„
...
przed wyruszeniem w drogę należy ...”
Minęło
trochę czasu, dziewczyny dalej bawią się w sesje zdjęciową. Z
dala od nich Hachi i Otachi rozmawiają przez video chat z Hyacin.
Panowie przy tym dość mocno śmieszkują i widać, że dobrze się
bawią.
- Robiliście wczoraj raida czy afkowaliście w
krzakach? - spytała Hyacin.
- Robiliśmy. - odpowiedzieli
zgodnie bracia a następnie Hachi dodał: - Tylko mnie boss
zdelete’ował zanim zdążyłem alt+taba zamknąć…
- Halo
jak można umrzeć na pierwszej fazie? Przecież teraz to nawet nie
był boss, tylko tutorialowy miniboss na otwarcie sezonu. -
odpowiedziała Hyacin.
- Nie no, bo healer był jakiś sus… -
odpowiedział Hachi.
- Bro… W sumie to healer pisał na
czacie, że „zaraz, mama woła na obiad”, a że poszliśmy i tak
go lać to jest jak jest. - dodał Otachi szczerząc kły.
-
Tak to jest jak jesteście nubami i chcecie udawać prosów. -
odpowiedziała Hyacin.
- Jasne, jasne … mamy więcej godzin w
tej grze niż Ty. - odpowiedział Otachi.
- Haaaloo, ja mam 300h
w tej grze. - odpowiedziała Hyacin.
- 300h w menu się nie
liczy. - odpowiedział Hachi, z uśmiechem godnym chochlika.
W
międzyczasie Kronos i Kurai wylądowali na polanie.
- Dobra ja
idem i zostawiam Was samych. - powiedział nagle Hachi.
- Co
jednak moje 300h Cię przytłoczyło i nie wytrzymałeś? - spytała
Hyacin.
- Hahaha … tak dokładnie… narka. - odpowiedział
Hachi odchodząc.
- A temu co się stało, że się zmył? -
spytała Hyacin.
- Ma do pogadania z dowódcą. - odpowiedział
Otachi.
- Wojskowe sprawy, to nie wnikam … nie chce nic o tym
wiedzieć.
- Hmm… jedno w sumie musisz. Przez jakiś czas będę
poza zasięgiem i telefonem.
- Oooo tym razem to wiesz
wcześniej? Dobrze wiedzieć to odezwij się jak wrócisz.
-
Luz.
- Robicie raida dzisiaj albo jutro rano?
- Tego rano
możemy zrobić, ale Ty grasz healerem
- Nie ma opcji, nie będę
niańczyć Waszego HP!
- To co znów random i liczenie, że nie
będzie „mama woła na śniadanie”?
- Hehehe…. Jakąś
tradycje trzeba mieć.
- Fakt. - odpowiedział Otachi z
uśmiechem.
************
Elektryczny
neczanin przed chwilą zsiadł z swojego smoka i zaczął go głaskać.
Po chwili podszedł do niego Hachi pytając:
- Ziom możemy
pogadać?
- No, co chcesz? - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Bez urazy, ale chciałbym na osobności.
Na te słowa czarny
smok odszedł i zostawił neczanom dużo przestrzeni do rozmowy.
-
To o czym chcesz pogadać? - spytał Kurai.
- To rozległy temat
ziom, ale Moyoshi od jakiegoś czasu zrobił się jakiś irytujący
aby nie powiedzieć, że wkurwiający …
- Bo wrzucił Cię do
karceru?
-
Nie… To było bo nie umiał sobie inaczej poradzić...
- Za co
tak naprawdę wrzucił Cię do karceru?
- Bo obroniłem przed
nim siostry i obiłem mu mordę … - odpowiedział Hachi.
Kurai
nic nie odpowiedział tylko patrzył mu prosto w oczy. Po chwili
Hachi kontynuował: - Dobra Ziom opowiem więcej. Stary zacznijmy od
tego, że Moyoshi to hipokryta, który sypiał z innymi za plecami
Diuny i nawet jak go raz i drugi przyłapała to nie widział w tym
problemu …
- Emm… przepraszam mogę Wam przeszkodzić? -
wtrąciła nagle Rina, stojąca nieopodal Panów, ale jednocześnie
na tyle daleko, że nie miałaby jak przysłuchiwać się rozmowie.
-
Co potrzebujesz? - spytał Kurai.
- Przepraszam, że Wam
przeszkadzam … mam nie typową prośbę, czy mogli byście mi dać
swoje koszule? - spytała nieśmiało Rina.
Elektryczny neczanin
bez słowa zdjął swoją i wręczył ją neczance, a zaskoczony
Hachi spytał:
- Po co Ci aż dwie?
- Od Otachiego też
wezmę … widzisz mamy pomysł na fajną fotkę dla Kiazu, ale nie
chciałabym aby leżała … em… naga na ziemi …- odpowiedziała
Rina.
- Oho, jakaś fajna fota dla Amisa? - spytał Hachi,
wręczając
swoją bluzę siostrze.
- Można tak powiedzieć… -
odpowiedziała
Rina delikatnie się rumieniąc, po czym podziękowała obu i
odeszła, udając się w kierunku Otachiego.
- Nie jesteś
ciekaw tej fotki? - spytał Hachi.
- Nie… I co dalej z tym
Moyoshim? - powiedział chłodno i twardo Kurai.
-A tak… no
Ziom to potem Diuna CHYBA zeszła się z Stevenen, bo odwalili
ciekawy numer… mniejsza… Stary ale wyszło Diuna wcześniej nie
zerwała z poprzednim facetem… Moyoshi się wkurwił i tu obroniłem
Diune przed nim… jednak koleś nie zrozumiał, że jednocześnie
powiedziałem mu, że ma nie tykać żadnej z moich sióstr … iii..
uderzył jedna z nich, to ja sprałem jego, poniosło mnie fakt …
a potem popisowo wtrącił mnie do karceru …. ale mordę to miał
pięknie obitą … POTEM niby mieliśmy się dogadać i się
dogadaliśmy, ale Jego zachowanie jest dziwne ziom… Ta nasza
rozmowa była jakaś taka niby na luzie i spoko i dogadaliśmy się
jak zawsze, ale no było coś mi nie grało w tej rozmowie…
Ewidentnie z Nim coś jest nie tak i mu odwala, robi dziwne rzeczy,
dużo mniej go widuje w towarzystwie Amisa, za to znacznie częściej
można go spotkać przy Rudym jak i w radiostacji jak i przy
porucznikach. Nie widziałem tego, ale wśród chłopaków chodzi
plota, że Moyoshi pokłócił się o to z Amisem. Z reszta Rudemu
też jakoś potężnie zalazł za skórę.
- Co masz na myśli?
-
Dobra Ziom, ale nie wiesz tego bo nie chce mieć przejebane ale
pamiętasz to nieszczęsne „ostre piwo” co poskładało
Moyoshiego?
- To na grillu, co było żartem Twoim i
Otachiego?
- Taaak… ale wkładkę do piwa dostaliśmy od
Rudego.
- A to ciekawe…
- No nie? No Ziomek coś tam
dużego odwala … co prawda
oficjalnie to nasz żart, i mniejsza o to, ale no Stary nie idzie się
z nim praktycznie dogadać… zresztą samo to co odwalili „przed
grillem” już dużo mówi … i nie to wszystko to nie jest mój
ból dupy, za karcer, mówię jak jest. W obozie można wiele
posłuchać wśród szeregowców, i tak zdaje sobie sprawę, że nie
wszystko jest prawdą to no sam mam wiele „ale” do typa ...
-
W wolnej chwili pogadam o tym z Rudym. - odpowiedział chłodno
Kurai, a następnie dodał: - Co do Twojej opowieści to jedna z
dwóch sióstr, która nie jest Diuną, to sama by go pozamiatała,
więc ta druga siostra której oberwało się od Moyoshiego, to na
pewno Rina… a Ty specjalnie nie mówisz która ...
- Taak,
masz racje Ziom
- Chciałeś go bronic?
- Bardziej nie
chciałem Cię zdenerwować Ziom… Koleś pozwala sobie na bardzo
dużo ale no za to już dostał po mordzie.
- Rozumiem.
-
Właśnie co do jutra będziemy mieli jakąś mapę? - spytał
Hachi.
- O ile mi wiadomo to nie, mamy iść na wyczucie i
„doświadczenie”, że byliśmy już w lawowym pałacu.
- W
sumie nie takie rzeczy już robiliśmy, podróżowanie bez mapy to
będzie tylko jak spacerek we mgle. Mamy znaleźć punkt widokowy i
skoczyć do siana aby mieć wizję?
- Twoje umiejętności są
tym punktem i dadzą Nam wizję.
- Tak myślałem, że to
powiesz… będzie zabawa! - odpowiedział całkiem entuzjastycznie
Hachi, a po chwili z dużą nutą ciekawości spytał: - Swoją
drogą, tam w wieży na tym Twoim wyzwaniu z Key'leanem to wszystko
to co tam się działo to były jakieś Wasze wspomnienia?
-
Wszystkie były tylko i wyłącznie moje…
- O ja pierdziele
…i Ciebie to i tak nie ruszało! Jesteś przerażający Ziom … w
sumie z Otachim rozpoznaliśmy jedna sytuację, tą brutalną z
turnieju … Hmm… czej, a ta sytuacja, że jakiś Kub wysysał Wam
energię życiową i był przy tym bardzo stanowczy. To był
Volaure?
- Taaaa….
- Nie wiedziałem, że gustujesz też
w facetach…
- Nie gustuję, jestem Jego ostatecznością, ale
doskonale wie że tego nie lubię, stąd wyssanie energii życiowej…
- A już myślałem, że lubisz na bardzo ostro i stanowczo …
-
Tego akurat nigdy się nie dowiesz jak lubię…
- Hmm… w
sumie Ziom póki nie robisz krzywdy mojej siostrze to nie moja sprawa
co tam lubisz a czego nie… - odpowiedział Hachi z uśmiechem i
beztrosko zaplatając swoje dłonie na własnym karku, a następnie
spytał: - Ziom gdzie byliście, po spotkaniu z Nyxaną? Rina nie
wiele nam powiedziała… w sumie tylko, że byliście nad jakimś
jeziorem i musieliście odpocząć po leczeniu, a Rudy jak
lecieliście to obawiał się, że nie żyjesz.
- Byliśmy w
bezpiecznym miejscu, i tak można powiedzieć, że nie żyłem.
-
O rety, masakra… W sumie to tłumaczy czemu Volaure wiedział gdzie
jesteście … wychodzi na to że Volaure i jego wskrzeszanie, było
potrzebne i zapewne to stąd tyle tajemnic, aby gdzieś nie poszło
za dużo informacji o tym … i tłumaczy też czemu Rina nie chce o
tym rozmawiać...
- Trochę racji masz, ale nie do końca. W
każdym razie Volaure też miał w tym swój udział.
- Ziom,
opowiesz coś więcej?
Kurai nic nie odpowiedział, jedynie stał
z rękami w kieszeniach i swoim klasycznym chłodnym spojrzeniem
patrzył na towarzysza rozmowy.
- Luz Ziom, nie wnikam bardziej,
kiedyś opowiecie Nam bardziej.
Dobrze, że oboje wróciliście cali i zdrowi. Jesteście wstanie iść
jutro
na misje?
- Tak, jest już ok. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Stary jak to jest „umrzeć”?
- Jeśli czekasz na jakaś
„magiczną opowieść” to tu jej nie ma. W tym przypadku … W
jednej sekundzie czujesz nieopisany ból, adrenalinę wolę walki, a
w kolejnej nie czujesz już totalnie nic, wszystko nagle zamiera i
nie masz na to wpływu. Nawet nie jesteś do końca świadomy, że to
Twój koniec. Taka sytuacja bardziej oddziałuje na innych wkoło,
niż na Ciebie samego.
- Nie chciałbym tego przeżyć. -
odpowiedział Hachi, a po chwili spytał: - A jak to jest ożyć?
-
Nagle bierzesz głęboki oddech… serce wali Ci jakbyś miał dostać
zawału… Masz wrażenie jakbyś obudził się z koszmaru, ciało
pamięta co się działo tuż przed a jednocześnie jest bezczynne. I
przez chwilę nie wiesz nic. Totalna dezorientacja. Dopiero po chwili
docierają do Ciebie bodźce jak zapachy, obrazy itd. i dopiero wtedy
wszystko się normuje. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Ani
jedno ani drugie nie brzmi magicznie…
- Taa ….
************
Neczanskie
rodzeństwo wraz z Kurai’em oraz Kronosem wrócili do obozu, który
mocno szykuję się już na noc i na same nocne warty. Te z kolei po
ostatnich wydarzeniach są liczniejsze i odejmują nie tylko teren
obozu stałego. Nasz oddział sprawnie i gładko wrócił do swoich
pokoi, bez jakiś większych kontroli. Dziewczyny dość szybko
padły, za to ich bracia długo nie mogli zasnąć, więc postanowili
trochę powłóczyć się po obozie. Podczas szwendania się
natrafili zarówno na innych szeregowców pełniących wartę, jak i
na dwóch rozmawiających poruczników, stosunkowo na uboczu, jak i
kogoś wychodzącego z części budynków na uboczu.
- Ty
zobacz, albo kolejny patrol, albo ktoś skończył karę. - rzucił
Hachi.
- Bro podejrzewam, że to drugie – odpowiedział
Otachi, a po chwili dodał: - Zwłaszcza, że to chyba był oficer?
-
W sumie to też mi się wydawało, że to był ktoś w oficerskim
mundurze.
Nagle telefon Otachiego zawirował telefon. Wietrzny
neczanin zajrzał do telefonu i po chwili powiedział:
- Jest
odliczanie do elitarnego raida w wybrańcach wielkiej niedźwiedzicy.
TEN co pojawia się losowo i ma niski próg pojawienia się….
-
Ten z HokutoBeldou? - odpowiedział zaintrygowany Hachi.
-
Dokładnie ten Bro … i będzie za 20 minut…
- Kurde … a
konsole mamy w pokoju Kurai’a?
- To pograne … ale taka
okazja….
- Cho spróbujemy …
- W sumie … dobra
ryzyko jest tego warte…
Neczańscy Bracia jak pomyśleli tak
zrobili. Szybko i sprawnie przemknęli przez obóz, weszli do budynku
gdzie mieszkają oficerowie, podeszli pod odpowiednie drzwi i
zapukali. Dość głośno i intensywnie ale nie natarczywie. Po
dłuższej chwili drzwi otworzyły się a delikatnie zaspany Kurai
ubrany w fioletowy t-shirt i krótkie czarne spodenki.
- Co
jest? - spytał Kurai.
- Ziom, bo zaraz mamy bardzo ważny raid
w grze… - zaczął Otachi.
- A konsola i ekran są u Ciebie w
szafie … - dodał Hachi.
- Wy tak serio? - spytał Kurai.
-
No we Ziom, to dla Nas Ważne … - kontynuował Otachi.
- Jedna
okazja na nie wiadomo ile… Ziom to unikatowy raid… - dodał
Hachi.
- Możesz, przenocować też u Nas jak coś … -
dopowiedział Otachi.
- Poradzę sobie … a jutro rano przed
wyruszeniem macie wyszorować Tytany. - odpowiedział Kurai, po czym
poszedł buty i po swoją koszulę od munduru, a następnie wychodząc
z pokoju chłodno dodał: - Jak tu będziecie jak wrócę to
dostaniecie dodatkowe warty po powrocie.
- Luz Ziom –
powiedzieli zgodnie bracia szczerząc kły, a następnie Otachi
dodał: - Dzięki Ziom.
- Jesteś zajebisty ziom. - dodał
Hachi.
- Tak, tak zobaczymy rano na szorowaniu. Aha i ma być
porządek.- odpowiedział Kurai, zostawiając pokój i wychodząc.
-
Tak jest. - odpowiedzieli zgodnie bracia.
- Bro jutro lepiej
abyśmy niczego nie odwalili… - dodał Otachi.
- No…
inaczej sami będziemy błagać o karcer … bo to będzie jak
wakacje … - dodał Hachi.
Następnie obaj weszli do pokoju
oficera i rozgościli się. Wyjęli z szafy konsole, ekran i szybko
oraz sprawnie ja podłączyli.
-
Ooo jesteście nie sądziłam,
że wpadniecie na ten raid.
- odezwał się kobiecy głos w głośnikach.
- Kwiatku, na
szczęście mamy dobrego kumpla. - odpowiedział Otachi szczerząc
kły.
- Od
tak się zgodził?
- spytała Hyacin
- Może nie od tak Kwiatku, ale to dobry
Ziomek, ważne, że możemy. - odpowiedział Otachi.
- Dobra, my
tu gadu gadu a czas ucieka, chodźmy na tego raida! - dodał
entuzjastycznie Hachi.
- Oby był tak zajebisty jak mówią!
-
Na to liczę Bro!
- Nie
rozczarujecie się..
- dodała Hyacin.
************
Noc
minęła szybko i spokojnie. Co prawda jest wczesny ranek, ale śpiąca
na brzuchu Rina, która swoje ręce trzyma pod poduszką na której
śpi, delikatnie przeciągnęła się i otworzyła zaspane oczy. Po
którymś powolnym mrugnięciu jej oczom ukazała się dobrze znajoma
twarz, krótkie biało srebrne włosy, dodatkowo leży On na prawym
boku, więc widać ze ma złocisty
kolczyk w lewym uchu.
- Kurai?
- wyszeptała zaspana Rina.
Następnie dziewczyna wyjęła spod
poduszki swoją prawą rękę, po czym delikatnie swoją dłonią
pogłaskała ukochanego po policzku. Po chwili ten otworzył swoje
różowo-fioletowo-niebieskie
oczy, dzięki czemu ich spojrzenia
spotkały się. Zakochani w ciszy leżą, patrząc sobie bardzo
głęboko w zaspane oczy. Jednocześnie wodna neczanka dalej
delikatnie i pieszczotliwie głaszcze policzek neczanina. W ten Kurai
złapał ukochaną za jej dłoń, odsunął od swojego policzka, a
następnie cmoknął jej wewnętrzną część dłoni, po czym dalej
ją trzymając położył ją na poduszce.
- Nie chciałam Cię
obudzić… - powiedziała szeptem Rina, aby nie obudzić swoich
sióstr.
- Spokojnie, nic się nie stało. - odpowiedział
Kurai, ponawiając delikatny pocałunek w dłoń neczanki.
- Nie
spodziewałam się Ciebie tutaj. - wyszeptała Rina.
- Sam się
siebie nie spodziewałem. - odpowiedział spokojnie Kurai.
-
Wyszło miło …
- Yhym … - wymruczał Kurai, a następnie
delikatnie przysunął się do ukochanej i delikatnie pocałował ją
w usta. A po chwili położył jej swoją lewą dłoń na karku
i ponowił pocałunek. Jednak ten nagle przerodził się w głębszy,
niż się zapowiadał. Po dłuższej chwili, kiedy usta kochanków
rozdzieliły, Kurai powiedział: - Dzień dobry…
-
Dzieńdoberek … - odpowiedziała przyjaźnie Rina, z uśmiechem, a
po chwili spytała: - Długo zostaniesz?
- Niedługo… mam
jeszcze kilka spraw
do ogarnięcia zanim wyruszymy.
- Rozumiem… - odpowiedziała
Rina po czym przytuliła się do ukochanego.
Kochankowie przez
dłuższa chwilę byli wtuleni w siebie.
- Lubię takie
poranki… - wyszeptała Rina wtulona w ramiona swojego chłopaka.
-
Yhym …
Po dłuższej chwili elektryczny neczanin wstał z
łózka i przeciągnął się, a neczanka przecierając oczy usiadła.
Tym czasem Kurai złożył buty, wziął swoją koszulę z krzesła,
a następnie podszedł do otwartego na oścież okna.
- Idę…
- powiedział neczanin, po czym stanął na parapecie. Rina pomachała
mu z uśmiechem, a ten jak gdyby nigdy nic wyskoczył przez okno.
Tymczasem neczanka wstała i przechodząc koło śpiących sióstr,
udała się do łazienki.
************
Kiedy
Kurai wrócił do swojego pokoju zastał Hachiego i Otachiego
śpiących na podłodze. Zdecydowanie widać było, że zasnęli
przed konsolą. Prawdopodobnie zagrali się i bawili się dłużej
niż sam jeden raid. Kapitan obudził ich, dał im czas na ogarnięcie
się i zaprosił na szorowanie tytanów. Na szczęście dla
neczańkich braci w garażu stoją tylko 4 maszyny bojowe.
-
Macie szczęście. - powiedział chłodno Kurai, trzymający w dłoni
czarny oficerski tablet, który wszedł z Hachim i Otachim do
ogromnego garażu.
- Ziom, one są mega zasyfione. - zauważył
Hachi, z mocno zaskoczoną i przerażoną miną.
- Bro nasze
szczęście to chyba ze mamy tylko 4 Tytany. - dodał Otachi z równie
przerażoną miną.
- Mają błyszczeć. - powiedział stanowczo
Kurai.
- W środku też? - spytał Otachi.
- Tak. -
odpowiedział Kurai.
- Nie chcesz Nam pomoc Ziom? - zapytał
Hachi.
- Mam własną robotę. - odpowiedział chłodno
elektryczny neczanin, a następnie stanął pod ścianą i zaczął
przeglądać tablet, a nawet coś pisać na nim rysikiem.
- No
Bro, to czas na zabawę. - powiedział Otachi.
- Ten quest nas
nie pokona. - dodał Hachi.
Hachi i Otachi westchnęli, przybili
sobie żółwika, a następnie całkiem ochoczo ruszyli do szorowania
maszyn bojowych.
- Kto idzie po wiadra a kto podstawia tytany?
- spytał Otachi.
- Zobaczymy kto wygra! - dodał energicznie
Hachi
- Dobra! Do trzech wygnanych?
- Pewnie!
Następnie
bracia zagrali w kamień papier nożyce.
- raz dwa trzy … -
mówili zgodnie bracia pokazując przy tym różne symbole.
Wkrótce
okazało się, że ziemny neczanin fartem wygrał 3 razy.
-
TAK! - krzyknął Hachi.
- No nie … - stwierdził Otachi.
-
HA! Idziesz Bro!
- Gramy jeszcze raz!
- Chłopaki nie
mieliście czegoś robić? - wtrącił się Kurai, zajęty dalej
swoimi sprawami.
- Ogarniamy Ziom! - krzyknął Hachi.
Tym
samym Otachi poszedł po wiadra, gąbki i płyny, a Hachi poszedł
poszedł po pierwszą maszynę aby przepakować ją do strefy mycia,
a następnie podłączył dwa szlauchy.
Czas mijał, neczańscy
Bracia szorowali pojazdy, kątem oka widzieli również jak kapitan
wypełnia jakieś rzeczy na tablecie, jak i jak raz i drugi
przychodzili do niego porucznicy jak i kapitan Amis. Widać że ma
sporo do ogarnięcia, ale jednocześnie doskonale widać, że od
czasu do czasu obserwuje jak idzie czyszczenie maszyn. Hachi i
Otachi gdzieś podczas mycia drugiej maszyny zrobili sobie wojnę i
zaczęli strzelać do siebie ze szlauchów jednocześnie chowając
się za maszyną. Bracia są cali mokrzy ale dalej się świetnie
bawią, a kiedy tylko woda poleci za blisko ich dowódcy to przez
chwilę uważnie patrzą i nasłuchują czy nie zwróci im uwagi.
Kiedy ten jednak tego nie robi to wracają do zabawy. W ten sposób
wyszorowali przy okazji jedna maszynę i wzięli się za kolejną,
więc możliwe, że dlatego nikt im nie zwraca uwagi. Po dłuższej
chwili do pomieszczenia weszła dziewczyna ubrana w pełny neczanski
mundur szeregowca. Przybyszka ma proste, wręcz ulizane, pomarańczowe
włosy do ramion i brązowe oczy.
- Hej Hachi. - powiedziała
nagle przybyszka.
W tym momencie ziemny neczanin został
ochlapany wodą, a następnie wietrzny nezanin jak tylko zobaczył,
że ktoś do nich podszedł to przestał lać wodę tylko zaczął
szorować auto.
- Elo Suryelle, co tam? - spytał Hachi.
-
Co przerąbała Twoja siostra?
- Kiazu? Czyby znów
pozamiatała jakiegoś typa?
- Nie, nie… ta z długimi
włosami
- Rina? - powiedzieli zgodnie obaj bracia, a Hachi
dodał: - Ona to zapewne nic, a co?
- Nagrywałyśmy z Alin
filmik z tego viralowego tańca, co ostatnio krąży po sieci.
-
Tego co tak dziwnie rękami porusza i takimi dziwnymi sztywnymi
nogami?
- Noooo, dokładnie ten!
- Zajebisty jest!
-
Pewka! A i no w tle nagrało Nam się jak Kapitan Moyoshi, krzyknął
na nią i kazał z nim iść. Myślałam, że coś odwaliła. -
odpowiedziała Suryelle, a następnie wyjmując telefon powiedziała:
- Masz zresztą am zobacz.
W tym momencie dziewczyna pokazała
Hachiemu filmik, gdzie tańczy z koleżanką, a w tle rzeczywiście
był Moyoshi i Rina. I jak neczanki w ogóle nie słychać tak ze dwa
razy w tle nagrania słychać stanowczy ton kapitana, jednocześnie
widać jak dziewczyna pokornie z nim poszła. Tym nagraniem
zaintrygował się również Otachi, który podszedł i oglądał je
przez ramie brata.
- Tak nam fajnie wyszło, a to popsuło nam
nagranie. - powiedziała Suryelle.
- No wyszło Wam kozacko. -
pochwalił Hahi.
- Da się przyciąć, muzą zagłuszycie to w
post produkcji i będzie szło viralem. - dodał Otachi.
- Coś
będziemy kombinować, szkoda wywalać do kosza. - odpowiedziała
neczanka.
- Suryelle, słońce widzisz tego ziomka z tabletem
koło wejścia, co rozmawiał porucznikiem jak wchodziłaś? -
spytał nagle Hachi.
- Nom widziałam tego słodziaka, co z nim?
- odpowiedziała dziewczyna, mierząc kapitana wzrokiem.
- Ten
Ziomek, to nasz dowódca. - odpowiedział Otachi.
- Słońce,
pokaż jemu to nagranie to i pomożesz Nam w naszej karze. - dodał
Hachi, mrugając okiem.
- Tobie zawsze. - odpowiedziała
dziewczyna, dając delikatnego buziaka w policzek Hachiemu, a
następnie odeszła.
- Bro wredny jesteś. - stwierdził
Otachi.
- Cóż mogę powiedzieć, może gdyby to nie był
Moyoshi …
- Ciekawe czy go wkurwi?
- Nah, ale
jednocześnie obstawiam, że Moyoshi narobi w gacie.
W tym
momencie Otachi wsadził swój szlauch za koszulkę zimnego neczanina
i puścił wodę.
- Aaaa! - krzyknął Hachi.
- Wygrałem!
- odpowiedział Otachi szczerząc kły.
- O rzesz Ty! -
powiedział Hachi po czym wystrzelił ze swojego szlaucha prosto w
brata.
************
Oficerski
gabinet, gdzie znajduje się w sumie jedno biurko. Mocno speszona i
wystraszona Rina stała jednocześnie wyprostowana a jednocześnie
skulona przed masywnym biurkiem, podczas gdy on powoli przeglądał
jakieś dokumenty, jakby kompletnie o niej zapomniał. Atmosfera w
pomieszczeniu jest ciężka. Nagle kapitan wstał i powoli obszedł
biurko mówiąc:
- Wiesz, co mnie zawsze fascynuje w takich
oddziałach? Żołnierze zaczynają myśleć, że lojalność wobec
dowódcy stoi ponad regulaminem… A potem ten dowódca popełnia
jeden błąd… i wszyscy jego ludzie lecą razem z nim. Lojalność
to dobra cecha. Dopóki człowiek nie przywiąże jej do niewłaściwej
osoby.
- Nie wiem o czym mówisz… - odpowiedziała pokornie
Rina.
- PANIE KAPITANIE! - powiedział twardo Moyoshi uderzając
dłonią o blat.
- Ta...tak jest Panie Kapitanie… - poprawiła
się wystraszona neczanka.
- Gdzie idźcie na misje?
-
Odprowadzić smoka, do smoczego obozu…
- KŁAMIESZ! - krzyknął
kapitan ponownie uderzając o blat, a następnie jedną ręką mocno
ścisnął jej policzki i stanowczo dodał: - Do tego Rudy wysłał
by tylko Kurai’a, a nie cały oddział. Za to kłamstwo mógłbym
Cię wrzucić do karceru.
Następnie puścił ją, oparł się o
biurko i powiedział:
- Ale nie chcę Cię karać. JESZCZE.
Jedyne co chcę tylko wiedzieć, wszystko o Waszych misjach, bez
względu na to czy Twój dowódca trzyma te misje w tajemnicy czy
nie. Rozumiesz!?
Rina nic mu nie odpowiedziała, jedynie
wystraszonymi oczami patrzyła na kapitana. Wtedy on ponownie odezwał
się, ale ton stał się trochę twardszy:
- A teraz posłuchaj
mnie uważnie. Jeśli wyjdziesz stąd i pobiegniesz do swojego
dowódcy, jedyne co osiągniesz to tyle, że ja sprawię że Wasz
oddział zostanie rozwiązany i dopilnuje aby każdy trafił gdzie
indziej. Jedno Twoje słowo przeciwko mnie a Wasz oddział za to
zapłaci. I to będzie Twoja wina! - a po chwili dodał ciszej: -
Więc
nie rób z siebie bohaterki. Po prostu mów mi, dokąd idzie i kiedy
wraca Wasz oddział. Tylko tyle i dobrze Ci radze, nie rozpowiadać o
tej rozmowie.
W tym momencie drzwi od gabinetu otworzyły się
bez pukania. Kurai wszedł spokojnym krokiem, jednocześnie zamykając
je zza sobą. Neczanka aż zesztywniała, a Moyoshi stosunkowo głośno
przełknął ślinę. Tym czasem Kurai, który nawet nie drgnął,
najpierw spojrzał na mocno przerażoną neczanke, a potem na oficera
przy biurku.
- Wyjdź. - Powiedział chłodno elektryczny
neczanin.
Roztrzęsiona Rina jest wręcz sparaliżowana ze
strachu, więc nie ruszyła się od razu. Po chwili Kurai ponowił:
-
Rina,
wyjdź.
- Tak jest. - odpowiedziała pokornie Rina następnie
minęła obu oficerów i niemal uciekła z gabinetu. Gdy drzwi się
za nią zamknęły, w pomieszczeniu zapadła ciężka cisza.
-
Mam prawo przesłuchiwać znaczy rozmawiać
z członkami
Twojego oddziału. - odezwał się nagle Moyoshi.
- Nie. -
odpowiedział Kurai, a następnie zrobił kilka powolnych kroków w
stronę biurka, po czym dodał: - Masz prawo wezwać mojego żołnierza
w moim towarzystwie, a nie zastraszać go za zamkniętymi drzwiami.
- Uważaj na słowa. - Po dłuższej chwili ciszy powiedział
Moyoshi.
- Nie, Ty uważaj. - odpowiedział spokojnie Kurai,
który przez całą rozmowę jest opanowany, spokojny, a jednocześnie
chłodno stanowczy. To wszystko sprawia, że atmosfera stała się
lodowata a sam ton Kurai’a wręcz podbija to jak bardzo jest
groźny. A następnie elektryczny neczanin patrząc mu prosto w oczy
dodał:
- Właśnie zagroziłeś szeregowcowi z mojego oddziału
konsekwencjami za rozmowę z przełożonym. Chcesz kontynuować tę
rozmowę przy Generale?
Dopiero teraz w jego głosie pojawiło
coś bardziej ostrego.
-
Wyciągasz pochopne wnioski. - odpowiedział Moyoshi delikatnie i
nieznacznie łamiącym się głosem.
- Naprawdę? - spytał
Kurai stojąc tuż obok drugiego kapitana, a następnie dodał: -
Słyszałem wystarczająco dużo.
Po tych słowach elektryczny
neczanin ponownie spojrzał prosto w oczy wystraszonego już
Moyoshiego i twardo i pewnie powiedział:
- Jeśli jeszcze raz
wezwiesz któregoś z moich ludzi bez poinformowania mnie… uznam to
za ingerencję w mój oddział. A wtedy nie będziemy już rozmawiać
prywatnie.
Moyoshi z trudem przełknął ślinę, jednak Kurai
totalnie nie wzruszony patrzył na niego jeszcze przez chwilę.
-
Czy wyraziłem się jasno? - spytał w końcu twardo Kurai. Za to
drugi kapitan poczuł naprawdę duży dyskomfort jak i strach. Zlał
go nawet zimny pot, chociaż udaje ze jeszcze się trzyma.
Kurai
wadził ręce do kieszeni spodni i spokojnie udał się do wyjścia.
Otwierając drzwi, chłodno powiedział:
- Następnym razem,
jeśli chcesz zdobywać informacje o moim oddziale… miej odwagę
pytać mnie bezpośrednio.
Po tych słowach elektryczny
neczanin wyszedł, a Moyoshi został sam w ciszy. Dopiero po dłuższej
chwili odetchną z ulgą. Jego ręce się trzęsą i teraz to On jest
tym który się boi.
************
Kiazu
i Diuna ubrane w swoje wersje mundurów stoją przy Kronosie i
czekają na resztę oddziału. Po chwili przyszedł do nich Hachi,
który ma suchy mundur, ale jego włosy są wyraźnie mokre, nawet
momentami kapie z nich woda.
- Yo, nie myślałem, że będziecie
pierwsze. - powiedział Hachi.
- Elo, Rina i Otachi poszli
zanieść nasze rzeczy do gabinetu Rudego, a Kurai chyba jest w
magazynie, chociaż myślałam, że będzie na Nas już czekał. -
odpowiedziała Kiazu.
- Możliwe ze jakieś oficerskie sprawy go
zatrzymały. - odpowiedział Hachi.
- Ty zapiałeś i prosto
spod prysznica? - spytała Diuna.
- Miałem już dłuższy
poranek niż myślisz. - odpowiedział Hachi.
- Yhym … i
szminkę jakieś laski, której nie zmyłeś. - dodała Diuna.
Na
te słowa ziemny neczanin wytarł policzek w rękaw od koszuli
munduru, pytając:
- A co zazdrościsz?
- Nie, bo wiesz to
nie mój kolor. - odpowiedziała Diuna.
- To była szminka
Suryelle? - zainteresowała się Kiazu.
- Masz dobre oko, więc
nie zaprzeczę Sis. - odpowiedział Hachi z uśmiechem i wzruszając
beztrosko ramionami.
- Suryelle? A to kto? - zainteresowała się
Diuna.
- Nie interesuj się. - odpowiedział Hachi.
- Taka
spoko laska z innego obozu, miałam z nią dwie może trzy warty w
„ostatnim” czasie. - dodała Kiazu.
- To jeszcze nie
trafiłam na nią. - odpowiedziała Diuna.
- I chyba wpadła
komuś w oko. - dodała Kiazu, z uśmiechem.
W tym momencie do
neczanskiego rodzeństwa podeszła Rina wraz z Otachim, który
również ma bardzo mokre włosy, a suchy mundur.
- Kolejny co
zaspał. - powiedziała Diuna.
- A co tęskniłaś? - spytał
Otachi, szczerząc kły.
- Za Tobą może i jeszcze. -
odpowiedziała Diuna przewracając oczami.
Na te słowa obaj
bracia spojrzeli po sobie, a następnie potrząsnęli głowami tuż
przy Diunie, tak aby ochlapać ją wodą z mokrych włosów.
-
EJ! - krzyknęła Diuna, osłaniając się rękami.
- Ciekawe
czy trzeci też przyjdzie mokry? - zainteresowała się Kiazu.
-
To zależy od temperatury … a ta niedługo pójdzie w górę. -
wtrącił Kurai, który właśnie przyszedł. I jako jedyny ma przy
sobie plecak.
- Powiedziałabym nie prowokuj mnie, ale w tym
przypadku sama zadbam aby było gorąco. - odpowiedziała Kiazu z
uśmiechem i determinacją w oczach.
- Na to liczę. -
odpowiedział chłodno Kurai, a następnie dodał: - Sprawa wygląda
tak, półgodziny po wyjściu z obozu mamy włączyć łączność,
od tego momentu nie rozmawiamy na pewne tematy i chwilę po 10:00
ruszamy do akcji. Jakieś pytania?
- W sumie to nie… -
odpowiedziała Kiazu.
- Do momentu włączenia, możemy jeszcze
swobodnie rozmawiać? - pytała Diuna.
- Tak, póki są nie
wyjęte z pudełek i nie włączone to nie zapisują. - odpowiedział
Kurai, a następnie spytał: - Coś jeszcze?
- Nie… -
odpowiedział w miarę zgodnie cały oddział.
- Świetnie to
ruszamy. - powiedział Kurai.
Po tych słowach oddział ruszył
w kierunku wyjścia do wyjścia z obozu, a elektryczny neczanin
pogłaskał smoka, który przeciągnął się i przechodząc obok
powiedział:
- Ten blondas Nas obserwuje …
- Zauważyłem.
- odpowiedział Kurai, po czym również ruszył w drogę.
-
Myślisz, że za Nami pójdzie? - spytał Kronos, ocierając się o
elektrycznego neczanina.
- Zobaczymy. - odpowiedział Kurai.
************
Neczański
oddział idzie szeroką drogą wśród wysokich drzew, przez które
przebijają promienie słońca. Słychać przyjemny szum lasu, jak i
czuć świeży kojący zapach wszelakich roślin. Rodzeństwo idzie
trochę z przodu, a ich dowódca wraz ze smokiem lekko z tyłu.
-
No to opowiadaj o tej całej Suryelle. - powiedziała nagle Diuna.
-
Nie ma jeszcze o czym, dopiero początkowe questy są grane. -
odpowiedział Hachi.
- Coś z tego będzie? - interesowała się
dalej Diuna.
- Na tym etapie jeszcze nic nie wiadomo. -
odpowiedział Hachi.
- Diuna ma właśnie syndrom starszego
brata, który wypytuję siostrę o nowego chłopaka. - dodał Otachi
szczerząc kły.
- No, tylko tutaj jeszcze nic nie ma. -
dopowiedział Hachi.
- Słowo klucz… „jeszcze”. -
zauważyła Kiazu.
- Sis, możesz mieć racje. - odpowiedział
Hachi.
Tym czasem wodna neczanka zwolniła oddzielając się tym
samym od rodzeństwa i zaczęła iść obok dowódcy. Reszta
obserwowała to, ale nie zwolnili kroku.
- A ta co kombinuje? -
spytała Diuna.
- Pewnie rozmowę na osobności, póki nie mamy
jeszcze łączności. - powiedział Otachi, zaplatając swoje ręce
na karku.
- Tyle widzę, ciekawi mnie o czym? - dodała Diuna.
-
O swoich sprawach. - odpowiedział Hachi.
W tym momencie
podszedł do nich Kronos mówiąc:
- Dogonią Nas.
Neczanie
jednak widząc, że ich towarzysze się zatrzymali to sami również
to zrobili.
- Co Ona zaciążyła, że tak się stresuje? -
spytała Diuna, obserwując siostrę w oddali.
- Matko Diuna …
to żeś pojechała. - stwierdziła Kiazu.
- Mogę Ci
powiedzieć, że nie to jest powodem. - wtrącił Kronos, a po chwili
dodał: - Zapach nie kłamie. Gdyby tak było wiedziałbym o tym
prędzej niż Ona czy którekolwiek z Was.
- Niesamowite Sis…
Minęło całe pięć minut, a Ty już próbujesz prowadzić własne
śledztwo i doszukiwać się teorii z dupy… - odpowiedział
Hachi
- Po prostu pytam. - odpowiedziała Diuna.
- Siostra
… a ja po prostu mówię, żebyś wsadziła ten nos z powrotem tam,
gdzie jego miejsce... - kontynuował Hachi.
Diuna prychnęła z
niezadowoleniem i po chwili powiedziała: - Przyszła blada jak
ściana, tez nadal jest wystraszona… martwię się o nią.
-
Nie…. Ty moja droga jesteś ciekawska a to różnica. -
odpowiedział Hachi.
- Sis… Jeśli będą chcieli Nam
powiedzieć to powiedzą. - dodał Otachi.
- A jeśli nie
powiedzą … to może istnieje ku temu powód, co? - dopowiedziała
Kiazu.
- Wy coś wiecie. - powiedziała Diuna.
- Oczywiście
że wiem. - odpowiedział Hachi z lekkim uśmiechem.
Diuna
delikatnie obrażona, skrzyżowała ręce po czym powiedziała:
-
Jesteś strasznie irytujący.
- Siora … za to ty masz talent
do wkładania rąk tam, gdzie ktoś zaraz zatrzaśnie pokrywę. -
odpowiedział Hachi.
************
Tym
czasem wodna neczanka zwolniła i zaczęła iść obok dowódcy. Jest
speszona, niepewna i widać ze coś ją nurtuje. Przez dłuższą
chwilę milczała, aż w końcu spytała:
- Możemy chwilę
porozmawiać?
- Kronos idź do reszty, dogonimy Was. -
powiedział chłodno Kurai, zatrzymując się.
Smok burknął
tylko coś pod nosem i odszedł. Dopiero teraz elektryczny neczanin
spojrzał na nią uważnie i spytał:
- Co chciałaś?
-
Nie … nie powiedziałam mu nic...
- Wiem…
- Moyoshi
próbował wyciągnąć informacje o oddziale i…
- Wiem.
Rina
dalej stoi przed nim spięta i przytłoczona tą sytuacją, nawet
zaciska swoje dłonie za plecami.
- Nie … nie powinna była z
nim iść.
- Nie miałaś wyboru, to był rozkaz oficera, jednak
następnym razem poinformuj mnie o tym natychmiast i to bez względu
na to kto wyda rozkaz.
- Dobrze… em … Kurai.. ja naprawdę
nic mu nie powiedziałam i nie chce mu nic mówić…
-
Posłuchaj, gdybym miał wątpliwości co do Twojej lojalności, to
właśnie zostałabyś w obozie i zrobiłbym wszystko abyś jak
najmniej wiedziała o misji.
- Rozumiem … ale i tak naraziłam
oddział…
- Nie, to Moyoshi próbował namieszać w naszym
oddziale. Myślał, że pożeruje sobie na Tobie, skoro na Diunie już
nie może, a Kiazu mu się nie da. Jednak jak widać przeliczył się…
i nie dał rady… - odpowiedział chłodno Kurai, a po chwili
dodał: - Rina, dobrze sobie poradziłaś.
- Naprawdę? -
spytała zaskoczona neczanka.
- Tak, nie dałaś mu się złamać,
chociaż się bałaś.
- O oki… - odpowiedziała mile
zaskoczona dziewczyna, a po chwili dodała: - Wydaje mi się, że
Diuna znów, żre się z Hachim…
- Znając ją to zapewne
chciała wiedzieć o czym rozmawiamy i Hachi ustawia ją do pionu.
-
Bardzo możliwe …
- Nie musisz jej mówić, ani co stało się
w biurze Moyoshiego, ani o czym teraz rozmawialiśmy.
- Ona i
tak będzie naciskać … - odpowiedziała Rina delikatnie się
kuląc.
- Zawsze możesz powiedzieć, że to było związane z
misją… i tyle ...- odpowiedział Kurai.
- …w sumie masz
racje … - powiedziała Rina, z błyszczącymi oczami i rumieńcami
na policzkach, a następnie dodała: - Hmmm…. Myślisz ze Moyoshi
będzie próbował jeszcze „rozmawiać” ze mną na temat
oddziału?
- Nie rozmawiał, zastraszał… nazywajmy rzeczy po
imieniu. - odpowiedział chłodno Kurai, po czym odpowiedział: -
Jeśli zrozumiał lekcje, to się nie odważy ani z Tobą ani z nikim
z Naszego oddziału.
- Zrobiłeś mu coś?
- Hmm… byłem
sobą tyle wystarczyło … - odpowiedział spokojnie Kurai, a
następnie dodał: - Chodź idziemy do reszty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz