wtorek, 22 września 2026

EPIZOD 295

 

„ ... przed wyruszeniem w drogę należy ...”


Minęło trochę czasu, dziewczyny dalej bawią się w sesje zdjęciową. Z dala od nich Hachi i Otachi rozmawiają przez video chat z Hyacin. Panowie przy tym dość mocno śmieszkują i widać, że dobrze się bawią.
- Robiliście wczoraj raida czy afkowaliście w krzakach? - spytała Hyacin.
- Robiliśmy. - odpowiedzieli zgodnie bracia a następnie Hachi dodał: - Tylko mnie boss zdelete’ował zanim zdążyłem alt+taba zamknąć…
- Halo jak można umrzeć na pierwszej fazie? Przecież teraz to nawet nie był boss, tylko tutorialowy miniboss na otwarcie sezonu. - odpowiedziała Hyacin.
- Nie no, bo healer był jakiś sus… - odpowiedział Hachi.
- Bro… W sumie to healer pisał na czacie, że „zaraz, mama woła na obiad”, a że poszliśmy i tak go lać to jest jak jest. - dodał Otachi szczerząc kły.
- Tak to jest jak jesteście nubami i chcecie udawać prosów. - odpowiedziała Hyacin.
- Jasne, jasne … mamy więcej godzin w tej grze niż Ty. - odpowiedział Otachi.
- Haaaloo, ja mam 300h w tej grze. - odpowiedziała Hyacin.
- 300h w menu się nie liczy. - odpowiedział Hachi, z uśmiechem godnym chochlika.
W międzyczasie Kronos i Kurai wylądowali na polanie.
- Dobra ja idem i zostawiam Was samych. - powiedział nagle Hachi.
- Co jednak moje 300h Cię przytłoczyło i nie wytrzymałeś? - spytała Hyacin.
- Hahaha … tak dokładnie… narka. - odpowiedział Hachi odchodząc.
- A temu co się stało, że się zmył? - spytała Hyacin.
- Ma do pogadania z dowódcą. - odpowiedział Otachi.
- Wojskowe sprawy, to nie wnikam … nie chce nic o tym wiedzieć.
- Hmm… jedno w sumie musisz. Przez jakiś czas będę poza zasięgiem i telefonem.
- Oooo tym razem to wiesz wcześniej? Dobrze wiedzieć to odezwij się jak wrócisz.
- Luz.
- Robicie raida dzisiaj albo jutro rano?
- Tego rano możemy zrobić, ale Ty grasz healerem
- Nie ma opcji, nie będę niańczyć Waszego HP!
- To co znów random i liczenie, że nie będzie „mama woła na śniadanie”?
- Hehehe…. Jakąś tradycje trzeba mieć.
- Fakt. - odpowiedział Otachi z uśmiechem.



************


Elektryczny neczanin przed chwilą zsiadł z swojego smoka i zaczął go głaskać. Po chwili podszedł do niego Hachi pytając:
- Ziom możemy pogadać?
- No, co chcesz? - odpowiedział chłodno Kurai.
- Bez urazy, ale chciałbym na osobności.
Na te słowa
czarny smok odszedł i zostawił neczanom dużo przestrzeni do rozmowy.
- To o czym chcesz pogadać? - spytał Kurai.
- To rozległy temat ziom, ale Moyoshi od jakiegoś czasu zrobił się jakiś irytujący aby nie powiedzieć, że wkurwiający …
- Bo wrzucił Cię do karceru?
- Nie… To było bo nie umiał sobie inaczej poradzić...
- Za co tak naprawdę wrzucił Cię do karceru?
- Bo obroniłem przed nim siostry i obiłem mu mordę … - odpowiedział Hachi.
Kurai nic nie odpowiedział tylko patrzył mu prosto w oczy. Po chwili Hachi kontynuował: - Dobra Ziom opowiem więcej. Stary zacznijmy od tego, że Moyoshi to hipokryta, który sypiał z innymi za plecami Diuny i nawet jak go raz i drugi przyłapała to nie widział w tym problemu …
- Emm… przepraszam mogę Wam przeszkodzić? - wtrąciła nagle Rina, stojąca nieopodal Panów, ale jednocześnie na tyle daleko, że nie miałaby jak przysłuchiwać się rozmowie.
- Co potrzebujesz? - spytał Kurai.
- Przepraszam, że Wam przeszkadzam … mam nie typową prośbę, czy mogli byście mi dać swoje koszule? - spytała nieśmiało Rina.
Elektryczny neczanin bez słowa zdjął swoją i wręczył ją neczance, a zaskoczony Hachi spytał:
- Po co Ci aż dwie?
- Od Otachiego też wezmę … widzisz mamy pomysł na fajną fotkę dla Kiazu, ale nie chciałabym aby leżała … em… naga na ziemi …- odpowiedziała Rina.
- Oho, jakaś fajna fota dla Amisa? - spytał Hachi, wręc
zając swoją bluzę siostrze.
- Można tak powiedzieć… -
odpowiedziała Rina delikatnie się rumieniąc, po czym podziękowała obu i odeszła, udając się w kierunku Otachiego.
- Nie jesteś ciekaw tej fotki? - spytał Hachi.
- Nie… I co dalej z tym Moyoshim? - powiedział chłodno i twardo Kurai.
-A tak… no Ziom to potem Diuna CHYBA zeszła się z Stevenen, bo odwalili ciekawy numer… mniejsza… Stary ale wyszło Diuna wcześniej nie zerwała z poprzednim facetem… Moyoshi się wkurwił i tu obroniłem Diune przed nim… jednak koleś nie zrozumiał, że jednocześnie powiedziałem mu, że ma nie tykać żadnej z moich sióstr … iii.. uderzył jedna z nich, to ja sprałem jego, poniosło mnie fakt … a potem popisowo wtrącił mnie do karceru …. ale mordę to miał pięknie obitą … POTEM niby mieliśmy się dogadać i się dogadaliśmy, ale Jego zachowanie jest dziwne ziom… Ta nasza rozmowa była jakaś taka niby na luzie i spoko i dogadaliśmy się jak zawsze, ale no było coś mi nie grało w tej rozmowie… Ewidentnie z Nim coś jest nie tak i mu odwala, robi dziwne rzeczy, dużo mniej go widuje w towarzystwie Amisa, za to znacznie częściej można go spotkać przy Rudym jak i w radiostacji jak i przy porucznikach. Nie widziałem tego, ale wśród chłopaków chodzi plota, że Moyoshi pokłócił się o to z Amisem. Z reszta Rudemu też jakoś potężnie zalazł za skórę.
- Co masz na myśli?
- Dobra Ziom, ale nie wiesz tego bo nie chce mieć przejebane ale pamiętasz to nieszczęsne „ostre piwo” co poskładało Moyoshiego?
- To na grillu, co było żartem Twoim i Otachiego?
- Taaak… ale wkładkę do piwa dostaliśmy od Rudego.
- A to ciekawe…
- No nie? No Ziomek coś tam dużego odwala … co p
rawda oficjalnie to nasz żart, i mniejsza o to, ale no Stary nie idzie się z nim praktycznie dogadać… zresztą samo to co odwalili „przed grillem” już dużo mówi … i nie to wszystko to nie jest mój ból dupy, za karcer, mówię jak jest. W obozie można wiele posłuchać wśród szeregowców, i tak zdaje sobie sprawę, że nie wszystko jest prawdą to no sam mam wiele „ale” do typa ...
- W wolnej chwili pogadam o tym z Rudym. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał: - Co do Twojej opowieści to jedna z dwóch sióstr, która nie jest Diuną, to sama by go pozamiatała, więc ta druga siostra której oberwało się od Moyoshiego, to na pewno Rina… a Ty specjalnie nie mówisz która ...
- Taak, masz racje Ziom
- Chciałeś go bronic?
- Bardziej nie chciałem Cię zdenerwować Ziom… Koleś pozwala sobie na ba
rdzo dużo ale no za to już dostał po mordzie.
- Rozumiem.
- Właśnie co do jutra będziemy mieli jakąś mapę? - spytał Hachi.
- O ile mi wiadomo to nie, mamy iść na wyczucie i „doświadczenie”, że byliśmy już w lawowym pałacu.
- W sumie nie takie rzeczy już robiliśmy, podróżowanie bez mapy to będzie tylko jak spacerek we mgle. Mamy znaleźć punkt widokowy i skoczyć do siana aby mieć wizję?
- Twoje umiejętności są tym punktem i dadzą Nam wizję.
- Tak myślałem, że to powiesz… będzie zabawa! - odpowiedział całkiem entuzjastycznie Hachi, a po chwili z dużą nutą ciekawości spytał: - Swoją drogą, tam w wieży na tym Twoim wyzwaniu z Key'leanem to wszystko to co tam się działo to były jakieś Wasze wspomnienia?
- Wszystkie były tylko i wyłącznie moje…
- O ja pierdziele …i Ciebie to i tak nie ruszało! Jesteś przerażający Ziom … w sumie z Otachim rozpoznaliśmy jedna sytuację, tą brutalną z turnieju … Hmm… czej, a ta sytuacja, że jakiś Kub wysysał Wam energię życiową i był przy tym bardzo stanowczy. To był Volaure?
- Taaaa….
- Nie wiedziałem, że gustujesz też w facetach…
- Nie gustuję, jestem Jego ostatecznością, ale doskonale wie że tego nie lubię, stąd wyssanie energii życiowej…
- A już myślałem, że lubisz na bardzo ostro i stanowczo …
- Tego akurat nigdy się nie dowiesz jak lubię…
- Hmm… w sumie Ziom póki nie robisz krzywdy mojej siostrze to nie moja sprawa co tam lubisz a czego nie… - odpowiedział Hachi z uśmiechem i beztrosko zaplatając swoje dłonie na własnym karku, a następnie spytał: - Ziom gdzie byliście, po spotkaniu z Nyxaną? Rina nie wiele nam powiedziała… w sumie tylko, że byliście nad jakimś jeziorem i musieliście odpocząć po leczeniu, a Rudy jak lecieliście to obawiał się, że nie żyjesz.
- Byliśmy w bezpiecznym miejscu, i tak można powiedzieć, że nie żyłem.
- O rety, masakra… W sumie to tłumaczy czemu Volaure wiedział gdzie jesteście … wychodzi na to że Volaure i jego wskrzeszanie, było potrzebne i zapewne to stąd tyle tajemnic, aby gdzieś nie poszło za dużo informacji o tym … i tłumaczy też czemu Rina nie chce o tym rozmawiać...
- Trochę racji masz, ale nie do końca. W każdym razie Volaure też miał w tym swój udział.
- Ziom, opowiesz coś więcej?
Kurai nic nie odpowiedział, jedynie stał z rękami w kieszeniach i swoim klasycznym chłodnym spojrzeniem patrzył na towarzysza rozmowy.
- Luz Ziom, nie wnikam bardziej, kiedyś opowiecie Nam ba
rdziej. Dobrze, że oboje wróciliście cali i zdrowi. Jesteście wstanie iść jutro na misje?
- Tak, jest już ok. - odpowiedział chłodno Ku
rai.
- Stary jak to jest „umrzeć”?
- Jeśli czekasz na jakaś „magiczną opowieść” to tu jej nie ma. W tym przypadku … W jednej sekundzie czujesz nieopisany ból, adrenalinę wolę walki, a w kolejnej nie czujesz już totalnie nic, wszystko nagle zamiera i nie masz na to wpływu. Nawet nie jesteś do końca świadomy, że to Twój koniec. Taka sytuacja bardziej oddziałuje na innych wkoło, niż na Ciebie samego.
- Nie chciałbym tego przeżyć. - odpowiedział Hachi, a po chwili spytał: - A jak to jest ożyć?
- Nagle bierzesz głęboki oddech… serce wali Ci jakbyś miał dostać zawału… Masz wrażenie jakbyś obudził się z koszmaru, ciało pamięta co się działo tuż przed a jednocześnie jest bezczynne. I przez chwilę nie wiesz nic. Totalna dezorientacja. Dopiero po chwili docierają do Ciebie bodźce jak zapachy, obrazy itd. i dopiero wtedy wszystko się normuje. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Ani jedno ani drugie nie brzmi magicznie…
- Taa ….


************


Neczanskie rodzeństwo wraz z Kurai’em oraz Kronosem wrócili do obozu, który mocno szykuję się już na noc i na same nocne warty. Te z kolei po ostatnich wydarzeniach są liczniejsze i odejmują nie tylko teren obozu stałego. Nasz oddział sprawnie i gładko wrócił do swoich pokoi, bez jakiś większych kontroli. Dziewczyny dość szybko padły, za to ich bracia długo nie mogli zasnąć, więc postanowili trochę powłóczyć się po obozie. Podczas szwendania się natrafili zarówno na innych szeregowców pełniących wartę, jak i na dwóch rozmawiających poruczników, stosunkowo na uboczu, jak i kogoś wychodzącego z części budynków na uboczu.
- Ty zobacz, albo kolejny patrol, albo ktoś skończył karę. - rzucił Hachi.
- Bro podejrzewam, że to drugie – odpowiedział Otachi, a po chwili dodał: - Zwłaszcza, że to chyba był oficer?
- W sumie to też mi się wydawało, że to był ktoś w ofice
rskim mundurze.
Nagle telefon Otachiego zawirował telefon. Wietrzny neczanin zajrzał do telefonu i po chwili powiedział:
- Jest odliczanie do elitarnego raida w wybrańcach wielkiej niedźwiedzicy. TEN co pojawia się losowo i ma niski próg pojawienia się….
- Ten z HokutoBeldou? - odpowiedział zaintrygowany Hachi.
- Dokładnie ten Bro … i będzie za 20 minut…
- Kurde … a konsole mamy w pokoju Kurai’a?
- To pograne … ale taka okazja….
- Cho spróbujemy …
- W sumie … dobra ryzyko jest tego warte…
Neczańscy Bracia jak pomyśleli tak zrobili. Szybko i sprawnie przemknęli przez obóz, weszli do budynku gdzie mieszkają oficerowie, podeszli pod odpowiednie drzwi i zapukali. Dość głośno i intensywnie ale nie natarczywie. Po dłuższej chwili drzwi otworzyły się a delikatnie zaspany Kurai ubrany w fioletowy t-shirt i krótkie czarne spodenki.
- Co jest? - spytał Kurai.
- Ziom, bo zaraz mamy bardzo ważny raid w grze… - zaczął Otachi.
- A konsola i ekran są u Ciebie w szafie … - dodał Hachi.
- Wy tak serio? - spytał Kurai.
- No we Ziom, to dla Nas Ważne … - kontynuował Otachi.
- Jedna okazja na nie wiadomo ile… Ziom to unikatowy raid… - dodał Hachi.
- Możesz, przenocować też u Nas jak coś … - dopowiedział Otachi.
- Poradzę sobie … a jutro rano przed wyruszeniem macie wyszorować Tytany. - odpowiedział Kurai, po czym poszedł buty i po swoją koszulę od munduru, a następnie wychodząc z pokoju chłodno dodał: - Jak tu będziecie jak wrócę to dostaniecie dodatkowe warty po powrocie.
- Luz Ziom – powiedzieli zgodnie bracia szczerząc kły, a następnie Otachi dodał: - Dzięki Ziom.
- Jesteś zajebisty ziom. - dodał Hachi.
- Tak, tak zobaczymy rano na szorowaniu. Aha i ma być porządek.- odpowiedział Kurai, zostawiając pokój i wychodząc.
- Tak jest. - odpowiedzieli zgodnie bracia.
- Bro jutro lepiej abyśmy niczego nie odwalili… - dodał Otachi.
- No… inaczej sami będziemy błagać o karcer … bo to będzie jak wakacje … - dodał Hachi.
Następnie obaj weszli do pokoju oficera i rozgościli się. Wyjęli z szafy konsole, ekran i szybko oraz sprawnie ja podłączyli.
-
Ooo jesteście nie sądziłam, że wpadniecie na ten raid. - odezwał się kobiecy głos w głośnikach.
- Kwiatku, na szczęście mamy dobrego kumpla. - odpowiedział Otachi szczerząc kły.
-
Od tak się zgodził? - spytała Hyacin
- Może nie od tak Kwiatku, ale to dobry Ziomek, ważne, że możemy. - odpowiedział Otachi.
- Dobra, my tu gadu gadu a czas ucieka, chodźmy na tego raida! - dodał entuzjastycznie Hachi.
- Oby był tak zajebisty jak mówią!
- Na to liczę Bro!
-
Nie rozczarujecie się.. - dodała Hyacin.


************


Noc minęła szybko i spokojnie. Co prawda jest wczesny ranek, ale śpiąca na brzuchu Rina, która swoje ręce trzyma pod poduszką na której śpi, delikatnie przeciągnęła się i otworzyła zaspane oczy. Po którymś powolnym mrugnięciu jej oczom ukazała się dobrze znajoma twarz, krótkie biało srebrne włosy, dodatkowo leży On na prawym boku, więc widać ze ma złocisty kolczyk w lewym uchu.
- Ku
rai? - wyszeptała zaspana Rina.
Następnie dziewczyna wyjęła spod poduszki swoją prawą rękę, po czym delikatnie swoją dłonią pogłaskała ukochanego po policzku. Po chwili ten otworzył swoje
różowo-fioletowo-niebieskie oczy, dzięki czemu ich spojrzenia spotkały się. Zakochani w ciszy leżą, patrząc sobie bardzo głęboko w zaspane oczy. Jednocześnie wodna neczanka dalej delikatnie i pieszczotliwie głaszcze policzek neczanina. W ten Kurai złapał ukochaną za jej dłoń, odsunął od swojego policzka, a następnie cmoknął jej wewnętrzną część dłoni, po czym dalej ją trzymając położył ją na poduszce.
- Nie chciałam Cię obudzić… - powiedziała szeptem Rina, aby nie obudzić swoich sióstr.
- Spokojnie, nic się nie stało. - odpowiedział Kurai, ponawiając delikatny pocałunek w dłoń neczanki.
- Nie spodziewałam się Ciebie tutaj. - wyszeptała Rina.
- Sam się siebie nie spodziewałem. - odpowiedział spokojnie Kurai.
- Wyszło miło …
- Yhym … - wymruczał Kurai, a następnie delikatnie przysunął się do ukochanej i delikatnie pocałował ją w usta. A po chwili położył jej swoją lewą dłoń na ka
rku i ponowił pocałunek. Jednak ten nagle przerodził się w głębszy, niż się zapowiadał. Po dłuższej chwili, kiedy usta kochanków rozdzieliły, Kurai powiedział: - Dzień dobry…
- Dzieńdoberek … - odpowiedziała przyjaźnie Rina, z uśmiechem, a po chwili spytała: - Długo zostaniesz?
- Niedługo… mam jeszcze kilka
spraw do ogarnięcia zanim wyruszymy.
- Rozumiem… - odpowiedziała Rina po czym przytuliła się do ukochanego.
Kochankowie przez dłuższa chwilę byli wtuleni w siebie.
- Lubię takie poranki… - wyszeptała Rina wtulona w ramiona swojego chłopaka.
- Yhym …
Po dłuższej chwili elektryczny neczanin wstał z łózka i przeciągnął się, a neczanka przecierając oczy usiadła. Tym czasem Kurai złożył buty, wziął swoją koszulę z krzesła, a następnie podszedł do otwartego na oścież okna.
- Idę… - powiedział neczanin, po czym stanął na parapecie. Rina pomachała mu z uśmiechem, a ten jak gdyby nigdy nic wyskoczył przez okno. Tymczasem neczanka wstała i przechodząc koło śpiących sióstr, udała się do łazienki.


************


Kiedy Kurai wrócił do swojego pokoju zastał Hachiego i Otachiego śpiących na podłodze. Zdecydowanie widać było, że zasnęli przed konsolą. Prawdopodobnie zagrali się i bawili się dłużej niż sam jeden raid. Kapitan obudził ich, dał im czas na ogarnięcie się i zaprosił na szorowanie tytanów. Na szczęście dla neczańkich braci w garażu stoją tylko 4 maszyny bojowe.
- Macie szczęście. - powiedział chłodno Kurai, trzymający w dłoni czarny oficerski tablet, który wszedł z Hachim i Otachim do ogromnego garażu.
- Ziom, one są mega zasyfione. - zauważył Hachi, z mocno zaskoczoną i przerażoną miną.
- Bro nasze szczęście to chyba ze mamy tylko 4 Tytany. - dodał Otachi z równie przerażoną miną.
- Mają błyszczeć. - powiedział stanowczo Kurai.
- W środku też? - spytał Otachi.
- Tak. - odpowiedział Kurai.
- Nie chcesz Nam pomoc Ziom? - zapytał Hachi.
- Mam własną robotę. - odpowiedział chłodno elektryczny neczanin, a następnie stanął pod ścianą i zaczął przeglądać tablet, a nawet coś pisać na nim rysikiem.
- No Bro, to czas na zabawę. - powiedział Otachi.
- Ten quest nas nie pokona. - dodał Hachi.
Hachi i Otachi westchnęli, przybili sobie żółwika, a następnie całkiem ochoczo ruszyli do szorowania maszyn bojowych.
- Kto idzie po wiadra a kto podstawia tytany? - spytał Otachi.
- Zobaczymy kto wygra! - dodał energicznie Hachi
- Dobra! Do trzech wygnanych?
- Pewnie!
Następnie bracia zagrali w kamień papier nożyce.
- raz dwa trzy … - mówili zgodnie bracia pokazując przy tym różne symbole.
Wkrótce okazało się, że ziemny neczanin fartem wygrał 3 razy.
- TAK! - krzyknął Hachi.
- No nie … - stwierdził Otachi.
- HA! Idziesz Bro!
- Gramy jeszcze raz!
- Chłopaki nie mieliście czegoś robić? - wtrącił się Kurai, zajęty dalej swoimi sprawami.
- Ogarniamy Ziom! - krzyknął Hachi.
Tym samym Otachi poszedł po wiadra, gąbki i płyny, a Hachi poszedł poszedł po pierwszą maszynę aby przepakować ją do strefy mycia, a następnie podłączył dwa szlauchy.
Czas mijał, neczańscy Bracia szorowali pojazdy, kątem oka widzieli również jak kapitan wypełnia jakieś rzeczy na tablecie, jak i jak raz i drugi przychodzili do niego porucznicy jak i kapitan Amis. Widać że ma sporo do ogarnięcia, ale jednocześnie doskonale widać, że od czasu do czasu obserwuje jak idzie czyszczenie maszyn. Hachi i Otachi gdzieś podczas mycia drugiej maszyny zrobili sobie wojnę i zaczęli strzelać do siebie ze szlauchów jednocześnie chowając się za maszyną. Bracia są cali mokrzy ale dalej się świetnie bawią, a kiedy tylko woda poleci za blisko ich dowódcy to przez chwilę uważnie patrzą i nasłuchują czy nie zwróci im uwagi. Kiedy ten jednak tego nie robi to wracają do zabawy. W ten sposób wyszorowali przy okazji jedna maszynę i wzięli się za kolejną, więc możliwe, że dlatego nikt im nie zwraca uwagi. Po dłuższej chwili do pomieszczenia weszła dziewczyna ubrana w pełny neczanski mundur szeregowca. Przybyszka ma proste, wręcz ulizane, pomarańczowe włosy do ramion i brązowe oczy.
- Hej Hachi. - powiedziała nagle przybyszka.
W tym momencie ziemny neczanin został ochlapany wodą, a następnie wietrzny nezanin jak tylko zobaczył, że ktoś do nich podszedł to przestał lać wodę tylko zaczął szorować auto.
- Elo Suryelle, co tam? - spytał Hachi.
- Co przerąbała Twoja siostra?
- Kiazu? Czyby znów pozamiatała jakiegoś typa?
- Nie, nie… ta z długimi włosami
- Rina? - powiedzieli zgodnie obaj bracia, a Hachi dodał: - Ona to zapewne nic, a co?
- Nagrywałyśmy z Alin filmik z tego viralowego tańca, co ostatnio krąży po sieci.
- Tego co tak dziwnie rękami porusza i takimi dziwnymi sztywnymi nogami?
- Noooo, dokładnie ten!
- Zajebisty jest!
- Pewka! A i no w tle nagrało Nam się jak Kapitan Moyoshi, krzyknął na nią i kazał z nim iść. Myślałam, że coś odwaliła. - odpowiedziała Suryelle, a następnie wyjmując telefon powiedziała: - Masz zresztą am zobacz.
W tym momencie dziewczyna pokazała Hachiemu filmik, gdzie tańczy z koleżanką, a w tle rzeczywiście był Moyoshi i Rina. I jak neczanki w ogóle nie słychać tak ze dwa razy w tle nagrania słychać stanowczy ton kapitana, jednocześnie widać jak dziewczyna pokornie z nim poszła. Tym nagraniem zaintrygował się również Otachi, który podszedł i oglądał je przez ramie brata.
- Tak nam fajnie wyszło, a to popsuło nam nagranie. - powiedziała Suryelle.
- No wyszło Wam kozacko. - pochwalił Hahi.
- Da się przyciąć, muzą zagłuszycie to w post produkcji i będzie szło viralem. - dodał Otachi.
- Coś będziemy kombinować, szkoda wywalać do kosza. - odpowiedziała neczanka.
- Suryelle, słońce widzisz tego ziomka z tabletem koło wejścia, co rozmawiał porucznikiem jak wchodziłaś? - spytał nagle Hachi.
- Nom widziałam tego słodziaka, co z nim? - odpowiedziała dziewczyna, mierząc kapitana wzrokiem.
- Ten Ziomek, to nasz dowódca. - odpowiedział Otachi.
- Słońce, pokaż jemu to nagranie to i pomożesz Nam w naszej karze. - dodał Hachi, mrugając okiem.
- Tobie zawsze. - odpowiedziała dziewczyna, dając delikatnego buziaka w policzek Hachiemu, a następnie odeszła.
- Bro wredny jesteś. - stwierdził Otachi.
- Cóż mogę powiedzieć, może gdyby to nie był Moyoshi …
- Ciekawe czy go wkurwi?
- Nah, ale jednocześnie obstawiam, że Moyoshi narobi w gacie.
W tym momencie Otachi wsadził swój szlauch za koszulkę zimnego neczanina i puścił wodę.
- Aaaa! - krzyknął Hachi.
- Wygrałem! - odpowiedział Otachi szczerząc kły.
- O rzesz Ty! - powiedział Hachi po czym wystrzelił ze swojego szlaucha prosto w brata.


************


Oficerski gabinet, gdzie znajduje się w sumie jedno biurko. Mocno speszona i wystraszona Rina stała jednocześnie wyprostowana a jednocześnie skulona przed masywnym biurkiem, podczas gdy on powoli przeglądał jakieś dokumenty, jakby kompletnie o niej zapomniał. Atmosfera w pomieszczeniu jest ciężka. Nagle kapitan wstał i powoli obszedł biurko mówiąc:
- Wiesz, co mnie zawsze fascynuje w takich oddziałach? Żołnierze zaczynają myśleć, że lojalność wobec dowódcy stoi ponad regulaminem… A potem ten dowódca popełnia jeden błąd… i wszyscy jego ludzie lecą razem z nim. Lojalność to dobra cecha. Dopóki człowiek nie przywiąże jej do niewłaściwej osoby.
- Nie wiem o czym mówisz… - odpowiedziała pokornie Rina.
- PANIE KAPITANIE! - powiedział twardo Moyoshi uderzając dłonią o blat.
- Ta...tak jest Panie Kapitanie… - poprawiła się wystraszona neczanka.
- Gdzie idźcie na misje?
- Odprowadzić smoka, do smoczego obozu…
- KŁAMIESZ! - krzyknął kapitan ponownie uderzając o blat, a następnie jedną ręką mocno ścisnął jej policzki i stanowczo dodał: - Do tego Rudy wysłał by tylko Kurai’a, a nie cały oddział. Za to kłamstwo mógłbym Cię wrzucić do karceru.
Następnie puścił ją, oparł się o biurko i powiedział:
- Ale nie chcę Cię karać. JESZCZE. Jedyne co chcę tylko wiedzieć, wszystko o Waszych misjach, bez względu na to czy Twój dowódca trzyma te misje w tajemnicy czy nie. Rozumiesz!?
Rina nic mu nie odpowiedziała, jedynie wystraszonymi oczami patrzyła na kapitana. Wtedy on ponownie odezwał się, ale ton stał się trochę twardszy:
- A teraz posłuchaj mnie uważnie. Jeśli wyjdziesz stąd i pobiegniesz do swojego dowódcy, jedyne co osiągniesz to tyle, że ja sprawię że Wasz oddział zostanie rozwiązany i dopilnuje aby każdy trafił gdzie indziej. Jedno Twoje słowo przeciwko mnie a Wasz oddział za to zapłaci. I to będzie Twoja wina! - a po chwili dodał ciszej: -
Więc nie rób z siebie bohaterki. Po prostu mów mi, dokąd idzie i kiedy wraca Wasz oddział. Tylko tyle i dobrze Ci radze, nie rozpowiadać o tej rozmowie.
W tym momencie drzwi od gabinetu otworzyły się bez pukania. Kurai wszedł spokojnym krokiem, jednocześnie zamykając je zza sobą. Neczanka aż zesztywniała, a Moyoshi stosunkowo głośno przełknął ślinę. Tym czasem Kurai, który nawet nie drgnął, najpierw spojrzał na mocno przerażoną neczanke, a potem na oficera przy biurku.
- Wyjdź. - Powiedział chłodno elektryczny neczanin.
Roztrzęsiona Rina jest wręcz sparaliżowana ze strachu, więc nie ruszyła się od razu. Po chwili Kurai ponowił:
- Rina, wyjdź.
- Tak jest. - odpowiedziała pokornie Rina następnie minęła obu oficerów i niemal uciekła z gabinetu. Gdy drzwi się za nią zamknęły, w pomieszczeniu zapadła ciężka cisza.
- Mam prawo przesłuchiwać znaczy rozmawiać z członkami Twojego oddziału. - odezwał się nagle Moyoshi.
- Nie. - odpowiedział Kurai, a następnie zrobił kilka powolnych kroków w stronę biurka, po czym dodał: - Masz prawo wezwać mojego żołnierza w moim towarzystwie, a nie zastraszać go za zamkniętymi drzwiami.
- Uważaj na słowa. - Po dłuższej chwili ciszy powiedział Moyoshi.
- Nie, Ty uważaj. - odpowiedział spokojnie Kurai, który przez całą rozmowę jest opanowany, spokojny, a jednocześnie chłodno stanowczy. To wszystko sprawia, że atmosfera stała się lodowata a sam ton Kurai’a wręcz podbija to jak bardzo jest groźny. A następnie elektryczny neczanin patrząc mu prosto w oczy dodał:
- Właśnie zagroziłeś szeregowcowi z mojego oddziału konsekwencjami za rozmowę z przełożonym. Chcesz kontynuować tę rozmowę przy Generale?
Dopiero teraz w jego głosie pojawiło coś bardziej ostrego.

- Wyciągasz pochopne wnioski. - odpowiedział Moyoshi delikatnie i nieznacznie łamiącym się głosem.
- Naprawdę? - spytał Kurai stojąc tuż obok drugiego kapitana, a następnie dodał: - Słyszałem wystarczająco dużo.
Po tych słowach elektryczny neczanin ponownie spojrzał prosto w oczy wystraszonego już Moyoshiego i twardo i pewnie powiedział:
- Jeśli jeszcze raz wezwiesz któregoś z moich ludzi bez poinformowania mnie… uznam to za ingerencję w mój oddział. A wtedy nie będziemy już rozmawiać prywatnie.
Moyoshi z trudem przełknął ślinę, jednak Kurai totalnie nie wzruszony patrzył na niego jeszcze przez chwilę.
- Czy wyraziłem się jasno? - spytał w końcu twardo Kurai. Za to drugi kapitan poczuł naprawdę duży dyskomfort jak i strach. Zlał go nawet zimny pot, chociaż udaje ze jeszcze się trzyma.
Kurai wadził ręce do kieszeni spodni i spokojnie udał się do wyjścia. Otwierając drzwi, chłodno powiedział:
- Następnym razem, jeśli chcesz zdobywać informacje o moim oddziale… miej odwagę pytać mnie bezpośrednio.
Po tych słowach elektryczny neczanin wyszedł, a Moyoshi został sam w ciszy. Dopiero po dłuższej chwili odetchną z ulgą. Jego ręce się trzęsą i teraz to On jest tym który się boi.


************


Kiazu i Diuna ubrane w swoje wersje mundurów stoją przy Kronosie i czekają na resztę oddziału. Po chwili przyszedł do nich Hachi, który ma suchy mundur, ale jego włosy są wyraźnie mokre, nawet momentami kapie z nich woda.
- Yo, nie myślałem, że będziecie pierwsze. - powiedział Hachi.
- Elo, Rina i Otachi poszli zanieść nasze rzeczy do gabinetu Rudego, a Kurai chyba jest w magazynie, chociaż myślałam, że będzie na Nas już czekał. - odpowiedziała Kiazu.
- Możliwe ze jakieś oficerskie sprawy go zatrzymały. - odpowiedział Hachi.
- Ty zapiałeś i prosto spod prysznica? - spytała Diuna.
- Miałem już dłuższy poranek niż myślisz. - odpowiedział Hachi.
- Yhym … i szminkę jakieś laski, której nie zmyłeś. - dodała Diuna.
Na te słowa ziemny neczanin wytarł policzek w rękaw od koszuli munduru, pytając:
- A co zazdrościsz?
- Nie, bo wiesz to nie mój kolor. - odpowiedziała Diuna.
- To była szminka Suryelle? - zainteresowała się Kiazu.
- Masz dobre oko, więc nie zaprzeczę Sis. - odpowiedział Hachi z uśmiechem i wzruszając beztrosko ramionami.
- Suryelle? A to kto? - zainteresowała się Diuna.
- Nie interesuj się. - odpowiedział Hachi.
- Taka spoko laska z innego obozu, miałam z nią dwie może trzy warty w „ostatnim” czasie. - dodała Kiazu.
- To jeszcze nie trafiłam na nią. - odpowiedziała Diuna.
- I chyba wpadła komuś w oko. - dodała Kiazu, z uśmiechem.
W tym momencie do neczanskiego rodzeństwa podeszła Rina wraz z Otachim, który również ma bardzo mokre włosy, a suchy mundur.
- Kolejny co zaspał. - powiedziała Diuna.
- A co tęskniłaś? - spytał Otachi, szczerząc kły.
- Za Tobą może i jeszcze. - odpowiedziała Diuna przewracając oczami.
Na te słowa obaj bracia spojrzeli po sobie, a następnie potrząsnęli głowami tuż przy Diunie, tak aby ochlapać ją wodą z mokrych włosów.
- EJ! - krzyknęła Diuna, osłaniając się rękami.
- Ciekawe czy trzeci też przyjdzie mokry? - zainteresowała się Kiazu.
- To zależy od temperatury … a ta niedługo pójdzie w górę. - wtrącił Kurai, który właśnie przyszedł. I jako jedyny ma przy sobie plecak.
- Powiedziałabym nie prowokuj mnie, ale w tym przypadku sama zadbam aby było gorąco. - odpowiedziała Kiazu z uśmiechem i determinacją w oczach.
- Na to liczę. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał: - Sprawa wygląda tak, półgodziny po wyjściu z obozu mamy włączyć łączność, od tego momentu nie rozmawiamy na pewne tematy i chwilę po 10:00 ruszamy do akcji. Jakieś pytania?
- W sumie to nie… - odpowiedziała Kiazu.
- Do momentu włączenia, możemy jeszcze swobodnie rozmawiać? - pytała Diuna.
- Tak, póki są nie wyjęte z pudełek i nie włączone to nie zapisują. - odpowiedział Kurai, a następnie spytał: - Coś jeszcze?
- Nie… - odpowiedział w miarę zgodnie cały oddział.
- Świetnie to ruszamy. - powiedział Kurai.
Po tych słowach oddział ruszył w kierunku wyjścia do wyjścia z obozu, a elektryczny neczanin pogłaskał smoka, który przeciągnął się i przechodząc obok powiedział:
- Ten blondas Nas obserwuje …
- Zauważyłem. - odpowiedział Kurai, po czym również ruszył w drogę.
- Myślisz, że za Nami pójdzie? - spytał Kronos, ocierając się o elektrycznego neczanina.
- Zobaczymy. - odpowiedział Kurai.

************


Neczański oddział idzie szeroką drogą wśród wysokich drzew, przez które przebijają promienie słońca. Słychać przyjemny szum lasu, jak i czuć świeży kojący zapach wszelakich roślin. Rodzeństwo idzie trochę z przodu, a ich dowódca wraz ze smokiem lekko z tyłu.
- No to opowiadaj o tej całej Suryelle. - powiedziała nagle Diuna.
- Nie ma jeszcze o czym, dopiero początkowe questy są grane. - odpowiedział Hachi.
- Coś z tego będzie? - interesowała się dalej Diuna.
- Na tym etapie jeszcze nic nie wiadomo. - odpowiedział Hachi.
- Diuna ma właśnie syndrom starszego brata, który wypytuję siostrę o nowego chłopaka. - dodał Otachi szczerząc kły.
- No, tylko tutaj jeszcze nic nie ma. - dopowiedział Hachi.
- Słowo klucz… „jeszcze”. - zauważyła Kiazu.
- Sis, możesz mieć racje. - odpowiedział Hachi.
Tym czasem wodna neczanka zwolniła oddzielając się tym samym od rodzeństwa i zaczęła iść obok dowódcy. Reszta obserwowała to, ale nie zwolnili kroku.
- A ta co kombinuje? - spytała Diuna.
- Pewnie rozmowę na osobności, póki nie mamy jeszcze łączności. - powiedział Otachi, zaplatając swoje ręce na karku.
- Tyle widzę, ciekawi mnie o czym? - dodała Diuna.
- O swoich sprawach. - odpowiedział Hachi.
W tym momencie podszedł do nich Kronos mówiąc:
- Dogonią Nas.
Neczanie jednak widząc, że ich towarzysze się zatrzymali to sami również to zrobili.
- Co Ona zaciążyła, że tak się stresuje? - spytała Diuna, obserwując siostrę w oddali.
- Matko Diuna … to żeś pojechała. - stwierdziła Kiazu.
- Mogę Ci powiedzieć, że nie to jest powodem. - wtrącił Kronos, a po chwili dodał: - Zapach nie kłamie. Gdyby tak było wiedziałbym o tym prędzej niż Ona czy którekolwiek z Was.
- Niesamowite Sis… Minęło całe pięć minut, a Ty już próbujesz prowadzić własne śledztwo i doszukiwać się teorii z dupy… - odpowiedział Hachi
- Po prostu pytam. - odpowiedziała Diuna.
- Siostra … a ja po prostu mówię, żebyś wsadziła ten nos z powrotem tam, gdzie jego miejsce... - kontynuował Hachi.
Diuna prychnęła z niezadowoleniem i po chwili powiedziała: - Przyszła blada jak ściana, tez nadal jest wystraszona… martwię się o nią.
- Nie…. Ty moja droga jesteś ciekawska a to różnica. - odpowiedział Hachi.
- Sis… Jeśli będą chcieli Nam powiedzieć to powiedzą. - dodał Otachi.
- A jeśli nie powiedzą … to może istnieje ku temu powód, co? - dopowiedziała Kiazu.
- Wy coś wiecie. - powiedziała Diuna.
- Oczywiście że wiem. - odpowiedział Hachi z lekkim uśmiechem.
Diuna delikatnie obrażona, skrzyżowała ręce po czym powiedziała:
- Jesteś strasznie irytujący.
- Siora … za to ty masz talent do wkładania rąk tam, gdzie ktoś zaraz zatrzaśnie pokrywę. - odpowiedział Hachi.

************


Tym czasem wodna neczanka zwolniła i zaczęła iść obok dowódcy. Jest speszona, niepewna i widać ze coś ją nurtuje. Przez dłuższą chwilę milczała, aż w końcu spytała:
- Możemy chwilę porozmawiać?
- Kronos idź do reszty, dogonimy Was. - powiedział chłodno Kurai, zatrzymując się.
Smok burknął tylko coś pod nosem i odszedł. Dopiero teraz elektryczny neczanin spojrzał na nią uważnie i spytał:
- Co chciałaś?
- Nie … nie powiedziałam mu nic...
- Wiem…
- Moyoshi próbował wyciągnąć informacje o oddziale i…
- Wiem.
Rina dalej stoi przed nim spięta i przytłoczona tą sytuacją, nawet zaciska swoje dłonie za plecami.
- Nie … nie powinna była z nim iść.
- Nie miałaś wyboru, to był rozkaz oficera, jednak następnym razem poinformuj mnie o tym natychmiast i to bez względu na to kto wyda rozkaz.
- Dobrze… em … Kurai.. ja naprawdę nic mu nie powiedziałam i nie chce mu nic mówić…
- Posłuchaj, gdybym miał wątpliwości co do Twojej lojalności, to właśnie zostałabyś w obozie i zrobiłbym wszystko abyś jak najmniej wiedziała o misji.
- Rozumiem … ale i tak naraziłam oddział…
- Nie, to Moyoshi próbował namieszać w naszym oddziale. Myślał, że pożeruje sobie na Tobie, skoro na Diunie już nie może, a Kiazu mu się nie da. Jednak jak widać przeliczył się… i nie dał rady… - odpowiedział chłodno Kurai, a po chwili dodał: - Rina, dobrze sobie poradziłaś.
- Naprawdę? - spytała zaskoczona neczanka.
- Tak, nie dałaś mu się złamać, chociaż się bałaś.
- O oki… - odpowiedziała mile zaskoczona dziewczyna, a po chwili dodała: - Wydaje mi się, że Diuna znów, żre się z Hachim…
- Znając ją to zapewne chciała wiedzieć o czym rozmawiamy i Hachi ustawia ją do pionu.
- Bardzo możliwe …
- Nie musisz jej mówić, ani co stało się w biurze Moyoshiego, ani o czym teraz rozmawialiśmy.
- Ona i tak będzie naciskać … - odpowiedziała Rina delikatnie się kuląc.
- Zawsze możesz powiedzieć, że to było związane z misją… i tyle ...- odpowiedział Kurai.
- …w sumie masz racje … - powiedziała Rina, z błyszczącymi oczami i rumieńcami na policzkach, a następnie dodała: - Hmmm…. Myślisz ze Moyoshi będzie próbował jeszcze „rozmawiać” ze mną na temat oddziału?
- Nie rozmawiał, zastraszał… nazywajmy rzeczy po imieniu. - odpowiedział chłodno Kurai, po czym odpowiedział: - Jeśli zrozumiał lekcje, to się nie odważy ani z Tobą ani z nikim z Naszego oddziału.
- Zrobiłeś mu coś?
- Hmm… byłem sobą tyle wystarczyło … - odpowiedział spokojnie Kurai, a następnie dodał: - Chodź idziemy do reszty.


wtorek, 1 września 2026

EPIZOD 294

 

„Ostatnie chwile swobody przed ...”

Pokój dziewczyn w neczańskim obozie stałym. Diuna, leży na swoim łóżku i bawi się swoją psychiczną kostką. Hachi siedzi na łóżku Riny, a natomiast Otachi siedzi na krześle, w taki sposób, że swoim przodem opiera się o oparcie krzesła.
- Dziwne, że Rudy w tym chaosie znalazł czas na ten obiecany sparing z Kiazu. - stwierdził Hachi.
- Podejrzewam, że tak w sumie to miał do wyboru albo to albo, że Kiazu ucieknie za Nyxaną aby się z nią zmierzyć … - odpowiedziała Diuna, nie odrywając wzroku od kostki.
- W sumie racja… jestem przekonany, że Panie mimo odległości zmierzyły się wzrokiem, i obie raczej się poznały … - powiedział Otachi.
- Dobra w takim wypadku to prawdopodobne, że chciałaby skopać jej dupę.- dodał Hachi.
- Taa, a póki Kurai nie wróci, to możemy zapomnieć aby wyjść z obozu na jakąś misje, a dla mnie to akurat dobrze. - dopowiedziała Diuna.
- Kurai i Rina. - poprawił Otachi.
- Niby tak, ale bez niej możemy chodzić na misje, a bez niego nie bardzo… - odparła Diuna.
- W sumie bez Niego, to Rudy nawet nie bardzo chce Nas wysłać do walki. - dodał Hachi.
- Słyszałam, że walki w obrębie rowu w sumie skończyły się, teraz obie strony bawią się w „lizanie ran”, a sami wrogowie się wycofali trochę w głąb na swój teren. - powiedziała Diuna.
- Ma to swoje plusy, ale widziałem ilość rannych i zabitych po obu stronach. - dodał Otachi.
W tym momencie do pokoju weszła Kiazu ubrana w krótkie czerwone spodenki oraz czarny top od munduru. Dodatkowo włosy ma spięte w wysokiego kucyka, a jej złoty wisiorek serca jest na czarnej aksamitnej obroży, a sama ognista neczanka pije jakieś elektrolity z butelki.
- Yo Sis. - powiedzieli zgodnie Bracia,
- O siema! - powiedziała radośnie Kiazu.
- Jak sparing? - spytał Otachi.
- Mega! Kurcze Rudy nie pierdzieli się w tańcu, twardy przeciwnik ALE podpatrzyłam to i owo i czeka mnie nauka. - odpowiedziała radośnie Kiazu, a po chwili dodała: - A no i skubaniec ma mega kondyche. Jestem pod wrażeniem, nie dość, że dotrzymał mi kroku to jeszcze na koniec wydawał się dużo mniej zmęczony niż ja.
- Wiem, że przynajmniej 3x w tygodniu można go zobaczyć na obozowej siłowni. - wtrącił Hachi.
- I daje tam nie źle czadu. - dodał Otachi.
- Skoro jest generałem, to zapewne jest dużo silniejszy od Nas. - wtrąciła Diuna.
- Idąc tym tokiem rozumowania to taka Sansha czy Ankara to powinny wymiatać i być ostatecznymi bossami nie do pobicia. - odpowiedział Hachi.
- W sumie Nyxana taka jest. - powiedziała Diuna.
- Ona to zdecydowanie inny level. - zauważył Otachi.
- Chwiałabym pokonać Nyxanę. - powiedziała z determinacją Kiazu. Jednocześnie w Jej oczach pojawiły się płomienie.
- Sis tylko pokoju nie podpal. - stwierdził Hachi z uśmiechem godnym chochlika, obserwując siostrę.
- Jestem za, nie mamy kiełbasek… - dodał Otachi.
- Ani popcornu … - dopowiedziała Diuna.
- Zastanowię się. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.


************


Na głównym placu, należącym do neczanskiego obozu stałego, wylądował właśnie spory czarny smok. Bestia przeszła kawałek, a następnie się położyła. W tym momencie z jego grzbietu siadł Kurai ubrany w swoja czarną bluzę.
- Generał chce Cie widzieć. - powiedział nagle Moyoshi podchodząc.
- Zaraz do niego pójdę. - odpowiedział chłodno Kurai, jednocześnie wyciągając prawą dłoń do swojej towarzyszki, ubranej dalej w pomarańczową bluzę, aby pomoc jej zejść z grzbietu smoka.
- Dobra … - powiedział Moyoshi, a następnie pod nosem dodał: - Mogliście chociaż ubrać mundury...
- A Ty mógłbyś się nie czepiać … - odpowiedział twardo Kurai, patrząc lodowym spojrzeniem prosto w oczy kapitana.
Moyoshi z trudem przełknął ślinę, a następnie wydukał:
- Nie … nie sądziłem, że usłyszysz …
- Zawsze zakładaj, że usłyszę i się nie przywalaj się tylko dlatego, że masz kaprys. - odpowiedział Kurai.
- Taaaa … nie idziesz do Generała? - spytał nagle zaskoczony Moyoshi, kiedy zobaczył, że Rina i Kurai idą w inną stronę. A po chwili kontynuował: - Miałem Cię przyprowadzić!
- Idę… poczekaj tutaj skoro musisz… - odpowiedział Kurai.
- Chcesz mnie zostawić z tym potworem?
Na te słowa Moyoshiego, czarne smoczysko groźnie zawarczało. To spowodowało, że kapitan jeszcze bardziej się wystraszył.
- Nic Ci nie zrobi, chyba, że go wkurzysz … - odpowiedział chłodno Kurai odchodząc.
- To ja poczekam w bezpiecznej odległości. - powiedział Moyoshi delikatni odchodząc od smoka.
Kiedy odeszli kawałek to Rina spokojnie spytała:
- Rudy nie będzie zły, że nie idziesz od razu do niego?
- Jeśli nawet, to napojenie i nakarmienie Kronosa, jest w tej chwili ważniejsze, a że po drodze do kuchni mam Twój pokój, to już inna sprawa. - odpowiedział Kurai.
- Rozumiem … - odpowiedziała Rina z delikatnym uśmiechem, a po chwili powiedziała: - Zapewne da Nam jakieś kary…
- Jakby miał NAS ukarać, to kazałby przyprowadzić Nas oboje do siebie, a skoro chce tylko mnie to podejrzewam ze ma jakieś ważne spawy wojskowe.
- Oki … hmm… pomoc Ci z opieką nad Kronosem?
- Lepiej nie, Kronos może być nie w sosie po obcowaniu z Moyoshim, przez co może być „mało przyjazny”
- Ma to sens … to chyba lepiej pobędę z siostrami.
- To dobry pomysł.
- Też masz wrażenie, że ostatnio Moyoshiemu odbija?
- Taaa … dziwnie się zachowuje, może wojna jak i to co się dzieje go przerasta…
- Być może masz racje …
- Zobaczymy … i tak z Nim ewidentnie jest coś nie tak.



************


Gabinet Neczańskiego generała. Dowódca siedzi za swoim biurkiem i robi jakieś rzeczy na swoim laptopie i jednocześnie momentami spogląda na zegar umiejscowiony nad drzwiami wejściowymi. Po dłuższej chwili rozległo się dość głośne pukanie do drzwi.
- Wejść. - powiedział twardo Rudy.
Na te słowa do pokoju wszedł Moyoshi a tuż za nim Kurai.
- No nareszcie. - powiedział Generał.
- Kurai się ociągał, ja chciałem szybko. - odpowiedział Moyoshi.
- Dzięki, Moyoshi, a teraz wyjdź, a Ty siadaj - powiedział Rudy.
Kapitan wyszedł marudząc coś pod nosem, a elektryczny neczanin usiadł bez słowa. Kiedy drzwi tylko się zamknęły to dowódca powiedział:
- Od centralnego placu do mnie jest maks 15 minut spacerkiem i zatrzymując się na każdym rogu, a Wy ponoć przylecieliście 40 minut temu… Co tak długo?
- Trzeba było zająć się smokiem, napoić go i dać mu jedzenie i tak dalej. To był priorytet, zwłaszcza, że nikt inny by tego za mnie nie zrobił. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Ma to sens, gdzie teraz jest smok?
- Odpoczywa na głównym placu, później pewnie przeniesie się do lasu. Rano odleci do obozu smoków.
- Niech i tak będzie, skoro to konieczne aby tu spędził noc, to się zgadzam. - odpowiedział rudy, a następnie zamykając laptopa spytał: - Ile wiesz o obecnej sytuacji?
- Od mojego „starcia” z Nyxaną nie wiem nic.
- No dobra, to tak… Twoje jak to określiłeś „starcie” z Nyxaną, doprowadziło do tego, że po pierwsze wszyscy żyjemy, po drugie po tym ataku Nyxana opadła z sił i Damu znosił ją na rękach. Następnie wszystkie wrogie wojska wycofały się z okolic rowu, a Ambasador Chifuin i Nyxana są w drodze do ich pałacu, chyba podróżują na smoku, albo na smoczej karecie. Obie strony mają sporo strat.
- Wszystko dokładnie zaplanowali i ładnie odwrócili uwagę od otworzenia portalu.
- A dodatkowo, im wyszło więc teraz mamy bardzo potężnego przeciwnika. ALE jak mówiłem Nyxana jest bardzo słaba i tu rodzi się zadanie dla Was.
- Mamy dostać się do pałacu i zlikwidować Nyxanę?
- Z założenia tak i jak Wam się uda to będziemy mieli przewagę.
- Słowo klucz „jak Nam się uda”
- Posłuchaj, byliście już w pałacu więc dostaniecie się tam drugi raz. Dodatkowo Kiazu ma z nią jakiś dziwny „zatarg”, którego nie rozumiem. Dodatkowo jesteście oddziałem do zadań specjalnych, realnie macie bardzo duże szanse dokonać tego, zwłaszcza ze Nyxana jest mocno osłabiona i raczej szybko nie wróci do pełni sił. Oraz nawet jak nie uda Wam się jej pokonać to dostając się tam zrobicie mi zajebisty rekonesans. - odpowiedział Rudy a następnie twardo dodał: - Czy tak czy siak to jest warte zachodu i to rozkaz. Nie przyjmuję odmowy.
- O której ruszamy?
- Jak macie realnie dojść tak aby cokolwiek wskórać to nad ranem i Tytanami pokonać dużą część drogi, a potem je odesłać.
- Na zasadzie maksymalna jazda minimalne przerwy i spanie w pojazdach?
- Tak, zakładam że takim trybem jadąc z dużą szybkością w maks 3 dni może 4 i będziecie w dobrym miejscu na obóz i udanie się pod pałac. AHA, chce abyście na pusto tam poszli do pałacu, a najbardziej bez telefonów, aparatów i tym podobnego sprzętów. Wszystko zostawiacie albo tu w obozie albo w Tytanach. Po dotarciu na miejsce czy tak czy siak programujecie aby w trybie maskowania wróciły do obozu.
- A jak wrócimy?
- Zobaczymy. W pobliżu będę miał kilka oddziałów, które pomogą Wam wrócić.
- Mówisz, że prawdopodobnie wracają na smokach?
- Tak, a co masz jakiś plan? - zainteresował się Rudy.
- To może ruszymy rano i nasze torby i plecaki z wszystkim zostawiamy u Ciebie w gabinecie, a Nas na miejcie przeniesie Zekereński teleport, a oddziały w pobliżu ewentualnie zaoferują nam „nocleg czy coś”, za nim wrócimy teleportem.
- Dobry pomysł, ale Książę Volaure potrzebuje dobrego argumentu na takie zabawy, s
tara się nie przyciągać uwagi nagłym pojawieniem się oddziałów. Jeśli to jakimś cudem załatwisz i dogadasz się z Księciem to się zgadzam. Zwłaszcza, że wtedy dorwiecie ją jeszcze słabą.
- Napiszę mu sms, i jak odpisze czy tam oddzwoni to dam znać.
- Niech będzie, ale bardziej obstawiam dla Was drogę w Tytanach.
Kurai nic na to nie odpowiedział, jedynie skończył pisać wiadomość i położył swój telefon na biurku. Natomiast Generał kontynuował: - Gdzie byliście jak uciekliście z pola bitwy?
- Nie nazwałbym tego ucieczką… a byliśmy w miejscu gdzie mogłem dość do siebie.
- Dużo mi to powiedziało… Jak poważne obrażenia miałeś?
- Można powiedzieć, że umarłem ale „resuscytacja” mnie uratowała.
- Ja pierdziele, SERIO? Kurde, wszystko ok z Wami?
- Taaa, teraz już tak… wszystko jest pod kontrolą.
- To dobrze, a jak Księże Was odnalazł?
- Ma swoje sposoby. - odpowiedział chłodno Kurai, a następnie spytał: - To za co Hachi trafił do karceru?
- Za bójkę z Moyoshim… Zerwał z Diuną, palną o zdanie za dużo, Hachi poszedł z nim „pogadać” a Moyoshi w nerwach go tam wrzucił. Lecz z tego co mi wiadomo to Panowie już się ze sobą dogadali i wszystko jest ogarnięte. Nie ma co do tego wracać.
- Rozumiem.
W tym momencie telefon elektrycznego neczanina zawibrował. Elektryczny neczanin wziął telefon do ręki i odczytał wiadomość. Zanim to zrobił to zadzwonił telefon generała. Ten zobaczył, kto dzwoni, delikatnie się zdziwił, spojrzał na swojego towarzysza i odebrał telefon mówiąc:
- Generał Rudy BiRyu, słucham Wasza Wysokość czym mogę służyć?
-
Jak oficjalnie i z honorami … dobra sprawa wygląda tak, bez problemu mogę teleportować oddział jak najbliżej się da ALE dopiero po 11:00 oraz i tak będą mieli jakieś 50 – 70 km do przejścia i to najdokładniejsza informacja jaką można mieć. W razie potrzeby mogę prze-teleportować ich z powrotem, jednak muszą dotrzeć miej więcej w miejsce wylądowania. Bliższe okolice pałacu są chronione jakąś barierą, która uniemożliwia teleport nawet przez Nas system. Jednocześnie to jest dość niebezpieczna okolica. - odpowiedział spokojnie Volaure.
-
Rozumiem, myślę, że taki układ jest do spełnienia. I mają sporą szanse, bo chyba przeciwny jeszcze nie wiedzą, że Zekeren jednak nie zostało zniszczone.
- Tego nie byłbym taki pewien, chociaż jest na to szansa. Aha i chce mieć dostęp do ich łączności podczas akcji. Jak i numer seryjny ich łączności do śledzenia.
- Jak najbardziej Wasza Wysokość, jestem wstanie to wykonać. To jak robimy z ranem?
- Odezwę się do Ciebie jak będę wolny, tylko oddział musi być gotowy do akcji.
- Dobrze.
-
Dobra wracam do zajęć. - odpowiedział Volaure, a następnie rozłączając się.
- No to nie muszę czytać odpowiedzi. - powiedział chłodno Kurai chowając swoją komórkę.
- Tak, książę sam postanowił zadzwonić. Musisz mieć chody u Księcia, albo trafiłeś na dobry moment. W każdym razie jutro jakoś po 10:00 ruszacie, już przed 10 macie być gotowi i wcześniej zostawiacie plecaki z całą elektroniką u mnie. - odpowiedział generał.
- Tak jest.
- A tak … Dodatkowo bierzecie tylko jeden nowy plecak z magazynu gdzie wkładacie tylko prowiant oraz śpiwory. Jedyna komunikacja to łączność.
- Też świeża bez pamięci rozmów?
- Dokładnie, Wasza klasyczna zostaje w plecakach, które zostawiacie, a i unikacie stwierdzeń teleport i Zekeren, jak i innych tego pokroju sugerujących ze Zekeren nie zostało zniszczone. Jak i jak najmniej prywatnych informacji. Ogólnie dobrze by było aby było na niej jak najmniej informacji. Dostaniecie nawet nowy osobny kanał radiowy. Tak na wszelki wypadek.
- Tak jest. - odpowiedział twardo Kurai, a po chwili dodał: - Albo masz „związane ręce” i za tą naszą misją stoi coś więcej albo bardzo chcesz udowodnić, że jako oddział do zadań specjalnych poradzimy sobie że wysyłasz na tą misję…. Albo oba na raz
- I tak Was nie utrzymam w obozie, Kiazu tak bardzo nakręciła się na to starcie, że prędzej czy później i tak by uciekła a Jej rodzeństwo wraz z nią. A tak mam psełdo kontrolę nad Waszymi działaniami. Plus nie spodziewają się nikogo w pałacu tak wcześnie. Według ich wiedzy, to Zekeren wybuchło, więc nie mamy teleportów, smoki byłyby widoczne z daleka, a Tytany potrzebują czasu aby dotrzeć. Dodatkowo będziemy odwracać ich uwagę. Wyślę 2 tytany zgodnie z planem, tylko będą jechać na pusto. Jak i dzięki innym obozom będziemy odwracać ich uwagę na innych frontach. Teraz to my chcemy ich przycisnąć - odpowiedział Generał, a następnie dodał: - ALE o tym, że to odwracanie uwagi, poza mną i Tobą wie dosłownie parę osób … plus Wasza misja jest tajna więc nie rozpowiadajcie o niej. Im mniej osób wie tym lepiej.
- Widzę, że masz kolejny ważny cel w naszej misji.
- Powiem wprost, jeśli będą się Was spodziewać to znaczy, że mamy gdzieś mamy kreta innej możliwości nie ma. A taka informacja będzie dla Nas bardzo istotna.
- Masz na myśli kogoś konkretnego?
- Powiem tylko, że Ty i Twój oddział na te chwile nie jesteście na mojej liście, ale od jakiegoś czasu kilu oficerów dowodzących różnymi obozami, ma wrażenie, że gdzieś jakieś informacje przeciekają. Póki co dość „drobne” ale jednak.
- Sami zapewne mamy szpiegów po ich stronie, więc nie byłoby dziwne jakby i oni kogoś mieli u Nas, kwestia tego, kto wykryje ich jako pierwszy i się ich pozbędzie albo wykorzysta na swoją korzyść.
- Dokładnie, co nie zmienia faktu, że macie uważać i dążyć do wykonania misji i w razie coś uciekać.
- Tak jest.
- O czym myślisz?
- To mój smok może posłużyć nam jako przykrywka na wyjście z obozu.
- W sumie to bardzo dobry plan, niech będzie to Wasza oficjalna misja.
- Tak jest.
- A Kurai, jak coś nie widziałem, żadnej dezercji tylko zaplanowany desant na smokach. I tego trzymamy się w raportach i nikomu oczu nie otwieramy.
- Tak jest.



************


W jednym z budynków totalnie na uboczu obozu, w miejscu gdzie mało kto zagląda chyba, że ma jakąś konkretną sprawę. Docelowo panuje tam półmrok, ale w razie potrzeby można tam zapalić światło. Doskonałe miejsce na „kary” i liczenie magazynu i inne rzeczy.
Pół naga Kiazu siedzi okrakiem na jednej ze skrzyń. Miedzy jej nogami znajduje się stojący kapitan, o długich fioletowych włosach. Kochankowie obejmują się i pieszczę w chwilach uniesienia. Nagle telefon neczanki dał sygnał dźwiękowy, dający do zrozumienia, że przyszła wiadomość. Następnie kolejna i kolejna. Kiazu sięgnęła po telefon i położyła się na plecach, a jej partner kontynuował to co robił, jednocześnie zaczął bawić się jej dużym i ponętnym biustem. Neczanka przeczytała wiadomości, odłożyła telefon i wróciła do zajmowania się swoim partnerem. Jego ruchy zrobiły się szybsze, intensywniejsze i zdecydowanie mocniejsze. Wkrótce oboje doszli ale pozostali dalej w uścisku.
- Było zajebiście. - wyszeptała w końcu Kiazu, a następnie odsuwając od siebie partnera powiedziała: - Niestety muszę już iść.
- Od kiedy Ty taka grzeczna dziewczynka?
- Proszę Cię, grzeczne dziewczynki nie przychodzą w takie miejsca.
- Ostatnio jakoś grzecznie wykonujesz rozkazy.
- Taaa… ale mnie aż nosi i chociaż mam profity to nie do końca mi to leży ...
- Cala Ty w sumie … no dobra to co odrywa Cię od rundy drugiej?
- Kurai napisał na wspólnej konwersacji, że mamy przyjść do smoka. Pewnie mamy jakieś zadanie, czy coś. Reszta rodzeństwa też tam już odpisała… - odpowiedziała Kiazu, zakładając swój czarny top i zakrywając tym samym swój wspaniały i kuszący biust.
- A więc to tak, wolisz innego kapitana i wymieniasz mnie na innego.
- Amis, pysiu nie bierz mnie pod włos. Z reszta sam masz zaraz wartę, no chyba, że mi ściemniałeś dlaczego chcesz szybko.
- No tak, zapomniałem o niej. - odpowiedział Amis, poprawiając się, a następnie dodał: - Mam, mam i to na szczęście tutaj więc się wyrobie.
- Masz liczyć magazyn, czy sprzątać tutaj?
- Mam pilnować jak trzech typów sprząta ten budynek.
- Nie za dobrze Ci?
- Ej ja też ciężko pracowałem. - powiedział Amis dając swojej ukochanej namiętnego całusa prosto w usta.
- Yhy … bardzo ciężko … - dodała Kiazu, wkręcając się jeszcze bardziej w pocałunek.
- Ależ mnie kręcisz… - powiedział Amis.
- Nie tylko Ciebie, ale fakt schlebia mi to….
Doszło do kolejnego, długiego i namiętnego pocałunku. Nagle Amis przerwał i powiedział:
- Dobra leć, bo zaraz oboje będziemy musieli się tłumaczyć.
- Wybronisz mnie…
- Przed gniewem Rudego to nic Nas nie wybroni.
- Fakt, punkt dla Ciebie. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.


************


Na głównym dziedzińcu stałego neczańskiego obozu, pośród masy przeróżnych betonowych budynków, leży czarny smok. W tle palą się latarnie i mimo panującego półmroku, to wszyscy omijają bestie szerokim łukiem. Jedynymi, którzy odważyli się przy niej stać, jest Kurai, oraz neczańskie rodzeństwo, które jeszcze nie jest w komplecie. Elektryczny neczanin opiera się o smoka, a reszta mniej lub bardziej luźno stoi.
- To j
a się musiałam wywlec, a JEJ jeszcze nie ma… - marudziła Diuna.
- Pewnie musi się wywlec bardziej niż Ty. - odpow
iedział Hachi.
- Już jestem! - krzy
knęła nagle Kiazu z daleka, a następnie podbiegła.
- Fajnie było? - Spytał Hachi.
- Jak zawsze. - odpowiedziała Kiazu mrugając okiem.
- Oho, tym razem przeszkadzamy Tobie? - wtrąciła Diuna.
- Nie wiem o czym mówisz. - odpowiedziała Kiazu.
- Jasne … - odpowiedziała Diuna.

- Dobra koniec tego. - powiedział twardo Kurai, a następnie idąc w kierunku wyjścia z obozu powiedział: - Idziemy.
Na te słowa wszyscy ł
ącznie ze smokiem ruszyli za nim.
- Ziom, dokąd idziemy? - spytał Otachi.
- Przejść się z Kronosem. - odpowiedział chłodno Kurai.
- I po to przerywałam serial? - spytała Diuna.
- Nie marudź, będzie fajnie. - odpowiedział Hachi.
- Widzę, że Rinka ma aparat to mi więcej do szczęścia nie tr
zeba. - wtrąciła Kiazu.
- Łatwa jesteś. - odpowiedziała Diuna.
- Trudniejsza niż myślisz. - odpowiedziała Kiazu.
Rodzeństwo dalej ze sobą rozmawiało, aż po dłuższej chwili kiedy odeszli od obozu i znaleźli się na rozległej polanie, gdzie Kronos mógł porządnie rozprostować skrzydła jak i rozruszać się.
- Ziom, spacer z Kronosem to tylko wymówka, nie? - spytał w końcu Otachi z dłońmi zaplecionymi na swoim karku.
- Taaa … mamy misje, o której mamy nie rozpowiadać. Jak coś oficjalnie idziemy odstawić Kronosa. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Oho … masz moją uwagę. - odpowiedziała Kiazu.
- Twoją uwagę to będę miał za chwilę. Mamy dopa
ść Nyxanę w lawowym pałacu. - powiedział Kurai.
- OOOO! Zajebiście! - krzyknęła z ekscytacją Kiazu, a następnie dodała: - Powiedz, że ruszam
y jeszcze dzisiaj!?
- Ruszamy jutro ALE mamy trochę wytycznych, jak zmiana łączności, zostawienie wszystkich rzezy, łącznie z telefonami, aparatami itd. - odpowiedział elektryczny ne
czanin.
- Brzmi mocno zapobiegawczo. - powiedział Otachi.
- I ryzykownie, ale w sumie idziemy na Nyxane. - dodał Hachi.
- Jak się idzie na takiego bosa to zawsze wszystko co najcenniejsze a nie potrzebne do walki to zostawia się w skrzyni. - dopowiedział Otachi.
- Dla mnie to bezsens, ale mniej dźwigania dla mnie to zawsze na plus. - odpowiedziała Diuna wzruszając ramionami.
- Nie mogę się doczekać! - powiedziała entuzjastycznie i radośnie Kiazu, z płomieniami w oczach.
- Ta to się napaliła, że spać nie będzie mogła. - powiedziała Diuna.
- O której ruszamy? - spytał Ota
chi.
- Jakoś 10, po 10, ale musimy być gotowi wcześniej. Aha i od momentu przejścia na nową łączność nie rozmawiamy, o Zekeren, teleportach i wszystkim co zdradza za dużo. - odpowiedział Kurai.
- Luz Ziom. - odpowiedzieli zgodnie bracia, a następnie Otachi dodał: - Nic nie odwalimy.
- Mów za siebie. - powiedziała Kiazu, a po chwili ciszy wzruszając ramionami dodała: - Tak, tak w rozmowach nic nie odwalimy, ale no znasz Nas jesteśmy nieprzewidywalni.
- Taaa …. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Czej Ziom, tylko rzeczy zostawiamy w pokoju? Bierzemy puste plecaki? - spytał Otachi.
- Wszystkie rzezy bez wyjątków zostawiamy w Naszych plecakach i torbach, a one trafiają do gabinetu Rudego. Z nami idzie jeden plecak wzięty na świeżo z magazynu, w którym będą tylko rzeczy „wojskowe” i świeża łączność bez pamięci. - odpowiedział Kurai.
- Jak się dostajemy na miejsce? - pytał Otachi.
- Teleportacją najbliżej jak się da a potem „skradaniem” – odpowiedział dowódca.
- Brzmi jak dobry plan. - dodał Hachi.
- Równie dobrze możemy iść w okrojonym składzie i i tak będzie git. - wtrąciła
Diuna.
- Aż tak odzywa się lenistwo? - spytał Hachi.
- To co możemy poszaleć i porobić sobie fotki? - spytała nagle Kiazu.
- Tak możecie. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Yaaay! - odpowiedziało zgodnie rodzeństwo i rozbiegło się po okolicy.
- Coś mało przejęli się misją. - powiedział nagle Kronos.
- Dla nich misja to misja, wiedzą jak jest reszta wyjdzie w praniu - odpowiedział Kurai.
- Zabawa pomoże w poważnej misji, że nie wracamy? - dopytał Kronos.
- W ich przypadku zdecydowanie tak. - odpowiedział Kurai, a po chwili dodał: - Nie wracamy aby wyglądało bardziej naturalnie, że to był czas wolny a nie obgadywanie misji, a im się to i tak zdecydowanie przyda.
- Rozumiem… chcesz się przelecieć w okolicy?
- W sumie, można… - odpowiedział elektryczny neczanin, po czym dosiadł smoka.


************


Kiazu, Diuna i Rina otoczone świetlikami są na polanie wśród białych dużych kwiatów i mają mini sesje zdjęciową, która okraszona jest rozmowami. Ognista neczanka pozuje, a wodna neczanka robi jej urocze i bardzo klimatyczne zdjęcia.
- Mi też zrobisz jakieś fajne zdjęcia? Chciałabym coś wysłać Stevenen. - powiedziała Diuna.
- Jasne nie ma problemu. - odpowiedziała Rina z uśmiechem.
- Jemu to chyba jakieś pikantne. - dodała Kiazu.
- Neee, może kiedyś jak zasłuży. - odpowiedziała Diuna.
- Hehehe… spoko, tak og
ólnie dobra gra świateł, Rinka za aparatem i cyk masz zajebiste zdjęcia. Z mojej perspektywy polecam. - odpowiedziała Kiazu a następnie zapozwała do kolejnej fotki.
- Mówisz z autopsji
czy się domyślasz? - spytała Diuna.
- Z autopsji, miałam mega sesje podczas
obozowego grilla. - odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała: - I to nagą, pikantną sesje, a nie w pikantna sesje w sexy ciuszkach.
- A to dlatego zniknęłyście na tak długo. - odpowiedziała Diuna, po chwili dodała: - W sumie jakąś pikantną sesje w fajnych ciuszkach bym przygarnęła.
- Spoczko, możemy się umówić któregoś dnia. - odpowiedziała Rina.
- Tez się pisze, nawet jak będę tylko stylistką a nie modelką. - dodała entuzjastycznie Kiazu.
- Jak dla mnie super. - powiedziała Diuna, a następnie zmieniła temat: - A ten gdzie le
ci?
- Pewnie przelecieć się po okoli
cy. - odpowiedziała Kiazu.
- Napisał, że będą latać w okolicy i jak coś by się działo to mamy pisać… i że niedługo wrócą… - odpowiedziała Rina, zaglądając do telefonu.
- Tyle latał i jeszcze chce… - powiedziała Diuna.
- Kurai ogólnie lubi latać na smokach… - dodała Rina.
- A może Tob
ie zrobimy taką sesje? - zaproponowała Diuna.
- Nie, raczej nie. - odpowiedziała Rina delikatnie się rumieniąc.
- Diunka, skarbie,a kto by jej zrobił tak dobre fotki? - spytała Kiazu.
- Myślę, że dałybyśmy radę. - odpowiedziała Diuna.
- Ja zdecydowanie wolę stać po innej stronie aparatu. - dodała Kiazu mrugając okiem.
- Ale przyznaj, że to by było ciekawe. - powiedziała Diuna.
- A byłoby, było … ba to byłby zajebisty prezent dla pewnego Pana. - dodała Kiazu, wymownie patrząc na siostrę.
Rina zarumieniła się i nic nie odpowiedziała. Za to Diuna przewróciła oczami i powiedziała:
- Aż dziwne, że ma faceta.
- I to nie byle jakiego, zdecydowanie trafiła znacznie lepiej niż jej siostra. - odpowiedziała Kiazu, z delikatnie złośliwym uśmieszkiem.
- Ten przytyk był niepotrzebny. - powiedziała Diuna.
- Hmm… zupełnie tak samo jak Twój. - powiedziała Kiazu, mrugając okiem.
- HA ha HA … niech będzie … - odpowiedziała Diuna, a po chwili dodała: - Dobra, teraz ja chce fotki, takie aby mu szczęka opadła.
- Hmm…. Myśląc o nim przejdź się swobodnie wśród kwiatów, tak jakby Nas tu nie było. - powiedziała Rina.
- To akurat nie będzie trudne. - odpowiedziała Diuna, a następnie zaczęła swoją przechadzkę, wśród białych kiatów, które delikatnie muskała jak i kręciła się oraz bardzo spokojnie spacerowała.
- Kiazu, zrobisz proszę klimat świetlikami? - spytała Rina.
- Pewnie. - odpowiedziała entuzjastycznie ognista neczanka, a następnie przywołała parę dodatkowych świetlików, które podróżowały, za jej siostrą, która odeszła kawałek dalej. Diuna jest już we własnym świecie i totalnie nie zwraca uwagi na nic.
- Myślisz, że jest coś … hmm… co szczególnie lubi? - spytała trochę nieporadnie Rina.
- Ciężko powiedzieć, w wieży nic nie zauważyłam u chłopaków aby coś szczególnie lubili… czy coś szczególnie ich kręciło… - odpowiedziała Kiazu, zastanawiając się.
- To postawię, na klasyczne urocze i takie aby wydobyć to jak śliczna jest. - powiedziała Rina.
- Dobry pomysł. - pochwaliła Kiazu, a następnie dodała: - U mojego sprawa jest prosta, lubi cycki i mógłby dostawać tylko to i byłby szczęśliwy.
- rozumiem … hmm… to w sumie pomysł na Twoją fotkę w tych kwiatach … tylko no … musiałabyś się rozebrać … - powiedziała Rina.
- Nie musisz mi mówić nic więcej … Zrób cudne fotki Diunie i możemy to zrobić nawet dzisiaj. - odpowiedziała entuzjastycznie Kiazu, a po chwili dodała: - OOO! Tu wyszła super.
- A no, jest równie fotogeniczna co Ty, tylko nie ma wprawy nad pozowaniem …. więc gdy postawi się na naturalność to zrobienie Jej fajnych fotek też jet wykonalne, bez jakieś „męczarni” z ustawianiem …
- Fakt … i wychodzi mega uroczo.