„Prawda
o Chaosie”
Pole bitwy, które z każdą chwilą coraz bardziej pustoszeje, chociaż trafią się jeszcze pojedyncze ataki. Na jednej ze skarp stoi sobie palący Volaure, który uważnie obserwuje ostanie starcia, jak cały kanion. W tym jezioro powstałe po wydostaniu się Nyxany. Po dłuższej chwili podszedł do niego wysoki i dobrze zbudowany, ubrany w oficerski mundur, rudowłosy mężczyzna, mówiąc:
- Książę z całym szacunkiem, ale to nie jest najlepsze miejsce dla Ciebie.
- Zaraz stąd pójdę, chciałem z Tobą o czymś porozmawiać. - odparł książę zaciągając się.
- Ze mną? Chyba wiem nawet o czym ... nie doniosłem o tym zajściu, i zacna Królowa nie wie, że nie ma ich na polu bitwy, więc nie grozi im żaden sąd wojskowy, tylko muszą szybko wrócić.
- Jak dobrze pójdzie to jutro powinni tu dotrzeć. Neczańskiej królowej nie spodobało by się takie zachowanie. Hmm… Chce abyś wiedział, że bez względu na wynik wojny, jeśli któregoś dnia Królowa Sansha wyrzuci Cie z armii, zdegraduje lub cokolwiek co jej tam strzeli do głowy ... to ja oferuje Ci posadę Generała na Zekeren, bo naprawdę doceniam Cię za równo jako człowieka jak i jako wojskowego. Obserwuje Cię od kąt Cie poznałem, jesteś bardzo dobrym dowodzącym i posiadanie kogoś takiego w swojej armii to nie lada zaszczyt.
- Dziękuję Panie ... miło to słyszeć...
- Dobra kiedy trzeba oddawać honory to trzeba, mów mi Volaure. - stwierdził książę wyciągając do przybysza prawą rękę.
-
Rudy - odparł generał uściskawszy dłoń księcia.
- Właśnie,
tytan z telefonem Kurai’a już dotarł?
- Tak.
- Możesz
dać mi Jego plecak i telefon? Przekażę mu je z rana.
- Jak
najbardziej. - powiedział Rudy, a następnie przez łączność
powiedział: - Amis, weź mi przynieś na skarpę rzeczy Kurai’a z
Tytana.
-
Tak jest!
- odpowiedział głos w słuchawce.
- Zaraz go przyniosą.
-
Świetnie, a jak poszły walki?
- Straciliśmy wielu ludzi po
obu stronach, nie podoba mi się to jak bardzo przeciwnicy nie
szanują życia.
- Doskonale rozumiem.
- Swoją drogą …
Volaure, słyszałem od żony, że jeden ze Twój adiutant, pomaga
jej przy naszym dziecku.
- Tak, Skauti tam Jej czasem pomaga,
coś nie tak?
- Nie, nie skądże. Moja królowa bardziej dba o
to aby Ona była na każde jej skinienie a nie aby Jej pomóc, a
„obcy” władca dba o moją rodzinę. To ma jakiś związek z
Kurai’em?
- Ujmę to tak … że dbam o swoich.
- Ru …
Generale o to plecak i telefon kapitana. - wtrącił nagle Amis.
-
Dzięki, możesz odejść. - odpowiedział twardo Rudy przejmując
rzeczy, a następnie powiedział: - Proszę Książę, o to One.
-
Dzięki.
Nagle oczy Volaure rozbłysły i pojawiła się wielka tarcza ochronna, która doskonale otoczyła zarówno władcę jak i generała. Po niedługiej chwili rozbiły się o nią kule energii, wystrzelone przez ostanie bazuki na energie znajdujące się w pobliżu.
-
No chyba najwyższa pora na mnie - stwierdził książę z uśmiechem.
************
Kolacja
w rezydencji Sumi, była bardzo sztywna i odbyła się praktycznie
bez słowa. Obecnie neczanie i gospodyni zasiadają w prostym
salonie, gdzie jest jedna narożnikowa biała kanapa i palący się
kominek. Sumi jest na swojej chmurce i siedzi w niej jak na fotelu, a
na kanapie siedzi Kurai, ubrany w jeansy i niebieski T-shirt, oraz
Rina w suchych czarnych leginsach i pomarańczowej bluzie, należącej
do księcia.
- Chcę informacji. Daj zajrzę w Jej oczy. -
powiedziała nagle Sumi.
- Nie…. Aby je zdobyć możesz pytać,
ewentualnie sprawdzić na wisiorku. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Rasz…. Rina, tak? Skąd pochodzisz? - spytała nagle Sumi.
-
Nie wiem, ale ogólnie z rodzeństwem mieszkamy na ziemi. -
odpowiedział pokornie
Rina.
-
Ta, ta na pewno nie wiesz, dawaj tej wisiorek. - odpowiedziała
twardo Sumi, a następnie podleciała do wodnej neczanki i wyjęła
jej wisiorek i zaczęła spisywać niego informacje.
- Rina
Ryu, neczanka wody… lat 19scie prawie 20scia … bla ...bla… bla
… piątka rodzeństwa, w tym jedna siostra przyszywana …
strasznie dużo informacji starasz się zataić … a przecież nie
jesteś psychiczną neczanka… Jak zablokowałaś dane na
wisiorku?
- Ona i Jej rodzeństwo nie pamiętają nic z czasów
zanim naleźli się na ziemi… Ktoś wymazał im pamięć zarówno z
głowy jak i z wisiorków… - wtrącił Kurai.
- Nie, one nie
są wymazane, tylko zablokowane. Jak odnajdziecie tego kto to zrobił
to idzie odblokować i wspomnienia i informacje z wisiorka. Myślałam,
że wiesz takie rzeczy. - odpowiedziała Sumi, a następnie dodała:
- Skąd znasz zaawansowaną magie leczenia?
- Nie wiem… -
odpowiedziała pokornie speszona Rina.
- Rany jak Ty mnie
wkurwiasz… - powiedziała Sumi, a następnie spytała: - Co łączy
Ją z Wami?
- Jest moją kobietą, a z Volaure się przyjaźni.
- odpowiedział chłodno Kurai.
- Prędzej dziewczyną niż
kobietą, i prędzej uwierzę, że to jakaś nowa zabawka Volaure
niż, że Ciebie łączy coś z nią. - odpowiedziała Sumi.
-
Może chcesz poczytać w oczach? - spytał Kurai.
- W jej bardzo
chętnie, w Twoich nie ma mowy, nie chce mieć koszmarów. -
odpowiedziała Sumi, a następnie spytała: - Serio związałeś się
z kimś takim?
- Tak, a co masz z tym jakiś problem? -
odpowiedział chłodno Kurai.
- Powiedzmy, że nie ALE chce
przeczytać w jej oczach czy to prawda, bo na moje oko to prędzej
zastraszona zabawka i nic więcej… i nie dam Wam spokoju dopóki mi
na to nie pozwolisz! - powiedziała stanowczo Sumi.
- I tak
zapewne nie dasz … - powiedział Kurai.
- Dam w tej kwestii,
zresztą mogę to rozwiązać siła jeśli chcesz. - powiedziała
stanowczo Sumi.
- Powiedziałem nie. Możesz czytać sobie w
moich oczach ale nie w Jej. - odpowiedział twardo Kurai.
- Chce
wiedzieć kim jest, a oczy pamiętają więcej i one nie potrafią
kłamać. Zresztą jak tu przyleciała powiedziała, że zrobi co
zechce jak Ci pomogę. Ja pomogłam, dzięki mnie i mojemu jezioru
żyjesz, to teraz niech Ona dotrzyma słowa. - powiedziała twardo
Sumi.
- Tak było … - wtrąciła pokornie Rina.
- Heh …
Rina zdejmij proszę bluzę i spójrz w Jej w oczy… - odpowiedział
Kurai, jednocześnie wstając z kanapy i stając za nią.
Wodna
neczanka posłusznie wykonała polecenie, jednak jej piękne żółte
i wystraszone oczy bardzo się tego obawiały. Po chwili Sumi
spojrzała w jej głębokie jak dwa jeziora, hipnotyzujące żółte
oczy.
- Wspaniałe … - powiedziała nagle Sumi.
Nagle
Kurai prawą dłonią zasłonił oczy wodnej neczanki, mówiąc:
-
Dobra starczy tego i więcej nie dostaniesz.
- Jesteś wredny…
heh … ma tak zajebiste oczy, że czytanie z nich to sama
przyjemność.-powiedziała gospodyni.
- Która się skończyła
i nie wróci więcej. - Odpowiedział elektryczny neczanin,
zakładając ukochanej pomarańczową bluze na ramiona.
-
Głębokie, pociągające i idzie w nich utonąć… Twoje
rodzeństwo też ma takie oczy? - spytała kocica.
- Tak,
zwłaszcza siostry…. Sama Kiazu, jedna z moich sióstr, jednak
mówi, że Jej oczy są takie tylko podczas walki … - odpowiedziała
Rina.
-Hmm… te oczy, kurde …. Chce wiedzieć kim jesteś. -
powiedziała Sumi.
- To to sama odkryj… - wtrącił Kurai.
-
Taki mam zamiar … hmmm…. to mówiłeś, że ile jesteście
razem? - spytała kocia furra.
- Nie mówiłem, około 4 lat. -
odpowiedział Kurai.
- A to ciekawe…
- Na Nas już pora.
- powiedział Kurai, jednocześnie podając dłoń ukochanej,
pomagając jej tym samym wstać. A następnie oboje udali się do
wyjścia.
************
Neczanie
prawie weszli do pokoju Kurai’a, kiedy w korytarzu łączącym dwa
pokoje pojawiła się nagle Sumi mówiąc bardzo stanowczo i z
zaciekawieniem:
- Chce informacji.
- A my chcemy odpocząć.
- odpowiedział chłodno Kurai, jednocześnie wpuszczając ukochaną
do swojego pokoju.
- EJ! Jak mam się dowiedzieć KIM ONA jest
potrzebuje kilku odpowiedzi na pytania … - krzyknęła Sumi, a
następnie dodała: - Albo Ty mi ich udzielisz albo wyciągnę to z
niej siłą.
- Nie tkniesz jej. - odpowiedział twardo Kurai z
elektryzującymi się pięściami.
- Być może… -
odpowiedziała Sumi, uważnie obserwując neczanina, a następnie
dodała: - Daj mi odpowiedzi na kilka pytań! Daj mi jakieś punkty
zaczepienia!
- Poczekaj tu. - powiedział chłodno Kurai, po
czym wszedł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.
-
Kurai…
- Nie martw się … poradzę sobie … - odpowiedział
neczanin, a po chwili otwierając dwie niskie szafki, dodał: - Jak
nie chcesz używać ręczników i piżamy z torby, to tutaj są
ręczniki, a tutaj są jakieś moje koszulki, możesz sobie wziąć
co co chcesz.
- Dzięki…
- Jak masz ochotę to idź się
wykąpać, a ja z nią w tym czasie pogadam.
- Spoczko…
Po
tych słowach Kurai wyszedł z pokoju, zamknął drzwi i zaczął
rozmawiać z gospodynią.
- Streszczaj się. - powiedział
Twardo Kurai.
- Ona nie kocha Cię od 4 lat… -powiedziała
Sumi.
- Dobra to nie ma sensu.
- Czekaj, Jej dusza i oczy
kochają Cię znacznie dłużej niż 4 lata… Zakochała się w
Tobie od pierwszego spojrzenia w oczy, ale nie 4 lata temu tylko z 8
…
- Pamiętał bym to …
- Ma tak wyjątkowe oczy …
że trudno je zapomnieć … Ale nawet przy zwykłych oczach
spojrzenie trwające 30s starczy, równie dobrze mogłeś ją widzieć
przelotem, równie dobrze mogłeś zobaczyć ja w tłumie, a równie
dobrze mogłeś świadomie w nie spojrzeć.
- Taaa…
- No
chyba, że przeleciałeś nie letnia? To by miało sens, trzy lata
różnicy tak? Przeleciałeś ją jako dziecko i dlatego teraz z Nią
jesteś?
- Nie pierdol głupot, wtedy nie sypiałem z tyle
młodszymi, a dodatkowo to był okres kiedy miałem, ważniejsze
sprawy na głowie niż zaliczanie panienek...
- Tak mówisz …To
co niby było ważniejsze? Gdzie byłeś kiedy miałeś 15-16 lat?
-
Różne rzeczy…. A bywałem w różnych miejscach od Zekeren przez
Nekorii po Artyduteles.
- Artyduteles? Ta planeta speluna gdzie
chce się zniknąć, a prawo nie istnieje? To umacnia moja teorie,
zachlany przeleciałeś nieletnia!
- Słuchaj, upadłem nisko,
byłem nawet na dnie dna, ale nigdy nie upadłem aż tak nisko, aby
odwalać takie rzeczy. Z reszta w pijanych, naćpanych czy odurzonych
oczach nie da się zakochać, i to działa w obie strony...
-
Masz racje, no proszę jednak coś pamiętasz.
- Pamiętam
więcej niż myślisz… Po za tym uważasz, że Ona mogłaby
mieszkać w tej spelunie?
- Fakt, za ładna na tą spelunę i za
głu … Jak ją oficjalnie poznaliście?
- Volaure poznał Ją
na Turnieju Walk Smoków, a ja Ją i Jej rodzeństwo poznałem
podczas misji doprowadzenia ich przez oblicze królowej.
- A
ten durny układ, że niby Cię ułaskawi w zamian za doprowadzenie
kogoś tam, to byli Oni?
- Taaa …
- Zawsze mogłeś tutaj
mieszkać i nie miałaby mocy aby zrobić wyrok, nie musiałeś w
chodzić z nią w głupie układy. Trzeba było się słuchać mnie i
moich zasad. Zresztą aż dziwne, że zakochała się w TOBIE od
pierwszego wejrzenia, przecież w te oczy nie da się patrzeć. I
jeszcze jest strasznie potulna, równie dobrze mógłbyś jej kazać
być ze sobą i by to zrobiła. A może to tylko swego rodzaju
trofeum?
- Nie kreci mnie coś takiego. Śmiało, zajrzyj mi w
oczy.
- O nie nie! Koszmary nie są tego warte, chociaż Ona
„była w Twojej głowie” a przynajmniej tak uważa, że była…
- Co masz na myśli?
- Widziałam u niej wspomnienie,
KTÓRE BRUTALNIE MI PRZERWAŁEŚ, że była w Twoim umyśle i tam Cię
szukała. Jednak przewija się też tam ta menda Miryoku, jak i w tym
wspomnieniu czuć nadal jej energię, więc zapewne była w jej
wyrafinowanej wizji, która przedstawiała Twój konflikt z
siostrami. Gdyby naprawdę była w Twoim umyśle, nie przeżyłaby
tego.
- Coś kojarzę, że kiedyś obudziłem się i w pokoju
była Miryoku, Rina i jej rodzeństwo. A wtedy miałem sen jak kłócę
się z siostrami.
- To tym bardziej mam rację. Nie widziałam
wszystkiego, ale to co widziałam idealnie pokazuje to jak Miryoku
umie manipulować faktami. - odpowiedziała Sumi, a po chwili dodała:
- Nie zdziwię się, jak wmówiła im, że tak mogą Cię uratować
czy inne bzdety i wpuściła ją do jakieś psełdowizji Twojego
umysłu, tylko po to aby zobaczyć jak się zachowają i zebrać
jakieś informacje dla Królowej. Ot słabe punkty...
- Fakt,
królowa potem dużo o nich wiedziała.
- Menda Miryoku, za tym
stoi, ale co by nie mówić jako manipulantka i szpieg się spisuje,
chociaż czasem odwala różne dodatkowe akcje aby „jej ufano”.
To zawsze można zrobić dużo lepiej i bardziej złośliwie.
-
Taaaa… w Twoim stylu..
- A i OWSZEM! Dużo przyjemniej i
zabawniej.
************
Jest
już wieczór, gwiazdy święcą wysoko na niebie. W oddali widać
wiele obozowisk, jak i unoszą się jeszcze krzyki i zapach krwi,
oraz rozkładających się ciał
poległych. To był długi dzień pełen śmierci i tak naprawdę
nowego początku. Hachi i Otachi zasiadają na swoim ulubionym dachu
popijając jakieś ciepłe napitki.
- Bro zdecydowanie
uwielbiasz to miejsce. - powiedział Hachi.
- Taaaa… tutaj
zawsze fantastycznie wiele i uwielbiam to uczucie. - odpowiedział
Otachi z uśmiechem, a następnie spytał: - Ostatnio dziwnie się
zachowujesz Bro … W sumie odkąd pożegnaliśmy Taakat i Jego
oddział... Co odwaliłeś, że trafiłeś do karceru?
- Heh …
Pobiłem się z Moyoshim i Jego ego tego nie wytrzymało…
-
Grubo…
- Noo… ale na szczęście Rudy nie miał czasu na
pogaduszki, a Kurai’a interesowało tylko czy dostał zasłużenie.
-
I tak myślę, że jeszcze będą chcieli to wyjaśnić… o ile będą
pamiętać po powrocie Kurai’a…
- Bro, będą pamiętać …
Obaj są turbo pamiętliwi i przyznam, że boje się tej rozmowy…
-
Myślisz, że staną po stronie Moyoshiego?
- Taaa… w końcu
to oficer i jakby nie patrzeć kumpel Rudego….
- Niby ta, ale
Bro nasz kapitan, też nie da Cię udupić bez podstaw…
- I
tak będzie to zajebiście ciężka rozmowa…
- W to nie wątpię
Ziom, a co blondaś odwalił?
- Od czego by tu zacząć, Bro
nawrzeszczał i groził Diune, spoliczkował Rinę i zerwał z Diuna
niby z Jej winy …. A zaczęło się od tego, że On pierwszy
zdradził Diuną i to nie raz czy dwa tylko notorycznie, już nie
mówiąc że przylizał się z Kiazu, ale no odwalał srogie numery
za plecami Diuny, a kiedy Ona zrobiła podobnie to już rzucił się
na nią i zaczął jej grozić…
- O Kiazu to wiem, sławienia
gra w butelkę dla zabawy, a skąd wiesz o reszcie Bro?
-
Widziałem, słyszałem rozmowy… Moyoshi ma sporo za uszami, a mi
Bro w końcu się ulało, rozmowa nie pomogła to dostał raz i
drugi… iii… w odwecie wylądowałem w karcerze…
- Aha, to
tłumaczy te Twoje „kiblowe wizyty” i to Bro ze teraz możesz
mieć przesrane…
- Dobrze powiedziane Bro, ale było warto
obronić siostry. Nawet jak wyjdzie na Jego… to i tak się już nie
odważy … - odpowiedział Hachi szczerząc kły.
- A to
zdecydowanie… chociaż chyba Diuna nie zdaje sobie z tego sprawy
-
I nie musi, to popsuło by mi wizerunek starszego brata, co tylko
dogryza i się czepia… i sam jeszcze dowala - odpowiedział Hachi
uśmiechem, a następnie dodał: - Skoro
już tym mowa, mam nadzieje, że Kiazu nie pójdzie pierwsza pod
prysznic.
- Bro załatwione, że Diuna dzisiaj tam sama jest. -
odpowiedział Otachi uśmiechem, a następnie dodał: - Ten numer
jak wypali to będzie złoto.
- Oj tak…
- Moyoshiemu tez
co wytniemy, i mam już nawet pomysł co!
- Oho, słucham
uważnie Bro.
************
Kurai
wszedł do swojego pokoju, przeszedł przez niego, zabrał papierosy
leżące na stoliku, wyjął z paczki papierosa i zapalniczkę.
Następnie udał się pod wyjście na balkon, gdzie przypalił
papierosa, schował ponownie zapalniczkę do paczki i rzucił ją na
stół. Tym razem stoi oparty tyłem o barierkę tarasu i spokojnie
pali papierosa. Neczanin stoi skryty w mroku, za granicą światła
padającego z pokoju, a jednocześnie obserwuje swój pokój. Po
dłuższej chwili z łazienki do pokoju weszła Rina, ma na sobie
jedynie jakiś lekko rozciągnięty czarny t-shirt, przez to widać
Jej prawie ramie. Zaraz po wyjściu dziewczyna założyła na siebie
pomarańczową bluzę, która sięga jej prawie do kolan. Neczanka
rozejrzała się i za oknem zobaczyła delikatny czerwony punkt i
zaczęła iść w Jego stronę. Nagle czerwony punkt spadł na ziemie
i zgasł.
- Wszystko ok? - spytała niepewnie Rina, stojąca w
progu pokoju.
- Teraz już tak… - odpowiedział chłodno Kurai
podchodząc do ukochanej a następnie przesuwając ją do środka i
zamykając szklane drzwi za sobą.
Następnie neczanin zasłonił
okna. W tym samym czasie Rina podeszła do wysokiej zabudowy pod
schodami i spytała:
- Kurai … co to jest to czarne tam
wysoko?
- Które? - spytał neczanin podchodząc bliżej.
-
O to tam. - powiedziała neczanka pokazując palcem.
Kurai,
praktycznie bez trudu dostał do wskazanej rzeczy i zdjął ją. Jest
to czarny kot o trzech ogonach, pięciu oczach, w tym czterech,
symetrycznie po dwa po obu stronach nosa, które są różowo
fioletowo niebieskie i jednym pośrodku głowy, które jest złote.
Dodatkowo ta maskotka ma czarne skrzydła.
- To pluszak
Fakateevolo, mistycznego stworzenie z Desdemos. - powiedział Kurai,
wręczając kota ukochanej.
- Jest uroczy… i ma Twoje oczy…
- zauważyła Rina, oglądając maskotkę z bliska.
- Tak, ma…
To stworzenie według legend, ma taką zdolność że przejmują
kolor oczu „pierwszej żywej istoty którą zobaczą”. Na
Desdemos zadbali aby maskotki miały identyczną zdolność.
-
Na swój sposób to uroczę i pozwala się bardziej przywiązać…
- Taaa, jak chcesz to możesz go wziąć.
- Naprawdę? -
spytała zaskoczona Rina z nutką uradowania i błyszczącymi
oczami.
- Tak, nie jestem do niego przywiązany, a skoro Ci się
podoba to możesz go zabrać.
- Dziękuję. - odpowiedziała
dziewczyna, mocno przytulając ukochanego.
Kurai nic jej nie
odpowiedział jedynie delikatnie naelektryzował maskotkę. Kiedy
szybkie wyładowanie zniknęło to Rina wtuliła się w nią i
zaskoczona powiedziała:
- Teraz pachnie burzą.
- Tak,
będzie bardziej „jak ja”. - odpowiedział Kurai.
- Awww…
dziękuje. - odpowiedziała Rina z promiennym uśmiechem, a następnie
spytała: - Hmm… Mówiłeś, że nie masz mocy
- Nie mam,
obecnie mogę robić niewielkie wyładowania, które nie są wstanie
nikogo skrzywdzić… takie „straszaki”, ale tyle potrafi
wystarczyć aby czasem odpuściła...
- Rozumiem… a tak z
innej beczki to zastanawia mnie ta dziwna fiolka, której użyli do
przywołania Nyxany – odpowiedziała spokojnie Rina, wtulając się
w pluszaka, a po chwili dodała: - Wiesz może co to za fiolka była,
co przeszywali ją strzałą?
- To była fiolka z mroczną
energią chaosu.
- Myślisz … myślisz, że mieli ją od
Volaure? - spytała z nutą przerażenia w głosie Rina.
-
Wątpię, tam ta strona raczej nie wie ze Zekeren jeszcze istnieje,
no chyba, że Volaure zrobił coś głupiego… w sumie nawet jeśli
wiedzą o Zekeren to prędzej mają inne źródło tej mocy
- O
ok … pewnie masz racje
- Zresztą coś mi nie pasowało w tej
fiolce…
- Co takiego?
- Jak dobrze pamiętam czysta
mroczna energia chaosu jest czarno-fioletowo-złota i ma fioletową
poświatę, a jestem przekonany, że ta fiolka miała zielony
blask.
- Hmm… co to może oznaczać?
- Niestety nie wiem,
nie widziałem takiej jeszcze.
- Hmm…. To w sumie mamy
zagadkę… nagrałam to...może nagranie powie nam więcej?
Następnie
neczanka poszła do swojej torby i wyjęła z niej telefon, w tym
momencie okazało się, że jest rozładowany.
- Dziwne,
powinien mieć jeszcze baterie … - powiedziała Rina próbując go
włączyć, jednak telefon nie reagował.
- W chwili ataku
Nyxany miałaś go w ręku czy w torbie?
- Hmm… w ręku,
kończyłam nagranie i zostawiłam na wysyłaniu i wróciłam go do
torby.
W tym momencie Kurai przejął Jej telefon do ręki i
wywołał delikatne wylądowanie, które spowodowało, że telefon
załapał i okazało się, że działa i ma dużo baterii.
-
Wybuch sprawił, że się zaciął. Mogę odpalić nagranie?
-
Tak, tak śmiało...
Nagle zaczęło przychodzić masę
powiadomień. Jednak neczanin je z ignorował tylko odpalił
nagranie, które potwierdziło, że fiolka z mroczną energią chaosu
miewała zieloną poświatę, której tam nie powinno być.
-Zobacz…
to zła energia chaosu, z zieloną poświatą której nie powinno
tam być przy mrocznej energii tego typu. - powiedział Kurai
przybliżając ujęcie na fiolkę.
- Hmm… może jest czymś
zanieczyszczona?
- To możliwe. Raczej jakby mieli czysto po
swojej stronie kogoś z mroczną energią chaosu, raczej już byśmy
o tym wiedzieli. Ale co by nie mówić, ktoś ewidentnie chciał aby
Nyxana powróciła.
- A to nie wróży niczego dobrego…
dodatkowo obawiam się, że rada stwierdzi, że to Volaure….
-
Nie sądzę aby wiedzieli jaką mocą włada, nie chwali się tym i
raczej nie używał mocy przy nich. Jednocześnie nie zdziwię się,
jak Sansha próbuje go w to wrobić, nie wiedząc jaką mocą włada,
tylko dla tego, że pochodzi z Zekeren...
************
Nad
lasem noc rozlewa czarną toń, jedynie jasny srebrzysty księżyc w
pełni, próbuje oświetlić okolicę pokazując drogę.
Wkrótce pod starym, wysokim i masywnym drzewem zapaliło się
iskrzące ognisko. Pośród
tańczących płomieni, w jego popiołach widać jakieś dziwne
twarze.
Jednocześnie wiat zaczął delikatnie wiać, ale zamiast szumu i
szelestu liści słychać bardziej
ciche szepty. Przed ogniskiem stoi nie wysoka furra kota o zielonym
futrze w różowe paski jak u tygrysa. Ubrana jest w luźna kremową
suknie do ziemi i bose stopy. Jej ciemno fioletowe, długie włosy
delikatnie unoszą się n wietrze, natomiast jej bystre niebieskie
oczy świecą jaskrawym blaskiem, jednocześnie widać w nich mrok.
Te oczy wyglądają tak jakby wiedziały wszystko co dobre i co złe.
Kobieta również coś szepcze, ma się wrażenie, że wręcz
rozmawia z szeptami z mroku. Jednocześnie pod wielkim dębem zaczęły
krążyć czarne
duże ptaszyska. Szepty chociaż nadal są nie wyraźne to stają się
coraz głośniejsze. Głosy są tak intensywne i melodyjne jakby
śpiewały jakaś pradawną pieśń,a cienie na ognisku coraz
intensywniej tańczą. W koło pojawiła się niespotykana delikatnie
fioletowa mgła, o świetlistych punktach które momentami migoczą
jak miony gwiazd. Nagle jednocześnie zgasło ognisko i ucichły
wszelkie szepty. Po chwili kobieta podeszła do resztek paleniska i
wyjęła z niego metalową kulkę, uśmiechnęła się zadziornie i
odeszła, pozostawiając za sobą wyraźny ślad płowego dymu, o
bladym fioletowym zabarwieniu.
************
Nastał
już ranek, który widać nawet przez okna na Zekeren. Mimo tak
wczesnej pory książę, znajdujący się w swojej komnacie nad areną
walk, kończy się już ubierać. Ma już założone granatowe
jeansy, i właśnie zakłada czarną koszulkę z jakimś zespołem
heavy metalowym.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-
Wejść! - odpowiedział Książę.
W tym momencie do
pomieszczania wszedł Skauti, który wchodząc powiedział:
- No
hej…
- Siema, siema wbijaj...
- Ooooo a to nowość …
Zwykle jak przychodzę to jesteś jeszcze w łóżku o tej porze… -
powiedział mile zaskoczony Skauti stojący nieopodal wejścia do
pokoju, z podkładką na której są różne dokumenty, a po chwili
dodał: - Jakieś niespodziewane zebranie rady, że ogarniasz się
tak wcześnie?
- Nie nie, i jak coś przez najbliższe parę
godzin nie jestem dostępny dla rady ani dla nikogo.
- A jak
będą dopytywać?
- Możesz im powiedzieć, że mam bardzo
ważne sprawy do załatwienia, a potem sam będę się tłumaczył.
-
Jak sobie życzysz, a gdzie idziesz w takim układzie?
-
Zostałem zaproszony, przez „Mamushkę” na śniadanie.
-
Mamushkę? W sensie przez starszą kochankę czy Matkę? W sumie to
nie wiedziałem, że masz rodziców.
- Nie mam rodziców, ich
zresztą praktycznie mało co znałem, a to moja „przyszywana
matka”. Ona opiekowała się sporadycznie mną i moim Bratem i
mowie do Niej „Mamushka” …
- Rozumiem, mogę ją poznać i
iść z Tobą?
- To nie jest dobry pomysł aby Cię poznawała
ani innych moich znajomych, to nie jest osoba, którą bezpiecznie
poznać.
- Co masz na myśli?
- Hmmm… Słyszałeś o
Sumi?
- Taak, o Niej to chyba każdy słyszał. To niebezpieczna
i kapryśna kapłanka chaosu… nikt o zdrowych zmysłach do niej nie
chodzi, słyszałem, że nawet jak bardzo potrzebują jej pomocy to i
tak to ostateczność. Chyba na każdej planecie jest jakaś pogłoska
jak bardzo niebezpieczna jest i jak się kończy obcowanie z nią.
-
Taa … cała Mamushka
- ZARAZ! - ożywił się Skauti, a
następnie z przerażeniem dodał: - Chcesz mi powiedzieć, że Twoją
przyszywaną matką jest Sumi!?
- Tak, a o co chodzi?
Na te
słowa Skauti pobladł i aż usiadł z wrażenia i widać że zrobiło
mu się gorąco, z przerażenia i ciężko mu się oddychało.
-
No to już wiesz czemu nie chce Cię zabrać. - powiedział spokojnie
książę, wręczając towarzyszowi szklankę zimnej wody.
- Yhy
… - odpowiedział Skauti, a następnie duszkiem wypił zimną wodę
i powiedział: - I już nie chce jechać… Nie boisz się Jej?
-
Nie, i nie masz się co martwić o mnie. Tylko nie mów radzie, o tym
ani o tym gdzie wybywam.
- Tak jest…. I … i jestem w
szoku, że tak jest… w sensie, że to Twoja „Matka”
- Jak
widać, tylko Ona była wstanie mnie wychować. - odpowiedział
Volaure mrugając okiem.
- Nie jesteś aż taki zły …. -
powiedział cicho Skauti, a po chwili na głos dodał: - Volaure
dawno się z Nią widziałeś po raz ostatni?
- Nie licząc
wczoraj to będzie kolo 8-9 lat? W każdym razie dawno … Dobra
Skauti, ja lecę. Jak będzie coś bardzo ważnego to dzwoń. -
powiedział Volaure, zabierając wojskowy plecak i idąc do wyjścia
z pokoju.
- Tak jest … - odpowiedział pokornie Skauti
************
Złociste
słońce oświetla duży prostokątny taras. Są na nim drążki, dwa
drewniane leżaki. Teraz widać też piękne białe kafelki jak i
szklane barierki z drewnianą poręczą. Na tym tarasie znajdują się
Volaure, który pali i jest przodem do barierki oraz Kurai, stojący
od strony swojego pokoju i stoi oparty tyłem o barierkę. Między
nimi leży również wojskowy plecak.
- Trzymaj telefon, bo jego
brak jest wkurwiający. - powiedział Volaure.
- Taaa ... -
odpowiedział chłodno Kurai, a następnie spytał: - Widziałeś
nagrania z wczoraj?
- Tak, oglądałem na bieżąco, a przed
jednym przeszły mnie ciarki i to moje „przeczucie” za nim je w
ogóle dostałem. - odpowiedział Volaure, a następnie dodał: -
Ciekawe, że naraziłeś ją na taki widok…
- Sądziłem, że
smok da radę…
- Była wzmocniona, plus jako w połowie
„czarny” anioł nie do końca panujesz nad przemianą w smoka…
Zresztą na moje oko, a mam dobre oko do wojowników, to bez tej
przemiany jesteś dużo silniejszy i stanowisz znacznie większe
wyzwanie dla przeciwników. - odpowiedział książę, a następnie
po dosłownie chwili namysłu z minął jak by go olśniło, dodał:
- Chodziło o zasięg i szybkość, smok znacznie szybciej mógł
postawić tarczę, a przez rozmiar ta tarcza była grubsza i przede
wszystkim zdecydowanie większa. Dzięki temu mogłeś ochronić całą
swoją drużynę, a nie wypierać stronę którą będziesz
bronić...
- Rozgryzłeś mnie – odpowiedział spokojnie
Kurai, a następnie spytał: - Co do wzmocnienia to ta mroczna i zła
energia chaosu ładnie Ją wzmocniła … Ta energia była Twoja?
-
Nie, nie moja … ale rozumiem dlaczego zadałeś to pytanie. Sam
przez chwilę zastanawiałem się skąd mogli by mieć moją energię,
ale jak się przyjrzałem to już byłem pewny, że to nie moja
energia... Hmm… Widziałeś tą zieloną aurę?
- Taaa … i
nie mam pojęcia co to…
- Przyznaję, że ja też nie mam
pojęcia. Chociaż mam wrażenie jakby ta energie była jednocześnie
znajoma i obca… Mam wrażenie, że ją znam a jednocześnie jej
tajemniczy blask nic mi nie mówi…
- Rada wie jaką mocą
władasz?
- Na moje szczęście nie wiedzą, tam w radzie jest
już wystarczający sajgon i to bez tego.
W tym momencie z
pokoju wyszła zaspana Rina, tuląca czarnego pluszaka.
-
Siemasz Aniołku . - powiedział radośnie Volaure gasząc papierosa
i podchodząc do neczanki, którą przytulił na powitanie, a kiedy
ta poszła przytulić się do ukochanego, to władca z uśmiechem
powiedział: - Widzę, że komuś spodobał się Fakateevolo.
-
Tak – odpowiedziała nieśmiało Rina.
Nagle na tarasie
pojawiła się również Sumi na swojej chmurce, w którą wtula się
jak w wygodny fotel.
- Wreszcie ile można na Was czekać. -
powiedziała Sumi.
- Oj tam Mamushka jest jeszcze czas, może
nawet Brat da się wyciągnąć na „spacer przed śniadaniem” –
odpowiedział Volaure mrugając okiem.
- O tej godzinie już
dawno powinniście być trasie, a nie dopiero ją zaczynać -
odpowiedziała Sumi.
- E tam, wyrobimy się… - powiedział
Volaure tyłem wskakując na barierkę, a następnie przechylił się
do tyłu tak aby spaść do lasu znajdującego się pod tarasem.
Spadając krzyknął: - Brat no chodź!
Na te słowa Kurai,
założył kaptur od bluzy Rinie na głowę i spokojnie powiedział:
-
Postaraj się nie brać jej słów do siebie ….
A następnie
neczenanin odbił się od drążka, na którym siedział poprzedniego
wieczora, i po odbiciu wskoczył na barierkę, odwrócił się
przodem do tarasu, po czym bez zawahania, również tyłem skoczył
za księciem Zekeren. W tym momencie panie zostały same. Rina
opatulona bluzą usiadła na ziemi opierając się o drążek, z
którego wybijał się elektryczny neczanin. Mając jednocześnie
pluszaka na kolanach i ogarnia telefon.
- Nie masz kiedy bawić
się telefonem? - Spytała z pogardą w głosie Sumi.
-
Przepraszam, odpisuje rodzeństwu. - odpowiedziała pokornie Rina a
następnie po odpisaniu schowała telefon do kieszeni, a po chwili
spytała: - Gdzie poszli na spacer?
- Tak pieszczotliwie
nazywają tor szkoleniowy, z tego co „widzę” to szybko powinni
wrócić. Ty za to nie przetrwałą byś tam nawet sekundy, a
koszmary żyjące tam rozsadziły by Ci mózg. Muszę przyznać, że
to mógłby być ciekawy widok.
- No nie wiem...
- Ale ja
wiem, eksplozja mózgu jest ciekawym widokiem i chętnie rozwaliłabym
Twój mózg. Tak nawiasem sama zabrałaś tego Fakateevolo, czy sam
Ci dał? -spytała Sumi patrząc z ukosa.
- Dostałam go …
-
Heh…. Nie dość, że bluza to jeszcze to … powariowali…
-
Przepraszam, nie rozumiem …
- Ty akurat dużo nie wiesz i nie
rozumiesz i nie pojmuję jak mogą zadawać się z kimś takim … -
odpowiedziała pogardliwie Sumi, a następnie dodała: - Bluza i ten
pluszak zrobione są jeequmsastier i pewnie tego też nie wiesz, ale
to jedyny materiał na świecie który broni przed energią chaosu i
zapewnia ochronę.
- Czyli dbają o mnie ...
- Nie, raczej
robią mi na złość bo nie chcą abym się zabawiła … Ci dwaj
skrywają w sobie więcej mroku niż myślisz. - powiedziała Sumi,
unosząc się nieopodal neczanki, ale wystarczająco daleko aby nic
Jej nie zrobić.
-
Zdaję sobie z tego sprawę, że obaj są mroczni… - odpowiedziała
pokornie Rina.
- Oh naprawdę? A widziałaś Volaure który nie
używa aury podczas walki, a mocy która włada?
- No niee…
-
A wiesz czemu jest tak mało istot które władają
elektrycznością?
- Niestety nie wiem ...
- To nic nie
wiesz o mroku w ich duszach i tym jak dużo zła w nich mieszka.
-
Za przeproszeniem … co ma do mroku ma elektryczna moc?
- A co
ja Twoja encyklopedia? Rany nie sądziłam że zwiąże się z kimś
tak niedouczonym... Eh ... moc elektryczna jest swego rodzaju
pochodna mocy chaosu, trzeba mieć naprawdę mroczna duszę aby
urodzić się z taka mocą, mroczniejsza jest tylko czysta energia
chaosu. Co prawda można ja "odziedziczyć po rodzicu" ale
bez mrocznej duszy dziecko nie przeżyje rodząc się czy z
elektryczną mocą czy z mocą chaosu. A dusze tych dwóch są tak
mroczne jak to tylko możliwe, a nawet bardziej, a koszmary jakie się
w nich kryją nie jednego by już dawno złamały.
- Rozumiem...
to dlatego nie chcesz im czytać z oczu…
- Jeszcze mnie nie
popierdoliło aby odczytywać ich dusze... Sama mam mroczną duszę,
ale nie chce mieć do czynienia z tym co skrywają ich dusze…
Jednak dalej mnie dziwi, że Twoja dusza zakochała się w jednym z
nich... A wręcz nie wierzę że ich dusze coś czują do Ciebie,
mimo ze widzę jak Cie traktują. Dlatego za nim wyjedziecie zrobię
wam test.
- Jaki test?
-
Dowiesz się w swoim czasie, tak jak i tego, ze nie masz czego szukać
w ich sercach, są zimne jak lód i nie sądzę abyś naprawdę była
dla nich ważna.
- Skoro tak mówisz … - odpowiedziała
pokornie Rina, a następnie spytała: - Jesteś eksperta od chaosu
prawda? Czy mogę mieć pytanie?
- Pytaj, Twój poziom
niedoinformowania i nie wiedzy już i tak jest bardzo nisko…
-
Em … bo widziałam fiolkę z energią chaosu i zastanawiam się
jaka to była energia? Ona...
- Nie mogę czytać w Twoich
oczach, musisz mi powiedzieć jak wyglądała. - wtrąciła Sumi, nie
dając skończyć wcześniejszej wypowiedzi.
- Tak, przepraszam
od tego powinnam zacząć … Energia w fiolce we wspaniały sposób
mieniła się na czarno fioletowo i złoto, iskrzyła i patrząc na
nią miałam wrażenie, że jest żywa, dodatkowo błyszczała
zielonym blaskiem i była niespowicie piękna…
-
To proste, to była mroczna energia chaosu, a jak mam być konkretna
to mroczna energia chaosu o zabawieniu dobrej energii. Takie poświaty
powstają kiedy ktoś jest „dwu mocowy” bo nie da się rozdzielić
tych energii tak samo tutaj nie da się rozdzielić dobrej i złej
czy tam mrocznej energii chaosu.
- Rozumiem, dziękuję za to
to uczące… - powiedziała spokojnie i pokornie Rina.
- Zdaje
się, że wiem o jakiej fiolce mówisz. Tej na polu bitwy przy rowie?
Na pewno o Niej mówisz. To była moja energia chaosu, tylko
potrzebowali tej mrocznej, z premedytacją dałam swoją cząstkę
mrocznego chaosu aby Chifuin mógł otworzyć portal z jak jej tam
było? A z Nyxaną.
- Dla… dlaczego?
- Bo nudna ta
wojna, a tak będzie ciekawiej. - odpowiedziała dumnie Sumi, a
następnie dodała: - A energia chaosu zwłaszcza ta mroczna, plus
niestabilny świat pełen anomalii to idealny plac zabaw dla
rytuałów, które normalnie nic by nie dały i potrafią urozmaicić
losy istot.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz