„Przyjęcie
gdzieś w tle… ”
Po
środku lasu nadszedł czas na przeniesienie neczańskiego oddziału.
Kronos sam poleciał do obozu smoków, natomiast oddział ChiZ02, ma
już świeżą łączność. Nagle zostali przeniesieni w zupełnie
inne miejcie. Obecnie znajdują się w dość mrocznym lesie, jego
mrok wynika głównie z tego, że bardzo gęste korony drzew
praktycznie nie przepuszczają słońca. Jest tam intensywna, ciemna
zieleń i szarość która podbija poczucie mroku.
- Oddział
meldunek.
- odezwał się nagle głos w łączności.
- Dotarliśmy na
ustalone miejsce. - odpowiedział chłodno Kurai.
-
Świetnie. Ruszajcie dalej.
- odpowiedział znajomy głos w łączności.
- Tak jest. -
odpowiedział Kurai, a następnie dodał: - Hachi, działaj.
Na
te słowa Hachi zaczął delikatnie podskakiwać i rozluźniać ręce
oraz kark. Ziemny neczanin wziął przy tym kilka głębokich
oddechów. Po chwili ukucnął i otwartą dłonią dotknął ziemi,
jednocześnie zamknął oczy. A po dłuższej chwili wstał i
powiedział:
- Ziom, jakieś 15km na południe jest jakiś obóz,
chyba „tymczasowy”, bo tam wydaje mi się że mało istot się
kręci … za to w na końću naszej drogi jest obóz stały i tam
jest jakich hardcore jeśli chodzi o odgłosy na ziemi … a do tego
na dokładkę jest ogrom kroków przeróżnych istot i jest ich tyle,
że nie wiem które to są zwierzęta, a które to przeciwnicy.
-
Ojej nie masz zaznaczenia na czerwono to już się gubisz… -
powiedziała Diuna.
- Spoko siora to pokaż klasę i sama to
ogarnij. - odpowiedział Hachi.
- Da się ich wyminąć? -
wtrącił Kurai, nie wracając uwagi na rozmowę rodzeństwa.
-
Ziom, ten bliższy obóz w miarę tak, może nie bez przeszkód ale
powinno się dać. ALE … - odpowiedział Hachi.
- Ale co? -
dopytał Kurai.
- Jedyna droga do naszego celu prowadzi przez
ten stały obóz, nie jestem pewny ale na tyle ile „czułem” to
zbudowany jest tak że wymusza przejście przez jego środek aby się
tam dostać… Jest tam jakaś uczęszczana droga… - kontynuował
Hachi, a następnie dodał: - Z tej odległości nie ma bata ze
określę dokładniej… zdecydowanie za dużo wszystkiego.
-
Zajebiście … - powiedziała Diuna przewracając oczami.
-
Pełną budowę lokacji poznamy pewnie dopiero jak dojdziemy bliżej.
Ale zapowiada się że łatwo nie będzie … - dodał Otachi.
-
ruszamy dalej. - rozkazał Kurai.
- Tak jest. - odpowiedziało
zgodnie rodzeństwo.
- Hachi, prowadzisz. - kontynuował
elektryczny neczanin.
- Luz Ziom. - odpowiedział Hachi.
-
A Ty, pilnujesz abyśmy nie wpadli w pułapkę. - dopowiedział Kurai
patrząc w oczy Diuny.
- Dobra … - odpowiedziała
niezadowolona neczanka.
Po tych słowach oddział ruszył w
dalszą drogę.
************
Pomieszczenie
radiostacji w stałym obozie neczan. W tym sporym pokoju jest kilku
radiowców, ogrom sprzętu służącego
zarówno do nasłuchu jak i do video rozmów i podglądania
niektórych
oddziałów. Nagle do pomieszczenia wszedł Moyoshi, a kiedy został
zauważony przez jednego z radiowców to twardo powiedział:
-
Dajcie mi nasłuch na oddział ChiZ02, mam się nimi zając.
-
Chętnie Panie Kapitanie, ale nie mamy ich na nasłuchu. -
odpowiedział radiowiec, a następnie dodał: - Kapitanie, widzę, że
jeszcze
nie wyruszyli…
- Jak to nie wyruszyli?
- Według systemu
ich łączność w trybie spoczynku jest w gabinecie Generała,
pewnie są jeszcze na odprawie.
- Rozumiem, jak tylko wyruszą
to chce mieć na nich bezpośredni stały nasłuch.
- Tak jest.
- odpowiedział radiowiec.
Po tych słowach Moyoshi wyszedł z
pomieszczenia trzaskając drzwiami.
- Kurde
jestem pewien, że wychodzili ze smokiem. Co oni kombinują…
dlaczego zostawili swoją łączność!? … to wszystko nie trzyma
się kupy… może coś uda mi się wyciągnąć od Rudego, chociaż
akurat jego to lepiej nie wkurwiać… a dobra …
- zamyślił się Moyoshi.
Nie wiele myśląc kapitan udał się
prosto do gabinetu generała. Chwile podreptał po korytarzu pod
samym gabinetem, a następnie zapukał.
- Wejść! - rozległ
się głos za drzwi.
Na te słowa Moyoshi stanowczo otworzył
drzwi. Zaraz po ich otwarciu ku jego wielkiemu zdziwieniu w gabinecie
zobaczył jedynie zawalonego robotą generała.
- Co chcesz? -
spytał generał.
- Em… szukam partnera do zebrania dla
oficerów. - odpowiedział Moyoshi.
- Amis ma musztrę z nowymi
rekrutami, a Kurai i jego oddział ogarniają smoka, więc nikt nie
pomoże Ci niańczyć poruczników. - odpowiedział Rudy, nie
podnosząc wzroku znad sterty papierów, a następnie dodał: -
Czyżbyś chciał się urwać?
- Nie.. nie … mamy dużo
punktów do odhaczenia...
- Fakt, jak zostawię to tylko Tobie
to zebranie będzie trwało co najmniej do rana. Jak Amis skończy,
to powiem mu aby wpadł tam na zebranie.
- Dzięki. -
odpowiedział Moyoshi.
- Coś jeszcze?
- Yyy… nie … to
ja spadam na zebranie. - odpowiedział Moyoshi wychodząc.
-
Dobra decyzja. - odpowiedział generał na odchodne.
************
Neczańki
oddział przemyka szarym i ciemnym lasem. Chowając się w krzakach,
za drzewami i wszystkim innym co jet dla nich dostępne. Gdzieś
bliżej obozu miejscówki do schowania skończyły się więc
neczanie weszli wysoko w korony drzew i tam skacząc między
gałęziami przemieszczając się dalej w kierunku swojego celu. Pod
nimi drogami sporadycznie przechodzą zarówno jakieś zwierzęta,
jak i pojedynczy wartownicy.
- On aż się prosi aby go
zaatakować … - powiedziała Kiazu.
- A to aż się prosi o
alarm i zawalenie misji. - odpowiedział chłodno Kurai.
- Niby
tak, ale powalczyłabym! - dodała entuzjastycznie Kiazu.
- W
pałacu zakładam, że będziesz miała okazję. - kontynuował
Kurai.
- Ej Ziom, pa na to. - powiedział Otachi, wyglądający
z szczytu koronny drzewa.
Elektryczny neczanin szybko i sprawnie
wspiął się wyżej. W tym momencie zobaczył, że nie długo w
sumie las się kończy i zaczyna się teren przepełniony zastygłą
magmą, ciemnymi kamieniami i różnymi mniejszymi bądź większymi
rzekami i strumieniami lawy. Widać również spore zadymienie
terenu, jak i ogromny zabudowany teren. Natomiast na samym szczycie
tego dziwnego wulkanu znajduje się majestatyczny i wielki lawowy
pałac.
- Trochę się zmieniło odkąd byliśmy tu ostatni raz
… - powiedział Hachi.
- Ale ten gryzący dym w którym nie da
się oddychać jak widać został. - dodał Otachi.
- A ten obóz
u podnóża jest ogromny. - dopowiedział Hachi.
-
Myślę, że to też miejsce zapatrzenia
pałacu więc zapewne część tego obozu nie jest terenem wojskowym.
- powiedział Kurai.
- Pewnie masz racje Ziom, ale na ile
ułatwia Nam to sprawę? - spytał Otachi.
- Albo na ile
utrudnia? - dodała Diuna.
- O tym przekonamy się dopiero tam.
- odpowiedział Kurai.
- Taaa… świetnie … czy tylko ja
uważam, że nie powinno Nas tu być? - spytała Diuna.
- E tam
powinniśmy tu być! Nawet bardziej niż jesteśmy! - odpowiedziała
Kiazu.
- Nie wybieramy misji, skoro tu jesteśmy to jest w niej
jakiś sens. - dodał Otachi.
- A tu Kiazuchna ma jakieś
porachunki z Nyxaną, więc nie utrzymali by jej w obozie. - dodał
Hachi.
- O tak! Skopie jej dupę! - dodała entuzjastycznie
Kiazu.
- Dobra, punkt dla Was. - odpowiedziała Diuna, a po
chwili spytała: - Robimy gdzieś jakąś przerwę?
- Zobaczymy
jak będziemy się sprężać. - odpowiedział Kurai.
- Niech
zgadnę Ziom … obóz i górę zdobywamy w nocy? - spytał Hachi.
-
Tak by było najlepiej. - powiedział Kurai.
- I tak to zajmie
Nam dużo czasu. Już w sumie idziemy ze 2-3h a dopiero jesteśmy w
okolicach tego pierwszego obozu… - marudziła dalej Diuna.
-
No trochę się ślimaczymy przez to skradanie i ostrożność. -
powiedziała Kiazu.
- Są konieczne … - wtrąciła cichutko
Rina.
- Siora, na oko dojście do tego drugiego obozu to jakieś
z 5-8h … - dodał Hachi.
- I potem nie wiadomo ile w obozie i
podejście pod górę. - dopowiedział Otachi.
- Świetnie …
po prostu świetnie… - powiedziała Diuna, przewracając oczami.
-
Szybko zleci! - dodała radośnie Kiazu.
- Jednocześnie mnie
to przeraża że aż tak się cieszysz na tą misje jak i podziwiam
Twoją pewność siebie … - odpowiedziała Diuna.
- Cała ja w
pigułce. - odpowiedziała Kiazu, jednocześnie mrugając okiem.
************
Gabinet
neczanskiego generała, który czyta jakieś dokumenty, popija kawę
i ma na nasłuchu swój oddział od zadań specjalnych jak i otwarte
połączenie z księciem Zekeren, na którym obaj są wyciszeni.
-
Bro uważaj po lewo jest dwóch…
- powiedział Hachi.
-
O kurcze … dzięki Bro prawie bym na nich wlazł … Skąd oni się
tu wzięli?
- spytał Otachi.
- Wyszli
z namiotu, ma jakiś dziwny kamuflaż i gdyby nie moje psychowidzenie
nie widziałabym go… puki nie wpadła bym na niego ….
- dodała Diuna.
-
Zajebiste. -
powiedziała Kiazu.
-
Szkoda ze my takich nie mamy, było by łatwiej się przemieszczać...
- dopowiedziała Diuna.
- Zdajesz sobie sprawę, że przez ten
materiał nic się nie widzi? A dodatkowo on dobrze działa tylko w
formie maksymalnych rozmiarach namiotu dwuosobowego i najlepiej jakby
materiał się zbytnio nie ruszał … - wtrącił Rudy, nie
odrywając się od kawy.
-
To
trochę komplikuje sprawę…
- odpowiedziała Diuna.
- A
nawet bardzo.
- dodała Kiazu.
- I
nici z leniwego skradania. -
dodał Hachi.
- Zapomniałeś
im dodać, że ta technologia należy do Deskeros i jako tako nie
mamy do niej dostępu.
- wtrącił Volaure tak aby słyszał go tylko generał.
-
Szanowny Książę obecnie nie muszą wiedzieć, że to wynalazek
Elfów … - odpowiedział generał na następnie dodał już do
oddziału: - Jakie mundury minęliście?
-
Desdemos. -
odpowiedział chłodno Kurai.
- rozumiem, uważajcie tam. -
powiedział rudy do oddziału a następnie dodał już do samego
księcia: - Dobra chociaż to dziwne, że dzielą się ta technologią
nawet ze „swoimi”. Elfy nie lubią dawać od swoich technologii.
W sumie mogli po prostu ukraść im ten namiot.
-
Tak, to prawdopodobne… tak samo równie mocno prawdopodobne jest że
mają jakiś mocny wewnętrzny układ, który jest opłacalny dla
Elfów i opłacało im się dać swoje technologie, ale to by musiało
być coś mocnego. -
odpowiedział Książę.
- racja książę …. hmm…. Na dobrą
sprawę to Elfy zwykle demolują tylko wsie i miasta uderzając
głównie w cywili a nie jednostki wojskowe. - powiedział generał.
-
Zajmują się również torturowaniem.
-
Fakt, jednocześnie mało widać ich na polach walk. A zdecydowanie
byliby widoczni z daleka i zdecydowanie byłoby o nich głośno.
-
Oj tak…
-
Bez urazy Książę, ale stare Zekeren zdecydowanie byłoby po
stronie Ambasadora Chifuina.
-
Zdaje sobie z tego sprawę, zwłaszcza ze Dossak pochodził z
Desdemos.
- Książę skąd neutralność?
-
Hmm… chociażby aby zachować swobodę i przez turniej walk smoków.
W momencie opowiedzenia się po konkretnej stronie nasze turnieje
mocno by ucierpiały i przestałyby być opłacane. A dodatkowo nie
muszę 24h na dobę użerać się z innymi władcami …
-
Już to widzę… Panie, Sama moja królowa by wystarczyła by
zwariować.
-
Nie zaprzeczę … Ale jak chcesz smaczek o mnie to chociaż jestem w
barwach sojuszu i w teorii Zekeren jest po stronie sojuszu to nie
przysięgałem wierności żadnej ze stron, chociaż jak miałbym
„zdradzić sojusz” to już dawno bym to zrobił, zwłaszcza w
obliczu nowego wyzwania jakim jest Nyxana...
-
Z całym szacunkiem, Książę, ale gdyby Zekeren zamierzało przejść
na drugą stronę, zrobiłoby to na grubo przed wojną. Zdrada ma
sens tylko wtedy, gdy przynosi wymierne korzyści. W tej chwili nie
widzę ani jednej, która równoważyłaby straty. Planety, które
zdradzają, robią to z desperacji albo z wyrachowania. Zekeren nie
jest dziś ani zdesperowane, ani ślepe, a notabene utrata zaufania
byłaby dla Zekeren ciosem znacznie cięższym niż jakiekolwiek
doraźne zyski. Poza tym zdrada, której wszyscy się spodziewają,
jest najgorszym rodzajem zdrady. Dodatkowo Wasza Wysokość, zdrada
Zekeren byłaby błędem strategicznym. Nie dlatego, że jest
niemożliwa, lecz dlatego, że niczego by nie dawała.
-
Masz racje… Ty to widzisz, ja to widzę … dodam,
że
oficjalnie strona Chifuina Nas wysadziła, powoduje tylko to, że
odcięli sobie ewentualną pomoc chociażby w postaci azylu dla
rodzin i bliskich, jak i dostępu do naszej technologii leczenia czy
neutralnego miejsca do rozmów. Jednakże myślę, że to nie będzie
wieczna przykrywka i kiedy wszystko stanie się jasne, o ile już nie
jest… albo będą chcieli układów, albo będą chcieli Nas się
znów pozbyć. Dużo zależy jak tam teraz u nich będzie pociągane
za sznurki, bo układ sił ewidentnie się zmienił i to może mieć
bardzo różne skutki dla wszystkich…
-
Tak zdecydowanie masz racje, uwolnienie Nyxany mocno zamiesza w tej
wojnie i układzie sił. Tylko pytanie na którą stronę przechylą
teraz szalę. Myślisz Książę, że szybko dojdzie do siebie?
-
Podobnież jeden z generałów użył jakieś fiolki… wiec zapewne
to w dużej mieże zależy co było we fiolce jak i jak wpłynęła
na nią ta zawartość. Jednak każda nagła moc niesie za sobą
konsekwencje.
-
O ile mi wiadomo, to była fiolka z mocą chaosu, niestety Wasza
Wysokość nie wiem o jaką energię chaosu chodzi… Ważne jest to
że to dało jej tyle mocy, że wyłamała portal i przeszła do
naszego świata i jeszcze przeprowadziła potężny atak obszarowy. Z
tego co mi donieśli to nie była wstanie po nim chodzić i nieśli
ją na rękach.
-
Chaosu mówisz, to bardzo rzadka ale i potężna moc, chociaż Ona
jako naczynie dla tej mocy tez musiała być niczego sobie.
-
Wasza Wysokość ma racje, sam spodziewałem się, że taka moc
rozerwie ją na kawałeczki, a jak się okazało, że prężyła, to
mogę powiedzieć, że łatwo to już było teraz już łatwo nie
będzie.
-
Oj tak …
-
O
matko! Jakie ciacho. -
powiedziała nagle Kiazu, której oddział nie słyszał powyżej
rozmowy.
- Kiazu
no weź…
- odpowiedziała Diuna.
- Co
no weź? Tylko nie udawaj, że go nie widzisz!? Ten zajebisty wysoki
typek… długie granatowe
włosy i ta seksowna blizna na prawym
oku...- kontynuowała
Kiazu.
- No
widzę, ale mógłby być przystojniejszy… -
odpowiedziała Diuna.
-
Może… ale i tak jest turbo gorący…
- odpowiedziała kokieteryjnie Kiazu.
- Kiazu,
a Ty nie miałaś się na czymś skupić? -
wtrącił chłodno Kurai.
- Miałam,
i przecież skupiam się aż nadto! Nie mogę oderwać od niego
wzroku…
- odpowiedziała Kiazu, a następnie dodała: -
Ale się porusza … oj w innych okolicznościach startowałabym…
zajebisty jest … Hachi jak coś to ciacho idzie w Twoją stronę.
-
Dzięki
Sis.
- odpowiedział Hachi.
-
No dobra im dłużej obserwuje to tym bardziej jestem skłonna
przyznać Ci rację, chociaż nadal uważam że nie raz widziałyśmy
przystojniejszych … - dodała
Diuna.
-
E tam! Ten tez jest niczego sobie!
- dopowiedziała Kiazu.
- Książę .. Wasza wysokość
przepraszam za nich… - wtrącił Rudy, robiąc klasycznego
facepalma.
-
Spokojnie, nie przeszkadza mi to, a jak zacznie to po prostu ich
wyciszę… póki co są ciekawsi niż zebranie…
- odpowiedział Volaure.
- O czym debatujecie? - zapytał
Generał.
- Musi
wystarczyć Ci stwierdzenie, ze podsłuchiwanie Twojego oddziału do
zadań specjalnych jest dużo ciekawsze i w sumie Płomyczek mogłaby
go opisać bardziej…
-
odpowiedział spokojnie Volaure, z delikatnym uśmiechem.
- O
nie!-
prawie krzyknęła Kiazu.
- Co się stało? - spytał generał.
-
Kiazu
została oblana kubłem zimnej wody. -
odpowiedział Hachi.
- Lunęło.
- dopowiedziała Diuna.
- Mamy
ścianę deszczu.
- dodał Otachi.
-
O kurczę mokry w tym mundurze wygląda jeszcze lepiej.
- wtrąciła nagle kokieteryjnie Kiazu.
- Kiazu,
nie mamy całego dnia rusz się.
- powiedział Kurai.
- A
tak dobra już idę… -
odpowiedziała Kiazu.
-
O kurcze
Bro
…
- powiedział nagle Hachi, jednocześnie podśmiechując się.
-
No
co….
- odpowiedział Otachi.
- Co tym razem? - zapytał generał.
-
Nie
skomentuję tego.
- odpowiedział chłodno Kurai.
- Znając
ich to czasem lepiej nie wiedzieć.
- wtrącił Książę.
- Masz racje Wasza Wysokość… -
odpowiedział Rudy.
************
Neczańki
oddział do zadań specjalnych od ładnych parunastu
godzin
przemyka
na terenie wroga. W końcu dotarli do jakiegoś gospodarstwa
praktycznie pod samym dużym obozem stałym u podnóża wulkanu, na
którego szczycie znajduje się lawowy pałac. Gospodarstwo jest
spore jednak znajduje się w nim duża stodoła z sianem, w której
obecni ukrywają się neczanie jak i ogrodzony teren pokryty
intensywnie zieloną trawą, zatopioną w wodzie. Deszcz nadal
intensywnie pada. Hachi, Otachi jak i Kurai poszli na zwiad po
okolicy, a dziewczyny odpoczywają. Dokładniej Diuna leży na sianie
na górnej kondygnacji stodoły. Za to Kiazu i Rina siedzą,
nieopodal siostry, na brzegu piętra. Obie są gotowe w każdej
chwili się schować, albo zaatakować. Dziewczyny są na tyl blisko
siebie, że mogą swobodnie rozmawiać bez ponoszenia głosu,
dodatkowo ustawiły, że tak, że one słyszą wszystkich ale
jednocześnie ich nie słychać.
- Mam nadzieje, że zaraz wrócą
… w sumie zjadłabym coś. - powiedziała Kiazu.
- No można
by było … - odpowiedziała Diuna.
- Chociaż wolałabym już
spotkanie z Nyxana. - powiedziała Kiazu.
- A ja bardziej
chciałabym teraz trochę muzy, a może i nawet jakiś serial.
Chociaż samo odpoczywanie i tak jest git. - odpowiedziała Diuna,
wtulając się w siano i przeciągając się.
- To też by miało
swój urok. - wtrąciła Rina.
- Pewnie chciałabyś być na tym
deszczu? - spytała Kiazu.
- Trochę tak … chociaż to nie
byłoby teraz zbyt bezpieczne… - odpowiedziała spokojnie Rina.
-
E tam ta farma jest pusta i totalnie nikogo tu nie ma… -
powiedziała Diuna.
- W sumie to trochę dziwne, że jest tu
opuszczone miejsce tak blisko obozu. - odpowiedziała Kiazu.
-
Ten ogrodzony teren tutaj w okolicy tej stodoły wygląda jak jakaś
łąka, czy inne miejsce wypasu… więc możliwe ze coś okresowo
tutaj trzymają, a opiekunowie mieszkają w obozie. - dodała Rina.
- I teraz mieszkańcy tego przybytku są gdzieś poza tym
terenem? - spytała Diuna.
- Podejrzewam, że tak. -
odpowiedziała Rina.
- Hmm … Pewnie to jakieś jednorożce, to
możemy na luzie tu być i odpoczywać bo raczej szybko tu nie wrócą.
- powiedziała Diuna.
- Dziewczyny ktoś idzie. - powiedziała
Kiazu.
Na te słowa wszystkie neczanki schowały się za
stogami siana. Diuna w sumie się nie ruszyła, Rina ukucnęła, a
Kiazu bardziej się przyczaiła a nie schowała. Po chwili drwi do
pomieszczenia otworzyły się na oścież i rozległ się znajomy
głos.
- Siorki to my.
- O też się wyciszyliście. -
zauważyła Kiazu zeskakując z pietra.
- Taaa… to byłby by
zwiad lvl hard. - odpowiedział Otachi.
- Dowiedzieliście się
czegoś? - dopytała Kiazu.
- W sumie co nieco tak, ale to już
chyba poczekamy jak będziemy wszyscy. - odpowiedział Hachi.
-
O ile go nie złapali. - wtrąciła Diuna, a po chwili dodała: -
Spodziewałam się, że wróci pierwszy a tak to zapewne jesteśmy
już bez dowódcy.
- Siora, nawet NPC w grach podnoszą alarm, a
tu cisza więc jest szansa, że dalej działa. - odpowiedział Hachi.
- Życie to nie gra… pewnie go złapali i
teraz przesłuchują. - kontynuowała Diuna.
- Kogo złapali? -
spytał nagle Kurai, który stoi w wysokim oknie stodoły.
- Ciebie, ale jednak nie… - odpowiedziała
mocno zaskoczona Diuna.
- Ziom to jaki plan? - spytał Otachi.
-
Wracamy na łączność, w sumie możemy zjeść i wymieniamy się
informacjami. - odpowiedział chłodno Kurai zeskakując.
Na te
słowa cały oddział przestawił łączność, następnie wszyscy
weszli na piętro, tam z plecaka lezącego koło Diuny, wyjęli
pojemnik z jedzeniem, rozsiedli się tak aby z dołu nie było ich
widać i zaczęli zajadać oraz rozmawiać.
- Według tego co
udało mi dowiedzieć to Nyxana z całą świtą dopiero dzisiaj
dotarła do pałacu, gdzie ponoć była wnoszona na rekach generała.
- zaczął Kurai.
-
Taka to sobie pożyje… faceci ją na rekach noszą. - wtrąciła
Diuna.
- A to oznacza, że albo ma ego i nie będzie sobie
brudzić stópek… - zaczął Otachi.
- Albo nadal jest
wyczerpana po wyjściu z portalu. - dodała Kiazu.
- W każdym
razie to Nasza szansa, dowiedziałem się również, że szykują
jakiś duży transport zapasów na górę do lawowego pałacu, co
prawda nie spieszą się z nim, ale to może pomóc nam dostać się
na górę jak nie znajdziemy lepszych możliwości. - kontynuował
Kurai.
- Za to ja słyszałem rozmowę, że czekają jak deszcz
przestanie lać. Strasznie na to marudzili, że mają przestój i że
czegoś nie chcą robić po nocy, ale póki pada to są uziemieni. -
powiedział Hachi.
-
Hmm… jacyś cywile mówili ze coś przyjdzie jak deszcz będzie się
kończył i oby szybko skończyło lać bo wojskowi już wkurwa
dostają. - dodał Otachi, a po chwili dopowiedział: - Aaaa i
widziałem taką dużą rampę z takimi dziwnymi metalowymi
uprzężami.
- Jaka jest szansa, że czekają na koniec deszczu
jak te jednorożce czy co tu tam mieszka wrócą aby zrobić dostawę
na górę? - powiedziała nagle Diuna.
- Jestem przekonany, ze
nie czekają na jednorożce, ale sam Twój zamysł ma sens i jest
prawdopodobny. - odpowiedział Kurai.
- To w takim układzie co?
- spytała Diuna.
- To nie istotne, ale jest sporo zwierząt
transportowych które mogą wnosić większe ciężary niż
jednorożce. Zwłaszcza, ze Otachi widział prawdopodobnie rampę
załadunkowa. - odpowiedział Kurai.
- Stary ona była wielka! I
tam były takie dziwne rusztowania z łukiem. - dodał
entuzjastycznie Otachi.
- To wychodzi na to, że czekamy aż
powróci to coś na co czekają, potem spróbujemy dostać się jako
ładunek do pałacu. W międzyczasie wypocznijcie na ile się da. -
powiedział Kurai.
- Tak jest. - odpowiedział zgodnie oddział.
************
Późnym
wieczorem deszcz zaczął mniej intensywnie padać, jednak nadal
wszędzie jest mokro i mało przyjemnie. Kurai stoi przed wejściem
do stodoły, oparty o jedna ze ścian, koło skrzyń i siana. Nikt
się nie kręcił w okolicy a teraz jest już praktycznie ciemno.
Neczanie obecnie widzą znacznie lepiej niż ich przeciwnicy więc
zobaczą ich znacznie wcześniej.
-
Nadal czekacie? -
spytał generał.
- Taaa … - odpowiedział Kurai.
-
Przepraszam, że przeszkadzam… Myślę, że nie długo przestanie
padać… - wtrąciła dość pokornie Rina wychodząc z stodoły.
-
Czyli
wszyscy Nas słyszą tylko nie reagują. -
powiedział generał.
- Odpoczywają, tam grają w karty, pewnie
drzemią. - odpowiedział Kurai.
- A
Ty warta? -
kontynuował Rudy.
- Można tak powiedzieć. - odpowiedział
elektryczny neczanin.
Tym czasem wodna neczanka stanęła na
deszczu i po cichu cieszyła się, że chłodne krople wody na nią
spadają. Zdecydowanie napawa się deszczem.
-
Kiazu, też taka spokojna?
- dopytywał generał.
- Jak
na mnie tak, ale jestem aktywna i robię różne ćwiczenia. -
wtrąciła Kiazu, będąca w szopie i przez łączność.
-
Aktywny odpoczynek … obyś miała siłę potem.
- powiedział Rudy.
-
Przecież dobrze mnie znasz … -
odpowiedziała Kiazu.
- Tak i dlatego akceptuje ten styl
odpoczywania… - odpowiedział Generał.
Nagle dało się
usłyszeć głośnie powarkiwania. W tym momencie oczom neczan w
oddali rozległem polany wielkie bestie powoli i majestatycznie
wynurzały się z mgły. Ida pewnie jednocześnie powarkują. Ich
muskularne, ciężkie ciała przypominają drapieżniki z
najstarszych koszmarów, pokryte łuską o barwie zimnego granatu i
popiołu. Trzeba przyznać ze mokra skóra przybyszy połyskiwała.
Dodatkowo każdy ich krok wbijał się w podłoże z głuchym hukiem,
a woda, znajdująca się na łące, rozpryskiwała się spod ostrych
pazurów i masywnych łap. Najbardziej
przerażający w tych stworzeniach
był
jednak ich łby. Długie, kościste pyski, które
przypominają grot włóczni, a z czoła wyrastał im czarny,
idealnie posty pojedynczy
róg. Na dokładkę owe rogi
wyglądają bardziej
jak broń oblężnicza niż część żywego stworzenia, co
sprawiało,
że wyglądają bardzo gronie. Całości ich wyglądu dopełniają
umiejscowione wokół
karków i barków sterczące kolce oraz błoniaste wyrostki, które
drżą przy każdym oddechu. Straszliwy
wygląd uzupełniają małe, jarzące się metalowym złotem oczy,
które patrzą chłodno i z wyższością. Powietrze
wokół stada zdawało się cięższe, ale nie przytłaczające.
-
Ekipa koniec laby, zbieramy się. - powiedział chłodno Kurai.
-
No nareszcie.
- odpowiedziała Kiazu.
- Co to jest? - spytała zaskoczona
Rina
- To Vaelrathdrax. - odpowiedział Kurai.
- Uważajcie,
one są bardzo groźne. I to tłumaczy dlaczego czekali na koniec
deszczu i zdecydowanie to nie są stworzenia, które da się utrzymać
kiedy pada deszcz… -
wtrącił generał.
-
Czemu? -
spytała zaspana Diuna przez łączność.
-
Ujmijmy to tak, że te stworzenia nie lubią deszczu, kiedy ten się
pojawia one odchodzą, a kiedy się kończy wracają… więcej nie
musicie obecnie wiedzieć … -
odpowiedział generał.
W tym momencie elektryczny neczanin,
złapał neczanę za rękę i wciągnął ją z powrotem do szopy.
Następnie zamknął drzwi, oparł się o ścianę i prawą ręką
zasłonił Rinie usta, a lewą ręka położył palec na ustach,
sugerując wszystkim obecnym aby zachowywali ciszę. Oboje są
mokrzy. Po dłuższej chwili zza drzwiami dało usłyszeć się głosy
nieznajomych.
- Zachowajcie ostrożność i nie dotykajcie błon
i przypominam, też że potrafią zaatakować
- Pamiętamy. -
rozległ się głos kilku osób naraz.
- Nooo, Zdzichmat
też tak mówił i siedzi teraz w lazarecie.
- Yyy… no tak….
- Są już blisko bądźcie gotowi!
************
Przestronna,
wysoka sala pałacowa o mocnym białym świetle. Znajduje się tam
kilka okrągłych stolików, z krzesłami jak i przestrzeń do tańca
i zabawy. Stoi nawet orkiestra która gra muzykę na żywo. Urodziny
syna Króla Ashga trwają w najlepsze, a zaproszeni goście bawią
się, tańczą, rozmawiają i miło spędzają czas w luźnej
atmosferze. Panie są w pięknych sukniach, panowie głównie są w
garniturach. Swoim wyglądem wyróżniają się władcy którzy są w
swoich eleganckich strojach z zebrań rady, a dodatkowo Książę
Zekeren ubrany jest w jeansy, zielony t-shirt, który swym odcieniem
idealnie pasuje do koloru Jego oczu, oraz czarną marynarkę od
garnituru. Dodatkowo w prawym uchu ma łączność, ale ustawioną
tak, że On słyszy wszystko, a Jego nie słyszy nikt.
- Jakie
one są wielkie!
- krzyknęła nagle Kiazu przez łączność.
-
I warczą nawet na opiekunów, a to w sumie szansa dla Nas.
- dodał Otachi.
-
Zdecydowanie uniosą i Nas i ładunek. -
powiedziała Diuna.
- Volaure? - odezwał się nagle znajomy
głos.
- No co tam? - spytał książę, który jednocześnie
skupił się na Skautim.
- Królowa Sansha dalej mnie obserwuje
i patrzy tym dziwnym spojrzeniem. - odpowiedział Skauti, ubrany w
elegancki i dopasowany zielony garnitur.
- Powiem tak, albo
zazdrości, że mam przystojniejszą osobę towarzyszącą niż Ona,
albo uważa, że coś odwalimy coś co udowodni zdradę sojuszu. -
odpowiedział spokojnie Volaure, popijając swojego drinka, a po
chwili dodał: - Sam wybierz która wersja bardziej Ci odpowiada i po
prostu baw się dobrze.
- Masz rację, a co to za śliczna
dziewczyna, ta tam z zielonymi włosami w różowe kwiatki? Ten jej
kucyk i obłędne oczy mocno przyciągają…
- To Hana, córka
Sanshy. - odpowiedział spokojnie Volaure, nawet nie spoglądając w
Jej stronę, a następnie dodał: - I tak jest urocza.
- Nawet
na nią nie spojrzałeś…
- Nie musiałem. - odpowiedział
Volaure, mrugając okiem.
-
Ciii… spokojnie …. -
dało się nagle usłyszeć cichutki i spokojny głos Riny.
-
Tyle razy to widziałem, a nadal robi wrażenie…
- dodał Otachi.
-
Dzieje się, tam coś u Nich? - spytał nagle Skauti.
- Aniołek,
odprawia swoją magię. - odpowiedział Volaure.
- Znowu ten
Twój „Aniołek”, kiedy w końcu ją poznam? - wtrącił kobiecy
głos.
- Abyś mogła wydrapać Jej oczy? - odpowiedział
Volaure z zadziornym uśmiechem i spoglądając na przybyszkę.
Piękna kobieta ubrana w długa białą suknie z delikatnymi
kwiatowymi złotymi zdobieniami. Dodatkowo przybyszka bardzo długie
kruczoczarne włosy, upięte w wysokiego i sztywnego kucyka. A
całości jej wspaniałego wyglądu dopełniają lekko nie obecne,
ale zarazem przyjazne seledynowe oczy.
- Hmmm…. Dobrze wiesz,
że lubię bardziej wyrafinowane pozbywanie się rywalek… Może ją
podpalę i potorturuję trochę?
- Brzmi jak dobra zabawa. -
odpowiedział książę z uśmiechem.
Skauti z dość sporym
przerażeniem patrzył na rozmówców. Kątem oka przybyszka
spojrzała na młodzika i po chwili kontynuowała:
- A
pomijając to, że o tego Twojego „Aniołka” nie muszę się
obawiać to jestem pewna, że Ona mi do pięt nie dorasta. To nie
traktuje Jej jako rywalkę, co wiesz Ty śmieszku jeden.
-
Powiedziała ta co się nie droczy. - powiedział Volaure, szczerząc
kły.
- A to jak zawsze …. hmm… co do „Aniołka” to
chciałabym w końcu poznać istotę, która zaprząta Ci głowę
bardziej niż ja, zwłaszcza, że to ze mną masz miłe zabawy... -
odpowiedziała Kana, delikatnie obejmując księcia w jego pasie.
-
Na to akurat nie masz dowodów. - odpowiedział Volaure, patrząc
głęboko w oczy Ambasador.
- Tak, tak to czemu o Niej teraz
wspomniałeś? - zapytała Kana.
- Za pozwoleniem, Pani… to
ja o nią pytałem, a Książę tylko odpowiadał. - wtrącił
Skauti.
- Skauti, dobrze Pamiętam? - spytała Ambasador,
przestając się przytula do księcia.
- Tak Pani. -
odpowiedział zwiadowca.
- Myślę, że ten zadziorny
przystojniak jest wstanie obronić się sam, ale powiedzmy, że
szanuje iż wziąłeś to na klatę. - odpowiedziała Kana, a
następnie dotykając policzka Skautiego dodała: - Posłuchaj
słodziaku, doskonale wiem, że nie sypiają, ze sobą tak trochę
wbrew naturze Kuba. W każdym razie „Aniołek” właśnie dlatego
mnie intryguje. Wiesz tyle czasu spędzamy razem, że doskonale
widzę, że jest ważna dla Volaure, a jednocześnie podobnież z nią
ani nie sypia ani nie zrobił z niej swojej zabawki do energii, co
dla mnie jest już dziwne.
- Przyjaźń ma różne oblicza. -
wtrącił Volaure, mrugając okiem.
- Wiem Tygrysku, ale
jesteśmy Kubami. Nam jednocześnie najbardziej zależy i często
najmniej na tych z którymi sypiamy. Taki ambaras Kuba. A TY z nią
nie sypiasz, a na tyle ile miałam z nią do czynienia to jest
urocza, chociaż mogłaby być ładniejsza, wciąż jednak jest
wystarczająca do bycia zabawką. - odpowiedziała Kana.
- A
może już jest czyjąś zabawką, kto nie lubi się dzielić swoimi
zabawkami? - odpowiedział zadziornie Volaure.
- To bym była
zaskoczona… - odpowiedziała Kana, a następnie spytała: - Po
urodzinach Chobo, odprowadzisz mnie do moich komnat?
- A to moja
droga sytuacja rozwojowa i może złapiemy się jeszcze przed końcem?
- odpowiedział Książę.
- Niech będzie, to ja idę się
socjalizować z damami. - odpowiedziała Kana, mrugając zalotnie
okiem, a następnie odeszła w kierunku wianuszka kobiet, po
przeciwnej stronie sali.
- Idę zajarać, chcesz iść? - pytał
nagle Volaure, który cały cas słucha neczan, chociaż nie zawsze
skupia na nich pełną uwagę. Obecnie słyszy głównie powarkiwania
stworzeń oraz masę innych niezidentyfikowanych dźwięków, które
nie budzą niepokoju, ale jednoczenie nie wiele mówią.
- W
sumie mogę, świeże powietrze dobrze mi zrobi. - odpowiedział
Skauti.
Następnie obaj wyszli na pory i przestrony taras. Jest
już ciemno i zabierające dech w piersiach gwieździste niebo
opatula cały świat. Widać nawet „toksyczną planetę”. Zaraz
po wyjściu Volaure zapalił papierosa i oparł się tyłem o
barierkę tarasu.
- Nie chcesz patrzeć w niebo? - zapytał
Skauti, stając przed księciem.
- Nah … zdecydowanie wolę
kosmos. - odpowiedział Volaure, który paląc uważa aby dym nie
poleciał na Jego towarzysza.
- Hmm… pewnie często jesteś
na takich imprezach?
- Wręcz przeciwnie, na takich
ekskluzywnych przyjęciach bywam sporadycznie.
- A z „Bratem”
bywałeś na takich?
- Tak, bywał moim +1, ale nie aby chilować
i się bawić, zwykle mieliśmy jakaś misje na boku, a samo
przyjecie bywało tylko przykrywką i dobrym alibi. Bywało też tak,
że ze mną była jakaś laka, i wchodziliśmy jako nieznajomi, to
były fajne czasy.
- Fajne bo robiliście mroczne rzeczy?
-
Hmm… Bo ot dużo podróżowaliśmy, ot mieliśmy wiele wspólnych
przygód, ot mogliśmy wykorzystywać swoje umiejętności jak i
rozwijać się i udoskonalać się w nich. Nasze misje mają ten sam
vibe co wyjście z kumplami na podwórko po to aby odwalić
najbardziej szalony pomysł i się dobrze bawić.
- Rozumiem,
ma to w sumie sporo sensu … hmm… kiedyś z kumplami wzięliśmy
starą lodówkę ze śmietnika, wnieśliśmy ją na piąte piętro po
schodach do mieszkania kumpla i niewiele myśląc wyrzuciliśmy te
lodówkę z okna kumpla na ziemie … Teraz to brzmi strasznie, ale
wtedy mieliśmy ubaw po pachy i nie myśleliśmy o konsekwencjach. -
odpowiedział Skauti uśmiechając się.
- Dobre, no to moje
misje z Bratem, zdecydowanie można do tego porównać.
- Tylko
były mocniejsze…
- Szczegóły …
- Książę,
ukrywasz się przede mną? - spytał nagle młody kobiecy głos.
W
tym momencie oczom panów ukazała się prześliczna dziewczyna,
która ma eleganckiego wysokiego kucyka z zielonych włosów w różowe
kwiatki. Po upięciu włosy sięgają jej zaledwie do ramion.
Przybyszka ubrana jest w białą suknie do kolan, która ma
pomarańczowe i delikatne roślinne zdobienia. Całości jej
młodzieńczego wyglądy uzupełniają niebieskie oczy oraz rzemieńce
na twarzy.
- Pani. - wtrącił Skauti delikatnie kłaniając.
-
Nie muszę, wyszedłem zapalić - odpowiedział Volaure, po czym
zaciągnął się, a następnie po wypuczeniu dymu spytał: - Matka
wie, że ze mną rozmawiasz.
- Przed moja matką nic się nie
ukryje. Nie jest zadowolona, a jednocześnie nie może mi tego
zabronić. Jako księżniczka robię co chcę. - odpowiedziała
dumnie i pewnie przybyszka, a następnie dodała: - Masz mnie
pocałować w policzek na powitanie.
- Co za pech, nie jestem
tutaj od spełniania Twoich zachcianek.
- Poskarżę się
Matce! - odpowiedziała twardo przybyszka tupiąc nogą.
- Twoja
Matka to będzie bardzo szczęśliwa jak tego nie zrobię… -
odpowiedział Książę.
- W sumie tak, nie znosi Cię.
W
tym momencie Książę dał przybyszce delikatnego buziaka w policzek
na powitanie, a następnie dodał:
- Jednak życzenie
księżniczki zostało rozpatrzone pozytywnie.
- Zrobiłeś to
tylko po to aby moja Matka się wściekła.
- Być może, ale
nie masz co marudzić w końcu dostałaś to co chciałaś.
- To
może zrobisz ze mną coś więcej, na złość mojej Matce?
-
Hana, dobrze wiesz że nie, Nasza relacja nie osiągnie tego pułapu.
- Będę próbować, nie długo też kończę 18ście więc ta
wymówka Ci odpadnie. - odpowiedziała aroganckich tonem Hana, a
następnie spytała: - Dlaczego nie jesteś w barwach książąt
sojuszu?
- Mój towarzysz lubi zielony kolor, a skoro go
zaprosiłem to chciałem sprawić mu przyjemność.
- Dziwne
masz normy, istoty są po to aby to władca czerpał przyjemność i
miał jak najlepsze życie a nie odwrotnie. - odpowiedziała Hana, a
po chwili dodała: - To Twój nowy chłopak? Mojej Matce się to nie
spodoba.
- Bardziej nie podoba się jej ze ze mną rozmawiasz. -
odpowiedział Książę.
- Przywykła do spełniania moich
kaprysów, a to jeden z nich.- odpowiedziała Hana.
- Yhy, tak
tak … - odpowiedział Volaure, a następnie nagle dodał: - Tak
nawiasem Matka Cię woła.
Na te słowa Hana odwróciła się i
kiedy spostrzegła, że jej matka rzeczywiście ją woła, to
pośpiesznie odeszła bez słowa.
- Taki piękny kwiat, a
charakterek ma iście bagienny. - powiedział Skauti.
- Cała
Hana… - odpowiedział książę, a po chwili dodał: - Skauti może
zaprosisz Hanę do tańca?
- Kuszące, ale jest nieletnia czy to
będzie w porządku?
- Taniec z 16stką jest w porządku, serio.
- odpowiedział Volaure, mrugając okiem.
- W sumie masz racje
…. ale chyba jestem za niskimi progami, przydałaby się mocna
bajera.
- Powiedz ze jesteś Adiutantem Przybocznym samego
księcia Zekeren, jestem pewien że to łyknie i mocno zyskasz w jej
oczach. Śmiało działaj.
- No dobra to spróbuję. -
odpowiedział dość entuzjastycznie Skauti, po czym delikatnie
pokłonił się i odszedł.
Tym czasem Volaure odwrócił się
gasząc papierosa i zaczął patrzeć w niebo. Jednocześnie mocniej
nasłuchując zaprzyjaźniony oddział.
************
Wnętrze
drewnianej skrzyni, jest tam ciemno i stosunkowo nie wygodnie.
Znajduj się w niej trójka neczan. W jednej są faceci w bardzo
dziwnych lecz stosunkowo wygodnych, jak na panujące warunki,
pozycjach a w drugiej po drugiej stronie masywnego zwierzęcia w
identycznej skrzyni znajdują się neczanki. Kiedy bestia idzie czuć
falujący ruch i bujanie, jednak nie wywołują one mdłości.
-
Daleko jeszcze?
- spytała nagle Diuna.
- Na wyczucie, może jesteśmy w połowie
podejścia na szczyt. - odpowiedział Hachi.
- Ciekawe
czy zaraz Nas nie złapią?
- kontynuowała Diuna.
- Te chodzące czołgi są niebezpieczne
… sama widziałaś jak zaatakowały opiekuna … - odpowiedział
Hachi.
- Oni sami boją się tych stworzeń, my tu jesteśmy
tylko dlatego Rinka ma skilla. Ale zakładam, że do szczytu nie
podejdą do Nas… - dodał Otachi.
-
Jak dobrze widziałam to dwójka opiekunów jest na inuma na początku
stada.
- dopowiedziała Kiazu.
- Możliwe, że na końcu stada jeszcze
ktoś idzie. - dodał Kurai.
- Ziom, to i tak mało strażników.
- odpowiedział Otachi.
- Dziwisz
się!? -
spytała Diuna.
- W sumie to nie … te bestie same z siebie
przerażają. - odpowiedział Otachi.
- One same doskonale
chronią ładunek … - dodał Hachi.
-
I odstraszają szaleńców …
- powiedziała Diuna.
-
Dobrze, że my szaleńcami nie jesteśmy. -
dodała Kiazu.
Neczanski oddział zaśmiał się, a potem
zamilkł aby nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Co prawda
bestie są głośne, ale ostrożności nigdy za wiele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz