niedziela, 14 czerwca 2026

EPIZOD 291

 

Prawda o Chaosie”


Pole bitwy, które z każdą chwilą coraz bardziej pustoszeje, chociaż trafią się jeszcze pojedyncze ataki. Na jednej ze skarp stoi sobie palący Volaure, który uważnie obserwuje ostanie starcia, jak cały kanion. W tym jezioro powstałe po wydostaniu się Nyxany. Po dłuższej chwili podszedł do niego wysoki i dobrze zbudowany, ubrany w oficerski mundur, rudowłosy mężczyzna, mówiąc:

- Książę z całym szacunkiem, ale to nie jest najlepsze miejsce dla Ciebie.

- Zaraz stąd pójdę, chciałem z Tobą o czymś porozmawiać. - odparł książę zaciągając się.

- Ze mną? Chyba wiem nawet o czym ... nie doniosłem o tym zajściu, i zacna Królowa nie wie, że nie ma ich na polu bitwy, więc nie grozi im żaden sąd wojskowy, tylko muszą szybko wrócić.

- Jak dobrze pójdzie to jutro powinni tu dotrzeć. Neczańskiej królowej nie spodobało by się takie zachowanie. Hmm… Chce abyś wiedział, że bez względu na wynik wojny, jeśli któregoś dnia Królowa Sansha wyrzuci Cie z armii, zdegraduje lub cokolwiek co jej tam strzeli do głowy ... to ja oferuje Ci posadę Generała na Zekeren, bo naprawdę doceniam Cię za równo jako człowieka jak i jako wojskowego. Obserwuje Cię od kąt Cie poznałem, jesteś bardzo dobrym dowodzącym i posiadanie kogoś takiego w swojej armii to nie lada zaszczyt.

- Dziękuję Panie ... miło to słyszeć...

- Dobra kiedy trzeba oddawać honory to trzeba, mów mi Volaure. - stwierdził książę wyciągając do przybysza prawą rękę.

- Rudy - odparł generał uściskawszy dłoń księcia.
- Właśnie, tytan z telefonem Kurai’a już dotarł?
- Tak.
- Możesz dać mi Jego plecak i telefon? Przekażę mu je z rana.
- Jak najbardziej. - powiedział Rudy, a następnie przez łączność powiedział: - Amis, weź mi przynieś na skarpę rzeczy Kurai’a z Tytana.
- Tak jest! - odpowiedział głos w słuchawce.
- Zaraz go przyniosą.
- Świetnie, a jak poszły walki?
- Straciliśmy wielu ludzi po obu stronach, nie podoba mi się to jak bardzo przeciwnicy nie szanują życia.
- Doskonale rozumiem.
- Swoją drogą … Volaure, słyszałem od żony, że jeden ze Twój adiutant, pomaga jej przy naszym dziecku.
- Tak, Skauti tam Jej czasem pomaga, coś nie tak?
- Nie, nie skądże. Moja królowa bardziej dba o to aby Ona była na każde jej skinienie a nie aby Jej pomóc, a „obcy” władca dba o moją rodzinę. To ma jakiś związek z Kurai’em?
- Ujmę to tak … że dbam o swoich.
- Ru … Generale o to plecak i telefon kapitana. - wtrącił nagle Amis.
- Dzięki, możesz odejść. - odpowiedział twardo Rudy przejmując rzeczy, a następnie powiedział: - Proszę Książę, o to One.
- Dzięki.

Nagle oczy Volaure rozbłysły i pojawiła się wielka tarcza ochronna, która doskonale otoczyła zarówno władcę jak i generała. Po niedługiej chwili rozbiły się o nią kule energii, wystrzelone przez ostanie bazuki na energie znajdujące się w pobliżu.

- No chyba najwyższa pora na mnie - stwierdził książę z uśmiechem.

************


Kolacja w rezydencji Sumi, była bardzo sztywna i odbyła się praktycznie bez słowa. Obecnie neczanie i gospodyni zasiadają w prostym salonie, gdzie jest jedna narożnikowa biała kanapa i palący się kominek. Sumi jest na swojej chmurce i siedzi w niej jak na fotelu, a na kanapie siedzi Kurai, ubrany w jeansy i niebieski T-shirt, oraz Rina w suchych czarnych leginsach i pomarańczowej bluzie, należącej do księcia.
- Chcę informacji. Daj zajrzę w Jej oczy. - powiedziała nagle Sumi.
- Nie…. Aby je zdobyć możesz pytać, ewentualnie sprawdzić na wisiorku. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Rasz…. Rina, tak? Skąd pochodzisz? - spytała nagle Sumi.
- Nie wiem, ale ogólnie z rodzeństwem mieszkamy na ziemi. - odpowiedział poko
rnie Rina.
- Ta, ta na pewno nie wiesz, dawaj tej wisiorek. - odpowiedziała twardo Sumi, a następnie podleciała do wodnej neczanki i wyjęła jej wisiorek i zaczęła spisywać niego informacje.
- Rina Ryu, neczanka wody… lat 19scie prawie 20scia … bla ...bla… bla … piątka rodzeństwa, w tym jedna siostra przyszywana … strasznie dużo informacji starasz się zataić … a przecież nie jesteś psychiczną neczanka… Jak zablokowałaś dane na wisiorku?
- Ona i Jej rodzeństwo nie pamiętają nic z czasów zanim naleźli się na ziemi… Ktoś wymazał im pamięć zarówno z głowy jak i z wisiorków… - wtrącił Kurai.
- Nie, one nie są wymazane, tylko zablokowane. Jak odnajdziecie tego kto to zrobił to idzie odblokować i wspomnienia i informacje z wisiorka. Myślałam, że wiesz takie rzeczy. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała: - Skąd znasz zaawansowaną magie leczenia?
- Nie wiem… - odpowiedziała pokornie speszona Rina.
- Rany jak Ty mnie wkurwiasz… - powiedziała Sumi, a następnie spytała: - Co łączy Ją z Wami?
- Jest moją kobietą, a z Volaure się przyjaźni. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Prędzej dziewczyną niż kobietą, i prędzej uwierzę, że to jakaś nowa zabawka Volaure niż, że Ciebie łączy coś z nią. - odpowiedziała Sumi.
- Może chcesz poczytać w oczach? - spytał Kurai.
- W jej bardzo chętnie, w Twoich nie ma mowy, nie chce mieć koszmarów. - odpowiedziała Sumi, a następnie spytała: - Serio związałeś się z kimś takim?
- Tak, a co masz z tym jakiś problem? - odpowiedział chłodno Kurai.
- Powiedzmy, że nie ALE chce przeczytać w jej oczach czy to prawda, bo na moje oko to prędzej zastraszona zabawka i nic więcej… i nie dam Wam spokoju dopóki mi na to nie pozwolisz! - powiedziała stanowczo Sumi.
- I tak zapewne nie dasz … - powiedział Kurai.
- Dam w tej kwestii, zresztą mogę to rozwiązać siła jeśli chcesz. - powiedziała stanowczo Sumi.
- Powiedziałem nie. Możesz czytać sobie w moich oczach ale nie w Jej. - odpowiedział twardo Kurai.
- Chce wiedzieć kim jest, a oczy pamiętają więcej i one nie potrafią kłamać. Zresztą jak tu przyleciała powiedziała, że zrobi co zechce jak Ci pomogę. Ja pomogłam, dzięki mnie i mojemu jezioru żyjesz, to teraz niech Ona dotrzyma słowa. - powiedziała twardo Sumi.
- Tak było … - wtrąciła pokornie Rina.
- Heh … Rina zdejmij proszę bluzę i spójrz w Jej w oczy… - odpowiedział Kurai, jednocześnie wstając z kanapy i stając za nią.
Wodna neczanka posłusznie wykonała polecenie, jednak jej piękne żółte i wystraszone oczy bardzo się tego obawiały. Po chwili Sumi spojrzała w jej głębokie jak dwa jeziora, hipnotyzujące żółte oczy.
- Wspaniałe … - powiedziała nagle Sumi.
Nagle Kurai prawą dłonią zasłonił oczy wodnej neczanki, mówiąc:
- Dobra starczy tego i więcej nie dostaniesz.
- Jesteś wredny… heh … ma tak zajebiste oczy, że czytanie z nich to sama przyjemność.-powiedziała gospodyni.
- Która się skończyła i nie wróci więcej. - Odpowiedział elektryczny neczanin, zakładając ukochanej pomarańczową bluze na ramiona.
- Głębokie, pociągające i idzie w nich utonąć… Twoje rodzeństwo też ma takie oczy? - spytała kocica.
- Tak, zwłaszcza siostry…. Sama Kiazu, jedna z moich sióstr, jednak mówi, że Jej oczy są takie tylko podczas walki … - odpowiedziała Rina.
-Hmm… te oczy, kurde …. Chce wiedzieć kim jesteś. - powiedziała Sumi.
- To to sama odkryj… - wtrącił Kurai.
- Taki mam zamiar … hmmm…. to mówiłeś, że ile jesteście razem? - spytała kocia furra.
- Nie mówiłem, około 4 lat. - odpowiedział Kurai.
- A to ciekawe…
- Na Nas już pora. - powiedział Kurai, jednocześnie podając dłoń ukochanej, pomagając jej tym samym wstać. A następnie oboje udali się do wyjścia.

************


Neczanie prawie weszli do pokoju Kurai’a, kiedy w korytarzu łączącym dwa pokoje pojawiła się nagle Sumi mówiąc bardzo stanowczo i z zaciekawieniem:
- Chce informacji.
- A my chcemy odpocząć. - odpowiedział chłodno Kurai, jednocześnie wpuszczając ukochaną do swojego pokoju.
- EJ! Jak mam się dowiedzieć KIM ONA jest potrzebuje kilku odpowiedzi na pytania … - krzyknęła Sumi, a następnie dodała: - Albo Ty mi ich udzielisz albo wyciągnę to z niej siłą.
- Nie tkniesz jej. - odpowiedział twardo Kurai z elektryzującymi się pięściami.
- Być może… - odpowiedziała Sumi, uważnie obserwując neczanina, a następnie dodała: - Daj mi odpowiedzi na kilka pytań! Daj mi jakieś punkty zaczepienia!
- Poczekaj tu. - powiedział chłodno Kurai, po czym wszedł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Kurai…
- Nie martw się … poradzę sobie … - odpowiedział neczanin, a po chwili otwierając dwie niskie szafki, dodał: - Jak nie chcesz używać ręczników i piżamy z torby, to tutaj są ręczniki, a tutaj są jakieś moje koszulki, możesz sobie wziąć co co chcesz.
- Dzięki…
- Jak masz ochotę to idź się wykąpać, a ja z nią w tym czasie pogadam.
- Spoczko…
Po tych słowach Kurai wyszedł z pokoju, zamknął drzwi i zaczął rozmawiać z gospodynią.
- Streszczaj się. - powiedział Twardo Kurai.
- Ona nie kocha Cię od 4 lat… -powiedziała Sumi.
- Dobra to nie ma sensu.
- Czekaj, Jej dusza i oczy kochają Cię znacznie dłużej niż 4 lata… Zakochała się w Tobie od pierwszego spojrzenia w oczy, ale nie 4 lata temu tylko z 8 …
- Pamiętał bym to …
- Ma tak wyjątkowe oczy … że trudno je zapomnieć … Ale nawet przy zwykłych oczach spojrzenie trwające 30s starczy, równie dobrze mogłeś ją widzieć przelotem, równie dobrze mogłeś zobaczyć ja w tłumie, a równie dobrze mogłeś świadomie w nie spojrzeć.
- Taaa…
- No chyba, że przeleciałeś nie letnia? To by miało sens, trzy lata różnicy tak? Przeleciałeś ją jako dziecko i dlatego teraz z Nią jesteś?
- Nie pierdol głupot, wtedy nie sypiałem z tyle młodszymi, a dodatkowo to był okres kiedy miałem, ważniejsze sprawy na głowie niż zaliczanie panienek...
- Tak mówisz …To co niby było ważniejsze? Gdzie byłeś kiedy miałeś 15-16 lat?
- Różne rzeczy…. A bywałem w różnych miejscach od Zekeren przez Nekorii po Artyduteles.
- Artyduteles? Ta planeta speluna gdzie chce się zniknąć, a prawo nie istnieje? To umacnia moja teorie, zachlany przeleciałeś nieletnia!
- Słuchaj, upadłem nisko, byłem nawet na dnie dna, ale nigdy nie upadłem aż tak nisko, aby odwalać takie rzeczy. Z reszta w pijanych, naćpanych czy odurzonych oczach nie da się zakochać, i to działa w obie strony...
- Masz racje, no proszę jednak coś pamiętasz.
- Pamiętam więcej niż myślisz… Po za tym uważasz, że Ona mogłaby mieszkać w tej spelunie?
- Fakt, za ładna na tą spelunę i za głu … Jak ją oficjalnie poznaliście?
- Volaure poznał Ją na Turnieju Walk Smoków, a ja Ją i Jej rodzeństwo poznałem podczas misji doprowadzenia ich przez oblicze królowej.
- A ten durny układ, że niby Cię ułaskawi w zamian za doprowadzenie kogoś tam, to byli Oni?
- Taaa …
- Zawsze mogłeś tutaj mieszkać i nie miałaby mocy aby zrobić wyrok, nie musiałeś w chodzić z nią w głupie układy. Trzeba było się słuchać mnie i moich zasad. Zresztą aż dziwne, że zakochała się w TOBIE od pierwszego wejrzenia, przecież w te oczy nie da się patrzeć. I jeszcze jest strasznie potulna, równie dobrze mógłbyś jej kazać być ze sobą i by to zrobiła. A może to tylko swego rodzaju trofeum?
- Nie kreci mnie coś takiego. Śmiało, zajrzyj mi w oczy.
- O nie nie! Koszmary nie są tego warte, chociaż Ona „była w Twojej głowie” a przynajmniej tak uważa, że była…
- Co masz na myśli?
- Widziałam u niej wspomnienie, KTÓRE BRUTALNIE MI PRZERWAŁEŚ, że była w Twoim umyśle i tam Cię szukała. Jednak przewija się też tam ta menda Miryoku, jak i w tym wspomnieniu czuć nadal jej energię, więc zapewne była w jej wyrafinowanej wizji, która przedstawiała Twój konflikt z siostrami. Gdyby naprawdę była w Twoim umyśle, nie przeżyłaby tego.
- Coś kojarzę, że kiedyś obudziłem się i w pokoju była Miryoku, Rina i jej rodzeństwo. A wtedy miałem sen jak kłócę się z siostrami.
- To tym bardziej mam rację. Nie widziałam wszystkiego, ale to co widziałam idealnie pokazuje to jak Miryoku umie manipulować faktami. - odpowiedziała Sumi, a po chwili dodała: - Nie zdziwię się, jak wmówiła im, że tak mogą Cię uratować czy inne bzdety i wpuściła ją do jakieś psełdowizji Twojego umysłu, tylko po to aby zobaczyć jak się zachowają i zebrać jakieś informacje dla Królowej. Ot słabe punkty...
- Fakt, królowa potem dużo o nich wiedziała.
- Menda Miryoku, za tym stoi, ale co by nie mówić jako manipulantka i szpieg się spisuje, chociaż czasem odwala różne dodatkowe akcje aby „jej ufano”. To zawsze można zrobić dużo lepiej i bardziej złośliwie.
- Taaaa… w Twoim stylu..
- A i OWSZEM! Dużo przyjemniej i zabawniej.

************


Jest już wieczór, gwiazdy święcą wysoko na niebie. W oddali widać wiele obozowisk, jak i unoszą się jeszcze krzyki i zapach krwi, oraz rozkładających się ciał poległych. To był długi dzień pełen śmierci i tak naprawdę nowego początku. Hachi i Otachi zasiadają na swoim ulubionym dachu popijając jakieś ciepłe napitki.
- Bro zdecydowanie uwielbiasz to miejsce. - powiedział Hachi.
- Taaaa… tutaj zawsze fantastycznie wiele i uwielbiam to uczucie. -
odpowiedział Otachi z uśmiechem, a następnie spytał: - Ostatnio dziwnie się zachowujesz Bro … W sumie odkąd pożegnaliśmy Taakat i Jego oddział... Co odwaliłeś, że trafiłeś do karceru?
- Heh … Pobiłem się z Moyoshim i Jego ego tego nie wytrzymało…
- Grubo…
- Noo… ale na szczęście Rudy nie miał czasu na pogaduszki, a Kurai’a interesowało tylko czy dostał zasłużenie.
- I tak myślę, że jeszcze będą chcieli to wyjaśnić… o ile będą pamiętać po powrocie Kurai’a…
- Bro, będą pamiętać … Obaj są turbo pamiętliwi i przyznam, że boje się tej rozmowy…
- Myślisz, że staną po stronie Moyoshiego?
- Taaa… w końcu to oficer i jakby nie patrzeć kumpel Rudego….
- Niby ta, ale Bro nasz kapitan, też nie da Cię udupić bez podstaw…
- I tak będzie to zajebiście ciężka rozmowa…
- W to nie wątpię Ziom, a co blondaś odwalił?
- Od czego by tu zacząć, Bro nawrzeszczał i groził Diune, spoliczkował Rinę i zerwał z Diuna niby z Jej winy …. A zaczęło się od tego, że On pierwszy zdradził Diuną i to nie raz czy dwa tylko notorycznie, już nie mówiąc że przylizał się z Kiazu, ale no odwalał srogie numery za plecami Diuny, a kiedy Ona zrobiła podobnie to już rzucił się na nią i zaczął jej grozić…
- O Kiazu to wiem, sławienia gra w butelkę dla zabawy, a skąd wiesz o reszcie Bro?
- Widziałem, słyszałem rozmowy… Moyoshi ma sporo za uszami, a mi Bro w końcu się ulało, rozmowa nie pomogła to dostał raz i drugi… iii… w odwecie wylądowałem w karcerze…
- Aha, to tłumaczy te Twoje „kiblowe wizyty” i to Bro ze teraz możesz mieć przesrane…
- Dobrze powiedziane Bro, ale było warto obronić siostry. Nawet jak wyjdzie na Jego… to i tak się już nie odważy … - odpowiedział Hachi szczerząc kły.
- A to zdecydowanie… chociaż chyba Diuna nie zdaje sobie z tego sprawy
- I nie musi, to popsuło by mi wizerunek starszego brata, co tylko dogryza i się czepia… i sam jeszcze dowala - odpowiedział Hachi uśmiechem, a następnie dodał: - S
koro już tym mowa, mam nadzieje, że Kiazu nie pójdzie pierwsza pod prysznic.
- Bro załatwione, że Diuna dzisiaj tam sama jest. - odpowiedział Otachi uśmiechem, a następnie dodał: - Ten numer jak wypali to będzie złoto.
- Oj tak…
- Moyoshiemu tez co wytniemy, i mam już nawet pomysł co!
- Oho, słucham uważnie Bro.

************


Kurai wszedł do swojego pokoju, przeszedł przez niego, zabrał papierosy leżące na stoliku, wyjął z paczki papierosa i zapalniczkę. Następnie udał się pod wyjście na balkon, gdzie przypalił papierosa, schował ponownie zapalniczkę do paczki i rzucił ją na stół. Tym razem stoi oparty tyłem o barierkę tarasu i spokojnie pali papierosa. Neczanin stoi skryty w mroku, za granicą światła padającego z pokoju, a jednocześnie obserwuje swój pokój. Po dłuższej chwili z łazienki do pokoju weszła Rina, ma na sobie jedynie jakiś lekko rozciągnięty czarny t-shirt, przez to widać Jej prawie ramie. Zaraz po wyjściu dziewczyna założyła na siebie pomarańczową bluzę, która sięga jej prawie do kolan. Neczanka rozejrzała się i za oknem zobaczyła delikatny czerwony punkt i zaczęła iść w Jego stronę. Nagle czerwony punkt spadł na ziemie i zgasł.
- Wszystko ok? - spytała niepewnie Rina, stojąca w progu pokoju.
- Teraz już tak… - odpowiedział chłodno Kurai podchodząc do ukochanej a następnie przesuwając ją do środka i zamykając szklane drzwi za sobą.
Następnie neczanin zasłonił okna. W tym samym czasie Rina podeszła do wysokiej zabudowy pod schodami i spytała:
- Kurai … co to jest to czarne tam wysoko?
- Które? - spytał neczanin podchodząc bliżej.
- O to tam. - powiedziała neczanka pokazując palcem.
Kurai, praktycznie bez trudu dostał do wskazanej rzeczy i zdjął ją. Jest to czarny kot o trzech ogonach, pięciu oczach, w tym czterech, symetrycznie po dwa po obu stronach nosa, które są różowo fioletowo niebieskie i jednym pośrodku głowy, które jest złote. Dodatkowo ta maskotka ma czarne skrzydła.
- To pluszak Fakateevolo, mistycznego stworzenie z Desdemos. - powiedział Kurai, wręczając kota ukochanej.
- Jest uroczy… i ma Twoje oczy… - zauważyła Rina, oglądając maskotkę z bliska.
- Tak, ma… To stworzenie według legend, ma taką zdolność że przejmują kolor oczu „pierwszej żywej istoty którą zobaczą”. Na Desdemos zadbali aby maskotki miały identyczną zdolność.
- Na swój sposób to uroczę i pozwala się bardziej przywiązać…
- Taaa, jak chcesz to możesz go wziąć.
- Naprawdę? - spytała zaskoczona Rina z nutką uradowania i błyszczącymi oczami.
- Tak, nie jestem do niego przywiązany, a skoro Ci się podoba to możesz go zabrać.
- Dziękuję. - odpowiedziała dziewczyna, mocno przytulając ukochanego.
Kurai nic jej nie odpowiedział jedynie delikatnie naelektryzował maskotkę. Kiedy szybkie wyładowanie zniknęło to Rina wtuliła się w nią i zaskoczona powiedziała:
- Teraz pachnie burzą.
- Tak, będzie bardziej „jak ja”. - odpowiedział Kurai.
- Awww… dziękuje. - odpowiedziała Rina z promiennym uśmiechem, a następnie spytała: - Hmm… Mówiłeś, że nie masz mocy
- Nie mam, obecnie mogę robić niewielkie wyładowania, które nie są wstanie nikogo skrzywdzić… takie „straszaki”, ale tyle potrafi wystarczyć aby czasem odpuściła...
- Rozumiem… a tak z innej beczki to zastanawia mnie ta dziwna fiolka, której użyli do przywołania Nyxany – odpowiedziała spokojnie Rina, wtulając się w pluszaka, a po chwili dodała: - Wiesz może co to za fiolka była, co przeszywali ją strzałą?
- To była fiolka z mroczną energią chaosu.
- Myślisz … myślisz, że mieli ją od Volaure? - spytała z nutą przerażenia w głosie Rina.
- Wątpię, tam ta strona raczej nie wie ze Zekeren jeszcze istnieje, no chyba, że Volaure zrobił coś głupiego… w sumie nawet jeśli wiedzą o Zekeren to prędzej mają inne źródło tej mocy
- O ok … pewnie masz racje
- Zresztą coś mi nie pasowało w tej fiolce…
- Co takiego?
- Jak dobrze pamiętam czysta mroczna energia chaosu jest czarno-fioletowo-złota i ma fioletową poświatę, a jestem przekonany, że ta fiolka miała zielony blask.
- Hmm… co to może oznaczać?
- Niestety nie wiem, nie widziałem takiej jeszcze.
- Hmm…. To w sumie mamy zagadkę… nagrałam to...może nagranie powie nam więcej?
Następnie neczanka poszła do swojej torby i wyjęła z niej telefon, w tym momencie okazało się, że jest rozładowany.
- Dziwne, powinien mieć jeszcze baterie … - powiedziała Rina próbując go włączyć, jednak telefon nie reagował.
- W chwili ataku Nyxany miałaś go w ręku czy w torbie?
- Hmm… w ręku, kończyłam nagranie i zostawiłam na wysyłaniu i wróciłam go do torby.
W tym momencie Kurai przejął Jej telefon do ręki i wywołał delikatne wylądowanie, które spowodowało, że telefon załapał i okazało się, że działa i ma dużo baterii.
- Wybuch sprawił, że się zaciął. Mogę odpalić nagranie?
- Tak, tak śmiało...
Nagle zaczęło przychodzić masę powiadomień. Jednak neczanin je z ignorował tylko odpalił nagranie, które potwierdziło, że fiolka z mroczną energią chaosu miewała zieloną poświatę, której tam nie powinno być.
-Zobacz… to zła energia chaosu, z zieloną poświatą której nie powinno tam być przy mrocznej energii tego typu. - powiedział Kurai przybliżając ujęcie na fiolkę.
- Hmm… może jest czymś zanieczyszczona?
- To możliwe. Raczej jakby mieli czysto po swojej stronie kogoś z mroczną energią chaosu, raczej już byśmy o tym wiedzieli. Ale co by nie mówić, ktoś ewidentnie chciał aby Nyxana powróciła.
- A to nie wróży niczego dobrego… dodatkowo obawiam się, że rada stwierdzi, że to Volaure….
- Nie sądzę aby wiedzieli jaką mocą włada, nie chwali się tym i raczej nie używał mocy przy nich. Jednocześnie nie zdziwię się, jak Sansha próbuje go w to wrobić, nie wiedząc jaką mocą włada, tylko dla tego, że pochodzi z Zekeren...

************


Nad lasem noc rozlewa czarną toń, jedynie jasny srebrzysty księżyc w pełni, próbuje oświetlić okolicę pokazując drogę. Wkrótce pod starym, wysokim i masywnym drzewem zapaliło się iskrzące ognisko. Pośród tańczących płomieni, w jego popiołach widać jakieś dziwne twarze. Jednocześnie wiat zaczął delikatnie wiać, ale zamiast szumu i szelestu liści słychać bardziej ciche szepty. Przed ogniskiem stoi nie wysoka furra kota o zielonym futrze w różowe paski jak u tygrysa. Ubrana jest w luźna kremową suknie do ziemi i bose stopy. Jej ciemno fioletowe, długie włosy delikatnie unoszą się n wietrze, natomiast jej bystre niebieskie oczy świecą jaskrawym blaskiem, jednocześnie widać w nich mrok. Te oczy wyglądają tak jakby wiedziały wszystko co dobre i co złe. Kobieta również coś szepcze, ma się wrażenie, że wręcz rozmawia z szeptami z mroku. Jednocześnie pod wielkim dębem zaczęły krążyć czarne duże ptaszyska. Szepty chociaż nadal są nie wyraźne to stają się coraz głośniejsze. Głosy są tak intensywne i melodyjne jakby śpiewały jakaś pradawną pieśń,a cienie na ognisku coraz intensywniej tańczą. W koło pojawiła się niespotykana delikatnie fioletowa mgła, o świetlistych punktach które momentami migoczą jak miony gwiazd. Nagle jednocześnie zgasło ognisko i ucichły wszelkie szepty. Po chwili kobieta podeszła do resztek paleniska i wyjęła z niego metalową kulkę, uśmiechnęła się zadziornie i odeszła, pozostawiając za sobą wyraźny ślad płowego dymu, o bladym fioletowym zabarwieniu.

************


Nastał już ranek, który widać nawet przez okna na Zekeren. Mimo tak wczesnej pory książę, znajdujący się w swojej komnacie nad areną walk, kończy się już ubierać. Ma już założone granatowe jeansy, i właśnie zakłada czarną koszulkę z jakimś zespołem heavy metalowym.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! - odpowiedział Książę.
W tym momencie do pomieszczania wszedł Skauti, który wchodząc powiedział:
- No hej…
- Siema, siema wbijaj...
- Ooooo a to nowość … Zwykle jak przychodzę to jesteś jeszcze w łóżku o tej porze… - powiedział mile zaskoczony Skauti stojący nieopodal wejścia do pokoju, z podkładką na której są różne dokumenty, a po chwili dodał: - Jakieś niespodziewane zebranie rady, że ogarniasz się tak wcześnie?
- Nie nie, i jak coś przez najbliższe parę godzin nie jestem dostępny dla rady ani dla nikogo.
- A jak będą dopytywać?
- Możesz im powiedzieć, że mam bardzo ważne sprawy do załatwienia, a potem sam będę się tłumaczył.
- Jak sobie życzysz, a gdzie idziesz w takim układzie?
- Zostałem zaproszony, przez „Mamushkę” na śniadanie.
- Mamushkę? W sensie przez starszą kochankę czy Matkę? W sumie to nie wiedziałem, że masz rodziców.
- Nie mam rodziców, ich zresztą praktycznie mało co znałem, a to moja „przyszywana matka”. Ona opiekowała się sporadycznie mną i moim Bratem i mowie do Niej „Mamushka” …
- Rozumiem, mogę ją poznać i iść z Tobą?
- To nie jest dobry pomysł aby Cię poznawała ani innych moich znajomych, to nie jest osoba, którą bezpiecznie poznać.
- Co masz na myśli?
- Hmmm… Słyszałeś o Sumi?
- Taak, o Niej to chyba każdy słyszał. To niebezpieczna i kapryśna kapłanka chaosu… nikt o zdrowych zmysłach do niej nie chodzi, słyszałem, że nawet jak bardzo potrzebują jej pomocy to i tak to ostateczność. Chyba na każdej planecie jest jakaś pogłoska jak bardzo niebezpieczna jest i jak się kończy obcowanie z nią.
- Taa … cała Mamushka
- ZARAZ! - ożywił się Skauti, a następnie z przerażeniem dodał: - Chcesz mi powiedzieć, że Twoją przyszywaną matką jest Sumi!?
- Tak, a o co chodzi?
Na te słowa Skauti pobladł i aż usiadł z wrażenia i widać że zrobiło mu się gorąco, z przerażenia i ciężko mu się oddychało.
- No to już wiesz czemu nie chce Cię zabrać. - powiedział spokojnie książę, wręczając towarzyszowi szklankę zimnej wody.
- Yhy … - odpowiedział Skauti, a następnie duszkiem wypił zimną wodę i powiedział: - I już nie chce jechać… Nie boisz się Jej?
- Nie, i nie masz się co martwić o mnie. Tylko nie mów radzie, o tym ani o tym gdzie wybywam.
- Tak jest…. I … i jestem w szoku, że tak jest… w sensie, że to Twoja „Matka”
- Jak widać, tylko Ona była wstanie mnie wychować. - odpowiedział Volaure mrugając okiem.
- Nie jesteś aż taki zły …. - powiedział cicho Skauti, a po chwili na głos dodał: - Volaure dawno się z Nią widziałeś po raz ostatni?
- Nie licząc wczoraj to będzie kolo 8-9 lat? W każdym razie dawno … Dobra Skauti, ja lecę. Jak będzie coś bardzo ważnego to dzwoń. - powiedział Volaure, zabierając wojskowy plecak i idąc do wyjścia z pokoju.
- Tak jest … - odpowiedział pokornie Skauti



************


Złociste słońce oświetla duży prostokątny taras. Są na nim drążki, dwa drewniane leżaki. Teraz widać też piękne białe kafelki jak i szklane barierki z drewnianą poręczą. Na tym tarasie znajdują się Volaure, który pali i jest przodem do barierki oraz Kurai, stojący od strony swojego pokoju i stoi oparty tyłem o barierkę. Między nimi leży również wojskowy plecak.
- Trzymaj telefon, bo jego brak jest wkurwiający. - powiedział Volaure.
- Taaa ... - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie spytał: - Widziałeś nagrania z wczoraj?
- Tak, oglądałem na bieżąco, a przed jednym przeszły mnie ciarki i to moje „przeczucie” za nim je w ogóle dostałem. - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: - Ciekawe, że naraziłeś ją na taki widok…
- Sądziłem, że smok da radę…
- Była wzmocniona, plus jako w połowie „czarny” anioł nie do końca panujesz nad przemianą w smoka… Zresztą na moje oko, a mam dobre oko do wojowników, to bez tej przemiany jesteś dużo silniejszy i stanowisz znacznie większe wyzwanie dla przeciwników. - odpowiedział książę, a następnie po dosłownie chwili namysłu z minął jak by go olśniło, dodał: - Chodziło o zasięg i szybkość, smok znacznie szybciej mógł postawić tarczę, a przez rozmiar ta tarcza była grubsza i przede wszystkim zdecydowanie większa. Dzięki temu mogłeś ochronić całą swoją drużynę, a nie wypierać stronę którą będziesz bronić...
- Rozgryzłeś mnie – odpowiedział spokojnie Kurai, a następnie spytał: - Co do wzmocnienia to ta mroczna i zła energia chaosu ładnie Ją wzmocniła … Ta energia była Twoja?
- Nie, nie moja … ale rozumiem dlaczego zadałeś to pytanie. Sam przez chwilę zastanawiałem się skąd mogli by mieć moją energię, ale jak się przyjrzałem to już byłem pewny, że to nie moja energia... Hmm… Widziałeś tą zieloną aurę?
- Taaa … i nie mam pojęcia co to…
- Przyznaję, że ja też nie mam pojęcia. Chociaż mam wrażenie jakby ta energie była jednocześnie znajoma i obca… Mam wrażenie, że ją znam a jednocześnie jej tajemniczy blask nic mi nie mówi…
- Rada wie jaką mocą władasz?
- Na moje szczęście nie wiedzą, tam w radzie jest już wystarczający sajgon i to bez tego.
W tym momencie z pokoju wyszła zaspana Rina, tuląca czarnego pluszaka.
- Siemasz Aniołku . - powiedział radośnie Volaure gasząc papierosa i podchodząc do neczanki, którą przytulił na powitanie, a kiedy ta poszła przytulić się do ukochanego, to władca z uśmiechem powiedział: - Widzę, że komuś spodobał się Fakateevolo.
- Tak – odpowiedziała nieśmiało Rina.
Nagle na tarasie pojawiła się również Sumi na swojej chmurce, w którą wtula się jak w wygodny fotel.
- Wreszcie ile można na Was czekać. - powiedziała Sumi.
- Oj tam Mamushka jest jeszcze czas, może nawet Brat da się wyciągnąć na „spacer przed śniadaniem” – odpowiedział Volaure mrugając okiem.
- O tej godzinie już dawno powinniście być trasie, a nie dopiero ją zaczynać - odpowiedziała Sumi.
- E tam, wyrobimy się… - powiedział Volaure tyłem wskakując na barierkę, a następnie przechylił się do tyłu tak aby spaść do lasu znajdującego się pod tarasem. Spadając krzyknął: - Brat no chodź!
Na te słowa Kurai, założył kaptur od bluzy Rinie na głowę i spokojnie powiedział:
- Postaraj się nie brać jej słów do siebie ….
A następnie neczenanin odbił się od drążka, na którym siedział poprzedniego wieczora, i po odbiciu wskoczył na barierkę, odwrócił się przodem do tarasu, po czym bez zawahania, również tyłem skoczył za księciem Zekeren. W tym momencie panie zostały same. Rina opatulona bluzą usiadła na ziemi opierając się o drążek, z którego wybijał się elektryczny neczanin. Mając jednocześnie pluszaka na kolanach i ogarnia telefon.
- Nie masz kiedy bawić się telefonem? - Spytała z pogardą w głosie Sumi.
- Przepraszam, odpisuje rodzeństwu. - odpowiedziała pokornie Rina a następnie po odpisaniu schowała telefon do kieszeni, a po chwili spytała: - Gdzie poszli na spacer?
- Tak pieszczotliwie nazywają tor szkoleniowy, z tego co „widzę” to szybko powinni wrócić. Ty za to nie przetrwałą byś tam nawet sekundy, a koszmary żyjące tam rozsadziły by Ci mózg. Muszę przyznać, że to mógłby być ciekawy widok.
- No nie wiem...
- Ale ja wiem, eksplozja mózgu jest ciekawym widokiem i chętnie rozwaliłabym Twój mózg. Tak nawiasem sama zabrałaś tego Fakateevolo, czy sam Ci dał? -spytała Sumi patrząc z ukosa.
- Dostałam go …
- Heh…. Nie dość, że bluza to jeszcze to … powariowali…
- Przepraszam, nie rozumiem …
- Ty akurat dużo nie wiesz i nie rozumiesz i nie pojmuję jak mogą zadawać się z kimś takim … - odpowiedziała pogardliwie Sumi, a następnie dodała: - Bluza i ten pluszak zrobione są jeequmsastier i pewnie tego też nie wiesz, ale to jedyny materiał na świecie który broni przed energią chaosu i zapewnia ochronę.
- Czyli dbają o mnie ...
- Nie, raczej robią mi na złość bo nie chcą abym się zabawiła … Ci dwaj skrywają w sobie więcej mroku niż myślisz. - powiedziała Sumi, unosząc się nieopodal neczanki, ale wystarczająco daleko aby nic Jej nie zrobić.

- Zdaję sobie z tego sprawę, że obaj są mroczni… - odpowiedziała pokornie Rina.
- Oh naprawdę? A widziałaś Volaure który nie używa aury podczas walki, a mocy która włada?
- No niee…
- A wiesz czemu jest tak mało istot które władają elektrycznością?
- Niestety nie wiem ...
- To nic nie wiesz o mroku w ich duszach i tym jak dużo zła w nich mieszka.
- Za przeproszeniem … co ma do mroku ma elektryczna moc?
- A co ja Twoja encyklopedia? Rany nie sądziłam że zwiąże się z kimś tak niedouczonym... Eh ... moc elektryczna jest swego rodzaju pochodna mocy chaosu, trzeba mieć naprawdę mroczna duszę aby urodzić się z taka mocą, mroczniejsza jest tylko czysta energia chaosu. Co prawda można ja "odziedziczyć po rodzicu" ale bez mrocznej duszy dziecko nie przeżyje rodząc się czy z elektryczną mocą czy z mocą chaosu. A dusze tych dwóch są tak mroczne jak to tylko możliwe, a nawet bardziej, a koszmary jakie się w nich kryją nie jednego by już dawno złamały.
- Rozumiem... to dlatego nie chcesz im czytać z oczu…
- Jeszcze mnie nie popierdoliło aby odczytywać ich dusze... Sama mam mroczną duszę, ale nie chce mieć do czynienia z tym co skrywają ich dusze… Jednak dalej mnie dziwi, że Twoja dusza zakochała się w jednym z nich... A wręcz nie wierzę że ich dusze coś czują do Ciebie, mimo ze widzę jak Cie traktują. Dlatego za nim wyjedziecie zrobię wam test.
- Jaki test?
- Dowiesz się w swoim czasie, tak jak i tego, ze nie masz czego szukać w ich sercach, są zimne jak lód i nie sądzę abyś naprawdę była dla nich ważna.
- Skoro tak mówisz … - odpowiedziała pokornie Rina, a następnie spytała: - Jesteś eksperta od chaosu prawda? Czy mogę mieć pytanie?
- Pytaj, Twój poziom niedoinformowania i nie wiedzy już i tak jest bardzo nisko…
- Em … bo widziałam fiolkę z energią chaosu i zastanawiam się jaka to była energia? Ona...
- Nie mogę czytać w Twoich oczach, musisz mi powiedzieć jak wyglądała. - wtrąciła Sumi, nie dając skończyć wcześniejszej wypowiedzi.
- Tak, przepraszam od tego powinnam zacząć … Energia w fiolce we wspaniały sposób mieniła się na czarno fioletowo i złoto, iskrzyła i patrząc na nią miałam wrażenie, że jest żywa, dodatkowo błyszczała zielonym blaskiem i była niespowicie piękna…

- To proste, to była mroczna energia chaosu, a jak mam być konkretna to mroczna energia chaosu o zabawieniu dobrej energii. Takie poświaty powstają kiedy ktoś jest „dwu mocowy” bo nie da się rozdzielić tych energii tak samo tutaj nie da się rozdzielić dobrej i złej czy tam mrocznej energii chaosu.
- Rozumiem, dziękuję za to to uczące… - powiedziała spokojnie i pokornie Rina.
- Zdaje się, że wiem o jakiej fiolce mówisz. Tej na polu bitwy przy rowie? Na pewno o Niej mówisz. To była moja energia chaosu, tylko potrzebowali tej mrocznej, z premedytacją dałam swoją cząstkę mrocznego chaosu aby Chifuin mógł otworzyć portal z jak jej tam było? A z Nyxaną.
- Dla… dlaczego?
- Bo nudna ta wojna, a tak będzie ciekawiej. - odpowiedziała dumnie Sumi, a następnie dodała: - A energia chaosu zwłaszcza ta mroczna, plus niestabilny świat pełen anomalii to idealny plac zabaw dla rytuałów, które normalnie nic by nie dały i potrafią urozmaicić losy istot.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz