańcuch wkoło jednego z kamieni, a następnie oparł się o niego.
- Myślisz, że to mnie powstrzyma? - powiedziała pogardliwie smoczyca.
- Bardziej niż moja ręką. - odpowiedział chłodno Kurai, z rękami w kieszeniach.
- Skąd znasz moje imię? Nie zdradzałam Ci go? - spytała arogancko smoczyca.
- Kronos mi powiedział.
- Jasne, On nie rozmawia z ludźmi…
- Ze mną rozmawia…
Na te słowa smoczyca ostrożnie, a zarazem pewnie podeszła do neczanina i dość porządnie go obwąchała. Następnie po dłuższym czasie powiedziała:
- Pachniesz burzą … i masz na sobie świeży i intensywny zapach Kronosa. Możliwe, że mówisz prawdę… - powiedziała smoczyca, a po chwili dodała: - Pachniesz też świeżą krwią.
- Doskonale wiesz dlaczego… lepiej powiedz o co chodzi z Twoim zachowaniem?
- Nie podoba mi się to miejsce.
- Jakby tak było, to już byś uciekła, nie przepuściłabyś żadnej okazji i raczej udawałabyś spokojną aby opiekunowie stracili czujność, a nie robiła burdy.
- Cwany jesteś, a jaką mam pewność, że rzeczywiście chcesz mi pomóc?
- Nie masz, ale dużego wyboru też nie masz.
Smoczyca, cały czas nerwowo chodzi, powarkując i bardziej zajmując uwagę przestrzenią wkoło, a nie neczaninem. Momentami przestępuje też z nogi na nogę. Nagle Kurai, bez słowa zdjął kantar z głowy bestii i zrzucił go na ziemie. Smoczyca przez chwilę patrzyła neczaninowi w oczy, a następnie uciekła w popłochu. Kurai nie skomentował tego, jedynie odpiął łańcuch, zebrał wszystkie rzeczy i zaczął iść w kierunku obozu. W ten podbiegła do niego smoczyca, oparła swoją głowę na jego plecy. Neczanin poczuł ciepło, a następnie kiedy się odwrócił to bestia szybko odbiegła i zniknęła za horyzontem.


************


W pokoju dziewczyn, na łóżku Diuny leża różne smakołyki, w tym jakieś chipsy, ciastka czy czekolady. Natomiast na łóżku Kiazu leżą zarówno słodkości jak i siedzi sama Kiazu, Rina siedzi po turecku na jednym z krzeseł i jej dobroci również leża na łóżku. W tle stosunkowo cicho leci muzyka tzw „Shamisen Rock”, który jest sympatyczny, dobrze wpada w ucho, ma mocne rockowe wstawki, ale jednocześnie z racji tego, że to same melodie to nie przeszkadzają one w rozmowie, tylko przyjemnie wypełniają wnętrze.
- Aaaaa! Dorwałaś nawet czekoladę z toffi i orzechami! - krzyknęła radośnie Kiazu.
- Tak. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- I mówisz, że tak o pozwolił Wam brać co chcecie?
- Dokładnie tak.
- Ale zajebiście! Szkoda, że nie poszłam, ale moja misja specjalna była warta zostania.
- Hmm… pomagałaś w czymś Diunie?
- Nom, ogarnęłam ją tak, że wygląda bosko! - powiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Czej pokarze Ci zdjęcie, w sumie to wyślę je na naszą wspólną konwersację.
- O ok … pewnie w ramach zakładu?
- Ano …. poszło … ma niby kare i poszła z Stevenen do restauracji … a ja sądzę, że to nagroda.
- Dobra restauracja? - Odpowiedziała Rina, jednocześnie biorąc swój telefon.
- E’dere’len …
- O to ta co opowiadałaś, że trzeba mieć rezerwacje z wyprzedzeniem i jest bardzo luksusowa?
- Noooooo!
- Czad, to w sumie fajnie, że przegrała.
- Tak przegrać to jak wygrać! - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, a następnie szczerząc kły dodała: - Lepiej tez aby póki co nie widziała, mojego zdjęcia z Taakat.
- Oj tak …. chociaż to i tak było chyba po terminie?
- Ano, było było, więc nic to nie zmienia, chociaż chętnie zobaczę Jej minę kiedyś tam…
- Oki doki … - odpowiedziała Rina, a po chwili dodała: - Trochę światło odbija się w lustrze, ale Diuna wygląda zjawiskowo. Otachi też napisał, że wow.
- No, ooo jak słodko, Hachi napisał, że widać rękę mistrzyni.
- Słodziak.
- Właśnie, a Kurai odzywał się jakoś? Bo na grupowej nic nie pisze od rozdzielenia się oddziałów
- Nom… sporadycznie pisze, ale pisze.
- W sumie po ostatniej misji to już pewnie Go nosiło aby się gdzieś zaszyć … Co On w ogóle robi?
- Ma kontrolę w obozie smoków.
- Whooa już go wybudowali, szybcy są. No to ma ważne zdanie.
- Oficerowie czasem mają takie dodatkowe obowiązki.
- Nooo, zwłaszcza jak się na czymś dobrze znają. Współczuje im jak źle traktują jakiegoś smoka…
- Raczej o nie dbają, ale tak nie da skrzywdzić żadnego smoka tam.
- Kurcze … Fajnie by było wziąć udział w jakimś turnieju walk smoków.
- Byłabyś nieprzewidywalną gwiazdą.
- BA! Postrach przeciwników.
Obie siostry zaśmiały się z tego, a po chwili Kiazu spytała:
- Hmm… Kiedy Kurai wraca? Wiadomo coś?
- Hmm pisał, że jak dobrze pójdzie to wraca pojutrze jakoś w nocy.
- No to pewnie Rudy na mu odpocząć...hmm… to mamy jeszcze jakieś 3 dni w obozie zanim dostanie Nam się misja…
- W sumie to prawdopodobne.
- Później zapisze się na jakąś warte czy coś … może jakiś sparing…
- Coś się dla Nas znajdzie.
- A to na pewno, zdziwiłabym się jakby nie. - powiedziała Kiazu, kładąc się, a następnie przeciągnęła się i powiedziała: - Szkoda, że Taakat i reszta już jutro mają misję.
- Chciałabyś iść z Nimi?
- Może nie z Nimi, prędzej z Wami, ale na pewno chciałabym iść na misję.
- Rozumiem …. hmm …. Nocujesz dzisiaj u Nas czy masz wychodne jak Diuna?
- Będę nocować u Nas, jak chcesz możemy zrobić sobie babski wieczór i poczekać na Diunę. - odpowiedziała radośnie Kiazu, a po chwili dodała: - Stevenen powiedział, że odstawi ją o rozsądnej porze.
- O oki. - odpowiedziała radośnie Rina.
- Dzisiaj mam czas z siostrami. - odpowiedziała Kiazu siadając i mrugając okiem.
- Cieszy mnie to.


************


Smocze leża. Bosman nerwowo spogląda i chodzi wkoło czekając. Po chwili kiedy sam Kurai do niego podszedł, ten z przerażeniem spytał:
- A gdzie smok? Uciekł?
- Spokojnie, wróci za jakiś czas. - odpowiedział chłodn
o Kurai.
- Skąd ta pewność?
- Możesz albo się denerwować albo mi zaufać i mieć spokój.
- Co ja wpisze w raporcie?
- Co tam chcesz…
- No jak wpisze wszystko co się wydarzyło, to zaraz nie dość, że będzie kolejna kontrola to jeszcze Książę Volaure zapewne zrobi Nam raban. Widzisz jest głównym opiekunem obozu, i każdy raport praktyczni od razu trafia do Księcia.
- Heh … Możesz nic nie pisać, ale skoro już musisz to możesz napisać, że Beldi uciekła czy tam zaatakowała oficera i uciekła, a jak wróci to wpiszecie ją jako Velvet i po sprawie. - odpowiedział Kurai.
- No dobra … ale Książę będzie dzwonił na bank, że nie dopilnowaliśmy smoka, a kazał o nie dbać i pilnować …
- Jak zadzwoni to zawołaj mnie. Zresztą w raporcie śmiało możesz napisać, że to mi uciekł smok. Ewentualne pretensje będą do mnie, a nie do obozu.
- Jak chcesz … tak zrobię.
- Możesz nawet teraz.
- Za chwilę zaraportuje …. Aha, Fanto zauważył, że smok ponoć Cię zranił.
- Nie ma o czym rozmawiać. To już załatwione, nie potrzeba interwencji.
- Ok… - zdziwił się Smoczysław, a następnie spytał: - To co wracamy do kontroli.
- Taaa….
Po tych słowach Panowie ruszyli na dalsze sprawdzanie obozu.
- Skąd znasz się na smokach? - spytał nagle Smoczysław.
- Miałem okazje z nimi obcować. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Rozumiem, i to chyba nawet sporo, skoro się ich nie boisz. Ja do większości boje się podejść, a co dopiero obcować z nimi.
- Dobrze, że masz od tego ludzi…
- A żebyś wiedział!

sobota, 20 grudnia 2025

EPIZOD 283

 

Posesjowe ogarnianie

Jest stosunkowo wczesny ranek, możliwe ze dopiero zbliża się szósta. Delikatnie pada i jest monotonna szarówka. Dwa tytany, które niedawno wyruszyły w drogę, wracają do neczańskiego obozu stałego. W jednym jedzie Kiazu, która prowadzi, oraz Issah, a w drugim jedzie Rina, która prowadzi oraz Taakat. Oba Tytany dzięki pomocy Otachiego zostały zaprogramowane tak aby praktycznie same wróciły jak po sznurku do obozu. Wszyscy w maszynach dość mocno ziewają i są dość mocno zmęczeni. Jedni bardziej inni mniej, ale zdecydowanie marzy im się odpoczynek. W tytanie prowadzonym przez ognistą neczankę leci skoczna i wpadająca w ucho muzyka, która słychać również przez łączność w drugim pojeździe. Dodatkowo Kiazu podśpiewuje sobie pod nosem i trochę tańczy za kierownicą. W tym czasie Issah próbuje spać, ale poczynania Kiazu ewidentnie mu nie dają, więc siedzi stosunkowo obrażony. W tym samym czasie w drugim pojeździe, porucznik wystukuje na kolanach rytm muzyki z łączności, i delikatnie się buja. Wszyscy ubrani są w swoje wersje neczanskich mundurów.
- Taakat, nie wolałeś jechać z Kiazu? - spytała w końcu Rina.
- Aby Issah mógł spokojnie spać? Nic z tego. Dostatecznie się już wyspał podczas misji. - odpowiedział porucznik bujając się delikatnie w rytm, a po chwili dodał: - I w sumie mamy do pogadania …
- Ja … ja przepraszam, za te buty … - odpowiedziała szybko speszona Rina.
- Co!? Daj spokój… po pierwsze to był kaprys tego nadętego bogacza, a po dwa możliwe, że miał trochę racji, chociaż pojechał mi po ambicji, a po trzy jesteś ostatnią osobą do której miałbym „ale” na tej misji. - odpowiedział Taakat, a następnie dodał: - Często pracujecie dla tego buca?
- Widzę, że mocno się nie polubiliście … czasem nam się zdarza ….
- No mam nadzieję, że nigdy więcej nie będzie dane nam się spotkać, chociaż ta jego żona, uf … gorąca kobieta…
- I wpadłeś Jej w oko …
- To zdecydowanie na plus … skąd znacie tę dwójkę?
- Poznaliśmy się dawno temu na Zekeren…
- I niech zgadnę to jest ten Twój przyjaciel Inkub?
- Tak, a Ery przyjaźni się z Kiazu…
- To akurat mocno zauważyłem, Ery nie ma nic przeciwko, że kolegujesz się z jej mężem?
- O to powinieneś zapytać Ery, a nie mnie… ale nigdy nie dała mi odczuć, że mnie nie lubi… tak to ujmę … więc chyba nie ma nic przeciwko i chyba mogę założyć, że mnie lubi...
- A w sumie jak napisze to się spytam, bo Jej mąż zdecydowanie będzie miał „ale” w stosunku do mnie, o ile coś z tego wyjdzie. – odpowiedział Taakat w sumie się śmiejąc, a następnie dodał: - Nie zdradzaj Jej mojego sekretu przed pierwszym spotkaniem.
- Nie miałam takiego zamiaru …
- Jakby o tym wiedziała kurde, gorąco by było …
- W sumie gorąco to było i bez tego...
- Racja, wtedy byłby wulkan. - odpowiedział Taakat śmiejąc się, a następnie dodał: - Jak to jest być posiłkiem takiego buca? Nie traktuje Cię jak przedmiot?
- To … To mocno skomplikowane, ale nie jestem Jego posiłkiem … i nie sypiam z Nim …
- A to ciekawe, coś nie tak z Twoją energią? Albo Twój chłopak jasno dał mu do zrozumienia, że nie wolno Cię ruszać … W sumie to drugie brzmi bardzo prawdopodobnie …
Zarumieniona Rina nic mu nie odpowiedziała, a sam porucznik spytał:
- Nasz pracodawca traktuje Cię jak przedmiot?
- Zdecydowanie nie traktuje mnie jak przedmiot, chociaż czasem nazywa mnie swoją zabawką…
- ZABAWKĄ?
- To skomplikowane… ciężko mi to wyjaśnić … ale ogólnie dzięki temu jestem bezpieczna… jakkolwiek to nie brzmi …
- Okey … dobra nie dopytuje … - odpowiedział Taakat, a potem szybko zmienił temat:
- Nie ujmując Twoim umiejętnością, nie lepiej by było jakby profesjonalny fotograf robił tę sesję okładkową?
- Hmm… pewnie byłoby lepiej … ale główny zleceniodawca jeszcze ma słabość do moich zdjęć…
- Sachiner w sensie?
- Nope … Uso „Anyo” Utahime …
- Nic mi to nie mówi. - odpowiedział Taakat, a następnie wpisał to co usłyszał w wyszukiwarkę i po dłuższej chwili powiedział: - Kobietka, jest bardzo sławna w modowym półświatku. To jakaś gruba szycha, która decyduje o losie wielu modelek i mocno liczą się z Jej zdaniem...
- Jakoś takoś … i to osoba która chciała tą sesje okładkową …
- Uła … to grubo, nie sądziłem, że Kiazu jest aż tak wielką gwiazdą… zaraz według tego wywiadu z tą cała Uso to Kiazu jest jej muzą ...
- Moja siostra zdecydowanie potrafi zaskoczyć …
- Gdzieś to już słyszałem… - odpowiedział Taakat, a następnie włączył łączność i po dłuższej chwili powiedział: - O Płomyczku to nuta, którą śpiewałaś w wieży.
- Taak, uwielbiam te nute! - odpowiedziała Kiazu.
- Dobra jest. - pochwalił porucznik, a następnie dodał: - Ej Płomyczku w obozie podrzucę Ci parę moich nut, może Ci siądą.
- Dobra! - odpowiedziała radośnie Kiazu, a następnie dodała: - Mam nadzieję, że nie wypytujesz mojej siostry o głupoty?
- Nie … skądże … znam już tylko cały Twój życiorys od bobasa do teraz. - odpowiedział Taakat.
Na te słowa dziewczyny delikatnie zaśmiały się pod nosem, a Kiazu powiedziała:
- No, no na pewno. I co myślisz, że Cię już niczym nie zaskoczę?
- Ty? Oczywiście, że zaskoczysz. - odpowiedział Taakat.
- Właśnie, Taakat wiesz, że mamy zajebiste zdjęcie? - spytała Kiazu.
- Słyszałem, ale nie widziałem. Ponoć spodobało się redaktor naczelnej, Wasz pracodawca chciał abym podpisał mu zgody na ewentualna publikację. - odpowiedział Taakat.
- Whooa noisu! Podpisałeś? - spytała entuzjastycznie Kiazu.
- Tak, nie mam z tym problemu. Ciekawe co na to Twój chłopak? - spytał Taakat.
- Phii … nie ma nic do gadania, skoro jest zdjęcie to była praca. - odpowiedziała Kiazu.
- Jej facet pewnie nawet będzie dumny, mają otwarty związek. - wtrąciła pokornie Rina.
- Dokładnie tak jest, zasada jest prosta póki wie i mu mówię, i wice versa to wszystko jest w porządku. Napisałam mu już. - odpowiedziała Kiazu, a po chwili dodała: - Mam wrażenie, że mówiłam Ci, że mam otwarty związek.
- Rzeczywiście coś wspominałaś. - odpowiedział Taakat z uśmiechem.
- Ale nie chce się tym chwalić dopóki ewentualnie nie opublikują tego zdjęcia. Chcę paru osobom sprawić niespodziankę. - powiedziała Kiazu.
- Luz, nie mam z tym problemu. Będzie jak chcesz. - odpowiedział Taakat.
- Nie mówić o czym? - wtrącił Issah.
- O niczym ważnym. Lepiej w ogóle się nie odzywaj. - powiedział z niezadowoleniem Taakat.
- Oho drama … - powiedziała Kiazu.
- To, nasza sprawa Płomyczku i później to wyjaśnimy między sobą. - odpowiedział twardo Taakat.
- No we, też mam swoje za uszami, nie może być gorzej. -odpowiedziała Kiazu.
- Kiazu, serio to sprawa między mną a nim. - odpowiedział stanowczo porucznik, a następnie dodał: - Jeśli dalej będziesz drążyć ten temat to na Ciebie też mam parę haków do raportu.
- Czy Ty mi …
- Kiazu, kochanie która sukienka była najlepsza? - wtrąciła przyjaźnie Rina.
- Czej co? - spytała Kiazu
- No która sukienka była najlepsza? Według mnie w każdej wyglądałaś obłędnie i ciężko mi się zdecydować w której było Ci najlepiej… więc może w której było Ci najwygodniej czy coś? - kontynuowała Rina.
- Hmmm… ciężkie pytanie … ta czerwona była skrojona wręcz pode mnie i podkreślała każdą moją zaletę. Kiedy ją założyłam miałam wrażenie, że Anyo zaprojektował ją specjalnie dla mnie. Delikatna wręcz anielka. Dodawała skrzydeł. - odpowiedziała z bita z tropu Kiazu, a po chwili dodała: - Ta czarna no mega, uwielbiam doskonałe oko naszego gospodarza i była bardzo w moim stylu i tą dostałam od Niego i jest już moja! Hmm… a ta purpurowa hmm… była spoko, ale chyba była bardziej w Twoim stylu niż moim.
- Rozumiem, ale mimo to i tak szybko ją ograłaś. - odpowiedziała Rina.
- Kochanie jestem profesjonalna. - powiedziała Kiazu.
- Wiem i to jest mega… I wooow! Masz tą czarną!? Super!- kontynuowała Rina.
- TAAK! Ciesze się jak nie wiem! - powiedziała entuzjastycznie Kiazu, a następnie dodała: - Masz w głowie jakąś fajną sesje dla mnie?
- Być może … - odpowiedziała tajemniczym głosem Rina.
Przez całą rozmowę Taakat uśmiechał się pod nosem i z mieszanką podziwu i nie dowierzania przysłuchiwał się całej sytuacji.


************


Neczański Generał zasiada przy swoim biurku. Jest delikatnie zaspany, jednocześnie sprawia wrażenie, że jest bardzo zapracowany i zaganiany. Co prawda właśnie kończy jeść śniadanie jednocześnie popijając jednocześnie poranną kawę i rozmawia przez łączność, ale stos dokumentów czeka.
- Za ile będziesz w obozie? - spytał Rudy.
- 5h według nawigacji. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Świetnie, to wtedy też się odezwij do mnie.
- Tak, tak.
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi, a generał przewrócił oczami i powiedział:
- Dobra kończę. - po czym rozłączył się i stanowczo powiedział: - WEJŚĆ!
Na te słowa drzwi gabinetu otworzyły się i stanął w nich mocno zmęczony porucznik z tęczowymi włosami i ubrany w mundur oficerski.
- Melduje, że wróciliśmy. - powiedział Taakat na wejściu.
- Świetnie, wejdź na chwilę. - odpowiedział Rudy, wskazując jednocześnie krzesło.
Porucznik wszedł, zamknął za sobą drzwi usiadł na krześle przed biurkiem.
- Jak było? - spytał Rudy.
- Wymagająca misja i męcząco Sir. - odpowiedział Taakat.
- Do której siedzieliście?
- W dużej mierze nie spaliśmy w ogóle, nasza misja skończyła się jakoś koło 3, a po 5 ruszyliśmy w drogę.
- Intensywnie.
- Zdecydowanie Sir.
- Dziewczyny poszły odpoczywać? - spytał Rudy pisząc sms.
- Tak Sir, za to za pozwoleniem Sir, potrzebuje aby Issah dzisiaj jeszcze zrobił pewną rzecz.
- Brzmi jak wkurwienie oficera… Mam wiedzieć o co poszło czy załatwicie to między sobą?
- Preferował bym aby to zostało między nami, ale jak Sir sobie życzy mogę opowiedzieć.
- Niech zgadnę, Issah coś palną do Pana Cusan?
- Powiedzmy, że zalazł mu i mi za skórę.
- Tyle mi wystarczy, ja pierdziele. Bardzo tam wkurwialiście Pana Cusan?
- Wydaje mi się, że nie. Na moje oko chyba był zadowolony.
- Dobrze.
- Sir, myślę, że ogólnie wykonaliśmy wzorowo powierzone Nam zadanie.
- Cieszy mnie to. - odpowiedział Rudy przeglądając mail i inne rzeczy na ekranie laptopa, a po chwili powiedział: - Widzę, że dostałem też informacje, że Pan Cusan chce ze mną rozmawiać, ale z tonu wiadomości wnioskuję, że jest zadowolony.
- To tym bardziej sprawa jasna Sir, dobrze się spisaliśmy.
- W to nie wątpię, jednak Pan Cusan, słynie z tego, że mało kogo toleruje. Ale skoro nic nie mówi, to raczej z Wami było „porządku” i tak to traktuje, dopóki z nim nie porozmawiam osobiście, potem zobaczę jak bardzo będę z Was zadowolony bądź nie.
- Tak jest sir.
- Dobra Taakat, zasłużyliście na odpoczynek. - odpowiedział Rudy, a potem dodał:- Aha wczoraj była dostawa i w zamrażarce oficerskiej są lody, możesz brać dla siebie i jak i dla oddziału. Tak samo jak zapasy chipsów, ciastek, czekolad itd.
- Sir jako „odział”, to który oddział Sir ma na myśli? Ostatnio na dobrą sprawę były aż trzy.
- Fakt to doprecyzuje Twój klasyczny oddział jak i oddział Kapitana z którym byłeś w wieży. Jak Masz ochotę to możesz rozdać im wedle uznania jakieś smakołyki.
- O! Dzięki Sir!
- W moich oczach zasłużyliście, a na tą chwilę jestem docenić Was tylko tak.
- To i tak dużo Sir. - odpowiedział porucznik wstając.
- Dobra, dobra … idź już. - powiedział Rudy, na następnie dodał: - A Taakat, dopilnuj aby Twój standardowy oddział był jutro do dyspozycji, z rana będę miał dla Was kolejną misję. Kiazu i jej rodzeństwo zostają w obozie i czekają na powrót Kurai’a.
- Tak jest. - odpowiedział Taakat, a następnie złapał za klamkę i prawie wyszedł jednak się zawahał i powiedział: - Generale, Sir czy mogę mieć jeszcze pytanie?
- No co tam chcesz? - spytał Rudy.
- Sir, czemu wybrałeś mnie do poprzedniej misji?
- Pomijać fakt że jakbym wysłał tam Amisa albo Moyoshiego, to równie dobrze mógłbym w ogóle nie pozwalać na tą sesje, efekt by był ten sam, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że jakbym wtedy ich nie puścił to nawet wyszli byśmy lepiej. - odpowiedział Rudy, a po chwili dodał: - To ogólnie założyłem, że skoro spędziliście razem tyle czasu to noc więcej już nie zrobi Wam różnicy, zwłaszcza, że obaj oficerowie całkiem „cenili” sobie współprace. I żaden z Was nie miał „ale”.
- Rozumiem, Sir to Kapitan tez już złożył raport?
- Tak, nawet wcześniej niż Ty. Hmm.. Chcesz mi jednak zgłosić jakieś uchybienia?
- Nie, nie Sir. Jestem zadowolony z współpracy z nimi i w przyszłości, chętnie się z nów z nimi połączymy. Założyłem po prostu, że na akcje „dyplomatyczne” są rolą kapitanów.
- Tak, normalnie są. Ale jak widać porucznik, też może się doskonale spisać.
- Masz racje Sir.
- Dodatkowo, jak już zapewne dobrze wiesz Kiazu i reszta nie są „łatwi” w obsłudze i stanowią wyzwanie dla oficerów.
- Tak, tu się zgodzę Sir. Kiazu ma ognisty temperament, Diuna ma zachowania szefa, a Hachi i Otachi mają dość szalone pomysły…
- Tak, a to tylko nie liczne z ich zalet…
- Jak najbardziej Sir, ale tak stanowią ciekawe wyzwanie, jednocześnie jestem pewien,że skoro Kapitan sobie z nimi radzi to jest wstanie poradzić sobie z każdym oddziałem.
- Zgodzę się, chociaż zapewniam Cię, że obaj nie widzieliśmy jeszcze pełni jego możliwości.


************


Pokój dziewczyn, w którym to Diuna leży na swoim łóżku w pozycji półsiedzącej. Na dwóch krzesłach obrotowych siedzą Hachi i Otachi. Oczywiście kręcą się na nich. Tym czasem na środkowym łóżku śpią w tule w siebie Rina i Kiazu. Każdy z nich jest niby ubrany w mundur, ale w dużo luźniejszej formie niż zazwyczaj. Tym sposobem chłopaki nie mają koszul, Diuna ma założony zwykły niebieski T-shirt. Jedynie śpiące dziewczyny maja mundur w swojej zwyczajowej.
- Jakie One słodkie. - stwierdził Otachi, cykając fotkę.
- Późno wróciły? - spytał Hachi.
- Nie wiem nie jestem ich niańką - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - Jakoś koło 9:00 jak wstawałam, to chyba kładły się spać, albo już spały.
- Chyba miały ciężką noc? - spytał Otachi.
- Ponoć miały ważną eskortę jakiegoś VIP’a. Tyle wiem. - odpowiedziała Diuna.
- Szkoda, że Nas nie wzięli. - powiedział Hachi.
- Bro, po tym jak widziałem kare Issah to może lepiej. - dodał Otachi.
- W sumie racja Bro, z naszymi opałami, mailibyśmy ciężki dzień. - odpowiedział Hachi.
- Jaką karę ma Issah? - spytała Diuna.
- Nazwijmy to musztrą, której nawet Amis i Moyoshi się boją. - odpowiedział Otachi.
- No, słyszałem, że jak zaginął akumulator Rudego to mieli świece z kłodami w wodzie czy coś. - dodał Hachi.
- A coś słyszałam, że Rudy ma jakieś hardkorowe kary, to Taakat też takie robi? - spytała Diuna.
- Jak widać Sis, jak chcesz to idź sobie do sal rekreacyjno treningowych to się dowiesz. - odpowiedział Hachi.
- No weźcie powiedzcie. - naciskała Diuna.
- Widziałem jak na basenie w lodowatej wodze i klaszcze. - powiedział Otachi.
- O to ja widziałem, jak trzyma kłodę nad głową w wodzie. - dodał Hachi, a po chwili dopowiedział: - Oczywiście pionowo i nie dostaje do dna.
- Może się tam przejdę. - odpowiedziała Diuna.


************


Jest piękny, słoneczny i bardzo ciepły dzień. W pewnym urokliwym, dobrze oświetlonym, przestronnym gabinecie, z masywnym i eleganckim biurkiem, wygodnym krzesłem przy nim, oraz czarną kanapą pod oknem, dzieje się magia. Za biurkiem zasiada Sachiner, który siedzi przed zamkniętym laptopem, a na jego kolanach przodem do niego zasiada Ery, która dość pieszczotliwie i namiętnie całuje się z inkubem, przesuwając się w przód i w tył na jego kolanach. Konkretniej ruszając rytmicznie swoimi biodrami. Po dłuższej chwili kiedy usta kochanków rozdzieliły się, Sachiner powiedział:
- Moja Droga Ropuszko, ten przyjemny aperitif musi Ci wystarczyć, reszta później.
- Tak, tak pamiętam… Masz za chwilę rozmowę z Generałem …. - odpowiedziała Ery schodząc z kolan męża i poprawiając przewiewną, czerwoną sukienkę, a następnie dodała: - Następnym razem Paskudo postaraj się bardziej.
- Tak, tak moja droga Dżdżowniczko, te trzęsące się uda doskonale o tym świadczą. - odpowiedział pewnie Sachiner, poprawiając swój wygląd aby był nienaganny.
- Wole jak trzęsą mi się całe nogi, a nie tylko uda. - odpowiedziała kokieteryjnie Ery mrugając okiem, a następnie dodała: - Pamiętasz, że obiecałeś mi maraton?
- Owszem, Moja droga Ropuszko i zamierzam dotrzymać słowa.
- Nie mogę się doczekać, swoją drogą ten uroczy porucznik pyta się mnie czy lubię Rinę.
- Pewnie założył, że sypiam z nią tak jak Ty masz zamiar sypiać z nim.
- Taaa, i jest ciekaw czy nie lubienie „zabawek” jest obustronne, a tak się składa, że w przeciwieństwie mojej bardzo dobrej relacji z Riną w której ją lubię, to Ty go ewidentnie nie polubiłeś … hmm ... Swoją drogą Masz zamiar zjechać porucznika?
- Zobaczmy moja droga Ropuszko, to zależy jak bardzo to chciałabyś aby nie. - odpowiedział Sachiner otwierając swojego laptopa.
- Jak nie zasłużył na zjebkę, a na moje oko nie zasłużyli, to mógłbyś mu odpuścić. Moja Kiazu ma z nim świetne relacje, a i mi wpadł w oko i chce chociaż raz przetestować jaki jest a potem się zobaczy ... - powiedziała Ery patrząc w oczy męża i delikatnie bawiąc się jego włosami.
- Moja Droga, widzę, że zależy Ci aby generał go czasem podsyłał na rozmowy ze mną. Jednakowoż, co ja będę z tego miał?
- Szczęśliwą żonę.
- Moja droga, taką żonę mogę mieć innymi sposobami.
- No dobra fakt …. hmmm …. Póki co masz zajebiste zdjęcie, a z tego co słyszałam to redaktor da je na okładkę, więc w sumie zarobisz na nim, i to sporo, tak naprawdę nie wielkim kosztem.
- Mój brak spokoju jest dużym koszem…
- Dodatkowo, na dobrą sprawę masz wybór, albo Kurai, którego w swojej łaskawości trawisz, i ewentualnie ku mojej uciesze Taakat, albo Kurai i dodatkowo Amis i Moyoshi, którzy na weselu bardzo zaleźli Ci za skórę.
- Moja droga, o tych dwóch ostatnich porażkach życiowych wolałbym zapomnieć, totalnie nie potrafią w dobre maniery.
- No więc może jak nie ma potrzeby to nie zjedziesz Taakat przed przełożonym, i zostawisz tą furtkę otwartą? Jest chyba zdecydowanie lepszy od dwóch kapitanów, i dodatkowo szczęśliwa żona to szczęśliwy mąż… no i jak mi się znudzi, będziesz mógł się go pozbyć.
- Zastanowię się moja droga Ropuszko, a teraz wybacz muszę połączyć się z neczańskim obozem.
- No spoko, idę na babską kawę. - odpowiedziała Ery, idąc w kierunku wyjścia z gabinetu.
- Ogród botaniczny?
- Wschodni taras.
- Dżdżowniczko zostawiłaś coś. - powiedział Sachiner trzymając w ręku czerwone figi.
- Zdób sobie z nich stylową butonierkę. - odpowiedziała Ery, mrugając okiem.
Po chwili Sukkub wyszła z pomieszczenia, jednocześnie zamykając za sobą drzwi. Natomiast Sachiner poprawił swój wygląd do końca, schował zdobycz do szuflady i nawiązał video rozmowę z Generałem.
- Pan Cusan, dzień dobry, jak poranek? - odezwał się nagle Rudy, na ekranie monitora.
- Dobry, dobry. Generale przejdźmy do rzeczy, nie mam czasu na pogaduszki. - odpowiedział twardo Sachiner, a następnie dodał: - Wspaniałe Panie spisały się doskonale i pracowały na wysokim poziomie, Panowie w sumie nie byli potrzebni, jednakowoż zawsze mogło się to potoczyć inaczej i ktoś mógłby zaatakować. Jednakowoż, z dwojga złego powiedzmy, że doceniam fakt doboru oddziału i postawienie na świeżą krew, nawet jak był to oficer niższy stopniem, jednakowoż preferuje innego członka armii.
- Domyślam się, ale jest obecnie na innej ważnej misji, ale cieszy mnie to, że Porucznik Taakat się spisał.
- Szanowny Generale, nie powiedziałem czy się spisał czy nie, jednakowoż tak można tak powiedzieć, że dobrze się spisał. Mam na oku parę uchybień, lecz jestem skłonny przymknąć na to swoje łaskawe oko i uznać je za mało istotne, więc w ogólnym rozrachunku jestem zadowolony, a nasza umowa jest jak najbardziej finalizowana. Jednakowoż na przyszłość, byłbym wdzięczny za przysyłanie mniej zmęczonego oddziału, jak i nie chciałbym już więcej widzieć się z lodowym mięśniakiem. Preferuje lepszy dobór ludzi.
- Hmm… Kurai i Taakat to dobre kombo na przyszłość.
- Tak, jestem wstanie się na to zgodzić. Jednakowoż Porucznik powinien popracować nad swoim językiem, powinien wiedzieć o co chodzi, jednakowoż jak nie to znaczy, że szkoda mojego cennego czasu na niego.



************


Spory stały obóz, który jest mocno inny niż dotychczasowe obozy. Znajdują się tam bardzo duże boksy, przypominające końskie ale znacznie większe, nad którymi jest dach na wysokich kolumnach. Wszystko utrzymane jest w metalicznych barwach i wygląda dość chłodno i surowo. Pomiędzy kolumnami zdecydowanie widać bariery energetyczne. Wśród tego wszystkiego pod tym samym dachem ukryte jest parę budynków przypominających budynki mieszkalne z obozów stałych. DO takiego nietypowego obozu właśnie przyjechał Kurai, który zaparkował swojego Tytana i wysiadł z niego. W tym momencie dało się poczuć pełen ogrom obozu, oraz delikatnie wilgotną atmosferę, jak i usłyszeć porykiwania i inne smocze odgłosy. Po chwili kiedy neczanin stał oparty o auto i pisał wiadomość, przyszedł do niego wysoki mężczyzna o jasnej cerze. Ma On bardzo krótkie, wręcz paru milimetrowe jasne włosy oraz nie wielkie zielone czy. Przybysz ubrany jest w długie materiałowe i luźne grafitowe spodnie oraz białą koszulkę na ramiączka. Dodatkowo ma czarne wojskowe buty oraz grafitową koszulę zawiązaną w pasie, a spod zawiązanych rękawów momentami wystaje pasek, z złotą klamerką. Na oko ma kolo 40 lat.
- EJ MŁODY! Zgubiłeś się? - odezwał się przybysz.
- Nie, zaprowadź mnie do głównodowodzącego. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Dobra próba Młody… a teraz zmiataj stąd, to nie jest obóz do zwiedzania.
- Po raz, nawet nie spytałeś kim jestem, po dwa wypadało by zgłosić dowódcy, że ktoś się chce z nim widzieć, po trzy polecam być lepiej doinformowanym. - powiedział chłodno i stanowczo Kurai, dalej opierając się o maskę.
- Dobra Młody niech będzie. - powiedział przybysz, a następnie powiedział do łączności: - Halo Bosmanie,
czekasz na kogoś?
- Na neczanskiego Kapitana, a co? - odpowiedział głos w łączności.
- A bo jest tu taki młodzik cwaniak w mundurze szeregowca od neczan i chce wejść do obozu i się z Tobą widzieć.
- Przedstawił się jakoś? Chce go sprawdzić.
- Te Młody, jak Cię zwą?
-
Kapitan Kurai Nozaryu. - odpowiedział chłodno Kurai, wstając i trzymając ręce w kieszeniach.
- Słyszałeś? Młody twierdzi, że jest kapitan
em.
- Poczekaj z Nim, zaraz przyjdę, tylko skończę raport.
- No Młody to mamy poczekać, na Bosmana.
Na te słowa Kurai bez słowa oparł się o maskę pojazdu bojowego. Po zdecydowanie dłuższej chwili do czekającego neczanina, oraz palącego nieznajomego podszedł mężczyzna o niebieskiej karnacji, ma on koło 170 cm wzrostu oraz purpurowo zielone, krótkie, ładnie ułożone włosy oraz żółte oczy. Ubrany jest on w niebieski mundur oficerski sojuszu, który wręcz podkreśla jego urodę. Dodatkowo ma przy sobie stosik dokumentów i długopis.
- Wydaje mi się, że Cię kojarzę, ale chce zobaczyć wisiorek. - powiedział przybysz.
Elektryczny neczanin nic mu nie odpowiedział, tylko podniósł się, podszedł i wyjął wisiorek. Bosman szybko z czytał co miał i powiedział.
- Dobrze, wszystko się zgadza witamy w obozie smoków. - powiedział Bosman, a następnie dodał: - Fanto możesz już iść, zajmę się naszym gościem.
- Nareszcie. - odpowiedział Fanto i poszedł.
- Widzę, że już dostałeś awans. - powiedział chłodno Kurai.
- Wypełnij mi to to i to, oraz podpisz tam zanim pójdziemy dalej. - odpowiedział bosman, wręczając parę dokumentów kapitanowi, a następnie rozkojarzony dodał: - Przepraszam mówiłeś coś?
- Że już jesteś po awansie.
- A tak, tak i jak widać trafiłem do obozu smoków. A i wybacz Fanto to cywil, co prawda głównodowodzący cywil, który pracuje w obozie przy smokach. Ale czasem nie ogarnia naszych wojskowych spaw.
- Słyszałem coś, że ten obóz ma podwójne dowództwo.
- Tak, jak najbardziej.
- To gdzie teraz? - spytał Kurai oddając przeczytane, wypełnione i podpisane dokumenty.
- Poczekaj. - odpowiedział bosman przeglądając dokumenty, a potem powiedział: - W porządku, to chodź oprowadzę Cię, Tytan może tu zostać, a potem przejdziemy do kontroli. A i akurat Ty nie musisz mnie tytułować, możesz mówić mi po imieniu, Smoczysław, tak dla przypomnienia, bo w końcu jesteśmy równi stopniem.
- Będzie jak chcesz.

- Świętnie, to tak ten dach sprawia, że możemy mieć zarówno chłodniej jak i bardziej wilgotniej niż w innych obozach. Dodatkowo na górze otworzyliśmy teren jaki oryginalnie tu zastaliśmy, więc można powiedzieć, że Nas totalnie nie widać. W razie potrzeby możemy się nawet schować w ziemi! Więc fajny luksusowy dodatek. - powiedział Smoczysław, ruszając w głąb obozu.
W tym momencie widać, że w całym obozie jest pełno muszli jak i innych podwodnych motywów, można wręcz mieć wrażenie jakby się było na ojczystej planecie Bosmana, a nie na Sekai Dagaal. Bardzo przyjemne doświadczenie.
- Wysoki budynek z muralem manata, to budynek oficerski, tam mamy pokoje, gabinety, siłownie i inne rzeczy. Długi wpadający delikatna jasna szarość i z liliami to lazaret dla wojskowych jak i dla smoków. - kontynuował Smoczysław pokazując budynki między lezami, a po chwili dodał: - Te dwa budynki obok siebie z Rukwią wodną to kuchnia i stołówka. A tak, ciepła i gorąca woda jest tylko na parterach budynków mieszkalnych.

Obóz żyje, więc mijają ich ludzie w dwóch wariantach mundurów. Jedni mają czarne wojskowe buty oraz długie materiałowe i luźne grafitowe spodnie ozdobione wspaniałym pasem, z złotą klamerką oraz noszą lekką metaliczną zbroję, zakrywającą ich torsy, oraz przedramiona oraz długą włócznie na plecach. Natomiast drudzy różnią się w swym ubiorze jedynie górą. Mają oni grafitową koszulę, na długi rękaw. Większość istot które są w mundurach które wydają się być nowoczesną wersją średniowiecznego rycerza, w dużej mierze ma skórę w różnych niebieskich odcieniach. Reszta ma skórę zbliżoną kolorystycznie do neczan, albo są furami różnego typu.
- A tak uleciało mi, Kurai osoby w koszulach to ludzie, którzy zajmują się smokami, leżami i są cywilami z Zekeren. Ci w zbrojach to wojskowi z Konware. Nie będę wymagał zmiany munduru, na obozowy. Aha… Jak widać to męski obóz, ale jako ten obóz jesteśmy otwarci na niewiasty w armii. Właśnie nadal dowodzisz mieszanym oddziałem?
- Tak. - odpowiedział chłodno Kurai.
- To dobrze, jak widać ja dalej jestem zapalonym biurokratą i jest tu wiele list do podpisywania każdego dnia, i wszystko musi być udokumentowane, ale hej czasem wychodzę z biura.



************


Obozowa stołówka, dużo długich drewnianych i ciemnych stołów, koło, których stoją ławy. Przy części zasiadają wojskowi i zajadają obiad, jednak spora ich część jest pusta. Przy jednym ze stołów, ustawionym w sumie zaraz przy kuchni, zasiada neczański generał, który cały czas robi coś w telefonie i popija cole, z wysokiej szklanki. Koło niego leży już jeden pusty mały talerz.
- Już skończyłeś? - zapytał Amis podchodząc.
- To, dopiero przystawka była, zaraz ma przyjść obiad i deser.- odpowiedział Rudy, odkładając telefon.
- Aż się boje spytać … co jadłeś?
- Ostrygi z marakują.
- To już wiem kto jest na kuchni. Co przeskrobała?
- Nic.
- To nie jest na kuchni za karę, że Vipowi coś się nie podobało?
- Powiedz to jeszcze raz i sam przemyśl odpowiedz.
- Kurde racja … nie było pytania.
W tym momencie Rina przyniosła ciepła pizza, postawiła ją na stole przed Generałem i szybko wróciła do kuchni. Aromatyczna pizza, która nie wygląda zwyczajnie, jest na niej fasolka w sosie pomidorowym z pięknym jajkiem sadzonym.
- Ja wale, chyba nie mam ochoty na obiad.
- Zluzuj majty, to specjalnie dla mnie, Wy macie normalne pizze tylko odbierana na wydawce, więc wystarczy, że ruszysz dupę. -odpowiedział Rudy zajadając już pizza.
- Co masz na deser?
- Arbuz z feta, dzisiaj jestem tak rozpieszczony w smakach, które lubię, że dawno nie miałem tak dobrego humoru.
- Przeraża mnie Twoje poczucie smaku.
- Ty chciałeś coś czy chcesz mi popsuć humor? - spytał twardo Rudy.
- Słyszałeś co robią Hachi i Otachi? Bawią się na placu zabaw nie daleko.
- Nie… co robią?
- Przeskakują na leżąco przez huśtawki, robiąc jednocześnie brzuszki i jakieś inne zabawy tego typu.
- O i taką zabawę szanuję, znaleźli sobie zajęcie i nie trują mi dupy, a Ty ewidentnie nie masz zajęcia i zaraz Ci znajdę jakieś w moim stylu.
- Nie dzięki….
- Za 30 minut widzimy się na sali.
- Ale …
- To za 20 minut i nie ma „ALE” sam się o to prosiłeś.
- To ja już pójdę …
- Dobry pomysł. - odpowiedział Rudy, kończąc pizze.
- Sir, wzywałeś? - wtrącił nagle Taakat podchodząc do stolika i mijając się wcześniej z mocno niezadowolonym kapitanem.
- Tak, tak.. siadaj – powiedział Rudy, zasiadając do deseru, a po chwili dodał: - Jadłeś już?
- Tak Sir, co potrzeba? - odpowiedział porucznik siadając.
- Rozmawiałem z Panem Cusan, ogólnie można powiedzieć, że jest zadowolony z Was, ale wspominał coś, że „powinieneś popracować nad swoim językiem” powiesz mi o co chodzi?
- Nic wielkiego Sir, zdaję sobie sprawę, że parę razy nie zdążyłem ugryźć się w język.
- Rozumiem, nie ma co się tym przejmować zwłaszcza, że ma dziwnie dobrą opinie o Tobie, jest nawet skłonny abyś na przyszłość załatwiał z nim interesy, chociaż preferuje kogoś innego.
- W ostateczności, jestem skłonny wspomóc armię i w takim zadaniu.
- Cieszy mnie to, bo znalezienie osób do pertraktacji z bogaczami nie jest takie łatwe. Dla odmiany Amis się świetnie do
gaduje z Rasao Oskran, a to też nie jest łatwe.
- W ogóle Sir bogacze i nie są łatwi w obsłudze.
- Ta zwłaszcza jak są swego rodzaju arystokracją jak Oskran czy Cusan. No nic, ważne, że jest ukontentowany, a ja dostałem co chciałem. Tyle mi wystarczy, aby podtrzymywać, że świetnie się spisaliście i jestem mega zadowolony.
- To dobrze, sir.
- Jeszcze spytam, Pan Inkub nic nie zrobił dziewczyną?
- Nie Sir, był szarmancki w stosunku do nich, a jednocześnie bardzo wymagający i stawiał na swoje warunki. Dziewczyny mocno się napracowały na sesji, przy robieniu zdjęć.
- Jakby nie patrzeć płaci to wymaga, ale dobrze, że ta sesja nie okazała się „seks imprezą” dla bogacza, bo przyznaję, że tego się obawiałem.
- To nie sir, według mnie to była chyba zwyczajna sesja zdjęciowa, ale tym bardziej mogą dziewczyny coś powiedzieć. W każdym razie Sir, orgii nie było jedynie sesja.
- Świetnie, to bardzo dobre wieści. - odpowiedział Rudy kończąc deser, a po chwili powiedział: - W pisemnym raporcie, im mniej szczegółów tym lepiej. Przypominam, byliście na tajnej misji eskortowej VIP’ów, a to idealna przykrywka aby jak najmniej informacji trafiło do kogokolwiek wyżej, zwłaszcza, że to jeden z najwyższych poziomów tajności.
- Tak jest sir, pamiętam.
- Wszystko w porządku? - spytał Rudy uważnie obserwując porucznika.
- Tak Sir, mało spałem, jutro rano będę w pełni zdolny do misji.
- Na to liczę.
- Sir, chciałem jeszcze powiedzieć, że oddział Kapitana, pozytywnie mnie zaskoczył z nim na czele. Pokazali wiele niezwykłych umiejętności. Nie dało się odczuć, że są „mniej doświadczeni”. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak sobie radzili w wierzy. - Powiedział Taakat, a następnie dodał: - Początkowo przyznaje byłem trochę sceptyczny, że tak młody oddział może być odziałem specjalnym i bałem się, że będą nam bardziej ciążyć niż pomagać.
Jednak po przebywaniu z nimi już wiem, że to nie jest na wyrost i na „zwykłych” misjach mi się zanudzili.
- Mam doskonałe oko, do oddziałów.
- Nie wątpię Sir.